Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    misio o Izolacja Zełenskiego
    Bezpartyjna o Wolne tematy (08 – …
    misio o Izolacja Zełenskiego
    Ale dlaczego? o O paranoi giedroyciowych i bar…
    Jebiemy polskość? o Izolacja Zełenskiego
    Bezpartyjna o SŁAWA Ukrainie! – a Polsce na…
    revers o Wolne tematy (08 – …
    CIA o Izolacja Zełenskiego
    revers o Wolne tematy (08 – …
    Carlos o Wolne tematy (08 – …
    Bezpartyjna o Nieukiem Polska stoi
    Krystian Szeliga o Izolacja Zełenskiego
    osoba prywatna o Wolne tematy (08 – …
    Bezpartyjna o Stara krew – opowieść o J…
    misio o Wolne tematy (08 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Przez 37 lat, co dzień, wchodził na Śnieżkę. Niesamowita historia karkonoskiego listonosza.

Posted by Marucha w dniu 2022-11-25 (Piątek)

Jeśli któregoś chłodnego deszczowego dnia uznasz, że nigdzie nie idziesz i nic Ci się nie chce, przypomnij sobie historię legendarnego karkonoskiego listonosza. Mężczyzna pełnił służbę przez 37 lat, codziennie pokonując drogę na Śnieżkę. Tym sposobem mógłby z powodzeniem pięciokrotnie okrążyć Ziemię, a zawartością torby napełnić 300 wagonów towarowych.

Poznajcie niewiarygodną historię człowieka, który zostawił swoje serce w górach.

Charakterystyczny, długi wąs i wiecznie paląca się fajka w ustach, były jego znakiem rozpoznawczym. W dłoni dzierżył laskę, a na ramieniu wypełnioną po brzegi listonoszkę. Do dziś przetrwało kilka fotografii z tym wizerunkiem oraz drewniana rzeźba w Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu.


Młody żołnierz na służbie

Robert Fleiss urodził się 22 marca 1847 roku we wsi Baberhäuser, czyli Borowicach w powiecie jeleniogórskim. Z wiejskiego gospodarstwa wstąpił wprost do wojska, aby wypełnić służbę w pruskiej armii. Po kilku latach zwolniony z obowiązków wojskowych wrócił w rodzinne strony i zaczął nowy rozdział życia, podejmując pierwszą pracę w urzędzie pocztowym w dzisiejszym Miłkowie.

Pierwsza praca

Jako świeżo upieczony listonosz i jako pierwszy w historii, każdego dnia, bez względu na warunki pogodowe pokonywał trasę na Śnieżkę. Dziś, droga z Miłkowa na Królową Karkonoszy prowadzi zupełnie gdzie indziej i jest o wiele łatwiejsza. 150 lat temu młody listonosz musiał pokonać dziennie prawie 19 km, na 1100 m przewyższenia pośród kamienistych i krętych podejść, które w żaden sposób nie były uporządkowane. Każdego ranka wyruszał w niebezpieczną wędrówkę i zanosił stosy popularnych wtedy pocztówek do punktu pocztowego na szczycie Śnieżki, skąd następnie trafiały w różne zakątki świata. Codzienny, ogromny wysiłek okazał się wtedy zbyt dużym wyzwaniem dla młodego chłopaka. Robert Fleiss zrezygnował po roku zatrudnienia i odszedł z urzędu.

Przerwa i inne zajęcia

Zajął się wtedy innymi fizycznymi pracami, np. powożeniem sań rogatych i zimowym transportem turystów ze schronisk czy wyrębem lodu z Wielkiego Stawu. Zamarznięte bryły wykorzystywano do konserwacji i przechowywania żywności. Ten sposób pracy zarobkowej uświadomił Robertowi, że jest odpowiednio zaprawiony w boju, aby powrócić na pocztowe ścieżki.

Powrót na „stare śmieci”, czyli początek 37-letniej wędrówki

W 1889 roku Robert Fleiss powrócił na szlak z charakterystyczną listonoszką u boku i w pocztowym uniformie. Jego mundur i wysokie buty wyróżniały go na wyboistych ścieżkach Karkonoszy. Upalne lato, deszczowa jesień, czy mroźna zima nigdy nie były przeszkodą w pełnieniu służby. Obowiązkowy pocztowiec dostarczał pocztę bez względu na porę roku i panujące warunki atmosferyczne. Torba uginała się od listów i przesyłek, osiągając często 50 kg wagi. Codziennie wspinał się z Karpacza Górnego do nieistniejącego już dziś Schroniska Księcia Henryka na krawędzi Kotła Wielkiego Stawu. Luksusowe schronisko spłonęło w 1946 r., w niewyjaśnionych okolicznościach.

Koniec służby

Robert Fleiss zakończył służbę w 1925 roku, na skutek redukcji etatów. Był to niewątpliwie cios dla najsłynniejszego listonosza. Zmarł w sędziwym wieku 90 lat. W letni, majowy dzień 1937 r. na miłkowskim cmentarzu z należnymi honorami pożegnano byłego wojaka i pocztowca. Legenda głosi, że w Karkonoszach spadł wtedy ulewny, rzęsisty deszcz.

Źródło: muzeumsportu.org oraz schronisko.net
Opracowanie: Agata Pałach, blog Nigdy za późno
https://dobrewiadomosci.net.pl

Komentarzy 21 do “Przez 37 lat, co dzień, wchodził na Śnieżkę. Niesamowita historia karkonoskiego listonosza.”

  1. Enya said

    Pewnie miał możliwość przejścia na emeryturę. Nie chciał. Mam mieszane odczucia, gdy ktoś tak długo upiera się przy pracy zawodowej.

  2. UZA said

    Z moich obliczeń wynika, że w chwili zakończenia kariery zawodowej ten Pan miał 78 lat (1925-1847). Zdumiewające, że taka ciężka, wieloletnia harówka ( w połączeniu z nałogiem, bo piszą, że palił) najwyraźniej Mu nie zaszkodziła, skoro dociągnął do dziewięćdziesiątki. To się nazywa zdrowie ! Współczesnych pracowników już się nie da tak eksploatować – za słabi są. Pamiętam powszechne oburzenie, kiedy rządy platformerskie wydłużyły wiek emerytalny – ludzie się bali, że nie dociągną. A przecież wtedy nie słyszano jeszcze o długim ani o krótkim kowidzie, że nie wspomnę o wyszczepionkach…

  3. Enya said

    Z tym paleniem ma Pani rację. To jakiś fenomen. Prof. Religa dużo palił. Zachorował na raka płuc, zmarł. Mój znajomy z pracy, złoty czlowiek, zawsze pomocny, koleżeński, palił dużo, zachorował, od diagnozy żył tylko 3 miesiące. Dziś ludzi zabija stres. Ten listonosz fizycznie zmęczył się, ale może miał poczucie służenia ludziom, kochał tę rutynę codziennych szlaków, psychicznie go ta robota nie niszczyła, dlatego długo dopisywało mu zdrowie. Ale ja i tak uważam, że w pełni normalny człowiek jest jednak świadomy tego, że w pracy zawodowej też jest pewien kres i że trzeba przekazać pałeczkę młodszym.

  4. UZA said

    „…w pełni normalny człowiek jest jednak świadomy tego, że w pracy zawodowej też jest pewien kres i że trzeba przekazać pałeczkę młodszym.”

    Co prawda, to prawda. Mimo wszystko listonosz starej daty góruje nad współczesnymi – jego cieszyła robota sama w sobie, nawet jeśli była ciężka – tak, jak Pani napisała: rutyna codziennych szlaków, poczucie służenia ludziom. Wątpię, czy miał z tego dużo pieniędzy. Nie wiadomo też, czy miał rodzinę, która potrzebowała go w domu.

    Dzisiaj najbardziej kurczowo trzymają się stołków ci, którzy nie robią nic pożytecznego, rękawów sobie nie wyrywają, a zgarniają ładne pensyjki. Oni myślą tylko o sobie i zwykle nie mają powodów, żeby się specjalnie stresować. Ich codzienna rutyna to kawusia i ploteczki, ewentualnie prezentacja nowych ciuszków, butów, samochodów a do tego odbieranie hołdów od podwładnych lub innych osób od nich zależnych. W domach by się po prostu nudzili.

    Ciężko pracujący ludzie są natomiast tak wyeksploatowani i schorowani, wyniszczeni stresem i zatruci śmieciowym jedzeniem, że jeśli w ogóle uda im się dożyć emerytury, nie mają już sił na dalszą pracę. Jeśli zaś podejmują ten trud ponad siły, to tylko dlatego, że emerytura nie wystarcza im nawet na skromne życie. Zwykle robią to, do czego młodsi się nie garną.

  5. Patmos said

    Było aż tylu odbiorców listów na górce Śnieżka, że listowy musiał się piąć na nią codziennie?

    No, ale nie czepiajmy się szczegółów.

    Wraz z moją wrocławską klasą szkoły średniej co raz to, w miesiącach ciepłych, jechaliśmy na “rajdy” piwne Śnieżki, po których odpoczywaliśmy w pobliskich, zalanych wodą, kamieniołomach w Strzelinie. Są fotografie.

    Rodzice, oczywiście, bardzo cieszyli się, kiedy dziatwa wracała do domów z tych “szkolnych” wędrówek – trochę opalona, pełna życia i wesoła – jak to zwykle z dziatwą.

    Robert Fleiss – jeśli mogę – spoczywaj w pokoju.

    https://www.openstreetmap.org/search?query=Sniezka#map=14/50.7443/15.7331

  6. Marucha said

    Re 5:
    Było (po dzisiejszej polskiej stronie) schronisko, było obserwatorium astronomiczne…
    Nie było poczty elektronicznej.

  7. Patmos said

    Re: 6
    O…K, OK
    Ani ja ani Pan nie wiemy ile tego było codziennie –
    I zbaczamy na kompletnie inny temat – co jest nieładne w kontekście śmierci Listonosza.
    Skąd ta agresja?

  8. Marucha said

    Re 7:
    AGRESJA?
    Zbaczanie z tematu?
    Czy Pan jest aby całkiem normalny?

  9. Patmos said

    Argumentum ad personam
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Argumentum_ad_personam

    Raczej szokujący na tym portalu.

    ———–
    O co Panu chodzi? Śmiało!
    Admin

  10. zagobasum said

    Z tym paleniem, Drodzy Państwo, jest tak, ze pan listonosz palił fajkę a po drugie -jestem przekonany – NORMALNY tytoń, bez „ulepszaczy” i bez nasączania róznymi świnstwami, co od dziesięcioleci jest stosowanie przez koncerny tytoniowe. Nawiasem pisząc, sama nikotyna jest całkowicie neutralna dla organizmu a nawet moze być substytutem lekarstw (np. przeciwbólowych) a tytoń palony w fajce nie zawiera szkodliwych składników powstających przy spalaniu bibułki papierosowej.

  11. Patmos said

    Re: 9
    O co Panu chodzi? Śmiało!
    Admin

    Oh-la-la.

    Rozmawiałem z Panem Maruchą, nie z jakimś adminem. Nie rozumiem po co i dlaczego Pan się wtrąca do rozmowy, której Pan nie rozumie – albo doskonale rozumie i zamula temat. Proszę się odczepić.

    Gdzie jest Marucha. Czy to ten sam?

  12. Wywrotowiec said

    Absolutnie czysty tyton jest roslina czyms normalnym i zdrowy jak ziolo.
    Papieros natomiast najgorsze chemiczne fekalia.
    3 lata temu ogladalem film o murzynie w stejts w wieku 110 lat popierdalal pick upem ,palil fajke,pil mleko itp,nie chce m sie klikac czy nadal zyje

  13. UZA said

    „Absolutnie czysty tyton jest roslina czyms normalnym i zdrowy jak ziolo”.

    „3 lata temu ogladalem film o murzynie w stejts w wieku 110 lat popierdalal pick upem ,palil fajke,pil mleko itp”

    Bo Murzyni tak już mają
    Pickup-em popierdalają
    Coś tam piją, palą zioło
    Kochają ich wszyscy wkoło
    A choć palą i choć piją
    To po sto dziesięć lat żyją
    I dlatego Black Lives Matter
    A mnie spłodził biały Vater
    Ach za jaką ciężką winę
    Ja nie mogę być Murzynem ?

    Tylko proszę się nie obrażać, Panie Wywrotowiec, po prostu tak mi się skojarzyło z tym ziołem (nie ma to jak dobre zioło, z ziołem zawsze jest wesoło). Bardzo zdrowe jest np. ziele dziurawca. (;

  14. Tadeusz said

    Rzecz o przemijaniu wartości.

    Sto pięćdziesiąta rocznica Powstania Styczniowego zainspirowała mnie do przywołania krótkich biografii kilku jego bohaterów. Ludzie ci na szali miłości Ojczyzny kładli nie tylko swoje majątki ale i życie. Uważam za konieczne podjęcie tej inicjatywy, żeby wykazać jak w okresie 150 lat zmieniła się mentalność Polaków.
    Rządy w PRL były sprawowane przez namiestników wyznaczonych przez sowieckich okupantów. Żądanie odszkodowania od Polskiego Rządu za represje doznane od okupanta są nie tylko niemoralne, lecz są porostu hańbiące. Po powstaniu styczniowym, carska ochrana stosowała wobec powstańców represje wręcz straszliwe. Ci którzy uniknęli kuli bądź stryczka, zostali masowo zsyłani na Sybir, a ich majątki ulegały konfiskacie. Po odzyskaniu niepodległości nie słyszałem by jacyś Weterani Powstania Styczniowego występowali z pozwami do sądów o odszkodowania za carskie prześladowania, czy utratę majątków. Ludzie Ci działali z pobudek patriotycznych, doskonale wiedząc na co się narażają. Ale to byli ludzie, którzy wiedzieli jaka jest cena honoru.
    I dlatego nieliczni którzy jeszcze dożyli wskrzeszenia Polski z niewoli, byli czczeni przez współziomków jak żywe pomniki-symbole patriotyzmu, honoru i walki o wolną Polskę. Przed wojną w mojej dzielnicy Dziesiątej w Lulinie było trzech weteranów powstańców z 1963 roku. Byli to Antoni Szyndel, pradziadek mojego znajomego Andrzeja Linka, Konstanty Jurkowski, dziadek mojego przyjaciela Grzegorza Jurkowskiego, oraz Feliks Krukowski. Wszyscy oni dostali prawo nabycia działek budowlanych, powstałych po parcelacji folwarku Dziesiąta. Jedynym przywilejem jakim ich obdarzono, była możliwość kupna, po uprzednim uiszczeniu zadatku w wysokości 5% wartości działki. Taki sam przywilej mieli byli robotnicy rolni zatrudnieni w folwarku, którzy utracili swój warsztat pracy. Pozostali nabywcy wpłacali zadatek znacznie wyższy.
    Z pośród przywołanych wyżej trzech Weteranów Powstania Styczniowego szczególnie bliski mi był Antoni Szyndel. W Latach 1935 -1939, moja droga do szkoły wiodła obok jego domu, położonego przy ul. Bychawskiej (Obecnie Kunickiego). Czasami udawało mi się go zobaczyć.
    Antoni Szyndel urodził się w w 1835 roku we wsi Sureczechów w ziemi siedleckiej. Jego rodowy majątek Borów liczył 35 włók ziemi czyli ponad 625 ha. W powstaniu 1863 r walczył w kawalerii płk. Dionizego Czachowskiego, którego Rosjanie nazywali ,,niekoronowanym królem Polski”. Por. Szyndel uczestniczył w pięciu bitwach, które oddział kawalerii Czachowskiego prowadził w okolicach Jędrzejowa. Brał udział w bitwach pod Staszowem, Zawichostem, Iłżą i Parszywą Górą. Został dwukrotnie ranny (w nogę i rękę) w walce wręcz. W bitwie pod Małogoszczą Szyndel dostał się do niewoli i został skazany na Sybir. Wtedy też skonfiskowano jego majątek. Jego ojciec Filip w czasie walk powstańczych dostał się do niewoli, podzielił los jeńców. Schwytany przez Rosjan został osadzony w warszawskiej Cytadeli. Nie są znane dalsze jego losy, wszelki ślad po nim zaginął. Prawdopodobnie zamordowano go w Cytadeli.
    Antoniego pędzono przez kilkanaście miesięcy pieszo na Sybir. Już z miejsca katorgi udało mu się zbiec. Wrócił do kraju, ale nie mógł tu legalnie funkcjonować. Wyemigrował do Austrii, gdzie dotrwał do końca I wojny światowej i odzyskania niepodległości Polski, o którą walczył w Powstaniu Styczniowym.
    W przedwojennej Polsce sędziwy powstaniec cieszył się powszechnym szacunkiem, witano go z wszelkimi przynależnymi wojskowym honorami. Uczestniczył w uroczystościach państwowych, rocznicach narodowych, przy różnych okazjach o znaczeniu patriotycznym.
    Antoni Szyndel zmarł 23 czerwca 1939 r. ,,Głos Lubelski” z 24 VI 1939 r.(s. 7), kierowany przez red. Brunona Morzyckiego, informował;
    W dniu 2 czerwca r.b. zmarł w Lublinie Weteran 1863 r. śp. Antoni Szyndel w wieku lat 104. Msza św. Żałobna zostanie odprawiona w kościele parafialnym na ul. Dziesiątej w poniedziałek 26 czerwca o godz. 11 przed południem, po czym nastąpi złożenie zwłok do grobów rodzinnych na cmentarzu przy ul. Lipowej. Nie wątpimy, że pogrzeb weterana stanie się manifestacją społeczeństwa lubelskiego, które przez tłumny udział w uroczystościach odda hołd pamięci Bojownika o Wolność.
    2

    Pogrzeb por. Szyndla odbył się w podniosłej atmosferze. Uczestniczyły w nim tłumy mieszkańców Lublina. Żegnały w zadumie bohatera Powstania z 1863 r. Żegnały w atmosferze zadumy nad losami Polski, nad którą już wisiały czarne chmury zbliżającego się kataklizmu II wojny światowej. Por. Antoni Szyndel został pochowany na cmentarzu wojskowym przy ul. Białej w kwaterze w pobliżu kaplicy.
    W ostatnich czasach coraz częściej pojawiają się w mediach informacje o procesach wytoczonych Państwu Polskiemu przez prominentnych działaczy politycznych. W marcu minionego roku przed Sadem Apelacyjnym w Lublinie toczył si proces o 100 – 200 tysięcy zł (wg różnych źródeł), wytoczony przez byłego ministra Krzysztofa Michałkiewicza, który swe roszczenia uzasadniał doznanymi przykrościami od drugiego okupanta czyli władz PRL-u. I ostatnia druzgocąca wiadomość, oto senator Zbigniew Romaszewski, pod koniec ubiegłego roku został odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Orderem Orła Białego, wygrał z Polskim Państwem proces o 240 tysięcy złotych. Podstawą jego roszczeń były stosowane wobec niego represje w okresie PRL-u.
    Gdy myślę o tych współczesnych działaczach, którzy chcą czerpać profity z tytułu internowania, to przypominają mi się moje przeżycia. Zostałem aresztowany pod koniec pierwszej dekady września 1944 r. Wraz ze znalezionym u mnie karabinem, osadzono mnie w areszcie UB przy ul. Szopena. W trwającym przeszło miesiąc śledztwie, nigdy nie zmieniałem bielizny i spałem na podłodze w ubraniu. W tej katowni w dniu 11 września obchodziłem swoje 16 urodziny. Nie będę rozwodził się o metodach śledztwa, biciu, krzykach i wyzwiskach oraz grożeniu śmiercią. Dnia 19 października 1944 roku wraz z grupą innych więźniów zostałem pod silną eskortą odprowadzony na osławiony lubelski Zamek.
    Przekroczenie trzech zakratowanych bram, było silnym przeżyciem. Pierwsza cela na parterze baszty to jak dno piekła. Po paru dniach przeprowadzka do celi na I piętrze w skrzydle po przeciwnej stronie baszty. Cela dość obszerna, ale z powodu dużej liczby więźniów, większość musiała spać na posadce. Na ścianach i posadzce widoczne były liczne plamy krwi po rozstrzelanych przez hitlerowskich oprawców polskich patriotach w dniu 22 lipca 1944 r, a więc niespełna trzy miesiące przed moim przybyciem. Nowi okupanci tak bardzo się spieszyli by zapełnić zamek swoimi więźniami, że nie tylko nie wykonali niezbędnych remontów, ale nawet nie pozmywali plam krwi pozostawionych przez naszych poprzedników. Warunki bytowe były ekstremalnie trudne. Ciasnota była taka, że wśród leżących na podłodze więźniów, trudno było znaleźć przejście w nocy do kibla. Spaliśmy i chodziliśmy w tej samej odzieży. Żarły nas wszy i pluskwy. Prawdopodobnie dla psychicznego pognębienia do naszej celi, w której byli sami Akowcy, dokwaterowano esesmana z Majdanka o nazwisku Teodor Schoelen.
    Po wyjściu na wolność stale czułem oddech bezpieki na plecach. Do szkoły nie wróciłem. Wyjechałem z Lublina i tułałem po różnych miasteczkach z dala od domu rodzinnego. Maturę zrobiłem z dużym poślizgiem czasowym a wyższe studia z jeszcze większym. Za PRL-u należałem tylko do PTTK, z tego powodu wielokrotnie zdarzało się, że jako bezpartyjnego traktowano mnie jak untermenscha. Nie zapisałem się też dla profitów do żadnej organizacji kombatanckiej. Dzięki temu będę mógł spojrzeć w oczy mojemu ojcu.
    Ojciec w wieku 18 lat wstąpił na ochotnika do Legionów Polskich w Lublinie w dniu 4 sierpnia 1915 roku. Został zdemobilizowany 2 lutego 1918 r. Na wojnie w Legionach służył dwa lata, pięć miesięcy i 29 dni. Po wyjściu z wojska podjął pracę na kolei. Wkrótce dostał bezterminowy i bezpłatny urlop, by udać się na front wojny z bolszewikami. Na wojnie Polsko – bolszewickiej przebywał od 01.11.1919 r do 13.08. 1921 r to jest 1 rok 8 miesięcy i 24 dni. Ogółem w wojsku na wojnach ojciec spędził 4 lata, 4 miesiące i 22 dni.
    Zachował się dokument z wyliczeniem emerytury ojca przez służby PKP. W dokumencie tym nie ma żadnej wzmianki o pobycie w wojsku.

    Stefan Przesmycki Lublin dnia, 15 stycznia 2013 roku
    Załączam tutaj krótki tekst nieżyjącego już p. Stefana Przesmyckiego z Lublina (wielkiego patrioty) -krótka wzmianka o Antonim Szyndlu… Gdzieś mam jego fotografię (może znajdę?) Pozdrawiam wszystkich czytających i Pana Maruchę

  15. Tadeusz said

    https://www.youtube.com/@tomaszzawadzki4273/videos

  16. Marcin said

    Ja tylko raz.
    Szacun dla pana listonosza.

  17. zagobasum said

    Ci, którzy domagają się pieniędzy za – często RZEKOMĄ walkę z tzw. komuną – to bydło bez honoru, osoby, które powinny byc traktowane jak najemnicy!

  18. NC said

    Re 14: To już bedzie 160 lat. Niby zamierzchła historia, ale dla nas wciąż ważna. Wśród rodziny mojej mojej żony, a więc także moich dzieci i moich wnuków był cały szereg Powstańców Styczniowych z Wileńszczyzny i Aukszotu, dowódców lokalnych oddziałów, o których losach można przeczytać w opracowaniach historycznych, ale ja poznałem je z rodzinnych opowieści. Ci ludziex stracili majątki, część zostala zesłana, część uciekła za granicę. Nikt z ich potomków nie domagał się odszkodowań od II RP. Polecam wspomnienia Mieczysława Jałowieckiego „Na skraju imperium”, wnuka Powstańca Styczniowego, który zamiast domagać się odszkodowań po odzyskaniu niepodległości wykupił dla Polski od Niemców chytrym manewrem tereny Westerplatte.

  19. Re.18 Nic nie umniejszając bohaterstwu i patriotyzmowi powstańców styczniowych…to powstanie,jak zresztą prawie każde inne(„kościuszkowskie,”listopadowe”,”warszawskie”)-było ogromnym błędem i katastrofą dla narodu.A także- pruską prowokacją której celem było rozbicie rysującego się wtedy sojuszu rosyjsko-francuskiego i pojednania Polaków z Rosjanami.
    O tych powstańczych dylematach traktuje świetna praca Lecha Mażewskiego „Powstańczy szantaż”…polecam wszystkim.

    ———–
    Tak.
    Admin

  20. NC said

    Te 19: Zgadzam się, że Powstanie nie leżało w polskim interesie, i że przyniosło niepowetowane szkody. Powstańcza szlachta dała się podpuścić niepolskim intetesom, nie pierwszy i nie ostatni raz w tragicznej historii Polaków.

  21. NICK said

    Semper ma rację. (19).
    A dalej się zobaczy.
    Co napisze.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: