Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Karta prawdziwego rolnictwa i prawdziwej żywności

Posted by Marucha w dniu 2017-06-11 (Niedziela)

DEKLARACJA BELWEDERSKA:
„Karta Prawdziwego Rolnictwa i Prawdziwej Żywności”

My, niżej podpisani, uważamy, że poważnym zagrożeniem dla Polaków i polskiej wsi są przemysłowe metody produkcji żywności, dlatego WZYWAMY Prezydenta i Rząd RP do uszanowania głosu większości swoich wyborców i natychmiastowego wprowadzenia w życie postulatów DEKLARACJI BELWEDERSKIEJ: „Karta Prawdziwego Rolnictwa i Prawdziwej Żywności”.

DEKLARACJA BELWEDERSKA: „Karta Prawdziwego Rolnictwa i Prawdziwej Żywności”

Kierując się poszanowaniem dla pięknej tradycji chłopskich gospodarstw rodzinnych, które w wyjątkowy sposób przyczyniają się do zachowania bogactwa kulturowego i bioróżnorodności upraw na polskiej wsi, a także najlepszych produktów żywnościowych dostępnych w Europie;

uznając kluczową rolę małych i średnich gospodarstw rolnych w ochronie i utrzymaniu suwerenności żywieniowej niezbędnej dla podstawowego zaopatrzenia Narodu w żywność;

uznając, że jedyną drogą gwarantującą społeczeństwu optymalne zdrowie i dobry stan środowiska naturalnego są: rozpowszechnianie sposobu odżywiania opartego na lokalnej żywności wysokiej jakości oraz zachowanie krajobrazu wiejskiego cechującego się naturalną bioróżnorodnością;

domagamy się od Prezydenta i Rządu RP:

  • Natychmiastowej realizacji świadomej polityki, której celem będzie ochrona i promocja prawdziwych wartości polskiej wsi, służących jednocześnie polskiemu Narodowi, a obecnie bezpowrotnie niszczonych przez szybko postępujące procesy globalizacji i rozwoju przemysłowego rolnictwa.
  • Zniesienia ograniczeń dotyczących możliwości kupowania od miejscowych rolników pełnego asortymentu lokalnych produktów żywnościowych przez sklepy, szkoły, restauracje i inne instytucje.
  • Skutecznego rozwijania i wspierania strategii, której celem będzie zachowanie dużej liczby rolników, tradycyjnej mozaiki gospodarstw rodzinnych oraz rozwój silnych, lokalnych i regionalnych rynków zbytu, w tym natychmiastowego wdrażania wieloletniego programu ochrony i wspierania finansowego, merytorycznego i promocyjnego małych i średnich gospodarstw rodzinnych.
  • Wspierania eko-agroturystyki i przetwórstwa w gospodarstwach rolnych oraz odnawialnych źródeł energii.
  • Podjęcia działań zmierzających do ograniczania niskiej emisji z gospodarstw domowych na obszarach wiejskich.
  • Bezwarunkowego zakazu uprawy, sprzedaży i produkcji GMO, jak również skutecznego wdrożenia strategii produkcji polskich pasz bez GMO.
  • Ograniczania i wycofywania przemysłowych metod produkcji rolnej, jak również m.in. zapewnienia możliwości długoletniego dzierżawienia ziemi rolnej, będącej obecnie w rękach agencji rządowych, przez młodych, ambitnych rolników, którzy chcą produkować żywność metodami ekologicznymi i tradycyjnymi. Dziś zapewni to pracę im, w przyszłości ich dzieciom, a społeczeństwu żywność dobrą dla zdrowia.
  • Wprowadzenia do programów nauczania w szkołach i na uczelniach rolniczych zasad rolnictwa ekologicznego jako jednego z głównych kierunków, a nie tylko alternatywy dla przemysłowych metod produkcji żywności.

Wzywamy Prezydenta i Rząd RP do ochrony unikalnej geograficznej oraz historycznej siły Polski opartej na tradycyjnej polskiej wsi i stworzenia nowej wizji rolnictwa, aby odwrócić nadciągającą, globalną katastrofę zagrażającą życiu i zdrowiu ludzkości oraz bioróżnorodności.

Wzywamy Prezydenta i Rząd RP do zaprzestania promocji dotychczasowej polityki rolnej bazującej na wysoce schemizowanym , wielkoprzemysłowym rolnictwie, które setki tysięcy rolników może doprowadzić do bankructwa, gleby do martwicy, zaś kraj do katastrofy żywnościowej.

Domagamy się szybkiej odpowiedzi w sprawie realizacji powyższych postulatów.

PODPISALI:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla potrzeb DEKLARACJI BELWEDERSKIEJ: Karty Prawdziwego Rolnictwa i Prawdziwej Żywności

  • Sir Julian Rose, rolnik i pisarz, prezes Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC
  • Jadwiga Łopata, laureatka ekologicznego Nobla, gospodarstwo edukacyjne EKOCENTRUM ICPPC
  • dr Jacek J. Nowak, em. prof. SW, niezależny naukowiec, doradca ICPPC
  • Edyta Jaroszewska-Nowak, Ekoland o/ZPM, prezes, gospodarstwo BIOEDEN, NSZZ Solidarność RI o/ZPM
  • Anna Bednarek, prezes Stowarzyszenia Best Proeko-CIS
  • Lena Huppert, prezes Fundacji Wspierania Rozwoju Kultury i Społeczeństwa Obywatelskiego QLT
  • Anna Szmelcer, prezes Stowarzyszenia Polska Wolna od GMO
  • Dorota Staszewska, lek. med., Stowarzyszenie Polska Wolna od GMO
  • dr Jarosław Sachajko, prezes Stowarzyszenia Rolników i Konsumentów Kukiz’15
  • mgr inż. Jolata Dal, radna Gminy Komańcza, Gospodarstwo rodzinne Ohanadal

Wszystkie podpisy pod deklaracją:
http://icppc.pl/bezposrednio/wp-content/uploads/2017/06/podpisypoddeklaracjabelwederska.pdf

Źródło: http://bezposrednioodrolnika.pl/karta-prawdziwego-rolnictwa-i-prawdziwej-zywnosci/

Jako agrarysta i dystrybucjonista musiałem podpisać się pod powyższą deklaracją obiema rękoma i nogami. Pragnę także prosić o to mych czytelników, jak i o dalsze udostępnianie treści deklaracji.

Robert Grünholz
https://rgrunholz.wordpress.com/

Komentarzy 66 to “Karta prawdziwego rolnictwa i prawdziwej żywności”

  1. Plausi said

    Czym jest globalizacja ?

    W skrócie mówiąc, to jest realizacja imperium MWF.

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/07/globa/

    MWF chce przechwycić wszelkie źródła środków wyżywianie, o operacji przejęcia kontroli nad zasobami wody, plan realizowany już przynajmniej od 40-50 lat, pisaliśmy przy okazji ekscesów koncernu Veolia i Bechtel, ale MWF chodzi także o produkcję żywności, nie tylko w Afryce (n.p. Mali) siły zbrojne z UE pozbawiają ludność ziemi uprawnej, ale także w Europie:

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/17/texnc/#Geneza

    Deklaracja powinna stać się ważnym dokumentem politycznym i wskazówką dla wszelkiej działalności o charakterze narodowym.

  2. RomanK said

    Rzeczpospolita Klasy Politycznej Zaksywkowanych SSynow….stanowi prawa, rzadzi, zywi , prawi , bawi….

  3. ojojoj said

    eee tam, przemyslowa zywnosc jest najlepsza – Finkelstein mowi o haburgerach z ludzi, i inne

    .https://www.youtube.com/watch?v=INqIENHR9VU

  4. Echo z Węgier said

    Już od ponad 7 lat rząd węgierski słucha rolników i realizuje ich postulaty

    Naśladując rolnictwo w Niemczech i Austrii rząd węgierski zapewnił rolnikom dodatkowe dochody zwiększając zatrudnienie na obszarach wiejskich. Na wsi węgierskiej powstały sklepy wiejskie, małe mleczarnie, młyny, masarnie i gorzelnie rodzinne. Niewielkie gorzelnie rodzinne oraz gorzelnie kilku sadowników wykorzystujące owoce jako surowiec przyczyniają się w szczególności do zachowania tradycyjnych krajobrazów i bioróżnorodności, pomagając zachowywać sady, które dostarczają gorzelniom surowiec. Biorąc pod uwagę fakt, że produkcja tych gorzelni ma charakter lokalny, bardzo ograniczony, to w gminie są nowe miejsca pracy i pieniądze zostają w sklepie wiejskim, którego właścicielami są rolnicy.
    Jedna z tysięcy gorzelni rodzinnych często odwiedzana przez gości krajowych i zagranicznych:

    Węgierski Minister Rolnictwa Sándor Fazekas większość czasu swojej pracy poświęca na ciągłym przebywaniu na licznych spotkaniach wśród rolników – a rząd węgierski realizuje swoje obowiązki wobec społeczeństwa wyprzedzając Polskę o wiele, wiele lat. Naruszona równowaga przyrody spowodowana jest niewystarczającą wiedzą człowieka, lekceważeniem praw natury, nadmierną ingerencją w środowisko. Wielką szansę dla ludzkości stwarza ekorozwój wsi, który jednak wymaga istotnych zmian społecznych.

    W obliczu narastającego kryzysu ekonomicznego i społecznego środowiska wiejskiego oraz gospodarstw rodzinnych w Unii Pieniężnej (zwanej przez Polaków Unią Europejską) rząd węgierski będąc rzeczywistym gwarantem rozwoju gospodarstw rodzinnych od siedmiu lat prowadzi szereg aktywnych działań w celu ochrony swojego rolnictwa i ludzi żyjących na wsi węgierskiej. Na Węgrzech w ciągu 7 lat powstało setki punktów sprzedaży bezpośredniej produktów rolnych, mlecznych i mięsnych, których właścicielami są rolnicy.
    Jednym z tysięcy rolników, który otrzymał z Ministerstwa znaczną dotację jest István Huber ze wsi Fegyvernek. Gospodarstwo rodzinne Istvána uprawia warzywa i na polu uprawy arbuzów przy głównej drodze nr 4. zbudowali wspólnie z sąsiadami sklep i restaurację.
    Otwarcia pawilonu Istvána Hubera dokonał wiceminister Rozwoju Wsi Zsolt Németh.

    Węgierskie Ministerstwo Rolnictwa podjęło jedyną w Unii i wyjątkową akcję skierowaną przeciw wielkim sieciom handlowym oraz przeciw dużym kombinatom produktów spożywczych, które są sprawcami bezrobocia na wsi. Na ogromnym placu Kossutha przed Parlamentem od 29 czerwca 2012 r. w każdy piątek rolnik węgierski może sprzedawać swoje wyroby takie jak: legalnie pędzona wódka owocowa palinka, wina gronowe, wszystkie możliwe wyroby mleczne i mięsne własnego wyrobu, miody oraz świeże i przetworzone warzywa i owoce.
    Film z jedynego w Unii targu rolniczego w centrum stolicy Węgier pod Ministerstwem Rolnictwa:

    Na Węgrzech media i rząd dają zarobić gospodarzom likwidując patologie globalizacji, a nad Wisłą duże koncerny i banki obławiają się na polskiej wsi.

    Węgierski minister rolnictwa zlikwidował kombinaty mleczne i 7 lat temu w szkołach w miejsce automatów z napojami pojawiły się mlekomaty ze świeżym i schłodzonym mlekiem „prosto od krowy”. Właściciele tych mlekomatów „obrotowi” młodzi farmerzy-mleczarze przeważnie wygrywają przetargi na dostarczanie mleka do najbliższych placówek oświatowych i socjalnych w myśl austracko-niemieckiej zasady transport pełnego mleka i jego przetworów jest opłacalny tylko do 10 km.

    Jednocześnie weszły w życie nowe ustawy dotyczące zamówień publicznych, które w sposób istotny preferują małych i średnich producentów mleka, warzyw i owoców w celu bezpośredniego dostarczania do najbliższych stołówek szkolnych swoich wyrobów w ramach unijnych akcji „Szklanka mleka i owoce w szkole.” Głównym celem jest ograniczenie transportu i setek tysięcy ton opakowań oraz zwiększenie dochodów gmin.

    Żywność ekologiczna jest kluczem do zdrowia i długowieczności człowieka. Rolnictwo ekologiczne określa się jako system gospodarowania o zrównoważonej produkcji roślinnej i zwierzęcej. Produkcja ekologiczna powinna łączyć przyjazne środowisku praktyki gospodarowania, wspomagać wysoki stopień różnorodności biologicznej, wykorzystywać naturalne procesy oraz zapewnić właściwy dobrostan zwierząt.

    Polska wieś jest piękna i reprezentuje wartości, które w krajach Europy Zachodniej zanikły lub zostały zniszczone. Polska wieś to niespotykane bogactwo natury, cudowne krajobrazy i ciągle żywa kultura ludowa. Nie łatwo jest dziś ogłupić polskiego chłopa w mediach, właściwie to niemożliwe. Jest to „najzdrowsza” i najbardziej wartościowa część społeczeństwa polskiego pozbawiona swoich przedstawicieli w Sejmie, w mediach polskich wspieranych przez największe koncerny spożywcze oraz przez koncerny farmaceutyczne produkujące jednocześnie środki ochrony roślin.

    Od 27 lat celowo niedoinformowana polska wieś żyje w erze panowania wegetujących miernot miejskich, gdzie cwaniactwo, chamstwo i okradanie chłopa przez wielkie sieci handlowe jest miernikiem nowoczesności. Popierane finansowo przez Unię Pieniężną (zwaną przez Polaków – Unia Europejska) duże obszary rolne oraz rolnictwo przemysłowe powoduje nieodwracalne spustoszenie przyrody oraz zniszczenie warstwy uprawy ziemi – leczonej chemikaliami produkowanymi przez firmy zaopatrujące też apteki.

    To błędne koło naszej zagłady powinniśmy traktować jako zbrodnie przeciwko ludzkości.

    P.S.
    Zapraszam do przeczytania mojego wpisu „Świniobicie po węgiersku”
    https://marucha.wordpress.com/2017/02/06/wolne-tematy-14-2017/#comments

  5. Siekiera_Motyka said

    Jestem pewny jednego. W Polsce prawdziwego chleba na ogół się NIE SPRZEDAJE. A reszta produktów to pomału staje się wielką zagadką.

  6. JA said

    Piekna odezwa do „Prezydenta”.

    Niestety to nie jest skuteczna doroga, co potwierdzaja fakty…

    Za pismami, musi isc dzlalanie tak polskich konsuletow jak i polskich producentow zywnosci.

    Czy moge sie spytac gdzie to dzialanie jest organizowane?

    Chetnie do niego przystapie!

    JO

  7. Greg said

    Zanim przeklną nas dzieci!
    .https://www.youtube.com/watch?v=Ih1LZwi1sJE

    Obowiązkowy dokument.

  8. Ale dlaczego? said

    PIS wykonuje, podobnie jak PO, rozkazy globalistów.
    Przesuwany w nieskończoność zakaz sprowadzania pasz GMO, dopuszczenie do uprawy GMO przez tworzenie wydzielonych upraw GMO, hurraoptymistyczne podejście do CETA i TTIP…
    Co ciekawe, przed wyborami mamili ludzi, że PIS jest przeciwko GMO…
    Ciekawe ile kasy dostali za sprzedanie nas Monsanto/Bayer?
    Patrioci 😀
    Banda kłamców i zdrajców!

    https://www.cda.pl/video/9744958
    Do tego to zmierza.
    Wyeliminować chcą niezależne rolnictwo, a zdrowie i życie społeczeństw będzie zależeć od Monsanto/Bayer, czyli globalnej korporacji będącej narzędziem uzurpatorów z finansjery.
    Po co bomby, jak wystarczy decydować co ludzie jedzą i ile jedzą…
    Dziękuję wam pisiory za sprzedawanie Polski bandytom.

  9. Ale dlaczego? said

    Jeszcze jedno.
    Do wszystkich rolników.
    Kupując produkty Monsanto/Bayer zaciskacie pętlę na własnej szyi. I szyi Polaków.

  10. Zdziwiony said

    Bóg , Trąba i Ojczyzna.

    „Czemuż ryczysz?” – staremu powiadał Słoń młody.
    „Masz dzisiaj lepsze w klatce niż w buszu wygody”.
    „Tyś w niej zrodzon”, rzekł stary, „lecz wprost ci wyrąbię:
    Jam byl wolny, dziś w klatce, i dlatego trąbię”.
    (St. Barańczak)

  11. JA said

    „Po co bomby, jak wystarczy decydować co ludzie jedzą i ile jedzą…”

    Dokladnie!

    „Kupując produkty Monsanto/Bayer zaciskacie pętlę na własnej szyi. I szyi Polaków.”

    Tacy „rolnicy” powinni ponosic konsekwencje

  12. narozniak said

    od rządu i prezydenta można oczekiwać co najwyżej wprowadzenia karty koszerności

  13. Boydar said

    Ruscy konsekwentnie zatrzymują na granicy import (z Polski głównie) żywności zawierającej GMO. To bardziej przemawia do rozumu niż marchewka. „Spomlek Radzyń” zaprzestał całkowicie skupu mleka zawierającego GMO. Technika testów na zawartość poszła niewyobrażalnie do przodu. Nawet polski chłop rozumie takie przesłanie, bardzo szybko i bez karabinu.

  14. […] https://marucha.wordpress.com/2017/06/11/karta-prawdziwego-rolnictwa-i-prawdziwej-zywnosci/#comment-… […]

  15. revers said

    Duzo ziemii wrocilo do kleru, co zafunduja klerycy, boze Monsanto?

    daj boze, ale na drobne nie rozmieniamy sie lub karta bankowa eBayer.

  16. revers said

  17. Ad.6

    Oczywiście, że petycja do prezydenta nic nie da, gdyż prezydent nie jest zainteresowany ochroną polskiej wsi i rolników. Ale gdyby zmienić adresata bądź przyjąć inny sposób informowania internautów, to zasięg oddziaływania byłby o wiele mniejszy i zapewne nawet ja nie dowiedziałbym się o tym, ilu jest jeszcze porządnych producentów żywności w Polsce.

    Najlepiej jest zerknąć na wszystkie podpisy i sprawdzić za iloma cennymi inicjatywami stoją te osoby. Prowadzą fundacje, stowarzyszenia, własne gospodarstwa, wytwórnie… Podam Panu przykłady stron z których można się dowiedzieć więcej:

    http://www.polskawolnaodgmo.org/

    http://bezposrednioodrolnika.pl/

    http://icppc.pl/index.php/pl/

    http://eko-cel.pl/

  18. Tekla said

    Ad.4
    Tak duzo sie robi dla rolnictwa na Wegrzech ,ale dalej dyrektywy z UE sa ,Prywatyzacja to byly szczegolne zniwa dla tych co mieli dostep do przywlaszczenia sobie najlepszej ziem jak np byli dyrektorzy i partyjni…
    Patenty na kazda rosline. co to oznacza a no to ze rolnik bedzie zmuszony placic za kupno np ziarna komus kto przywlaszczyl sobie jakas rosline i ja opatentowal/.P; János huszonhárom növényfajta (búza, rizs és paprika) és tizenegy szabadalom résztulajdonosa./

    W czasie transformacji setki ludzi zostalo bez pracy bo dzis wielki wlasciciel ziemski nie zatrudnia u siebie na lata tylko na sezon…wies zbiedniala i wyludnila sie.

    Wszystko sie prywatyzuje instytuty naukowe tez staly sie wlasnoscia prywatna….

    Gdyby polskie rolnictwo nie wpadlo do Unii mogloby by sie stac ogrodem rajskim na kuli ziemskiej…
    .Na Wegrzech juz w latach 70tych sypano na wszystko chemie,po polach jezdzily ciezkie j. Deery..to bylo nowoczesne rolnictwo ,ale produkowalo niezdrowa zywnosc., przewracano oczami jak opowiadalam ,ze w naszym sadzie nigdy nie uzywmy chemii. ach co to byl za ogrod…

  19. JA said

    ad.17. Dziekuje Panie Robercie.

    Srodowiska sa mocno zazydzone. Zdrowa zywnosc to wielkie pieniadze. Oby Pana linki wskazywaly na rzeczywisty ruch spoleczny , ktory chce zmiana nie atrape, ktorej tylko chodzi o pieniadze.

  20. Ad.19

    Żywię identyczną nadzieję co Pan, Panie JO… Daję im kredyt zaufania.

  21. Boydar said

    A dziadek Feliks podobnie, też kredytował zaufanie; mówił zawsze – „ufaj, i sprawdzaj”.

  22. Kontrola podstawą zaufania, jak mawiał wujcio Władimir 😉

  23. Boydar said

    … bo rodzina to podstawa …

  24. Boydar said

    Powiem Wam rzecz śmieszną; w wypadkach drogowych ginie codziennie kilkadziesiąt osób. I mówi się trudno, tak jest cena cywilizacji. Dawniej i konie kogoś potrafiły stratować. Do tej pory śmieszne nie było, spokojnie. Gdyby wyszedł carski ukaz – „udowodnienie komukolwiek udział w rozpowszechnianiu GMO skutkuje natychmiastową publiczną szubienicą”, czy znalazłby się śmiałek ? Pewnie z początku tak, przecież Duterte coś podobnego właśnie wykminił a problemy jeszcze są. W naszych realiach i braku dżungli, ja dałbym „śmiałkom” trzy miesiące. Znaczy się, ostatniego powieszono by po upływie kwartału. Finito. Ewentualnie kropka, za Panem Macką oczywiście

  25. JA said

    Polacy powinni stosowac ostracyzm na tych co kolaboruja.

    Problem jest, ze jak sie jest letnim, to idzie sie za swiatem.

    Wielu rolnikow zaprzedalo s ie zydom. Maja wybor – zbankrutowac…i zachowac twarz lub sluchac sie zydow – wybieraja to drugie.

    Maja dotacje, maja otwarte linie kredytowe, za ktore to pieniadze wykupuja ziemie od slabszych…

    Dzieje sie na wsi „dziki zachod”. To Pan Bog widzi i przyjdzie czas ze ich zmiecie z powierzchni ziemi.

  26. Boydar said

    Wielu, żydom, owszem. A komu zaprzedali się ci „rolnicy”, z dziada pradziada zresztą, którzy po wprowadzeniu wodociągów zrobili ze swoich studni SZAMBA !?!? Wprowadzając do wód podziemnych niewyobrażalna ilość śmiertelnej trutki ? A tych którzy ośmielali się zwracać im uwagę, byli gotowi pozabijać !

  27. Plausi said

    Wszystko sprowadza się do lichwy.

    @Greg, 7

    cytowany przezeń link

    http://www.youtube.com/watch?v=Ih1LZwi1sJE

    prezentujący zjawiska we Francji, może uświadomić, jak rzeczy na dziś stoją, jednakże nadal nie mamy odpowiedzi na pytanie, jakie są przyczyny.

    Nie możemy bez zastanowienia obciążać odpowiedzialnością rolników, także w USA, którzy jak stado barnów pędzone są przez Monsanto, Syngenta, Bayer, banki i administrację do GMO, pestycydów i nawozów. To są niewolnicy systemu.

    Jedno jest jasne, także za Monsanto, Syngenta, Bayer czy administracją stoją banki, które żądają i to ze skutkiem więcej profitu. Zdrowie rolników czy konsumentów ich produktów nie odgrywa przy tym żadnej roli, nie słyszeliśmy, aby zgarniający profit kiedykolwiek zostali obarczeni odpowiedzialnością za wyrządzone szkody. Naturalnie nie należy utożsamiać przyczyny z bankami, poniższy link wyjaśnia jak funkcjonuje system pasożytnictwa na przykładzie tzw. „kryzysu finansowego”.

    http://pppolsku.blogspot.com/2012/09/wybrane-teksty-1.html#Formula

    patrz n.p. „Zobowiązania w stosunku do klientów nie będących bankami”, wartość RFN w tym czasie wynosiło 6-8 bilionów Euro.

    Teza: to lichwa, nazywana często procentem, jest źródłem także niszczenia środowiska wszelkiego życia nie tylko ludzkiego, a w efekcie dyskretnego mordu masowego, podobnie zresztą jak jak i dosłownego mordu masowego.

    Pomimo wielokrotnego przywoływania w tekstach Żydów pragniemy przypomnieć, że synagoga, od tysiącleci już tradycyjnie organizacja przestępcza, jest jedynie instytucją, narzędziem, zresztą znakomitym, do wyduszania profitu z ludzkości. Ci, którzy ten profit zawłaszczają, są inni i występują nierzadko w charakterze dobroczyńców.

    Zapatrzenie na Żydów, dość typowe, niewiele wnosi do wyjaśnienia stosunków, bowiem ci mogą poza tym liczyć na współudział gojów szabasowych, nie musimy tu dawać przykładów ? Bez gojów szabasowych nie grali by Judejczycy tej roli, którą im w/w dobroczyńcy przydzielili.
    @Hulajdusznik, 17

    Znakomita ilustracja do linku zamieszczonego w Plausi, 2.

    Są też rzeczy miłe.

    https://marucha.wordpress.com/2017/06/09/przemilczane-zydowskie-swiadectwa-i/#comment-681634

  28. b said

    Panie Boydarze, mamy teraz chłopa i mamy uwlaszczonego parobka. Czuje Pan różnicę?

  29. Boydar said

    Chłop, rolnik, uwłaszczony parobek; to wszystko dla mnie za skomplikowane. Ma być Król i królewska straż. I zaraz nie takie zawiłości stałyby się proste, jak charakter Pana Macki.

    Ja czytałem naukowa rozprawę Kraszewskiego o ptactwie, i kilka innych znanych niegdyś pozycji też.

  30. Greg said

    Obejrzałem cały wywiad z linku Ojojoj-a. (3)
    Zagotowała mi się krew.
    Teraz mam już rozeznanie i jestem pewien, kto przypuszcza ataki na Pawła Bednarza!

  31. Boydar said

    Wprawdzie względem aktywistów Greenpeace mam zdanie wyrobione, jednak nie znaczy to, że tym razem nie mówią prawdy

    https://parenting.pl/greenpeace-w-polsce-masowo-wzrasta-zuzycie-pestycydow-te-substancje-maja-szkodliwy-wplyw-na-zdrowie

  32. Greg said

    Pilnujcie własnych dzieci, bo możecie je zjadać w hamburgerach!!!
    Nie wierzycie?
    Link z poz.(3)

    ——
    Bezedura.
    Admin

  33. Boydar said

    Panie Greg, ten „wywiad” nie wydaje się być autoryzowany … 🙂

  34. Greg said

    Buźka mówi wszystko.

  35. ja nie mam zadnych watpliwosci! ze cala ta zmasowana „zachodnia” globlana elita przeciwko Rosji ma glownie na celu „sprywatyzowania ” wszystkich ziem Rosyjskich i ukrainskich .Dlaczego? ano dlatego ze bez tychze przeurodzajnych i zyznych i nie „zmodyfikowanych” ziem nie da sie „zredukowac ziemskiej tluszczy podatkowej:) o ……80%. Juz od kilku lat prywatni farmerzy z USA i Europy sprowadzaja statkami czyste ekologiczne ziarna z rosji aby odbudowac masowo!!! wymierajace bydlo ,trzode i inny inwentarz ktory wymiera po GMO.

  36. Antymon said

    Piękne, tylko kompletnie oderwane od rzeczywistości. Wie o tym każdy, kto próbował uprawiać choćby pomidory na balkonie. Ekologiczne uprawy są bardzo pracochłonne i ryzykowne, co oznacza, że takie produkty muszą być drogie, a czasem może ich w ogóle nie być, bo zostaną zniszczone przez czynniki, przed którymi „normalnie” chronią pestycydy, herbicydy itp. Gdyby świat chciał naprawdę odejść od przemysłowego rolnictwa, dwie trzecie populacji umarłoby z głodu.

    Roman Kluska, biznesmen, który po wyniszczającej wojnie z gangiem skarbowym został hodowcą owiec, opowiadał niedawno o produkowanym przez siebie serze, nie tylko wyjątkowo smacznym, ale naprawdę ekologicznym. Jak wygląda produkcja tego sera? Otóż gdy owca ze stada pana Kluski zachoruje, to nie dostaje antybiotyków, ale jest zamykana w izolatce. Jeśli przeżyje, wraca do stada jako zdrowa i uodporniona, jeśli nie przeżyje – trudno. Gdy na skoszone siano spadnie nawet niewielki deszcz, siano się wyrzuca, bo mogą się w nim pojawić mikroskopijne grzyby, które nie tylko psują smak sera (poprzez mleko owiec zjadających to siano), ale spożyte w serze są szkodliwe dla zdrowia człowieka. I tak dalej.

    Jako że owce, które padły z powodu niepodawania im antybiotyków, czy siano wyrzucone z powodu kilku kropel deszczu generują koszty, ser pana Kluski na wyjściu z wytwórni kosztuje 120 złotych za kilo, podczas gdy ser owczy produkowany metodą przemysłową można kupić w sklepie już za 50 złotych. Jak widać, uczciwie wyprodukowany produkt ekologiczny musi być około 3 razy droższy od jego przemysłowego odpowiednika. Ile rodzin na to stać?

    Co do GMO, to główne zagrożenie ma charakter ekonomiczny – chodzi o haracze za „prawa autorskie” do nasion dla firmy Monsanto, i z tym należy walczyć. Pod względem zdrowotnym zagrożenia w zasadzie nie ma. Plony modyfikowane genetycznie spożywamy od dawna, z pomidorami i pszenicą na czele. Owszem, mają trochę inne wartości odżywcze niż przed modyfikacją, co łatwo zbadać. Na przykład zmodyfikowana pszenica, powszechnie uprawiana od lat 60., ma dużo więcej glutenu niż miała wcześniej (przez co niektóre osoby muszą ograniczać jej spożycie), a pomidory straciły swój naturalny smak i zapach, niemniej jednak ich najważniejsze składniki (węglowodany, białko, witaminy itp.) pozostają takie same, no i przede wszystkim te plony w ogóle są, dzięki czemu udało się pokonać głód na świecie.

    Naiwna jest też wiara w uczciwość małorolnego z polskiej wsi sielskiej anielskiej. W latach 80. moi rodzice zaopatrywali się czasem u zaprzyjaźnionego gospodarza, który żył z uprawy warzyw sprzedawanych „do miasta”. To było niewielkie, rodzinne gospodarstwo ogrodnicze, tylko sezonowo kogoś zatrudniało do pomocy (wtedy dało się z tego przyzwoicie utrzymać). Tenże gospodarz miał wydzieloną działkę „dla swoich”, którą uprawiał inaczej niż „dla miastowych”. Gdyby na tej pierwszej by mu nic nie wyrosło, to też by przeżył. A z drugiej musiał utrzymać rodzinę.

    Tak, że żywność ekologiczna do dobra rzecz, ale po pierwsze, trudno ją kontrolować, a po drugie, jest i pozostanie raczej dobrem luksusowym.

  37. Boydar said

    Tak, nie da się z kilku grządek w sezonie postawić willi z basenem i mercedesa w garażu. A antymon jest tylko trochę trujący i taka jest cena cywilizacji.

  38. NICK said

    Napiszcie zatem.
    Siedzicie na roli, ziemi?
    Uprawiacie? Czynicie?

  39. Boydar said

    Ja, siedzę i czynię. Osiem arów, całe gie. Ale walczę. Choć jestem muzykiem nie rolnikiem.

  40. Diana said

    PRZYSZŁOŚĆ POLSKIEGO ROLNICTWA.

    http://www.radiomaryja.pl/multimedia/rozmowy-niedokonczone-przyszlosc-polskiego-rolnictwa/

  41. Plausi said

    Pytania

    Antymon, 36 stawia istotne pytanie aktualne: „Ile rodzin na to stać? ” jemu naprzeciwko stoi pytanie strategiczne, na które otrzymamy odpowiedź w dalszej przyszłości: „Na ile możemy sobie pozwolić zrujnować ziemię uprawną ?”.

    Dodajmy przy tym, że odpowiedź na pytanie aktualne jest też ustalana przez to, na ile podział tzw. produktu społecznego zezwoli na przeżycie a może i życie ludności. Ten podział zależy od zarobków i wspomnianej przez nas powyżej lichwy. Jeżeli rodzin nie stać na żywność, tzn. że te rodziny zostały uznane za zbędne w społeczeństwie, nieważne przez kogo. To taki wstęp, jeśli nie forma, do eutanazji o której mówi tekst:

    http://ram.neon24.pl/post/138867,potworna-przyszlosc-ktora-obiecuje-nam-handeles-attali

    Jak wiemy Watykan dokonał w ostatnich dziesięcioleciach znacznego postępu w dostosowaniu wykładni chrześcijaństwa do potrzeb obecnego procesu globalizacji.

    „Co do GMO, to główne zagrożenie ma charakter ekonomiczny – chodzi o haracze za „prawa autorskie” ”, nie sądzimy, aby to było głównie, bowiem wyniszczenie ziem rolnych i gatunków zwierząt, które potrafią egzystować BEZ produktów Monsanto, Syngenta i.t.d. jest może jeszcze główniejsze, choć istotnie ta forma lichwy od „praw autorskich” jest szczególnie perfidna.

    http://old.relay-of-life.org/pl/chapter.html

    Link przypomina korzenie naszej UE, która sprawia nam tyle radości.

    „Profit ponad Życie”, czyż nie jest to znakomita definicja naszego systemu.

    http://www.relay-of-life.org/pl/2017/03/historia-europy/

    Profit to inne określenie dla lichwy, usury.

  42. Boydar said

    Pominął Plausi aspekt, ze „tym jesteś co jesz”, i nie chodzi o atomy, tylko cząsteczki, i nie cząsteczki związków chemicznych, bo to w dużym stopniu również, ale całe łańcuchy aminokwasów i innych wysoko zorganizowanych struktur biochemicznych. I one, zdegenerowane znacznie lub tylko częściowo, wbudowują się w nasze organizmy.

  43. Pies z tym wszystkim tańcował said

    „tym jesteś co jesz”

    Bzdura. Jem marchewkę, a jak na razie nie jestem warzywkiem (chyba), tylko Psem i to metaforycznym.

  44. Pies z tym wszystkim tańcował said

    ser pana Kluski na wyjściu z wytwórni kosztuje 120 złotych za kilo, podczas gdy ser owczy produkowany metodą przemysłową można kupić w sklepie już za 50 złotych.

    Jasna anielka, to takie już u Was ceny? Drożej niż w usa. Chyba wszyscy dokładaja do swoich zarobków (nie wymawiam er).

  45. Pies z tym wszystkim tańcował said

    Na czym pan gra, panie Boydar jako muzyk (oprócz nerwów, oczywizda)?

  46. Boydar said

    Gdyby to była bzdura, nie podpisałbym się pod nią. To oczywiste, Watsonie. Co do grania, prawie Pan Pies trafił; prawie, gdyż użyte sformułowanie ‚jestem muzykiem’ to bardziej test na osobowość rozmówcy niż zobrazowanie mojej postaci. Mimo to, gram; na gitarze, gitarze basowej i dość nieudolnie na klawiszach.

  47. pies...... said

    Też żem grywał na klawiszach, ale wybiłem sobie nadgarstek. Na górnym Mokotowie pod piwiarnią na Komarowa.

    Pan Klasyk, czy pop, panie Boydar (pytanie bez podtekstów, z czystej zyczliwości, bom były klasyk)

  48. Boydar said

    klasyk raczej na pewno nie, do klasyki wypada mieć jakieś muzyczne wykształcenie; ale jak mi wpadnie w ucho to właściwie zagram wszystko, choć za szczególny artyzm nie ręczę.

  49. pies tańcował said

    Do klasyki nie trzeba mieć żadnego muzycznego wykształcenia (choć lepiej rzecz jasna mieć). Trzeba mieć pasję.

    Zapomniałem, czy miały być jaja czy na poważnie. Ide do domu, a u Was już chyba trzecia w nocy…

  50. pies tańcował said

    Nie, nie będziemy pisali dziś o żarciu, bo nas trafi jasny szlag z nieba. Wczoraj szukaliśmy jakiegoś napoju bez high fructose corn syropu. W końcu nachlaliśmy się herbaty pompejskiej prosto z kranu.

  51. Pinxit said

    Odkad zydowski kapitalizm zabronil kontroli jakosci produkowanej zywnosci – odtad wszyscy oszusci maja zielone swiatlo na sprzedaz toksyczne produktow. Najgorsze, ze dotyczyty to podstawowych produktow: chleb, mleko, mieso, warzywa..

  52. Pinxit said

    Przyniesli mi komputer z serwisu i teraz drukuje co chce. Przepraszam za misprinty.

  53. b said

    Panie Pinxit, Teraz to pan prowokuje. Niech sie pan nie zapędza. Kontrola zywności i wody wodociągowej jest teraz ostrzejsza niż kiedykolwiek. Niech pan weźmie pod uwagę, ze i ubermencze ją to samo zarcie co my, bo teraz prawie wszystko kaszere.

    Ale może pan w jednej sprawie posłuchac starego wygi w temacie QC żarcia. Niech pan nigdy przenigdy nie kupuje wody niemineralnej. Tu kontrola jakości nie wychodzi poza rozlewnię. Woda z wodociągu za to sprawdzana jest na wielu poziomach aż do rządowego włącznie. Chcecie to wierzcie, chcecie nie wierzcie…

  54. Proste said

    B – jak wyglada ze sprawdzaniem jakości wody pitnej na obecność metali ciezkich? Swego czasu coś czytalem, na temat norm yeuropejsatych, które skrzetnie omijaja sprawdzanie w wodzie pitnej obecności pierwiastków, których nie da sie latwo wyeliminować z wód Renu, Dunajca, Sekwany czy Laby….

    Systemowo i logicznie patrzac, to normy jakości i badania robi sie na to, co nie przeszkadza specjalnie wielkiemu przemyslowi ale utrudni malemy konkurowanie z wielkim…

  55. b said

    wlasnie zakonczylismy okresowy program na olow i miedz.

    jest jeden aspekt o ktorym sie raczej nie mowi (ale bedzie sie mowic), a to o problemie zanieczyszczeń wody powierzchniowej odpadami farmaceutycznymi. To niedługo może okazac się problemem, raczej niz metale ciężkie.

    Przemysł daje du, ilość ścieków maleje. Czasy w których można było wywołać film w wodzie w Renu należa do przeszłości.

  56. b said

    Dla porównania. Na cała Amerykę rządowych kontrolerów jakości wody butelkowanej było niedawni dwóch. Dla bezpieczeństwa wypowiedzi powiedzmy że pięciu. Na wodę wodociągową w samym stanie Ohio EPA ma 42 inspektorów.

    Kranówa jest dobra, a będzie jeszcze lepsza, bo coraz więcej stacji rezygnuje z fluoryzowania.

  57. Pinxit said

    53
    B
    W niektorych krajach zachodnich wode sie „oczyszcza” przemyslowym fluorem. Od dawna jest o to awantura.
    Do tego dochodza od lat nie wymieniane rury i w ogole wodociagi . Moge panu podac bardzo duzo informacji ; dochodza do tego procesy i awantury mieszkancow, ktorzy maja dosc zatrutej wody na przyklad w rejonach gdzie sie wydobywa gaz lupkowy.
    Inne toksyny w produktach spozywczych, to konserwanty; mleko moze stac dwa miesiace albo i wiecej i nie zrobi sie kwasne mleko, bo wszystkie dobre bakterie wytrute. Podobnie chleb, zeby mial wiekszy „shelf life”- znaczy sie, zeby mogl byc na polkach ad mortem, ma cos 17 roznych „agents” – konserwantow , podobnie jak maka w silosach.
    Lekarze sa bezradni wobec Monsanto i wielkich firm, ktore zasiadaja w roznych radach naczelnch i w parlamentach swiata a nawet w ONZ.
    Prosze mnie nie posadzac o prowokacje, bo sprawa nie jest nowa. Prosze popytac lekarzy, ktorzy boja sie wlasnego cienia bo w procesie o znieslawienie moga miec odebrane licencje – co juz sie zdarzylo.
    Rozne slodziki, substancje chemiczne powodujace laknienie itp. to szalenie grozne szkodniki.

  58. Pinxit said

    53
    B

    Jabłonowski: Kto przejmie wodę, ten przejmie władzę – YouTube

    „This Is Catastrophic” – Thousands Of Gallons Of Radioactive Waste Leak At Nuclear Site
    Video: How the EPA Allowed Oil and Gas Companies to Contaminate Our Drinking Water (2/2)

    http://www.zerohedge.com/news/2016-04-19/catastrophic-thousands-gallons-radioactive-waste-leak-washington-nuclear-storage-sit
    http://rinf.com/alt-news/multimedia/video-how-the-epa-allowed-oil-and-gas-companies-to-contaminate-our-drinking-water-22/

    Deadly Contamination Found in Water of Factory Towns Nationwide

    http://www.activistpost.com/2016/03/deadly-contamination-found-in-water-of-factory-towns-nationwide.html

  59. b said

    Strasznie pan miesza to wszystko, panie Pinxit. Każde pańskie zdanie trzeba klaryfikować oddzielnie, a ja juz bym chciał pójśc spać, bo jutro mam aktywny dzień. Wody się nie oczyszcza fluorem tylko solami glinu albo żelastwa i wodą wapienną. Dodatek fluoru jest w wodzie zupełnie niepotrzebny, a czemu sie go dodaje, to temat na specjalny referat i niekoniecznie politpoprawniacki. Niewymieniane rury to nie jest problem, bo one z czasem pokrywaja się warstwa pasywną. W miejscowości Flint w stanie Michigan (i tu mamy temat na kolejny referat), w skrócie powiedziwszy, zniedbano dodac do wody sladowe ilości polifosforanu, który zapobiega rozpuszczaniu wartswy ochronnej z rurociągów (wytłumaczenie bardzo, bardzo uproszczone). Problemem dla przemysłu uzdatniania wody może być natomiast rozkwit trujących alg i tu winna jest przemysłowa intensywna uprawa wymagająca dużych dawek nawozów zwłaszcza azotowych, które przedostaja sie do wód powierzchniowych i powoduja nadmierny wzrost takich alg oraz jednokomórkowców wydzielających niebezpieczne toksyny. Nikt swiadomie ani celowo nie zatruwa wody ani powietrza.

    W sprawie jakości wody z regionów gazu łupkowego, nie będę się wypowiadał, żeby nie ryzykowac wprowadzania w błąd. Nie wiem i nikt nie wie, co się dodaje do wody używanej w ekstrakcji gazu i co się dzieje z tymi dodatkami po użyciu.

    Chleb ma propioniany, sole kwasu propionowego, które hamuja rozwój drożdży i plesni. Nie każdy chleb to ma, kupujemy więc takie pieczywo, nieco droższe, którego lista składników jest najkrótsza. Ale gdy jedziemy na kilkudniowy rajd pod namiot, odzywiamy sie chlebem z konserwantami, bo w takiej sytuacji tak jednak będzie bezpieczniej. W ogóle w sklepie czytamy uwaznie etykietki, a skład zawsze mówi prawde. (Za to sekcja Nutritional fact ową prawdę mocno naciąga i bez dobrego kalkulatora nie da się tego rozszyfrować).

    Mleko nie ma w Polsce konserwantów. Długi okres ważności wynika z ostrej pasteryzacji czy wręcz sterylizacji cieplnej w przypadki mleka UHT (ultra high temp). W Afryce dodaje się do mleka bardzo małej ilosci wody utlenionej która po wykonaniu zadania rozkłada się do wody i tlenu. Zwykłe mleko pasteryzuje sie w wysokiej temperaturze przez bardzo krótki czas HTST high temp short time. Natomiast rzadko spotykana niepodatnośc mleka na ukwaszanie na przykład jogurtem w celu otrzymania domowego twarogu wynikac może z obecności w nim antybiotyku na mastitis, który w Polsce jest i zawsze był nielegalny. W Polsce leczone krowy wyłącza się z produkcji mleka.

    Na uwage zasługuje nowa technologia zwana paskalizacja zywności w odróżnieniu od pasteryzacji. Może kiedyś o tym porozmawiamy.

    Słodziki to następny temat rzeka, większośc z nich rzeczywiście jest rakotwórcza. Aktualnie obserwujemy trend poszukiwania naturalnych substancji słodzących jak stevia czy ksylitol. ale tu problemem jest wytworzenie w populacji głodu na smak słodki, który to głód nie jest dla człowieka naturalny. Człowiek nie portzebuje słodyczy.

    Paradoks – wiele konserwantów to antyutleniacze, a więc teoretycznie powinny działać antyrakowo, nieprawdaż. Do nazwijmy to biologicznie czynnych konserwantów należą takie substancje jak witamina C, witamina E i jej ester palmitynowy, miód, kwas mlekowy w kiszonkach, olej rozmarynowy (bardzo silny antyoksydant) i co tam jeszcze. I rzecz jasna mamy syntetyczne srodki bakteriostatyczne jak benzoesan sodu i fungistatyczne jak sorbinian potasu.

    I jest jeszcze doskonały naturalny uniwersalny środek, z uwagi na pewne lecznicze własciwości niezbyt politycznie poprawny w wielu krajach, nazywa się lizozym. Zabija równo wszystko co powoduje psucie zywności a także bakterie chorobotwórcze. Używalismy go potajemnie do zabezpieczenia bryndzy.

    Tyle na dziś.

    Przepraszam za nadmierną sprowokowana gadatliwośc. To wina pana Pinxita.

    Dobra, a teraz ide nareszcie spać bo juz wpół do drugiej w nocy.

  60. Boydar said

    Popularyzatorsko bezcenny przegląd, dziękuję, w imieniu służby.

  61. Bogaty Miś said

    ” i dystrybucjonista”
    Panie Gruenholz, czy chodzi Panu o dystrybutywizm? jeśli tak, to powinno być „dystrybutywista”.
    A gdzie można się podpisać pod tą deklaracją belwederską?

  62. Ad.61 Bogaty Miś

    Nie, chodziło mi o dystrybucjonizm Chestertona:

    http://www.dystrybucjonizm.pl/

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Dystrybucjonizm

    Może Pan się podpisać pod deklaracją wysyłając maila o tej treści:

    Podpisuję DEKLARACJĘ BELWEDERSKĄ: „Karta Prawdziwego Rolnictwa i Prawdziwej Żywności”:

    Imię i nazwisko
    Ewentualnie zawód i inne informacje.

    ***

    Ad.36 Pan Antymon

    ,,Ekologiczne uprawy są bardzo pracochłonne i ryzykowne, co oznacza, że takie produkty muszą być drogie, a czasem może ich w ogóle nie być, bo zostaną zniszczone przez czynniki, przed którymi „normalnie” chronią pestycydy, herbicydy itp.”

    Ekologiczne uprawy są zdecydowanie bardziej pracochłonne i to na dłuższą metę mogłoby uratować wielu rolników, po których oczekuje się, że będą jedynie pisać podania o dotacje. Nie każde pestycydy muszą nam szkodzić tak bardzo, jak produkty Monsanto i Bayer. Chemii z dnia na dzień się nie zlikwiduje, ale można, a nawet należy zakazać stosowania najbardziej szkodliwych środków i rozwijać ekologiczne rolnictwo oprócz przemysłowego, by ludzie mieli wybór np. między chlebem z 17-stoma składnikami, na amerykańskiej mące i czerstwiejącego po trzech godzinach od wyjścia z piekarni, a normalnym pieczywem.

    ,,Jako że owce, które padły z powodu niepodawania im antybiotyków, czy siano wyrzucone z powodu kilku kropel deszczu generują koszty, ser pana Kluski na wyjściu z wytwórni kosztuje 120 złotych za kilo, podczas gdy ser owczy produkowany metodą przemysłową można kupić w sklepie już za 50 złotych. Jak widać, uczciwie wyprodukowany produkt ekologiczny musi być około 3 razy droższy od jego przemysłowego odpowiednika. Ile rodzin na to stać?”

    Nie, nie musi być wcale trzy razy droższy. JEST trzy razy droższy, ponieważ istnieje na niego mały popyt, a także dlatego, iż państwo, ani żadna inna instytucja nie wspiera tej hodowli, a jest jeszcze parę innych nieekonomicznych czynników skutecznie zawyżających ceny ekologicznych produktów. Do produkcji przemysłowej natomiast dokłada się tyle pieniędzy, by toksyczny produkt był atrakcyjny cenowo.

    Poza tym ponosimy realny koszt długoterminowo – państwo wspiera przemysłowy produkt, a po dziesięciu latach musi płacić za kosztowne leczenie ludzi z niedoborami większości witamin i minerałów, w dodatku trutych nie wiadomo czym przez całe ich życie.

    Rozwiązałbym ten problem poprzez podjęcie trzech prostych decyzji:

    1. Podatek VAT na żywność dotyczyłby jedynie produktów przetworzonych i mogących zawierać substancje odradzane przez Ministerstwo Zdrowia np. niewątpliwie szkodzące barwniki, konserwanty, słodziki, pestycydy itp. Ziemniak z ekologicznej uprawy, jabłko nieopryskane najgorszymi świństwami czy niepasteryzowany jogurt nie byłyby opodatkowane, ale byłyby za to opodatkowany farbowany boczek, plastikowy owoc albo bezmięsna szynka.

    2. Można by kupować każdy produkt bezpośrednio od rolnika, od rolniczych spółdzielni, a także w lokalnych i ogólnokrajowych polskich sieciach handlowych.

    3. Nie byłoby dziesiątek pośredników-pasożytów, setek idiotycznych przepisów i wymagań stawianych przez państwo przy przyznawaniu dotacji, które mają na celu albo uprzemysławianie rolnictwa, albo kompletne odciąganie rolników od produkcji żywności.

    Porównanie: ekologiczny produkt kupiony od rolnika, który może przy tym liczyć na wyższe dotacje i dopłaty, a jego produkt pozostaje nieopodatkowany versus produkt, który przechodzi przez kotły wielkiego przemysłu, krąży po całym kraju bądź świecie, przekazywany od pośrednika do pośrednika i sprzedawany przez zagraniczną sieć handlową po ogromnej marży niemieckich właścicieli.

    Jeśli dołożyć do tego fakt, że produkcja ekologicznej żywności musiałaby się wtedy zwiększyć i powstałoby więcej spółdzielni, którym może bardziej opłacałaby się tego typu działalność, to cena ekologicznego produktu musiałaby się ponownie zmniejszyć.

    Czy ekologiczny produkt byłby zatem tańszy od przemysłowego? Nie, byłby nadal droższy. Ale różnica byłaby znacząco mniejsza. Jeśli już państwo dotuje rolnictwo, to może wydawać te same pieniądze w celu zmniejszenia różnicy cenowej między produktami ekologicznymi, a przemysłowymi.

    Zapewniam też Pana, że produkty przemysłowe mogą być tanie tylko dzięki wydatnej pomocy państwa i instytucji takich jak Unia Berlińska. Ekologia kosztuje, podobnie jak herbicydy, pestycydy, antybiotyki, transport byle czosnku z drugiego końca kontynentu, dziesięciu pośredników i marża zagranicznej sieci handlowej. Jeśliby rolnikowi zabrać wszystko co dostaje z góry i zostawić go samemu sobie, to ceny jego przemysłowego produktu natychmiast by niebotycznie wzrosły.

    Poza tym ceny żywności są dziś najmniejsze w historii ludzkości i w naszych warunkach nie ma mowy o jakimkolwiek głodzie. Dziś jest Pan w stanie za godzinę pracy w najpodlejszym miejscu o najgorszych zarobkach w kraju kupić z 20 bułek. Kiedyś pracowałby Pan na nią cały dzień i to w znacznie gorszych warunkach. Obecnie problemem może być u nas otyłość, a nie głód. Jako polityczny realista i pragmatyk muszę myśleć o żołądkach i zdrowiu Polaków, a nie dzieci w Somalii.

    ,,Co do GMO, to główne zagrożenie ma charakter ekonomiczny – chodzi o haracze za „prawa autorskie” do nasion dla firmy Monsanto, i z tym należy walczyć.”

    Główne zagrożenie związane z GMO to przejęcie ziemi, a w dłuższej perspektywie czasu niemal całej produkcji żywności w danym kraju przez jeden koncern. Przykład: Argentyna. Polacy chcą mieć wybór różnych produktów od różnych producentów, a nie jeden koncern dyktujący im co mają jeść i posiadający patent na wszystko znajdujące się na ich talerzach.

    ,,no i przede wszystkim te plony w ogóle są, dzięki czemu udało się pokonać głód na świecie”

    Problem głodu na świecie nie istniałby, gdyby ograniczyć marnotrawstwo żywności. Jak zwykle we wszystkim, w tym również przodują Amerykanie. Jedzenia zdatnego do spożycia z ich śmietników starczyłoby dla połowy Afryki…

    Jestem prostym studentem i nie posiadam ziemi, ponieważ nie miałem jej po kim odziedziczyć, ani w tym wieku nie mogłem jeszcze zarobić dość pieniędzy, by ją sobie kupić. Drastycznie ograniczam jednak spożycie szkodliwych substancji i znacząco zmieniam swoją dietę, by nie finansować trucicieli. Zapominamy, że producentów do podejmowania pewnych decyzji nie musi zmuszać jedynie państwo, ale także konsument.

    Głównym problemem życia w Szwecji jest brak dostępu do produktów niepasteryzowanych jak mleko czy jogurt… Mogą je sprzedawać tylko rolnicy i to też w małych ilościach. Mało ich poza tym jest.

  63. Antymon said

    Ad 62: robertgrunholz

    „Ekologiczne uprawy są zdecydowanie bardziej pracochłonne i to na dłuższą metę mogłoby uratować wielu rolników, po których oczekuje się, że będą jedynie pisać podania o dotacje”

    – W latach 70. jako dzieciak jeździłem do dziadków na wsi, którzy prowadzili gospodarstwo tradycyjnymi, żeby nie powiedzieć prymitywnymi metodami, jak na dzisiejsze standardy ekologicznymi. Żeby się z tego utrzymać, pracowali po kilkanaście godzin od poniedziałku do soboty, a w niedziele odpoczywali, no, prawie, bo dwa – trzy razy w ciągu dnia musieli oporządzić zwierzęta. Pojęcie „czasu wolnego” tam nie istniało, nie mówiąc o urlopach czy podróżach. Dziadkowie nie narzekali, bo nie znali innego życia, ale ich dzieci robiły wszystko, żeby się wyrwać do miasta albo przestawić gospodarstwo na bardziej komercyjne tory i oprócz harówy mieć jeszcze coś z życia.

    „by ludzie mieli wybór np. między chlebem z 17-stoma składnikami, na amerykańskiej mące i czerstwiejącego po trzech godzinach od wyjścia z piekarni, a normalnym pieczywem”

    – Mają wybór. W sklepach ze zdrową żywnością można spokojnie nabyć „prawdziwy” chleb, kilka razy droższy od przemysłowego. Można sobie też kupić maszynę do pieczenia chleba oraz ekologiczną mąkę i inne składniki – wtedy płaci się również własnym czasem. Nie zmienia to faktu, że zdecydowanej większości rodzin na to nie stać. I jeszcze jedno – „prawdziwy” chleb ma to do siebie, że dość szybko pleśnieje.

    „JEST trzy razy droższy, ponieważ istnieje na niego mały popyt”

    – Na podobnej zasadzie można powiedzieć, że ferrari kosztuje 50 razy więcej niż seicento, bo jest na nie mały popyt. Popyt ma dwa aspekty – chęć zakupu i posiadanie pieniędzy na ten zakup.

    „a także dlatego, iż państwo, ani żadna inna instytucja nie wspiera tej hodowli”

    – Z państwową i/lub unijną dopłatą każdy biznes może być „opłacalny”. Oprócz oczywiście biznesów podatników, którzy muszą się złożyć na te dopłaty.

    „Podatek VAT na żywność dotyczyłby jedynie produktów przetworzonych i mogących zawierać substancje odradzane przez Ministerstwo Zdrowia np. niewątpliwie szkodzące barwniki, konserwanty, słodziki, pestycydy itp.”.

    – Kto będzie to sprawdzał, ile takie kontrole będą kosztować i kto to sfinansuje? Już dziś wielu dostawców „ekologicznej” żywności robi klientów w bambuko. No bo jak klient może sprawdzić, czy w płatkach owsianych nie ma pestycydów?

    „Można by kupować każdy produkt bezpośrednio od rolnika”

    – Teraz też można, tylko trzeba do rolnika jechać, a ponieważ chodzi o produkty świeże, które kupuje się co najmniej dwa razy w tygodniu, to faktyczny koszt zakupu (nie tylko benzyny i amortyzacji samochodu, ale również czasu, który jest pieniądzem) będzie znacznie wyższy od ceny oferowanej przez rolnika. A jeśli rolnik będzie dostarczał swoje produkty za pośrednictwem sieci handlowej, to swoją działkę weźmie pośrednik, co podniesie cenę, nie mówiąc o ryzyku, że to już nie będzie ten świeży towar.

    „ekologiczny produkt kupiony od rolnika, który może przy tym liczyć na wyższe dotacje i dopłaty, a jego produkt pozostaje nieopodatkowany”

    – Jeśli do produkcji trzeba dopłacać, żeby była opłacalna, to znaczy, że nie jest ona opłacalna. Zapłacimy mniej za produkt, ale za to więcej w podatkach, które są potrzebne na dofinansowanie takiej produkcji, oraz na szkoły, drogi, szpitale itp., z których rolnik korzysta mimo że podatków nie płaci (taką sytuację już mamy z powodu KRUS).

    „Poza tym ceny żywności są dziś najmniejsze w historii ludzkości”

    – Owszem, ale tylko dlatego, że jest to żywność kiepskiej jakości produkowana metodami przemysłowymi. Pan nie pamięta PRL, ja tak. Chleb, ser czy masło były wtedy znakomitej jakości w porównaniu z obecnymi nie z powodu wyższości komunizmu, tylko zacofania technologicznego, ale kosztowały w stosunku do wynagrodzeń nieporównanie więcej.

    „Problem głodu na świecie nie istniałby, gdyby ograniczyć marnotrawstwo żywności”.

    Dostatek zawsze wiąże się z pewnym marnotrawstwem. Jeśli chcemy, żeby półki w sklepach były zawsze pełne, to musimy się zgodzić na to, że część żywności będzie wyrzucana, bo nie zostanie kupiona przed upływem terminu ważności. Znów wspomnę PRL, gdzie sklepy nie wyrzucały żywności, bo wszystko było szybko wykupywane, ale za to na wiele towarów trzeba było polować i wszyscy narzekali.

    A gdyby markety chciały wysyłać lekko przeterminowane serki czy batoniki dzieciom w Afryce, to musiałyby płacić miliony za szybki transport (w takim wypadku chyba tylko samoloty z chłodniami), co oczywiście zostałoby wliczone w ceny produktów, które stałyby się wówczas znacznie droższe.

    Ekonomia nie jest nauką ścisłą, ale rządzą nią prawa, których nie da się oszukać, tak samo jak praw fizyki. Niestety.

  64. towarzysz0 said

    Panie NICKu!
    Tak jest.

    Robić, nie klikać

  65. towarzysz0 said

    Panie Antymonie

    Prawie ze wszystkim sie zgadzam

    Tylko, jeśli chleb jest na prawdę prawdziwy, to on może i ponad tydzien leżeć< mielę żyto i pszenicę, otrzymuję prawdziwą pełnoziarnistą mąkę, i dodaję zakwaskę prawdziwą z drożdżami dzikimi, bez dodatku drożdży kupowanych. Czyli taki chleb, jak drzewiej. Brakuje mi jedynie ziaren starych zbóż i pieca prawdziwego. Choć taką możliwość z piecem też miałem.

    A po drugie / GMO nie tylko finansowo nam zagraża – oprócz zagrożeń coraz to nowszego genotypu, umożliwia masowe używanie Randapu, który nie tylko trafia z pożywieniem, ale co gorsza, zatruwa wody (chyba że mówię bzdury)

  66. towarzysz0 said

    Panie Robercie

    Odwiedziłem niegdyś Panią Jadwigę Łopatę i jej gospodarstwo.
    Pani miła, w jej działalności sporo dobra i prawdy.

    Ale u wszystkich tego typu ekologów ( pomijając, że prawie wszyscy jakoś się wywodzą zpod znaku New Age), nie widzę konsenkwencji. NIe spotkałem, ktoby tylko z tego żył. Albo to używa do zarobkowania kursami ogrodnictwa ekologicznego albo ma inne źródło dochodów.

    Nawet spotkałem bloggera / caly rok bez zakupów jedzenia w sklepie, jakoś tak brzmiało. PO bodajże roku zawiesił eksperyment.

    Bo to kurewsko trudno. Bo to trzeba harować, jak to opisywał Pan Antymon.

    Też próbuję coś niecoś / chleb, robiłem twaróg ( teraz mam dobrze, bo kupuję od chłopki już zrobiony twaróg), suszyłem jablka i śliwki, na ogrodzie niektóre warzywa, niekupowanie przetworzonych produktów itd. Ale to trochę zabawa, bo może mam po prostu zbyt dobre warunki.

    Każdy więc stoi przed wyborem, jeśli chce mieć zdrowe jedzenie > albo pieniądze, albo czas skropiony potem. Czyli, w praktyce nierealne.

    Ale nie tylko dlatego jest to beznadziejne.

    Bo ludzie z przyzwyczajenia i lenistwa cielesnego i umysłowego nie biorą, gdy mają pod ręką. Ja kupuje mleko od chłopki, która jest odżywiana idealnie / latem trawa, zima własne siano, troche buraków wlasnych. Krowa dojona ręcznie, teraz prawie nie spotykane. I co>
    Ma mało klientów, choć wielu próbuję namówić.

    Jeśli nie chcemy Monsanto, Randapu oraz zmienionego genotypu naszego pożywienia, musimy zmienić tryb życia – wrócić na wieś, i to masowo.

    Pani Łopata i im podobne, chcą przekonać, że jest jakieś perpetum mobile, i nie narobić się , i zdrowo zjeść. Niewątpliwie, można z głową albo i beż pracować. Ale bez potu, odcisków nie będzie prawdziwego jedzenia.

    I czeka nas, Panie RObercie, jedzenie jajek, jak to w Seksmisji.
    Bo większość nie zrezygnuje z nieznośnej lekkości dzisiejszego bytu.

    Chyba, że zrobią służby specjalne kilku imperii zamach

    na wszystkie stacje elektryczne i wywalą prąd na całym globie. JEDNOCZEŚNIE. Sterligow opisywał scenariusz zdarzeń, co się dzieje w dniu I, II itd.

    A naukowców, pyszałków, nasienie czartowskie, czarowników do ogniska.

    Tak, to jest fantastyka. Ją próbuje naświetlać Sterligow z Rosji.

    Dla jego krytyków, to Żyd szubrawiec i grabieżca.
    Może i tak.

    Ale dla mnie jest nośnikiem odważnych niecodziennych myśli, może trochę jak Korwin, który, pomimo wszystko, niektóre rzeczy naświetlał poprawnie, odmiennie do myśli powszechnie panującej.

    Nawet tu, w Gajówce, jest tak mocna wiara w naukę. Dlatego myśl prawdziwego powrotu do prawdziwego życia jest albo ignorowana, albo z politowaniem zbywana króŧkim komentarzem ( błazen, naiwniak albo trol).

    A przecież w tym prawdziwym Życiu było najbliżej do zbawienia (luksus, przyjemności oraz zredukowanie cierpienia prawie z definicji oddalają nas od zbawienia).

    Czy postęp jest postępem?

    Czy postęp nie jest podstępem szatana?

    Dziś znowu robię parę dyżurów neurologicznych w Niemczech, tu już jest teleneurologia, pacjent jest prezentowany skypowo, na podstawie tego ustalane jest leczenie trombolityczne (kosztowne, z możliwymi poważnymi powikłaniami leczenie).

    To nie jest kwestia dzieci Pana Roberta, zmiany są szalenie szybkie.

    Czy jesteście gotowi?

    Ja wciąż nie. Miast szykować sie, czytam, jak nałogowiec, Gajówkę i Pana Dakowskiego.

    I co mi dał ten internet? Jakie korzyści dla mego zbawienia dała mi ta wiedza?

    A ile zabrał mi czasu?

    Pomimo tego, i tak jestem Wam wdzięczny. Za pęki świeżych myśli.

    Prysznice zdrowej krytyki.

Sorry, the comment form is closed at this time.