Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barrack Obama

O katolickim terrorze

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-25 (środa)

Mam w przygotowaniu artykuł na temat rzekomych “odkryć” dokonanych (z pogwałceniem obowiązującego prawa) przez rzetelnych i etycznych dziennikarzy TVN w jednym z klasztorów na terenie Polski; zob. też http://marucha.wordpress.com/2009/11/19/postesbecka-stacja-tvn-atakuje-zakonnice/

Na razie – sprawa pokrewna, wpisująca się w nurt oszczerczego lżenia katolicyzmu. Chodzi o pewną książkę wydaną w postępowej Szwecji, gdzie zabicie dziecka jest finansowane przez podatników.

Od dawna wiadomo, że literatura typu „political fiction” dobrze się sprzedaje, ale pozwala też urabiać sobie szeroką opinię publiczną, która często taką lekturę traktuje serio i wierzy, że przynajmniej większość wydarzeń tam opisanych jest prawdziwa lub zbliżona do prawdy. Tak było po lekturze książki Dana Browna pt. „Anioły i demony” i po pokazaniu filmu nakręconego na podstawie tejże pracy, a kiedy to tłumy wielbicieli tego autora ruszyły do Rzymu, aby oglądać miejsca związane z główną fabułą. Wydano wtedy nawet specjalne przewodniki prowadzące do rzymskich kościołów i placów, gdzie miało dojść do ukazanych w książce i w filmie rytualnych morderstw czterech kardynałów.

Do podobnej sytuacji, aczkolwiek nie na taką skalę (bo bez użycia taśmy filmowej i bez uciekania się do pisania przewodników), doszło ostatnio i w Polsce za sprawą książek Jacka Piekary, który wcześniej bardziej był znany jako dziennikarz „Świata Gier Komputerowych”, „Gamblera”, „Clicka” i „Game Ranking”. Okazało się jednak, że taka działalność w świecie „fantasy” jemu już nie wystarczyła i postanowił sobie zdobyć jeszcze większą „sławę” w środowisku zdezorientowanej młodzieży poprzez wydanie cyklu opowiadań o Mordimerze Madderdinie— inkwizytorze rządzącym światem w imieniu Chrystusa, który… zszedł z krzyża i zapanował nad ludzkością.

J. Piekara wydał w latach 2003-2008 aż 5 opowiadań składających się na ten cykl („Sługa Boży”, „Młot na czarownice”, „Miecz Aniołów”, „Łowcy dusz” oraz „Płomień i krzyż”), przy czym niektóre z nich doczekały się już drugiego wydania, a zanosi się jeszcze na kontynuację całego cyklu — tak duży jest popyt na tego typu beletrystykę. Ciekawie reklamuje natomiast te opowieści lubelskie wydawnictwo „Fabryka Snów”, które bynajmniej nie epatuje swoich czytelników jakimiś sennymi urojeniami autora, lecz czymś zupełnie innym: „Jest to najbardziej wstrząsająca i bluźniercza wizja w historii polskiej fantastyki”. Jedna z księgarń internetowych na swojej stronie zamieszcza zaś taki oto opis pewnego czytelnika książki pt. „Sługa Boży”: „Jak nietrudno się domyśleć, Jezus, który zszedł z krzyża, raczej nie umarł za grzechy ludzkości. Wręcz przeciwnie – z żelaznym mieczem w jednej dłoni i gorącym ogniem w drugiej postanowił wyegzekwować sprawiedliwą karę dla grzeszników. Po nim zaś nastała era Kościoła, era religii, która kontynuowała Jego dzieło. Taki też świat, świat brutalny, pełen okrucieństwa i mordu, zarysowuje się w tej książce”.

A zatem podważa się tutaj całą zbawczą misję Chrystusa, a sam Zbawiciel i Kościół są przedstawiani jako źródła złych czynów. Dokonuje ich natomiast Święta Inkwizycja, co ma jeszcze bardziej uwiarygodnić „czarną legendę” tej instytucji. Ten sam cytowany czytelnik w pewnym momencie zaczyna nawet mieszać fikcję z rzeczywistością i jest przekonany, że „okrucieństwo przedstawionego świata nie jest zupełnie fikcyjne. Nam, współczesnym, może się tak wydawać, ale wystarczy przypomnieć sobie mroczne, krwawe czasy średniowiecza i wszechobecny strach przed hiszpańską inkwizycją.”-pisze dalej. Następuje więc tutaj swoista indoktrynacja poprzez opowiadania, które odwołują się do najbardziej antykatolickich stereotypów rozpowszechnianych przez podręczniki i lektury szkolne z okresu Polski Ludowej, a umiejętnie kultywowanych dotąd przez niektóre zainteresowane tym środowiska lewicowe czy wręcz lewackie. I to one zyskują obecnie coraz większy wpływ na polską młodzież.

Z drugiej jednak strony dochodzi do kształtowania podobnego stereotypu „Polski katolickiej i zacofanej” wśród cudzoziemców, czego aż zbyt jaskrawym i rażącym przykładem może być wydanie kilka dni temu pewnej książki w Szwecji, a co już wywołało liczne protesty ze strony Polonii mieszkającej w tym kraju. Chodzi tu o powieść pt. „Klockan 21.37” („Godzina 21.37”), której okładkę „zdobi” roztrzaskany portret papieża Jana Pawła II.

Autorką publikacji jest znana szwedzka dziennikarka Karin Alfredsson, która stawia sobie za cel pokazanie „ucisku Polek ze strony Kościoła katolickiego”. Sytuacja kobiet w Polsce— zdaniem autorki— ma przypominać tę z najbardziej zacofanych kulturowo i gospodarczo krajów świata takich, jak Zambia czy Wietnam, a charakteryzować się upodleniem i zniewoleniem Polek przez mężczyzn. „Terror katolicki” miałby zaś polegać na zakazie dokonywania aborcji oraz na propagandzie uprawianej nie tylko przez Kościół, lecz i przez… Ligę Polskich Rodzin, Młodzież Wszechpolską oraz Radio „Maryja”. Przez książkę przewija się także motyw torebki „Teletubisia” oraz „kultu” osoby Jana Pawła II. Widać więc, że autorka orientuje się nieco w polskich realiach, ale i że zarazem tę niepełną wiedzę wykorzystuje z premedytacją do osiągnięcia odpowiedniego efektu tragiczno-komicznego na stronach swojej powieści.

Niesmak czytelnika musi też budzić ukazanie tam w charakterze głównych bohaterów zakłamanej polskiej rodziny, gdzie z jednej strony dziadek zwalcza wprawdzie homoseksualistów, a jedna z jego wnuczek chce zostać zakonnicą, lecz z drugiej strony wnuczek jest „katolickim terrorystą” wysadzającym w powietrze szwedzki statek aborcyjny, druga wnuczka chce zabić swoje nienarodzone dziecko, zaś syn porzuca rodzinę dla kochanki.

Największe protesty budzi mimo to wśród Polonii nie sama treść książki, ale okładka z rozbitym zdjęciem Ojca Świętego. Polacy mieszkający w Szwecji powołują się w tym przypadku na przykład muzułmanów, którzy na całym świecie protestowali swego czasu przeciwko bezczeszczeniu wizerunków ich proroka Mahometa. Naszym zdaniem nie jest to jednak dobry przykład, albowiem trzeba byłoby raczej zagrać tu na uczuciach większości Szwedów i odwołać się do potłuczonej fotografii jakiegoś obrazu Marcina Lutra. W końcu autorka jest Szwedką, a nie Arabką czy Turczynką, zaś sama książka jest skierowana do szwedzkiego społeczeństwa, które w ten sposób ma się przekonać, jak to odsunięcie Zygmunta III i królowej Krystyny od tronu Szwecji przyczyniło się do ugruntowania luteranizmu w tym kraju i do zapobiegnięcia „katolickiemu terrorowi”.

Mariusz Affek, Nowa Myśl Polska

Opublikowany w Kościół | 1 komentarz »

Smród agentury nie rozpłynął się w powietrzu

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-25 (środa)

Kiszczak szantażuje agentów

Z red. Krzysztofem Wyszkowskim, współtwórcą Wolnych Związków Zawodowych na Wybrzeżu, byłym doradcą premiera Jana Olszewskiego, rozmawia Mariusz Bober

Aż dwie gazety – “Tygodnik Powszechny” i “Dziennik Gazeta Prawna” – zaprosiły na swoje łamy w zeszłym tygodniu byłego ministra spraw wewnętrznych PRL Czesława Kiszczaka. Co oznacza ta medialna aktywność?
- To znaczące, że właśnie teraz, nagle, człowiekowi, który zawsze powoływał się na zawodową dyskrecję funkcjonariusza tajnych służb, otwiera się gęba i zaczyna opowiadać rzeczy niewygodne nawet dla swojego przyjaciela Adama Michnika. Z kolei nasuwa się pytanie, co Michnik robił w archiwach MSW na początku lat 90.? Kiszczak ujawnia, że Michnik miał nieograniczony dostęp do wszystkich akt. Bezprawie jest tu najmniej ważne, bo można się domyślać, że były szef MSW sypie, iż ma spis teczek, które Michnik oglądał. To mogłaby być ciekawa lektura, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, jak zaciekłym przeciwnikiem lustracji był redaktor naczelny “GW”.

Generał Kiszczak rzuca też twierdzenia niewygodne dla innych byłych działaczy opozycji…
- Dla Tadeusza Mazowieckiego kompromitujące jest stwierdzenie, że po zakończeniu posiedzenia Rady Ministrów [w 1990 r.] premier po cichu mówił Kiszczakowi, że archiwa SB będą na wiele lat zamknięte. Oznacza to, że Mazowiecki inaczej zachowywał się wobec ogółu ministrów swojego rządu, a inaczej wobec policjanta. Jeżeli Kiszczak mówi prawdę, to znaczy, że premier był jego “klientem”.

Kiszczak wylewnie mówi, że on sam pozwalał członkom opozycji, którzy byli tajnymi współpracownikami SB, niszczyć ich oryginalne teczki…
- Ja rozumiem to w ten sposób, że generał ma listę osób, którym takie teczki zwrócono. Zdarzało się wtedy w całej Polsce, że oficerowie prowadzący zwracali teczki pracy niektórym swoim zaufanym agentom. Pamiętajmy jednak, że one były kopiowane. Przekazując oryginał, oficer prowadzący okazywał agentowi dobrą wolę, ale nadal oczekiwał od niego posłuszeństwa. I historia III RP ten domysł potwierdza. Jeśli w dodatku Kiszczak mówi, że do dziś widzi tych ludzi w telewizji, to znaczy, iż daje sygnał, że “spisane są czyny i rozmowy” i aparat SB pamięta, kto swoją dzisiejszą pozycję polityczną zawdzięcza tajnej policji komunistycznej.

Co to oznacza? Dlaczego właśnie teraz padły te słowa?
- To ważne pytanie, dlaczego Kiszczak nagle udziela obszernych wywiadów dwóm pismom niemal w tym samym czasie. “Dziennik Gazeta Prawna” powinien wyjaśnić, z czyjej inicjatywy doszło do wywiadu, bowiem zawiera on stwierdzenia niezwykle istotne. “DGP” nie powinien godzić się na współpracę z Kiszczakiem na rzecz realizacji jego interesów. Według mnie, cały wywiad ma charakter szantażu. Dlatego opinia publiczna powinna dowiedzieć się, dlaczego Kiszczak uznał za konieczne wystąpić z nim wobec swoich “partnerów”, wobec ludzi, którzy są dziś decydentami.

A konkretnie wobec kogo?
- Może ma to związek z ostatnimi naciskami, by ujawnić tzw. zbiór zastrzeżony znajdujący się w Instytucie Pamięci Narodowej. Być może chodzi też o zarzuty, jakie pion śledczy IPN postawił byłym esbekom uczestniczącym w prowokacji na Chłodnej wobec ks. Jerzego Popiełuszki. Oni w końcu mogą zacząć mówić, tak jak niedawno płk Adam Pietruszka napisał w mailu nadesłanym do “Tygodnika Powszechnego”, że Kiszczak ukrywa prawdę o swojej roli w porwaniu i zbrodni na księdzu Jerzym. Więc być może, gdyby ci esbecy zasiedli na ławie oskarżonych, ujawniliby też inne sprawy, co mogłoby doprowadzić także gen. Kiszczaka na ławę oskarżonych. Tak niespodziewane wystąpienie byłego szefa tajnej policji PRL musi mieć poważne podstawy i służyć jakimś celom.

Jakim?
- Mogę się domyślać, czego Kiszczak się boi. Moim zdaniem, jako lider formacji, która zbudowała III RP, grozi swoim agentom, że jeśli dopuszczą do tego, że on i jego ludzie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności, wówczas pociągnie za sobą tych, których teczki pozwalał niszczyć. W tym kontekście warto przytoczyć wypowiedź Kiszczaka, że rozmowa między Lechem Wałęsą a jego bratem była nagrywana na dwa magnetofony – w tym milicyjny, o którym dotychczas nie było mowy, ale nagranie może jeszcze gdzieś istnieć. Jest to więc rodzaj presji Kiszczaka na ludzi, którzy są jego “dłużnikami” i powinni go chronić.

Wypowiedzi Kiszczaka mają jakąś wartość dla obrazu ostatnich dwudziestu lat? Coś jeszcze Pana zaskoczyło w omawianych wywiadach?
- Niezwykłe jest stwierdzenie Kiszczaka, że już 31 sierpnia 1988 r. przedstawił Wałęsie propozycję wolnego wyboru 161 posłów do Sejmu, “wolne wybory do Senatu, wybór prezydenta, reformy polityczne i gospodarcze, w tym wolny rynek i udział ‘Solidarności’ w budowaniu koalicji”. Jest to bardzo ostry atak na byłego prezydenta. Pamiętam powrót Wałęsy z rozmowy z Kiszczakiem do stoczni, ale podczas poufnej narady w gronie kilku osób Wałęsa nie przekazał nam tej informacji. Zachowywał się wręcz tak, jakby wszystko było stracone. Jest tu więc jakaś tajemnica. Poza tym Kiszczak deprecjonuje w ten sposób obrady Okrągłego Stołu. Jeśli bowiem takie propozycje złożył już 31 sierpnia 1988 r., to po co był Okrągły Stół? Czy to był po prostu teatr dla publiczności mający pokazać, że obie strony coś negocjują ze sobą, podczas gdy wszystko już było ustalone? A więc znowu wskazanie na ludzi Okrągłego Stołu jako posłuszną agenturę.

Dziękuję za rozmowę.
Nasz Dziennik 25.11.2009

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 3 »

Natura i historia kryzysów finansowych

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-23 (poniedziałek)

Znając historię spekulacji finansowych, łatwo można uchwycić naturę obecnego kryzysu ekonomicznego, jak też wszelkich innych – będących następstwem pękania baniek spekulacyjnych na jakimś polu aktywności go­spodarczej, do którego odnoszą się instrumenty finan­sowe.

KILKA UWAG OGÓLNYCH

Zagadnienie wzajemnej relacji sfery finansowej i gospo­darki realnej należy do najbardziej fundamentalnych kwestii ekonomicznych. Łamały sobie głowę nad nim najtęższe umysły, odkąd problematyka gospodarcza została wyodrębniona jako autonomiczna dyscyplina naukowa. Historia spekulacji finansowych nowożytne­go świata w tym samym mniej więcej okresie zaznacza swoje początki. Zasadnicza problematyka, z którą na tym polu boryka się ludzka myśl, polega na tym, w jaki sposób dochodzi do tego, że sfera finansowa w którymś momencie nadmiernie odrywa się od sfery gospodarki realnej i jak temu zapobiec, a jeśli nie uda się temu za­pobiec – jak nie dopuścić do tego, by kryzys finansowy nie przerodził się w głęboką recesję, czyli kryzys gospo­darki realnej, skutkujący dużym spadkiem wytwarza­nego społecznie produktu i większą niż naturalna stopą bezrobocia.

Ekonomia jest nauką społeczną, która bazuje na kil­ku prostych założeniach z zakresu ludzkiego działania oraz przyjmuje określoną na gruncie filozoficznym koncepcję człowieka, formułując związane z wytwarza­niem i wymianą dóbr gospodarczych prawidłowości. Istnieje kilka głównych szkół ekonomicznych, których przedstawiciele w odmienny sposób patrzą na zmienną rzeczywistość gospodarczą i z pozycji przyjmowanych przez siebie założeń dokonują interpretacji zjawisk i formułują odpowiednie zalecenia odnośnie polityki go­spodarczej. Główna linia podziału (wiąże się z nią ściśle zagadnienie regulacji sektora finansowego) przebiega w odniesieniu do zakresu i charakteru dopuszczalnych interwencji państwa (rządu i instytucji publicznych) w gospodarkę. Nie budzą natomiast kontrowersji wśród przedsta­wicieli poszczególnych szkół ugruntowane w nauce ekonomii fundamentalne pojęcia oraz prawa będące pochodną ludzkiego działania w wymiarze zbiorowym (np. popyt, podaż i związane z nimi kształtowanie się na rynkach cen równowagi).

Nie budzi zastrzeżeń pojęcie wartości użytkowej dobra gospodarczego oraz pojęcie wartości wymiennej, która – choć powiązana z war­tością użytkową – nie musi się dokładnie dla poszcze­gólnych podmiotów pokrywać z wartością użytkową. Właśnie w grze między wartością użytkową a wartością wymienną pewnego rodzaju dóbr (w odniesieniu do in­strumentów finansowych u zarania ich rynku mówiono o wartości wymiennej obligacji czy akcji oraz ich „war­tości wewnętrznej”, powiązanej z możliwymi odsetkami lub dywidendą) – w grze między tymi wartościami nale­ży poszukiwać powtarzających się sukcesywnie zjawisk odrywania się sfery finansowej od sfery gospodarki re­alnej.

ROLA POŚREDNICTWA FINANSOWEGO

Swego rodzaju naturą pośrednictwa finansowego (ban­kowości, instytucji pożyczkowych, ubezpieczycieli) jest poszukiwanie wysokiej renty, pozwalającej kapitałom finansowym (funduszom, środkom pieniężnym) zyskać więcej niż trzeba będzie zapłacić tym, którzy ze względu na swoją preferencję czasową powierzyli pośrednikom środki pieniężne i fundusze (w formie oszczędności). Jeśli dołożymy do tego indywidualnych inwestorów i ich naturalną lub podszytą chciwością, mówiąc pejo­ratywnie (w odniesieniu do niektórych nie będzie to przesada) – jeżeli dołożymy ich pogoń za wysoką rentą – otrzymamy zakorzenioną głęboko w człowieku i jego działaniach podstawę zjawisk, określanych niekiedy mianem „bańki spekulacyjnej”, która – będąc czymś, co jest nadmiernie napompowane i puste w środku – pęka w najmniej oczekiwanym momencie, doprowadzając do ruiny wielu, którzy pośrednio lub bezpośrednio stali się ofiarami nadmuchiwania tego „czegoś”, co w wartości wymiennej zbytnio oderwało się od swojej realnej war­tości użytkowej…

W wymianie wszelkich dóbr uczestniczy pieniądz, więc w pierwszej kolejności sfera gospodarki finansami (zwłaszcza pieniądz pożyczkowy z natury poszukują­cy wysokiej renty) pada ofiarą pęknięcia bańki speku­lacyjnej. – Oto „coś”, co miało dużą cenę wyrażoną w mierniku pieniężnym (udostępnianym niejednokrotnie w wyniku licznych i łatwo dostępnych pożyczek) dzięki nakręcającym wartość wymienną transakcjom kupna, które przeważają nad transakcjami sprzedaży – z dnia na dzień traci swą wartość, gdy transakcje sprzedaży zaczynają przeważać nad transakcjami kupna. Giną w tym pieniądze realnie wydane, a pozostają niespłacone należności, których wątpliwa wartość nie pozostawia złudzeń.

W czasach, gdy pieniądz był kruszcowy lub bankno­ty miały oficjalnie pokrycie w odpowiednich ilościach szlachetnych metali – odwrót od instrumentów finan­sowych odnoszących się pierwotnie do czegoś z obszaru gospodarki realnej, wywierał gwałtowną presję na po­średników finansowych (banki), których rezerwy złota lub srebra okazywały się zbyt małe (instytucje pośred­nictwa finansowego na równi z innymi – pośrednio lub bezpośrednio – inwestowały w instrumenty, których wartość wymienna zwyżkowała) i nie mogły zaspokoić nagłego wzrostu zapotrzebowania na kruszec (pieniądz kruszcowy). Powodowało to kryzys finansów, który dodatkowo potęgował narastającą atmosferę braku za­ufania do wszystkiego, w czym upatrywano dotychczas jakąkolwiek wartość transakcyjną.

Odejście od pieniądza kruszcowego niewiele zmieniło (praktycznie nic) w istocie kryzysów finansowych, bę­dących następstwem pękania „baniek spekulacyjnych”. Zamiast rezerw złota współczesne instytucje pożyczko­we utrzymują rezerwy walut, które są daleko niewystar­czające w sytuacji, gdy z dnia na dzień wszyscy depozy­tariusze (w wyniku nagłej utraty zaufania) ruszyliby do kas bankowych, by zamienić swoje depozyty na gotów­kę. Próba ściągnięcia przez pośredników finansowych wszystkich swoich należności ze sfery gospodarki real­nej, zwłaszcza z tego obszaru, który podlegał spekulacji i na którym doszło do pęknięcia bańki – skazana jest na niepowodzenie, podobnie jak liczenie na pożyczkę od innych banków (kto dofinansuje bankruta?). Krajowy bank centralny zobowiązany jest jedynie do pokrywa­nie zaledwie pewnej część depozytów ludności… Zatem płynność finansowa sektora bankowego jawiła się i na­dal jawi wielu ekonomistom jako zadanie pierwszorzęd­ne w zaradzeniu następstwom rozbuchanej nadmiernie spekulacji…

DYSKUSJE

Między szkołami ekonomicznymi w okresach kryzysu narasta zażarta wymiana argumentów. Liberałowie, tuż po pęknięciu banki spekulacyjnej, znajdują się niejako w odwrocie. Bronią się po czasie, wskazując na błędy rządu i instytucji publicznych, mających tworzyć bez­pieczne ramy (automatyczne bezpieczniki koniunktury, jak powiedzielibyśmy za Miltonem Friedmanem) dla wolnej i nieskrępowanej gry sił rynkowych, zaś zwo­lennicy interwencjonizmu państwowego (keynesiści po wielkim kryzysie końca lat 20. XX w., obecnie zaś zwolennicy tzw. ekonomi instytucjonalnej) podnoszą od nowa argument o nieskuteczności rynków, doma­gając się większych regulacji i bardziej skutecznych ob­warowań, zwłaszcza w sektorze finansowym. Oskarżają liberałów o sprowokowanie zaistniałej sytuacji poprzez przymykanie oczu na istniejące regulacje lub jawne i bez żadnych hamulców obchodzenie wszelkich aktualnie funkcjonujących obwarowań, będących następstwem większości minionych kryzysów finansowych, które przeradzały się w dotkliwe recesje gospodarcze.

ODROBINA HISTORII

W swojej dobrze udokumentowanej książce „Historia spekulacji finansowych”, Edward Chancellor obejmuje okres od XVII wieku po rok 2001 (w wydaniu polskim). Nie ma w niej wprawdzie mowy o dzisiejszym kryzysie, ale po prześledzeniu historii wszystkich wcześniejszych, łatwo możemy uchwycić naturę obecnego jak też wszel­kich innych, będących następstwem pękania baniek spe­kulacyjnych na jakimś polu aktywności gospodarczej, do którego odnoszą się (podobne jak do wszystkich innych obszarów gospodarki realnej) instrumenty finansowe. Współcześnie w Ameryce doszło do pęknięcia bańki na ogromną skalę. Obszarem nadmiernego pompowania wartości transakcyjnej, za którą stał łatwy kredyt hipo­teczny, były nieruchomości (domy mieszkalne ogrom­nej liczby Amerykanów), więc problem jest szerszej na­tury (jego materia nie dotyczy tylko zagadnień sektora finansowego) – jest to problem także społeczny.

Nowożytną historię spekulacji finansowych (tak to generalnie ujmuje wspomniany E. Chancellor) rozpo­czyna tulipanomania. W siedemnastowiecznej Holandii wyścig spekulacyjny za dobrem rzadkim, jakim miała być cebulka czarnego tulipana, doprowadził w pewnym momencie do sytuacji, gdzie cena cebulki równała się wartości kamienicy w Amsterdamie… Pod zastaw tak wartościowej cebulki można było mocno się zapożyczyć, następnie, gdy cena spekulacyjna nadal zwyżkowała – można było sprzedać cebulkę, spłacić długi i jeszcze nie­źle na tym zarobić…

Mechanizm powyższy obecny jest we wszystkich procesach spekulacyjnych. Zmieniają się tylko rodzaje „cebulek”. Były nimi akcje spółek nurkowych w Anglii w latach 90. XVII wieku, były akcje Kompanii Mórz Południowych w latach 1719-1720, były akcje firm bu­dujących kanały pomiędzy rzekami w drugiej połowie XVIII w., były akcje i obligacje związane z pożyczkami dla wyzwolonych krajów Ameryki Południowej w związ­ku z kopalniami, które – znajdując się w tych krajach – miały przynosić fortunę (wczesne lata 20. XIX w.), były akcje spółek kolejowych w latach 40. XIX w. w Anglii i w latach 60. w Ameryce Północnej, były wreszcie akcje licznych fabryk upowszechniających wynalazek auta czy radia w latach 20. XX wieku, były obligacje śmieciowe w USA pod rządami Reagana w latach 80. XX w., były akcje firm japońskich na przełomie lat 80. i 90. XX w. oraz akcje licznych firm internetowych pod koniec lat 90. XX w., ostatnio zaś nieruchomości i akcje banków udzielających kredytów na zakup domu…

Na ogół najgorzej na pęknięciu bańki wychodzą wszy­scy ci, których amok spekulacyjny chwycił jako ostat­nich. Nie oznacza to jednak, że pierwsi nie bywają w tej grze ostatnimi. Niektórzy, zarobiwszy początkowo na zwyżkowaniu ceny, wracają ponownie do gry w prze­świadczeniu, że powiedzie się im koleiny raz, wcześniej zaś zbytnio się pośpieszyli, a mogli przecież zarobić jeszcze więcej. Tragiczną ironią dziejów (trudno prze­widzieć jak zgubną dla fundamentów cywilizacji za­chodniej, opartej na ideale ekonomicznym związanym z posiadaniem nieruchomości) okazało się to, że w dzi­siejszej Ameryce Północnej „cebulkami” stały się domy mieszkalne ogromnej liczby ludzi. Natomiast dzięki ba­daniom z zakresu biologii, odkryto w końcu, że cebulka tzw. czarnego tulipana nie jest niczym niezwykłym – to po prostu sprawa zawirusowania, czyli tak naprawdę sprawa schorzenia rośliny, które to schorzenie daje re­zultat w postaci płatków kwiatu o ciemniejszej barwie…

Antoni Karol Chrzonstowski
Artykuł ukazał się w kwartalniku Myśl.pl, numer 12, zima 2008

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 41 »

Jak to się robi w Norwegii

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-23 (poniedziałek)

Szanowny Panie Redaktorze!

To dziwna opowieść…Opowieść o grupie cwaniaków, którzy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z pokracznej larwy przeistoczyli się w dumnego motyla. I to nie byle jakiego, bo upstrzonego po bokach hasłami obrony Ojczyzny, polskości, wiary katolickiej, czy czego tam chcecie. A było to tak…Być może było to tak…

Warszawa, początek lat 80-tych minionego wieku. Na głównym deptaku stolicy PRL poczłapuje 19-letni młodzian z tobołkiem na plecach. W rodzinnej wsi na Podlasiu, gdzie, pacholęciem będąc, bohatersko gonił krówki na łąkę, przezywano go Bundzio. To bolało, tym bardziej,że Bolek Teodorczuk dumny był ze swego królewskiego imienia.

To przeszłość. Teraz Bolej jest studentem jednej z renomowanych warszawskich uczelni. Wprawdzie dopiero kilka miesięcy,ale – zgódźmy sie – nie od razu Rzym zbudowano.

Bolek, szeregowy żaczek, ma pecha. Nieopatrznie, jak durny turysta nie odróżniający buhaja od jałówki, zostaje otoczony, wręcz wchłonięty przez manifestantów protestujących przeciwko stanowi wojennemu. Studencina zostaje wciągnięty do milicyjnej suki, dostaje kilka kopów w tyłek od nafaszerowanych prochami Panów Zomowców, trafia na dołek i w ten nieskomplikowany sposób zostaje kombatantem, co to własną piersia ochraniał rodaków przed wszeteczną komuną.

Bolek, pozornie poczciwy fajtłapa w przydużych okularach, w rzeczywistości facecik kuty na cztery nogi, wykorzystuje okazję. Dostaje od komuchów paszporcik w jedną stronę i już – myk – śmiga do Szwecji, pozostawiając trud konspiry krajowym frajerom.

Za chwilę widzimy go w Norwegii, potem szwęda się po Londynie, podobno na krótko nawiedza… Warszawę, wreszcie zapada decyzja… Norwegia, Norwegia to jest. Zresztą trudno się dziwić, boć potomkowie Wikingów łatwowierność wysysają z mlekiem matki. No jak tu nie przytulić biednego uchodźcę, jak nie dać mu koszulinyi jakowegoś mieszkanka.

Swym słynnym szóstym zmysłem, niedorobiony ekonomista społeczny Bolesław szybko ogarnia sytuację. – Nie jest źle- myśli.- Papu już mam, cztery kąty są, kraj jest bogaty, a pracy w bród- kontynuuje.

W końcu, wespół z kolegą, takim samym kombatantem z przypadku, prywatnie całkiem sympatycznym człowiekiem, zakłada małą firmę Bolek and Lolek Trading Service. Panowie myją kible, okna, malują ściany, gładzą podłogi- byle tylko zadowolić Norwega. Przy tym handlują czym się da.

Mijają lata, komuna pada, nasi wyposzczeni przez komuchów rodacy coraz większą gromadą nawiedzają ojczyznę fiordów. Później, w erze otwartych granic, następuje istny polski potop. W tak zwanym międzyczasie Bolek and Lolek Trading Service znika z areny dziejowej. W jej miejsce pojawia się firma o dumnej nazwie OSLONIA. Za chwilę bolkowo-lokowy duet zostaje uzupełniony o szczupłą na podobieństwp czapli sylwetkę Rolanda Karpia-Tatarczuka rodem z Jastrzebówki na Pokarpaciu. To człowiek-orkiestra. W przeszłości handlował rybami, był likwidatorem znanej firmy wydawniczej, niuchał, jak by tu przemycić podrabiane samochodowe foteliki dla dzieci, parał sie kryminologią… Jak na absolwenta Technikum Elektrycznego w miejscowości B. To dużo, bardzo dużo.

W konsekwencji ustala się pewien porządek. Bolesław zostaje konstytucyjnym monarchą firmy, Roland, niczym premier, de facto OSLONIĄ rządzi, natomiast biedny Lolek powolutku zostaje spuszcony na bocznicę.

Panowie mają pracę do wykonania.Najogólniej chodzi o zarobienie góry pieniędzy kosztem pracy rodaków.Oczywiście z pominięciem norweskiego fiskusa. To łatwe zadanie, Polak zgodzi się niemal na każdą stawkę godzinową, byle tylko zarabiać więcej niż kasjerka w sklepie Tesko. Cóż, takie niewolnicze pokolenie spaczone komuną i tym co powstało, po jej kontrolowanym upadku.

Zatem ustala się pewien schemat. Bolek i Lolek placą gówniane stawki, norweska skarbówka jest do cna rżnięta, rodacy coś tam mędzą pod nosem- najczęściej po wódce, gdy odwaga tanieje- najogólniej jednak jedzą swym patronom z ręki. A jak się nie podoba- spieprzaj dziadu do Polski.

Powrócmy jednak do naszego Bolesława, gdyż w przeciwieństwie do Rolanda, którego interesuje tylko forsa plus związane z nią sportowe hobby, ma ona jakby szersze plany. Otóżpostanawia zostać zbawcą Ojczyzny, a najkrótsza droga do sławy wiedzie przez politykę tudzież religię. To rozsądny wybór, chociaż kosztowny. A to trzeba jakiejś szyszce przekazać w kopercie kilka groszy- wiadomo, szyszki są cwane, nierzadko olewają donatora-, a to należy zasponsorować jakąś imprezę, wspomóc proboszcza budującego pomnik Chrystusa Króla et cetera, et cetera.

Zaiste, Bolek pcha się do polityki niczym niedźwiedź do beczki z miodem. Jednak spotykają go same rozczarowania. Autentyczna, solidarnościowa Polonia w Norwegii- nie taka zresztą liczna- albo go nie zna, albo ma złe zdanie. Cóż, bo to taki człowiek. Plotkarz, oszczerca- bardzo lubi np.snuć chore rojenia o homoseksualnych koneksjach swoich współpracowników, knowacz, psuj, mitoman- współtwórca stowarzyszeń, których członkowie zmieściliby się w jednym fotelu. Pic i fotomontaż. Krajowcy natomiast i owszem- przyjmują od niego prezenciki, ale nic ponad to. No, w końcu umieszczają go na liście wyborczej pewnej znanej, prawicowej partii politycznej. Na ostatnim miejscu, na ostatnim!!! Takiego brylanta, geniusza, stratega!!! Panie Boże, Ty widzisz i nie grzmisz!!!

A propos Pana Boga. Tak się składa, że Bolesław ma z nim same kłopoty. Pomijając fakt, że jest niedoszłym gwałcicielem- a tak, chciał zdeflorować pewną panienkę, ta bohatersko odmówiła, Bolkowi, pardon!, przyszło zlać się w porcieta- nasz bohater to istny sekciarz. Buduje jakieś kapliczki w miejscach pracy, uważa sie za świeckiego spowiednika, mamrocze o szatańskich spiskach… 500-600 lat temu skończył by na stosie. Owszem, popiera go kilku proboszczy- takich samych wariatów jak on, ale to grubo za mało by odgrywać ziemskiego następcę Chrystusa w Cierniowej Koronie. Zresztą ten Chrystus w zestawieniu z miotłą, odkurzaczem lub innym kärcherem wygląda nieco komicznie.

Prorokuję, że naszych bohaterów nei czeka w przyszłości ani nic złego, ani dobrego. Owszem, będą judzić, skłócać ludzi, robić kasę, niemniej w ramach ludowego powiedzonka- wyżej sra niż dupę ma. W przypadku Bolesława bedzie to jednak najdotkliwsza kara. Niespełniony Mojżesz zawsze cierpi…

Juranda Spychowska
* Wszelkie podobieństwa do osób żyjących sa oczywiście przypadkowe i niezamierzone.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 12 »

Młodzież Wszechpolska w sprawie wyboru tzw. prezydenta UE

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-23 (poniedziałek)

Stowarzyszenie Młodzież Wszechpolska wydała oświadczenie w związku z wyborem tzw. prezydenta UE, które w całości publikujemy poniżej:

Środowisko Młodzieży Wszechpolskiej wyraża zaniepokojenie doniesieniami medialnymi na temat wybranego w piątek pierwszego stałego Przewodniczącego Rady Unii Europejskiej, tzw. prezydenta UE, Hermana Van Rompuya.

Van Rompuy opowiada się za zastąpieniem symboli narodowych ogólnoeuropejskimi, wprowadzeniem przez Unię wspólnych podatków dla państw członkowskich, zwiększaniem kompetencji organów wspólnotowych kosztem parlamentów narodowych. Belgijski polityk ukazywany jest jako fanatyczny zwolennik federalizmu europejskiego, któremu to Młodzież Wszechpolska zdecydowanie się przeciwstawia. Za plecami mało znanych nowych przywódców unijnych większy wpływ na funkcjonowanie UE zapewnią sobie promotorzy Belga – Angela Merkel i Nicolas Sarkozy.

Sprzeciw wobec nowych władz Unii to nie tylko sprzeciw personalny wobec Van Rompuya i tzw. minister spraw zagranicznych UE Catherine Ashton, ale przede wszystkim sprzeciw wobec samym tym stanowiskom, wprowadzonym przez Trakat z Lizbony. To kolejny krok w kierunku utworzenia europejskiego ’superpaństwa’, forsowanego przez eurokratów wbrew woli Europejczyków, którzy najpierw w referendach we Francji i Holandii, a później w pierwszym referendum w Irlandii, opowiedzieli się przeciwko takiemu modelowi europejskiej integracji. Sam ‘bankietowy’ sposób wyboru władz unijnych pokazuje jeszcze raz, jak instrumentalnie liderzy UE traktują powtarzane przez siebie hasła o demokracji.

Młodzież Wszechpolska opowiada się przeciwko unijnej biurokracji i stoi po stronie wolnych narodów Europy!

W imieniu Rady Naczelnej Młodzieży Wszechpolskiej
Daria Łatkowska

Od admina: Sam sposób “wyboru” prezydenta i ministerki świadczy o daleko zaawansowanej talmudycznej demokracji, jaka panuje od dawna w Unii. Decydujące stanowiska obsadzane są nie w drodze wyborów, ale na podstawie zakulisowych machlojek. “Lud” może sobie wybierać ludzi, którzy na nic wpływu nie mają.

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 22 »

Cegielski – kolejna ofiara upadku stoczni

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-23 (poniedziałek)

Jak wiemy, szumowiny unijne nie pozwoliły Polsce na ratowanie przemysłu stoczniowego, ongiś wizytówki polskiej myśli technicznej i sztuki inżynierskiej. Te same szumowiny zezwoliły jednak Niemcom na wsparcie niemieckich stoczni.

Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy – taki tytuł nosił serial telewizyjny wyprodukowany w latach 80-tych, a opowiadający o pracy organicznej w Wielkopolsce w XIX wieku i zmaganiu się Polaków z germanizacją na polu społeczno-gospodarczym. Dodajmy, że była to wojna wygrana. Jednym z wielu bohaterów tamtych czasów był Hipolit Cegielski, który w 1846 roku założył fabrykę wyrobów metalowych. Z czasem zakłady Cegielskiego stały się wizytówką Poznania z piękną tradycją walki o polskość poprzez rozwój przemysłu. Ale w Polsce XXI wieku może dla niego zabraknąć miejsca. Po likwidacji stoczni w Szczecinie i Gdyni przedsiębiorstwo wpadło w wielkie problemy, a w sądzie jest już pierwszy wniosek o ogłoszenie jego upadłości.

Legenda w tarapatach
Zakłady Hipolit Cegielski – Poznań (HCP) wrosły w życie Wielkopolski i przez dziesiątki lat były dumą jej mieszkańców. W czerwcu 1956 roku to właśnie z bram tej fabryki wyszli robotnicy z transparentem „Chcemy chleba”, który stał się symbolem tamtego dramatycznego protestu. Założona w czasach zaborów, przetrwała trudne czasy obu wojen światowych. W okresie PRL przeżywała czasy świetności. W najlepszych latach 70-tych zatrudniała ponad 20 tys. pracowników. Po przemianach po 1989 roku załoga zmalała do 3 tys. osób, ale Cegielski nadal był największym polskim producentem maszyn i urządzeń dla przemysłu stoczniowego. W tym był w stanie wytwarzać wielkie silniki okrętowe.
Sytuacja uległa załamaniu latem tego roku. Upadek stoczni w Szczecinie i Gdyni oraz niejasna sytuacja w Gdańsku spowodowały, że zabrakło zamówień i pracy dla zakładu. Zwykle, co roku w Cegielskim robiono ponad 20 silników dla statków. Tymczasem na przyszły rok podpisano kontrakt na jeden z ewentualnymi szansami na maksimum jeszcze trzy, a na hali stoją gotowe, ale nie odebrane silniki dla stoczni polskich i niemieckich.
W takich warunkach zapadła decyzja o zwolnieniach grupowych. Pracę ma stracić prawie 500 osób. Problem jednak w tym, że firma nie ma pieniędzy na odprawy. Wynagrodzenia płacone są w częściach lub nie są płacone w ogóle. Doszło do ostrych protestów. W demonstracji zorganizowanej przez „Solidarność” uczestniczyli przedstawiciele wielu regionów Polski okazując swoje wsparcie dla tracących pracę robotników.

Łańcuch wzajemnych zależności
Bezpośrednią przyczyną kłopotów Cegielskiego jest upadek polskich stoczni. Ale widmo jego bankructwa pociąga za sobą kłopoty następnych firm. Oto do sądu wpłynął pierwszy wniosek o ogłoszenie upadłości zakładu z Poznania. Złożyła go mała firma budowlana Dachbud z Plewisk. HCP są jej winne 1,5 mln zł za wykonane w ubiegłym roku prace remontowo-budowlane. Firma ta wykonała też kolejne zlecenie na 0,5 mln zł, którego płatność nie jest jeszcze przeterminowana, ale w obecnych warunkach trudno spodziewać się zapłaty. Łącznie długi Cegielskiego przekraczają już 40 mln zł.
Właściciel Dachbudu z tego powodu jest już w bardzo trudnej sytuacji. Przez Cegielskiego nie płaci swoich zobowiązań, w tym podatkowych. Zaległości w Urzędzie Skarbowym uniemożliwiają mu start w nowych przetargach, a brak kolejnych zleceń grozi mu bankructwem. W podobnej sytuacji jest kilkadziesiąt małych i średnich przedsiębiorstw, którym Cegielski nie zapłacił za towary i usługi. Łańcuch wzajemnych zależności gospodarczych sprawia, że upadek stoczni przynosi negatywne skutki dla coraz większej grupy firm i powoli przenosi się na kolejne segmenty gospodarki.
Jedna z koncepcji ekonomicznych mówi, że uzasadnieniem dla pomocy publicznej w gospodarce jest wielkość inwestycji prywatnych, jakie ta pomoc generuje. Gdyby ją zastosować do przypadku stoczniowego można by w rzetelny sposób ocenić skutki decyzji o ich likwidacji dla gospodarki i w konsekwencji dla budżetu państwa. Problemy takich zakładów jak Cegielski oznaczają, bowiem nie tylko zmniejszenie wpłat z tytułu podatków i składek na ZUS, ale też wzrost wydatków publicznych na zasiłki dla bezrobotnych itp. Prowadząc właściwą politykę gospodarczą trzeba to wszystko brać pod uwagę.

Jak uratować Cegielskiego?
Rząd, który jest właścicielem HCP specjalnie jego problemami się nie przejmuje. Całą sprawę powierzył Agencji Rozwoju Przemysłu, która już wcześniej nie popisała się przy stoczniach. Jej plan przewiduje najpierw sprzedaż zbędnego majątku oraz spółki córki, która zajmuje się produkcją pojazdów szynowych. Te operacje mają dać pieniądze na odprawy dla zwalnianych pracowników i na spłatę zadłużenia. Potem ma nastąpić prywatyzacja głównej części zakładu. Jeśli nie znajdzie się inwestor zainteresowany całością firmy, tak jak ma to miejsce w przypadku stoczni, to majątek Cegielskiego pójdzie pod młotek i zostanie rozprzedany w częściach.
W sytuacji, gdy rząd nie zamierza ratować zakładu próbują to uczynić lokalne władze samorządowe. Szukają ratunku w Brazylii. Sprowadziły do Poznania wiceministra rozwoju, przemysłu i handlu tego kraju. Oświadczył on, że jego rząd zamierza przeprowadzić wielkie inwestycje w przemysł stoczniowy, co ma związek z wydobyciem ropy spod dna oceanu. Dlatego Brazylijczycy chcą zamawiać budowę platform wiertniczych, barek i statków. To daje nadzieję, że Cegielski też mógłby przy tym coś zarobić. Co prawda Brazylia jest o wiele poważniejszym uczestnikiem światowej gospodarki niż Katar to jednak analogie same się w tym zakresie nasuwają. Życząc powodzenia władzom wojewódzkim w ich staraniach trzeba mieć świadomość, że może to przejściowo złagodzić problemy Cegielskiego, ale ich nie rozwiąże. Po upadku stoczni potrzebna jest zmiana profilu produkcji, ale bez przejściowego wsparcia ze strony rządu trudno to będzie przeprowadzić.
Byłoby wyjątkową złośliwością historii, gdyby się okazało, że zakład, który wytrzymał próbę w czasach Bismarcka, ostatecznie przegrał z polityką polskiego rządu.

Bogusław Kowalski
Artykuł ukazał się w tygodniku katolickim „Niedziela” nr 46/2009, za www.niedziela.pl

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 11 »

Białoruś a Unia Europejska

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-21 (sobota)

Ministrowie spraw zagranicznych państw Unii Europejskiej podjęli 17 listopada decyzję o przedłużeniu do października 2010 sankcji wobec grupy wysokich rangą białoruskich polityków, którzy “nie spełniają europejskich standardów”. Zarazem ciż sami ministrowie utrzymali owe sankcje w zawieszeniu. A więc sankcje niby są, a jakoby ich nie było.

Przy okazji ministrowie wyrazili ubolewanie, że na Białorusi nie doszło do znaczącego postępu w zakresie praw człowieka. Zaapelowali do białoruskich władz o poszanowanie wolności mediów, swobody wypowiedzi, zgromadzeń i zrzeszania się oraz o zreformowanie ustawodawstwa wyborczego i o wprowadzenie moratorium na karę śmierci. Ponieważ nie wymieniono oddzielnie punktu najważniejszego: wpuszczenia na Białoruś tzw. inwestorów zagranicznych oraz żydowskich bankierów, domyślamy się, iż punkt ów wchodzi w “prawa człowieka” – no bo jakim prawem białoruskie utrudniają inwestorom i bankom okradanie swego narodu?

Decyzję UE pozytywnie ocenili liderzy białoruskiej opozycji, m.in. Alaksandr Milinkiewicz i Anatolij Labiedźka. Białoruskie MSZ natomiast oceniło, że decyzja ta rozmija się z obecną logiką dialogu Białorusi z UE i nosi piętno podwójnych standardów.

Jakie by nie mieć zdanie na temat Białorusi, jej szybkiego rozwoju gospodarczego i braku długów zagranicznych, jednego można im pozazdrościć: rządzą się u siebie sami i żaden komisarz nie może im nakazać likwidacji całych gałęzi przemysłu.
2009.11.17, Interfax, PAP.

Nb. dług zagraniczny Białorusi na dzień 1.01.2009 wynosił  3.718,9 mln USD (niecałe 4 miliardy), co należy porównać z długiem Polski szacowanym na ok. 200 miliardów.

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 48 »

Walka o krzyż

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-21 (sobota)

Wyrok Europejskiego Trybunału “Praw Człowieka” w Strasburgu, nakazujący zdjęcie krzyży we włoskich szkołach, wywołał powszechne oburzenie nie tylko w kręgach chrześcijan, ale w ogóle wśród ludzi, którzy – nawet jeśli sami są niewierzący – nie negują oczywistego faktu, iż Europa została zbudowana na chrześcijaństwie. Z zadowoleniem powitały go jedynie kręgi zjudaizowane.

“Prawa Człowieka” według owego Trybunału coraz częściej oznaczają “Prawa Kanalii” – prawo do zabijania własnych dzieci, prawo do nienawiści wobec chrześcijaństwa, prawo do skracania życia osób chorych. Żadna wierząca osoba nie potrzebuje zresztą, aby jakiś samozwańczy organ nadawał jej prawa człowieka. Prawa te nadał nam raz na zawsze Bóg i żadne postanowienia sądów, trybunałów, policji, żadne ustawy, żadne autorytety moralne nie mogą ich ani “zatwierdzać”, ani zmieniać, ani odbierać.

Zareagował również polski parlament. Koło poselskie Polska Plus złożyło w Sejmie projekt uchwały zobowiązującej parlamentarzystów do krytyki orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Sygnatariusze projektu liczą na to, że zainicjuje on europejską debatę, a ta z kolei wpłynie na wynik odwołania, które Włochy złożyły do Wielkiej Izby Trybunału w Strasburgu. Również do Senatu trafił projekt uchwały o poszanowaniu krzyża.

Wszystko to pięknie, zwłaszcza iż akcja rozciągnęła się ponad partyjnymi granicami. Szkopuł w tym, iż uchwała nie pociąga za sobą żadnych skutków prawnych dla międzynarodowych trybunałów, instytucji unijnych itp. Uchwała jest jedynie zajęciem stanowiska w określonej sprawie. Wiąże ona jedynie tych adresatów, którzy są organizacyjnie lub służbowo podporządkowani organowi podejmującemu uchwałę. Oznacza to, iż organy Unii Europejskiej mogą po prostu ją zignorować.

Jest to więc kolejny krok o, jak to się mówi, “wielkim znaczeniu moralnym”, czyli bez znaczenia w sensie prawnym.

Polska powinna oczywiście, wzorem Niemiec, zastrzec sobie iż w razie konfliktu między prawem unijnym, a krajowym, rozstrzygają przepisy prawa krajowego, czyli że jest ono nadrzędne wobec prawa unijnego. Na to jednak polskojęzycznych polityków nie stać. Albo raczej nie widzą w tym interesu dla siebie.

Opublikowany w Kościół, Polityka | Komentarzy: 21 »

W telewizji nowe wraca

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-20 (piątek)

Były prezes TVP Robert Kwiatkowski znów jest obecny w telewizji. Jak dowiedziała się “Polska”, pracownicy TVP często spotykają go, a to w windzie, a to na korytarzach gmachu na Woronicza. Niektórzy z nich wprost mówią, że Kwiatkowski ma już do swojej dyspozycji pokój z telefonem w zamkniętej części budynku, dostępnej tylko dla wybranych, najważniejszych osób, do którego wejście jest na specjalne przepustki i gdzie znajduje się jedyna winda, jeżdżąca na 10 piętro.

- To niesłychanie symboliczny znak – mówi nam osoba związana z zarządem TVP. I dodaje, że może to oznaczać rządy Kwiatkowskiego w telewizji z tylnego fotela.

Co na to sam były prezes? Oficjalnie zaprzecza.

- Mam w TVP pokój z prysznicem i basenem – rzuca sarkastycznie Kwiatkowski i dodaje retorycznie: – Czy byłbym tak głupi, żeby się tym chwalić? [Cynizmu mu nie brakuje - admin]

Wygląda jednak na to, że polityczny podział łupów w TVP przez PiS i lewicę nie jest podziałem równym. I to lewica, choć jej reprezentacja w Sejmie nie jest wielka, to jednak w publicznych mediach zdobywa większe i silniejsze wpływy. Po ostatnich zmianach, nominacjach i zwolnieniach gołym okiem widać, że ludzie związani z lewicą, a co za tym idzie – z Robertem Kwiatkowskim – starają się przechytrzyć swoich prawicowych koalicjantów.

I co ciekawe – udaje im się to nadzwyczajnie. PiS zadowolił się Jedynką, oddając lewicy TVP 2, kanały informacyjne i władze w ośrodkach regionalnych. I ciągle traci kolejne punkty. Z pracą w TVP Info, której szefem niedawno został Jacek Snopkiewicz (były rzecznik TVP i szef TAI za czasów Kwiatkowskiego), już żegnają się prowadzący poranny program Igor Zalewski i Rafał Ziemkiewicz. Stanowiskiem szefa serwisów TVP Info nie nacieszył się też długo Grzegorz Pawelczyk – jemu również w najbliższych dniach podziękuje Jacek Snopkiewicz.

- Jak na standardy TVP, Jacek Snopkiewicz wykazał się elegancją – komentuje swoje odejście Igor Zalewski. I dodaje, że swoją decyzję Snopkiewicz przekazał mu osobiście. – Stwierdził, że poranki informacyjne są nie dla mnie. Nie wykluczył jednakże dalszej ze mną współpracy – mówi Zalewski.
Tymczasem Zalewskiego i Ziemkiewicza mają zastąpić Jarosław Kulczycki i Marcin Szczepański, dziennikarze “Wiadomości”.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, byli współpracownicy Kwiatkowskiego nie poprzestaną tylko na tych zmianach. Mówi się też o planach wyczyszczenia ludzi związanych z PiS z TVP 2. Dziennikarzy to nie dziwi, bo przecież szefem Dwójki jest Rafał Rastawicki, dziennikarz związany z “Trybuną”, zaczynający swoją telewizyjną karierę u boku prezesa Roberta Kwiatkowskiego, znany ze swojego zaangażowania we wspieranie SLD.

- Głośno jest również o likwidacji programów publicystycznych, tak zwanych kwartetów: politycznego prowadzonego przez Jacka Karnowskiego i  teologicznego – prowadzonego przez Grzegorza Górę – ujawnia nam osoba związana z biurem zarządzania programem i marketingiem w TVP. Na stanowisko szefa tego biura powrócił Paweł Paluch, zwolniony dyscyplinarnie przez Piotra Farfała. Bogusław Szwedo ponownie powierzył mu też funkcję prokurenta spółki.

Ale prawdziwe zmiany na szczytach władzy w TVP dopiero nas czekają. W środę upłynął termin zgłaszania kandydatur na członków zarządu telewizji i prezesa w ogłoszonym konkursie. Z nieoficjalnych przecieków wynika, że faworytem lewicy na członka zarządu ma być Włodzimierz Ławniczak, szef biura reklamy telewizji za czasów prezesury Kwiatkowskiego.

Może się też okazać, że nie tylko lewica i PiS podzielą się stanowiskami w zarządzie, ale szykują się na nie również ludzie kojarzeni z Samoobroną. Taką osobą miałby być właśnie Paweł Paluch, o którym pracownicy telewizji mówią, że jest “samoobronowym języczkiem u wagi”, popieranym przez Tomasza Borysiuka, członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Choć finansowo straciłby sporo, gdyż dyrektor biura zarabia około 30 tys. zł brutto, a jako członek zarządu TVP miałby 16 tys. zł.
Do telewizji chciałby wrócić Robert Rynkun-Werner, były członek Rady Nadzorczej TVP z rekomendacji Samoobrony, a potem członek zarządu telewizji. On również miał zgłosić swoją kandydaturę na członka zarządu.

Nowa Myśl Polska za Polska Times

Opublikowany w Media - Merdia | Komentarzy: 5 »

Niemcy śmieją się z polskich sądów

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-20 (piątek)

Z senator Dorotą Arciszewską-Mielewczyk (PiS), prezesem Powiernictwa Polskiego, rozmawia Zenon Baranowski

Spodziewała się Pani, że sąd w Szczytnie nakaże eksmisję polskich rodzin?
- Jestem zaskoczona. To szokujący wyrok. Nie określono w nim terminu, kiedy rodziny Moskalików i Głowackich mają opuścić swój dom, nie ma terminu, do kiedy mają dostać lokale zastępcze. To oznacza, że w każdej chwili można zwrócić się do komornika o wykonanie wyroku i tych ludzi wyrzucić. Chcę zwrócić uwagę, że w tego typu sprawach my jako podatnicy w praktyce wypłacamy odszkodowania Niemcom, poprzez kupowanie czy też zapewnienie z naszych podatków lokalu dla tych osób. Takich gospodarstw i kamienic jest znacznie więcej. I co wtedy robią władze samorządowe? W Sopocie, dla świętego spokoju odkupiono taki dom.

To takie pośrednie przyznanie się do winy…
- Państwo polskie nie porządkuje należycie stanu prawnego tych nieruchomości, obarczając skutkami zaniedbań Bogu ducha winnych obywateli polskich w jesieni ich życia. Nie możemy się na to zgodzić. Podkreślam, że “Skarb Państwa” oznacza, że my wszyscy za to płacimy. Niemcy się z nas śmieją. W rozmowach ze mną mówią: “Nas nie interesuje, jak wy to sobie w Polsce załatwicie, to są wasze wewnętrzne sprawy. To przecież wasz sąd orzeka”.

Samorządy mają przecież uporządkować księgi wieczyste.
- Ale jak się te księgi porządkuje, jak się walczy o to? W Polsce w ogóle nie zmieniliśmy prawa w tym zakresie, z wyjątkiem tego, co wprowadziło Prawo i Sprawiedliwość. Ale to, co zgłaszaliśmy w Senacie, zostało wrzucone do kosza. Ten rząd nie ma woli, aby należycie uporządkować wszystkie te kwestie. Pan Tomasz Arabski, szef kancelarii premiera, stwierdził, że to są prywatne sprawy tych ludzi.

Umywanie rąk?
- Oczywiście. To jest dramat. Bo to dotyczy nas wszystkich. W tym konkretnym przypadku – kiedy zapadł wyrok o eksmisji, to sąd powinien orzec, że dostarczenie lokali spoczywa na barkach pani Agnes Trawny. To jest ważna kwestia, kto ma zapewnić te lokale.

Dziękuję za rozmowę.

Nasz Dziennik, 20.11.2009

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 44 »

Postesbecka stacja TVN atakuje zakonnice

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-19 (czwartek)

Dziś (19.11.2009) o godzinie 19.50 czasu polskiego postesbecka stacja telewizyjna TVN nada program z cyklu “Uwaga!”, w którym – według własnych określeń TVN – “dociekliwi i wiarygodni” reporterzy, Ryszard Cebula i Zbigniew Łuczyński, przedstawią przypadek rzekomego maltretowania wychowanek przez zakonnice.

Mamy nadzieję, że w niedługim czasie będziemy mogli przedstawić naszym gościom prawdziwą, a nie tefałenowską wersję wypadków. Poza tym  postaramy się dziś nagrać ów program i umieścić go na Internecie.

A na razie trochę autoreklamy twórców “Uwagi”…

- Skończyliśmy z dworskim dziennikarstwem. Skończyliśmy z dziennikarstwem na kolanach. W UWADZE! nie jest tak, że dziennikarz i rozmówca przed nagraniem wiedzą jakie padnie pytanie i jaka będzie odpowiedź – mówi Monika Szymborska – Wójcik, producent programu UWAGA!
W swojej pracy reporterzy UWAGI! często uciekają się do dziennikarskiej prowokacji, wykorzystują ukryte kamery. Wszystko po to, aby przekręciarze, łapówkarze i oszuści nie mogli już czuć się bezkarni.

Magazyn reporterów UWAGA! wystartował 2 września 2002 roku. Najpierw znakiem rozpoznawczym programu były ukryte kamery i prowokacja dziennikarska. Dzięki nim udało się wykryć wiele afer. Metody stosowane przez reporterów UWAGI!, podobnie jak ich bezkompromisowość, budziły wielkie kontrowersje. Potem stały się standardem pracy dziennikarskiej.

Jesteśmy porażeni faktem, że osoba pytana nie wie z góry, jakie padnie pytanie i jakiej ma udzielić odpowiedzi. Tego chyba jeszcze świat nie widział.
Rozumiemy, dlaczego takie media jak GazWyb czy TVN, wprowadziły w życie “nowe standardy” pracy dziennikarskiej – kłamstwo, oszczerstwo, insynuacje, prowokacje, nierzadko również prostactwo i chamstwo. Poza tymi standardami media owe nie miały by co do roboty, podobnie jak robactwo poza gnojówką.
Nie jesteśmy pewni, co do tego “skończenia z dziennikarstwem na kolanach”. A raczej jesteśmy pewni, iż autorzy “Uwagi” pełzają nadal na kolanach przed kim trzeba i liżą buty komu trzeba. “Odwagę” i “bezkompromisowość” zachowują dla osób bezbronnych wobec dziennikarskich dziwek i ich alfonsów.

Opublikowany w Kościół | Komentarzy: 25 »

Dalszy krok w stronę Gułagolandii

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-18 (środa)

VENTURA, California, 13.11. 2009

Amerykańska specjalistka wojskowa, Alexis Hutchinson, samotna matka 11-miesięcznego dziecka, bedzie postawiona pod sąd wojskowy, jeżeli natychmiast nie zgodzi się na wysłanie do Afganistanu – mimo, iż uprzednio obiecano jej, iż otrzyma wystarczający czas na znalezienie dla niego opieki.

Alexis Hutchinson

Alexis Hutchinson

Hutchinson jest w chwili obecnej (13.11) aresztowana i przebywa w Hunter Army Airfield niedaleko Savannah w Georgii, a jej synek został umieszczony w jakiegoś rodzaju domu opieki dla dzieci. Ma czas do 15 listopada. Próba ulokowania dziecka u babci, Angelique Hughes, nie powiodła się.  Pani Hughes po prostu nie dawała sobie rady z dzieckiem, mając poza tym na głowie jeszcze własną niepełnosprawną córkę, chorą matkę i chorą siostrę.

Nie mamy na razie informacji o dalszych losach pani Hutchinson. Całą sprawę uważamy za przejaw typowego obamowego sowietyzmu, nie możemy jednak nie zastanowić się na jedną rzeczą: po jaką jasną cholerę kobiety wybierają sobie żołnierkę jako zawód? Nigdy przedtem w historii kobiety nie miały z nim nic wspólnego, jeśli nie liczyć służby zdrowia i nielicznych wyjątków, które zdarzają się zawsze i wszędzie.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 70 »

Joseph Moshe w psychuszce

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-18 (środa)

Joseph Moshe, agent Mosadu o podwójnym amerykańsko-izraelskim obywatelstwie, ekspert od problematyki wojen biologicznych, jest przetrzymywany w kalifornijskim szpitalu dla chorych psychicznie: Patton State Mental Hospital. Datę rozprawy, zapewne mającej zdecydować, czy jest on bardzo, czy jeszcze bardziej zwariowany, wyznaczono na dzień 25 stycznia 2010.

Przypominamy, iż Joseph Moshe usiłował kilka miesięcy temu powiadomić opinię publiczną o planowanym ataku biologicznym na Ukrainę, polegającym na rozprzestrzenieniu zabójczych zarazków z ukraińskiego laboratorium firmy Baxter. Moshe zatelefonował w tym celu do popularnej audycji radiowej Dr True Ott. Jak wiemy, przepowiednie Moshe’go spełniły się co do joty. Sam Moshe został niemal natychmiast porwany (bo nie można tego przestępstwa nazwać “aresztowaniem”) przez agentów federalnych i policję z Los Angeles.

Los jego był nieznany aż do teraz. Ostatnio odkryto, że w najlepszym sowieckim stylu Josepha Moshe umieszczono w szpitalu psychiatrycznym aby jego osoba zniknęła ze świata na dłuższy czas. Nie ma się co dziwić: neokony trzęsące dzisiejszymi Stanami Zjednoczonymi to z lekka przefarbowani żydowscy trockiści. Te same rodziny, te same chazarskie geny, ta sama łajdacka ideologia.

Mieszkańców USA namawiam do pisania listów protestacyjnych do gubernatora Schwarzeneggera, do senatu Kalifornii, do prokuratora generalnego i gdzie jeszcze mogą. Tyle możemy przynajmniej zrobić dla agenta Mosadu, którego chyba jednak ruszyło sumienie.

Oficjalne dane z Ukrainy na dziś wyglądają tak: 1 457 564 ciężko chorych, 83 026 w szpitalach, 328 zmarłych (liczba ta wydaje się poważnie zaniżona). Choroba ta przedostała się również do Rosji,  na Białoruś, do Serbii i Bułgarii – a nawet stwierdzono jej obecność w Norwegii, Indiach i Kanadzie.

Tymczasem kryminalna organizacja WHO (Światowa Organizacja Zdrowia “sponsorowana” przez koncerny farmaceutyczne) najbezczelniej w świecie twierdzi, iż zabójczy wirus szalejący na Ukrainie “nie wykazuje istotnych różnic w porównaniu z wirusem A/H1N1″, co stwierdzono na podstawie 34 próbek. Kto chce, niech wierzy.

Przypominamy, iż WHO nie kiwnęła palcem w bucie, aby bodaj spróbować zmniejszyć ryzyko rozprzestrzeniania się ukraińskiej plagi po całym świecie. Ta sama WHO, która z niezwykłym pośpiechem ogłosiła wybuch “pandemii” świńskiej grypy, choć żadnej pandemii nie było (liczba zgonów na całym świecie przewyższa zaledwie 6250) – nie zrobiła absolutnie nic, aby wprowadzić kwarantannę dla Ukrainy.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 35 »

Polska i Austria kolejnym celem?

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-17 (wtorek)

Coraz więcej naocznych świadków z terenów Polski i Austrii donosi, iż oba kraje są opylane z samolotów jakiegoś rodzaju aerozolem. Wygląda to na próbę wywołania takiej samej epidemii (dżumy płucnej), jaka pojawiła się na Ukrainie w jeden dzień po doniesieniach o nisko latających samolotach opylających jej tereny (29-30 października br). Zaobserowano je m.in. w okolicach Klagenfurt około miesiąca temu i 16 listopada we wschodniej i południowej Austrii.

Jeden z obserwatorów, publikujący swe filmy na Youtube pod pseudonimem Silberhorter  (np. http://www.youtube.com/watch?v=N661mbZ5XrY) pisze o przeprowadzonej w niedzielę w okolicach  Wr. Neustadt akcji opylania w ostatnią niedzielę.

W polskojęzycznych mediach oczywiście nic nie ma na ten temat.

 

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 104 »

Jak robić kasę na dziecku, którego nie udało się zabić

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-16 (poniedziałek)

Ani nas ziębi, ani grzeje postać katolickiego dziennikarza Tomasza Terlikowskiego, warto jednak gwoli upamiętnienia atmosfery panującej w euroregionie Polen na początku XXI wieku zamieścić poniższą informację.

Zapewne pamiętamy jeszcze obrzydliwą sprawę niejakiej Alicji Tysiąc, niedoszłej dzieciobójczyni. 20 marca 2007 Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał orzeczenie, w którym nakazał Rzeczypospolitej Polskiej wypłacenie Alicji Tysiąc 25 tys. euro zadośćuczynienia oraz 14 tys. euro na pokrycie kosztów sądowych. Trybunał przyznał zadośćuczynienie ze względu na naruszenie przez Polskę Art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (prawo do poszanowania życia prywatnego). Mówiąc po ludzku – lekarze odmówili zabicia jej nienarodzonego dziecka.

Od tamtej pory Alicja Tysiąc za pomocą swych adwokatów (skąd bierze na nich pieniądze?) niemal nieustannie procesuje się ze wszystkimi, którzy wyrażają na jej temat negatywne opinie. Ostatnio wzrok prawniczych ścierwojadów padł na red. Tomasza Terlikowskiego. W wysłanym do niego e-mailu poprosili oni o wskazanie adresu, pod który mogą wysłać pozew.

W jaki sposób Terlikowski naraził się adwokatom Alicji Tysiąc?

Otóż 23 września, po ogłoszeniu przez Sąd Okręgowy w Katowicach wyroku w procesie wytoczonym ks. Markowi Gancarczykowi przez Alicję Tysiąc, Tomasz Terlikowski napisał na swoim blogu:

„Szanowni prawnicy Pani Tysiąc spieszę Was poinformować, że ja także uważam, że robienie kasy na tym, że nie pozwolono komuś zabić własnego dziecka jest obrzydliwe moralnie. I ja także uważam, że aborcja jest zamordowaniem człowieka, a ktoś kto robi na tym kasę niczym szczególnie istotnym nie różni się od nazistów”.

Dodał, że jego słowa dotyczą nie tylko “pani Alicji Tysiąc, ale i jej adwokatów, którzy zgrabnie wpisali się w tradycję nazistowskich i komunistycznych prawników, których celem nie była obrona prawa, ale wykluczanie pewnych grup ludzi z przestrzeni ochrony prawnej, a nawet odbieranie im praw ludzkich”.

Za te słowa prawnicy grożą prezesowi wydawnictwa “Fronda” sądem.

Alicja Tysiąc

Ta subtelna osoba jest ofiarą klerykalnego społeczeństwa, które nie pozwoliło jej zabić własnego dziecka.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 45 »

Senyszyn zaczyna walkę z krzyżami

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-16 (poniedziałek)

Jakoś tak się przyjęło, iż słowa typu “szumowina” czy “kanalia” odnosimy głównie do mężczyzn. Niesłusznie, a poza tym jest to dyskryminacja płciowa, której zakazuje miłościwie nam panujące żydostwo poprzez swe organy w Unii Europejskiej.

Np. w Polsce mamy sporo damskich szumowin. Zaliczyć tu można np. prof. Magdalenę Środę, podłe antyklerykalne bydlątko – oraz też “prof.” Joannę Senyszyn, podobno specjalistkę od nauk ekonomicznych – ale upierającą się przy samozwańczej roli eksperta od pedagogiki, socjologii, psychologii, seksuologii, pedałologii i Bóg wie czego jeszcze, bo dla osób z zaburzeniami psychicznymi nie istnieją przecież żadne ograniczenia.

Jest posłanką do Parlamentu Europejskiego, a więc ktoś ją tam wybrał. Obawiam się, że wybrali ją Polacy, a nie Holendrzy. Z tego wniosek, że ów egzemplarz, jaki winno się obwozić po jarmarkach w zamkniętej klatce, ma swoich zwolenników.

Otóż wyżej wspomniana Senyszyn zapowiedziała wystąpienie do rządu o wydanie rozporządzenia nakazującego usunięcie krzyży z polskich szkół. Jej zdaniem, w polskich instytucjach publicznych nie ma miejsca dla żadnych symboli religijnych, i zasada ta powinna dotyczyć wszystkich wyznań. Poseł odniosła się do wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który orzekł 3 listopada, że wieszanie krzyży w klasach to naruszenie “prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami” oraz “wolności religijnej uczniów”. Trybunał wydał to orzeczenie w związku ze skargą na obecność krzyża w szkolnej klasie złożoną przez obywatelkę włoską pochodzącą z Finlandii.

Wiadomo było, że skandaliczny wyrok  ”Trybunału” spowoduje reakcję łańcuchową i lawinę dalszych antyklerykalnych żądań wśród wszelakiego robactwa i łajdactwa. Gdy bowiem pozwalamy na rozmnożenie się robactwa, rodzą się prawa robactwa i rodzą się piewcy, którzy je wychwalają. Stało się to szybciej, niż przypuszczaliśmy.

Joanna Senyszyn

Jej głosu nie sposób zapomnieć. Jest jak narkotyk. Kto raz usłyszy jej boski, skrzeczący zaśpiew, ten na zawsze staje się jej fanem. (za jokerrp.pl)

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 92 »

Głoszenie prawdy jest przestępstwem

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-13 (piątek)

Sąd Grodzki w Bielsku-Białej ukarał grzywną w wysokości 500 zł oraz obciążył kosztami postępowania sądowego Wielkiego Rycerza Jacka Umela, reprezentującego bielską filię Rycerzy Kolumba, którzy wspólnie z Fundacją Pro zorganizowali w lipcu w centrum Bielska-Białej poruszającą wystawę antyaborcyjną “Wybierz życie”. Na kilkunastu wielkoformatowych fotografiach pokazano ofiary aborcji. Sąd uznał, że doszło do “zgorszenia w miejscu publicznym”.

Sądy jakoś nie mogą się zdecydować, aby za “zgorszenie w miejscu publicznym” uznać eksponowanie pism pornograficznych albo nachalne wtykanie reklam burdeli za wycieraczki samochodów. Nie uznają też za zgorszenie publiczne parad zwyrodniałych zboczeńców odbywających się pod hasłami “równości i tolerancji” ani “tirówek” spokojnie spacerujących wzdłuż wielu szos, przez nikogo nie niepokojonych.

Jak poinformował w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” Jacek Umel, orzeczenie sądu wydano w tzw. trybie nakazowym, a więc bez udziału stron. Decyzję Rycerze otrzymali wczoraj za pośrednictwem poczty.
- Ze względu na tryb tego orzeczenia mowa jest w nim tylko o kwocie, którą mamy zapłacić. Nie ma żadnego uzasadnienia, więc trudno nam dociekać, na jakiej podstawie tak to zostało zakwalifikowane. Nasi prawnicy już pracują nad przygotowaniem odwołania w tej sprawie, dlatego nie chciałbym w tej chwili przesądzać, w jakim kierunku ono pójdzie – relacjonuje Umel. Jednakże ujawnia, że prawnicy sugerują, żeby w zażaleniu odwołać się do definicji słowa “zgorszenie” zamieszczonej w Słowniku Języka Polskiego.

Zaskoczony wyrokiem skazującym jest również Mariusz Dzierżawski z Fundacji Pro, współorganizator wystawy w Bielsku-Białej.
- Dla mnie jest to przede wszystkim dowód niekompetencji. Bo jeśli ta informacja jest zgodna z prawdą, to oznacza, że sędziowie sądu grodzkiego w Bielsku-Białej nie znają orzecznictwa. Podobne sprawy były wnoszone i ostatecznie zostały rozstrzygnięte zupełnie odwrotnie – komentuje Dzierżawski. Podkreśla, że jest to kolejna próba kneblowania prawdy i wyraża nadzieję, że okaże się równie bezskuteczna, jak poprzednie. Równocześnie zwraca uwagę na to, że doniesienie złożył dziennikarz “Gazety Wyborczej”, który pełnił w sprawie rolę zarówno pokrzywdzonego, jak i świadka.

- Muszę powiedzieć, że nie sądziłem, iż dziennikarzy tej gazety można czymś zgorszyć. Okazało się, że tak, można ich zgorszyć – prawdą – powiedział Dzierżawski.

Nie od dziś mądrzy ludzie głoszą, iż prawda jest antysemicka, nic więc dziwnego, że gorszy ona dziennikarzy żydowskiej gazety, znanej z wyśrubowanych standardów antyetyki i łajdactwa.

Maria S. Jasita, “Nasz Dziennik” 13.11.2009. Komentarze admina.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 28 »

Co wiemy, a czego możemy się domyślać

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-13 (piątek)

Najważniejszą wiadomością na kuli ziemskiej jest wybuch czegoś, co najprawdopodobniej jest wojną biologiczną. Drugą co do ważności jest informacja, iż “międzynarodowe” media przez prawie już dwa tygodnie cenzurują pierwszą wiadomość. Chętnie ocenzurowali by również Internet, a na mózgach osób samodzielnie myślących dokonali lobotomii. Przypominamy, jakby kto nie wiedział, że “międzynarodowe” media znajdują się w rękach garstki rodzin żydowskich i są silnie powiązane z bankierami.

Wiemy bardzo dużo z tego, co dzieje się w Środkowej Europie, lecz na wiele tematów możemy jedynie spekulować.

Wiemy, że mniej niż miesiąc temu, w środku października, na Zachodniej Ukrainie zanotowano rosnącą liczbę przypadków “świńskiej grypy” spowodowanej przez wirusa A/H1N1.

Wiemy, że setki, jeśli nie tysiące osób mieszkających na Zachodniej Ukrainie były świadkami rozpylania jakiegoś aerozolu nad miastami ukraińskimi w dniach 29 i 31 pażdziernika. I wiemy też, że w nocy 29 października gwałtownie wybuchła zaraza: wiele osób ciężko zachorowało. Rząd ukraiński zaprzeczył, jakoby sam komukolwiek polecił opryskiwanie terenu celem zwalczania świńskiej grypy albo wydał zgodę na takie opryskiwanie. 30 października władze Ukrainy zamknęły wszystkie szkoły na trzy tygodnie i zakazały publicznych zgromadzeń.

Nie wiemy na dobrą sprawę, co to za choroba grasuje na Ukrainie. Lekarze opisują ją jako dżumę płucną, wąglika płucnego itp. Nie silimy się na tłumaczenie fachowych nazw. Wiadomo jednak, że choroba ta w niczym nie przypomina A/H1N1. Nie wiemy, czy wirus jaki ją spowodował jest zupełnie nowym wirusem, czy rekombinacją A/H1N1 z innym wirusem – nie wiemy nawet, czy to wirus jest powodem ukraińskiej plagi. Wiemy za to, że WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) nadal nie ujawnia sekwencji genów tej zarazy, choć miała na to sporo czasu.

Ani w przypadku Meksyku (gdzie zanotowano pierwsze przypadki świńskiej grypy), ani w przypadku Ukrainy, tak zawsze czujna WHO nie poleciła poddania tych krajów kwarantannie, co ułatwiło wirusowi rozprzestrzenienie się po świecie.

Wiemy, że wewnętrzna temperatura płuc u osób śmiertelnie chorych sięga 50-55 stopni Celsjusza, płuca są poczerniałe, wypełnione krwią, a ich tkanka zmieniona w papkę. Śmierć następuje bardzo szybko, w ciągu 48 godzin, czasem nawet tego samego dnia.

Początkowo zaraza rozprzestrzeniała się z szybkością ok. 200 tys przypadków dziennie, obecnie spowolniła do ok 100 tysięcy, głównie z powodu środków ostrożności podejmowanych przez ludzi. Ponad 1 300 000 osób jest ciężko chorych, ponad 60 000 jest hospitalizowanych i znajduje się w stanie ciężkim bądź krytycznym. Wiemy, że choroba ta jest niezwykle zaraźliwa, a (jak można sądzić z pośrednich, nieoficjalnych danych) jej śmiertelność sięga 5-10%.

Nie wiemy, w jaki sposób efektywnie leczyć tę chorobę, wiemy jednak, że jest groźniejsza dla młodych dorosłych osób. Podejrzewamy, iż zachodzi coś, co medycyna zwie “cytokine storming” lub “hipercytokinemią”, a co polega na potencjalnie śmiertelnej reakcji immunologicznej, gdzie zachodzi dodatnie sprzężenie zwrotne między cytokinami a komórkami immunologicznymi. Podobne zjawisko miało miejsce podczas epidemii “hiszpanki” 1918-1919.

Wiemy oficjalnie od ukraińskiego Ministerstwa Zdrowia, że choroba nie jest spwodowana przez A/H1N1. Istniejąca szczepionka przeciwko świńskiej grypie jest więc najprawdopodobnie bezużyteczna.

Wiemy, że choroba rozprzestrzeniła się w Polsce, gdzie ponad ćwierć miliona osób jest ciężko chorych. Wiemy, że dotarła na również na Białoruś i na Węgry. Wiemy, że w Norwegii 900 tysięcy osób zachorowało na świńską grypę, ale nie wiemy, czy istnieje tu jakiś związek z ukraińską plagą.

8 listopada południowoafrykańska witryna fto.co.za opublikowała następujący tekst (w wolnym tłumaczeniu):

“Podejrzany pojazd powietrzny został zmuszony do lądowania. Wyprodukowany w Rosji a operowany przez Stany Zjednoczone ciężki samolot transportowy dalekiego zasięgu AN-124, zmienił swój znak wywoławczy z cywilnego na wojskowy, co spowodowało reakcję Indyjskich Sił Powietrznych po przekroczeniu przezeń  granicy Pakistanu. Samolot zmuszono do lądowania w Numbai. Inny samolot został zmuszony do lądowania przez nigeryjskie myśliwce, a jego załoga została aresztowana.

Chińskie Siły Powietrzne skontaktowały się z wywiadem Indii i Nigerii w sprawie powyższych samolotów, wyrażając zaniepokojenie możliwością zainfekowania ziemskiej atmosfery przez Stany Zjednoczone celem dokonania masowego ludobójstwa.”

Samoloty były zaopatrzone w zaawansowane systemy do rozpylania chemikaliów.

Wiemy, że Baxter International Pharmaceuticals wysłał 72 kilogramy szczepionki na zwykłą sezonową grypę (H2N2) do 16 laboratoriów w Europie. Szczepionka zawierała ponadto żywego wirusa niezwykle groźnej ptasiej grypy (H5N1). Gdyby nie przypadkowe odkrycie tego faktu w Czechach (z powodu nadgorliwości jednego z pracowników), nic o tym nie wiedzielibyśmy do dzisiaj. Baxter twierdzi, iż był to “błąd ludzki” – my jednak wiemy, iż tego typu błąd nie jest w zasadzie możliwy, ani u Baxtera, ani w innych nowoczesnych biolaboratoriach stosujących technologię Biosafety Level 3 (BSL-3).

Wiemy, że w połowie sierpnia agent Mosadu Joseph Moshe zatelefonował do radiowej audycji Dr A. True Ott i poinformował, iż Baxter przygotowuje się do zainfekowania Ukrainy śmiertelną chorobą ze swych ukraińskich laboratoriów i że on sam wkrótce spotka się z prokuratorami w Los Angeles, gdzie przedstawi dowody. Joseph Moshe został niedługo potem aresztowany i zabrany do konsulatu Izraela, skąd szybko przetransportowano go do ojczyzny. Od tamtej pory los jego jest nieznany.

Wiemy, że w przeciągu mniej więcej ostatnich trzech lat wielu ekspertów w zakresie biologii zmarło dziwną śmiercią w różnych miejscach na świecie.

Wiemy, że nagłe pojawienie się meksykańskiej świńskiej grypy (A/H1N 1) musiało być spowodowane uwolnieniem wirusa z laboratoriów pracujących nad bronią biologiczną. Wirus ten posiada sekwencje genów pochodzące z trzech różnych typów (amerykańskiego, azjatyckiego i afrykanskiego) świńskiej grypy, ptasiej grypy, dwu różnych typów ludzkiej grypy sezonowej oraz grypy hiszpańskiej. Jest w zasadzie niemożliwe, aby tego typu rekombinacja powstała w sposób naturalny.

Wiemy, że aktualnie wciskana ludziom “szczepionka” na świńską grypę jest prawie całkowicie niewytestowana, a jej producenci (rzecz bez precedensu!) zapewnili sobie zupełny brak odpowiedzialności za wszelkie jej szkodliwe skutki. W dodatku szczepionka zawiera wysoce szkodliwe dla zdrowia substancje, jak związki rtęci.

Gdyby “oficjalnym” mediom wpadło do glowy zacząć pisać prawdę, podkopały by grunt pod takimi witrynami, jak choćby niniejsza. Nie żywimy jednak przesadnych obaw. Ani dziennikarskim dziwkom, ani ich alfonsom (zwanym właścicielami mediów) nigdy pisanie prawdy na myśl nie przyjdzie. Prawda jest bowiem antysemicka.

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 53 »

Przemyślenia Pana Prezydenta

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-12 (czwartek)

Prezydent Lech Kaczyński pytany w radiowej „Trójce” dlaczego aż jedna trzecia Polaków uważa, że Polska nie jest niepodległym krajem, powiedział: “Polacy mylą zagrożenia z faktami”.

Fakty zaś są takie, że ok. 70% praw obowiązujących w Polsce powstaje poza granicami naszego kraju. Fakty są takie, że rząd nie może podjąć żadnych kroków odnośnie wspomagania gospodarki, gdyż byle skorumpowany urzędnik brukselski może mu tego zakazać. Fakty są takie, że rolnik nie może uregulować zatapiającego mu gospodarstwo potoku górskiego, jeśli Unia mu na to nie zezwoli. I to się nazywa “niepodległość”.

Jego zdaniem, Polska stoi przed dwoma rodzajami zagrożeń. Pierwsze z nich to sytuacja, w której UE zacznie ewoluować od sojuszu 27 państw w kierunku mocarstwa dwóch, trzech państw, w którym reszta stanowi tylko wypełniacz.
“Coś takiego nie jest abstrakcją, to może nastąpić przy pewnej interpretacji traktatu i pewnych postawach politycznych. To jest jednak tylko zagrożeniem, a nie rzeczywistością” – zaznaczył Prezydent RP.

Pan Prezydent rżnie głupa. Ewolucja Unii w opisanym przez niego kierunku ma miejsce od połowy lat 90-tych i trwa w najlepsze, czego dowodem jest zupełnie inne traktowanie np. Niemców i Polaków gdy chodziło o ratowanie stoczni.

Drugim, według niego, zagrożeniem dla Polski jest sytuacja na rynku energetycznym. “Ten rynek jest determinowany przez politykę. To powoduje, że Polska wciąż uchodzi za bardzo łakomy kąsek do odzyskania wpływów” – podkreślił.

Zapewne dla obrony polskich interesów wyprzedano polską energetykę w obce ręce?

Lech Kaczyński przyznał, że kiedyś uważał, że jak Polska będzie w NATO i UE to takich zagrożeń nie będzie. “Otóż jesteśmy w NATO, jesteśmy w UE. Jest to wielki sukces Polski, ale te zagrożenia nadal są” – dodał.

Durna polska szlachta też uważała zagarnięcie Polski przez Rosję za “wielki sukces” na drodze ochrony swych “prastarych przywilejów”…  dopóki nie dostali nahajami po dupach.

Prezydent powiedział także, że widzi konieczność wprowadzenia takich rozwiązań w polskim prawie, które umożliwiłyby Trybunałowi Konstytucyjnemu badanie unijnych przepisów. “Należy przyjąć, że prawo europejskie obowiązuje z mocy i woli polskich organów państwowych” – podsumował.

“Badać” przepisy unijne i gawędzić na ich temat to sobie każdy może aż do upadłego. Gajowy Marucha też je bada, jak potrafi – tylko nie wynikają z tego żadne skutki prawne.

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 50 »

Leśne obserwatorium c.d. 2009.11.12

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-11-12 (czwartek)

Mamy do wyboru dwie możliwości (“dwie alternatywy” – jak mawiają  młodzi, wykształceni z wielkich miast): albo jesteśmy świadkami spisku zwłowrogich sił prawicy przeciwko międzynarodowym mediom, rządom i ponadnarodowym instytucjom – albo też jesteśmy świadkami biologicznych działań wojennych na terenach Europy Środkowej i Wschodniej. Inaczej tego nazwać nie można.

W przeciągu mniej niż dwu tygodni ponad milion osób ciężko zachorowało na Ukrainie. Obecnie dowiadujemy się że również w Polsce jest około ćwierć miliona chorych na tę samą lub podobną chorobę. Miedzynarodowe media, sterowane w gruncie rzeczy przez garstkę żydowskich rodzin, nadal cenzorują wiadomości na ten temat, ale dzięki niezmordowanej pracy wszystkich alternatywnych mediów, prawda powoli przedostaje się do świadomości ludzi.
Bandytom i ich adwokatom nie pomogą próby ośmieszania niezależnych dziennikarzy czy niezależnych witryn internetowych. Nic im nie da czepianie się nieistotnych szczegółów, wyłapywanie nie wpływających na ogólną wymowę faktów drobnych pomyłek, czy wreszcie pozaintelektualne ataki z kategorii “ujawniania antysemitów”. Nie pomoże też “lobbing” (łapówki rozdawane przez firmy farmaceutyczne): wciąż bowiem istnieją na świecie ludzie nieprzekupni, dla których ważna jest tylko prawda i czyste sumienie.

Tymczasem zwolennicy teorii spiskowych znów mieli rację: firma Baxter przyznała się do zainfekowania szczepionek grypy sezonowej wirusami groźnej “ptasiej grypy”: http://eclipptv.com/viewVideo.php?video_id=8251

Filar CNN, Lou Dobbs, zrezygnował z pracy ze skutkiem natychmiastowym. Pogłoski mówią, iż przyczynami tego kroku był m.in. zakaz drążenia sprawy obywatelstwa Baracka Obamy oraz zakaz otwartego mówienia o epidemii w Europie Wschodniej. W każdym bądź razie dla człowieka newsów pokroju Dobbsa musiało być torturą siedzenie na bombowych informacjach i niemożność zrobienia z nich użytku.

Skoro już poruszyliśmy temat “urodzonego na Hawajach” prezydenta USA, warto zburzyć mity o jakichkolwiek nieporozumieniach między Obamą a Sarkozym w sprawie Izraela. Obama jest Nigeryjczykiem udającym Amerykanina, wyhodowanym i umieszczonym jak kukła w Białym Domu przez syjonistów z Chicago. Sarkozy z kolei jest węgierskim Żydem, udającym Francuza, całkowicie oddanym neokonom i syjonizmowi. Gdzież tu miejsce na różnice zdań? Nb. prawdziwym, “operacyjnym” prezydentem USA jest Emanuel Israel Rahm, mający podwójne obywatelstwo: amerykańskie i… ale niespodzianka! – izraelskie. Poza tym jest najprawdopodobniej wyższym operacyjnym oficerem Mosadu.

A jeśli doszliśmy już do tematyki Izraela (która jakoś tak sama zawsze wypływa, gdy mowa o terroryzmie, wojnach, zbrodniach, oszustwach na wielką skalę itp) to zauważmy, iż premier Turcji i prezydent Iranu podjęli wspólną decyzję o współpracy wojskowej. M.in. aktywny udział tureckiego lotnictwa jest przewidziany w razie ataku na Iran. (http://www.debka.com/headline.php?hid=6366).
Turcja jest członkiem NATO, posiada dużą i dobrze wytrenowaną flotę lotniczą oraz sprawny wywiad wojskowy na Bliskim Wschodzie. Jeśli Izrael zaatakuje Turcję jako sojusznika Iranu, będzie to oznaczało – w myśl statutów NATO – zaatakowanie całego Paktu Atlantyckiego, a więc obowiązek podjęcia działań wojennych przeciwko Izraelowi przez wszystkich członków. Co może być ciekawe. Ale pewnie nie będzie…

W USA, kraju który kiedyś był wolny, Ministerstwo Sprawiedliwości oficjalnie zażądało od witryny internetowej http://www.indymedia.us, zajmującej się publikowaniem niezależnych informacji, aby udostępniła szczegóły (m.in. adresy IP) dotyczące wszystkich osób, jakie ją odwiedzą wyznaczonego dnia. Co więcej, ministerstwo zażądało, aby Indymedia.us nigdzie nie zdradzało się, iż otrzymało taki właśnie nakaz. Tego chyba komentować nie trzeba.

W Polsce, kraju który mógł być wolny, a jest tylko europarobkiem, świętowano wczoraj Rocznicę Niepodległości. Najbardziej świętowali ci, którzy ją sprzedali w brukselską niewolę, i to nawet nie za srebrniki, ale za nędzne miedziaki. Bezczelność szumowin – i ślepota narodu – nie zna granic.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 13 »