Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Emilian58 o Atomowy front na Zaporożu
    PK o Żydowska kloaka przetacza się…
    Bogusz o Koniec twierdzy Europa i pierw…
    Emilian58 o Koniec twierdzy Europa i pierw…
    Krzysztof M o Twój kot się na ciebie obraził…
    prostopopolsku o Putin morduje ryby
    Anucha o Piskorski i Radzikowski o Andr…
    Stiopa o Putin morduje ryby
    revers o Atomowy front na Zaporożu
    ! o Czego najbardziej boją się kot…
    Tadeusz Kaktus o Wolne tematy (58 – …
    ! o Czego najbardziej boją się kot…
    ! o Co nam zrobili ruskie
    Enya o Twój kot się na ciebie obraził…
    adsenior o Wolne tematy (58 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Zagadnienie prawdy w nauce

Posted by Marucha w dniu 2014-10-04 (Sobota)

Mazur M., 1981, Zagadnienie prawdy w nauce. Zeszyty Naukowe Stowarzyszenia PAX, nr 1 (30), s. 79-92.
Zeskanował i opracował Mirosław Rusek (mirrusek@poczta.onet.pl).
http://www.autonom.edu.pl

1. Prawdy i nieprawdy

Na temat „problemu prawdy” napisano już bez mała całe biblioteki, ale obfitość tej literatury nie świadczy bynajmniej o trudności owego „problemu” lecz o jego fikcyjności. Szukano bowiem odpowiedzi na pytanie „co to jest prawda?” a to w istocie nie było rozwiązywaniem żadnego problemu lecz tylko domniemywaniem się znaczenia słowa „prawda”. Ponieważ domniemań może być tyle, ile osób zechce je snuć, więc jedynym tego rezultatem były jałowe spory, czyje domniemanie jest „słuszne”, i wprowadzanie zamętu do sprawy prostej, podczas gdy do niej należy podejść we właściwy sposób, tj. od analizy zjawisk, jak się to robi w naukach ścisłych.

Sposobu takiego dostarcza cybernetyka (1).

W każdym torze informacyjnym występuje transformacja oryginałów (tj. komunikatów na początku toru) w obrazy (tj. komunikaty na końcu toru). Relacja między dwoma oryginałami jest informacją nadawaną, a relacja między dwoma obrazami jest informacją odbieraną.

Jeżeli informacja odbierana jest identyczna z informacją nadawaną, to jest ona transinformacją (informacją wierną, prawdziwą). Na przykład, odległość z Londynu do Rzymu jest dwukrotnie większa niż odległość z Londynu do Genewy – jeżeli na mapie występuje taki sam stosunek długości odcinków przedstawiających te odległości, to w tym zakresie mapa jest wierna, stanowi źródło prawdy. Tak samo jest we wszelkich pomiarach, obserwacjach itp.

Wynikają stąd dwa ważne twierdzenia:

l) jeżeli dwie informacje są prawdziwe, to ich wypadkowa jest również prawdziwa (np. jeżeli zmierzono, że jedna góra jest o 200 metrów wyższa od drugiej, a druga jest o 300 metrów wyższa od trzeciej, to bez mierzenia można powiedzieć, że pierwsza góra jest o 500 metrów wyższa od trzeciej),
2) jeżeli z informacją prawdziwą jest identyczna inna informacja, to i ona jest prawdziwa (np. jeżeli kopia jest zgodna z dokumentem autentycznym, to zawiera informacje prawdziwe).

Po takim uporaniu się z prawdami zobaczmy, jak się przedstawiają zniekształcenia informacji odbieranych, czyli nieprawdy. Wchodzą tu w grę – w odróżnieniu od informowania wiernego – dwie możliwości: informowanie pozorne oraz informowanie fałszywe.

Informowanie pozorne (pseudoinformowanie) powstaje, gdy liczba obrazów jest nierówna liczbie oryginałów, przy czym może to być:
informowanie rozwlekłe (pseudoinformowanie symulacyjne), gdy jednemu oryginałowi odpowiada kilka obrazów (np. gdy ktoś mówi, że „zbudowano wiele zakładów przemysłowych, fabryk i wytwórni”, chociaż wszystkie te wyrazy oznaczają jedno i to samo, przez co powstaje tylko pozór obfitości informacji),
informowanie ogólnikowe (pseudoinformowanie dysymulacyjne), gdy kilku oryginałom odpowiada jeden obraz (np. gdy ktoś zamiast „weszli mężczyzna i kobieta” mówi: „weszły dwie osoby” – niby prawda ale zubożona, pozór prawdy).

Informowanie fałszywe (dezinformowanie) powstaje, gdy brakuje jakichś oryginałów lub obrazów, przy czym może to być:
zmyślanie (dezinformowanie symulacyjne), gdy obrazowi nie odpowiada żaden oryginał (np. gdy w spisie figuruje towar, którego nie ma w magazynie),
zatajanie (dezinformowanie dysymulacyjne), gdy oryginałowi nie odpowiada żaden obraz (np. gdy w spisie nie figuruje towar, który jest w magazynie).

Informowanie może być wzbogacone o domniemanie (parainformowanie), gdy z informacjami nadawanymi i odbieranymi sumują się informacje uprzednio zapamiętane (parainformacje) u nadawcy i odbiorcy, przy czym można rozróżniać domniemanie trafnedomniemanie nietrafne.

Domniemanie trafne występuje, gdy parainformacje u odbiorcy są takie same jak u nadawcy (na tym polega rozumienie słów, zdań, aluzji, dzieł sztuki, itp.).
Domniemanie nietrafne występuje, gdy parainformacje u odbiorcy i nadawcy są niejednakowe (prowadzi to do nieporozumień), przy czym może to być:
domniemanie bezpodstawne, gdy parainformacje są u odbiorcy, a nie ma ich u nadawcy (np. dopatrzenie się aluzji, której nie było),
domniemanie niedomyślne, gdy parainformacje są u nadawcy, a nie ma ich u odbiorcy (np. niedopatrzenie się aluzji, która była).

Dla kompletności systematyki trzeba dodać, że możliwe jest także informowanie o informowaniu (metainformowanie), informowanie o metainformowaniu (meta-metainformowanie), informowanie o meta-metainformowaniu (meta-meta-metainformowanie), i tak dalej aż do nieskończoności.

Podobnie jak informowanie, również metainformowanie (oraz meta-metainformowanie itd.) może być wierne, pozorne (rozwlekłe lub ogólnikowe), fałszywe (zmyślanie lub zatajanie) bądź polegać na domniemaniach (trafnych lub nietrafnych).

Jako przykłady metainformowania można wymienić metadecydowanie jako decydowanie o sposobach decydowania, metadyskutowanie jako dyskutowanie o sposobach dyskutowania, metanauczanie jako nauczanie o sposobach nauczania, itp.

Ogromna większość ludzi, w tym nawet bardzo wykształconych, nie odróżnia metainformowania od informowania, co może prowadzić do przykrych skutków, zwłaszcza w prawodawstwie. Na przykład, informacja o karalności „czynów szkodliwych” wymaga z kolei informacji o tej informacji (metainformowanie), a mianowicie wyjaśnienia, co się uważa za szkodliwe, a co nie, gdyż bez tego sprawca może nie wiedzieć, czy przekracza prawo.

Gdyby kodeks karny miał się składać wyłącznie z takiego rodzaju przepisów, to można byłoby go zredukować do dwóch paragrafów: „1. Przestępstwa są karalne. 2. Co było przestępstwem, oceni prokurator”.

Rozróżnienie miedzy informowaniem a metainformowaniem pozwala też uchwycić różnice między fałszem a kłamstwem. Fałszem jest dezinformowanie, kłamstwem zaś jest metadezinformowanie przedstawiające to dezinformowanie jako transinformowanie.

Inaczej mówiąc, kłamstwem jest przedstawianie fałszu jako prawdy. Nie ma kłamstwa, gdy fałsz jest przedstawiany jako fałsz (np. autor powieści historycznej fałszuje historię, ale przed zarzutem kłamstwa chroni go wyraz „powieść” umieszczony przezeń pod tytułem książki).

Z tego punktu widzenia dość niefortunne jest sądowe wyrażenie „kara za fałszywe zeznania” – powinno by się mówić o karze za kłamliwe zeznania, gdyż źródłem fałszywych zeznań mogą być przecież omyłki, złudzenia itp., za co nie ma powodu nikogo karać.

Przedstawiona tu systematyka informowania będzie przydatna w sprawach poruszanych poniżej.

2. Czy prawdomówność jest cnotą

Pogląd, że należy mówić prawdę, jest tak rozpowszechniony, że aż stał się sprawą moralności, a prawdomówność uchodzi za zaletę charakteru. „To brzydko kłamać” – mówią rodzice dzieciom, które gdy dorosną, będą mówić to samo swoim dzieciom. Podobnie mówią nauczyciele swoim uczniom. Prawdomówności żądają urzędy dając obywatelom do wypełnienia rozmaite ankiety (personalne, paszportowe, celne itp.), a często nawet dopisując zdanie, że „powyższe dane podałem zgodnie z prawdą” lub coś w tym rodzaju, aby w ten sposób przypomnieć wypełniającemu obowiązek prawdomówności. Zgodnie z prawdą mają być sporządzane wszelkie sprawozdania i meldunki. Sądy żądają prawdomówności od świadków i w tym celu inscenizują teatralne składanie przysięgi (lub „oświadczenia w miejsce przysięgi”). W krajach anglosaskich wypracowano nawet formułę: „będę mówił prawdę, całą prawdę i tylko prawdę”, co w świetle systematyki informacji znaczy: „będę informował wiernie, niczego nie tając i nie zmyślając”.

Z drugiej jednak strony wiele jest przypadków, w których prawdomówność jest potępiana, a nawet karalna. Zdanie: „ależ pani staro wygląda” zostałoby uznane za przejaw chamstwa. Weredycy, mający zwyczaj mówić wszystkim „prawdę w oczy”, to nieprzyjemni ludzie, których wszyscy unikają. Człowiek rozgadujący się o przypadkowo zaobserwowanej dyzlokacji wojsk ryzykuje postawienie przed sądem za „ujawnienie tajemnic państwowych”, a gdyby tam powoływał się na obowiązek prawdomówności, to powinien czuć się szczęśliwy, jeżeli zostanie uznany tylko za głupca. Zwolniony z obowiązku prawdomówności jest oskarżony w procesie karnym, adwokat fantazjujący na temat jego „ciężkiego dzieciństwa”, tudzież prokurator, który z okruchów udowodnionych informacji usiłuje skomponować obraz przebiegu zbrodni.

Jakże to więc w końcu jest z prawdomównością – obowiązuje czy nie? A jeżeli czasem tak, a czasem nie, to kiedy?

Sprawa staje się jasna, jeżeli się ją potraktuje na podstawach cybernetycznych. Każdy proces sterowania jest przeprowadzany dla osiągnięcia określonego celu. Koniecznym tego warunkiem jest, żeby sterujący miał prawdziwe informacje o obiekcie sterowanym. Znaczy to, że człowiek dążący do jakiegoś celu, będzie szukał prawdziwych informacji, które go do tego celu przybliżają, pozostanie obojętny wobec informacji nie mających z tym celem nic wspólnego, a będzie potępiał informacje (choćby prawdziwe), które mu w osiąganiu celu przeszkadzają.

Biorąc to pod uwagę łatwo zauważyć, że wymaganie prawdomówności pojawia się zawsze w przypadkach zależności jednych ludzi od innych, przy czym jest ono nieodwzajemniane. Rodzice żądają prawdomówności od dzieci, ale nie przychodzi im nawet na myśl, że również sami powinni być wobec nich prawdomówni. Nauczyciele są skłonni do karania uczniów, ale gdy nauczyciel dopuścił się czynu karygodnego, zostaje to przed uczniami zatajone. Gdy przesłuchiwanemu zdarzy się o coś zapytać prokuratora, słyszy zaraz że „ja tu jestem od zadawania pytań”.

Sprawy te zasługują na to, żeby się im przyjrzeć nieco bliżej. Przenieśmy się w tym celu do czasów niewolnictwa, w których rola niewolników polegała na wykonywaniu pracy, a rola panów na przymuszaniu ich do tego. Skąd jednak wiadomo, czy niewolnicy wykonali narzuconą im pracę? Ponieważ była to praca ciężka, uzasadnione było podejrzenie, że starali się wykonać jej jak najmniej. Aby się przekonać o faktycznym stanie rzeczy, trzeba byłoby przeprowadzić kontrolę wykonanej pracy. Jednakże kontrola to także praca, wyszłoby więc na to, że niewolnicy wykonali jakąś pracę, ale jej kontrola obciążałaby ich panów. Ci jednak nie byli skłonni do ponoszenia żadnych trudów, choćby tylko kontrolnych, toteż wcześniej czy później musieli wpaść na pomysł, żeby i tym obciążyć samych niewolników (lub posłużyć się nadzorcami, przeprowadzającymi kontrolę z upoważnienia panów, ale to nie zmieniało istoty rzeczy, bo i nadzorcy woleli przerzucać trudy kontroli na samych niewolników).

Czy jednak niewolnicy kontrolowaliby samych siebie uczciwie? Mogli by przecież meldować wykonanie pracy, którą w rzeczywistości wykonali tylko częściowo. Aby temu zapobiec, panowie (lub nadzorcy) musieliby wziąć na siebie kontrolę tej samokontroli niewolników (metakontrola), co jednak było już trudem znacznie mniejszym, wystarczało bowiem wyrywkowe wychwycenie choćby jednego kłamstwa, aby zakwestionować cały meldunek. I tak doszliśmy do tego, że kontrola pracy niewolników została zastąpiona kontrolą ich prawdomówności. W konsekwencji, oprócz kar za opieszałość, spadały na niewolników również kary za kłamstwo.

Niewolnictwa dawno już nie ma, ale mechanizm sprawy pozostał. Na przykład, aby wymierzyć pasażerowi należne cło, celnik powinien by dokładnie przetrząsnąć jego bagaż. Chcąc jednak zaoszczędzić sobie tego trudu zaczyna on od pytania: „co pan ma do oclenia”? Prawdziwość otrzymanej odpowiedzi celnik sprawdza przez zajrzenie tu i ówdzie, ale gdy znajdzie choćby jeden przedmiot zatajony przez pasażera, przeprowadza kontrolę szczegółową, przy czym zakwestionowane przedmioty zostaną skonfiskowane (wraz z opakowaniem i środkiem transportu, np. samochodem), pasażer zaś zostanie ukarany za przemyt.

Podobnie urząd podatkowy, zamiast zbadać dochody płatnika, żąda od niego zeznania podatkowego, które następnie porównuje z własnymi doniesieniami, a stwierdziwszy zatajenie jakiejś kwoty, odrzuca zeznanie i wymierza podatek według własnej oceny (oczywiście wysokiej).

Wszystko to wyjaśnia, że prawdomówność nadawcy informacji jest kwestią interesów odbiorcy tych informacji, a cała otoczka moralna została dorobiona w celu dodatkowego obrzydzenia kłamstwa ludziom podległym i sprawienia, żeby nawet kontrola wyrywkowa stała się zbędna! Stąd pochodzi uznanie prawdomówności za cnotę.

Niewątpliwie przyczyniła się do tego ważna okoliczność, że prawdomówność odgrywa rolę nie tylko między osobami nadrzędnymi a podrzędnymi, lecz także między osobami równorzędnymi. Kolega może oczekiwać prawdomówności od innego kolegi tylko o tyle, o ile sam jest wobec niego prawdomówny. Stało się milczącą umową społeczną, żeby, w pewnym zakresie (np. z wyłączeniem spraw ściśle osobistych, a zwłaszcza intymnych) przestrzegać obowiązku wzajemnej prawdomówności po prostu dlatego, że tak jest łatwiej żyć. W gruncie rzeczy ma to postać wzajemnej wymiany usług, na zasadzie partnerstwa. Sprowadza się ona do przestrzegania prawdomówności, jeżeli jest dla partnera użyteczna, i jej unikania, jeżeli jest dla niego przykra lub szkodliwa.

W nowoczesnych społeczeństwach jest jednym z naczelnych problemów, jak powinny się układać stosunki między rządzącymi a rządzonymi. Nie mogą one być podobne do dawnych stosunków między panami a niewolnikami, gdyż wywołuje to narastającą nienawiść niewolników, wyładowującą się w końcu w krwawych rewolucjach, toteż dojrzewa idea, żeby były one oparte na partnerstwie, w którym chodzi o podział decydowania odpowiednio do posiadanych kwalifikacji.

Oczywiście, sprzeczne z tą ideą jest stosowanie cenzury, zmierzającej do ukrywania błędów popełnianych przez rządzących i tłumienia objawów niezadowolenia rządzonych. Wynika ono z niezrozumienia, że podstawą partnerstwa jest jednakowość stopnia prawdomówności u obu partnerów. Przypuszczenie rządzących, że dzięki cenzurze mogą oni wiedzieć prawie wszystko a rządzeni prawie nic, jest złudne. Im miej rządzeni wiedzą o rządzących, tym mniej rządzący wiedzą o rządzonych. Taka już jest uroda cybernetycznego zjawiska zwanego sprzężeniem zwrotnym.

W związku z systematyką informowania można by sądzić, że prawdomówność jest nakazem informowania wiernego i zakazem wszelkiego innego. Tymczasem przy tak rygorystycznym postawieniu sprawy szkody byłyby niewspółmiernie większe od pożytków.

Zakaz rozwlekłości zapobiegałby traceniu czasu na odbieranie wielu informacji, z których wystarczyłaby jedna – ale utrudniłby bardzo przyswajanie informacji.
Zakaz ogólnikowości zapobiegałby zacieraniu szczegółów – ale zmusiłby odbiorców do przetrawiania mnóstwa informacji bezwartościowych.
Zakaz zmyślania zapobiegałby wprowadzeniu odbiorców w błąd – ale zniszczyłby wszelką twórczość informacyjną, np. sztukę.
Zakaz zatajania zapobiegałby pozbawieniu odbiorców dopływu informacji użytecznych – ale pozbawiłby ich również ochrony przed dopływem informacji szkodliwych.

Jak widać, prawdomówność nie jest sprawą, w której można by abstrahować od rozróżniania informacji użytecznych i szkodliwych.

Dla ilustracji rozpatrzmy następujący przykład.

Przypuśćmy, że na zapleczu wiejskiego kina, mieszczącego się w drewnianym budynku, pojawił się ogień. Gdy kierownik kina powiadomił o tym widzów, rzucili się oni tłumnie do drzwi, przy czym wiele osób zostało stratowanych. Postawiony przed sądem za spowodowanie paniki i śmierć pewnej liczby osób, kierownik bronił się argumentem, że postąpił zgodnie z moralnym obowiązkiem mówienia prawdy. Sąd jednak odrzucił ten argument i wydał wyrok skazujący.

W podobnej sytuacji, inny kierownik kina zataił powstanie ognia i starał się go ugasić, ale pożar tak szybko się rozszerzał, że wielu widzów nie zdążyło opuścić sali i spaliło się żywcem. Postawiony przed sądem za nieostrzeżenie widzów i spowodowanie śmierci pewnej ich liczby, nie mógł się nawet powoływać na nakazy prawdomówności i otrzymał wyrok skazujący.

Jakże więc należało postąpić? Przykładowy kierownik powinien ocenić, czy ma szanse ugasić ogień. Jeżeli tak, to powinien to zrobić jak najszybciej bez niepokojenia widzów. Jeżeli nie, to powinien zająć się ich ewakuacją jak najsprawniej. Gdyby w każdym z tych przypadków nie obeszło się bez ofiar, to w razie postawienia przed sądem powinien uzasadnić, że postąpił w sposób najwłaściwszy (najmniej zły) z możliwych.

Ale to jest zagadnienie podejmowania optymalnych decyzji, a nie przestrzegania moralnych nakazów mówienia prawdy. Inaczej mówiąc, sprawa należy do cybernetyki, a nie do etyki.
Wzgląd na użyteczność występuje nawet w dekalogu, gdzie wcale nie zabrania się kłamstwa w ogólności, lecz tylko kłamstwa na szkodę bliźniego.

3. Nauka i nienauka

Podobnie jak w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: „co to jest prawda?”, tak samo w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: „co to jest nauka?” napisano mnóstwo publikacji wprowadzających jedynie zamęt.

Tymczasem i tutaj sprawa jest jasna, jeżeli, zamiast na domniemaniach znaczeń słów, oprzeć się na analizie zjawisk. Biorąc pod uwagę informacje podawane jako prawdziwe oraz dowody ich prawdziwości, otrzymuje się z ich analizy następujące trzy możliwe rodzaje wypowiedzi:

l) twierdzenia, czyli wypowiedzi zawierające informacje podawane jako prawdziwe, poparte dowodami ich prawdziwości – należą one do nauki,
2) zapewnienia, czyli wypowiedzi zawierające informacje podawane jako prawdziwe, ale nie poparte żadnymi dowodami – należą one do filozofii,
3) zwierzenia, czyli wypowiedzi nie zawierające informacji podawanych jako prawdziwe, a więc i dowodów prawdziwości – należą one do sztuki.

Przypisanie poszczególnym możliwościom nazw „nauka”, „filozofia”, „sztuka”, może się nie zupełnie pokrywać z nawykami językowymi rozmaitych osób, ale nie o nazwy tu chodzi lecz o różnice między wymienionymi możliwościami. Równie dobrze można by te możliwości ponazywać inaczej, lub po prostu ponumerować, a jednak w niczym nie zmieniłoby to sensowności ich rozróżnienia.

Zresztą czyżby nazwy te zostały tu użyte nietrafnie? Przecież koncepcje filozoficzne nie tylko nie są udowodnione, ale nawet spotyka się coraz częściej publikacje filozoficzne, których autorzy wręcz oświadczają, że od filozofii nie można żądać dowodów! Wyrażenia w rodzaju „filozofia naukowa”, „nauki filozoficzne”, „filozofia – królowa nauk” itp. można złożyć na karb przeświadczenia, że podciąganie pod naukę i naukowość „nobilituje”.

Co się tyczy sztuki, to nawet o powieściach historycznych nie można powiedzieć, że spełniają wymagania ścisłości historycznej, a wysuwanie pretensji z tego powodu jest bezpodstawne. Sienkiewicz, podając w „Panu Wołodyjowskim” przebieg rozmowy między Sobieskim a Azją Tuhajbejowiczem bynajmniej nie zapewniał, że taka rozmowa się odbyła ani że jakiś Azja w ogóle istniał.

Nie można zaprzeczyć, że zdarzają się wypowiedzi filozoficzne bądź artystyczne, odczuwane przez wielu ludzi jako przedstawiające jakieś prawdy, ale jest to coś innego niż prawdy naukowe, czyli twierdzenia udowodnione.

Należy przyznać, że nawet w nauce uzyskanie zupełnego dowodu jakiegokolwiek twierdzenia jest niemożliwe. Wyjątek zdają się w tym stanowić logika i matematyka ale tylko pozornie, ponieważ są to nauki abstrakcyjne, a dowodzenie w nich wszelkich twierdzeń polega jedynie na poprawności operacji formalnych. Natomiast w naukach konkretnych dowody twierdzeń są zawsze obarczone błędami obserwacji i pomiarów, i conajwyżej można dążyć do ich zmniejszenia.

Można więc powiedzieć, że naukowość polega na udowadnianiu twierdzeń w stopniu osiągalnym w aktualnym stanie nauki. Innymi słowy, podstawowym warunkiem przynależności do nauki – w odróżnieniu od filozofii i sztuki – jest poczuwanie się do obowiązku udowodnienia prawdziwości wypowiedzi.

Jest zrozumiałe, że nauka dąży do posługiwania się wyłącznie informacjami wiernymi, gdyż tylko takie mogą prowadzić do zupełnych dowodów prawdziwości twierdzeń. Wszelako, wspomniane powyżej trudności sprawiają, że w nauce nie brak też informacji fałszywych (nie mówiąc już o pozornych). Nie są one jednak kłamstwami, jeżeli naukowiec zaznaczy, że nie są to informacje wierne, czyli – jak o tym już była mowa – uzupełni informacje fałszywe metainformacjami wiernymi.

Na przykład, gdy naukowiec prowadzi na wykresie krzywą na podstawie punktów otrzymanych z pomiarów, to krzywa ta jest zmyśleniem, powstałym w jego wyobraźni. Nie będzie to jednak sprzeczne z naukową rzetelnością, jeżeli na wykresie zostaną zaznaczone również punkty pomiarowe, ujawniając czytelnikowi odchylenia miedzy nimi a poprowadzoną krzywą.
Tego rodzaju kłopoty z prawdą występują wewnątrz nauki. Poza tym jednak nauka miewa też kłopoty natury zewnętrznej, o czym będzie mowa w następnym rozdziale.

4. Prawo do prawdy w nauce

Do niedawna – w skali dziejów – naukowcy byli ludźmi niezależnymi. Mogli stawiać i rozwiązywać problemy, jakie chcieli. Dla kogo to robili? Przede wszystkim dla własnej satysfakcji z wykrywania nieznanych dotychczas prawd, ale ponadto pragnęli uznania ze strony innych naukowców, toteż przekazywali im swoje prace w drodze korespondencji, przedstawiali swoje osiągniecie na zebraniach towarzystw naukowych organizowanych do takich celów, i wreszcie publikowali je w czasopismach naukowych, których liczba szybko wzrastała. W ten sposób utarło się przeświadczenie, że wiedza naukowa jest dobrem przeznaczonym dla każdego, kto zechce się z nią zapoznać i z niej korzystać.

Biorąc to pod uwagę można określić wiedzę naukową jako zbiór udostępnionych twierdzeń i ich dowodów. Aby być naukowcem, trzeba więc spełniać trzy warunki: l) formułować nowe twierdzenia, 2) podawać ich dowody, 3) twierdzenia te i ich dowody udostępniać w sposób ścisły i zrozumiały przez ich opublikowanie.

Z powstaniem uniwersytetów naukowcy utrzymywali się przeważnie z wynagrodzenia za wykłady, co nie zmniejszało ich niezależności, ponieważ uniwersytety były instytucjami samorządnymi, a w nich sami naukowcy byli samorządni, na wykładach przedstawiali własne dociekania lub referowali cudze, a jedynymi osobami, które się tym interesowały, byli studenci kompletujący sobie swobodnie program studiów według tematyki zapowiedzianej przez wykładowców.

Zaczęło się to zmieniać, gdy zadaniem uniwersytetów stawało się kształcenie do określonych zawodów, do których były dostosowane obowiązkowe programy studiów. Ograniczało to swobodę naukowców o tyle, że w swoich wykładach musieli przedstawiać wiedzę potrzebną do danego zawodu, a nie wiedzę przez nich samych stworzoną lub najbardziej ich interesującą.

O wiele bardziej radykalne zmiany nastąpiły, gdy się okazało, że badania naukowe mogą być przedsięwzięciem bardzo rentownym i odgrywającym doniosłą rolę w technice, gospodarce, wojskowości, medycynie itp. Wówczas zaczęto tworzyć instytuty naukowe, których zadaniem było prowadzenie badań naukowych do określonych celów. Ograniczyło to znacznie swobodę naukowców w wyborze problemów i publikowania osiągniętych wyników, co jest zrozumiałe wobec faktu, że pracodawca, którym było wielkie przedsiębiorstwo a nawet państwo, mógł odmówić finansowania badań uznanych za nie interesujące. Stan taki przetrwał do dzisiejszych czasów.

W wyniku wspomnianych przemian naukowcy popadli w rozmaite sploty demoralizujących zależności, wśród których dla uproszczenia, można rozróżnić mikrozależności i makrozależności.

Jako mikrozależności będziemy tu określać bliskie zależności, np. od dyrekcji instytutu lub od innych naukowców. Sprzeciwienie się im w imię prawdy naukowej może stać się grobem kariery w tym zawodzie. Skrytykowanie publikacji innego naukowca zostaje przezeń uznane za akt osobistej wrogości. Wydanie negatywnej opinii o czyjejś rozprawie doktorskiej może spowodować, że jej promotor zemści się na takim opiniodawcy dyskwalifikując rozprawę jego własnego doktoranta. Łatwo powstają kliki uprawiające „klakierstwo”, „cmokierstwo” wychwalające mierne prace swoich członków, oraz „gwizdactwo” ośmieszające wartościowe prace członków kliki konkurencyjnej. Rzecz jasna, są to już objawy zjawisk patologicznych w nauce.

Jeszcze większą rolę jednak odgrywają makrozależności, czyli zależności naukowców od doktryn, polityki rządowej, nastrojów społeczeństwa itp.

Aby wyjaśnić, o co tu chodzi, weźmy pod uwagę historię. Normalnie, każda nauka powinna prowadzić badania zjawisk przeszłych po to, żeby ich wyniki były przydatne do wpływania na zjawiska przyszłe. Dzięki temu prawdy odkryte np. w fizyce mogą być wykorzystane w konstruowaniu urządzeń technicznych, jak mosty, samoloty, czy elektrownie.

Tymczasem historycy nie dążą do wykrywania praw rządzących dziejami (a próby tego rodzaju określają lekceważąco jako „historiozofię”), ograniczając się do ustalania drobnych faktów, nie interesując się przeszłością ani teraźniejszością (co możnaby jeszcze uzasadnić definicją historii jako nauki o dziejach przeszłych, choć doprawdy nie ma powodu, dlaczego nie miałaby to być nauka o dziejach w ogóle), ani nawet przeszłością „bliską”. To ostatnie historycy uzasadniają niedostępnością wielu dokumentów politycznych zwalnianych z archiwów dopiero po określonym czasie, ale jasne jest, że w istocie chodzi tu o nienarażanie się jeszcze żyjącym byłym politykom, lub wręcz o zakazy czynnych jeszcze polityków. Tak pojmowana historia jest raczej działalnością służebną, niż nauką. A już cechy patologiczne ma historia zmyślająca lub przekraczająca fakty.

Jako inny przykład można przytoczyć protesty rozmaitych organizacji z nieprawdziwego zdarzenia tudzież felietonistów usiłujących epatować horrorami swoich czytelników przeciwko badaniom z zakresu atomistyki, inżynierii genetycznej itp., z uzasadnieniem, że spowodują one katastrofalne skutki dla ludzkości.

Tymczasem, podobnie jak toksykologowie rozwijając naukę o truciznach nie spowodowali trucia ludzi, tak samo żadni naukowcy nie nakazywali rzucania bomb atomowych, ani niszczenia naturalnego środowiska człowieka. Tego rodzaju nakazy wychodzą zawsze od polityków. Wspomniane protesty stawiają sprawę tak, jak gdyby władcy postępowali jak dzieci, które użyją niezwłocznie wszystkiego, co im umożliwi nauka, na którą też spada za to odpowiedzialność.

Marian Mazur
http://www.autonom.edu.pl

Komentarzy 60 do “Zagadnienie prawdy w nauce”

  1. Re: Artykul.
    Kazda prawda (w/g talmudowej doktryny) jest prawda w zaleznosci o jaki jest oparta fundament???.
    Masoni maja swoja „prawde”…
    zydzi maja swoja „prawde”
    „katolicznicy” maja swoja „prawde”
    „politycy” maja swoja „prawde”…
    itd.itd.itd.,itd.,
    =================
    jasiek z toronto

  2. marchabr said

    „W czasach powszechnego kłamstwa, mówienie prawdy jest aktem czysto rewolucyjnym” George Orwell – Rok 1984
    Codziennie w każdym miejscu doświadczam tego, kiedy mówię nawet prawdę czysto praktyczną, prostą.
    Pytam za Prorokiem Jeremiaszem czy Psalmistą: „Jak długo Panie będziesz na to pozwalał?” To jest już nie do zniesienia, kiedy za oczywistość ludzie dokonują na Tobie ostracyzmu.
    Niektórzy „konserwatyści” mówią: >>przecież małe kłamstewka nie mają znaczenia<<. Owszem mają: "Kto w małych rzeczach nieuczciwy jest, w wielkich nieuczciwy będzie".

  3. Dictum said

    ad. 1.
    a prawda jest jedna – nazywa się PRAWDA.
    To proste.

  4. Jacek said

    „2) zapewnienia, czyli wypowiedzi zawierające informacje podawane jako prawdziwe, ale nie poparte żadnymi dowodami – należą one do filozofii,”

    to jedno zdanie dyskwalifikuje autora. Filozofia jest nauka, zarowno logika, metafizyka, jak etyka. Wszystkie one zajmuja sie podstawowymi zagdnieniami, na ktorych musza chcac czy nie chcac opierac sie inne nauki aby istniec. Odrzucenie tego faktu prowadzi do bezladnwj paplaniny jaka jest w wiekszosci „nauka” dzisiaj, lacznie z tzw naukami scislymi. I oczywiscie istnieja dowody filozoficzne.

    Jazeli chodzi o uprawiajacych nauke to rzeczywiscie moga uprawiac nauke jedynie mezczyzni, kobiety z reguly nie rozumieja pojecia obiektywnosci czyli prawdy, w wystarczajacym stopniu finansowo niezalezni i zdolni publikowac za wlasne pieniadze. Prototyopem mezczyzny uprawiajcego nauke jest Arystoteles.

  5. Amadeus said

    Z artykułu:

    A) „Na temat „problemu prawdy” napisano już bez mała całe biblioteki, ale obfitość tej literatury nie świadczy bynajmniej o trudności owego „problemu” lecz o jego fikcyjności. Szukano bowiem odpowiedzi na pytanie „co to jest prawda?” a to w istocie nie było rozwiązywaniem żadnego problemu lecz tylko domniemywaniem się znaczenia słowa „prawda”. Ponieważ domniemań może być tyle, ile osób zechce je snuć, więc jedynym tego rezultatem były jałowe spory, czyje domniemanie jest „słuszne”, i wprowadzanie zamętu do sprawy prostej, podczas gdy do niej należy podejść we właściwy sposób, tj. od analizy zjawisk, jak się to robi w naukach ścisłych.

    Sposobu takiego dostarcza cybernetyka (1).”

    Insynuacja, głupota i kretynizm.

    B)„l) twierdzenia, czyli wypowiedzi zawierające informacje podawane jako prawdziwe, poparte dowodami ich prawdziwości – należą one do nauki,
    2) zapewnienia, czyli wypowiedzi zawierające informacje podawane jako prawdziwe, ale nie poparte żadnymi dowodami – należą one do filozofii,
    3) zwierzenia, czyli wypowiedzi nie zawierające informacji podawanych jako prawdziwe, a więc i dowodów prawdziwości – należą one do sztuki.”

    Ogólnie jakbym nie wiedział czym a raczej kim jest prawda to po przeczytaniu tego tekstu dalej bym tego nie wiedział.
    Nic nie wnoszący bzdet.
    Niektórych rzeczy nie da się zmierzyć, zważyć itp.

  6. Amadeus said

    Ad 5 ( do mojego)
    PS.
    „l) twierdzenia, czyli wypowiedzi zawierające informacje podawane jako prawdziwe, poparte dowodami ich prawdziwości – należą one do nauki,
    2) zapewnienia, czyli wypowiedzi zawierające informacje podawane jako prawdziwe, ale nie poparte żadnymi dowodami – należą one do filozofii,
    3) zwierzenia, czyli wypowiedzi nie zawierające informacji podawanych jako prawdziwe, a więc i dowodów prawdziwości – należą one do sztuki.”

    Co?! o co chodziło tutaj temu autorowi.

  7. Jacek said

    ad Amadeus

    to taki „cybernetycxzny” belkot mniemanologii stosowanej z edu.pl ( nie ma to jak edu).

  8. Marucha said

    Re 7:
    Dla ignorantów wszystko, czego nie rozumieją, to bełkot.

  9. Marucha said

    Re 6:
    Ale czego Pan nie rozumie?

  10. Amadeus said

    Ad 9 Pana Marucha

    1) ” twierdzenia, czyli wypowiedzi zawierające informacje podawane jako prawdziwe, poparte dowodami ich prawdziwości – należą one do nauki,”

    Czy prawdą jest tylko to co uda się nam dotknąć, zmierzyć, zważyć. Myślę, że nie.

    2) „zapewnienia, czyli wypowiedzi zawierające informacje podawane jako prawdziwe, ale nie poparte żadnymi dowodami – należą one do filozofii”

    Czy filozofia opiera się tylko na domniemaniach i czyjeś fantazji. Przecież filozofia oznacza kochać mądrość, A tutaj autor pisze, że jest tylko fantazją i domniemywaniem.

    3) „zwierzenia, czyli wypowiedzi nie zawierające informacji podawanych jako prawdziwe, a więc i dowodów prawdziwości – należą one do sztuki.”

    Czy sztuka nie potrafi pokazać czegoś co jest prawdą? Ona tylko kłamie?

    Więc dla mnie autor tego artykułu bełkocze farmazony, pisze bzdety.
    Więc w ogólnej ocenie, nie wiem o co autorowi chodzi? Nie wiem co miał na celu to pisząc.

  11. Jacek said

    ad 8

    Prosze Pana ja Panu nie wymyslam od ignorantow. Pod #4 wyjasnilem dlczego jest to belkot, a w nim slowo cybernetyka jest uzyte bez najmniejszego snesu.

  12. Marucha said

    Re 10:
    Przykro mi, ale Pan niewiele zrozumiał…

    1. Prawdą jest to, co można udowodnić – niekoniecznie zważyć czy zmierzyć.

    2. Autor nigdzie nie pisze, że filozofia jest fantazją i domniemaniem. Stwierdza jedynie, iż nie podaje „twardych” dowodów na swe twierdzenia. Zresztą trudno jest mówić o jakiejś jednej filozofii i o koherentnym zbiorze jej twierdzeń.

    3. Sztuka i literatura ukazują bardzo często sytuacje czy rzeczy, jakie nigdy nie zaistniały, a nawet jeśli zaistniały, nie jest celem sztuki jakieś udowadnianie ich „prawdziwości”.
    Czy naprawdę opis pojedynku Wołodyjowskiego z Bohunem jest „kłamstwem”? Na miłość boską, Panie Amadeus…

  13. Marucha said

    Re 11:
    Kim Pan jest z zawodu, Panie Jacku? Jakie ma Pan wykształcenie?
    Nie musi Pan oczywiście odpowiadać.

    Pana „zarzuty” wobec cybernetyki to po prostu kilka niewyszukanych inwektyw.

  14. Amadeus said

    Ad 12 Pan Marucha

    I widzi pan niektóre rzeczy zależą od tego jak się popatrzy na dane zagadnienie. Przy czym nie ingeruje się w istotę prawdy.
    To co pan napisał to racja. Jak się popatrzy na to z tej strony. Ja popatrzyłem na ten fragment bardzo techniczne, bardzo maszynowo. Gdzie są zbiory i wiele sztywnych granic i dużo sztywnych definicji dlatego tak napisałem.

  15. Marucha said

    Re 14:
    Może warto dodać, że prawdą może być coś, czego nie da się udowodnić. Np. to, że pewnego pięknego letniego dnia przebiegł mi drogę wspaniały, duży lis. Naprawdę tak było. Ale nie mam jak tego udowodnić. Nie mam świadków, nie mam zdjęć…

  16. Ad. 12

    „Prawdą jest to, co można udowodnić”

    – No, nie do końca tak jest. Klasyczna definicja prawdy: Prawdą jest to, co JEST. Prawdą jest to, co jest, niezależnie od tego, czy my o tym wiemy, że to jest. Prawdę możemy poznać. Prawdą nie staje się coś dlatego, że to udowodniliśmy. Czasem czegoś udowodnić się chwilowo nie daje. I prawdzie to nie szkodzi – nadal jest prawdą. Jednak nie wiemy, ze tak jest i możemy mówić nie o tym, że coś jest nieprawdą, możemy mówić o naszej niepełnej wiedzy o tym „coś”.

    Sam o tym wspomniałem. Mogę wiedzieć, że coś jest prawdą, ale nijak tego nie udowodnię, bo nie mam świadków na to, co widziałem, ani zdjęć, ani nagrań.
    Tym niemniej w nauce prawdą jest to, co zostało udowodnione.
    To, czego nie udowodniono, MOŻE być prawdą.
    Admin

  17. Easy Rider said

    Cybernetyka prawdę ci powie – taki wniosek można wyciągnąć z lektury tego artykułu. Cybernetyka jako matka wszelkich nauk, krynica wszelkiej mądrości i wiedzy itp. zapewne posiadła również wiedzę na temat dobra, piękna i szczęścia, skoro była w stanie (w osobie dottore Kosseckiego) rozpracować Trójcę Świętą. Ale może jestem meta-meta-metaniedoinformowany.

  18. Lenin said

    Prawda jest to stwierdzenie o treści zgodnej z obiektywną rzeczywistościa.

  19. Filo said

    4
    Jacek
    Re:
    – Prototypem mezczyzny uprawiajacego nauke jest Arystoteles (ciekawe co to za prawda)
    i:
    – Jezeli chodzi o uprawiajacych nauke to RZECZYWISCIE uprawiac nauke moga jedynie mezczyzni bo kobiety z reguly nie rozumieja pojecia obiektywnosci czyli prawdy. (bardzo ladne zawile zdanie)

    No wiec jak ktos slyszal tylko o Arystotelesie to bedzie fantazjowal na temat ‚prototypu mezczyzny’.
    A gdy chodzi o kobiety, to coz, zdrowo sie naklamala ta Maria C. Sklodowska

    I co to znaczy, ze kobiety z reguly nie rozumieja…
    Z jakiej reguly?
    To moze opowiadac taki sobie mierny dyletant, ktory nigdy nie slyszal o tym, ze i w starozytnosci i w Sredniowieczu kobiety wykladaly przedmioty scisle. A jedna pani juz w Sredniowieczu wymyslila pile tarczowa.
    O kobietach architektach w Sredniowieczu „prof” Jacek tez nie slyszal.

    Pozwole sobie przypomniec, ze nauka niekoniecznie zna tajemnice prawdy , ale napewno prawdy poszukuje.

    Czy taki znany mezczyzna jak Freud, (nota bene narkoman cpajacy kokaine) ktory uprawial psychoanalize jako nauke rozumial pojecie obiektywnosci czyli prawdy?
    Z kolei jego szef prof. Jung, ktory rozpoczal badania nad psychoanaliza, zarzucil psychoanalize jako nauke, bo doszedl do wniosku, ze nie prowadzi do poznania prawdy.
    O Jungu malo ludzi slyszalo, o nieuku Freudzie – miliony.

    To Karol Marks wmowil nam wszelkie klamstwa o Sredniowieczu, ktore uznaja rozni dzisiejsi ‚ naukowcy’ za prawde.
    Z pana wypowiedzi widac, ze nauki marksistowskie nie poszly w las.

  20. Marucha said

    Re 20:
    Jest faktem, iż w naukach ścisłych jest stosunkowo mało kobiet.
    Ale są.
    Były nawet matematyczki. Była taka Hypatia z Alexandrii, była pierwsza programistka Ada Lovelace, była Zofia Kowalewska, była wreszcie nasza polska Helena Rasiowa…

  21. Marucha said

    Re 17:
    Po co Pan bredzi?
    Żadna nauka nie twierdzi, że wie wszystko, do końca i absolutnie ściśle. Natomiast nauka STARA się poznać prawdę, stara się do niej zbliżyć.
    Nauka zajmuje się pewnymi obszarami wiedzy, sobie właściwymi – dlatego cybernetyka nie powie Panu, co jest piękne, matematyka nie wyprowadzi wzoru na szczęście, a chemia ignoruje choroby psychiczne.
    Ileż razy można to tłumaczyć…

  22. Marucha said

    Tak na marginesie: przypomina mi się historia polskiego psychologa, Łobaczewskiego, który pisał o roli psychopatów w polityce – i ogólniej, w społeczeństwie. Nie miał w Polsce życia, wyemigrował do USA.

    Dziwne, że nikt w gajówce nie zaatakował go za… propagowanie psychopatii i promowanie psychopatów! Przecież to by było całkowicie po linii argumentacji niektórych gajówkowiczów.
    Przy okazji można by było postawić mu zarzut, że np. nie opiekował się bezdomnymi psami.

    Widzę tu pewną analogię z doc. Kosseckim. Jego wiedza wydaje się być bardzo niewygodna i wręcz oburzająca…

  23. Prawdą staje się coś na skutek udowodnienia?
    Czy raczej prawdę poznajemy, lub nie poznajemy, a ta prawda jest niezmienna, niezależnie od naszej o niej wiedzy?

    A jest napisane – poznacie prawdę… Jeśli prawdy nie znamy, to możemy ją poznać, możemy udowodnić, że coś jest prawdą. Jednak nie kreujemy prawdy w wyniku przeprowadzenia dowodu.

    Jedna sprawa – istnienie prawdy.
    Druga sprawa – nasza aktualna wiedza o prawdzie.

  24. Amadeus said

    Ad 21 Pan marucha

    „Natomiast nauka STARA się poznać prawdę, stara się do niej zbliżyć.”

    Jeżeli popatrzyć na wolną i nieskrępowaną naukę jaką kiedyś dawno temu była. To fakt w takim przypadku nauka dąży do poznania i opisania prawdy.

    Ale jak popatrzy się na tą naukę, którą dzisiaj się lansuje w szkołach, na uniwersytetach, w mediach. To ona wcale do odkrycia i opisania prawdy nie dąży. Choć cały czas mówi o tym, że poszukuje prawdy. To tak na prawdę, prawda ją nie interesuje. Natomiast interesują ją jak fakty nagiąć do wcześniej postawionych tez.
    Dzisiaj to taka neonauka i nic więcej.

    Panie Amadeusu, ja mówię o nauce i naukowcach, a nie o prostytucji.
    Zresztą prostytucja występuje jedynie tam, gdzie można na oszustwie zrobić pieniądze, np. histeria ociepleniowa.
    Admin

  25. Filo said

    20
    Marucha
    A teraz bedzie o cybernetyce o ktorej nie mam zielonego pojecia. Ani nawet nie wiem, kto to byl Kosecki.
    Ale rozumiem z dyskusji, ze programowanie spoleczenstw ma to do i od siebie, ze jak czegos nie znamy, to znaczy, ze nie istnieje.
    Chodzi oczywiscie o te zmierzle babsztyle, ktore robia tyle zamieszania: bo np. moga plodzic geniuszy ale same nie moga dostapic blogoslawienstwa talentow i rozumu.
    Moje argumenty: (mozna sprawdzic w ksiazkach i chyba w internecie):
    – pierwszymi lekarzami w starozytnosci byly kobiety
    – kobiety w starozytnosci wykladaly medycyne
    – Metadora napisala pierwszy podrecznik do medycyny
    – w Babilonii kobiety byly sedziami, kupcami, i podobnie jak w Egipcie zajmowaly sie finansami. Zajmowaly wysokie stanowiska w ministerstwach, armii i panstwowych finansach.
    – w Persji prowadzily armie do boju i byly znakomitymi strategami wojskowymi. Wlasciwie za Sasanidow stanowily przewage w dowodztwie armii
    -kobiety w starozytnosci i Sredniowieczu wygrywaly wielkie batalie: 550 lat pne krolowa Tomirys z Massagety pobila armie Cyrusa Wielkiego; dzielne wojowniczki pod dowodztwem Telesilli (550pne) obronily miasto Argos
    W 480 roku pne Artemida I z Karii, krolowa Helikarnasu dowodzila flota wojenna i byla wojskowym doradca Kserksesa.
    Kobiety scytyjske byly bardzo waleczne. Sarmacka krolowa Amage w 4 wieku pne zaatakowala ksiecia scytyjskiego i wymordowala mu cala rodzine a samego krola pobila w pojedynku.
    I to kobieta wystraszyla Aleksandra Macedonskiego i pogonila z Nubii. Znane z batalii byly: Krolowa Berenika, Laodice, czy Krolowa Teuta z Ilirii, ktora uprawiala piractwo przeciwko Rzymowi. Kobiety bronily Sparty przed Pyrrusem. Kobiety bardzo czesto walczyly na rowno z mezczyznami.
    – kobiety w Persji wladaly krajem przez tysiace lat. Za czasow Dariusza pani pulkownik Artunis decydowala o tym, kto wezmie udzial w batalii, a ksiezniczka Aspas byla szefem policji za Sasanidow.
    – kobiety w starozytnym Egipcie wymyslily warzenie piwa
    – kobiety tez wynalazy technologie produkcji jedwabiu z jedwabnikow
    – w Sredniowieczu wykladaly chemie i astronomie na uniwersytetach.
    – W klasztorach wiele pan zajmowalo sie filozofia, matematyka, panie studiowaly starozytnych medrcow, i pisaly rozne traktaty i rozprawy naukowe.
    – W Sredniowieczu panie tez nie zasypialy gruszek w popiele i tlukly sie na rowni z panami w roznych bitwach. Lista jest dluga, wiec wymienie tylko pare: W 589 Basina, corka Chilperica I I Klotyldy podbila miasto Poitiers przy pomocy armii kryminalistow. VII wiek: Kahina prowadzi rebelie Berberow przeciwko Omajadom, nawet wdowa po Mahomecie Aisha prowadzila batalie pod Camel (656) i zostala pobita
    Krolowa Ethelburg zWessex (772) zniszczyla miasto Taunton; Norweska pani rycerz Lathgertha brala udzial w walce z najazdem szwedzkim Krolowa Emma z Francji (934) szef armii prowadzila kampanie militarna przeciwko rebelom. Olga z Kijowa obronila Kijow w czasie oblezenia (968) … lista jest baaardzo dluga i jak ktos ciekawy moze sobie sam poszukac o paniach z Chin, Indii, Kastylii, Toskanii, o paniach Wikingach. No i jeszcze byla nasza krolowa jadwiga, ktora prowadzila armie przeciwko Rusi.
    Naturalnie pierwsze meskie pytanie bedzie : ile tych kobiet bylo w porownaniu z mezczyznami?
    A to heca!
    My nawet nie jestesmy pewni czy kobiety w ogole istnialy w starozytnosci!. A przeciez wszystkie umialy pisac i czytac. Plemiona koczownicze byly wyjatkiem ale u nich panowie tez byli niepismienni.

    W okresie ZSRR liczba kobiet na radzieckich uczelniach technicznych byla wlasciwie rowna meskim studentom.
    W Polsce na Politechnice i AGH panie dorownywaly niemal liczbie meskich studentow. Pamietam, ze wydzial ceramiczny przy AGH nazywany byl damskim wydzialem co sie przekladalo na to, ze byl to wydzial humanistyczny przy AGH. Oczywiscie ze zadne statystyki nie zatroszcza sie o publiczne naglasniane danych. Statystykami na ogol zajmuja sie panowie!
    Ale jak kto ciekawski sam zawsze moze sprawdzic.
    A tak z glebi serca polecam niektorym panom, zwlaszcza takim jak pan JO zeby sobie poczytali Marie de France. Moze tam nie ma o kobietach smolarkach czy snycerzach ale jest o panach i ich zachowaniu wzgledem pan.

    Po co ja to wszystko wywlekam?
    Rola kobiety w spoleczenstwie zalezy nie od jej glupoty tylko od spolecznego zapotrzebowania. W czasach kiedy rozwijal sie przemysl bab bylo wszedzie pelno, na niemal wszystkich wydzialach technicznych. Chyba mniej bylo na fizyce jadrowej ale na ogol panie zdobywaly dyplomy w dziedzinach technicznych. Panie mialy duze poparcie spoleczne: zlobki, przedszkola, gotowane posilki w szkole, swietlice, miejskie pralnie, domy kultury itp. I zadna pani inzynier nie martwila sie, ze po studiach nie dostanie pracy w przemysle czy na uczelni.
    Naturalnie, ze bywaja bardzo czeste przypadki, ze kobieta musi zonglowac miedzy rodzina a kariera. I obowiazki macierzynskie musza wziac przewage nad ambicjami zawodowymi. Nie swiadczy to jednak o tepocie pan, czy nie pojmowaniu swiata tylko o panach- samcach, ktorzy sie uparli, zeby akurat dyskutowac ten aspekt spolecznej roli kobiety kiedy kobieta jest najbardziej bezbronna bo zajmuje sie domem i dziecmi wtedy gdy pani mama wymaga specjalnej opieki otoczenia, bo karmi dzieci, gotuje, sprzata i przewija pieluchy, czyli siedzi w domu i nic nie robi.

    Ja nie jestem za feminizmem, marksizmem i (nie)rownouprawnieniem, ale zastanawiaja mnie pewne szablony spoleczne.
    Kobieta ma prawo byc tak samo durna jak Palikot i tak samo madra jak Kopernik. Czy ktos slyszal o asystentce Banacha?
    No to tyle na temat poszukania prawdy.

  26. Marucha said

    Re 25:
    Poza tym kobieta jest najlepszym przyjacielem człowieka!

    Choć niektórzy mają inne zdanie…

  27. Filo said

    26
    Yeah … kurica nie ptica, zenszczyna nie czielawiek.
    I back to square one.
    Jablko z drzewa wiadomosci dobrego i zlego podobno przelknela Ewa a Adam sie zadlawil. Gdzies to podobno tkwi w gardle. Ani wte ani we wte…

  28. Miet said

    Tak trochę tylko się wtrącę – bo mam duży regionalny, kilkudniowy turniej brydżowy, który wypełnia mi czas bez reszty.:-)))

    Chciałbym przypomnieć (bo już kiedyś to pisałem w Gajówce) tym co twierdzą, że prawdą jest tylko to co się daje udowodnić, że genialny austriacki logik Gedel namieszał takim filozofom w głowach bo udowodnił jego słynne twierdzenie:
    „W każdym niesprzecznym systemie dedukcyjnym, istnieją zdania (twierdzenia) prawdziwe, których nie da się udowodnić przy użyciu metod tego systemu.”

    O tym twierdzeniu nie bardzo chcą słyszeć różnej maści ateiści, bo ono burzy im ich poglądy, że każdą prawdę da się naukowo udowodnić i to jest tylko kwestia czasu i rozwoju nauki.

    Moja własna interpretacja tego twierdzenie utwierdza mnie w wierze , że wszelka prawda pochodzi od Stwórcy, który stworzył świat wg. jego logiki i człowiekowi dał możliwość poznawania i zgłębiania prawd o tym świecie.
    Logika Stwórcy jest ponad wszystkimi systemami logicznymi jakie człowiek może sobie wymyślić – to znaczy, że pewnych prawd jako ludzie nigdy nie będziemy w stanie poznać (udowodnić) bo wtedy musielibyśmy być równi Bogu.

    Oczywiście, moja interpretacja jest taką moją filozofią w wielkim skrócie, z którą każdy może się zgadzać lub nie zgadzać.

  29. Marucha said

    Re 28:
    Oczywiście, mamy z takimi sytuacjami do czynienia, w matematyce i logice (twierdzenie Gödla).
    Nie każdą prawdę da się udowodnić – ale za to wszystko, co się da, jest prawdą.
    I oczywiście wszelka prawda pochodzi od Boga.

  30. Boydar said

    Do (29) jak Pan Gajowy znajdzie chwilę czasu, niech dopisze wyjaśnienie, co znaczy „udowodnić” 🙂

    „Dlaczego tanie wino jest dobre ? Bo jest dobre i tanie” !

  31. Marucha said

    Re 30:
    Aha.
    Zaczyna się przywalanie się do słówek i rozdzielanie włosa na czworo, żeby w tak powstałym śmietnisku intelektualnym rozpłynęło się samo zagadnienie.

    Mogę oczywiście odpłacić tym samym – i spytać, co to znaczy „chwila”, co to jest „wyjaśnienie”, co to jest „czas” itd.
    I będziemy tak sobie pogrywać do usranej śmierci (oczywiście musimy zdefiniować, co to jest śmierć).

    Nie muszę chyba wyjaśniać, że taki sposób dyskutowania – dopytywanie się „na zmęczenie przeciwnika” -traktuję z należną niechęcią.

    Pana Boydara odsyłam do:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Dow%C3%B3d
    To powinno wystarczyć.

  32. Slowianska Tradycja said

    …cos tak:

    „Dziewczyna czuje, odpowiadam skromnie,
    A gawiedz wierzy gleboko.
    czucie i wiara silniej mowia do mnie
    niz medrca szkielko i oko.
    martwe znasz prawdy
    nieznane dla ludu
    widzisz swiat w prochu,
    w kazdej gwiazd iskierce

    Nie znasz PRAWD ZYWYCH, nie obaczysz cudu

    MIEJ SERCE I PATRZAJ W SRCE.

    A. Mickiewicz

  33. Amadeus said

    Ad Filo

    Jablko z drzewa wiadomosci dobrego i zlego podobno przelknela Ewa a Adam sie zadlawil. Gdzies to podobno tkwi w gardle. Ani wte ani we wte…

    Jak Ewa połknęła to jabłko to i go wydaliła, a u Adama to jabłko dalej jest. 😛 😀

  34. Slowianska Tradycja said

    HIS-TORIA „jednego” klamstwa…a ile ich jest w DZIEJACH 😉 (polskie slowo :DZIEJE)

    Historia jednego kłamstwa PL HD (1-2)

  35. Slowianska Tradycja said

    Historia jednego kłamstwa PL HD (2-2)

  36. Slowianska Tradycja said

    …sie „wkleilo ” to samo, zamiast:
    Historia jednego kłamstwa PL HD (1-2)

  37. Boydar said

    Niech mnie Pan Gajowy nie próbuje wpuścić w kanał, bo szkoda nafty. Podany link i linki wynikające utwierdzają mnie w przekonaniu, że pytanie moje nie jest bezzasadne. Wynika z nich bowiem jednoznacznie, że aby przeprowadzić dowód (prawdziwości) należy wpierw przyjąć za właściwe stosowne aksjomaty oraz ustalić zasady na których owo dowodzenie się ma opierać. I ja to wiedziałem od kolan i wiedziałem że właśnie na tym bywają przekręty. Jakie aksjomaty i jakie zasady. I tego dotyczyło moje pytanie a nie „czepiania się słówek”. Tak nisko nie upadłem. Dyskusja dotyczy prawdy w nauce. O profesorze Hudinim Pan Gajowy słyszał ? A o docencie Copperfiedzie ? To oni są pikusie przy prawdziwych iluzjonistach. Tych z prawdziwymi tytułami z prawdziwych uniwersytetów. Za stosowną opłatą wykonają każdy numer i jeśli trzeba dołączą nawet certyfikat koszerności. Reasumując, uważam że najpierw wypada oczyścić i odkłamać środowisko naukowe, a potem dopiero próbować im wierzyć że udowodnili to czy tamto. A mnie proszę nie podejrzewać o prymitywne zagrywki.

  38. Marucha said

    Re 37:
    Tak, podejrzewam Pana o prymitywne zagrywki. Zwłaszcza, że Pański wpis nijak się nie odnosi do „podchwytliwego” pytania: » co to znaczy „udowodnić” « .

    W nauce – której Pan najwyraźniej nie odróżnia od tricków Copperfielda – nikomu nie musi Pan wierzyć na słowo, lecz sam może Pan prześledzić zamieszczone dowody. Tak było od zarania nauki i tak jest nadal.

    Powoływanie się na pseudonaukowych szalbierzy, celem zdyskredytowania nauki jako takiej, nie zasługuje właściwie na odpowiedź. Fakt, że Al Gore jest łobuzem i kłamcą, nie dyskredytuje klimatologii.

  39. Boydar said

    No i nie wierzę 🙂
    Z wyłączeniem Chrystusa !

    Ma Pan przewagę Autorytetu, nie powalczę. Poddaję się.

  40. Marucha said

    Re 39:
    Oczywiście, wolno Panu niczego nie sprawdzać, lecz tylko powiedzieć „Nie wierzę”.
    W tym momencie dalsza dyskusja staje się bezcelowa, a właściwie stała się taka już dość dawno.

    Ale podam jedną ciekawostkę.
    Otóż powszechnie wiadomą oczywistością jest, że 1 + 1 = 2.
    Dla matematyka jednak nic nie jest „oczywiste” (oprócz przyjętych aksjomatów, na których buduje się daną gałąź matematyki). Dlatego też swego czasu przerabialiśmy na wykładach matematyki na Uniwersytecie Warszawskim dowód, że rzeczywiście 1 + 1 = 2. Każdy mógł go sobie prześledzić.

    Wydaje mi się, że dla Pana fakt, iż można przyjąć różne zbiory aksjomatów (pewników) jest czymś wielce podejrzanym.
    W geometrii euklidesowej jednym z aksjomatów jest to, że linie równoległe nigdzie się nie przecinają, nigdzie się nie spotkają. Na bazie tego aksjomatu (i paru innych) buduje się ową geometrię euklidesową. Taką, jaką znamy ze szkoły i z życia,
    Z kolei, jeśli założymy, że owe linie równoległe gdzieś tam kiedyś się spotkają, możemy zbudować spójny system geometrii nieeuklidesowej (Łobaczewskiego).
    Czy któraś z tych geometrii jest „prawdziwsza”, „lepsza” od drugiej? Otóż nie, bo każda ma swój zakres zastosowań.

  41. Boydar said

    Przyjmuję „na wiarę”, że Mikołaj Łobaczewski nic złego nie miał na względzie, „spotykając” proste równoległe. Dzięki takiemu założeniu stworzył niezwykle przydatne narzędzie, które pomimo swej nieoczywistości, umożliwia ujęcie kawałka niepojętej dziedziny w jakieś eleganckie ramy, nawet z rączką do przenoszenia. I to było dobre. Pragnę natomiast zauważyć, że prześledzenie większości naukowych dowodów przekracza możliwości 99% populacji. Być może nawet i tu jestem optymistą.

    Chciałbym jeszcze wrócić do innego Łobaczewskiego, Andrzeja. Nie mogę się z Panem zgodzić w kwestii analogii. Z „Ponerologii” płyną mimo wszystko słowa pociechy i nadziei. Pomimo trafnego opisu całego tragizmu sytuacji. Z SC płynie wyłącznie szyderstwo z podporządkowanych zgodnie z tą logiką zależności nieszczęsnych tłumów. Znajomość splotu kańczuga nie jest dla niewolnika żadną pociechą.

  42. Marucha said

    W matematyce możemy tworzyć dowolne systemy i teorie. Nie dzielimy ich, panie Boydar, na moralnie lepsze, czy gorsze. Co najwyżej możemy odróżniać te, które mają praktyczne zastosowanie i takie, które go nie mają.

    O tym, czy je mają, dowiadujemy się z reguły później. Geometria Riemanna znalazła zastosowanie w teorii względności. Idiotycznie niepraktyczna na owe czasy algebra Boole’a znalazła zastosowanie w informatyce. Itd.

    To, że większość naukowych dowodów jest niemożliwa do weryfikacji przez ogromną większość ludzkiej populacji jest właściwie bez znaczenia. Dowody są publikowane, toczą się dyskusje i zawsze znajdzie się ktoś, kto albo potwierdzi rozumowanie poprzedników, albo je uściśli i poszerzy, albo nawet obali. Cóż więcej można zrobić? Zredukować naukę do trywializmów możliwych do zrozumienia przez przysłowiowego kopacza rowów?

    Pana rozumowanie (zwłaszcza to o szyderstwie z tłumów, sic!) zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do haseł rewolucji feministycznej, którego wybitne przedstawicielki, bodaj w Szwecji, postulowały stworzenie specjalnej algebry dla kobiet, gdyż ta istniejąca jest zbyt męsko-szowinistyczna.

    Nauka nie jest szydercza, niemoralna czy męsko-szowinistyczna.
    Nauka może być albo prawdziwa, albo fałszywa.

  43. Grzegorz K said

    Panie Boydar

    Ad 37
    Jeżeli chce się Pan dowiedzieć czegoś o aksjomatach to polecam zajrzeć tu:
    J. Kossecki „Metacybernetyka” Kielce – Warszawa 2005 http://pldocs.org/docs/index-20373.html. Wystarczą pierwsze trzy rozdziały z tej książki. Zakładam oczywiście, że ma Pan zamiar rozwiać swoje wątpliwości.
    Po zapoznaniu możemy przystąpić do polemiki.
    Chyba, że chodzi Panu wyłącznie o bicie piany, a dotarcie do prawdy jest rzeczą dalszego rzędu.

    Pozdrawiam

  44. Filo said

    33
    Amadeus
    Witaminy i mineraly sa materialem budulcowym i odzywczym dla calego ciala. Witaminki zostaly, weszly do krwi a wiadomo, ze mozg jest ukrwiony. A z tego ogryzka w gardle nie ma zadnego pozytku.
    Trza bylo Ewki posluchac.

  45. Boydar said

    Pan Gajowy i Pan Grzegorz Ka

    Moje, przedstawione w zrozumiałym, polskim języku, sposoby rozumowania, nie są błędne. Są natomiast NIE DO PRZYJĘCIA dla szanownych Oponentów; i to rozumiem w całej rozciągłości tego co zostało oraz nie zostało wyartykułowane. Pan Gajowy, podejrzliwie upatruję we mnie rewolucjonisty, zaś Pan Grzegorz, już otwartym tekstem – idioty. Już sam nie wiem co gorsze. Daję sobie spokój z tym wątkiem. Tym razem definitywnie i – bez żalu. Wnioski jakieś z niego przecież płyną. Trzeba umieć przegrywać. Kłaniam się w kontekście, najuprzejmiej.

  46. Filo said

    Ojej
    Jeszcze chwile i zacznie sie pusty omlot slomy pt: a co to jest nauka?. I co zaliczamy do nauki:
    Czy psychologia jest to nauka o psach?
    Czy statystyka, socjologia, mniemanologia i pusta frazeologia – to sa dziedziny naukowe?
    Jesli wiedza i nauka maja miec cokolwiek wspolnego z eksperymentem to wedlug tych wszystkich podwykladow o p. Kosseckim jest mozliwe wprowadzenie amerykanskiej demokracji we wszystkich krajach swiata? Czy mozna cybernetycznie wykreowac idealna zone, meza, i odpowiednie tesciowe dla swoich dzieci?
    Moze ktos mi wreszcie wytlumaczy co to znaczy cybernetyka spoleczna, w prosty sposob przy pomocy metody naukowej jaka jest lopatologia (przy)stosowana?
    Czy rzeczywiscie cybernetyce pomaga/przeszkadza drugie prawo dynamiki Newtona: bodziec -reakcja?
    Czy w zwiazku z tym mozemy cybernetycznie zaprogramowac ludzi tak zeby zniszczyc im mechaizmy obronne (instynkt samozachowawczy)
    Jesli Bozia nas tak stworzyla, bardzo indywidualnie, ze kazda osoba reaguje inaczej na bodzce zewnetrzne – no to ta cala cybernetyka spoleczna jest do dupy, co widac na przykladzie wschodniej Ukrainy.
    Rozumiem, ze kazda nauka moze miec jakies zastosowanie bo wielu madrych ludzi kombinuje i wyszukuje nowe zasady przyrody ktore mozna zastosowac w praktyce.
    Czy wszystkie te zasady da sie zastosowac do gatunku homo sapiens? A moze sie da, tylko, ze my jeszcze nie umiemy?

  47. Amadeus said

    Ad 44 Filo

    😀

    Organizm cały czas potrzebuje witamin i minerałów, więc te wcześniejsze gdzieś się ulatniają. A przydział jabłka się skończył, było tylko jedno.
    A Adam dalej go ma, nawet powiem więcej ma serce jabłka. I za każdym razem witaminki i minerały z tego ów jabłka dostają się do krwi.
    Ta dam… 😛 😀 🙂

  48. Wernyhora said

    Ad. 46 Cybernetyka społeczna nie ma zastosowania do badania decyzji konkretnych jednostek, to nie jest apteka. Dzięki statystyce i rachunkowi prawdopodobieństwa prawa cybernetyki działają dla większych grup. Może Pan sobie autorytarnie stwierdzić, że „cybernetyka jest do dupy”, ale to nie zmienia faktu, że udowodnione przez nią procesy zachodzą. Zamknę oczy i nie będą mnie widzieć tak rozumują dzieci. Drugą sprawą, której zdaje się Pan nie rozumieć jest, że naukowiec dąży do poznania prawdy i opisania jej językiem naukowym (twierdzenia i dowody). Jak ktoś sobie wykorzysta cybernetykę to jego sprawa, ale faktem jest, że poznanie mechanizmów manipulacji pozwala się przed nią bronić. Przeklnij pan cybernetykę jak Pan chcesz, masz Pan do tego prawo. Jeśli ktoś ma większy apetyt, może również przekląć grawitację i wyskoczyć z dziesiątego piętra.

  49. Filo said

    47
    Amadeus
    Jedni mowia serce – a inni: ogryzek.

  50. Filo said

    48
    Wernyhora
    Tak naprawde, to zgadzam sie z panem bo przyznaje od poczatku i bez bicia, ze szukam tzw. prawdy i olsnienia w temacie.

    Ale byl tak fizyk i filozof co sie nazywal prof. Jung i napisal cos takiego: Jasniejsze niz tysiac slonc.
    Byla to moja przypadkowa lektura jeszcze w czasach licealnych.
    Pamietam, ze byl taki trend- spostrzezenie w Polsce i chyba tez i na Zachodzie, ze wszystko co czlowiek wymysli obraca sie przeciwko niemu a najnowsze wynalazki porywa na ogol armia i uzywa przeciwko bliznim. Podawano przyklad nie tylko dynamitu ale i rozbicie atomu, uzaleznienie od chemii i chemikalii, ochrona lasu przez kopanie dziur i deforestacje itp..
    Widac utknelo mi w pamieci i dalej siedzi.
    Ja mam wyjatkowe uczulenie na kontrolowanie zachowan dla celow zbojeckich.
    I to jest moja odwieczna rozterka, na ktora ja nie mam zadnego wplywu, ani tez nie mysle potepiac rozwoju nauki.
    No bo jesli np. szczepienia ochronne uratowaly nas od wielu epidemii i chorobsk, to teraz uzywa sie je w celu wprost przeciwnym: wywolywania epidemii i chorobsk: swinska grypa, ebola..
    Programowanie ludzi zas polega na tym, ze matka czuje sie winna ja zaszczepi dziecko i jak go nie zaszczepi. Obowiazkowy program szczepien wmowil ludziom, ze beda mordercami wlasnych dzieci jak sie nie zgodza na szczepienia. Poniewaz wiele matek sie buntowalo , to wprowadzono obowiazkowe szczepienia.
    Jesli ludziom wmowiono, ze Irak i Afganistan zagraza ludzkosci – to z calym przyzwoleniem zaprogramowanej i wystraszonej ludnosci globu udalo sie doszczetnie zniszczyc kilkanascie panstw i mamy popularny wrecz postep w dziedzinie niszczenia kultur przy pomocy roznych naukowych metod sterowania swiadomoscia czlowieka i calych grup spolecznych.
    Jesli wspanialy wynalazek internetu, telewizji i telefonow komorkowych ma nam sluzyc do ulatwiania kolorowych rewolucji, siania kultu dyktatury i agresywnych ludzkich zachowan przy calkowitej eliminacji etycznych zachowan, Dekalogu i harmonii spolecznej to naturalnie mam prawo miec zupelnie prywatne zdanie na temat pewnych dziedzin nauki, ktore nie sluza ludnosci a sa skierowane przeciwko.
    Ani pan ani ja nie mamy na tyle srodkow finansowych i wladzy, zeby sterowac ludzkimi zachowaniami i eleiminowac te, ktore ludziom nie sluza..
    Skoro wyelimowalismy religie, to te pustke zastepuje ersatz pojecia dobrego i zlego. Zamienilismy zwykla kuchenke na mikrofalowke a garnki miedziane na teflon bo mamy wbite do glowy, ze to przeciez wynalazek naukowy dla dobra ludzkosci i wygody pan w kuchni.
    Jestem tepym pragmatykiem i podaje przyklady bardzo przyziemne, ale przypomina mi sie taki jeden bardzo wazny eksperyment naukowy o programowaniu ludzkich zachowan- bardzo modny na Zachodzie temat.
    Pewna firma reklamowa (PR public Realtions) ktora robila badania naukowe na temat ludzkich zachowan w swietle szukania nabywcow na zupelnie bezuzyteczne towary oferowanych przez reklame, poddala do eksperymentow 10 panow, na ktorych przeprowadzila cybernetyczne sterowanie mozgu. Panowie, podejrzewam nie robili tego za darmo.
    Otoz po okresie prob i ‚badan’ panowie dostali gotowke do reki i mieli polecone leciec szybko do najdrozszych magazynow i wybrac sobie najpotrzebniejsze dla nich towary pierwszej potrzeby.
    Wszyscy panowie wrocili z zakupionym towarem: KAZDY z nich zakupil …. paczke podkladow higienicznych!!
    Natomiast na krajowym rynku, najlepszym przykladem sterowania spoleczenstwem sa przygotowania do rewolucji kolorowych czy przewrotow.
    Jak to sie stalo, ze znakomita wiekszosc spoleczenstwa nosila na rekach prostaka i wlasnego wroga: (latajace uniwersytety Sorosa??)

    Czy to cybernetyka wyhodowala nam nobliste?: takiego prostaka?? na prezydenta??? Widac to jakies rzeczywiscie negatywne plusy:

    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/rosja-struchlala-bolek-zagrozil-wojna-2014-10

  51. Marucha said

    Re 50:
    wszystko co czlowiek wymysli obraca sie przeciwko niemu a najnowsze wynalazki porywa na ogol armia i uzywa przeciwko bliznim

    Nie wszystko, panie Filo. Nie wszystko.
    I nie obraca „się”, ale robią to politycy. Oni obracają.
    Człowiek pierwotny mógł kamieniem rozłupać orzech – ale któryś wpadł na pomysł, aby takimże kamieniem przyfasolić drugiemu w łeb i odebrać mu kobietę.

    To nie cybernetyka wychowuje nam złodziei, łobuzów, manipulatorów. Ani chyba żadna inna nauka.

  52. Filo said

    51
    Marucha
    To o Amerykanach Marucha nie slyszal??
    Miedzy intencja a zastosowaniem jest morze spekulacji.
    Zlodzieje zawsze beda istniec.

    Panie Marucha
    O co mnie sie rozchodzi, ze pomiedzy wynalazkami a ich zastosowaniem powinoo istniec prawo boskie zachowania czlowieczenstwa..
    Bo miedzy osiagnieciami w medycynie a skrobanka powininno istniec prawo swietosci zachowania zycia.
    I nie bardzo rozumiem co to za nauka wydumala nam bombe atomowa czy epidemie eboli.
    Ja ciagle sie upieram, zeby mi ktos wytlumaczyl zaleznosc miedzy dr. Faustem a sprzedaniem duszy diablu.
    Ani nie mam zapedow fanatyzmu religijnego, ani nie popieram hamowania postepu technicznego……….
    ale martwi mnie zaleznosc etyki od proponowanych wzorcow zachowan.

    Bezczelnie powolam sie na przysiege Hippokratesa:
    Otoz kiedys , w starozytnosci, chyba 500 lat pne, gdy nauka doszla do wniosku, ze mozna zamienic srodki zapobiegania ciazy- srodkami spedzania ciazy – ten antyczny, poganski swiat narobil rabanu I filozofowie wzieli sie za bary z naukowcami: od kiedy zaczyna sie poczecie i jaka jest roznica miedzy poczeciem a zapobieganiem poczecia.
    Czopki zapobiegajace zajscia w ciaze byly bardzo popularne juz w starozytnym Egipcie..
    Zebrali sie etycy i lekarze, zwiazki zawodowe ( bo akurat wtedy istnialy w calym Basenie Morza Srodziemnego) i wymyslily, ze nowe technologie usuwania ciazy nie sa zgodne z etyka narodow!!!!!!!!!!!!!!
    WYDUMALI PRZYSIEGE HIPPOKRATESA.
    My nie mamy takich mechanizmow.
    My nie potrafimy wydumac praw, ze bron kasetowa, fosforowa, atomowa, nie powinna byc uzywana przez zadne kraje bo …………………..filozofom sie to nie podoba!!
    Serdecznie pozdrawiam

  53. Filo said

    51
    OK
    To dlaczego ,taki pewny siebie Marucha wymazal moj wpis???

    Cooooo? Nigdy nic Panu nie wymazałem! – admin

  54. Marucha said

    Re 52:
    …pomiedzy wynalazkami a ich zastosowaniem powinno istniec prawo boskie zachowania czlowieczenstwa..

    Mało jest twierdzeń, z którymi bym się bardziej mógł zgodzić, niż z powyższym.

    Ja tylko chciałem podkreślić, że za nadużyciami nauki stoją zawsze jacyś ludzie. Politycy. Nie filozofowie.
    Nauka, jako taka, jest niczemu niewinna.

  55. Grzegorz K said

    ad 52

    „…Bo miedzy osiagnieciami w medycynie a skrobanka powininno istniec prawo swietosci zachowania zycia…”

    Widzi pan taka lucyferyczna cybernetyka precyzyjnie definiuje początek życia i nie uwierzy pan jest on zaskakująco zbieżny z początkiem życia definiowanym przez KK. Otóż wg. cybernetyki system autonomiczny, jakim jest człowiek, ma swój początek w momencie startu realizacji programu jakim jest kod genetyczny.
    Strasznie ten lucyfer pobożny…

    Uważam że precyzyjność i niepodważalność cybernetyki społecznej jest jedną z głównych przyczyn niedopuszczania jej do ogólnego obiegu przez siły kontrolujące obecny porządek.

  56. Wernyhora said

    Drogi Panie Filo, nauka nie jest zła ani dobra, nauka dąży do poznania prawdy, jest tylko opisywaniem pewnych FAKTÓW, w sposób naukowy. Obiekt sterowany od sterującego różni się tym, że sterujący ma przewage informacyjną. Niwelować tę przewagę można tylko poprzez samodokształcanie się, a nie zakazywanie komuś nauki cybernetyki, czy jej obrzydzanie. Choćby z tego powodu wiedzę tę należy propagować. Pozdrawiam

  57. Easy Rider said

    Ad 55 – Grzegorz K.

    Dlaczego w każdym przypadku opisywanym przez cybernetykę musi być obiekt sterujący i sterowany? Jeżeli mamy do czynienia z losowym zderzeniem dwóch ciał, to skąd wiadomo, które którym steruje? Ziemia, Księżyc i inne ciała niebieskie krążą w przestrzeni kosmicznej w wzajemnej zależności między sobą, ale czy można powiedzieć, że to Ziemia steruje Księżycem lub odwrotnie? Dziwna to filozofia z tym jednokierunkowym sterowaniem, nie potwierdzona przez żaden dział fizyki, gdyż wszelkie znane oddziaływania, jak mechaniczne, grawitacyjne, elektrostatyczne, magnetyczne – są oddziaływaniami wzajemnymi.

    A co do kwestii początku życia – gdyby kod genetyczny był programem zdolnym do stworzenia życia, to zajście w ciążę następowałoby w wyniku pocałunku. A tak na marginesie, to według cybernetyków, kiedy w to nowo powstałe życie wstępuje duch? Ale może zadałem trudne pytanie, bo nie wiem, czy w cybernetyce istnieje życie duchowe, przypuszczam bowiem, że jest to dziedzina powstała na gruncie ateizmu.

    Ad 56 – Wernyhora.

    Zarówno Pan, jak i Gajowy traktujecie naukę jako coś wyidealizowanego, oderwanego od rzeczywistości. Nauka – przynajmniej ta instytucjonalna, bo prywatna praktycznie nie istnieje – to element spiskowej rzeczywistości, gdzie zarówno obsady stanowisk, kierunki badań jak i finansowanie są zależne od rządów, też nie samodzielnych, lecz sterowanych przez różne gremia ponadpaństwowe. W tej sytuacji, wymaganie od nauki głoszenia prawdy, to jak wymaganie prawdy od tychże spiskowych rządów. Nauka w dzisiejszej rzeczywistości pełni jedynie służebną rolę wobec sił rządzących światem, jest czynnikiem totalnej kontroli umysłów, w związku z czym wszystkie naukowe rewelacje należy traktować na zasadzie ograniczonego zaufania.

  58. Boydar said

    Całkowicie „off topic” do Pana Easy

    Dzisiaj rano kiedy jechałem do sklepu, widziałem rozjechanego kota. Aż mi łzy nabiegły do oczu; no cóż, zdarza się. A za chwilę będę płakał nad Panem !!!

  59. Easy Rider said

    Ad 58.

    Spokojnie, Kolego Boydar, już byłem rozjeżdżany na innych forach i jakoś przeżyłem. W ostateczności – odchodzę, jak widzę, że nie ma sensu walczyć z wiatrakami. W każdym razie, dziękuję za troskę.

  60. Boydar said

    @ Pan Easy

    – Jak wy to Baco robicie, takie ogromne stado tych waszych owieczek, a wy tak szybko potraficie je policzyć …
    – Ano, zwycajnie panocku, lice se nogi i wartko dziele bez śtyry …

    Czyż nie cudownie naukowe podejście ?

    Kiedyś, dawno dawno temu, kiedy jeszcze nie potrafiłem sprawnie policzyć nóg, kopnąłem Pana boleśnie w kostkę. Nawet nie pamiętam w którą; do dziś mnie to jednak męczy – bardzo przepraszam i proszę o wybaczenie.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: