Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Rosyjskie działania w Syrii elementem radykalnego zmieniania globalnego porządku. Na horyzoncie pojawia się nowy świat.

Posted by Marucha w dniu 2016-10-31 (poniedziałek)

Śledząc bieżące intrygi i potyczki geopolityczne w Syrii pomiędzy USA i Rosją, co i rusz zauważam pewne uparte i rzucające się w oczy przemilczenie we wszystkich doniesieniach mediów głównego nurtu: a mianowicie, konsekwentnie brakuje w nich podawania rozsądnego powodu, dla którego każde z tych państw jest tak zainteresowane Syrią.

Oczywiście można spotkać zwyczajowe frazesy – na przykład, że oba państwa „walczą z terroryzmem” albo że USA wspierają demokrację w Syrii, próbując obalić „brutalnego dyktatora” Asada. Zakładam jednak, że na tym etapie większość ludzi ma już bardzo sceptyczny stosunek do takich wyjaśnień. Bądź co bądź pod koniec 2003 roku, w trakcie przygotowań do amerykańskiej inwazji na Irak, 15 milionów ludzi przejrzało tę polityczną grę i jej retorykę – według której inwazja miała ochronić zachodnie społeczeństwo przed (nieistniejącą) bronią masowego rażenia Saddama – i wyszło na europejskie ulice, skandując „nie dla wojny o ropę”.

Wielu znało prawdziwy powód ataku na Irak, ale czy znają prawdziwy powód walki o Syrię? A co z Rosją? Czy Putin toczy czysto ideologiczną wojnę przeciwko terrorystom i pomaga wieloletniemu sojusznikowi Rosji, Asadowi, utrzymać się przy władzy? Czy byłby to wystarczający powód do rozpoczęcia pierwszej w historii współczesnej Rosji dużej operacji wojskowej na obcym terytorium?

W artykule z października ub. roku [tłumaczenie na Pracowni] zarysowałem faktyczną politykę, stojącą w owym czasie za wojną w Syrii. Wówczas chodziło – i wciąż chodzi – o zasoby naturalne: ropę i – zwłaszcza – gaz ziemny. Ściśle powiązana z zagospodarowaniem tych dwóch surowców mineralnych i z przyszłym kształtem światowej gospodarki jest integracja euroazjatycka i Nowy Jedwabny Szlak, czyli sieć połączeń lądowych pomiędzy Azją i Europą (więcej na ten temat w dalszej części).

Zmiana fazy energii

Od samego początku, to jest od stworzenia Arabii Saudyjskiej w jej obecnym kształcie w latach 30., wydobycie i dystrybucja saudyjskiej i bliskowschodniej ropy były kontrolowane przez USA, co z kolei pozwoliło Stanom Zjednoczonym manipulować wieloma rozwiniętymi i rozwijającymi się krajami, i kontrolować je, przez resztę XX wieku. Przez większą część ostatniego stulecia ropa była dominującym surowcem energetycznym i większość światowego zapotrzebowania zaspokajał Bliski Wschód, a zwłaszcza Arabia Saudyjska, która nadal jest największym na świecie eksporterem ropy naftowej. Dochód z ropy stanowi około 75% saudyjskich dochodów rządowych, a pozostałe 25% pochodzi z „turystyki naftowej” [to znaczy, że inne dochody osiągane są również dzięki temu, że państwo jest potentatem naftowym].

Jeśli więc jakiś kraj zasługuje na określenie „stacja benzynowa, udającą państwo” [sformułowanie użyte Johna McCaina w odniesieniu do Rosji], to jest nim Arabia Saudyjskich Siepaczy.

USA, z racji promowania kultury indywidualnej zamożności w kraju oraz potrzeby ogromnej siły militarnej do kradzieży bogactw innych narodów, stały się potężnym żarłokiem energetycznym i obecnie zużywają więcej benzyny niż trzech kolejnych największych konsumentów ropy łącznie, a są nimi Chiny, Indie i Japonia. Łącznie te 3 kraje mają populację 2,7 miliarda, czyli 9 razy większą niż populacja USA.

Ameryka, zużywająca ogromne ilości ropy, jest też największym na świecie jej producentem, wypompowując około 10 milionów baryłek dziennie, nieznacznie wyprzedzając Arabię Saudyjską i Rosję. Jednak ze względu na swój ogromny apetyt, pochłania wszystko, co wydobywa, a drugie tyle musi sobie zapewnić z innych krajów.

W ciągu ostatnich 20 lat zaszła na świecie istotna zmiana w zakresie (fazie) poszukiwanych surowców energetycznych. Prawdopodobnie słyszeliście termin „peak oil”, czyli szczyt wydobycia ropy naftowej, gdzie eksploatacja łatwo wydobywalnych zasobów ropy osiągnęła szczyt i nie daje się już nadążyć za rosnącym popytem. Kluczowy jest tu termin „łatwo wydobywalna”. W ziemi wciąż kryją się duże złoża ropy, ale ich typ i lokalizacja sprawiają, że wprowadzenie jej na rynek jest o wiele droższe.

Osiągnięcie granicy łatwego wydobycia ropy było zapewne główną motywacją amerykańskiej inwazji na Irak i Afganistan. Zabezpieczanie irackich pól naftowych dla zachodnich firm uznano za konieczne dla zapewnienia kontynuacji Amerykańskiego Stylu ŻyciaTM, czyli globalnej hegemonii USA poprzez kontrolę zasobów energetycznych. Ale ponieważ nie da się wiecznie powstrzymywać uaktywnienia się innych bogatych w zasoby, a niesprzymierzonych krajów, takich jak Iran, Rosja i Chiny, dziś zdolność USA do dalszego manipulowania światem za pośrednictwem dostaw energii jest poważnie zagrożona.

Aktualnie udokumentowane zasoby gazu: kto go ma (ciemne kolory) i kto go potrzebuje (jasne kolory)

Aktualnie udokumentowane zasoby gazu: kto go ma (ciemne kolory) i kto go potrzebuje (jasne kolory)

Gaz ziemny jest coraz częściej postrzegany jako rentowny zamiennik ropy. Ponieważ jest to zasób wykorzystywany w stosunkowo (w porównaniu do ropy) niewielkim stopniu, jego rezerwy są obfite. Jest też od niej czystszy, a jeśli chodzi o Rosję i Chiny i kontekst geopolityczny, odegra on ważną rolę w euroazjatyckiej integracji.

Inwazja i (trwająca) okupacja Afganistanu, oprócz zapewnienia dostępu do ropy i gazu, miała strategicznie ustawić militarną figurę USA na szachownicymiędzy Chinami a Iranem oraz między Rosją (wraz ze „stanami” Azji Środkowej) a Pakistanem i Indiami, a tym samym – dostępem do Oceanu Indyjskiego i szlaków żeglugowych do Azji. Afganistan leży również na trasie jednego z kilku planowanych „jedwabnych szlaków”, które byłyby wykorzystywane do transportu surowców energetycznych i towarów na obszarze całej Eurazji i splotłyby ze sobą kraje tego kontynentu w, de facto, sojusz gospodarczy i polityczny.

W ten sposób wzmocniona obecność wojsk USA w Iraku i Afganistanie była projekcją amerykańskiej siły militarnej na dwa bardzo strategiczne pola globalnej szachownicy, dokonaną z intencją wyparcia eurazjatyckiej integracji, odbywającej się pod przewodnictwem Rosji i Chin. Kontrolowanie Afganistanu przez USA oferowało również bonus w postaci potencjalnego dostępu do bilionów dolarów w surowcach mineralnych, o czym zupełnie jednoznacznie powiedział generał David Petraeus w wywiadzie przeprowadzonym w 2010 roku, kiedy był dowódcą sił amerykańskich w Afganistanie. Posłuchajcie tego 46-sekudowego fragmentu:

Jednym słowem „wolność i demokracja” jak cholera!

Siedem wojen, jeden cel

W 2007 roku gen. Wesley Clark zrelacjonował rozmowę, jaką odbył w Pentagonie wkrótce po atakach 9/11:

Jakieś dziesięć dni po 9/11 przechodziłem przez Pentagon. Zszedłem na dół, żeby przywitać się z ludźmi z połączonych sztabów, którzy kiedyś dla mnie pracowali, kiedy zawołał mnie jeden z generałów. Powiedział: „Proszę pana, musi pan przyjść do mnie na chwilę i porozmawiać”. Powiedziałem: „Ale pan jest bardzo zajęty”. Odpowiedział: „Nie, nie”. I mówi: „Podjęliśmy decyzję, że ruszamy na wojnę z Irakiem”. To było 20 września albo coś koło tego. Powiedziałem: „Idziemy na wojnę z Irakiem? Dlaczego?” On na to: „Nie wiem.Podejrzewam, że nie wiedzą, co innego mogliby robić”. Więc powiedziałem: „Czyżby znaleźli jakieś informacje, łączące Saddama z Al-Kaidą?” Odpowiedział: „Nie, nie”. Powiedział: „Tu nie ma nic nowego. Po prostu podjęli decyzję, żeby iść na wojnę z Irakiem”. On powiedział: „Myślę, że jakby nie wiemy, co robić w związku z terrorystami, ale mamy dobre wojsko i możemy obalać rządy”. I powiedział: „Myślę, że jak ktoś ma tylko młotek, to każdy problem wygląda jak gwóźdź”.

Wpadłem do niego kilka tygodni później, a wtedy już bombardowaliśmy Afganistan. Powiedziałem: „Czy nadal wybieramy się na wojnę z Irakiem?” A on powiedział: „Och, gorzej”. Sięgnął na biurko. Wziął kartkę papieru. I powiedział: „Właśnie dostałem to z góry” – chodziło mu o biuro Sekretarza Obrony – „dzisiaj”. I powiedział: „To jest notatka, która opisuje, jak zamierzamy zdjąć siedem państw w ciągu pięciu lat,najpierw Irak, następnie Syrię, Liban, Libię, Somalię, Sudan i, na koniec, Iran”. Powiedziałem: „Czy to tajne?” On powiedział: „Tak, proszę pana”. Powiedziałem: „To nie pokazuj mi pan tego”. I widziałem go jakiś rok temu i powiedziałem: „Pamięta pan to?” On powiedział: „Panie, nie pokazałem panu tej notatki! Nie pokazałem jej panu!

Relacja Clarka z tego spotkania wydaje się być wiarygodna, zważywszy na to, że Stany Zjednoczone zaatakowały i próbowały zniszczyć już trzy z wymienionych krajów. Ale rzekomy brak wiedzy o tym, dlaczego akurat te siedem krajów znalazło się na celowniku, jest nieszczery. Oczywistym powodem jest amerykańska kontrola ropy naftowej i gazu w celu utrzymania kontroli nad Europą (drugim co do wielkości rynkiem zbytu dla ropy naftowej i gazu) i odsunięcia Rosji i Chin wraz z niepokojącym zagrożeniem zbliżającą się (już wtedy) euroazjatycką integracją.

Z Libią sprawa jest oczywista. Z racji jej położenia nad Morzem Śródziemnym naprzeciwko Włoch, jej zasobami ropy naftowej (największymi w Afryce) można łatwo i przez wiele lat zaopatrywać Europę. Ale pod rządami Kaddafiego? Przywódcy, który miał głęboko zakorzenione antyamerykańskie poglądy (i nie bez powodu)? Nie ma mowy! Jeśli Libia zamierzała zaspokajać część zapotrzebowania Europy (lub Chin) na energię, to musiała znaleźć się pod kontrolą USA. Więc Kaddafi i Libia zostali zbombardowani przez NATO, kompletnie, w tym zwyczajowymi oskarżeniami: „brutalny dyktator”, po czym w kraju zainstalowano rząd marionetkowy. Jednak cztery lata po natowskiej kampanii nalotów sytuacja w Libii jest wciąż dość chaotyczna, kiedy USA i ich sojusznicy wciąż przeprowadzają naloty na dżihadystów, których wcześniej wykorzystali do obalenia Kaddafiego – co jest zresztą bardzo typowe dla „zmieniania reżimu” przez USA.

Somalia nie została bezpośrednio dotknięta zmianą reżimu, co jest zrozumiałe, skoro przez ostatnich 20 lat nie było tam prawidłowo funkcjonującego rządu (dzięki USA). Tak więc w zamian, jak ujawnił NY Times kilka dni temu, administracja Obamy zatwierdziła naloty bombowe na ten kraj i użycie tam żołnierzy sił specjalnych i najemników. W misji, którą w kręgach wojskowych odkrywczo nazywa się „kampanią somalijską”, każdorazowo bierze udział kilkuset amerykańskich żołnierzy, którzy rzekomo „walczą z terrorystami”, co jest określeniem używanym przez USA od kilkudziesięciu lat jako przykrywka, mająca uzasadnić zagraniczne interwencje wojskowe w służbie imperialnej ekspansji i kontroli. Kontrolowanie Somalii, położonej naprzeciwko Jemenu, oraz samego Jemenu Waszyngton uważa za istotne dla utrzymania kontroli nad cieśniną Bab al-Mandab i Zatoką Adeńską, którędy przepływają tranzytem ogromne ilości ropy i innych surowców, w tym duże ilości ropy przeznaczonej dla Chin i Azji.

Somalia, Jemen i szlak morski na wschód

Somalia, Jemen i szlak morski na wschód

Jemen nie figurował na liście Clarka, ale siły powietrzne i marynarka wojenna USA aktywnie obsypywała ten kraj bombami przez 2 lata za pośrednictwem Arabii Saudyjskiej, której lotnictwo jest w rzeczywistości lotnictwem USA występującym pod inną nazwą. Celem tej morderczej kampanii jest niedopuszczenie do tego, żeby wspierani przez Iran rebelianci Huti przejęli w kraju władzę i zwiększyli przy okazji irańską kontrolę nad Półwyspem Arabskim i jego strategicznymi szlakami wodnymi.

Sudan również nie został poddany tradycyjnej zmianie reżimu, został za to uwikłany w „wojnę domową” toczącą się od 2003 roku, w której rząd Sudanu walczy ze wspieranymi przez Waszyngton „rebeliantami” (brzmi znajomo?). W 2011 roku Stany Zjednoczone i ich sojusznicy, z coraz bardziej groteskową Samanthą Power, obsługującą „humanitarny” megafon, zorganizowali podział kraju. Nowopowstały Sudan Południowy posiada większość zasobów ropy naftowej. Przed rozpadem Sudan zapewniał 8% chińskiego importu ropy, przy czym Chiny importowały prawie 80% całkowitego eksportu Sudanu. Wojna domowa i podział Sudanu były więc rażącą próbą USA pozbawienia Chin ważnego partnera strategicznego, który w ciągu ostatnich lat otrzymał dziesiątki miliardów dolarów w postaci chińskich inwestycji.

Stany Zjednoczone od 2001 roku wynajmowały bazę wojskową w maleńkim kraju Dżibuti, który jest położony nad cieśniną Bab al-Mandab, vis-à-vis Jemenu, i na niewielkim odcinku graniczy z Somalią. Niedawno zostały tam rozlokowane amerykańskie samoloty F-16 na wypadek „ewentualnego kryzysu” w Sudanie Południowym. W 2011 roku założyła tam swoją bazę Japonia, a teraz zapowiedziała jej rozbudowę, żeby „przeciwstawić się wpływom chińskim”. Chiny niedawno zaczęły budować pierwszą w swojej historii bazę marynarki wojennej poza granicami kraju, właśnie w Dżibuti.  To jeden z obszarów, które z pewnością warto obserwować.

Minni Minnawi, przywódca Frontu Wyzwolenia Darfuru / Armii Wyzwolenia Sudanu, który oddał pierwsze strzały w wojnie domowej w Sudanie z 2003 r., z Georgem W. Bushem w 2006 r.

Minni Minnawi, przywódca Frontu Wyzwolenia Darfuru / Armii Wyzwolenia Sudanu, który oddał pierwsze strzały w wojnie domowej w Sudanie z 2003 r., z Georgem W. Bushem w 2006 r.

Zostaje nam Irak, Syria, Liban i Iran. Irak już został „podbity”, a jego pola naftowe przekazane amerykańskim korporacjom. Iran, ze względu na rozmiar, od zawsze stanowił problem i dlatego nalazł się na końcu listy Clarka. W ostatnich latach Waszyngton zdecydował się nie atakować tego perskiego kraju bezpośrednio, a w zamian zneutralizować go, trzymając się Afganistanu i „zajmując się” najpierw Syrią i Libanem i tym samym powstrzymując ewentualny eksport irańskiego gazu i ropy do Chin i Europy oraz (na co liczyli) zaopatrując tych odbiorców w ropę i gaz z Arabii Saudyjskiej i od jej kumpli – obcinaczy głów z innych monarchii Zatoki Perskiej.

Jak zauważyłem w moim poprzednim eseju [tłumaczenie na Pracowni], jeden z planów na po-Asadowską Syrię obejmował eksport katarskiego gazu do Europy z tranzytem przez Syrię i Turcję. Kolejny plan zakładał eksploatację złóż gazu i ropy zlokalizowanych u wybrzeży Syrii. Ale najpierw trzeba było sobie zagwarantować, że wcześniej nie dobierze się do nich Rosja. A do tego potrzebna była anihilacja Syrii Asada.

Korespondencja Departamentu Stanu USA, pozyskana przez WikiLeaks, jasno pokazała, że USA pracowały nad osłabieniem syryjskiego rządu już w 2006 roku, wzniecając napięcia religijne, izolując politycznie Syrię i finansując opozycyjne ugrupowania w tym kraju.

Roland Dumas, były minister spaw zagranicznych Francji, powiedział na antenie telewizji francuskiej, że w 2009 roku od ludzi z Ministerstwa Spraw Zagranicznych UK dowiedział się o tajnych przygotowaniach do „inwazji uzbrojonych napastników na Syrię”.

Tajna amerykańska depesza dyplomatyczna z 28 kwietnia 2009 r., wysłana z ambasady w Damaszku przez Maurę Connelly do CIA, Rady Bezpieczeństwa Narodowego, Sekretarza StanuUSA, Białego Domu, Paryża i Londynu, ujawnia, że już wtedy przeprowadzane były w Syrii operacje przygotowujące „zmianę reżimu”:

Strategia USA, zamiast mieć na celu wspieranie „zmiany reżimu”, mogłaby raczej zmierzać w kierunku zachęcania do „zmiany zachowań”. Jeśli przyjmie się takie założenie, owocna może się okazać rewizja obecnie sponsorowanych przez USA programów, które wspierają frakcje opozycyjne w stosunku do SARG [rządu Syryjskiej Republiki Arabskiej] zarówno na obszarze Syrii, jak i poza jej granicami.

Przybrzeżne rezerwy śródziemnomorskie

CGGVeritas jest jedną z największych na świecie firm zajmujących się badaniami sejsmicznymi i częściowo stanowi własność rządu francuskiego. W 2005 roku otrzymała zlecenie od syryjskiego Ministerstwa Ropy Naftowej i Zasobów Mineralnych na przeprowadzenie badań sejsmicznych pod kątem ropy i gazu Syrii. Wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie GeoArabia w 2011 roku. GeoArabia to czasopismo przemysłu naftowego, wydawane przez firmę konsultingową GulfPetroLink z siedzibą w Bahrajnie, sponsorowaną przez niektóre z największych na świecie koncernów naftowych, w tym Chevron, ExxonMobil, Saudi Aramco, Shell, Total i BP. W badaniach zidentyfikowano „trzy baseny sedymentacyjne zlokalizowane w syryjskich wodach przybrzeżnych”, dającymi nadzieję na możliwe do eksploatacji złoża o zasobności rzędy „miliarda baryłek albo Multi-TCF [bilionów stóp sześciennych]”.

Basen Lewantyński z jego polami gazowymi i naftowymi

Basen Lewantyński z jego polami gazowymi i naftowymi

W tym samym roku CGGVeritas miał umowę na wyłączność z rządem syryjskim na zapewnienie wsparcia technicznego w skierowanym do firm zagranicznych przetargu ofertowym (2011 Syrian International Offshore Bid Round) na zbadanie, wydobycie i produkcję ropy i gazu z trzech bloków morskich na Morzu Śródziemnym w syryjskim obszarze morskim. We wstępie do studium, jego autor Steve Bowman napisał:

„Działalność poszukiwawcza we wschodniej części Morza Śródziemnego nasiliła się w ostatnich latach, po serii obiecujących badań, które w południowym Basenie Lewantyńskim odkryły złoża gazu rzędu biliona stóp sześciennych (multi-TCF). W 2011 roku mają zostać ogłoszone rundy licencyjne [udzielania koncesji] dla obszarów przybrzeżnych Libanu, Syrii i Cypru, które – jak się uważa – wykazują silne podobieństwa geologiczne z przedmiotem niniejszych badań”.

W 2012 roku amerykański Departament Zasobów Wewnętrznych opublikował rocznik swojej agencji naukowo-badawczej US Geological Survey (USGS)Minerals Yearbook, w którym zauważono, że państwowa firma Syrian Petroleum Co.:

„…współpracowała z kilkoma zagranicznymi koncernami naftowymi, takimi jak chiński National Petroleum Co. (CNPC), Gulfsands Petroleum Zjednoczonego Królestwa, indyjski Oil and Gas Natural Resources Corp., Royal Dutch Shell plc. Zjednoczonego Królestwa i francuska spółka Total SA Francji za pośrednictwem spółek zależnych”.

To znaczy: nie z firmami amerykańskimi. Należy również pamiętać, że przydzielanie koncesji na zagospodarowanie syryjskich złóż gazu zostało zaplanowane na rok 2011, ale – przypadkowo – tego samego roku rozpoczęła się syryjska „rewolucja”.

W grudniu 2014 roku Instytut Studiów Strategicznych US Army War College opracował raport pt. Regionalizing East Mediterranean Gas: Energy Security, Stability, And The U.S. Role (Regionalizacja wschodniośródziemnomorskiego gazu: bezpieczeństwo energetyczne, stabilność i rola Stanów Zjednoczonych). Raport przytacza badania USGS z 2010 roku, które wskazały, że zasoby w tym rejonie – w tym w cypryjskiej i izraelskiej strefie wodnej oraz w strefach przybrzeżnych (i niektórych lądowych) Syrii, Libanu i Terytoriów Palestyńskich – mogą sięgać 1,7 mld baryłek ropy i 122 TCF (bilionów stóp sześciennych) gazu ziemnego, przy czym dwie trzecie potencjalnej bazy zasobowej regionu pozostają wciąż nieodkryte.

„Od końcowych lat pierwszej dekady XXI w., kiedy Izrael, a następnie Cypr, dokonały pierwszych od wielu lat, znaczących odkryć węglowodorów w swoich strefach przybrzeżnych, we wschodniej części regionu śródziemnomorskiego obserwuje się niespotykaną hossę surowcową. Odkryte złoża okazały się być znacznie większe niż wcześniej badane zasoby wschodniej części Morza Śródziemnego. W chwili obecnej są to głównie złoża gazu ziemnego, aczkolwiek oczekuje się odkrycia także złóż płynnych, w tym w akwenach Libii i Syrii, potencjalnie bogatych w węglowodory”.

Raport stwierdza również, że:

„Gdy konflikt w Syrii zostanie rozwiązany, perspektywy dla syryjskiego produkcji z wód przybrzeżnych są bardzo dobre […] potencjalne zasoby ropy i gazu będą mogły być zagospodarowane bez większych problemów, kiedy sytuacja polityczna pozwoli na podjęcie nowych działań poszukiwawczych na obszarach morskich tego kraju”.

Oczywiście sytuacja polityczna w 2011 roku już pozwalała na rozwój zagospodarowania syryjskiej ropy naftowej i gazu, ale wtedy Syrię zajęli nasłani przez Zachód dżihadyści, a Waszyngton głośno domagał się usunięcia Asada.

Odnosząc się do dużego potencjalnego udziału Izraela w przybrzeżnych złożach gazowych, raport stwierdza:

Bezpieczeństwo i stabilność Lewantu […] leży u podstaw amerykańskiej polityki zagranicznej w regionie. […] Wsparcie wojskowe USA dla sojuszników w razie wybuchu konfliktu o dostęp do zasobów naturalnych we wschodnim regionie śródziemnomorskim może okazać się niezbędne w poradzeniu sobie z ewentualnym przyszłym konfliktem; wymaga ono współpracy w zakresie oceny każdego typu ryzyka, związanego z różnymi opcjami eksportu z tego regionu.

Brak widocznego dyplomatycznego i technicznego wsparcia ze strony USA może prowadzić do stopniowej zmiany sojuszy wśród niektórych członków regionu i zwrócenia się w stronę wschodzących mocarstw i potencjalnych nowych mediatorów w sprawie pokoju, takich jak Rosja – która już wykazuje duże zainteresowanie wydobywaniem wschodniośródziemnomorskiego gazu – a zwłaszcza Chiny.”

Odpowiadając zatem na pytanie o rzeczywiste rosyjskie i amerykańskie intencje w Syrii: Rosja broni swojego prawa do utrzymania swoich żywotnych więzi gospodarczych z Europą i Bliskim Wschodem, które Stany Zjednoczone usiłują zniszczyć; natomiast USA, no cóż, umacniają swoje wyjątkowe prawo do niszczenia żywotnych interesów ekonomicznych każdego kraju, który stanowiłby wyzwanie dla amerykańskiej hegemonii (poprzez realizowanie naturalnie przysługujących mu praw). Ale w szerszym zakresie ta sytuacja rozciąga się daleko poza Syrię, zarówno pod względem geograficznym, jak i konsekwencji dla naszej wspólnej przyszłości.

Odsetek wielkości zapotrzebowania UE na gaz zaspokajanego przez dostawy z Rosji

Przełom w relacjach Chin i Eurazji

W czasie, kiedy USA próbują zmusić Europę do „dywersyfikacji” naturalnych dla niej źródeł gazu kosztem Rosji i jednocześnie kontrolować dostawy bliskowschodniej ropy i gazu, tak bardzo potrzebnych Chinom do zasilania ich rozwijającej się gospodarki, Rosja, Chiny i Iran aktywnie „dywersyfikują” i poszerzają swoje własne tradycyjne powiązania gospodarcze.

Jak już wspomniano, Chiny inwestują w afrykańską ropę oraz infrastrukturę kolejową, drogową i energetyczną, potrzebną do transportu ropy na wybrzeże. W ubiegłym miesiącu chińskie firmy ukończyły realizację 656-kilometrowej linii kolejowej, łączącej stolicę Etiopii Addis Abebę z wybrzeżem Dżibuti. Chiny budują również autostrady i port dalekomorski w Pakistanie, żeby połączyć swój kraj bezpośrednio z Morzem Arabskim, trwają też prace przy budowie linii kolejowej i portu morskiego w Bangladeszu. Wszystkie te inwestycje są realizowane zgodnie z chińskim planem dla regionu Oceanu Indyjskiego „Sznur Pereł”. Pierwsze w historii obu krajów wspólne chińsko-indyjskie ćwiczenia wojskowe, jakie odbyły się kilka dni temu w Dżammu i Kaszmirze, stanowią jeden z elementów przygotowań do realizacji tego planu. Kiedy weźmie się również pod uwagę chińskie roszczenia dotyczące Morza Południowochińskiego – tzw. linię graniczną dziewięciu kresek, nine dash linewyłoni się obraz prawdziwego wyrwania się Chin z gospodarczego i politycznego „więzienia”, w jakim Waszyngton starał się zamknąć największą potęgę gospodarczą i wojskową w Azji.

Chińska linia demarkacyjna „dziewięciu kresek” wyznaczająca obszar chińskich wód terytorialnych na Morzu Południowochińskim

Chińska linia demarkacyjna „dziewięciu kresek” wyznaczająca obszar chińskich wód terytorialnych na Morzu Południowochińskim

Rosja, poza zmieniającymi sytuację działaniami w Syrii, niedawno przywróciła umowę z Turcją na budowę gazociągu „Turkish Stream”, który będzie przesyłał do Europy rosyjski gaz; zrealizowała sprzedaż Iranowi systemów przeciwrakietowych S-300 na kwotę 900 milionów dolarów; a podczas ostatniego szczytu BRICS w Goa zawarła liczne umowy handlowe z Indiami, w tym transakcję o wartości wielu miliardów dolarów na sprzedaż systemów antyrakietowych S-400 i umowy na budowę okrętów i śmigłowców wojskowych i połączeń kolejowych między obydwoma krajami. Dodatkowo, rosyjski gigant energetyczny Rosnieft właśnie kupił drugą co do wielkości indyjską rafinerię ropy naftowej wraz z jej umowami franczyzy na 2700 stacji benzynowych.

Są to inteligentne posunięcia, zważywszy na to, że Indie – kraj zamieszkały przez 1,3 miliarda ludzi – importują 80% potrzebnej im ropy naftowej, głównie z Bliskiego Wschodu. Ale są oznaki nadchodzących zmian. Widząc, że Rosja naprawdę pragnie wielobiegunowego świata, Rosnieft obiecałzaopatrywać swój nowy nabytek w Indiach wenezuelskim surowcem. A do tego wszystkiego Rosja i Indie rozpoczęły rozmowy na temat budowy wartego 25 miliardów dolarów gazociągu z Syberii do Indii.

Iran wydaje się iść za rosyjskim i chińskim przykładem, planując budowę portu morskiego w Czabaharze (we współpracy z Indiami) na swoim wybrzeżu Morza Arabskiego, który nie tylko ułatwi spedycję ogromnych irańskich zasobów surowców energetycznych do Indii i Azji, ale stworzy też bramę do morza dla Afganistanu, żeby mógł wykorzystać biliony dolarów w swoich minerałach, tak pożądanych przez USA (i będących obecnie przedmiotem nielegalnych roszczeń ze strony Stanów Zjednoczonych).

Wszystko to można podsumować frazą „Nowy Jedwabny Szlak”, który jest dość dobrze przedstawiony na poniższej mapie:

Należy zauważyć, że powyższa mapa ilustruje chińską wizję i nie uwzględnia rosyjskich i irańskich korytarzy gospodarczych, które są jednak w pełni kompatybilne z chińskim projektem. Chiński model, nazywany „Jeden pas, jedna droga: Jedwabny Szlak (One Belt One Road: The Silk Road, OBOR), toinicjatywa, która:

zdecydowanie wykracza poza rozwój połączeń liniowych pomiędzy Europą i Azją. W rzeczywistości, Pekin dąży do opracowaniakompleksowej euroazjatyckiej sieci infrastruktury. Korytarze ponadregionalne mają połączyć drogi lądowe i morskie. Pekin, jako główny inwestor i architekt eurazjatyckiej sieci infrastruktury, tworzy nową sieć rurociągów, tras kolejowych i transportu z punktem centralnym w Chinach. Oprócz tego chińscy przywódcy koncentrują się na rozbudowie portów dalekomorskich, zwłaszcza na Oceanie Indyjskim.

W ramach OBOR chińskie przywództwo przede wszystkim realizuje trzy naczelne cele. Są nimi:
• dywersyfikacja gospodarcza
• stabilność polityczna
• rozwój wielobiegunowego ładu światowego

Ujmując rzecz w kategoriach politycznych, chińskie kierownictwo ma nadzieję, że inicjatywa OBOR ustabilizuje zachodnie prowincje kraju, a także sąsiednie punkty zapalne, takie jak Pakistan i Afganistan.

Nadrzędnym celem jest branie aktywnego udziału w tworzeniu wielobiegunowego ładu światowego. Chiny starają się odgrywać konstruktywną rolę w reformie systemu międzynarodowego. Inicjatywa OBOR ma być podstawą nowego typu stosunków międzynarodowych. Władze chińskie mówią o ustanowieniu „wspólnoty losu”. Podstawowymi elementami są: większa ilość powiązań w Eurazji, obopólnie korzystna współpraca, obopólny postęp i dobrobyt, jak również przestrzeganie oenzetowskiej zasady nieingerencji w wewnętrzne sprawy innych państw.

Władze chińskie mówią o procesie integracyjnym, co oznacza, że wszystkie zainteresowane strony są zaproszone do kształtowania i promowania „ekonomicznego pasa Jedwabnego Szlaku” i „Morskiego Jedwabnego Szlaku XXI wieku” zgodnie z własnymi interesami gospodarczymi.

Pojawiają się już pierwsze kroki instytucjonalizacji. Niedawno utworzony Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych, AIIB, i Fundusz Jedwabnego Szlaku służą do finansowania projektów. W maju [2015 r.] Chiny i Rosja zgodziły się połączyć inicjatywę Jedwabnego Szlaku z rosyjskim Programem Rozwoju Dalekiego Wschodu dla Syberii. Oprócz tego, Moskwa i Pekin zgodziły się powiązać Eurazjatycką Unię Gospodarczą z OBOR. Ponadto w czerwcu Węgry i Chiny podpisały protokół ustaleń, w ramach którego będą wspólnie wspierać inicjatywę Jedwabnego Szlaku.

Aby jeszcze bardziej sprawę uprościć i może podsumować ją jedną ilustracją – poniższy obrazek ujmuje mniej więcej wszystko, co tu napisałem:

© sott.net – Nowe euroazjatyckie stulecie (Przykro nam, Ameryko, ale ciebie tu nie ma)

© sott.net – Nowe euroazjatyckie stulecie (Przykro nam, Ameryko, ale ciebie tu nie ma)

Czy teraz widać, dlaczego angloamerykańskie imperium jest tak zaniepokojone?

Nie chcę przesadzać, ale gdyby na Ziemi wylądował statek-matka z całą hordą obcych z zamiarem zniewolenia ludzkości, a jedyna nadzieja ludzkości na wolność leżałaby w odstawieniu na bok przez nasze państwa narodowe dzielących ich różnic i zjednoczeniu się w obliczu egzystencjalnego zagrożenia ET, to jest jak w banku, że Stany Zjednoczone jako jedyne ociągałyby się i mówiły o opowiedzeniu się po stronie „umiarkowanych obcych” w nadziei na wyrolowanie Rosji i Chin.

To, co rozgrywa się na arenie światowej, to zderzenie cywilizacji, zderzenie dwóch fundamentalnie różnych podejść do życia i stosunków międzynarodowych. Z jednej strony, mamy wielobiegunową wizję stabilności gospodarczej i politycznej, gdzie wojna jest nie tylko niepożądana, ale także przynosi efekt przeciwny do zamierzonego (jest destruktywna), gdzie narody respektują wzajemnie suwerenność wszystkich uczestników i zawierają umowy korzystne dla obu stron. Z drugiej strony, mamy świat jednobiegunowy, gdzie jedno państwo ma licencję na kontrolowanie, wykorzystanie i niszczenie innych krajów, które nie oddają swoich zasobów globalnemu hegemonowi.

Teraz możecie sobie zadać pytanie: w którym świecie wolelibyście żyć?

Joe Quinn
Sott.net
Tłumaczenie: PRACowniA

https://pracownia4.wordpress.com

Odpowiedzi: 11 to “Rosyjskie działania w Syrii elementem radykalnego zmieniania globalnego porządku. Na horyzoncie pojawia się nowy świat.”

  1. Piotr Winiarski said

    Bardzo ciekawe, bez wojny już raczej tego procesu się nie zatrzyma.

  2. Re: 1 Piotr Winiarski..
    Obawiam sie, ze ma Pan calkowita slusznosc, bowiem sprawy juz zbyt daleko zaszly (jak wojenne okrety wyplynely na otwarte wody)…
    Jeszcze nie mam pewnosci, czy „iskra” rozpalajaca zydowska „beczke z prochem” jest usadowiona w Syrii czy w jeszcze mniejszym kraju???..
    Generalnie: zadyma wisi na „wlosku”…
    =========================
    jasiek z Toronto

    http://polskawalczaca.com

  3. Dziadzius said

    Jezeli mozna wierzyc jakiemukolwiek politykowi to Swiat ma jeszcze jedna deske ratunku „Trump”– bo on nie nalezy do tej bandy zlodzieji [[obama-bush-clinton]] i chce wycofac ameryke z walki na Srodkowym Wschodzie . Niestety my wiemy ze Trump nie bedzie prezydentem bo za duzo zlodzieji [[saross kontroluje maszyny ktore elektronicznie licza glosy elekcyjne]] tego nie dopusci a znow kobietki czuja babe prezydenta i niema na swiece straszniejszej poczwary ja rozwscieczona baba.
    Ot zeby Assad pozwolil na rurociag przez Syrie to nie byloby tego balaganu – a znow jakby Khadafi nie zaczynal produkcji swego pieniadza opartego na zlocie to Clinton by go nie zabila- i nie byloby muzulmanow w Berlinie
    Zeby gdyby nie bylo ameryki – no ale na swieci nie ma prozni – sa tylko prozni ludzie.

  4. Re: 3 Dziadzius…
    Obawiam sie, ze „koncert zyczen” sie skonczyl w ubieglym roku…
    Przykro mi bardzo z tego powodu.
    Ja rowniez wiele bym chcial I zyczylbym sobie, ale sprawy zbyt daleko zaszly w tej materii.

    Tak miedzy nami Szanowny „Dziadziusiu”, to D.Trump nie ma „zielonego pojecia” o systemie cyrkulacji srodkow platniczych, ani nie ma pojecia o zydowskim systemie finansowym. Jest tylko uczestnikiem zydowskiej szopki. NIc wiecej…
    I jak do tej pory nie ujawnil kto konkretnie zajmie sie systemem finansowym…tj. bankiem centralnym USA…
    ==============================
    jasiek z Toronto

    http://polskawalczaca.com

  5. Dziadzius said

    @#4 JasiekZToronto– ja mysle ze Trump jest gleboko swiadomy ze zydowski Federal Reserve jest ta pijawka co ssie amerykanskie zycie ale on nie chce podzielic swego zycia z zyciem I Lincoln i J.F.Kennedy ktorzy zanim mieli wszystko w garsci oglosili ze stworza wlasny pieniadz [ lincoln juz mial wydrukowane dollary nazwane ” GREENBUCKS” i to samo mial Kennedy i obaj dostali procent% – Jedna kula w leb.

  6. NC said

    Uaktualnienie danych w tekście:

    „In 2015, U.S. net imports (imports minus exports) of petroleum from foreign countries were equal to about 24% of U.S. petroleum consumption, the lowest level since 1970” (Źródło: US Energy Information Administration)

  7. tse tung said

    USA ciągłe drukują papier zwany dolarem. Chiny mają tej makulatury najwięcej i chętnie je wydają każdemu. Praktrycznie za darmo robią inwestycje na całym świecie. USrael jest w d.. i tylko pozostała mu siła, jak typowemu mięśniakowi. Pozostali mądrze grają.

    Wojna? No cóż… Wojnie wbrew pozorom najbardziej zapobiega bomba atomowa. Gdyby bogacze mieli pewność przeżycia tej wojny, to już dawno by nas nie było. Boją się że jakiś głupek przez przypadek coś odpali i się zacznie. A wtedy nie ma gdzie uciekać. Na księżyc?

    USrael ma do wyboru: wojenkę z Indiami, lub Chinami, ale to im się nie opłaci. To co pozostało to tylko Rosja, kąsana przez pieski, w tym Polskie. Tego najbardziej się boję że zacznie się w Polsce. Ale z drugiej strony. Teraz okupuje nas nasz rząd i g… mamy, to może jak przyjdą inni to będzie lepiej🙂

  8. Dziadzius said

    Tak na odmiane – oto kilka slow rzetelnej prawdy (z 6 pazdziernika 2016) od Rosyjskiego Ministra Spraw Zagranicznych — czyz nie ladnie by bylo zeby ktos na zachodzie mial podobne „jaja” —oops przepraszam podobna odwage… ….>.https://www.youtube.com/watch?v=NVoLgD1RlxE

  9. Dziadzius said

    @8— Poprubuje jeszcze raz ten lacznik bo w #8 cenzuara nie pozwala Wam slyszec innej opiniii
    .https://www.youtube.com/watch?v=NVoLgD1RIxE

  10. Chiny sa najwazniejszym partnerem handlowym Niemcow w Azji . 5200 niemieckich przedsiebiorcow jest tam czynnych . Do Chin Niemcy exportuja za 71, 2 mil. euro , ale importuja z Chin za 91,5 mil . euro ( z DWN) . Podobno Chinczycy rzucja tam niemieckim przedsiebiorcom rozne klody pod nogi , a gorzej jeszcze, bo strasznie wykupuja niemieckie firmy w Niemczech , i to te stare , solidne . Jakies tam ustawy niemieckiego rzadu maja temu procederowi zapobiec.
    To w koncu jak to jest i bedzie – zydek czy zoltek jest naszym najwiekszym wrogiem?

  11. NICK said

    Tak. Ogólnie.
    Ileż razy przez wieki.
    Nie tylko ostatnie.
    Ziemie Rzeczypospolitej.
    Były centrum konfliktów?
    Światowych?

    Szykować się.

Sorry, the comment form is closed at this time.