Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Nowe „święto” ONZ – Dzień Nelsona Mandeli

Posted by Marucha w dniu 2010-07-30 (piątek)

Umknęło naszej uwadze ważne wydarzenie międzynarodowe, co pośpiesznie naprawiamy – admin

Przed trzema dniami [tzn. 18.07 - admin], w dniu 92. urodzin byłego prezydenta Republiki Południowej Afryki, Nelsona Mandeli, Organizacja Narodów Zjednoczonych ustanowiła dzień 18 lipca Dniem Nelsona Mandeli. Miał to być wyraz szacunku ze strony ONZ-u dla jego osoby oraz działalności, w którą był zaangażowany.

Upadek apartheidu, 27 lat spędzonych w więzieniu za zdradę stanu, walka o równe prawa czarnych i białych – to główne wystawiane na piedestał zasługi Mandeli, o których wspomina się we wszystkich środkach mainstreamowego przekazu.

W cieniu tych dokonań wciąż nieocenione pozostają pobłażliwości dla czarnego rasizmu, o który również był posądzany m.in. przez ochocze wykonywanie hymnu Umkhonto we Sizwe (zbrojne ramię ANC, powołane m.in. przez Mandelę), którego tekst wzywa do mordowania białych.
http://www.youtube.com/watch?v=fcOXqFQw2hc&feature=related

Jego polityka jest dzisiaj kontynuowana przez prezydenta Juliusa Malemę oraz rząd Afrykańskiego Kongresu Narodowego, który po upadku apartheidu zaprowadził na terenie RPA krach gospodarczy oraz zwiększenie nierówności pomiędzy czarnymi i białymi, w dużej mierze poprzez odbieranie praw tym drugim.

O obecnej sytuacji białych w RPA, która spowodowana jest m.in. poczynianiami Nelsona Mandeli, pisaliśmy na początku miesiąca w artykule Biała biedota w RPA. Bez pracy, bez domu, bez nadziei.

Powracając do tego tematu prezentujemy kilka zdjęć wykonanych przez dziennikarza Finbarra O’Reilly w obozach dla bezdomnej białej ludności – jednego z symboli zaprowadzonych przez Mandelę „zmian na lepsze”.

Zdjęcia znajdują się tu:
http://autonom.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=539:nowe-qwitoq-onz-dzie-nelsona-mandeli&catid=37:newsyinf&Itemid=101


Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 3 »

Bankrutuje ukraiński właściciel Stoczni Gdański i Huty Częstochowa.

Posted by Marucha w dniu 2010-07-30 (piątek)

Ukraińska spółka „ISD Polska” upada?

Ukraińskiemu właścicielowi Stoczni Gdańskiej i Huty „Częstochowa” Industrialnemu Sojuszowi Donbasu („ISD”) grozi bankructwo. Departament egzekucyjnej służby ministerstwa sprawiedliwości Ukrainy aresztował majątek i nieruchomości szeregu firm i przedsiębiorstw wchodzących do składu korporacji „ISD” – powiadomiła ukraińska agencja informacyjna „MinProm”.

W taki sposób ministerstwo sprawiedliwości próbuje zabezpieczyć zwrot przez „ISD” długu 1,7 mld hrywny (1USD – 7,9 hrywny). Wg. informacji „MinProm”-u, został zaaresztowany majątek Metalurgicznego Kombinatu w Ałczewsku, Metalurgicznego Kombinatu im. Dzierżyńskiego w Dniepropietrowsku i Huty im. Kujbyszewa w Kramatorsku. Kierownictwu przedsiębiorstw „ISD” przysługuje termin 7 dni na rozliczenia z długów. To generalnie długi za otrzymaną rudę i gaz ziemny. Wcześnie korporacja „ISD” odmówiła spłacenia długu 1,7 mld hrywny. Rosyjski inwestor Aleksandr Katunin (były właściciel „Evraz Group”) obiecał spłacić długi ukraińskiej korporacji „ISD” ale w ostatnim momencie wycofał się ze swojej obietnicy. Większość długów korporacji „ISD” – to nie spłacone dostawy gazu rosyjskiego i rudy ukraińskiej. W wyniku kryzysu gospodarczego produkcja przedsiębiorstw „ISD” spadła do 30%. Korporacja „ISD” w tej chwili przypomina statek tonący.

Zdaniem analityka centrum badań gospodarczych „Concorde Capital” Andrija Herusa sytuacja korporacji „ISD” jest podbramkowa. W tej sytuacji rosyjscy akcjonariusze koncernu nie będą ratować „ISD” od bankructwa, bo łączne długi kompanii sięgają ponad 3 mld USD.

Jak sytuacja koncernu odbije się na spółce „ISD Polska” na razie trudno powiedzieć. I chociaż ukraiński prezes „ISD Polska” Konstantin Litwinow w obecnej sytuacji zachowuje optymizm ale Industrialny Sojusz Donbasu w razie ostatecznego bankructwa pociągnie za sobą na dół Stocznię Gdańską i Hutę „Częstochowa”. Nie lepiej od „ISD Polska” także wyglądają inni ukraińscy inwestorzy gospodarki polskiej. Ale ten temat jest przemilczany w mediach polskich, bo poprawność polityczna odnośnie strategicznego partnera góruje nad zwykłą celowością gospodarczą.

Polska nieprzemyślanie wspierając Ukrainę traci rocznie grube pieniądze w handlu z Rosją. Ale nic nie może zmienić sposób myślenia polityków, którzy widzą wroga nr 1 wyłącznie w Moskwie w niezależności od sytuacji politycznej i gospodarczej na świecie. Chyba rozum nie jest dziś szanowany nad Wisłą – o czym świadczy od lat polityka polska.

Eugeniusz Tuzow-Lubański, Kijów
Za http://www.bibula.com/?p=24886

Opublikowany w Gospodarka | Komentarzy: 5 »

Rocznica Krwawej Niedzieli

Posted by Marucha w dniu 2010-07-30 (piątek)

Władze państwowe bały się cokolwiek uczynić, ale skonsolidowane organizacje społeczne po raz kolejny dokonały wyłomu w murze milczenia

Wstępem do obchodów 67. rocznicy apogeum ludobójstwa na Kresach były prelekcje, które na początku lipca wygłosiłem w liceum księży salezjanów w Lubinie i auli klasztoru ojców franciszkanów w Legnicy. Władzom tych zakonów należą się słowa uznania. Z kolei w niedzielę 11 lipca na frontonie kościoła pw. Świętych Piotra i Pawła w Myszkowie poświęciłem pamiątkową tablicę z napisem “W hołdzie ponad 200 tysiącom zamordowanych Polaków na Kresach Południowo-Wschodnich II RP przez ludobójców z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach 1939-1947 – Rodacy”. Tablica powstała z inicjatywy ks. prałata Jarosława Koczura, który wprawdzie nie ma kropli krwi kresowej, ale z ogromną miłość odnosi się do ziem utraconych, gdyż został wychowany w Bytomiu przez lwowskich nauczycieli. Były poczty sztandarowe i wielu wiernych. To pierwsza tego typu uroczystość w tym rejonie Polski. Na zakończenie odśpiewano hymn narodowy. Spisała się TVP, która sprawozdanie z Myszkowa umieściła we wszystkich serwisach. Jeżeli ktoś będzie w drodze na Jasną Górę, warto skręcić do Myszkowa na ul. Jana Pawła II, aby zatrzymać się przy tym kościele.

Tego samego dnia odbyły się podobne uroczystości w pięćdziesięciu innych miejscowościach, w tym m.in. w Dzierżoniowie, Zielonej Górze, Brzegu i Szczecinie. Złożono wieńce i zapalono znicze także przy Krzyżu Wołyńskim w Chełmie i pod pomnikiem ku czci ofiar ludobójstwa na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Na tym pomniku wyryty jest słynny już w całym kraju napis “Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”. W czasie wakacyjnych wojaży warto odwiedzić te miejsca, aby uczyć swoje dzieci i wnuki prawdziwej historii.

Z uroczystościami związany był apel młodych internautów do prezydenta elekta Bronisława Komorowskiego, wsparty przez redakcje portali Niepoprawni.pl i Blogmedia24.pl. Czytamy w nim:

“W związku z 67. rocznicą Krwawej Niedzieli, która miała miejsce 11 lipca 1943, a która jest symbolem wszystkich zbrodni UON-UPA z lat 1939-1947, dokonanych na ludności polskiej, żydowskiej, ormiańskiej oraz ukraińskiej, zwracamy się do Pana Prezydenta z apelem o podjęcie działań mających na celu uznanie zbrodni wołyńskiej za ludobójstwo. Aby tragiczne wydarzenia nie miały już nigdy miejsca, należy stanąć wobec nich w prawdzie i pokorze. “Historia magistra vitae est”. Ta łacińska fraza ma zastosowanie wtedy i tylko wtedy, gdy wydarzenia historyczne są obiektywnie znane i gdy dyskusja o nich jest możliwa w atmosferze otwartości i szczerości. W przeciwnym razie jesteśmy skazani na powtarzanie błędów z przeszłości.

Postawę taką należy przyjąć także wobec wydarzeń na Wołyniu, włączając w to ich uwarunkowania i przyczyny. Wierzymy, iż pojednanie, przebaczenie i budowanie prawidłowych relacji między Narodami jest możliwe tylko wówczas, gdy jest oparte na prawdzie. Uważamy, że pierwszym, koniecznym, zdecydowanym krokiem do przezwyciężenia tego balastu zła powinno być uznanie pogromów wołyńskich za ludobójstwo”.

Piękne i mądre słowa. Jakże wspaniałą mamy młodzież! Tylko czy Komorowski, wierny uczeń głównych ideologów Unii Wolności, będzie miał odwagę odpowiedzieć na ten apel. Osobiście wątpię. Wątpię również, czy Donald Tusk, tak bardzo owładnięty koncepcją “grubej kreski”, odpowie na apel skierowany do niego. Jest to apel środowisk kresowych, które w przededniu uroczystości zebrały się na konferencji naukowej w Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie.

Przy okazji słowa uznania także dla władz wojskowych za udostępnienie sali. W apelu tym czytamy:

“Sejm RP 15 lipca 2009 podjął uchwałę w sprawie tragicznego losu ludności polskiej na Kresach. Jest to pierwszy i jedyny akt państwowy w tej marginalizowanej dotąd sprawie. Uchwała sejmowa wzywa wszystkie instancje państwa, w tym władzę wykonawczą, by tragedia Polaków na Kresach II RP została przywrócona świadomości historycznej współczesnych pokoleń.

Zgromadzenie przedstawicieli 14 organizacji społecznych, zajmujących się tą tragedią Polaków, zwraca się do Pana Premiera z zapytaniem, co powoduje, że Rząd RP nie zainteresował się tym aktem Sejmu. Nie ma dotąd, mimo upływu dwunastu miesięcy, żadnego stanowiska władz odnośnie do tej uchwały. Wiemy wszyscy, że dotychczas społeczeństwo polskie nie było informowane przez instytucje państwowe o stanie wiedzy o eksterminacji Polaków przez nacjonalistów ukraińskich”.

Kulminacją uroczystości był apel poległych na skwerze Wołyńskim w Warszawie. Nikt z głównych polskich polityków, niezależnie od opcji politycznej, nań nie przybył. Czy był to znów strach przed ambasadorami obcych państw, czy też tylko zwykła arogancja wobec wyborców? Nie przyszli również sekretarz i przewodniczący Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, czyli Andrzej Kunert i Władysław Bartoszewski. Przybył natomiast ukraiński deputowany Wadim Kolesniczenko, który udzielił portalowi Kresy.pl wywiadu pt. “Bandyci z OUN-UPA nie mieli żadnego związku z utworzeniem państwa ukraińskiego”. Byli też inni goście z Ukrainy. Ich obecność zadaje kłam stwierdzeniem Henryka Wujca i Pawła Kowala, którzy publicznie twierdzili, że jakoby organizatorzy na uroczystości nie zaprosili strony ukraińskiej. Zgrzytem był również fakt, że mniejszość ukraińska pomimo apeli rodzin pomordowanych w tym czasie urządziła huczne imprezy rozrywkowe w Bartoszycach i Przemyślu. Bez komentarza.

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Gazeta Polska, 28 lipca 2010

Opublikowany w Historia, Polityka | Zostaw Komentarz »

MI i porty apelują o wkopanie odcinka gazociągu Nord Stream

Posted by Marucha w dniu 2010-07-30 (piątek)

Jeśli konsorcjum Nord Stream nie wkopie w dno morskie ok. 4 km odcinka gazociągu na północnym torze podejściowym do Świnoujścia, to w przyszłości nie będą mogły wpływać tam statki o zanurzeniu ponad 13,5 metra - powiedział PAP szef portów Jarosław Siergiej.

Gazociąg Północny budowany na dnie Bałtyku z Rosji do Niemiec przez konsorcjum Nord Stream ma zacząć pompować gaz pod koniec 2011 roku. Rura będzie przebiegała przez wody terytorialne bądź wyłączne strefy ekonomiczne Rosji, Finlandii, Szwecji, Danii i Niemiec. Wszystkie te kraje wyraziły już zgodę na ułożenie gazociągu.

Jak wyjaśnił w czwartek prezes Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście, inwestor wkopie rurę na postulowanym przez Polskę odcinku, jeśli zdecyduje tak niemiecki urząd w Hamburgu; inny ok. 20-kilometrowy odcinek gazociągu – na podstawie decyzji innego urzędu – zostanie wkopany. „Widzę upór lokalnych władz niemieckich w tej sprawie i nie rozumiem go” – zaznaczył Siergiej.

Federalny minister transportu i budownictwa Peter Ramsauer powiedział po spotkaniu m.in. z ministrem infrastruktury Cezarym Grabarczykiem, że poprosi o „przedstawienie sytuacji” niemieckie urzędy, a potem zajmie stanowisko.

„Pozostawienie rury na dnie spowoduje, że będziemy limitowani maksymalnym zanurzeniem statku na poziomie 13,5 metra i tylko takie jednostki będą mogły wpływać do Świnoujścia. W ten sposób odetniemy sobie drogę dla większych statków.” – podkreślał szef polskich portów. A port w Świnoujściu chce się rozwijać i ok. 2020 roku przyjmować statki o zanurzeniu 14,5 metra.

Siergiej wyjaśnił, że Bałtyk jest morzem płytkim i żeby do niego dopłynąć, trzeba przejść przez cieśniny duńskie, gdzie maksymalne zanurzenie statku wynosi ok. 15 metrów. „Mamy, więc »sufit« 15 metrów zanurzenia i mamy obecne warunki 13,2 metra zanurzenia w Świnoujściu, ale porty się pogłębiają i my też chcemy zwiększać zanurzenie dla statków do 14,5 metra” – wyjaśnił.

Pytany czy pozostawienie bałtyckiej rury na dnie będzie przeszkadzało gazowcom, gdy w 2014 roku zacznie działać terminal na gaz skroplony LNG w Świnoujściu, odparł: „gazowce w każdym przypadku będą swobodnie wpływały”. Mają one bowiem zanurzenie na poziomie 12,5 metra.

Siergiej podkreślił, że tę kwestię trzeba rozważać w perspektywie następnych 50-100 lat. „Spółka Nord Steram ani razu nie odpowiedziała na pytanie, co się stanie z rurociągiem po 50 latach. Są dwa scenariusze: albo go ktoś usunie, albo oceni, że jest to nieopłacalne i pozostawi go na dnie.

Jak zapewnił minister infrastruktury Cezary Grabarczyk, jego resort nie tylko popiera port w tej sprawie, ale podejmuje własne działania, „aby nie dopuścić do zamknięcia perspektywy rozwojowej zespołu portowego Szczecin i Świnoujście”.

„Nie można powodować sztucznych barier, które utrudnią żeglugę i stworzą zagrożenie. Miały miejsce w przeszłości przypadki, że gazociąg został uszkodzony, a tu mamy zdefiniowaną kolizję toru wodnego i gazociągu” – podkreślił Grabarczyk. „Ta kolizja musi być rozwiązana w sposób gwarantujący bezpieczeństwo żeglugi. Musimy także brać bezpieczeństwo ekologiczne” – dodał.

W tym kontekście przytoczył katastrofę ekologiczną związaną z wyciekiem ropy w zatoce meksykańskiej. „Nie chcemy, żeby przy polskim i niemieckim brzegu dokonała się podobna katastrofa” – dodał.

Ponadto, jak przypomniał Grabarczyk, zgodnie z dyrektywą UE port w Świnoujściu będzie portem schronienia dla każdego statku, który znajdzie się w niebezpieczeństwie. „Wówczas nikt nie będzie zwracał uwagi na zanurzenie, tylko będzie podejmował działania zmierzające do ochrony ludzkiego życia” – zaznaczył. Polski minister ma nadzieję na porozumienie ze stroną niemiecką w tej kwestii.

Niemiecki minister transportu zapewnił, że ma „wielkie zrozumienie dla argumentacji strony polskiej”.

„Poprosiłem właśnie o bardzo szczegółowe wyjaśnienie wszystkich kwestii i mam już pewne rozeznanie co do długofalowych planów związanych z portem w Świnoujściu” – powiedział Ramsauer. „Zobowiązałem się do tego, że poproszę o dokładne przedstawienie sytuacji nasze urzędy i potem zobaczymy, jakie zajmiemy stanowisko” – dodał.

Za Onet.pl

Niech Niemcy zakopią rurę

Niemcy nie przejmują się dostępem do portów w Szczecinie i Świnoujściu, bo jak na razie ani myślą zakopywać w dnie morskim gazociąg Nord Stream. Spółka zarządzająca rurociągiem uważa, że nie ma takiej potrzeby, a niemiecki rząd próbuje grać na zwłokę.

Zarząd portów Szczecin – Świnoujście od dawna apeluje do Niemców i Rosjan, aby na odcinku czterech kilometrów – nad torem podejściowym do portów – gazociąg został wkopany w dno morskie. Inaczej do Świnoujścia nie będą mogły w przyszłości wpływać statki o zanurzeniu ponad 13,5 metra. Na razie taka głębokość toru wodnego jest wystarczająca, ale w przyszłości nasze porty na zachodnim wybrzeżu chciałyby przyjmować statki o większej ładowności i o zanurzeniu około 14,5 metra.

W tej sprawie, jak już wcześniej informowaliśmy na łamach „Naszego Dziennika”, były wysyłane wnioski polskiej administracji morskiej i rządu do odpowiednich urzędów za zachodnią granicą. Ale Niemcy jak na razie nie chcą przystać na nasz wniosek i twierdzą, że gazociąg nie będzie zagrażał żegludze – stanowisko właścicieli rurociągu i urzędników jest identyczne. Na niewiele zdały się też bardzo dobre relacje, jakie łączą rządy polski i niemiecki. Nieoficjalnie słychać opinie, że przy okazji budowy Nord Streamu Niemcy chcieliby osłabić polską konkurencję dla swoich portów, głównie Rostoku.

Sprawa utknęła i nie posunęły jej do przodu także rozmowy ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka z federalnym ministrem transportu i budownictwa Peterem Ramsauerem. Grabarczyk przedstawił polskie stanowisko w sprawie budowy gazociągu, ale praktycznie nic nie uzyskał. Minister Ramsauer zadeklarował jedynie, że poprosi odpowiednie niemieckie urzędy o przedstawienie sytuacji związanej z Nord Streamem i na ich podstawie zajmie swoje stanowisko. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że jest to kolejny element gry Niemców na zwłokę, bo jeśli ruszy układanie rury nad torem podejściowym do Świnoujścia, to sprawa będzie już rozstrzygnięta.
KL

Za „Naszym Dziennikiem” 30.07.2010

Od admina:
Prawda jest taka, że Rosjanie chcieli ominąć Ukrainę i zwrócili się do Polski, aby puścić gazociąg przez terytorium Polski. Nasi mężykowie stanu odmówili, bo chcieli być – szlag mnie trafi – „solidarni z Ukrainą”. Ukraina i tak nas w końcu olała a my, mając nadal możliwość podłączenia się do Nord Stream, zaczęliśmy się stawiać, jak ratlerek buldogowi. W związku z czym mamy wyżej opisany problem.

Opublikowany w Gospodarka, Polityka | Komentarzy: 2 »

Katastrofa, której nie było

Posted by Marucha w dniu 2010-07-29 (czwartek)

W 10 kwietnia 2010, w Smoleńsku nie było żadnej katastrofy samolotu TU – 154M 101 z prezydentem Lechem Kaczyńskim oraz cala tzw „delegacja katyńska” na pokładzie. Załoga samolotu, prezydent, osoby towarzyszące, w sumie – umownie – 96 osób zostało zamordowane lub zaginęły w Polsce, a nie w Rosji.

Był to krwawy zamach stanu z ofiarami osób całkowicie postronnych.

„Katastrofa smoleńska” była jedynie aranżacją medialną, mającą na celu wykluczenie śledztwa z terenu Polski i urządzenie jakiejś farsy w Rosji. To celem ukrycia tego faktu – zamachu stanu z użyciem siły i masowym skutkiem śmiertelnym postronnych osób.

„Katastrofa smoleńska” była jedynie manipulacją „okrągłego stołu” – nowym rozdaniem stołków. Jak za komuny lub później dopuszczano się skrytobójstw mających na celu właściwe uformowanie zestawu osobowego strony opozycji, która w składzie odpowiednich person miała układać się z bandziorami, tak teraz należało dokonać gruntowniejszej korekty tego składu. I tak się stało.

Nowością są tylko dwa nowe elementy tej techniki okrągłostołowej: podłączenie do gry Rosji i masowość zabójstw. Rosja jest wyeksponowana w tym zamachu, a nie jest świadectwo jej siły lub roli głównej ale słabości i głupoty. ZSRR nie dał się wmieszać bandycie Jaruzelskiemu w krwawe jatki w Polsce – bo ZSRR był bardziej odpowiedzialny i ludzki niż dzisiejsza Rosja, która jest słaba i chodzi na smyczy „określonych sił na Zachodzie”.

Obrazy medialne oraz ogólny charakter informacji nt. rzekomego zdarzenia , którego nie było, zdołały swą olbrzymią nawałą informacji zagłuszyć racjonalne spojrzenie na wypadki związane katastrofą. Do nawały gigantycznego zagłuszania włączono „tydzień żałoby” , gdzie w akompaniamencie ustawicznie nadawanego neurotycznego fragmentu muzyki maglowano w koło fakty będące relacjami z relacji. W trakcie tego zacierano fakty niewygodne, a podrzucano sfabrykowane. Prezydenta przywieziono w zalutowanej trumnie. Pochowano go bez sekcji zwłok w Polsce i identyfikacji ze strony uprawnionych przedstawicieli władzy państwowej. Aby i to kolejne przestępstwo zamaskować, ustalono pochówek na Wawelu, który swymi kontrowersjami w kolejny już raz odwrócił uwagę od istoty problemu.

Powiedzmy dobitnie raz jeszcze, tam w „katastrofie smoleńskiej” żadnych faktów „lotniczych” nie ma. Nie ma dowodów na to, że samolot leciał i rozbił się w lesie koło lotniska w Smoleńsku. Tam nie było katastrofy nie było też i zabitych w tej katastrofie.
Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 23 »

Co nowego na froncie walki z globalnym ociepleniem

Posted by Marucha w dniu 2010-07-29 (czwartek)

Naukowcy: każda kolejna dekada jest cieplejsza

Każda kolejna dekada jest cieplejsza od poprzedniej, począwszy od lat 80 – przekonują naukowcy z USA. Topniejące lodowce, wzrost wilgotności powietrza i inne wskaźniki dowodzą, że nie da się zakwestionować faktu globalnego ocieplenia.
W raporcie „Stan klimatu w 2009 roku” Amerykańska Narodowa Służba Oceaniczna i Meteorologiczna powołuje się na prace 330 naukowców z 48 państw.

Na tej podstawie podaje 10 wskaźników pokazujących ocieplanie się klimatu: wyższe temperatury na obszarach lądowych; wzrost temperatury nad oceanami; wyższe temperatury w warstwie troposfery (najniższa i najcieńsza warstwa atmosfery), która decyduje o zmianach pogody i klimatu; cieplejsza woda na powierzchni mórz i oceanów; wzrost temperatury wód w głębi mórz i oceanów; wzrost wilgotności powietrza; wyższy poziom wody w oceanach; zmniejszenie powierzchni zamarzania mórz i oceanów; kurczenie się lodowców; zmniejszanie się pokrywy śnieżnej.

Raport ukazuje się w chwili, gdy demokratyczna większość w amerykańskim Senacie odsunęła co najmniej do września podjęcie jakiejkolwiek ustawowej próby hamowania zmian klimatycznych. Według agencji Reuters jest mała szansa na to, że tego rodzaju zmiany prawne zostaną wprowadzone w USA w tym roku.

(TSz) Za Onet.pl

„Naukowcy z USA” w oczach admina stają się równie wiarygodni, co swego czasu naukowcy radzieccy, krzyżujący ogórka z drutem kolczastym. Niestety, ich bełkot jest powszechnie akceptowany nawet przez ludzi, którzy posiadają maturę i powinni coś tam wiedzieć o okresach geologicznych. – admin

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 4 »

Co nowego na froncie walki ze „świńską grypą”?

Posted by Marucha w dniu 2010-07-29 (czwartek)

Czy ty też dałeś z siebie zrobić idiotę?

Światowa Organizacja Zdrowia WHO (a konkretnie tzw. Emergency Committee) nie ma żadnych planów, by zalecić odwołanie słynnej „pandemii świńskiej grypy” czy choćby obniżyć wskaźnik zagrożenia tą pandemią. Tak stwierdził rzecznik WHO, Gregory Hartl, w odpowiedzi na zadane mu przez telefon pytanie.

Obecnie wskaźnik zagrożenia ową pandemią znajduje się na najwyższym, szóstym poziomie. Oznacza to, iż w ramach walki z pandemią dopuszcza się zarówno masowe, przymusowe szczepienia, jak i przymusową kwarantannę a nawet wprowadzenie stanu wyjątkowego.
http://www.globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=14543

Jak pamiętamy, WHO stało się obiektem ostrej krytyki za ogłoszenie stanu globalnej pandemii z powodu mającej łagodny przebieg „świńskiej grypy”. Raport Paula Flynna dla Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (Council of Europe Parliamentary Assembly) konkludował, iż ogłoszenie pandemii przez WHO odbyło się pod wpływem firm farmaceutycznych, które dzięki temu mogły sprzedać ogromne ilości szczepionek.
Dodajmy, że WHO uprzednio zmieniła definicję pandemii, aby móc ją dopasować do świńskiej grypy, że WHO jest subwencjonowana głównie przez wielkie koncerny farmaceutyczne oraz że tzw. szczepionki nie były odpowiednio wytestowane a nawet zawierały szkodliwe dla człowieka substancje.

Tymczasem brytyjska agencja rządowa, która zajmowała się problemem świńskiej grypy, zostanie zamknięta – podobnie jak kilka innych agencji powiązanych z planowaniem i kontrolą opieki zdrowotnej. Oficjalnym powodem są oszczędności.

Holandia natomiast niszczy ponad 17 milionów szczepionek, których termin ważności zbliża się do końca i których nie można odprzedać. Rząd holenderski zakupił 31 milionów szczepionek przeciwko A(H1N1), z czego zużyto 11 milionów.

Za http://birdflu666.wordpress.com/
Ostrzegamy przed stroną http://www.theflucase.com/. To NIE JEST witryna Jane Burgermeister.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 3 »

Do Watykanu tylko w godnym stroju

Posted by Marucha w dniu 2010-07-29 (czwartek)

Zdaje się, że Benedykt XVI postanowił skończyć z tolerancją i ukrócić chamstwo turystów, zwłaszcza amerykańskich (ale i polskich!), nie mających elementarnej kindersztuby. – admin

Krótkie spodnie i odsłonięte ramiona dotychczas uniemożliwiały wejście do Bazyliki św. Piotra. Teraz, strój nie przystający do charakteru miejsca nie przejdzie na całym terenie należącym do Stolicy Apostolskiej.

Zbyta skąpo ubranych straż zatrzymuje już przy bramie św. Anny.

W krótkich spodenkach i z odsłoniętymi ramionami nie będzie można teraz wejść również do watykańskiej apteki, która jest praktycznie otwarta dla wszystkich. Strój, a w zasadzie jego brak stanie też na przeszkodzie wstępu do supermarketu znajdującego się na terenie Stolicy Apostolskiej.

Watykan zapowiada, że konsekwentnie będzie pilnował, by tych standardów przestrzegano na całym terenie. Jak informuje włoska agencja Ansa, Gwardia Szwajcarska przy bramie świętej Anny, zatrzymuje wszystkie zbyt skąpo ubrane osoby.

Korzystają z tego właściciele okolicznych sklepów z dewocjonaliami, które oferują jednorazowe okrycia, dostosowane do watykańskich wymagań. Ceny spodni, czy chust na ramiona mają się zaczynać od 3 euro.

maj/TVP/ANSA, za Bibula.com

Opublikowany w Kościół | Komentarzy: 6 »

Niech sobie każdy wyciągnie wnioski

Posted by Marucha w dniu 2010-07-29 (czwartek)

Siedem osób uratuje internet w razie katastrofy

Pięć z siedmiu specjalnie wybranych osób ma w swoich rękach cały internet, jeśli dojdzie do globalnej sieciowej katastrofy. „Klucze” do internetu są zapisane na siedmiu kartach, które dają uprawnienia do ponownego uruchomienia sieci World Wide Web – podaje serwis internetowy gizmodo.com

Podstawowym założeniem jest to, że w przypadku katastrofy, DNSSEC (nazwa domeny bezpieczeństwa systemu) może być uszkodzona lub naruszona. Bylibyśmy wówczas pozbawieni sposobu na sprawdzenie, czy adres URL jest skierowany do właściwej strony.

Co się stanie, gdy posiadacze tych kart będą zmuszeni do działania?

Co najmniej pięć z siedmiu kart, które rozmieszczone są po jednej w Wielkiej Brytanii, USA, Burkina Faso, Trynidadzie i Tobago, Kanadzie, Chinach i Republice Czeskiej, musiałoby znaleźć się wraz z właścicielami w amerykańskiej bazie, aby ponownie uruchomić system i podłączyć wszystko od nowa.

Co najmniej pięć osób jest potrzebnych, gdyż każda z kart zawiera tylko ułamek kodu do odzyskiwania klucza, który pozwoliłby na restart sieci. Oznacza to, że nie ma możliwości aby jedna osoba posiadała wszystkie uprawnienia do „zarządzania” internetem na świecie.

Gizmodo to serwis poświęcony gadżetom i nowym technologiom.

Za onet.pl

Krótki komentarz: oprócz tych siedmiu osób istnieje oczywiście bliżej nieokreślona liczba autorów tego systemu bezpieczeństwa, którym żadne karty nie są do niczego potrzebne. – admin.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 4 »

Jak za Stalina i Bieruta

Posted by Marucha w dniu 2010-07-29 (czwartek)

Komorowski zawiśnie w każdej ambasadzie

Jeśli tak dalej pójdzie, to już niedługo żadna państwowa uroczystość nie będzie mogła się odbyć bez eksponowania, jak za czasów rządów komunistycznych aparatczyków, olbrzymiego portretu prezydenta Bronisława Komorowskiego. Na razie twarz Bronisława Komorowskiego – z urzędu – „zdobić” ma każdą polską ambasadę.

Czy Bronisław Komorowski pozazdrościł Bolesławowi Bierutowi i Władysławowi Gomułce, a może Kim Ir Senowi, którego portrety miały obowiązkowo wisieć w mieszkaniach każdego Koreańczyka z Północy? Pierwszy krok w celu dorównania „wybitnym” budowniczym komunizmu może zostać uczyniony już wkrótce. Od 6 sierpnia, czyli od dnia zaprzysiężenia prezydenta Bronisława Komorowskiego, jego portrety zawisnąć mają w każdej polskiej ambasadzie. Inicjatywę potwierdził na antenie TVP Info minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. –

Nowa kadencja to zawsze czas nowych zwyczajów i ustanawiania precedensów – powiedział minister Sikorski. Szef MSZ stwierdził, iż sądzi, że tak jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Norwegia, Niemcy, Hiszpania, czyli „wszystkie te kraje, z którymi się porównujemy, mają taki zwyczaj, że głowa państwa jest eksponowana za granicą”, tak też i my taki zwyczaj powinniśmy wprowadzić.
Minister dodał, że kwestia eksponowania portretów prezydenta jest przedmiotem ustaleń między Kancelarią Prezydenta a MSZ. W tej sprawie Sikorski zdaje się już jednak podjął daleko idące działania.

Portal internetowy wPolityce.pl opublikował służbową notatkę zatytułowaną „Pilna notatka dla Pana Ministra Radosława Sikorskiego w sprawie wywieszania portretu prezydenta RP w polskich placówkach zagranicznych”. Notatkę 21 lipca wystosował do szefa MSZ dyrektor Departamentu Prawno-Traktatowego w tym resorcie Remigiusz Henczel. Jak wynika z jej treści, notatka powstała w odpowiedzi na wcześniejsze dyspozycje ministra Sikorskiego. Czytamy w niej: „W związku z poleceniem przygotowania propozycji działań dotyczących wyeksponowania w przedstawicielstwach dyplomatycznych i urzędach konsularnych wizerunku głowy państwa, uprzejmie informuję, że w przeszłości oficjalne zdjęcia Prezydenta RP były przekazywane do polskich placówek przez Kancelarię Prezydenta RP, która odpowiada za wizerunek głowy państwa. Przesyłki były rozsyłane do adresatów za pośrednictwem MSZ. Stosowne pismo zawierało prośbę Kancelarii Prezydenta RP o godne wyeksponowanie zdjęć oraz zgodę na ich wykorzystywanie do celów promocyjnych. Sugeruję wykorzystanie powyższej praktyki przy realizacji obecnej inicjatywy”.
Dalej dowiadujemy się, że „(…) nie wydaje się konieczne tworzenie zarządzenia Ministra Spraw Zagranicznych dla osiągnięcia zamierzonego celu. Fakt ekspozycji zdjęcia głowy państwa wpisuje się bowiem w statutowe zadania placówek polegające na promocji państwa, w tym na promowaniu wizerunku jego najwyższego organu”.
W dalszej części notatki czytamy o kolejnych krokach, które umożliwiają finalizację pomysłu wywieszenia portretów prezydenta w każdej ambasadzie, a więc „MSZ powinno najpierw wystąpić do Kancelarii Prezydenta w celu ustalenia szczegółów dotyczących przygotowania i przekazania do MSZ oficjalnych, oprawionych fotografii prezydenta”, a następnie minister spraw zagranicznych powinien wydać polecenie wywieszenia oficjalnego wizerunku głowy państwa wraz z załącznikiem określającym zasady ekspozycji.

Artur Kowalski, Nasz Dziennik 29.07.2010

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 10 »

Stara – nowa koalicja medialna

Posted by Marucha w dniu 2010-07-29 (czwartek)

Książę Salina – bohater znakomitej książki Giuseppe Tomasiego di Lampedusy “Lampart” – mawiał, że trzeba bardzo wiele zmienić, by wszystko zostało po staremu. Miał na myśli tak zwane rewolucyjne zmiany po przyłączeniu Sycylii do jednoczących się Włoch. Niby porządek polityczny i społeczny się wówczas zmienił, ale pozostały te same mechanizmy władzy i ludzkie zachowania. Spostrzeżenie Saliny jest uniwersalne i pasuje jak ulał do ostatnich zmian w mediach w Polsce.

Jak ćwierkają wróble na dachu, powstała nowa-stara koalicja medialna PO – SLD – PSL. Trwają jeszcze targi, ale już mniej więcej wiadomo, jaki będzie nowy skład Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a niedługo wejdzie w życie nowelizacja ustawy, która umożliwi zmianę rad nadzorczych oraz zarządów w mediach publicznych, czyli ich depisyzację. Uzależnienie mediów od polityków jest możliwe dzięki niezmiennej od zarania III RP – mimo wielu nowelizacji – filozofii ustawy o radiofonii i telewizji. Jej istota polega na stworzeniu układu, który obrazowo można porównać do klocków domina. Wprawiony w ruch pierwszy klocek (decyzja prezydenta, Sejmu i Senatu o tym, kto ma zasiadać w KRRiT, a więc przeniesienie do tego gremium parytetów partyjnych) popycha drugi klocek (wyłonienie rad nadzorczych w mediach publicznych), ten zaś następny klocek (ukształtowanie zarządów w telewizji i spółkach radiowych) i następny (dyrektorzy odpowiedzialni za program).

Zasada domina w majestacie prawa legitymizuje praktykę upartyjniania mediów publicznych. To dzięki zasadzie domina w latach dziewięćdziesiątych i na początku obecnej dekady doszło do dominacji w obszarze regulacji rynku medialnego w Polsce osób kojarzonych z trzema partiami: z Lewicą, Unią Wolności i PSL. Te środowiska, korzystając ze wsparcia okopanych od czasów PRL fachowców, tworzyły system medialny w III RP zgodnie z własnymi interesami partyjnymi, politycznymi i biznesowymi. Dzieliły się wpływami w mediach publicznych, miały decydujący wpływ na proces koncesyjny i rozdział częstotliwości.

W grudniu 2005 roku dokonano zmian, które umożliwiły wejście do KRRiT osób utożsamianych z ówczesną koalicją rządzącą, czyli z PiS, Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin. Wówczas “stara” koalicja medialna i zaprzyjaźnione z nią media okrzyknęły to zamachem na media publiczne. Trzeba przyznać, że ten okres dla Telewizji Polskiej nie był najlepszy: oznaczał chaos organizacyjny, brak spójnej koncepcji programowej i kilku prezesów na przestrzeni ostatnich 5 lat oraz wiele przetasowań, a ostatnio nawet koalicję z lewicą. Gdy jednak roztropni ludzie przestrzegali polityków PiS przed koalicją z SLD, padało Makiaweliczne stwierdzenie: “cel uświęca środki”, gdyż chodziło o dysponowanie telewizją na czas ważnych kampanii. Wybory prezydenckie nie zostały wygrane, a reputacja partii programowo walczącej z “układami” została bardzo nadszarpnięta. Od początku było wiadomo, że Lewica dzięki sojuszowi medialnemu z Prawem i Sprawiedliwością lewaruje swoją pozycję względem PO i prędzej czy później dogada się z partią rządzącą oraz weźmie aktywny udział w podziale tortu medialnego. Tym bardziej że już niedługo w Polsce nastąpią zmiany technologiczne (cyfryzacja), które na nowo określą podział stref wpływów.

Już gołym okiem widać, że po okresie “burzy i naporu” wszystko “wraca do normy”. Została odbudowana stara koalicja medialna tworzona przez osoby kojarzone z niegdysiejszą Unią Wolności (dziś PO), SLD i PSL. Sojusz, który najwięcej skorzystał na PO-PiS-owej wojnie, wspomoże Platformę w odbijaniu mediów publicznych, ale oczywiście nie za darmo, tylko za dwóch członków KRRiT. W ramach kontraktu nastąpi podział wpływów w Telewizji Polskiej: TVP 1 dla PO, TVP 2 dla SLD, a część ośrodków regionalnych dla PSL. Wiązany z PiS prezes TVP SA co prawda teraz przestrzega, że nastąpi “stuprocentowe upolitycznienie Telewizji Publicznej”, ale co z tego? Zgodnie z zasadą księcia Saliny trzeba wiele zmienić, by wszystko zostało po staremu.

Jan Maria Jackowski
Nasz Dziennik, 24. – 25.07. 2010

Publiczne media mają jedną zaletę. Można zawsze mieć nadzieję (niechby i ułudną), że gdy zmienią się na lepsze rządy w Polsce, zmienią się na lepsze i media. Natomiast wszystkie „media prywatne”, te tefałeny, polsaty, którymi zachwycali się liberałowie, to – powiedzmy szczerze – kupa żydowskiego łajna. I nikt tego nigdy nie zmieni. – admin

Opublikowany w Media - Merdia | 1 komentarz »

Komentarz Andrzeja Szuberta na temat przedawnienia sprawy Grzegorza Przemyka

Posted by Marucha w dniu 2010-07-28 (środa)

Przedawnienie zbrodni komunistycznej – zabójstwa Grzegorza Przemyka
Czyli jak nas obca agentura robi w konia.

Me(n)dia podały skandaliczną wiadomość o przedawnieniu sprawy dotyczącej bestialskiego zamordowania przez ZOMO-wców w 1983 roku Grzegorza Przemyka. Nie jest to jedyna tego typu skandaliczna postawa tzw. wymiaru sprawiedliwości polskiego baraku Unii. Ile lat trwało śledztwo ZOMO-wców – morderców z „Wujka” – i jak śmiesznie niskie wyroki dostali? A niemożność ukarania sprawców stanu wojennego? A zamataczone śledztwo w sprawie prawdziwych przyczyn i prawdziwych zleceniodawców zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki? A dziesiątki innych politycznych zabójstw z okresu PRL? A zabójstwa polityczne w tzw. III RP? Od sprawy Michała Falzmana poprzez sprawę gen. Papały po serię podejrzanych „samobójstw” w sprawie Krzysztofa Olewnika? Czy wreszcie kompletne wyciszenie sprawy domniemanego samobójstwa dyrektora generalnego kancelarii Tuska – Grzegorza Michniewicza?
http://www.polskatimes.pl/aktualnosci/201605,nie-zyje-dyrektor-generalny-kancelarii-premiera-grzegorz,id,t.html

Jeśli kontrolowane przez agenturę nowych „strategicznych sojuszników” polskiego baraku media (TVP jest tak samo agenturalna jak GW) nagłaśniają sprawę przedawnienia zabójstwa Grzegorza Przemyka – nie robią tego bez powodu!

Ale najpierw musimy znaleźć odpowiedź – czyją agenturą są tak naprawdę „nasze” media?

Czy „nasze” media informują nas o stanie zażydzenia USA?
http://dariuszratajczak.blogspot.com/2009/01/amerykaska-pita-kolumna.html
http://judeopolonia.wordpress.com/2010/05/20/usa-pod-okupacja-zydowska-henryk-pajak/

Czy „nasze” media piszą prawdę o zamachach na WTC i Pentagon?
http://www.youtube.com/watch?v=JUpLVnzMsog&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=PZ4BCIJOg1I&feature=related

Czy „nasze” media potępiały i potępiają bandycką agresje NATO na Serbię?
http://grypa666.wordpress.com/category/balkany/

Abo też, czy potępiają zbrodnicze okupacje (pod wyssanymi z palca powodami) Afganistanu i Iraku?

Czy „nasze” media informują nas o trwającym już od wieku największym oszustwie finansowym i okradaniu całego świata, rządów, państw i narodów przez światową lichwę znajdującą się w rękach żydowskich bankierów?
http://video.google.com/videoplay?docid=-1887591866262119830#

Czy „nasze” media informują nas o dorocznych spotkaniach światowej elity w założonych z inicjatywy żydowskich bankierów grupach Bilderberga czy Komisji Trójstronnej?

Czy „nasze” media informują nas o masonach i iluminatach?
http://www.iluminaci.pl/

Czy „nasze” media informują nas, kto za masonami stoi?
http://judeopolonia.wordpress.com/2010/07/23/kabala-a-wtajemniczenie-masonskie/

Czy „nasze” media informują nas o syjonistycznej loży B’nai B’rith serdecznie powitanej przez Lecha Kaczyńskiego? [Dodajmy - i przyjmowanej z honorami przez Jana Pawła II w Stolicy Apostolskiej. - admin]
http://www.prawica.net/node/8458

A także o powiązaniach z nią bliskiego współpracownika Komorowskiego?
http://marucha.wordpress.com/2010/04/29/bliski-wspolpracownik-bronislawa-komorowskiego-kieruje-zydowska-loza/

Czy „nasze” media przyznały kiedykolwiek, że NKWD było narzędziem żydobolszewickiego terroru, a winę za Katyń ponosi żydowsko-gruzińska mafia rządząca w czasach Stalina w ZSRR?

Po tych kilku przykładach wyraźnie widać, w czyich rękach „nasze” media faktycznie się znajdują.

Wracam do sprawy skandalicznego przedawnienia zabójstwa Grzegorza Przemyka. Najpierw jednak przypomnę kilka istotnych faktów.

W latach 1997-2001 rządziła w tzw. III RP AWS. Co zrobiła wówczas rzekomo solidarnościowa Akcja Wyborcza w sprawie procesu morderców Grzegorza Przemyka? NIC!!!
A Największy Polski Patriota Lech Kaczyński pełnił wtedy, od czerwca 2000 do lipca 2001, funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. I co zrobił ten Największy Polski Patriota w tej sprawie? NIC!!!
Zasłynął natomiast wstrzymaniem ekshumacji w Jedwabnem, aby żydostwo nadal mogło kolportować jego wersję pogromu!

Dalej…

Rządy PiS trwały ciut ponad dwa lata – od listopada 2005 do listopada 2007. W tym czasie Jeden Bliźniak był prezydentem, a Zapasowy Bliźniak od lipca 2006 do listopada 2007 był premierem. Co zrobił tandem Największych Patriotów Tysiąclecia w tej sprawie – NIC!!!

Nie mieli czasu, bo zajęci byli robieniem dywersji przeciwko koalicjantom z Samoobrony i LPR, aby zgodnie z uzgodnieniami z fundacji „filantropa” Sorosa zepchnąć te partie na margines „wykluczonych”.
http://wsercupolska.org/joomla/index.php/warto-przeczyta/6-warto-przeczytac/2340-jozef-bizo-pis-w-fundacji-batorego-georgea-sorosa.html

Przy okazji rozwaliło PiS WSI usuwając z wojskowego wywiadu wszystkich, którzy nie przeszli na agenturalną służbę u nowych „strategicznych partnerów” – USA i Izrael.

Od lat jesteśmy przez polityków z PiS i wielu tzw. niezależnych i patriotycznych publicystów okłamywani i ogłupiani domniemanymi wpływami, pozostającej rzekomo pod kontrolą rosyjskiej razwiedki, agentury SB. Zgodnie z uprawianą przez nich propagandą za panujące zło w Polsce odpowiada agentura SB i kierujący nią z Kremla zimny czekista Putin.

Warunkowo prawdziwy jest jedynie pierwszy człon tego stwierdzenia (za panujące zło w Polsce odpowiada agentura SB). Ale tylko warunkowo – ponieważ już w 1989 roku komuchy przewerbowały się na proeuropejskość i proamerykańskość. Symbolem tego był komuch Kwaśniewski-Stolzman pchający Polskę do NATO i do Unii, popierający antyrosyjską „pomarańczową rewolucję” agenta USA Juszczenki i jeżdżący do USA na wykłady i odczyty. Komuchy gardłowały za traktatem lizbońskim. Nie zaprotestowały komuchy przeciwko „tarczy” wymierzonej przeciw Rosji, ani nie zaprotestowały komuchy przeciwko stacjonowaniu w Polsce amerykańskiej jednostki wojskowej. Przeciwko tajnym więzieniom CIA też komuchy nie protestowały.

O przewerbowaniu się agentury SB na proamerykanizm i prounijność świadczą wyraźnie kariery byłych SB-ków i ich agentów.

Były SB-ek Czempiński robił karierę w III RP jako szef UOP. Otrzymał też z rąk zbrodniarza Busha wysokie oznaczenia CIA, któremu służył on po przewerbowaniu się ciałem i duszą. Tylko dlatego zresztą mógł być szefem UOP.

A były agent SB, Jerzy Buzek, TW „Karol”, przewerbowany na prounijność i proamerykańskość został nawet szefem fasadowego parlamentu faszystoidalnej Unii.

Tak wygląda więc nasza unijno-barakowa rzeczywistość – naszym barakiem rządzi agentura USA, Unii i Izraela. Do niej zaliczyć należy, obok nadzorujących nasz barak byłych nieagentów SB także wszystkich przewerbowanych byłych agentów SB jak i przewerbowanych samych SB-ków. Kto się nie przewerbował, nie miał szans na karierę i wypadał z obiegu.

Jedną z najważniejszych metod ogłupiania polactfa jest utrzymywanie przez zażydzony PiS i jego miłośników-publicystów fikcji domniemanych wpływów sterowanej z kremla prorosyjskiej agentury.

Aby fikcja była wiarygodna celowo i świadomie pozostawiono szereg bulwersujących i oddziałujących na nasze emocje zbrodni bolszewii nie wyjaśnionych, bądź celowo i świadomie nie ukarano sprawców.

Zrobiono to – powtarzam – celowo i świadomie!

Bo tylko wtedy PiS, oraz żydowska, amerykańska i unijna agentura wpływu wspomagana użytecznymi idiotami (media i publicyści) mogą nam wmawiać, że w naszym niesuwerennym, gnojonym przez Unię baraku rzekomo rządzi Grupa Trzymająca Władzę, kierowana rzekomo przez kiszczakowców i jego przełożonych na Łubiance i na Kremlu.

Tylko, gdyby Ruskie rzeczywiście mieli takie wpływy w naszym baraku, to niedobitki naszej armii nie podlegałyby pod NATO, a obcą jednostką wojskową u nas byłaby jednostka rosyjska a nie amerykańska. Mielibyśmy też tajne więzienia KGB a nie tajne więzienia CIA (których sprawę medialna agentura wpływu błyskawicznie wyciszyła).

Jeszcze nie raz media nagłośnią tę czy inną skandaliczną sprawę z podtekstem wskazującym na nadal istniejące u nas rzekome wpływy prorosyjskiej agentury. Ogłupione polactfo uwierzy w te grubymi nićmi szyte medialno/polityczne manipulacje. Będziemy pomstować na Ruskich, a żydostwo będzie z zadowoleniem zacierać ręce i dalej będzie bezkarnie szabrować polski barak Unii.

Andrzej Szubert, http://fronda.pl/andrzej_szubert/blog/

Admin obiema rękami podpisuje się pod (niejednokrotnie już tu sformułowaną) diagnozą, która w ostrzejszej wersji brzmi: jeśli ktoś uważa, że w Polsce rządzi agentura rosyjska, to albo jest niespełna rozumu, albo jest płatnym prowokatorem agentury judeo-amerykańskiej lub judeo-niemieckiej. Mówić o jakichkolwiek znaczących wpływach agentury rosyjskiej w kraju, który jest całkowicie – politycznie, militarnie i gospodarczo – podporządkowany „Zachodowi”, który został przez tenże Zachód ograbiony i którego ok. 80% praw powstaje w Brukseli, może tylko patentowany dureń albo agent.

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 52 »

MŚ: są koncesje na poszukiwanie gazu łupkowego, nie na wydobycie

Posted by Marucha w dniu 2010-07-28 (środa)

Są koncesje na poszukiwanie gazu niekonwencjonalnego – łupkowego, lub zaciśniętego – a nie wydano jeszcze żadnej na jego wydobycie - tłumaczył w środę podczas obrad senackiej komisji gospodarki wiceminister środowiska Jacek Jezierski, główny geolog kraju.

Senacka komisja gospodarki rozmawiała w środę o możliwościach wydobycia tego gazu i planowanych zmianach w prawie geologicznym i górniczym, związanych z zasobami łupków potencjalnie zawierających gaz.

„Jeśli ktoś mnie pyta, ile mamy gazu łupkowego w Polsce, jako główny geolog kraju odpowiadam – zero. Dopóki nie zostaną przedstawione dokumentacje geologiczne, potwierdzone zasoby – nie ma takiego gazu w Polsce” – powiedział. W jego ocenie pierwszych wyników badań można się spodziewać za 3-5 lat.

Jezierski przypomniał, że od stycznia 2002 r. nie wydaje się łącznych koncesji na poszukiwanie i wydobycie surowca. Na 1 lipca obowiązuje 445 koncesji wydanych przez ministra środowiska na poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobycie złóż gazu ziemnego i ropy naftowej w Polsce. Z tej liczby 224 to koncesje na wydobywanie, a 221 na poszukiwanie i rozpoznawanie złóż węglowodorów, w tym gazu łupkowego i zaciśniętego. [Czy mamy wyjaśnić, jak w prosty sposób można obejść taki zakaz wydawania łącznych koncesji? - admin]

Takich koncesji na gaz niekonwencjonalny wydano 62, pozostało jeszcze kilka obszarów potencjalnego występowania łupków, w których mogą być zasoby gazu. „Prowadzimy jeszcze rozmowy z potencjalnymi zainteresowanymi na te pozostałe kilka koncesji poszukiwawczych” – powiedział Jezierski. Okres koncesji to przeciętnie 5 lat.

„Osobną sprawą są koncesje na wydobycie surowca. Jeśli takie złoża zostaną odnalezione w naszym kraju, to będziemy rozmawiać o udzieleniu koncesji z zainteresowanymi i o opłatach, które trzeba będzie wnieść” – mówił senatorom.

Poinformował, że przeciętna opłata za koncesję na jeden cały obszar poszukiwania, to ok. 500 tys. zł, cała kwota za udzielone już przez ministra środowiska koncesje na poszukiwanie gazu łupkowego w Polsce, to 22 mln zł. „To koncesje na poszukiwanie – nie chcemy na nich zarabiać [sic!], chcemy zarabiać, na tym, kiedy te złoża będą odkryte. Gdy firmy, które zaangażują wielkie środki w poszukiwania gazu, odnajdą go – przechodzimy na etap koncesji wydobywczych. Tam będzie miejsce na zyski dla Skarbu Państwa” – mówił.

Na etapie wydobycia pobierane będą różne opłaty, m.in. opłata środowiskowa – eksploatacyjna, która w 60 proc. trafi do gmin, a w 40 proc. zasili Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. „Na tej opłacie państwo też nie będzie zarabiać, ona ma zrekompensować straty w środowisku wynikające z jego użytkowania” – wyjaśnił.

Admin jest wręcz wzruszony społeczną wrażliwością Głównego Geologa, który nie chce zarabiać na koncesjach na poszukiwanie, nawet od zagranicznych podmiotów gospodarczych. Przez uprzejmość nie tłumaczymy sobie tej filantropii w inny sposób.

Opublikowany w Gospodarka | Komentarzy: 3 »

Sąd zbada, czy Wałęsa zasługiwał na Nobla

Posted by Marucha w dniu 2010-07-28 (środa)

Sąd administracyjny w Sztokholmie ma orzec, czy Pokojowa Nagroda Nobla przyznawana przez komitet norweskiego parlamentu jest przyznawana zgodnie z testamentem Alfreda Nobla. Sprawa bezpośrednio dotyczy m.in. nagrody otrzymanej w 1983 roku przez Lecha Wałęsę. Rozprawa odbędzie się jesienią, nie ustalono jeszcze konkretnego terminu.

Inicjatorem działań mających doprowadzić do uzdrowienia procesu przyznawania Pokojowej Nagrody Nobla jest norweski prawnik i działacz na rzecz pokoju Fredrik Heffermehl. Jest on również autorem krytycznej wobec Norweskiego Komitetu Noblowskiego książki „Testament Nobla”, w której m.in. dowodzi, że po II wojnie światowej mniej niż połowa laureatów została wybrana zgodnie z testamentem Alfreda Nobla.

Według Fredrika Heffermehla wielu wyróżnionych nie spełniło podstawowych kryteriów, czyli nie działało na rzecz rozbrojenia i przeciwdziałania konfliktom zbrojnym. Wśród „niewłaściwych laureatów” norweski działacz wymienia m.in. Matkę Teresę z Kalkuty, Lecha Wałęsę, Ala Gore’a czy Baracka Obamę.

Choć laureatów wybiera komitet norweski, sprawa trafiła do sądu administracyjnego w Sztokholmie, który jest właściwy dla mającej siedzibę w stolicy Szwecji Fundacji Noblowskiej.
- To właśnie zarząd Fundacji Noblowskiej odpowiedzialny jest bezpośrednio za realizację testamentu fundatora nagrody, Alfreda Nobla – powiedział Fredrik Heffermehl. Twierdzi on, że Fundacja Noblowska powinna wpłynąć na norweski komitet, który jest mocno upolityczniony i realizuje interesy norweskiej polityki zagranicznej [Ha ha ha! "Norweskiej"! Bua ha ha ha ha! - admin]

W złożonym do sądu wniosku, do którego dotarła PAP, Fredrik Heffermehl w znacznej części oparł swój wywód na przypadku przyznania pokojowego Nobla Lechowi Wałęsie. Wnioskodawca dowodzi, że ówczesny przewodniczący komitetu noblowskiego, Egil Aarvik, uzasadniając przyznanie wyróżnienia Polakowi, próbował usprawiedliwić nowy kierunek obrany przez komitet.
- Naturalnym rozwinięciem (woli Alfreda Nobla) jest, aby rozważać pokojową nagrodę w świetle deklaracji praw człowieka ONZ – cytuje przewodniczącego Heffermehl. Egil Aarvik powiedział również, że „kolejny raz komitet zwraca uwagę społeczności międzynarodowej na swoją definicję pojęcia pokój”.

To właśnie zdaniem Heffermehla pokazuje, że komitet sam tworzy reguły, zapominając o testamencie Nobla.

Fundacja Noblowska w Sztokholmie nie wypowiada się w sprawie procesu.

Książka opisująca nieprawidłowości w przyznawaniu pokojowej Nagrody Nobla wkrótce ukaże się w Wielkiej Brytanii. Będzie to poszerzona wersja publikacji, która w 2008 roku wywołała debatę w Norwegii. Fredrik Heffermehl przygotowuje również polską wersję swojej książki.

(Kle) Onet.pl

Opublikowany w Kultura, Polityka | Komentarzy: 13 »

Wywiad z prof. Bartyzelem

Posted by Marucha w dniu 2010-07-28 (środa)

*Politycy i partie, którzy teraz włączyli się w obronę krzyża, powinni także w sferze realnej, już nie symbolicznej, walczyć o to, co wynika z identyfikacji z chrześcijaństwem.
*Kościół w Europie prześladuje się, wykorzystując ustawodawstwo, a nie fizyczną przemoc.
*Prawdziwa walka o krzyż w Europie odbywa się obecnie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w związku ze sprawą krzyża we Włoszech. Jednak ani rząd polski i partia rządząca, ani największa partia opozycyjna nie czynią starań, by poprzeć Włochy w tej kwestii.

Z prof. Jackiem Bartyzelem, kierownikiem Katedry Hermeneutyki Polityki na Wydziale Politologii i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawiają Piotr Czartoryski-Sziler i Małgorzata Rutkowska

Przedstawiciele PO twierdzą, że nasycenie przestrzeni publicznej pomnikami, symbolami wiary rozbija narodową wspólnotę. Czy nie jest odwrotnie – to brak symboli, z którymi może utożsamiać się Naród, prowadzi do jego atomizacji?
- Oczywiście. W Polsce na szczęście nie brak i miejsc, i symbolicznych znaków, które pozwalają się odnaleźć w tym poczuciu wspólnotowości i tożsamości. Prezydent Lech Kaczyński został przecież jednak pochowany na Wawelu, a więc w miejscu najbardziej intensywnie przepojonym tą symboliką narodową. W sporze o krzyż na Krakowskim Przedmieściu wyróżniłbym dwie płaszczyzny, które się na siebie nakładają. Pierwsza z nich to płaszczyzna zasadnicza, ogólna, którą moglibyśmy nazwać za św. Tomaszem tezą, a dotyczy kwestii obecności krzyża w sferze publicznej w ogóle. Druga to hipoteza, czyli sprawa tego konkretnego krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Na płaszczyźnie pierwszej odpowiedź chrześcijanina jest oczywista – krzyż nie tylko ma prawo być obecny w sferze publicznej, ale obowiązkiem nie tylko osób prywatnych, ale i wspólnoty narodowej, politycznej jest uznawać w ten sposób królowanie Chrystusa, nie tylko w ludzkich duszach, ale i w społeczności. Ta ogólna teza została tutaj włączona w pewien bardziej doraźny, polityczny kontekst. Krzyż postawiony na Krakowskim Przedmieściu był znakiem jakiegoś wyjątkowego przeżycia, związanego z konkretnym wydarzeniem i z konkretnymi osobami.

Przyniesionym z potrzeby serca…
- To prawda, dlatego traktowałbym jego obecność w tym miejscu jako stację, etap do czegoś. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się być umieszczenie przed Pałacem Prezydenckim tablicy upamiętniającej tragedię smoleńską. Krzyż w ogóle jest symbolem odkupicielskiej męki Jezusa Chrystusa, natomiast ten konkretny krzyż upamiętnia tragiczne wydarzenie.

Pomniki-krzyże w Gdańsku, w Gdyni, w Poznaniu – polska pamięć wyraża się w połączeniu symboliki religijnej ze znakami narodowymi. Dlaczego ten związek jest tak silny?
- To jest spontaniczny zrost, który wyrasta z idei artysty i z oczekiwań zbiorowego mecenasa, czyli Narodu. Bylibyśmy zdziwieni, gdyby pomnik upamiętniający osobę czy jakieś wydarzenie tego nie uwzględniał. On wyraża naturalne przekonanie, że nie można polskości zrozumieć bez Chrystusa.

Tym bardziej bolą wypowiedzi negujące sens umieszczenia znaku krzyża w pomniku ku czci ofiar katastrofy…
- To wręcz świadczyłoby o jakiejś dziwnej cenzurze czy nakładanym kagańcu, gdyby pomysł upamiętniania miał inny charakter, tym bardziej że wiąże się z tragizmem śmierci. W czasie żałoby, ogólnonarodowych pogrzebów pojawiło się kilka głosów ze strony środowisk laickich czy wojująco antyreligijnych, że w Polsce nie ma symboliki laickiej, która pozwalałaby żegnać wysokich rangą urzędników państwowych. Nie ma, i to jest oczywiste. Żal, złość tych środowisk świadczą o ich kompletnej alienacji od tego, czym żyje, co czuje wspólnota. Widać, jak ci ludzie nie potrafią współodczuwać z nami. Niektórzy zwracali uwagę, że ta wściekłość jest wyrazem bezdennego smutku ateizmu.

W jaki sposób można wykorzystać potencjał, który uwidocznił się w Narodzie po 10 kwietnia?
- Ten potencjał powinien przełożyć się na pewne działania, jakiś ruch, który konsekwentnie broniłby i podnosił sprawy rzeczywistej obecności w prawie, obyczajach, w życiu publicznym tego, co wynika z nakazów Ewangelii. Ostatnio była okazja ku temu, by bardziej zmobilizować się przeciwko bezczeszczeniu przestrzeni publicznej przez takie imprezy, jak parada homoseksualna. Z obroną krzyża wiążą się rzeczy, które mają nie tylko charakter symboliczny, ale jak najbardziej realny. Wolałbym więc, żeby ci politycy czy te partie, które teraz włączyły się w obronę krzyża, także w sferze realnej, już nie symbolicznej, walczyły o to, co wynika z tej identyfikacji z chrześcijaństwem. Tu jednak bywa bardzo różnie, przykładem może być ustawa o ochronie życia sprzed dwóch lat czy obecnie kwestia in vitro. Tutaj ich stanowisko jest dwuznaczne, niekonsekwentne. Prawdziwa walka o krzyż w tej chwili odbywa się w Europie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu w związku ze sprawą krzyża we Włoszech. Ani jednak rząd polski i partia rządząca, ani największa partia opozycyjna nie czynią starań, by poprzeć Włochy w tej kwestii. To byłaby w pełni szczera i konsekwentna obrona krzyża.

Chrystofobia to zjawisko zataczające w Europie szerokie kręgi. Czym charakteryzują się środowiska walczące z krzyżem?
- To właśnie one wykorzystały spór o krzyż przed Pałacem Prezydenckim do tego, żeby przenieść kwestię krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego z pułapu Tomaszowej hipotezy na płaszczyznę tezy ogólnej. Spór ten umożliwił podniesienie ich stałego postulatu walki z krzyżem, czyli domagania się laicyzacji i wyrzucenia symboliki chrześcijańskiej ze sfery publicznej. Ta sprawa dała im oręż do tego, żeby wyartykułować swoją wrogość do krzyża i chrześcijaństwa. Ze sporu o ten konkretny krzyż, który ma być w tym miejscu lub innym, robi się spór o to, czy w ogóle krzyż ma „kłuć w oczy” w miejscach publicznych.

Jest to wygodne dla Platformy, która usiłuje przyciągnąć do siebie lewicowy elektorat.
- Wydaje mi się, że przede wszystkim aktywne są tutaj środowiska nowolewicowe. Natomiast Platforma Obywatelska zajmuje stanowisko typowe dla XIX-wiecznych liberałów, którzy znajdowali się pomiędzy katolikami a siłami rewolucji. Jak pisał wówczas katolicki myśliciel Donoso Cortés, gdyby liberał był na dziedzińcu palatium Piłata w Jerozolimie i miał stawać przed wyborem: czy ukrzyżować Chrystusa czy Barabasza, to powiedziałby, żeby tę złożoną kwestię odłożyć do następnej sesji parlamentarnej. Liberał bowiem najchętniej zamiata pod dywan niewygodne dla niego kwestie, żeby nie mieć problemu. Nie chce wybierać między Chrystusem a Barabaszem. Ulubione jego słowo to kompromis, konsensus. Szuka pośredniego rozwiązania. Ale w fundamentalnych sprawach nie da się znaleźć nic pośredniego. Liberał oszukuje więc sam siebie. Czasami uda się odwlec jakieś rozstrzygnięcie, ale zawsze przyjdzie chwila, kiedy trzeba będzie dokonać wyboru. I wtedy okazuje się, że nie istnieje trzecie stanowisko, czyli typowo liberalne.

We Francji walka z krzyżem trwa od czasów rewolucji 1789 roku.
- Jak prześledzimy historię Francji, to zobaczymy, że ta walka jest trochę jak sinusoida, która w pewnych momentach się nasila, a w pewnych słabnie. Walka z krzyżem zaczęła się oczywiście od rewolucji 1789 roku, później trend ten trochę osłabł. Następnie mamy znów bardzo intensywny okres terroru Komuny Paryskiej i bardzo silny antykatolicyzm III Republiki z kulminacją w postaci ustawy o separacji Kościoła od państwa w 1905 roku. Osłabło to trochę po I wojnie światowej. Jednak przez cały wiek XIX siły katolickie i antykatolickie we Francji mniej więcej się równoważyły, natomiast po II wojnie światowej katolicyzm francuski nieomal zanikł, a Francja stała się krajem faktycznie zdechrystianizowanym. Opór przeciwko takiemu stanowi rzeczy jest tam bardzo słaby, bo właściwie większość katolików francuskich wychowana jest w przekonaniu, że państwo powinno być laickie. To oczywiście ułatwia siłom antykatolickim, które wciąż przyznają się do masonerii, walkę z krzyżem. Jeszcze w XIX wieku katolicyzm francuski był dużą siłą, dzisiaj autentyczną siłą religijną jest tam islam. To też popycha często katolików do obrony laickiego status quo, żeby nie dopuścić do odgórnej islamizacji. W gruncie rzeczy nie ma tam dziś formalnej walki z zorganizowanym – tak jak w XIX wieku – katolicyzmem, który bronił tradycji Francji, „najstarszej córy Kościoła”, bo takiego katolicyzmu jako realnej siły społecznej nie ma dziś we Francji, jest natomiast konsekwentne usuwanie w cień pozostałości pamiątek tego duchowego dziedzictwa.

Dlaczego głos katolików został tak zmarginalizowany?
- Owszem, bywa, że katolicy protestują czy występują w jakiejś poszczególnej kwestii, np. obrony wolnej szkoły, ale nie ma katolicyzmu jako zorganizowanej siły, która by stawiała postulaty stricte katolickie. Są tylko jakieś drobne środowiska w przestrzeni metapolityki, które reprezentują tradycję kontrrewolucyjną, ale stanowią one w życiu politycznym zupełny margines. Nominalni katolicy, zarówno laikat, jak i hierarchia, w gruncie rzeczy pogodzili się z laickim charakterem republiki, który opiera się na rozdziale Kościoła od państwa, i to w bardzo rygorystycznej wersji. W efekcie we Francji nie można np. postawić krzyża przy drodze publicznej. Im słabsza skala oporu katolików, tym bardziej metody walki z Kościołem mają charakter administracyjny, a nie krwawych represji. W czasie rewolucji księży gilotynowano, spławiano w dziurawych barkach, jak w Wandei. Dziś, gdy są inne realia społeczne, Kościół prześladuje się, wykorzystując ustawodawstwo, a nie fizyczną przemoc.

Dziękuję za rozmowę.
„Nasz Dziennik”

Opublikowany w Kościół, Różne | Komentarzy: 4 »