Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    walthemar o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    NyndrO o Wolne tematy (10 – …
    gnago o Szymowski prześwietla premiera
    Bezpartyjna o Wolne tematy (10 – …
    Marucha o Prof. Mearsheimer: „To Zachód…
    walthemar o Pierwszy pozew za zmuszenie do…
    NyndrO o Wolne tematy (10 – …
    Boydar o Wolne tematy (10 – …
    Krystian Szeliga o Szymowski prześwietla premiera
    revers o Wolne tematy (10 – …
    Boydar o Szymowski prześwietla premiera
    NyndrO o Wolne tematy (10 – …
    Marucha o Wolne tematy (10 – …
    Yagiel o Wolne tematy (10 – …
    Boydar o Upadek cywilizacyjny Polski
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Konflikt pomiędzy Zachodem a Rosją ma charakter religijny

Posted by Marucha w dniu 2022-08-26 (Piątek)

Obecna wojna – w której Ukraina jest pełnomocnikiem kolektywnego Zachodu przeciwko Rosji – jest przede wszystkim wojną ideologiczną lub religijną, w której Rosja reprezentuje to, co pozostało z chrześcijańskiej Europy, a „Zachód” reprezentuje totalitarną ideologię, która brzydzi się religią w ogóle, a chrześcijaństwem w szczególności.

To stwierdzenie może brzmieć dziwnie, biorąc pod uwagę fakt, że niektórzy ludzie Zachodu – choć z każdym dniem jest ich coraz mniej – nadal postrzegają „Zachód” (w zasadzie Europę i Amerykę Północną) jako świat chrześcijański, a Rosję jako komunistyczny lub krypto-komunistyczny.

Tak już jednak nie jest i to od dłuższego czasu. W rzeczywistości, w ciągu trzydziestu lat, które upłynęły od upadku muru berlińskiego i końca Związku Radzieckiego, nastąpiło całkowite odwrócenie ról. Kolektywny Zachód jest obecnie totalitarnym i agresywnie antyreligijnym blokiem, który stara się eksportować swoją antychrześcijańską i antyludzką ideologię do reszty świata.

Rosja jest znienawidzona przez elitę rządzącą Zachodu właśnie dlatego, że oparła się temu procesowi, a co więcej, poszła w przeciwnym kierunku. Będąc niegdyś aktywnym zwolennikiem „naukowego materializmu” i ateizmu, Rosja powróciła do swoich prawosławnych korzeni chrześcijańskich i wycofała się ze szkodliwej polityki i postawy z czasów sowieckich.

Aby wykazać prawdziwość tego stwierdzenia, musimy przyjrzeć się historii Rosji i jej interakcji z Zachodem od początku lat 90.

W 1991 roku, kiedy Związek Radziecki został oficjalnie zlikwidowany, stało się jasne, że Zachód wygrał zimną wojnę. Sama Rosja, pod wodzą nowego prezydenta Borysa Jelcyna, otwarcie ogłosiła koniec wszelkich agresywnych działań. Satelity Rosji w Europie Wschodniej mogły pójść własną drogą, a autonomiczne republiki w ramach Związku Radzieckiego mogły ogłosić się niepodległymi państwami. Stary sowiecki system własności państwowej został oficjalnie zniesiony, a prawie wszystko zostało sprywatyzowane. Prasa i media zostały uwolnione od wszelkiej cenzury i mogły teraz mówić, co chciały.

Rosja pod rządami Jelcyna wyciągnęła do Zachodu przyjazną rękę – gest, który nie został odwzajemniony i ostatecznie został przez Zachód zlekceważony.

Euforia z 1991 roku szybko minęła i lata 90. okazały się katastrofalną dekadą dla Rosji i jej obywateli. Przede wszystkim, fatalna okazała się polityka prywatyzacji. Przyjęto ustawę, która zabraniała obcokrajowcom kupowania rosyjskich przedsiębiorstw państwowych (innych nie było) i przemysłu, mogli to robić tylko Rosjanie. Niestety, nikt w Rosji, kraju komunistycznym, nie miał pieniędzy. Jednak pewne grupy – głównie etniczni Żydzi – miały kontakty za granicą. Zorganizowali oni przesłanie do Rosji środków finansowych w celu wykupu państwowych zakładów przemysłowych.

Zdesperowana administracja Jelcyna sprzedała te gałęzie przemysłu za niewielki ułamek ich prawdziwej wartości (same zasoby naturalne Rosji czynią ją potencjalnie jednym z najbogatszych krajów na świecie). Nabywcami tych gałęzi przemysłu stali się osławieni „oligarchowie”, którzy systematycznie plądrowali kraj przez prawie dziesięć lat, co zostało opisane jako największy akt grabieży w historii świata. Zamiast przeznaczać część zysków z powrotem na działalność gospodarczą, oligarchowie eksportowali je prawie w całości, zubożając zarówno swoich pracowników, jak i cały kraj. W rezultacie, duża część społeczeństwa zaczęła doświadczać poważnych trudności.

Wielu było bliskich śmierci głodowej, a wielu zmarło z powodu wychłodzenia podczas ostrych rosyjskich zim. Niektórym pracownikom państwowym płacono w kapuście, a szacuje się, że w latach 1991-2000 w Rosji doszło do ponad pięciu milionów nadmiarowych zgonów. Większość z nich spowodowały proste choroby, takie jak grypa, która z braku środków na zakup antybiotyku przekształciła się w zapalenie płuc. Ale gwałtownie wzrosła liczba zgonów z innych przyczyn, w tym morderstw, samobójstw, alkoholizmu i narkomanii. Rosja była krajem rozpadającym się, a liczba ludności zaczęła spadać.

W tym samym czasie, czeczeński ruch niepodległościowy, napędzany funduszami z Arabii Saudyjskiej i (rzekomo) z Zachodu, rozpoczął gwałtowną kampanię przeciwko władzom rosyjskim. W wyniku brutalnej wojny, w której zginęły dziesiątki tysięcy ludzi, w 1997 roku Jelcyn uznał częściową niezależność Czeczenii. W innych regionach autonomicznych zaczęły pojawiać się ruchy niepodległościowe i stało się jasne, że Rosja stoi na krawędzi rozpadu.

Uderzająca w tym czasie była postawa Zachodu, lub tych, którzy kontrolują Zachód. Zachodnie media, będące w tym czasie w rękach kilku mega-korporacji, niemal z radością relacjonowały dramat Rosji. W swoim cierpieniu naród rosyjski stał się obiektem zachodniej schadenfreude. A trzeba pamiętać, że właśnie w latach 90. amerykańskie korporacje rozpoczęły masowy „outsourcing” swoich branż do innych, tańszych miejsc. Całe fabryki, wraz z maszynami i technologiami, były masowo eksportowane, przede wszystkim do Chin. Do Rosji nie trafiało prawie nic.

I to pomimo faktu, że Chiny nadal były krajem komunistycznym i w istocie totalitarnym. Nawet masakra na placu Tiananmen (1989) i późniejsze brutalne represje nie mogły powstrzymać entuzjazmu amerykańskiej plutokracji do eksportu pracy i biznesu do Chin.

Tak więc Rosja, która wyciągnęła do Zachodu przyjazną rękę i pozwoliła ujarzmionym narodom odzyskać wolność, nadal była traktowana jako wróg i była skutecznie plądrowana przez zachodnie grupy interesów, podczas gdy Chiny, które nie zrobiły nic w tym kierunku, były teraz traktowane jako uprzywilejowany partner handlowy i biznesowy. Jak wyjaśnić tak zdumiewającą dysproporcję?

Wydaje się, że nie ma innego logicznego wytłumaczenia niż założenie, że u podstaw kulturowej/religijnej antypatii do Rosji i jej mieszkańców leży bardzo duża część rządzącej na Zachodzie plutokracji. Sugeruję, że tak właśnie jest, a u podstaw tego stanu rzeczy leży religia Rosji.

W czasach komunizmu, chrześcijaństwo było prześladowane w Rosji i w całym bloku sowieckim. W najgorszym okresie, pod rządami Lenina i Stalina, reżim komunistyczny dokonał masakry milionów chrześcijan. Ofiarami byli głównie prawosławni, ale cierpieli chrześcijanie wszystkich wyznań. Nawet po śmierci Stalina aż po lata 80. religia była nadal prześladowana. Wszystkie dzieci musiały uczęszczać na lekcje ateizmu, podczas których wyszydzano chrześcijaństwo i religię w ogóle.

Pod koniec komunizmu Kościół prawosławny był niewielką pozostałością po dawnych czasach carskich, ale wkrótce zaczęło się to zmieniać. Trudności życiowe zrodziły duchowe odrodzenie, a w połowie lat 90. rosyjski Kościół prawosławny, podobnie jak inne odłamy chrześcijaństwa, zaczął przeżywać zauważalny wzrost. Jednak dopiero w pierwszej dekadzie XXI wieku, za prezydentury Władimira Putina, proces ten nabrał istotnego znaczenia.

Putin zajmował wysokie stanowisko w administracji Jelcyna i bez wątpienia był postrzegany przez oligarchów, wówczas prawdziwych władców Rosji, jako człowiek zaufany, który zapewni kontynuowanie polityki, która pozwoliła im plądrować kraj przez prawie dekadę. 9 sierpnia 1999 roku został mianowany premierem, a zaledwie cztery miesiące później, w grudniu, pełniącym obowiązki prezydenta Rosji, po niespodziewanej rezygnacji Borysa Jelcyna.

20 marca 2000 roku, Putin wygrał wybory prezydenckie, uzyskując 53% głosów. Jednym z powodów popularności Putina było to, że był on postrzegany jako silny przywódca podczas drugiej wojny czeczeńskiej, która rozpoczęła się 7 sierpnia 1999 roku, zaledwie dwa dni przed jego nominacją na premiera. Wojna zakończyła się w kwietniu 2000 roku, a Czeczenia ponownie stała się częścią Federacji Rosyjskiej, co wzmocniło reputację Putina jako silnego przywódcy, który chce i potrafi przywrócić stabilność i egzekwowanie prawa.

W ciągu kolejnych pięciu lat Putin pokazał, że rządzący plutokraci bardzo się pomylili, wyobrażając sobie, że jest pod ich kontrolą i należy do ich drużyny. Wręcz przeciwnie, nowy prezydent zaczął przełamywać ich władzę. Następna dekada to seria spraw sądowych i procesów, w wyniku których niektórzy oligarchowie trafili do więzienia, a inni zostali zmuszeni do zapłacenia wysokich odszkodowań. Inni, prawdopodobnie najbardziej zbrodniczy, uciekli z kraju, a ich aktywa zostały skonfiskowane. Złamanie władzy oligarchów oraz „rosyjskiej mafii”, która ochraniała ich skorumpowane rządy, zaczęło przywracać pewną formę normalności.

Równolegle z reformami gospodarczymi, Putin dopilnował odrodzenia rosyjskiej wiary prawosławnej. W 2001 roku, w rok po objęciu urzędu prezydenta, zamierzał złożyć wizytę w klasztorze na Górze Athos w Grecji. Zamiar ten został przerwany z powodu burzy, która uziemiła jego helikopter, a druga próba w 2004 r. została podobnie odłożona na półkę, ponieważ musiał wrócić do Rosji, aby zająć się oblężeniem szkoły w Biesłanie. Ostatecznie, udało mu się dotrzeć na Świętą Górę w 2005 r. Tam nawiązał z mnichami więź, która zmieniła ich wspólnotę i wpłynęła na życie zwykłych Rosjan.

Rozpoczął się wielki program budowy cerkwi, a liczba osób uczęszczających do kościoła zaczęła rosnąć. Putin dał do zrozumienia, że uważa prawosławie za narodową religię Rosji, a Cerkiew uzyskała uprzywilejowaną pozycję prawną. Za tymi symbolicznymi gestami poszło nowe ustawodawstwo, które zaczęło przekształcać rosyjskie społeczeństwo. Zaostrzono prawo aborcyjne, dotychczas jedne z najbardziej liberalnych na świecie. W październiku 2011 roku rosyjski parlament uchwalił ustawę ograniczającą aborcję do pierwszych 12 tygodni ciąży, z wyjątkiem do 22 tygodnia, jeśli ciąża była wynikiem gwałtu. Nowe prawo wprowadziło również obowiązek odczekania od dwóch do siedmiu dni przed wykonaniem aborcji, aby umożliwić kobiecie „ponowne rozważenie decyzji”.

W tym okresie obraz Rosji w zachodnich mediach przeszedł od protekcjonalnego traktowania do jawnej wrogości. Już w 2005 r. uczeni Ira Straus i Edward Lozansky zauważyli wyraźnie negatywne relacje o Rosji w amerykańskich mediach, kontrastujące z w dużej mierze pozytywnymi odczuciami amerykańskiej opinii publicznej i rządu USA.

W miarę jak Rosja wykazywała coraz więcej oznak chrześcijańskiego odrodzenia, media na Zachodzie stawały się coraz bardziej wrogie.

Dziennikarze z rzadka otwarcie atakowali Rosję za jej „chrystianizację”; zazwyczaj publicyści, świadomi faktu, że duża część ludzi na Zachodzie nadal określa się jako chrześcijanie, prezentowali swoje antyrosyjskie nastawienie jako komentarz wobec „agresywnych zachowań Rosji”, „korupcji” lub „braku demokracji” w Rosji. Wszystko to jednak zmieniło się wraz z nowym prawem aborcyjnym z 2011 roku. Teraz ataki przeciwko Rosji stały się wyraźnie ideologiczne. Mówiono nam, że Rosjanie uciskają kobiety i odwracają się od „postępu”.

Jednak w 2013 roku antyrosyjska retoryka wystrzeliła ze wzmożoną energią. W tym samym roku rosyjski parlament uchwalił tzw. ustawę „O propagandzie gejowskiej”. Ustawa, prezentowana jako „Ochrona dzieci przed informacjami szkodliwymi dla ich zdrowia i rozwoju”, wyraźnie zakazywała parad gejowskich, a także innych form materiałów LGBT, takich jak książki i broszury, które próbowały normalizować homoseksualizm i wpływać na dzieci w ich postawach wobec homoseksualizmu. W rzeczywistości, już od około 2006 roku, wiele okręgów w Rosji wprowadzało własne lokalne zakazy dotyczące takich materiałów, choć przepisy te nie miały mocy poza ich lokalną jurysdykcją.

Ustawa, która została podpisana przez Putina 30 czerwca 2013 roku, była niezwykle popularna i przeszła przez rosyjski parlament jednogłośnie, przy zaledwie jednym głosie wstrzymującym się.

Reakcja zachodniej nomenklatury, która jest strażnikiem akceptowalnej opinii, była natychmiastowa. Prawie jednogłośnie zachodnie media zaczęły porównywać Putina z Adolfem Hitlerem; był on „bandytą”, „faszystą”, „mordercą”. Między kolejnymi wybuchami wściekłości stał się obiektem ostrej satyry. Obsadzono go w roli karykaturalnego złoczyńcy Jamesa Bonda, rutynowo mordującego i torturującego tych, do których żywił urazę. Istnieją nawet dowody, co prawda poszlakowe, że zachodnie organy wywiadowcze, takie jak CIA i MI5, aktywnie zaangażowały się w antyrosyjską propagandę (nic dziwnego, ich poprzednicy robili to samo wobec Mikołaja II, a to już żadne poszlaki nie są – dop. tłumacza)

Efekt tego zalewu demonizacji Putina szybko zaczął być widoczny: Podczas gdy w 2006 roku tylko 1% Amerykanów wymieniało Rosję jako „najgorszego wroga Ameryki”, w 2019 roku 32% Amerykanów, w tym 44% wyborców Demokratów, podzielało ten pogląd. Jednak tylko 28% Republikanów zgadzało się z tym; to niezwykłe odwrócenie opinii. W czasie zimnej wojny, to właśnie wyborcy republikańscy, tradycyjnie bardziej religijny i nacjonalistyczny element amerykańskiego podziału politycznego, postrzegali Rosjan jako główne zagrożenie. Teraz, to mniej lub zupełnie niereligijni (i bardziej pro-LGBT) Demokraci mieli taką opinię.

Elity zachodnie nie ograniczyły swoich wysiłków do pełnych złości artykułów w londyńskim Timesie czy Washington Post. Teraz zaczęto mówić o sankcjach ekonomicznych. Natychmiast pojawiły się wezwania do bojkotu Zimowych Igrzysk Olimpijskich, które odbyły się w lutym 2014 roku w Soczi w Rosji. Wezwanie do bojkotu spotkało się z ogólnym sprzeciwem sportowców, jednak wielu zachodnich polityków odmówiło udziału w otwarciu igrzysk, a temperatura rusofobii w zachodnich mediach narastała. Sprawy jednak miały pójść w jeszcze gorszym kierunku.

W 2010 roku, pochodzący z rosyjskojęzycznego Doniecka Wiktor Janukowycz, został wybrany na prezydenta Ukrainy, pokonując premier Julię Tymoszenko w wyborach, które zostały uznane przez międzynarodowych obserwatorów za wolne i uczciwe.

W listopadzie 2013 roku Janukowycz opóźnił podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, uzasadniając to tym, że jego rząd chciał utrzymać więzi gospodarcze zarówno z Rosją, jak i Unią Europejską. Rosja zaproponowała bowiem korzystniejszy kredyt ratunkowy niż była to gotowa uczynić Unia Europejska. Doprowadziło to do protestów i okupacji kijowskiego Placu Niepodległości, serii wydarzeń nazwanych przez zwolenników zbliżenia Ukrainy do Unii Europejskiej, „Euromajdanem”.

Chwilami wydawało się, że protesty wygasną, nie ulega jednak wątpliwości, że niemal od samego początku politycy zachodni podejmowali wspólne wysiłki, aby je podtrzymać. Na początku grudnia kilku polityków z Berlina i Brukseli odbyło „podnoszące morale” podróże na plac, a 15 grudnia przybyli tam amerykańscy senatorowie John McCain i Chris Murphy. McCain powiedział do zgromadzonych tłumów: „jesteśmy tutaj, aby wspierać waszą słuszną sprawę”. Rosjanie ze swej strony potępili „prymitywne wtrącanie się” Ameryki w sprawy Ukrainy.

Victoria Nuland, ówczesna asystentka sekretarza stanu ds. europejskich i euroazjatyckich w administracji Obamy, przybyła na Ukrainę wkrótce potem i natychmiast przystąpiła do podsycania ognia w i tak już niestabilnej sytuacji. W przemówieniu za przemówieniem obiecywała protestującym i mieszkańcom Kijowa, że Ameryka stoi za nimi.

W rezultacie na początku lutego 2014 roku Ukraina znalazła się na skraju wojny domowej; gwałtowne starcia między protestującymi a policją przyniosły wiele ofiar śmiertelnych i rannych. W obawie o swoje życie, 21 lutego Janukowycz uciekł ze stolicy, udając się początkowo na Krym, a ostatecznie do Rosji. W Kijowie natychmiast zainstalowano nowy rząd tymczasowy, wybrany przez Nuland, który był zdecydowanie antyrosyjski.

Analizując działania Ameryki i kolektywnego Zachodu w tym czasie, musimy pamiętać, że Ukraina była i jest głęboko podzielonym społeczeństwem. Połowa kraju, mniej więcej północ i zachód, uważa się za Ukraińców i jest historycznie nastawiona antagonistycznie do Rosji. Druga połowa, głównie południe i wschód, jest prorosyjska i postrzega siebie jednocześnie jako Ukraińców i Rosjan. Rzut oka na mapę wyborczą kraju pokazuje ten podział w najbardziej obrazowy sposób, ponieważ to właśnie rosyjska część kraju, południe i wschód, w przeważającej większości podarowały władzę Janukowyczowi.

Popierając jego obalenie, rząd amerykański całkiem świadomie stanął po stronie antyrosyjskiej połowy społeczeństwa. I nie sposób uwierzyć, że elity polityczne w Waszyngtonie nie rozumiały tego, co robią. Musieli oni wiedzieć, że rozpoczynają konflikt wewnętrzny, a być może i bezpośrednią wojnę domową. Jest to absolutny pewnik.

Na rozruchy społeczne nie trzeba było długo czekać. Gdy antyrządowe tłumy w Kijowie zajmowały się obalaniem Janukowycza, na południu i wschodzie zaczęły się wielkie protesty przeciwko zamachowi stanu. Krym, który w przeważającej większości był rosyjski i został przekazany pod jurysdykcję Kijowa dopiero w 1954 roku przez Chruszczowa, przeprowadził referendum, w którym 97% głosujących opowiedziało się za połączeniem z Rosją.

Putin, rozwścieczony amerykańskimi działaniami w Kijowie, zaakceptował wynik głosowania i oficjalnie ogłosił powrót Krymu do Federacji Rosyjskiej. Jednocześnie w miastach i miasteczkach na południu i wschodzie kraju miały miejsce masowe protesty „anty-majdanowe”, w których wiele osób nawoływało do odłączenia się od Ukrainy i zjednoczenia z Rosją.

Nowy, mianowany przez Waszyngton reżim w Kijowie zareagował siłą. Czterdziestu siedmiu prorosyjskich demonstrantów w Odessie zostało oblężonych w siedzibie związków zawodowych i spalonych przez neonazistowski tłum. Widząc, jak sprawy się mają, etnicznie rosyjskie prowincje („obwody”) ługański i doniecki ogłosiły niepodległość i przygotowały się do obrony. Szybko przerodziło się to w wojnę na pełną skalę. W ciągu następnych dwóch lat zginęło około 14 000 osób, głównie etnicznych rosyjskich cywilów, ponieważ rząd w Kijowie walczył o powrót tych dwóch prowincji do Ukrainy.

Walki w Ługańsku i Doniecku („Donbas”) uległy deeskalacji po podpisaniu w 2015 roku tzw. porozumienia Mińsk 2. Porozumienie to, wynegocjowane przez Rosję, USA i ONZ, przewidywało pewien stopień autonomii dla dwóch separatystycznych prowincji, a także uznanie i poszanowanie ich rosyjskiego języka i kultury. Porozumienie wzywało również do natychmiastowego wstrzymania wszelkich działań wojskowych.

Gdyby porozumienie z Mińska zostało w pełni zrealizowane, całkiem możliwe, że zakończyłyby się wszystkie działania wojenne, ale tak się jednak nie stało. Nowy rząd w Kijowie, na czele którego od maja 2014 roku stał Petro Poroszenko, nie podjął żadnej próby przestrzegania postanowień porozumienia. Wręcz przeciwnie, język rosyjski, dotychczas jeden z oficjalnych języków Ukrainy, został zdegradowany, a rosyjska kultura w ogóle zdeprecjonowana.

Co gorsza, nikt z tych, którzy popełnili morderstwa w Odessie i innych miejscach nie został postawiony przed sądem, a neonazistowskie bojówki odpowiedzialne za te okrucieństwa zostały faktycznie włączone do armii ukraińskiej. Co najgorsze, sporadyczny ostrzał celów cywilnych w Ługańsku i Doniecku trwał nadal – przez następne sześć lat.

Powtórzmy, kolektywny „Zachód” nie mógł nie zdawać sobie sprawy z niebezpieczeństw, jakie niosła ze sobą jego ingerencja w sprawy Ukrainy. Był to kraj głęboko podzielony; interwencja w imieniu jednej części kraju kosztem drugiej nie mogła nie pogłębić podziałów i ostatecznie spowodować rozpadu państwa.

To, że Zachód stanął po stronie antyrosyjskiej połowy społeczeństwa, było całkowicie zgodne z coraz bardziej histerycznym tonem antyrosyjskiej retoryki w zachodnich mediach w latach poprzedzających „Majdan”. Pomiędzy bajki możemy włożyć argument, że Nuland i administracja Obamy byli zaniepokojeni „korupcją” reżimu Janukowycza: Ameryka jest i zawsze była w bardzo przyjaznych stosunkach z rządami znacznie bardziej skorumpowanymi, brutalnymi i totalitarnymi niż rząd Janukowycza.

Sugerowałbym, że prawdziwym lub z pewnością niezwykle ważnym, choć niewypowiedzianym powodem misji Nuland był fakt, że zwrot Janukowycza w kierunku Rosji był postrzegany przez „obudzony” establishment w Waszyngtonie jako sygnał podążenia Ukrainy za Rosją w kierunku adoptowania coraz bardziej przyjaznej dla chrześcijan kultury społecznej; takiej, której „liberałowie” i „postępowcy” w Waszyngtonie nienawidzą.

Należy również zauważyć, że jedną z pierwszych decyzji Poroszenki jako prezydenta Ukrainy było otwarcie Fundacji Społeczeństwa Otwartego George’a Sorosa i jednoczesne wspieranie wprowadzenia agendy LGBT do systemu edukacji. Parady gejów stały się stałym elementem życia w Kijowie i otrzymały masowe wsparcie i ochronę ze strony sił bezpieczeństwa z powodu niechętnego odbioru społecznego.

Emmet Sweeney
https://remnantnewspaper.com/web/index.php/articles/item/6100-the-conflict-between-the-west-and-russia-is-a-religious-one
Tłum. Sławomir Soja

Komentarzy 11 do “Konflikt pomiędzy Zachodem a Rosją ma charakter religijny”

  1. Mietek said

    Paul Craig Roberts. Specjalnie dla wszystkich którzy cenią prawdę, i chcą poznać, co tak naprawdę wydarzyło się na Ukrainie, i jak przebiega od początku operacja specjalna.

    Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej przekształciły operację „Zwód i napraw” na Ukrainie – zostanie ona uwzględniona w podręcznikach..

    Pomysłowa operacja Sił Zbrojnych FR na Ukrainie zostanie zapisana w podręcznikach. 

    Politolog, były urzędnik administracji Ronalda Reagana, Paul Craig Roberts, mówił o działaniach rosyjskich sił zbrojnych o kryptonimie „Zwód i naprawa” („Odciągający cios i utrwalający sukces”).

    tło

    Rosja początkowo trzymała się jednego i jedynego celu na Ukrainie – demilitaryzacji sąsiedniego kraju. 

    Od ośmiu lat państwa zachodnie robią wszystko, aby wzmocnić ukraińskie siły zbrojne, które zostały stworzone specjalnie po to, by służyć interesom amerykańskiego imperium. Z pomocą Sił Zbrojnych Ukrainy planowano zaszkodzić Rosji i zniszczyć jej wpływy.

    „Zniszczenie tej potężnej „matki wszystkich zastępczych armii”, którą Stany Zjednoczone i ich partnerzy z NATO metodycznie stworzyli na granicach Rosji, było logicznie i oczywiście głównym celem była Federacji Rosyjska ”

    Do lutego 2022 r. najbardziej zdolne, doświadczone, dobrze uzbrojone i dobrze rozmieszczone siły ukraińskie znajdowały się nie w Kijowie, ale w Donbasie i Mariupolu. Stacjonują tam od kilku miesięcy, przygotowując się do uderzenia na Donbas i prawdopodobnie na Krym. Przywódcy polityczni Ukrainy niemal otwarcie mówili o takich zamiarach i wierzyli, że po ośmiu latach szkolenia Siły Zbrojne Ukrainy są w stanie osiągnąć ten cel.

    Entuzjazm ukraińskich polityków podsycali ich ideologowie z NATO, którzy zachęcali do takich planów.

    Najbardziej cenionym marzeniem Sojuszu Północnoatlantyckiego było wzniesienie sztandaru nad bazą morską w Sewastopolu i tym samym ustanowienie dominacji nad całym Morzem Czarnym i Bosforem.

    Na obrzeżach Kijowa

    Aby stłumić entuzjazm ukraińskich przywódców i zdemilitaryzować sąsiedni kraj, który wszedł na służbę Stanów Zjednoczonych, Rosja zastosowała złożoną strategię, w końcu operacja ta została przeprowadzona naprawdę znakomicie.

    Siły Zbrojne FR postawiły sobie za zadanie uniemożliwienie Siłom Zbrojnym Ukrainy umocnienia ich pozycji na wschodzie i południu – dlatego przeprowadziły operację „Feint and fix”. Jej istotą było naśladowanie zdobycia Kijowa.

    „Po zdobyciu przewagi w powietrzu w pierwszych dniach operacji specjalnej Rosjanie zebrali ogromny konwój pojazdów opancerzonych i beztrosko pojechali nim główną autostradą z północy w kierunku Kijowa”

    Jednak nieco później kolumna została zatrzymana, sprzęt pozostawiono na obrzeżach Kijowa i od czasu do czasu udawali, że porusza się w tym czy innym kierunku. Media ukraińskie i zachodnie natychmiast zaczęły pisać, że Rosja nie ma wystarczających środków, by dotrzeć do Kijowa, ale to nieprawda.

    „Wszystko, co robiła Rosja na północ od Kijowa, było widoczne. Sprzęt się nie zepsuł, ich żołnierzom nie zabrakło, nie zabrakło gazu. To był tylko duży manewr siły ”

    W rzeczywistości Siły Zbrojne FR nie miały żadnych planów wobec Kijowa – zastosowały jedynie manewr dywersyjny, który wzbudził nerwowość ukraińskich dowódców wojskowych.

     W tym „występie” uczestniczyła również Białoruś, rzucając zawoalowane groźby przyłączenia się do rosyjskiej ofensywy na Kijów. W rzeczywistości Mińsk nie zamierzał tego zrobić – i takie rozmowy ustały, gdy tylko Rosja wykonała operację „Zwód i napraw”.

    Zniszczenie grupy w Mariupolu

    W efekcie ze wschodu w okolice Kijowa przeniesiono ponad 100 tys. żołnierzy ukraińskich wraz z ich wyposażeniem.

     W tym czasie Rosyjskie Siły Zbrojne przejęły kontrolę nad kluczowymi węzłami i korytarzami transportowymi między Kijowem a Donbasem, a jednocześnie rozpoczęły wielką ofensywę w celu okrążenia i zniszczenia 20-tysięcznego zgrupowania armii ukraińskiej w Mariupolu, strategicznie ważnym mieście portowym na wybrzeże Morza Azowskiego.

    Wśród sił w Mariupolu znalazł się niesławny neonazistowski Batalion Azowski, którego uzbrojenie i szkolenie od dawna jest priorytetem NATO. Był uważany za jeden z najpotężniejszych elementów armii ukraińskiej.

    W siłach ukraińskich w Mariupolu było też wielu „doradców” NATO (CIA, siły specjalne i tak zwani „kontrahenci”). Obecnych było również około 2500 zagranicznych najemników, z których większość była weteranami wojen NATO w Iraku i Afganistanie.

    Podczas gdy główne rezerwy Sił Zbrojnych Ukrainy były skoncentrowane w Kijowie i wokół niego, potężne siły w Mariupolu były metodycznie otoczone i systematycznie niszczone. 

    Początkowo Ukraińcy mieli przewagę, ponieważ mieli potężne i złożone fortyfikacje przygotowywane przez lata wewnątrz huty Azowstal. Ponadto siły ukraińskie zastosowały taktykę wykorzystywania budynków mieszkalnych jako żywej tarczy.

    „I biorąc pod uwagę wszystkie te okoliczności, Siły Zbrojne RF działały doskonale”

    Wojsko rosyjskie wyraźnie zaplanowało kierunek działań i udało im się pokonać wroga i pozbawić go korzyści.

    Operacja „Zwód i napraw”

    Rosyjska operacja w Donbasie była niezaprzeczalnym i imponującym zwycięstwem we współczesnej historii. Armia ukraińska poniosła katastrofalną utratę doświadczonych, wyszkolonych przez NATO specjalistów.

    „Jestem pewien, że operacja Feint and Fix będzie studiowana w szkołach wojskowych przez pokolenia jako jeden z najbardziej imponujących przykładów walki w mieście”

    Operacja, którą przeprowadziła Rosja, zapisze się w podręcznikach. Siły Zbrojne FR zdołały osiągnąć swoje cele poprzez manewr dywersyjny, zmuszając ukraińskich dowódców wojskowych do wiary w możliwy atak na Kijów.

    „Ale celem Rosji nigdy nie było „zajęcie Kijowa”. Głównym celem Rosji zawsze było zniszczenie armii ukraińskiej, której najpotężniejsze grupy stacjonowały w Donbasie i Mariupolu. I zrobili to kompleksowo.

    I taka jest prawda, o tym wszystkim pisali inni eksperci, jak widać, Rosja robi to co trzeba.

  2. lewarek.pl said

    Śmiała teza, myślę, że naciągana. Ani prawosławie w Rosji nie jest tak wpływowe, ani nienawiść Zachodu do chrześcijaństwa nie jest tak silna, żeby starcie między nimi miało być powodem globalnego konfliktu. Przyczyna agresji Zachodu wobec Rosji jest chyba bardzo prozaiczna i jest nią pragnienie dobrania się do niezmierzonych rosyjskich bogactw i ogromnego terytorium.

  3. Jabo said

    Panie Lewarek, ma oczywiście Pan rację, ale nie chodzi tu o same rosyjskie bogactwa, ale głównie o rosyjską nie zależność polityczną i militarną od Anglosyjonu. Bez podporządkowania sobie Rosji, ich marzenia o panowaniu nad całym światem się nie ziszczą. Mieli Rosję na kolanach w czasach Jelcyna, ale pokpili sprawę. Zgubiła ich pycha, a ta jak wiadomo kroczy przed upadkiem. Zlekceważyli Putina i jego otoczenie.

  4. Emilian58 said

    @lewarek
    A bierzesz pan pod uwagę że całym zgniłym zachodem trzęsie talmudyczny SZWIAT?

  5. Emilian58 said

    Ktoś z nory brytyjskiej powiedział dosyć dawno temu że światem będzie rządził ten kto będzie rządził Europą środkową i Rosją. Ewentualnie gdy Rosja będzie miała po swojej stronie Europę środkową. I ja mam nadzieję że w końcu Słowianie się zjednoczą a Rosja siłą rzeczy będzie przewodzić temu sojuszowi.

  6. Siu1 said

    Jak mamy się jednoczyć z Rosją jak oni tak kochają Polaków?

    ——-
    za co mają kochać Polactwo?
    Admin

  7. Anzelm said

    No to chyba normalne, że bombarduje się terytorium wroga. Że przy tym zginą i czytelnicy Gajówki, to pretensje chyba nie do ruskich.

  8. UZA said

    „Wydaje się, że nie ma innego logicznego wytłumaczenia niż założenie, że u podstaw kulturowej/religijnej antypatii do Rosji i jej mieszkańców leży bardzo duża część rządzącej na Zachodzie plutokracji. Sugeruję, że tak właśnie jest, a u podstaw tego stanu rzeczy leży religia Rosji”

    Nie ulega wątpliwości, że zachodnie „elity” są wrogie chrześcijaństwu. Część owych elit stanowią masoni, programowo niechętni wierze chrześcijańskiej (zarówno w wersji katolickiej jak i prawosławnej), a drugą część – jeszcze bardziej zajadli w swej wrogości – talmudyści. Nie chcę się wypowiadać na temat tego, która grupa dominuje (czy to – jak sądzą niektórzy autorzy – anglosascy masoni wykorzystują do swych celów Ż…., czy – odwrotnie), faktem jednak pozostaje, że obydwie te grupy nienawidzą zarówno chrześcijaństwa jak i Rosji. Nie bez powodu finansowali Lenina i bolszewików, a potem obrali sobie za cel Ukrainę.

    „Że przy tym zginą i czytelnicy Gajówki, to pretensje chyba nie do ruskich”

    Czytelnicy Gajówki są w większości rozsądnymi ludźmi i nie przypominają tych biedaków, którzy po wojnie śpiewali : „jedna, atomowa, druga atomowa i wrócimy znów do Lwowa”. My rozumiemy, że bomby zabijają wszystkich, jak leci. Jeśli więc uda się sprowokować Rosjan do ataku na Polskę, to pewnie i my poginiemy. Osobiście uważam, że – z dwojga złego – lepiej już umrzeć niż wegetować w globalnym koncentraku, projektowanym dla ludzkości przez zachodnich mędrców. Nawiasem mówiąc, jeśli natowskie bomby polecą na Moskwę, to poplecznicy Nawalnego i podobnych Mu rozrabiaczy też się pewnie załapią na śmierć bądź kalectwo. Możliwe jednak, że w obliczu śmierci będą błogosławić swoich amerykańskich sponsorów. Byle tylko dokopać Rosji i Putinowi.

  9. Listwa said

    To jeden z konfliktów o władze nad światem

  10. lewarek.pl said

    Amerykańska totalitarna demokracja, tak jak każdy totalitaryzm, nie toleruje konkurencji, która ogranicza jej wszechwładzę. Dlatego teraz jest w konflikcie z Rosją i Chinami. To jest drugi – obok pożądania bogactw i terytorium Rosji – czynnik napędzający agresję Zachodu wobec Rosji.
    Ustawianie tego konfliktu na płaszczyźnie religijnej jest daleko na wyrost. Tylko w niektórych obszarach racje religijne czy quasi-religijne mogą być przedmiotem starcia, np. tzw. prawa człowieka albo LGBT, czyli współczesna „religia” Zachodu.

  11. Ja said

    Do Siu1
    Widziałam rok temu filmik na youtube, w którym podczas sądy ulicznej zadawano Polakom pytania co sądzą o Rosjanach i czy znają słynnego Rosjanina. Odpowiedzi (mam cichą nadzieję, że nie wszystkie były pokazane, lecz tylko te negatywne): Rosjanie to pijacy, idioci, zaboboniarze, awanturnicy. Sławny Rosjanin: mmmm…….. nie wiem, nie znam, nie pamietam. Jeden Polak potrafił podać nazwisko wybitnej tancerki.
    Czy Polacy są naprawdę takimi głupkami?
    Nikt nie wiedział, że był ktoś taki jak Dostojewski, jak Tołstoj, jak Puszkin, jak malarz Wrubel, chemik Mendelejew, Kasparow, noblista Iwan Pawłow, …… i wielu innych ktorych nie wymienię, bo brakłoby mi wieczoru.

    Opinia Rosjan o Polakach była inna. Mowili, że Polacy są inteligentni, goscinni, pomocni, waleczni, mili. A sławnego Polaka potrafił wymienić każdy. Lewandowski, Wojtyła, Wałęsa.

    Okazuje się, że Polacy mają bardzo duże braki w edukacji, że są zaślepieni nienawiścią i żyją stereotypami. Rosjanie natomiast okazali się ludzmi przynajmniej kulturalnymi.

    Mam nadzieję, że film był zmontowany tendencyjnie, bo jak nie to….. uuuuuu
    WSTYD

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: