Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Bronisław Komorowski vel Szczynukowicz: archiwa IPN

Posted by Marucha w dniu 2015-04-17 (Piątek)

Dziadek masona “hrabiego” Bronisława Komorowskiego, niejaki Osip Szczynukowicz – to rezun oddelegowany przez Sowiecki Rewolucyjny Komintern do dywersji na terenach pozaborowych, odebranych Rosji Traktatem Wersalskim.

W czasie wojny polsko-bolszewickiej, dziadek Komorowskiego był czekistą w armii Tuchaczewskiego i po sromotnym laniu w bitwie nad Niemnem w 1920 r. dostał się do polskiej niewoli. Zachowała się jego kartoteka jeńca wojennego.

W październiku 1920 dziadkowi Komorowskiego udało się zbiec i schronił się na Litwie w Kowaliszkach u polskiej szlachty o nazwisku Komorowscy. Właściciele majątku zginęli z rąk Rosjan, a Szczynukowicz przywłaszczył sobie ich nazwisko. Tam w roku 1925 narodził się Zygmunt Leon Komorowski, ojciec Bronisława Marii.

Po wyparciu Niemców z Litwy przez Armię Czerwona pod koniec roku 1944 Zygmunt Leon Komorowski wstępuje do wojska polskiego do armii Berlinga. Służy w 12 Kołobrzeskim Pułku Piechoty i błyskawicznie awansuje na stopień oficerski.

Bronek na temat swojego ojca na swojej stronie, pisze:

“Zygmunt Komorowski, mój ojciec (1925-1992), za czasów tzw. pierwszej okupacji sowieckiej i za okupacji niemieckiej działał w konspiracji (pseudo Kor), a od jesieni 1943 roku był w AK. Pod koniec wojny ojciec przebijał się do Polski razem z Łupaszką.”

Złapali go bolszewicy z bronią w ręku, ale nie rozstrzelali (?) jak stu innych, tylko wsadzili do więzienia. Za złoty pierścionek babuni strażnik wyprowadził go z celi, z której więźniowie trafiali pod stienku, do takiej w której siedzieli rekruci do armii Berlinga.

Niech Bronek wytłumaczy ten “cud nad cudami”, że oto żołnierz AK z oddziału Łupaszki, śmiertelnego wroga Sowietów i polskich zdrajców, złapany z bronią w ręku, w ciągu paru miesięcy zostaje oficerem L.W.P. Jeżeli fakty podane przez Bronka, że jego ojciec był w oddziale Łupaszki są prawdziwe, to jedynym wytłumaczeniem tego “cudu” jest to, że Zygmunt Leon Komorowski, ojciec Bronisława – był sowieckim agentem!

Był nim także i syn Bronek, który jak wskazuje przeciek z utajnionego aneksu do raportu o WSI, był sowieckim agentem działającym w polskich WSI.

I pewnie dlatego p.o. prezydenta RP – Bronisław Komorowski, w ciągu pierwszych godzin po katastrofie smoleńskiej, dopilnował aby utajniony aneks do raportu o WSI przechowywany w pałacu prezydenckim  znalazł się w jego rekach.

Komorowscy o Bronisławie Szczynukowiczu – Kłamstwo do „Bulu”

Nie mogę się dłużej opierać i muszę to potwierdzić: przodkowie Bronisława Komorowskiego wyłudzili od zaborców tytuł hrabiowski na podstawie sfałszowanych dokumentów.

Od jakiegoś czasu eksperci od genealogii szlacheckiej (jak p. Feliks J. Grabowski, np. tutaj) naciskali na mnie, bym sprostował informację o pochodzeniu Marszałka Sejmu, kandydata na urząd prezydenta RP, p. Bronisława Komorowskiego. Opierałem się, nie chcąc podejmować tak ważnej decyzji wbrew oficjalnie uznanym opracowaniom.

Jest jednak kilka ważnych poszlak by uznać, że wszystkie nadania tytułu hrabiowskiego dla przodków Bronisława Komorowskiego, przez dwory cesarskie (rosyjski i austriacki) opierały się na przesłankach fałszywych. Tak się składa, że nie ma obecnie nikogo, kto byłby uprawniony do anulowania nadania tytułu hrabiowskiego, bo zarówno Rosja, jak i Austria są republikami i nie uznają tych tytułów. Mamy jednak niezależnie kwestię herbu polskiego, który nie wynika z nadania, ale z odwiecznej przynależności rodowej. Sprawy te rozpatrzymy więc osobno.

Nowy Almanach Błękitny zmarłego niedawno Sławomira Leitgebera, podaje pod hasłem Komorowski h. Korczak, piszący się „z Liptowa” i „z Orawy”:

Linia wygasła: Nadanie: Piotr Komorowski mianowany został 1469 przez króla Węgier Macieja Korwina hrabią Liptowa i Orawy. Tytuł był związany jedynie ze sprawowaną funkcją. Po wygaśnięciu jego potomstwa, tytułu „hrabiego na Liptowie i Orawie” zaczął używać brat Piotra Mikołaj i jego potomkowie. Jeden z nich, Jakub (zm. 1781) miał uzyskać 1780 od króla Stanisława Augusta potwierdzenie tytułu hrabiowskiego.

Linia żyjąca: Potwierdzenie: Komorowscy otrzymali uznanie dziedzicznych tytułów hrabiów w Galicji w 1793, 1803 i w Austrii 1894 (dla linii litewskiej).

Linia żyjąca: Potwierdzenie: w Królestwie Polskim 1824, w Rosji 1844 (tylko dla Gałęzi II).
Według tejże pozycji, Bronisław Maria Karol hr. Komorowski (ur. 1952) należy do wspomnianej tu Linii Litewskiej i jest potomkiem Piotra Jana Komorowskiego (1838-1905), właściciela dóbr Radkuny, który poślubił w 1863 r. Felicję Komorowską herbu Korczak.

Wstępny obraz rzeczywistości jest więc następujący: p. Bronisław Komorowski, jako członek Linii Litewskiej Komorowskich ma potwierdzony dziedziczny tytuł hrabiowski jako potomek brata hrabiego liptowsko-orawskiego Piotra Komorowskiego. Oczywiście – jak wspomniano – hrabia liptowsko-orawski nie był w żadnym sensie dziedzicznym tytułem arystokratycznym, więc tym bardziej bycie potomkiem jego brata w żadnym sensie nie uprawnia do posługiwania się dziedzicznym tytułem hrabiego.

Jednak wydaje się, że kancelarie cesarskie potwierdzając tytuł hrabiowski Komorowskich były świadome tej „subtelności” i de facto uznały tenże tytuł ex post jako dziedziczny i tytularny (tzn. taki, który można nosić nawet nie sprawując władzy administracyjnej nad hrabstwem liptowsko-orawskim).

Przyjmijmy zatem, że potomkowie Mikołaja Komorowskiego, brata Piotra hrabiego liptowsko-orawskiego, mają obowiązujące prawo do posługiwania się tym tytułem. Czy p. Bronisław Komorowski jest jego męskim potomkiem?

Jak wspomniano, linia litewska otrzymała potwierdzenie w Austrii w roku 1894. Szczegóły tego dokumentu opisuje Sławomir Górzyński w pracy „Arystokracja polska w Galicji. Studium heraldyczno-genealogiczne”, DiG, Warszawa 2009. Wśród innych, których tego dotyczyło znajduje się Franz Anton von Liptawa und Orawa Komorowski wraz z rodziną otrzymał tytuł 13 kwietnia 1793. Ów Franciszek Antoni, urodzony 22 grudnia 1723 w Prusach, a zmarły 3 marca 1800 w Szirwytach, to praprapraprapradziadek w linii męskiej znanego nam wszystkim Bronisława Komorowskiego. Miał on być synem Jakub Bartłomieja Komorowskiego urodzonego 5 stycznia 1697 w Laszkach i Antoniny Zofii Pawłowskiej urodzonej 7 marca 1703 w Zaloczu, a wnukiem Michała Komorowskiego i Barbary Łopackiej.

Byłoby dobrze, ale… Owa Barbara Łopacka, spokrewniona ze mną na kilka sposobów (np. jej pradziadkiem był stolnik czerski Bartłomiej Grabianka, mój przodek w lini prostej, a jej prapradziadkiem był kasztelan zakroczymski Mikołaj Krzysztof Łopacki, również mój przodek w linii prostej) nie mogła być babcią owego Franciszka Antoniego Komorowskiego. Jej synem był wszak urodzony w 1724 r. kasztelan santocki Jakub Komorowski, który z pewnością nie był tym samym Jakubem Bartłomiejem Komorowskim, urodzonym rzekomo 27 lat wcześniej. Urodzony w 1724 r. kasztelan Jakub Komorowski to teść Szczęsnego Potockiego, ojciec tragicznie zmarłej jego pierwszej żony, słynnej Gertudy Komorowskiej i na pewno nie o niego chodzi. Wyjaśnię też, że cześnik owrucki Michał Komorowski poślubił Barbarę Łopacką w roku 1715, a więc mógł być co najwyżej ojcem Franciszka Antoniego urodzonego w 1723. Swoją drogą nadmienić warto, że kasztelan santocki Jakub Komorowski, istotnie miał syna Franciszka Antoniego, tenże urodził się jednak dopiero w roku 1766 i zmarł bezpotomnie.

Adam Boniecki, w uzupełnieniach do XI tomu swojego „Herbarza” cytuje jednak inny dokument, „wywód ze szlachectwa i tytułu hrabiowskiego, dokonany 1805 r., przed Deputacyą Wywodową litewsko-wileńską, przez potomków Franciszka Komorowskiego, strażnika wiłkomierskiego”. Tak, to właśnie ów Franciszek Antoni Komorowski, wspomniany praprapraprapradziadek marszałka Bronisława Komorowskiego. Czy jest możliwe, że choć wywód austriacki z 1894 był sfałszowany, to jednak wywód wileński z roku 1805 jest prawdziwy? Oba prawdziwe być przecież nie mogą, bo podają zupełnie inną genealogię Franciszka Komorowskiego. Do niedawna przyjmowałem, że tak.

Potomek kasztelana santockiego Jakuba Komorowskiego, ś.p. Piotr hr. Komorowski, przekazał mi odpis tego wileńskiego wywodu z roku 1805, w którym czytam:

„Wywodzący się powracają do Najstarszego Syna Stefana Rotmistrza Królewskiego, brata rodzonego Adama, Jana Hrabi Komorowskiego z Myszkowskiej Kasztelanki Bielskiej urodzonego, który jak się powyżej rzekło miał w zamęściu także Komorowską, ale herbu Łabędź y z nią spłodził synów dwóch, Franciszka bezpotomnie zmarłego y Michała Łowczego Buskiego, dziedzica na Susznie y Niestaniewiczach, Męża w działach rycerskich na wielu ekspedycjach wojennych doświadczonego, który z kilku żon, między innemi płci obojej Potomstwem najstarszego zostawił syna Jana = a ten z Zofii Pogańskiej Cześnikówny Sanockiej spłodził dwóch Bartłomieja i Marcina, z których starszy [tj. Bartłomiej] będąc od ojca wyposażonym z Dóbr Ojczystych jak o tym zrzeczna Kwitancyja tego Tranzakcya w roku 1702 nazajutrz po Feście Św-go Wojciecha 25 dnia kwietnia przed Akt Buskiemi dla ojca Jana, syna niegdyś Michałowego Hrabi Komorowskiego uczyniona y zeznaniem osobistym w owych że aktach stwierdzona poświadcza.

Sam wkrótce z Korony Polskiej przeniósł się na Litwę w powiat Wiłkomirski, gdzie połączony ślubnym związkiem z Teresą Hektora Dziembowskiego córką Oboźnego wziął po niej w wianie posagowym Dziedziczne Dobra: Rawiszki, Gikanie, Zośnica y Kołpaciszki, a z onych Zośnica i Kołpaciszki sprzedawszy, Rawiszki zaś i Gikanie przy sobie zatrzymał. Był Podczaszym Wiłkomirskim, jakowy Urząd w nagrodę zasług Krajowi Ojczystemu Ojczystemu panującym Monarchom pełnionym, Najjaśniejszy August III-ci Król Polski przywilejem swym 1742 Maja 12 dnia łaskawie mu konferował, z pomienioną Oziembłowską dziewięcioro spłodził potomstwa – synów czterech: Franciszka Strażnika Wiłkomirskiego, Hektora Miecznika także Wiłkomirskiego, Antoniego Starostę Małdyńskiego oraz Józefa w Zakonie Sw. Ignacego Societatis Jesu y córek pięć: Annę w zamęściu Ciecierską, Teresę I voto Szukową, Maryancellę w zamęściu Szemiotową Ciwunową Retowską Księstwa Żmudzkiego, Żmudzkiego Teodorę i Józefatę zakonnicę pierwszą w Konwencie Kowieńskim Sw. Franciszka, drugą w Konwencie Wileńskim Panien Wizytek.”

Czy istotnie zatem wspomniany tu Bartłomiej Komorowski pochodził z tej samej rodziny, co Komorowscy herbu Korczak, którzy otrzymali potwierdzenie (wątpliwego) tytułu hrabiowskiego? Wydaje się, że ta druga genealogia też jest fałszywa.

Adam Boniecki w swoim „Herbarzu” oryginalnie umieścił tę rodzinę Komorowskich (nazwijmy ją dla wygody „Linią Bronisława”) w rozdziale o Komorowskich herbu Dołęga (ściślej: Dołęga odmienna). Później zamieścił zagadkową erratę, pisząc:

„Idąc za wskazówkami podanemi przez pisarzy heraldycznych, o Komorowskich piszących, uważaliśmy, że wszyscy Komorowscy, powiat wiłkomierski zamieszkujący, są h. Dołęga odm. Tymczasem, z przedstawionego nam wywodu ze szlachectwa i tytułu hrabiowskiego, dokonanego 1805 r., przed Deputacyą Wywodową litewsko-wileńską, przez potomków Franciszka Komorowskiego, strażnika wiłkomierskiego, okazuje się, że obok Bartłomieja Komorowskiego h. Dołęga odm., syna Samuela (patrz Tom. X, str. 387), którego właśnie wzięliśmy za ojca Franciszka Komorowskiego, strażnika wiłkomierskiego, żył w tymże czasie, w powiecie wiłkomierskim, inny Bartłomiej h. Korczak, który przeniósł się z województwa bełskiego, w powiat wiłkomierski. Był on synem Jana i Zofii Polańskiej, cześnikówny sanockiej, a wnukiem Michała, o czem poucza nas akt, którym, opuszczając strony rodzinne, zrzekł się 1708 r. w aktach buskich majątku rodzicielskiego, na rzecz wymienionego ojca swego.”

Czy istotnie było dwóch Bartłomiejów Komorowskich, jak podaje ów wywód? Wydany pod red. prof. Andrzeja Rachuby spis Urzędnicy Wielkiego Księstwa Litewskiego, tom I, woj. wileńskie XIV-XVIII wiek (DiG, Warszawa 2004) wymienia owego Bartłomieja Komorowskiego, który 12 maja 1742 został nominowany na stanowisko podczaszego wiłkomierskiego z piastowanego wcześniej urzędu skarbnika zakroczymskiego.

Niestety, ziemia zakroczymska interesuje mnie bardzo, ze względu m.in. na to, że w owym 1742 roku sędzią ziemskim zakroczymskim był Antoni Radzicki, prapraprapradziadek mojej babci Zofii z Radzickich Minakowskiej. Zarówno ja, jak i moi koledzy, przeglądaliśmy księgi sądowe (grodzkie i ziemskie) zakroczymskie z tego okresu, nie znajdując tam żadnego skarbnika zakroczymskiego Bartłomieja Komorowskiego. Skarbnik ziemski zakroczymski był zresztą bardzo niskim urzędem jak na pana hrabiego Komorowskiego.

Nie ma też żadnego powodu, by Komorowscy herbu Korczak tam żyli, chyba że weszli w związki ze wspomnianymi wcześniej Łopackimi i Grabiankami, ale ta genealogia została już przez nas wcześniej odrzucona. Nie udało się znaleźć żadnych wiarygodnych dokumentów, które stwierdzałyby, że istotnie ów Bartłomiej Komorowski przyjechał do powiatu wiłkomierskiego z Korony. Ów Jan, rzekomo żonaty z Zofią Pogańską cześnikówną sanocką, nie jest skądinąd znany. Wydaje się zatem, że wbrew owemu wywodowi Bartłomiej Komorowski, przodek linii Bronisława, istotnie pochodził z Komorowskich herbu Dołęga z powiatu wiłkomierskiego.

Najważniejsze jednak, że przyjęcie że Bronisław Komorowski nosi herb Dołęga i nie należy do rodziny hrabiów na Liptowie i Orawie wyjaśnia bardzo wiele. Spójrzmy, kim był ów wiłkomierzanin (nie zakroczymianin) Bartłomiej K. Był to syn zmarłego w roku 1689 marszałka Trybunału Litewskiego Samuela Komorowskiego i Katarzyny Dunin-Rajeckiej. Wnuk księżniczki Elżbiety Druckiej-Sokolińskiej i jej męża marszałka lidzkiego Teofila Dunin-Rajeckiego. Jego prababcią była Marianna Sapieżanka (z „tych” Sapiehów), córka Mikołaja Sapiehy kuchmistrza wielkiego litewskiego (1548-1611), a pradziadkiem był zmarły w 1655 wojewoda miński Krzysztof Rudomina-Dusiatski.

I to ta właśnie genealogia jest dla mnie największym dowodem, że Bronisław Komorowski nie ma herbu Korczak tylko Dołęga odm. – jego wiłkomierscy przodkowie byli rodziną niewątpliwie bogatą i wpływową. Kiedy nadeszły zabory postanowili utwierdzić swoją pozycję i nie mogąc dzierżyć zlikwidowanych już tytułów litewskich, „przyznali się” do rodziny Komorowskich herbu Korczak i ich wątpliwego hrabiostwa liptowsko-orawskiego. Można uznać, że gdyby nie zabory, nie musieliby tego robić. Co – rzecz jasna – wcale nie pozwala na stwierdzenie, że skoro zabory przyszły, to zrobić to musieli. W tę stronę non sequitur.

Sam pomysł na „przyklejenie się” do linii hrabiowskiej wziął się jednak już wcześniej: brat Franciszka Antoniego (a właściwie Franciszka, bo drugie imię nadano mu chyba dopiero po śmierci), Antoni Komorowski, był dworzaninem należącego do Korczaków prymasa Adama Komorowskiego i przy elekcji Stanisława Augusta (1764) podpisał się jako jako Antoni z Liptowy i Orawy Komorowski.

[Dopisek późniejszy]
Nie miał wątpliwości Seweryn hr. Uruski; w swoim herbarzu Rodzina wymienia te osoby explicite w rozdziale „Komorowski h. Dołęga odm.” wiedząc o ich pretensjach, co wyraził słowami:
„Bartłomiej, dziedzic Rawiszek, podczaszy wiłkomierski 1734 r., zaślubił Teresę Oziębłowską i z niej pozostawił synów: Franciszka [to przodek m.in. marszałka Bronisława], Hektora, miecznika wiłkomierskiego 1761 r., Józefa, Jezuitę, i Antoniego, starostę meldyńskiego, podstolego 1766 r., a ostatnio 1781 r. wojskiego wiłkomierskiego, żonatego z Agnieszką Morykoniówną, który w 1764 r. podpisał elekcyę z pow. wiłkomierskim, pisząc się dowolnie z Liptowa i Orawy.” [S. Uruski, Rodzina, t. VII, s. 138]

Co istotne, tom ten został opublikowany w roku 1910, a więc już po publikacji Bonieckiego i 16 lat po uzyskaniu przez tę linię potwierdzenia tytułu hrabiowskiego w Austrii…

P.S.
Zwrócono mi uwagę, że kilka tygodni temu informacja o pochodzeniu B. Komorowskiego od średniowiecznych hrabiów Korczak-Komorowskich zniknęła ze strony http://www.bronislawkomorowski.pl/moja-rodzina.html.
[Zniknęła cała strona – admin]

Nie zauważyłem wcześniej tej zmiany tym bardziej że kilka dni temu (z datą 15 czerwca 2010) ukazał się w tygodniku „Polityka” artykuł o tytule jednoznacznym: Kandydat herbu Korczak.
Podwójne Alibi Komorowski – Kaczyński czytaj tutaj.

http://archiwaipn.hvs.pl/

Komentarzy 35 to “Bronisław Komorowski vel Szczynukowicz: archiwa IPN”

  1. Trelkovsky said

    Kiedy lewatywa wejdziesz na taboret… publicznie?

    Prezydent Komorowski to ten z lewej, czy dobrze zgadłem? – admin

  2. Marucha said

  3. Boydar said

    Od początku do końca cała historia bulla jest sfingowana. Podobnie jak jego „wpadki”. Tak miało i ma być aż do opadnięcia kurtyny. A my mamy oceniać to co widzimy. To tylko tyle i aż tyle, ile wymaga prawość. Jasne że tytuł jest lewy, jasne że rodzinka to bandyci, ale lewy tytuł i dziadek zbójca to nie powód aby powiesić delikwenta. Bo i nie niego tu się rozchodzi, tylko o nas; pokazanie nam jak łatwo dajemy się kantować. Dokładnie tak samo jak z wybijaniem szyb w „Tutce”.

    Ma Pan rację, co nie zmienia faktu, iż Komorowski to kawał ścierwa.
    Admin

  4. Armand said

    Tak, dobrze Pan Admin zgadał. To ta q.

  5. Siekiera_Motyka said

    Prawdopodobnie to fotka dziadka

  6. re1truth2 said

    Przeczytałem ten tekst kilka miesięcy temu http://minakowski.pl/nieprawe-loze-hrabiego-komorowskiego/
    i zamieściłem chyba dwa komentarze [wykorzystałem do poszukiwań informacje zawarte w tekście i link do źródeł] – i nie ma skasowano – chyba złe wnioski.
    Ale zapisałem sobie tekst i podaję dla zainteresowanych – chyba już czwartą linią genealogiczną [Colonna – Walonna – Walta się…?]
    cytat byłego/nie byłego wpisu/ów:
    „… dwa komentarze jakie napisałem do Minakowskiego o „g’hrabiji” po przestudiowaniu trochę historycznych informacji i wpisów do metrykalnych ksiąg warszawskich (z informacji Minakowskiego też korzystałem).
    Szanowny Panie
    Ciekawe nazwiska przetrwały w tej bazie nekrologów warszawskich:
    1. Colonna-Czosnowska Wanda z d.Białokur – zm. 27.07.1995
    2-37 osób – Colonna-Walewska vide Pana przytoczenia z Złota księga Szlachty Polskiej Żychlińskiego i Boniecki w Herbarzu polskim.
    Jeden ciekawy wpis przytoczę w całości, hrabiów ci u nas mnóstwo:
    Colonna-Walewski Juliusz hr. – zm. xx.02.2005
    To co się takiego stało, że w 1841 wpisują w akcie zgonu „dziewięcioletnia Zofia Patepnowska, córka Ignacego i jego żony Amalii Salerno”, a już w 1844 przepraszam za słowo hurtem wpisują akty urodzenia pięciorga dzieci z Miodowej 493 ojca/nie ojca Ignacego Komorowskiego hrabia itd.. pewnie to, cytuję za autorem „otrzymał w Królestwie przyznanie tytułu [hrabiowskiego] przez Senat, a w 1843 r. przez Heroldyę Królestwa”. Przed kim, albo przed czym się ukrywał – no i to dziwne zamazanie – musiało nastąpić w dacie późniejszej (bo jest przy tych pięciu aktach urodzenia).
    re1 pisze: Twój komentarz oczekuje na moderację.
    05/02/2015 o 18:29
    Mam skąd ten tytuł hrabiowski cytat „Heroldia Królestwa Polskiego – władza rządowa, komisja dla rozpatrywania dowodów szlachectwa czyli legitymacji szlacheckiej, ustanowiona w Polsce po roku 1831, po zakończeniu powstania listopadowego, pierwotnie (od 1832) w formie Tymczasowego Komitetu do Rozpoznawania Szlachectwa. Ukaz carski powołujący Heroldię nosi datę 25 czerwca (7 lipca nowego stylu) 1836 i ustanawia Heroldię przy II. Radzie Stanu Królestwa Polskiego w oparciu o przepisy art. 51-55 ustanowionego równocześnie prawa o szlachectwie. Zlikwidowany został zarazem tym dekretem działający w Warszawie Tymczasowy Komitet, a jego akta przekazano do Heroldii. Prezesem Heroldii był hrabia Aleksander Colonna-Walewski. [1][2] – zmarł Aleksander Colonna-Walewski 27 kwietnia 1845 – patrz niżej kiedy metryki wpisano [czy to zrobiła emerytka Komorowska i urzędnik Salerno]
    Po zaprowadzeniu w Warszawie Senatu, Heroldia pozostawioną była od 1841 jako osobna instytucja, przy ogólnych zebraniach tegoż senatu. W marcu 1861 atrybucje ogólnych zebrań Senatu przeszły na nowo utworzoną radę stanu królestwa, wskutek czego i Heroldia poddawała niektóre ze swoich czynności pod rozpoznawanie rady stanu[2].”
    No i stąd te pięć metryk „hurtem” w 1844 roku Komorowskich vel Colonna-Walewskich vel Colonna di Salerno zamieszkałych w Pałacu Rządowym przy ulicy Miodowej 493. http://www.przodkowie.com/warszawa/index.php?dom=527&view=item
    … „Generał Pac wziął udział w powstaniu listopadowym, za co w roku 1835 jego majątek wraz z pałacem został skonfiskowany.”,
    patrz mój wpis wcześniejszy pewnie jakaś nagroda, ale to tylko moje własne przypuszczenia.”
    re1truth2 , Luty 9, 2015 at 22:22 ” – źródło https://adnovumteam.wordpress.com/2015/02/09/wojna-domowa-na-ukrainie-9-02-2015r-156-dzien-od-rozejmu/comment-page-3/

  7. re1truth2 said

    W teczce personalnej na fotografii, chyba farbowany…? , czy źle widzę.

  8. Kapuś said

    Jak „Gazeta Wyborcza” rozpoczyna obronę Bronisława Komorowskiego. Oto, czego boi się „prezydent bez skazy”. „”Graś na 77 pytań odpowiedział „nie pamiętam”, na kilkadziesiąt „nie umiem odpowiedzieć”, na inne – nie chcę kłamać”.

    Świadek Komorowski

    Kłamstwa nigdy nie są niewinne. Większość kłamców daje się przyłapać, ponieważ albo zapominają, co powiedzieli, albo ich kłamstwo staje niespodziewanie wobec niezaprzeczalnej prawdy. Wyrafinowani jednak kłamcy znają skuteczne metody kłamania, a najskuteczniejszym ze wszystkich jest trzymanie się na tyle blisko prawdy, że nigdy nie ma się pewności. Są też inne metody znane wytrawnym kłamcom: albo przeplatanie kłamstwa prawdą, albo mówienie prawdy tak, jakby była kłamstwem – bo ktoś oskarżony o kłamstwo, które okaże się prawdą, zyskuje pewien kredyt, który trwa długo i może pokryć znaczną ilość nieprawd. Dobry kłamca potrafi tak oplatać, tak omotać kokonem pajęczych półkłamstw, wypaczonych prawd i domyślników, że bardzo trudno rozeznać prawdę, choćby się ją miało przed oczami.
    Książka, która wstrząśnie polską sceną polityczną? „Pokażę pana prezydenta Komorowskiego, jakiego nie poznała opinia publiczna. Będą materiały także w formie audio i wideo”

    Piszący o mnie dziennikarze mojej ulubionej „gazety” nie są dobrymi kłamcami. Nie musiałem się specjalnie zastanawiać, dlaczego wróciłem na łamy mojej „ulubionej” „gazety”, zwanej przez niektórych „gwiazdą śmierci”. Pierwsza, bardzo duża, publikacja, przypominająca wszystkie moje rzekome przestępstwa i procesy, trochę mnie rozczarowała. „Gazeta” przypomniała bowiem tylko dwa oskarżenia, o których mówiłem i pisałem od lat w setkach miejsc, w stacjach radiowych, w prasie, na spotkaniach autorskich, a nawet w książce „Z mocy nadziei”, a przecież mogła autorytatywnie przypomnieć, że w pewnym momencie miałem dwanaście procesów jednocześnie, w tym kilka karnych. No, ale wtedy trzeba by dodać, że wszystkie zakończyły się umorzeniem lub moim zwycięstwem, a w jedynym i najważniejszym trwającym procesie (jeden się nie rozpoczął, w sądzie leży mój wniosek o cofnięciu sprawy do prokuratury, gdzie bez przewodu wykażę, iż cała sprawa była jedną wielka manipulacją i prowokacją pułkownika Aleksandra L.) w którym poza słowami – i wyłącznie słowami – dwóch oficerów służb tajnych prokuratura nie potrafiła przedstawić ani jednego dowodu mojej rzekomej winy – a to byłoby „dziennikarzom” „gazety” zdecydowanie nie na rękę.

    „Gazeta” oczywiście przedstawiła swoją publikację tak, jak by była newsem. I nie ważne, że – co wynika nawet z publikacji „gazety” – całe oskarżenie opiera się o relację jednego oficera służb tajnych, Aleksandra L., a cała moja rzekoma „wina” polega na poznaniu Aleksandra L. z innym człowiekiem – i tyle. Zastosowano zasadę: „stał koło roweru, który ukradli, mógł mieć coś z tym wspólnego”…

    Tak więc tylko przez moment zastanawiałem się, dlaczego „gazeta” poświęca aż tyle miejsca – dwie strony na tych łamach, to „zaszczyt”, który nie każdego spotyka – strzelając z armaty do muchy. Nie musiałem się specjalnie wysilać, by skonstatować, że przyczyną „reklamowania” mnie jest zbliżający się termin stawienia się Bronisława Komorowskiego w sądzie, gdzie planuję zadać mu ponad 200 pytań. To tak na dobry początek…

    Gdybym jeszcze miał wątpliwości odnośnie intencji „gazety”, to rozwiałaby je kolejna publikacja tegoż samego pisma i tegoż samego autora, w której ten ostatni przekonuje, że „rola Bronisława Komorowskiego w tej sprawie jest marginalna.” Po czym dodaj : „Wojciech Sumliński zapowiada, że ma do prezydenta 200 pytań. Grad pytań zamieni przesłuchanie w medialny spektakl, co może naruszyć powagę urzędu prezydenta, ale też sądu.” Dalej jest sugestia, że jeżeli już prezydent koniecznie będzie musiał zeznawać, to najlepiej „w miejscu pobytu świadka” (czyli w kancelarii prezydenta, bez udziału kamer), całość zaś nosi znamienny tytuł: „Świadek Bronisław Komorowski. Problem dla sądu.” Na czym ma polegać problem dla sądu, który przecież problem rozwiązał uznając, że świadek Komorowski jest prezydentem, ale też obywatelem i powinien stawić się w sądzie – tego już „gazeta” nie wyjaśnia.

    O co zatem chodzi? Czytelnik publikacji „gazety” obejrzy znakomite przedstawienie, lecz nie zbliży się do prawdy. Przez szereg lat manipulowana opinia publiczna wierzyła, że prezydent Bronisław Komorowski – którego rola w kontekście wyjazdu Donalda Tuska do Brukseli jeszcze wzrasta – jest politykiem bez skazy, godnym najwyższego zaufania. I właśnie tego wizerunku broni „gazeta” (przy okazji biorąc na celownik moją skromną osobę). Jak jest naprawdę? Czy naprawdę rola Bronisława Komorowskiego jest w tej sprawie marginalna, zaś on sam jest politykiem bez skazy?

    Odpowiedź, tylko w formie drobnej zajawki – bo to nie jest historia na portal, lecz na pokaźną książkę – przytaczam poniżej.

    Nie jest do końca jasne, kiedy i w jakich okolicznościach Bronisław Komorowski poznał pułkownika Leszka Tobiasza, wysoko postawionego oficera Wojskowych Służb Informacyjnych, zajmującego się operacjami specjalnymi, w wyniku których niejedno życie legło w gruzach. Z informacji zawartych w opatrzonych „klauzulą tajemnicy” meldunkach (które planuję przytoczyć w książce), wynika, że znajomość ta sięga lat 90. W Zarządzie III WSI pułkownik Leszek Tobiasz był odpowiedzialny między innymi za przygotowanie i pozyskanie materiałów, które udostępnione w ramach gry operacyjnej wyselekcjonowanym dziennikarzom miały na celu skompromitowanie arcybiskupa Juliusza Paetza.

    „Teraz jest właściwy moment by przycisnąć kler, można uderzyć w czarnych” – to jeden z wielu jego meldunków z tamtego okresu. Nie udaję, że wiem, jak się zostaje kimś takim, jak Tobiasz. Nie zamierzam też udawać, że wiem, co kieruje postępowaniem tego typu ludzi, co ich napędza i motywuje do działania, co powoduje, że świadomie i z premedytacją niszczą ludzkie życie, a Bóg jeden wie, ile osób przez niego cierpiało. Niektórzy ludzie są w głębi duszy przyjaźni z całym światem, a znowu inni nienawidzą sami siebie i rozprowadzają dookoła tę nienawiść niczym masło po gorącym chlebie. Istnieją różni ludzie. Jedni zawsze nakładają na talerz więcej, niż mogą zjeść. Zawsze więcej sieją, niż mogą zebrać. Zanadto się cieszą, zanadto się martwią. Są tacy ludzie… Niewykluczone, że podobne refleksje do moich miał ksiądz arcybiskup Juliusz Paetz, „bohater” sprawy opatrzonej kryptonimem „Anioł”, w której Tobiasz odegrał główną rolę. Teczka nadzoru szczególnego kryptonim „Anioł” w sensie formalnym nie stanowiła materiałów archiwalnych, ponieważ nigdy nie została zewidencjonowana ani zarchiwizowana przez żadną komórkę WSI. Została założona w związku z działaniami prowadzonymi przez Wojskowe Służby Informacyjne odnośnie pozyskania do współpracy właśnie arcybiskupa Juliusza Paetza.

    Arcybiskup Juliusz Paetz z Poznania był w przeszłości pozyskany do współpracy przez niemieckie służby specjalne STASI w okresie, gdy przebywał w Watykanie, na bazie swoich skłonności homoseksualnych. W wyniku działań podjętych przez WSI, Jurkowi Morawskiemu – mojemu dawnemu koledze z czasów pracy w dzienniku „Życie”, skąd odszedł do „Rzeczypospolitej” – przekazano informacje ze wskazaniem, gdzie należy szukać ich źródła. Jurek Morawski został zadaniowany – najprawdopodobniej zupełnie bez swojej wiedzy, że jest zadaniowany – w kierunku dotarcia do dokumentów arcybiskupa Paetza. Informacje mające pomóc dziennikarzowi w realizacji zadania przekazano przez oficera WSI oraz za pośrednictwem Jerzego Wójcickiego, byłego ministra energetyki w PRL, który był kuzynem Morawskiego. W tym celu zorganizowano spotkanie operacyjne z Wójcickim, z którym także już wcześniej prowadzony był przez WSI dialog operacyjny i którego zakwalifikowano jako OZ „Rektor”. Dokumenty dotyczące biskupa Paetza udało się pozyskać Morawskiemu z Instytutu Gaucka, kanałami informacyjnymi „Gazety Wyborczej”, w której zatrudniona była jego żona, Irena.

    Oficjalnie operacja pozyskania dokumentów dotyczących Paetza została zakwalifikowana przez WSI jako przeciwdziałanie potencjalnej prowokacji obcych służb specjalnych, które mogły mieć na celu skompromitowanie Polski w oczach opinii międzynarodowej. Czy Bronisław Komorowski miał wiedzę, że biskup jest szantażowany przez pułkownika Leszka Tobiasza? To jedno z wielu pytań dotyczących Bronisława Komorowskiego, na które odpowiedź padnie w książce.

    Dla WSI istotne było, kto może posiadać informację na temat ewentualnych związków Juliusza Paetza ze STASI i kto mógłby poszerzyć informacje odnośnie tych związków. Usiłowano potwierdzić, czy wiedzą taką dysponują służby rosyjskie bądź czy w przeszłości wiedzą taką dysponowała Służba Bezpieczeństwa. Weryfikację tych założeń usiłowano przeprowadzić przy pomocy kontaktów towarzyskich Wójcickiego z wysokimi oficerami byłej SB, m.in. poprzez generała Henryka Dankowskiego. Gdy Paetz odmówił kooperacji z WSI, informacje o nim zostały ujawnione opinii publicznej. Kluczową rolę w operacji szantażu na arcybiskupie odegrał pułkownik Leszek Tobiasz, który podobnymi operacjami zajmował się „od zawsze”. Był zaangażowany między innymi w sprawę ojca Hejmo oraz nieudaną próbę zdyskredytowania biskupa Michalika, odnośnie którego próbował zdobyć informacje potwierdzające jego rzekomą współpracę z SB. Takimi i podobnymi działaniami pułkownik Leszek Tobiasz parał się od lat, niszcząc życie wielu ludzi, zajmując się inwigilacją kościelnych hierarchów i posługując przy tym metodami szantażu i podstępu. A przecież to był tylko drobny fragment jego „twórczej” działalności, która obejmowała szpiegowanie, intrygi, kombinacje operacyjne i pomawianie ludzi o czyny, których nigdy nie popełnili. Z tego zresztą między innymi powodu Leszek Tobiasz był ścigany przez warszawską prokuraturę garnizonową. To z tamtych czasów datowała się jego bliska znajomość nie tylko z Turowskim, fałszywym jezuitą, który później zajmował się inwigilacją polskich księży w Watykanie, ale także z innymi ludźmi…

    Po zagłębieniu w sprawę fałszywych oskarżeń przez prokuraturę okazało się, że to Tobiasz miał podejrzane kontakty z rosyjskim wywiadem. Śledztwo zmierzało w kierunku postawienia pułkownikowi bardzo poważnych zarzutów, z najwyższej półki. Jako wytrawny spec od kombinacji operacyjnych i rozmaitych intryg, a także przestępca – bo za takie właśnie intrygi Tobiasz miał już jeden wyrok więzienia w zawieszeniu – rozumiał dobrze, że tym razem nie dostanie „zawiasów”, że za to, co zrobił, może pójść do więzienia i to na wiele lat. Rozumiał dobrze, że tym razem musi przeprowadzić „operację”, w której stawką będzie jego własne życie. I do tej operacji przygotował się niezwykle starannie. Scenariusz był genialny w swojej prostocie: sprokurować sytuację, w oparciu o którą można będzie skompromitować zbierającą dowody na jego przestępstwa Komisję Weryfikacyjną WSI – która w tamtym czasie już go negatywnie zweryfikowała i użyć wpływów możnego protektora, który podobnie jak on, obawiał się wyników prac Komisji Weryfikującej Żołnierzy Wojskowych Służb Informacyjnych (jednego z najważniejszych zadań rządu Prawa i Sprawiedliwości), a następnie uderzyć w tę Komisję pokazując rzekomą nieuczciwość pracujących tam ludzi. Jeżeli udałoby się wykazać, że to skorumpowani przestępcy, to jakie znaczenie miałyby ich ustalenia? Raz jeszcze miała zadziałać stara metoda służb specjalnych: jeżeli nie możesz podważyć dowodów i faktów, zawsze możesz podważyć wiarygodność tych, którzy te dowody i fakty zebrali, a wówczas staną się one bez znaczenia.

    Tak zaczęła się historia nazwana przez media „aferą marszałkową”, której kamieniem węgielnym, pierwsza przyczyną, były spotkania marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego z pułkownikiem Leszkiem Tobiaszem oraz innym jego znajomym ze służb tajnych, pułkownikiem Aleksandrem L., wiceszefem kontrwywiadu w schyłkowym okresie PRL. Znajomość Komorowskiego z drugim z oficerów sięgała końca lat 80 – kiedy to poznał ich ze sobą pewien pułkownik – a o tym, jak była bliska, niech świadczy fakt, iż gdy ochroniarz Jana Kulczyka potrącił syna Bronisława Komorowskiego, to właśnie Aleksander L. występował w imieniu Komorowskiego w rozmowach z Kulczykiem.
    Jesienią 2007 roku, bezpośrednio po wygranych przez Platformę Obywatelską wyborach parlamentarnych, pułkownik Leszek Tobiasz i pułkownik Aleksander L. na zmianę docierali do Bronisława Komorowskiego, obiecując mu dostarczenie dowodów na rzekomą korupcję w Komisji Weryfikacyjnej WSI. Komorowskiemu było to na rękę, bo panicznie bał się swojej przeszłości i wiedział, że w Aneksie mogą znajdować się obciążające go informacje. Zdobycie Aneksu interesowało go zatem nie tylko dlatego, że był zadeklarowanym przeciwnikiem Komisji Weryfikacyjnej WSI – a Komisja Weryfikująca żołnierzy WSI była sztandarowym dziełem jego politycznych przeciwników – ale przede wszystkim z troski o siebie. W konsekwencji gdy wybuchła „afera marszałkowa” przyznał w prokuraturze, że „wyraził zainteresowanie” propozycją pułkowników. Takie „wyrażenie zainteresowania” wykradzeniem tajemnicy państwowej, to zwyczajne przestępstwo, ale jak się okazało, niektórzy są ponad prawem. To zresztą nie jedyne nadużycie przez marszałka Sejmu w tej sprawie. Początkowo przyznał się do niespełna trzech tygodni pokątnych spotkań z pułkownikami i twierdził, że jest tego pewien, bo wszystko notował w kalendarzu. Przyłapany na kłamstwie zmienił zeznania i ostatecznie przyznał, że spotkania trwały prawie dwa miesiące. Prokuratura potraktowała to jako rozwinięcie wcześniejszych zeznań, ale gdyby ktokolwiek inny tak rozwijał zeznania, miałby już zarzut prokuratorski. Ale nawet nie to nawet było tu najważniejsze: chodziło o to, że przez dwa miesiące marszałek Sejmu, druga osoba w państwie, „kuglował” z oficerami tajnych służb, jak wykraść opatrzony klauzulą najwyższej tajności dokument! Wydawałoby się – nic gorszego nie może zrobić polityk, by raz na zawsze przekreślić swoją karierę, ale niebawem okazało się, że było stokroć gorzej…

    11 grudnia 2013 roku, nieomal w samo południe rzecznik rządu Donalda Tuska złożył w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Woli niezwykłe zeznania. – Nie pamiętam, kiedy odbyła się narada z udziałem marszałka Bronisława Komorowskiego poprzedzająca wydarzenia nazwane później w mediach „aferą marszałkową”. Nie pamiętam, gdzie odbyła się ta narada. Nie pamiętam, kto wziął w niej udział. Nie pamiętam, czy zostałem na nią poproszony telefonicznie czy pisemnie. Nie pamiętam, czy narada miała charakter formalny, czy prywatny, jak również nie pamiętam, czy sporządzono z niej jakąkolwiek dokumentację. Nie pamiętam, ani tego, o czym tam mówiono, ani tego, jak wyglądał pułkownik Leszek Tobiasz. Nie pamiętam, czy interesowałem się tą sprawą później, jak również nie pamiętam niczego, co dotyczyłoby tego spotkania – zeznał rzecznik rządu premiera Donalda Tuska.

    W trakcie niespełna dwugodzinnych zeznań Paweł Graś na siedemdziesiąt siedem pytań odpowiedział „nie pamiętam”, na kilkadziesiąt następnych „nie umiem odpowiedzieć” i na kilka kolejnych – „nie chcę kłamać”. Poza podaniem imienia, nazwiska, wykształcenia , pełnionej funkcji oraz kilku nieistotnych informacji rzecznik rządu, który kilka dni wcześniej na konferencji prasowej swobodnie przywoływał szczegółowe fakty nawet sprzed kilkunastu lat, nie pamiętał prawie niczego, co dotyczyłoby tajnej narady marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, szefa ABW Krzysztofa Bondaryka, pułkownika WSI Leszka Tobiasza z jego, czyli Pawła Grasia, udziałem.

    Amnezja rzecznika rządu nie była dziełem przypadku. 28 listopada 2008 roku ten sam Paweł Graś stawił się w Prokuraturze Krajowej przy ulicy Ostroroga w Warszawie, by wyjaśnić, dlaczego sprawą domniemanej korupcji w Komisji Weryfikacyjnej WSI zajmowała się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a nie Służba Kontrwywiadu Wojskowego. Obszerne zeznania, jakie wówczas złożył – zapewne z obawy przed włączeniem go w tę sprawę – powinny nie tylko doprowadzić do zakończenia kariery politycznej Bronisława Komorowskiego, ale także do jego problemów natury prawnej. Początkowo na zadawane pytania Graś odpowiadał niechętnie, jednak powoli rozkręcał się. Opowiedział ze szczegółami, jak wyglądała tajna narada z jego udziałem, w której uczestniczyli marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, szef ABW Krzysztof Bondaryk oraz pułkownik WSI Leszek Tobiasz. Opowiedział, jak Bondaryk wprost z biura marszałka Sejmu zawiózł pułkownika Tobiasza do siedziby ABW. Opowiedział wreszcie, że jego zdaniem cała „afera marszałkowa” mogła być prowokacją WSW i że on sam nie chce mieć z tą historią nic wspólnego. Zdaniem dziennikarzy, którzy kilka dni później uzyskali dostęp do wynurzeń Pawła Grasia i opisali ich zawartość, treść zeznań była sensacyjna. Prawdziwą rewelację Paweł Graś zostawił jednak na koniec. – Sprawą zajęła się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ponieważ marszałek Komorowski poinformował mnie, że jeden z oficerów, z którymi się spotykał, może być powiązany z rosyjskim wywiadem – zeznał śledczym Paweł Graś. Szokujące zeznania posła PO w połączeniu z wcześniejszymi zeznaniami złożonymi w Prokuraturze Krajowej przez Bronisława Komorowskiego stanowiły informację o niebagatelnym znaczeniu: marszałek polskiego Sejmu z pełną świadomością spotykał się z dwoma oficerami WSI – pułkownikiem Leszkiem Tobiaszem oraz pułkownikiem Aleksandrem L. – odnośnie których podejrzewał, że jeden z nich może być powiązany z rosyjskim wywiadem. Co więcej, spotykając się z nimi marszałek – jak sam zeznał w Prokuraturze Krajowej – „wyraził zainteresowanie” wykradzeniem dla niego przez tegoż człowieka oraz drugiego z pułkowników, dokumentu stanowiącego najpilniej strzeżoną tajemnicę państwową – Aneksu do raportu Komisji Weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych! Takie rewelacje, wygłoszone w dodatku przez posła PO, partyjnego kolegę Bronisława Komorowskiego, musiały skutkować ponownym przesłuchaniem tego ostatniego, podczas którego marszałek potwierdził rewelacje dotyczące agenturalnych kontaktów jednego ze swoich rozmówców. – Miałem pewne informacje na ten temat, ale nie potrafiłem ich zweryfikować – zeznał. Innymi słowy Bronisław Komorowski przyznał, że jako marszałek Sejmu „wyraził zainteresowanie” uzyskaniem w bezprawny sposób dokumentu stanowiącego tajemnicę państwową przy pomocy pułkowników służb tajnych, z których co najmniej jednego podejrzewał o możliwość współpracy z obcym wywiadem!

    W nieodległej przeszłości wydarzyły się dwie podobne historie, obydwie związane z rosyjskim dyplomatą, a w rzeczywistości szpiegiem, Władimirem Ałganowem. W pierwszej z nich w efekcie kontaktów z Ałganowem stanowisko stracił ówczesny premier Józef Oleksy, w drugiej Aleksander Kwaśniewski ostatecznie wyparł się spotkań z Ałganowem, ale sprawa i tak zakończyła się gigantyczną aferą i omal nie doprowadziła do upadku gabinetu. Tymczasem to, co zarzucano Oleksemu i Kwaśniewskiemu było błahostką w porównaniu do tego, co zrobił Komorowski! Marszałek Sejmu nie tylko spotykał się z oficerami WSI, w stosunku do których – a przynajmniej w stosunku do jednego z nich – miał podejrzenia o kooperację z rosyjskim wywiadem, ale nawiązał z nimi współpracę w celu bezprawnego zdobycia ściśle tajnych dokumentów zawierających tajemnicę państwową! Trudno sobie wyobrazić, by polityk mógł zrobić coś więcej, by trafić w polityczny niebyt, a nawet w miejsce odosobnienia…

    Sprzeczną z prawem próbę zdobycia tajnego Aneksu przez Bronisława Komorowskiego, Leszka Tobiasza i Aleksandra L. oraz całą prowokację można było stosunkowo łatwo udowodnić – wystarczyło jedynie zastosować w sądzie w odniesieniu do Tobiasza tę samą metodę, która z takim powodzeniem zdała egzamin przy przesłuchaniu Aleksandra L. i zadać pytania, na które nie było dobrych odpowiedzi. Więcej – nie było odpowiedzi innych niż tylko takie, które musiałyby Komorowskiego, Tobiasza i L. pogrążyć, z jednego prostego powodu: by kłamstwo było skuteczne, kłamca musi mieć doskonałą pamięć i nie mówić za wiele, o wszyscy trzej uczestnicy tajnych spotkań mówili i dużo, i chętnie. Za dużo i za chętnie, by swoje kłamstwa mogli obronić, co wykazało już sądowe przesłuchanie Aleksandra L. Przyparty do muru co chwila zmieniał wyjaśnienia, których jedne fragmenty przeczyły innym, zasłaniał się niepamięcią, odmawiał odpowiedzi, wreszcie, gdy już nie miał żadnych argumentów, uciekał w zasłabnięcia i prosił o przerwy. W opinii osób, które od początku śledziły proces, z jego wiarygodności nie pozostał nawet najmniejszy ślad.

    Byłem pewien, że podobnie będzie z Bronisławem Komorowskim – o ile nie zasłoni się „obowiązkami wagi państwowej” i przyjdzie do sądu i z Leszkiem Tobiaszem, w stosunku do którego planowałem nie tylko zadanie stu kilkudziesięciu pytań, ale także konfrontacje z Aleksandrem L. i ze wszystkimi uczestnikami tajnej narady z listopada 2007 roku w gabinecie marszałka Bronisława Komorowskiego, m.in. z Krzysztofem Bondarykiem, Pawłem Grasiem no i oczywiście z gospodarzem spotkania, Bronisławem Komorowskim. Zwłaszcza ta ostatnia konfrontacja zapowiadała się niezwykle interesująco i mogła rzucić wiele światła na całą sprawę. Zeznania Leszka Tobiasza i Bronisława Komorowskiego w wielu punktach wzajemnie sobie przeczyły, a były składane pod odpowiedzialnością karną. Gdy dwóch świadków o jednej i tej samej sytuacji mówi w sposób sprzeczny i wzajemnie się wykluczający, wniosek jest prosty: kłamie jeden lub kłamią obaj. Jeżeli kłamał marszałek, powinien, tak jak każdy inny obywatel w takiej sytuacji, otrzymać prokuratorskie zarzuty. Jeżeli kłamał pułkownik, „afera marszałkowa” zakończyłaby się gigantyczną kompromitacją prokuratury, ABW i wszystkich tych, którzy brali udział w tej historii. Tak czy inaczej, przesłuchanie Leszka Tobiasza zapowiadało się tyleż intrygująco z punktu widzenia opinii publicznej, co niepokojąco z perspektywy marszałka i pułkownika. Prawdopodobnie to dlatego ten ostatni miał problem z dotarciem do sądu, do którego nie mógł „trafić” mimo kilkukrotnych wezwań. Gdy nie przyszedł po raz trzeci bez usprawiedliwienia, obecny na rozprawie działacz opozycji solidarnościowej, Zbigniew Romaszewski, komentował głośno: „idę o zakład, że na kolejną rozprawę też nie przyjdzie, pewnie zachoruje”.

    Stało się inaczej: pułkownik Leszek Tobiasz nie zachorował, a po prostu zmarł na zabawie tanecznej w Radomiu…
    Przyznaję, że to było genialne posunięcie.

    Ten, kto to zrobił, upiekł dwie pieczenie przy jednym ogniu. W aktach sprawy pozostawały zeznania Tobiasza złożone w prokuraturze, niezweryfikowane w sądzie przez serię pytań i konfrontacji, no i za jednym zamachem odsunięto niebezpieczeństwo od najważniejszych osób w państwie.

    Oczywiście żaden sąd w tym kraju nigdy nie zajmie się wyjaśnianiem tej sprawy. Brak twardych dowodów, że ktoś pomógł Tobiaszowi pożegnać się z tym światem. Ale zbyt wiele poszlak przemawia za tym, że ta śmierć, nieomal w przededniu złożenia zeznań, które musiałyby zakończyć się fatalnie dla pomysłodawców potwornej intrygi, nie była przypadkiem. Tak samo, jak nie była przypadkiem „utrata pamięci” przez innego ważnego świadka, który przyszedł do sądu zaopatrzony w stos lekarskich zaświadczeń uwiarygadniających amnezję, czy śmierć Mariana Cypla, byłego agenta PRL – owskiego wywiadu w Wiedniu, który mógł opowiedzieć o kulisach „afery marszałkowej”, o naciskach ze strony Leszka Tobiasza i o próbie uwikłania w tę historię dwóch znanych biskupów. Mógł – ale nie opowiedział i nigdy już nie opowie, bo w niejasnych okolicznościach zmarł nagle – kilka tygodni przed Tobiaszem…

    Po zeznaniach Grasia i Komorowskiego, które – nie tylko w mojej opinii, ale także prawników, z którymi rozmawiałem i na podstawie opinii których złożyłem do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Bronisława Komorowskiego (dotąd nierozpatrzone) dla tego drugiego powinny być nie tylko końcem kariery politycznej, ale też początkiem poważnych rozmów w prokuraturze, nie wydarzyło się kompletnie nic. Sprawę wyciszono. Dalej życie potoczyło się tak, jakby tej historii nigdy nie było i niedługo później Bronisław Komorowski został prezydentem „w wolnej Polsce”, a po kolejnych kilkunastu miesiącach najbardziej popularnym politykiem w kraju. Ktoś mógłby powiedzieć, że teoretycznie jest możliwe, że Bronisław Komorowski miał szczęście i zwyczajnie mu się upiekło. Kto ma ochotę, niech wierzy w taką teorię. Ja wolę zawierzyć zdrowemu rozsądkowi i wieloletniemu doświadczeniu dziennikarza śledczego, które wielokrotnie pozwoliło mi zaglądać za kurtynę sceny, na której „wielcy tego świata” odgrywają teatr na użytek opinii publicznej. Zdrowy rozsądek i doświadczenie, to dobre połączenie i solidna podstawa do przekonania, że musiało zdarzyć się coś, lub raczej musiał zadziałać ktoś, kto wybronił marszałka przed huraganem stokroć silniejszym, niż wiatr, który zdmuchnął z politycznej sceny premiera Oleksego i omal nie zniszczył prezydenta Kwaśniewskiego. Wiedziałem, że jest tylko jedno środowisko w Polsce, które mogło tego dokonać – służby tajne…

    I w tym miejscu się zatrzymam. A jeśli w tzw. międzyczasie nie zostanę uznany zabójcą Kennedyego i nie spadnie mi na głowę cegła w drewnianym kościele, na początku roku (ze względów, o których już publicznie pisałem i mówiłem) opublikuję to, co mam do opublikowania. Wcześniej jest jednak proces z udziałem świadka Bronisława Komorowskiego…

    wojciech-sumlinskiSą środowiska w Polsce, które chciałyby, abyśmy uwierzyli, że Bronisław Komorowski jest człowiekiem bez skazy (i przy okazji, że ja, proch i pył przy potędze prezydenta i jego środowiska – zwyczajnym przestępcą, bo jeśli nie można podważyć faktów, zawsze można podważyć wiarygodność tego, kto je zebrał, a wtedy same fakty tracą znaczenie.) Jeżeli tak, to jak wyjaśnić narady Bronisława Komorowskiego z oficerami służb tajnych przy jednoczesnej świadomości, że jeden z nich może być powiązany z rosyjskim wywiadem? Nie było dotąd w historii III RP tak szokujących narad. A przecież to tylko wierzchołek góry lodowej. Ciąg dalszy tej historii z pewnością nastąpi, taki, bądź inny. Ja sam zaś do momentu opublikowania książki w kwestii pewnych tematów powinienem zamilknąć, nie poruszać ich i nie rozwijać. To nie jest długi czas, który zamierzam zresztą poświęcić na inną szalenie ważną sprawę: godne upamiętnienie 30 rocznicy śmierci Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki i z której to okazji napisałem książkę „Lobotomia 3.0”. To też nie jest historia, lecz coś, co wciąż trwa…

    Ze swojej strony proszę i apeluję do Czytelników już tylko o jedno: zawierzcie oczom i zdrowemu rozsądkowi. Tylko tyle i aż tyle…

    Wojciech Sumliński, wpis autora na jego blogu


    Wojciech Sumliński

  9. Wiktor said

    „Prezydent Bronisław Komorowski powiedział w rozmowie z Radiem ZET, że nie zwolni z tajemnicy Aleksandra Kwaśniewskiego ws. tajnego więzienia CIA w Polsce. – Państwo poniosło straty, trzeba je minimalizować.”

    Jaki szlachetny gest, chce minimalizować straty poniesione przez państwo…

    Jak to się mówi: ręka rękę myje, qrwa qrwę kryje, czy jakoś tak. Nie wiem czy tak, ale pasuje i się rymuje. Ot mamy i mieliśmy „preżydentów” – zdrajców, kłamców i agentów.

  10. Luj said

    Nie oddawajmy Polski w ręce tych, którzy cały czas powtarzają, że w Polsce jest źle – mówił Bronisław Komorowski w Aleksandrowie Kujawskim.”
    Pewnie wybierzmy tych, którzy mówią, że jest dobrze (dla nich jest dobrze – będzie wojna, będzie jeszcze lepiej).
    Oczywiście dodawanie komentarzy do tego filmu jest wyłączone.

  11. Bronkobus said

    Frapujący jest fakt, iż przez cały okres politycznej kariery Bronisława Komorowskiego nie zagrano teczką z przeszłością jego teściów. Sprawa ta ujrzała światło dzienne dopiero po wyborach prezydenckich. Jaki komunikat chcą nam przekazać służby, czy jest on tylko dla nas czy też dla B.K. Do dzisiaj pytania A. Ściosa nie odczekały się odpowiedzi, a nawet jakiejkolwiek reakcji. Czy jest nam z tym dobrze, zapewne przed nami jeszcze wiele niewiadomych w tym równaniu.

    Bardzo interesujące są „Białe Plamy” w życiorysie Księżniczki Anny”, jest ich wiele, pokryte pustką, życiem rodzinnym u boku męża, interesujący jest wątek – gdzie i kiedy i z kim ?, Bronek z Anną spędzali wakacje, choćby pracowicie w Austrii, gdzie zarobili w tak krótkim okresie na mieszkanie ( z wymarzonego ślubu w Izraelu zrezygnowali ). Mało wiemy o ich życiu towarzyskim, znajomych. Tam jest kopalnia wiedzy, tam leży ów „kamień filozoficzny”, chodź Bronka podejrzewam raczej o „Kamień”, lecz „księżniczkę Annę” raczej o specyficzną filozofię życia. Ta miła twarz – symbol Matki Polki – wielodzietnej rodziny, kryje Demony, demony przeszłości. Dziadziowskiej przeszłości.

    W ramach czystek w aparacie bezpieczeństwa rodzice Anny Komorowskiej zostali wyrzuceni z MBP. Należy jednak wiedzieć, iż nie był to zabieg emocjonalny, była to starannie zaplanowana, przygotowana i zrealizowana operacja. W jej ramach oprócz wyeliminowania jednej ze zwalczających się w służbach grupy, osiągnięcia efektu katharsis, skierowania gniewu na jednolitego wroga, realizowano też poszerzanie agentury na Zachodzie Europy, w USA i w Izraelu. Wielu z owych wyrzuconych z roboty funkcjonariuszy, co ich miało uwiarygodnić w oczach choćby zachodnich służb czy też w docelowych krajach, wielu z nich przez lata i w kraju i za granicą dalej w pocie czoła pracowali dla dobra i w słusznej sprawie.

    „Karierę w MSW w tym czasie robi również Józefa Deptuła. W 1962 r. z dobrym wynikiem ukończyła kurs specjalistyczny Biura „C” Służby Bezpieczeństwa MSW. Bierze aktywny udział w życiu społecznym i partyjnym, w 1966 r. została delegowana do Biura „C” MSW do Grupy specjalnej, gdzie jest jedną z wyróżniających się pracowników. Rodzice Anny Komorowskiej są cenieni przez przełożonych z MSW: wielokrotnie nagradzani różnymi odznaczeniami, dostają kolejne podwyżki.” – takich ludzi nie wyrzuca się ot tak.

    Dziadziowie zostali przeznaczeni do walki na wewnętrznym froncie, nie sądzę by w najśmielszych marzeniach wyobrażali sobie jak „rodzynek” im się trafi w postaci Bronka. Bo o aż taką dalekowzroczność nie podejrzewam planistów ze służb, choć i tego nie można wykluczyć. Może już wtedy przeprowadzano pierwsze castingi.

    Ale skoro już się Bronek trafił, to grzechem byłoby z okazji nie skorzystać ( więcej w – link ).Nieopisany okres narzeczeństwa i początki małżeństwa to ciekawy obszar eksploracji.

    Aż dziw bierze, iż do tej pory choćby Harlequin nie wydał powieści o jakże romantyczno-patriotycznych początkach znajomości Bronka z Anią, czy też raczej Dziadzi z Bronkiem.

    „…Pamiętam, jak tata przyjechał na mój pierwszy obóz harcerski. Trafił niefortunnie – kuchnia, w której miałam dyżur, nie odniosła tego dnia szczególnych sukcesów kulinarnych. Tata zauważył, że to sztuka przypalić kompot…(…). Tata pożyczył motorower jednemu z kolegów, który zabrał na niego Bronka, i trochę poszarżowali po lesie. Motorower trzeba było reperować. W ten sposób tata poznał mojego przyszłego męża”.

    Główny kierunek exodusu w 1968 r. To Izrael, USA, ale i też Szwecja i Austria. Szczególne znaczenie ma Austria do której jak wieść gminna niesie młodzi Państwo Komorowscy jeździli na wakacje do znajomych. Austria ze względu na szczególne położenie względem bloku państw bloku wschodniego często była pierwszym przystankiem emigrantów, uciekinierów politycznych, zwykłych bandziorów i złodziei, ale też i ostoją wszelkiej maści agentów służb. Choćby tzw. obozy dla uchodźców.

    Kto zatem załatwił tak dobrze płatną pracę w Austrii Bronkowi i Annie, iż w jedne wakacje zarobili na mieszkanie ?

    Agentura w Austrii oparta w dużej mierze na „byłych” funkcjonariuszach i przestępcach wypłynęła przy okazji zabójstwa min. Dębskiego i „samobójstwach” Baraniny i Saszy. Inka odsiedział swoje i odeszła w milczeniu. A służby posprzątały bałagan i wydaje się, iż jest po ptokach. Do czasu, aż…

    A gdy w pośpiechu wkładamy trupa do worka i zawiązujemy go sznurem to musimy się liczyć z tym, iż prędzej czy później albo sznur przegnije, lub jakiś stwór worek przegryzie i trup wypłynie.

    „…ojciec Anny Komorowskiej skończył kurs aktywu kierowniczego MBP i na własną prośbę został skierowany do pracy operacyjnej.

    „Politycznie wyrobiony. Przyczynił się do rozpracowania kilku spraw”

    -czytamy w opinii służbowej Jana Dembowskiego…”

    http://jwp-ne.nowyekran.pl/post/3175,ksiezniczka-anna-spadla-z

  12. Siekiera_Motyka said

    „Zwrócono mi uwagę, że kilka tygodni temu informacja o pochodzeniu B. Komorowskiego od średniowiecznych hrabiów Korczak-Komorowskich zniknęła ze strony http://www.bronislawkomorowski.pl/moja-rodzina.html.
    [Zniknęła cała strona – admin]”

    Ale jest kopia z 2010 roku

    https://web.archive.org/web/20100723154407/http://bronislawkomorowski.pl/moja-rodzina.html

    Moje korzenie

    Mają początek jeszcze w średniowieczu. Wiadomo, że jeden z Komorowskich zginął w bitwie nad Worsklą walcząc u boku księcia Witolda, a więc w 1399 roku.

    Dobra ziemskie Komorowskich znajdowały się w Polsce i na Litwie, ale gałąź rodu, z której ja się wywodzę, od początków XVIII wieku jest związana z Litwą, z Kowaliszkami na Kowieńszczyźnie. Zawsze, jak mam okazję, podkreślam, że jestem Polakiem z Litwy Kowieńskiej, a nie Wileńskiej.

    W Kowaliszkach stał drewniano-murowany dwór (dwa salony, pokój bilardowy, biblioteka, jadalnia, pokoje gościnne), siedziba rodowa moich dziadków i pradziadków oraz miejsce, w którym wychowali się mój ojciec i stryj. W innych mniej lub bardziej okazałych rozsianych na Kowieńszczyźnie i Wileńszczyźnie majątkach takich jak: Gikanie, Skrobiszki, Radkuny, Syrutyszki mieszkali noszący to samo nazwisko krewni.

    I tam na pobliskim cmentarzu w Rakiszkach znajdowały się groby rodzinne kilku pokoleń Komorowskich. Dopiero bolszewicy zmusili nas do opuszczenia rodowych siedzib. W ostatnich wiekach nie była to rodzina arystokratyczna szczególnie zamożna, a raczej taka typowo ziemiańska, która częściej brała od historii w skórę, niż korzystała ze splendorów.

    Pradziadkowie – Zygmunt i Eliza z Romerów Komorowscy
    To do nich przed pierwszą wojną światową należał majątek Kowaliszki, jak również fabryka cukierków i pierników„Delice” cieszących się na rynku dużym powodzeniem. Pradziadek był uosobieniem cnót pozytywistycznych, ale jednocześnie kochał poezję i literaturę, czego dowodem była jego licząca 14 000 tomów biblioteka.

    Dziadek Juliusz Komorowski (1893 – 1982)
    ożeniony z Magdaleną z Gorskich (1900 – 1989), „żołnierz, myśliwy i gospodarz”, w czasie I wojny światowej służył w armii carskiej, a po wybuchu rewolucji październikowej został piratem. Wraz z kompanami porwał statek „Kniaź Andriej Bogolubskij” i woził nim Wołgą żywność z południa na głodującą północ, a z północy uciekinierów na południe. Strzelali się z białymi i z czerwonymi. Członek POW. Aresztowany . Do 1920 roku był zakładnikiem w rekach bolszewickich, siedział w więzieniu w Smoleńsku. Potem wrócił do Kowaliszek i do gospodarki, kiedy zaś wybuchła II wojna światowa został żołnierzem wileńskiej AK (ps. „Orawa”). Po wojnie z trudem utrzymywał rodzinę podejmując się różnych prac. M.in. był nocnym stróżem na budowie, palaczem w jednostce wojskowej i hodowcą norek.To dziadek pokazywał mi portrety rodzinne, które przez lata leżały schowane w jego tapczanie. Od czasu do czasu otwierał tapczan i wyciągał portret po portrecie tłumacząc mi, kto jest kto. Dzisiaj te portrety stanowią ozdobę mojego salonu.

  13. Lucjusz said

    On chroni wszystkich skurwysynów, chui UBeckich, SBeckich, WSI, wszystkie kurwy ze służb specjalnych, dlatego, że oni są wojska rosyjskie na razie tu nie wkroczą.
    A przydałoby się zrobić przez Rosjan czystkę, zaprowadzić porządek, ład i… demokrację, czyli normalność. Sam bym im podrzynał gardła z zimną krwią.

  14. aaaaaaaaaaaaaa said

    @13

    ….oni jeszcze nie są świadomi albo nie dociera do nich ,że wybuch jakiejkolwiek wojny na terenie Polski to będzie wpierw czystka zdrajców ,a dopiero potem wojna z ewentualnym wrogiem ………..przynajmniej innych priorytetów nie biorę pod uwagę……
    ….i podejrzewam, w tym podejściu nie jestem osamotniony ….

  15. re1truth2 said

    Stare, nie analizowałem – cytuję „Ciocia Bronisława Komorowskiego (dokładnie siostra jego babki) – Helena Wołłowicz herbu Bogoria, łączniczka i sanitariuszka kompanii K1 pułku „Baszta” AK, tym, między innymi, zasłynęła w Powstaniu Warszawskim, że w ostatniej niemal chwili wyprowadziła rannego dowódcę 7 drużyny 2 plutonu tej samej kompanii, w tym samym pułku – Rajmunda Kaczyńskiego – ojca sławnych bliźniąt, z budynku, który za chwilę został doszczętnie zbombardowany, a następnie opatrzyła mu mocno naderwany kciuk dłoni, chroniąc go powtórnie przed śmiercią od gangreny tym razem. Nie jedyny to ślad więzów łączących Komorowskich herbu Korczak, z Kaczyńskimi herbu Pomian. Toteż to, co piszę o Bronisławie Komorowskim, nie oznacza bynajmniej optowania za Jarosławem Kaczyńskim. Od dawna twierdzę, że główna różnica pomiędzy PO i PiS polega na przystojności ich przywódców.
    *)Andrzej Hennel, Kandydat herbu Korczak, POLITYKA nr 24/2010 – prowadzi jego witrynę na http://www.geni.com/people/Juliusz-Komorowski/6000000003499816880
    **) http://www.bronislawkomorowski.pl” – źródło http://jajakobyly.bloog.pl/id,6033715,title,WYBORY-PREZYDENCKIE-2010,index.html?smoybbtticaid=614b4a

  16. aa said

    co za pierdoly- co to kogo obchodzi ? czy to wazne czy jakis tam pra byl jakim tam carskim urzedasem albo donosicielem lub innym lajdusem i dostal tzw szlachectwo. co to ma za zwiazek z nastepnymi pokoleniami? ale ta polska bzura-jakby policzyc co tez tam mnieli przed wojna to by wyszlo ze Polska przedwojenna byla conajmiej od Atlantyku do Uralu. I teraz sie dziwicie ze jakis parchaty zydek co miat stragan zadluzony na Nalewkach teraz zyczy sobie „odszkodowanie” za palac przy Nowym Swiecie??? Rowniez ta swinia pedalska angielska-taki tlusy piosenkarzyna-wylecialo mi z glowy jego gowniane przezwisko-tez dostal od starej kretynki tzw. Szlachectwo i co czy cos to zmienia ze jest gownianym pedalem. Zaslugi czlowieka to co sam zrobil-dobre mysli,slowa i czyny a nie nazwisko. Kulczyk zmieni na hr Kulczynski i co swinia bedzie psem????… Ale coz Polacy sa chorzy na te bzdury co drugi to hrabia tylko ze sloma wylazi z buciorow

    Skoro Szczynukowicz-Komorowski chwalił się swym „szlachectwem”, no to wzięto je pod lupę.
    Co w tym dziwnego?
    Czy to myśmy z tym „szlachectwem” zaczęli? Myśmy je światu ogłosili?
    O co Panu chodzi?
    Admin

  17. Mordka Rosenzweig said

    re 16

    Szanowny pan Aa,

    Ja pan Mordka logicznie wniskuje, sze pan jest tesz bardzo zdenerwowany ta cala sytuacja.

    Pyta sie pan co to ma wspulnego, sze prezydent albo marszalek sejmu klamal.

    To pytanie jest niepotszebne bo pan Mordka tesz uwasza sze to dobsze sze prezydent klamie.

    Ja pan Mordka teoretycznie sie tesz zgadza z szanowny pan, sze oklamywanie gojuw to jest zaleta.

    Niech pan sobie wyobrazi, sze Polaki beda mialy prezydenta, ktury nie klamie, i co wtedy?

    Tragedia, nieprawdasz?

  18. MatkaPolka said

    POLSKA AFERALNA – AFERY POLSKICH JELIT

    Idą wybory – Przyjrzyjmy się żydowskim przestępcom na polskiej scenie politycznej.

    Przyjrzyjmy się aferom tzw. Polskich Jelit

    W świetle obowiązującego prawa każda z wymienionych afer jest przestępstwem kryminalnym, a ponieważ została popełniona przez polityków, a więc de nomie stróżów prawa i sprawiedliwości, ustawodawców prawodawców tym większa powinna być kara – za każdą z afer kara śmierci.

    Na czele jednak wszystkich afer należy wymienić przestępstwo wyborcze i fałszowanie wyborów, bo właśnie to daje tym przestępcom uzasadnienie do reprezentowania – tak jest w ich przynajmniej mniemaniu.

    Przyjrzyjmy się
    Afery PiS-u
    Afery PO

    I nie pomylmy się PO i PiS to ta sama partia – ŻGPZPRiZ – Żydo -Germańska Polskojęzyczna Zjednoczona Partia Renegatów i Złodziei.

    Wielu ludzi myśli, ze jest różnica miedzy PO a PiS – różnicy nie ma. Retoryka Polityczna PiS-u często trafia bardziej do przekonania – pozorując patriotyzm, polskość, interes narodowy.
    Ponieważ kłamstwo jest” lepsze” i większe niż kłamstwo brutali z PO tym większa wina PiS-u
    Celem PiS-u jest zagospodarowanie narodowego elektoratu, a metoda PO jest fizyczna naga przemoc.

    Ale po kolei

    Przypomnijmy cały czas aktualny tekst Andrzeja Leppera
    Andrzej Lepper został zamordowany, bo ośmielił się mówić prawdę. Z początkowego „zadymiarza” organizatora spontanicznych akcji sprzeciwu przeciw bezczelnym oszustwom wyrósł na wielkiego lidera i mowcę dorównującemu angielskiemu narodowcowi Nigel Farage

    PO PIS WIECZNIE ŻYWY

    Mimo toczonej od 5 lat pozornej wojny PO z PiS, kolejny czołowy polityk PiS Paweł Kowal przyznał, że partia Kaczyńskiego wcale nie odeszła na dobre od pomysłu koalicji z Platformą! Potwierdza to tezę mówiącą o tym, że spór między tymi partiami jest pozorny i obliczony jedynie na zawłaszczenie sceny politycznej przez obóz liberałów, do którego i PO i PiS należą! Ci, którzy łudzą się, że PO i PiS to co innego niech przypomną sobie historię.

    W 1990 Kaczyński i Tusk razem współtworzyli Porozumienie Centrum, które miało być zapleczem politycznym Lecha Wałęsy. Przypominam też, że po tym, jak ten dziś ściśle związany z PO polityk został prezydentem, kluczowe funkcje w jego kancelarii, w tym tą najważniejszą – jej szefa objęli Lech i Jarosław Kaczyńscy. W PC wiele lat, już po opuszczeniu partii przez gdańskich liberałów działa również czołowa postać Platformy minister Julia Pitera!

    Pamiętajmy również, że w latach 1997-2001 Polską rządziła koalicja AWS/UW czyli de facto PO, PiS i demokratów.pl. A w samym AWS spotkali się dzisiejsi kandydaci na prezydenta! Tak było! Obok siebie w sejmowych ławach Akcji siedzieli Komorowski i Kaczyński. Razem wspierali też rząd Jerzego Buzka (dziś PO), w którym ministrami byli Komorowski, Lech Kaczyński i Leszek Balcerowicz! Oni razem odpowiadają za gigantyczne przekręty, jakie w tamtym czasie obecne były przy prywatyzacji PZU, razem ponoszą winę za pacyfikację protestów chłopskich, razem doprowadzili do zapaści służbę zdrowia, oświatę i system emerytalny.

    Po 2001, gdy te dwa środowiska zaczęły działać już pod aktualnymi nazwami, PO i PiS zawsze się wspierały. Partie te razem wystartowały w wyborach samorządowych w 2002 i razem po cichu współrządziły z millerowskim SLD. Ta koalicja PO/PiS/SLD/PSL wysłała wojska do Iraku i Afganistanu, przyjęła skrajnie niekorzystne warunki wejścia do Unii oraz przyklepywała kolejne prywatyzacje majątku narodowego, które nie uwzględniały interesu społecznego.

    W 2005 PO i PiS stwierdziły, że aby jeszcze mocniej i skuteczniej działać muszą udawać, że się kłócą, że są dla siebie alternatywą i ten kuriozalny medialny spektakl trwa do dziś! Faktycznie obie partie dogadują w zaciszu gabinetów dalsze działania na rzecz okradania społeczeństwa. I nie dajmy się zwieść tym pięknym hasełkom, jakie kandydaci PO i PiS wypisali na swoich sztandarach. Obie wizje Polski oznaczają to samo i obie są nie do zaakceptowania dla każdego, komu leży na sercu los naszego kraju!

    AFERY KACZYŃSKICH – FOZZ, Telegraf, Art – B, Oscylator, Fundacja „S”

    http://astral-projection.blog.onet.pl/Afery-Kaczynskich-FOZZ-Telegra,2,ID420826462,n

    (…)szokujące fakty o Kaczyńskich – kim są, co dobrego zrobili, dla Izraela oczywiście, i jak sprzedali naszą Ojczyznę za judaszowe srebrniki?
    Cyt. „Lech Kaczyński osiągnął drugi po prezydencie Kwaśniewskim wynik zaufania w sondażach ośrodków badania opinii publicznej. Ufa mu już około 70 proc. Respondentów. Zdołał prześcignąć nawet ulubieńca emerytek – Jacka Kuronia.

    Skąd się wziął ów wytrysk sympatii i zaufania do Lecha Kaczyńskiego? Ludzie mają kiepską pamięć, a media w większości bezkrytycznie wspierają Kaczyńskiego.

    CZYTAJ DALEJ

    8 minut, które zabiło Andrzeja Leppera

  19. MatkaPolka said

    AFERY PiSu niewygodne fakty http://www.4lomza.pl/forum/read.php?f=1&i=250965&t=250965 Lista poniżej to być może tylko wierzchołek góry lodowej. Możemy się tylko domyślać ile spraw zostało wyciszonych i zamiecionych pod dywan. Tekst nieco długi jak dla wyborcy PiS ale to tylko ukazuje ilość afer. Ale na początek przypomnę motto: „PiS jest partią ludzi praworządnych, którzy dążą do rozliczenia krzywd. […] Nie poprzemy nikogo z wyrokiem sądu lub przeciwko komu toczą się sprawy sądowe. To jest sprzeczne z ideałami PiS. Najwyższe funkcje w państwie muszą sprawować ludzie czyści jak łza.” (Jarosław Kaczyński w RMF FM, marzec 2005 r.) „[…] To będą ludzie, którzy potrafią się dobrze prezentować, także w swoim życiu osobistym i lokalnym.” „[…] Bez skandali, bez jeżdżenia po pijanemu, bez przestępstw i wyroków, […] bez pezetpeerowskiej przeszłości, bez nadużyć i chamstwa, bez zasłaniania się immunitetem.” „Na odpowiedzialne stanowiska będą rekomendowani i kierowani wyłącznie ludzie kompetentni, koniec z nepotyzmem i kolesiostwem”. (Jarosław Kaczyński, fragmenty z różnych wypowiedzi podczas kampanii wyborczej czerwiec – październik 2005 r.) „Nie ma afer, my jesteśmy pierwszą władzą, która afer nie organizuje – i jednocześnie pierwszą władzą, która reaguje na zło we własnych szeregach, prawo jest jedno dla wszystkich.” (Jarosław Kaczyński na konwencji samorządowej PiS w Radomiu, 30.06.2007) … pamiętajcie, ZASADY ZOBOWIĄZUJĄ: Przestępstwa i afery gospodarcze Konrad Tomaszewski, szef gabinetu ministra środowiska – w momencie mianowania był oskarżonym w dwóch procesach i prowadzono przeciwko niemu jeszcze jedno śledztwo. Afera Matemblewa – sprawa, którą Lech Kaczyński, będąc ministrem sprawiedliwości w rządzie Buzka, zakwalifikował jako jedną z 9 (?) największych afer korupcyjnych w III RP (niezgodne z prawem przekazanie pod budownictwo mieszkaniowe terenów Lasów Państwowych w Gdańsku). Afera ze żwirownią – unieważnił decyzję urzędnika o odszkodowaniu w wysokości 800 tys. zł i zmniejszył do 15 tys. karę za nielegalne wylesienie 6 ha na sprzedanej firmie Dech-Pol za bezcen działce ze żwirem o wartości 20 mln, zdymisjonował urzędnika, który wysoką karę wyznaczył. fałszerstwo dokumentów – odchodząc poprzednio z ministerstwa ochrony środowiska, antydatował rozporządzenie utrudniające zmiany na stanowiskach w ministerstwie. 28.11.2005 – po interwencjach prasowych i intensywnej, ale bezskutecznej obronie ze strony ministra Szyszko, Tomaszewski podał się do dymisji. 07.12.2005 – sąd nagle uniewinnił Tomaszewskiego z zarzutów w sprawie Matemblewa. W uzasadnieniu wyroku sąd podaje, że „… co prawda oskarżony podpisał się pod określoną decyzją, ale przygotowali ją jego podwładni, więc to oni są za nią odpowiedzialni”. Po odwołaniu pan Tomaszewski znalazł zatrudnienie, jako główny analityk w przedsiębiorstwie Lasy Państwowe, któremu kiedyś dyrektorował. Jest głównym architektem przygotowywanego w konspiracji i ogłoszonego w maju 2007 r. projektu przejęcia wszystkich 23 Parków Narodowych przez Lasy i utworzenia Państwowego Gospodarstwa Przyrodniczego „Lasy i Parki Narodowe”. Według wielu ekspertów, projekt ten stanowić będzie faktyczny koniec parków i ochrony przyrody w kraju. Jacek Ciechanowski, członek Rady Politycznej PiS, pełnomocnik PiS w okręgu pilskim – skazany za wyłudzenie kilkuset mln starych złotych. Na początku lat 90. Ciechanowski był właścicielem Przedsiębiorstwa Budowlano-Usługowo-Handlowego Birkut w Pile. Między listopadem 1991 a końcem stycznia 1992 r. z Banku Spółdzielczego wyłudził kredyt na 280 mln starych zł i 700 mln starych zł od oddziału Banku Rozwoju Rolnictwa SA Rolbank. We wnioskach o kredyty podał nieprawdziwe, zawyżone dochody spółki. Ponadto jesienią 1992 r. wyciągnął z Banku Spółdzielczego kolejne 520 mln. Podstawił za siebie innego, niezadłużonego kredytobiorcę. Sprawa trafiła do sądu w 1994 r. Pięć lat później Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał go na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat. Wiosną 2000 r. Sąd Apelacyjny podtrzymał wyrok. Krzysztof Gerbszt, członek Rady Politycznej PiS – jako były dyrektor w warszawskim śródmiejskim Zakładzie Gospodarowania Nieruchomościami jest podejrzany o defraudację ok. 38 mln zł, które miały trafić do budżetu dzielnicy. Paweł Brzezicki, doradca premiera ds. gospodarki morskiej Na początku 2005 r. został zwolniony ze stanowiska szefa Polskiej Żeglugi Morskiej w Szczecinie przez ministra skarbu Jacka Sochę, w związku z aferą zakupu bez zgody ministra akcji PŻM przez grupę 11 menedżerów (za 340 zł!) i faktyczne przejęcie władzy nad przedsiębiorstwem i jego majątkiem. Wynikało to ze specyficznych zapisów umowy i statutu spółki, które stanowią, że do podejmowania decyzji niezbędna jest obecność wszystkich właścicieli i ich pełna jednomyślność. Minister złożył też doniesienie do prokuratury o przestępstwie działania na szkodę skarbu państwa. Postępowanie zostało jednak umorzone. 20.05.2006 – Brzezicki został powołany przez resort skarbu na stanowisko prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu Tomasz Szawłowski, w Polskich Portach Lotniczych jest dyrektorem odpowiedzialnym za tzw. strefę ograniczonego użytkowania wokół Okęcia i wypłatę odszkodowań okolicznym mieszkańcom w listopadzie 2002 r. odszedł ze stanowiska dyrektora warszawskiego Zarządu Dróg Miejskich w atmosferze skandalu: wyrzucił go w pierwszym dniu swojego urzędowania prezydent Warszawy Lech Kaczyński. Powodem był nienależyty nadzór nad umową z WaParkiem i na tym tle podejrzenia o korupcję. 08.02.2007 – Szawłowski został aresztowany, jako podejrzany o korupcję przy rozstrzyganiu przetargów, rozstrzyganych w okresie, gdy kierował ZDM. Marek Płusa, działacz PiS, na początku lutego 2006 mianowany na szefa oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Kielcach. w sierpniu 2000 r. Płusa wyleciał z fotela prezesa spółdzielni mieszkaniowej w Busku. Przyznał tam sobie 2 tys. zł nagrody, fałszując protokół z posiedzenia zarządu. Ale lista zarzutów wobec prezesa Płusy była znacznie dłuższa: wynajem atrakcyjnych lokali spółdzielczych bez przetargów, umarzanie po uważaniu odsetek od niepłaconych czynszów. Płusa nie płacił też wykonawcom za zrealizowane roboty. W lutym 2001 roku Płusa został skazany na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata za podrobienie dokumentu. Pół roku później sąd uchylił wyrok i nakazał mu zapłacić 200 złotych grzywny za poświadczenie nieprawdy. Prokurator rejonowy w Busku Zdroju wyjaśnia, że nie oznacza to, iż sąd uznał Marka Płusę za niewinnego. w 2004 r. Płusa dostał z programu unijnego SAPARD 40 tys. zł na samochód, przedkładając papiery, że jako rolnik założy małą firmę rozwożącą paczki. Pracował wtedy w biurze SAPARD w Kielcach, które decydowało o podziale tych pieniędzy. Żona Marka Płusy dostała zaś – za pośrednictwem Agencji – 50 tys. zł bezzwrotnej pożyczki na „ułatwienie startu młodym rolnikom”. 09.02.2006 – zdecydował się podać do dymisji. Bogusław MarzecBogusław Marzec, 25.04.2006 powołany z rekomendacji ministra Naimskiego na prezesa PGNiG Już w 2005 r. rząd miał z ABW sygnały o toczących się wokół niego postępowaniach – zawiadomienie o przestępstwie złożył wiosną 2005 NIK, po przeprowadzonej w drugiej połowie 2004 r. kontroli. Ponadto Marzec już wcześniej pracował w PGNiG (był wiceprezesem odpowiedzialnym za finanse) i rozstał się ze stanowiskiem w tajemniczych okolicznościach, w kontekście niejasnego sposobu wyboru firmy, która miała wyemitować euroobligacje na rzecz spółki. 14.06.2006 – ABW wszczęła postępowanie wobec Marca, a rada nadzorcza wyłączyła go z dostępu do informacji niejawnych. Póki co nie podano, jakie są powody wszczęcia postępowania. 16.06.2006 – okazało się, że szczecińska prokuratura okręgowa postawiła Marcowi trzy zarzuty działania na niekorzyść szczecińskiej stoczni Gryfia, którą kierował w latach 2003-2004. Zarzuty dotyczą m.in. sprzedaży po zaniżonej cenie dwóch statków (zaniżanie wystawianych faktur w zamian za prowizje, które trafiały do prywatnych kieszeni) oraz sprzedaży spółce Wulkan za ok. 1/3 ceny ośrodka wypoczynkowego stoczni w Karpaczu. Prokuratura Okręgowa w Szczecinie chciała aresztować Marca, ale w końcu odstąpiono od tego wyznaczając poręczenie majątkowe w wysokości 40 tys. zł. Anna Kalata Anna Kalata, od 20.06.2006 minister pracy i polityki społecznej – w połowie maja w sklepie spożywczym pani minister w Ożarowie (dopiero co przepisanym na córkę z powodu kariery politycznej p. minister, która ma w nim obecnie 10% udziałów) zatrudnił się na miesiąc reporter Faktu. Wszystko oczywiście było ze złamaniem prawa: nie dostał obiecanego etatu, a umowę zlecenie, nominalnie pracował 4 godz. dziennie, a faktycznie nawet do 10 (za 50 nadgodzin nikt mu nie zapłacił), nie miał badań ani książeczki sanepidu, o „niespodziewanej” kontroli sanepidu szefostwo sklepu było dokładnie poinformowane, wykonywał prace na wysokości bez przeszkolenia i zabezpieczeń itp. Kazimierz Zdunowski, szef doradców ekonomicznych Samoobrony, autor wystąpień Leppera. w kwietniu 2000 r. sąd w Otwocku skazał go na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat, 12,5 tys. zł grzywny oraz zakaz pełnienia stanowisk kierowniczych przez pięć lat za wyłudzenie 3,6 mln zł kredytu na podstawie fałszywej dokumentacji dotyczącej handlu paliwami. Wyrok jest prawomocny. Dotyczył działalności Zdunowskiego jako prezesa spółki ZPH Polkar, która należała do Kółek Rolniczych. W 2004 r. Zdunowski był szefem działającej przy Kółkach Rolniczych fundacji Młodzi Rolnicy. Eksportowała ona młode owce i cielęta, a z Białorusi sprowadzała materace, metale i kawior. Jednak białoruscy dostawcy owiec i cieląt się wycofali, bo prezes nie płacił za bydło. w styczniu 2007 r. Anna Rutkowska, jedna z nagabywanych seksualnie przez działaczy Samoobrony współpracownic partii, zeznała, że Kazimierz Zdunowski uzależniał wypłacenie jej wynagrodzenia za pisanie wystąpień poselskich w zamian za jej usługi seksualne. Bezpośrednio po złożeniu tych zeznań otrzymywała telefony z pogróżkami. Andrzej BuczkowskiAndrzej Buczkowski, 06.05.2006 powołany na stanowisko dyrektora generalnego Stoczni Gdańskiej – przeciwko niemu toczą się dwa postępowania. od 2004 r. toczy się już przed gdyńskim sądem postępowanie, w którym Buczkowski jest oskarżony o narażenie gdyńskiej stoczni (w której był m.in. wiceprezesem) na straty w wysokości ok. 30 mln. Grozi mu do 10 lat za to, że wspólnie z prezesem Januszem Szlantą i drugim członkiem zarządu poręczał pod koniec lat 90. – w imieniu stoczni – bankowe kredyty dla własnej spółki pod nazwą Stoczniowy Fundusz Inwestycyjny. Pieniądze od banków, które panowie przeznaczali na zakup akcji Stoczni Gdynia nie zostały oddane, więc stocznia musiała spłacać długi spółki SFI. w prokuraturze jest też sprawa, w której Buczkowskiemu postawiono zarzut pobierania cichych prowizji od niemieckich firm, które zlecały Stoczni Gdynia budowę statków. W latach 1995-2001 pieniądze od Niemców miały trafiać na jego konto w Szwajcarii. Prokuratura uznała, że na „nienależnych prowizjach” stocznia straciła ok. 5 mln zł, jednak dwa tygodnie po powołaniu Buczkowskiego na dyrektora Stoczni Gdańskiej, śledztwo dotyczące Stoczniowego Funduszu Inwestycyjnego … zostało umorzone! Sąd stwierdził, że „prowizje nie spowodowały strat Stoczni Gdynia”! Pełnomocnik Stoczni Gdynia złożył na decyzję prokuratury zażalenie – sprawa jest w toku. Artur Zawisza, szef niesławnej bankowej komisji śledczej Marzec 2006 – toczy się wobec niego postępowanie w prokuraturze w Lublinie. Dotyczy ono niejasnych związków i machinacji jego i jego rodziny z Pocztą Polską. M. in. za konsultacje i przygotowanie scenariusza do filmu reklamującego pocztę, żona posła Zawiszy, Marzena wzięła 20 tys. zł. Szkopuł w tym, że po jej pracy nie pozostał nawet najmniejszy ślad, bo polegała ona na ustnych konsultacjach. Pytany o merytoryczne kwalifikacje swej żony Zawisza wykazywał, że jego żona miała „wyczucie, gust i zmysł artystyczny”. Marzec 2006 – poważniejsze zarzuty dotyczą prania brudnych pieniędzy. Prokuratura Apelacyjna w Lublinie prowadzi obecnie śledztwo w tej sprawie, w które zamieszanych jest kilka firm państwowych (w tym Poczta Polska) i prywatnych. Wśród osób wymienionych w zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa jest poseł Artur Zawisza jako członek zarządu niektórych podmiotów, które miały zajmować się tym procederem. Według zarzutów prokuratury, firmy miały „ukrywać pieniądze pochodzące z przestępstw niegospodarności, transferując je do innych podmiotów pod różnymi tytułami prawnymi i w ten sposób ukrywać przestępcze pochodzenie środków finansowych”. Zarzuty dotyczą m.in. spółki Eastern Enterprises (Zawisza był w jej radzie nadzorczej) i Fundacji Rozwoju Komunikacji Społecznej (Zawisza był jej prezesem). Według prokuratury państwowe firmy miały przelewać spółce EE pieniądze za usługi, które w rzeczywistości nie zostały wykonane lub których koszty zawyżono. Dalej firma przelewała pieniądze na konto fundacji. Andrzej Sośnierz Andrzej Sośnierz, mianowany w nagrodę za opuszczenie PO szefem Narodowego Funduszu Zdrowia. 15.05.2006 został przez Sąd Rejonowy w Katowicach uznany winnym prowadzenia działalności ubezpieczeniowej bez zezwolenia. Sąd warunkowo umorzył wobec niego postępowanie – Sośnierz ma wpłacić tysiąc zł na cel społeczny i pokryć koszty procesu. Sprawa dotyczyła spółki Śląska Opieka Medyczna, której prezesem Sośnierz był w latach 2003-2005. Sąd uznał, że firma ta od 2000 roku prowadziła działalność ubezpieczeniową bez wymaganego zezwolenia. Prowadzono śledztwo w sprawie darowizn od koncernów farmaceutycznych, m. in. firmy Schering (a więc kontrahentów kierowanej przez Sośnierza śląskiej kasy chorych) dla założonej i kierowanej przez niego Fundacji Zamek Chudów. Sośnierz tłumaczył, że firmy sponsorowały remont zamku, a tymczasem pieniądze przekazywane były na programy zdrowotne, choć fundacja nie miała w statucie takiej działalności. W czasie, w którym dokonywano przelewów, sprzedaż na Śląsku dwóch leków Scheringa wzrosła w porównaniu z innymi regionami Polski o 40-50 proc. Co ciekawe, o ile polska prokuratura umorzyła sprawę, to amerykańska SEC (odpowiednik KPWiG) ukarała za nieprawidłowości związane z przekazaniem dotacji fundacji przez jednego ze sponsorów fundacji Sośnierza, którego akcje były notowane na amerykańskich giełdach. Co też ciekawe, w okresie kampanii wyborczej, kiedy Sośnierz był jeszcze w PO, to PiS był tą sprawą oburzony i grzmiał o „typowym układzie korupcyjnym”. 11.09.2006 – Okazało się, że najwyższe wpłaty na fundację pochodzące od donatorów prywatnych, wpływały w imieniu nieistniejących osób, spod nieistniejących adresów, np. 50.000 zł na nazwisko pana, który w XIX wieku był właścicielem zamku w Chudowie. Wszystko więc wskazuje na to, że przy okazji fundacja była pralnią brudnej kasy. Sławomir Siwek, od 18.05.2006 członek zarządu TVP, były członek Porozumienia Centrum i szef kontrolowanej przez Kaczyńskich Fundacji Prasowej Solidarności – w latach 1991/92 uwikłany w aferę przejęcia przez Fundację budynku „Expressu Wieczornego” w Warszawie przy Al. Jerozolimskich. Postępowania przeciwko oskarżonym w tej sprawie (o poświadczenie nieprawdy) urzędnikom, zostały przez sąd umorzone z uzasadnieniem, że podlegali naciskom, którym nie można się było oprzeć. W uzasadnieniu wyroku, jako wywierający nacisk wskazani zostali z nazwiska Siwek i … Jarosław Kaczyński. Skądinąd dziwne, że sprawa nie miała żadnego ciągu dalszego. Jaromir Netzel Jaromir Netzel, nieznany szerzej gdyński adwokat, 09.06.2006 mianowany został szefem PZU. W 2001 r. został zwolniony z PKO BP, ponieważ reprezentował jednocześnie bank i wierzyciela, będąc prokurentem firmy Drob Kartel, której jako pracownik PKO BP udzielał kredytów. Zgodnie z prawem o adwokaturze nie można być zatrudnionym w jakiejkolwiek firmie, prowadząc jednocześnie praktykę adwokacką. Poza tym Spółka Drob Kartel była podejrzana o to, że posłużyła do prania brudnych pieniędzy. Według informacji „Dziennika”, prokuratura sformułowała w tej sprawie akt oskarżenia, który co prawda nie objął Netzela, ale został on wtedy zawieszony w Okręgowej Radzie Adwokackiej. Obecnie mówi się, ż Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku popełniła błąd, pomijając związek Netzela ze sprawą, co przyznaje prokurator krajowy Janusz Kaczmarek, który do niedawna był szefem gdańskiej prokuratury. 13.06.2006 – okazało się, Jaromir Netzel dostał trzy czeki od spółki Managment Finance Company, stanowiącej jedno z najważniejszych ogniw w łańcuchu firm zajmujących się wyłudzaniem i praniem pieniędzy w drugiej połowie lat 90. na Pomorzu. Pierwszy, na 200 tysięcy złotych, ma datę 30 listopada 1999 roku. Dwa pozostałe wystawiono w grudniu 1999 r. i styczniu 2000 r. na łączną kwotę 16,5 tys. zł. Managment Finance Company miała pieniądze z wyprowadzonego majątku spółki Drob-kartel. W tej właśnie sprawie toczy się obecnie proces. 29 listopada 1999 roku, na dzień przed wystawieniem czeku dla Netzela, na konto spółki wpłynęło 300 tys. marek niemieckich z firmy Hanney Ltd na wyspie Jersey. Zdaniem UOP i prokuratury pieniądze pochodziły z nielegalnego źródła. W trakcie operacji złamano też przepisy dotyczące międzynarodowych przelewów. Dlatego bank, obsługujący transakcję, zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu prania brudnych pieniędzy. Pan prezes z wdziękiem stwierdził, że „… cała kwota została przeze mnie w całości zwrócona do MFC”, więc nie ma sprawy. 16.08.2006 – wyszło na jaw, że Netzel przez blisko 30 lat współpracował z oskarżonym o wyłudzenia i podejrzewanym o pranie brudnych pieniędzy Jerzym B., współwłaścicielem firmy Drob-kartel, w której miało dochodzić do prania brudnych pieniędzy (patrz wyżej). W 1989 r. Netzel razem z Jerzym B. i ówczesnym zastępcą dyrektora Pekao w Sopocie założyli firmę. Kilka miesięcy później ten ostatni przyznał innej spółce kierowanej przez Jerzego B. 250 tys. marek kredytu. Kredytobiorca przestał jednak spłacać dług, a bank zajął jego majątek i zawiadomił prokuraturę. Śledztwo w 1993 r. zawieszono, a po ośmiu latach sprawa się przedawniła. „Rzeczpospolita”, która opisała sprawę ustaliła, że pieniądze banku wyjechały za granicę i trafiły na konto jeszcze innej firmy należącej do Jerzego B. Wróciły do Polski, m.in. dzięki pomocy obecnego prezesa PZU. 19.12.2006 – po kilku miesiącach zwłoki Komisja Nadzoru Finansowego zaakceptowała (stosunkiem głosów 4:3) na stanowisku prezesa PZU Jaromira Netzela, który nie spełnia podstawowego wymogu ustawowego, jakim jest co najmniej pięcioletni staż w kierowaniu instytucją finansową. W uzasadnieniu decyzji KNF stwierdziła, że Netzel otrzymał zgodę, bo … „nie zajmuje się bezpośrednio nadzorowaniem działalności ubezpieczeniowej”. Tomasz Połetek, honorowy prezes Młodzieży Wszechpolskiej w Małopolsce, 13.07.2006 mianowany na przewodniczącego Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego w Krakowie, największej spółki samorządu wojewódzkiego – od kilku lat toczy się przeciwko niemu śledztwo związane z wyprowadzeniem 2,4 mln zł z Wielkopolskiego Banku Rolniczego w Kaliszu do spółek Hatrol, Rol-Hat i Polskie Finanse w Krakowie, którymi kierował. Notorycznie nie stawia się na przesłuchania, zasłaniając się złym stanem zdrowia, co – jak widać – nie przeszkadza mu pracować jako szef rady nadzorczej. Maciej Twaróg, honorowy prezes Młodzieży Wszechpolskiej, zięć ministra …Wassermanna – jest podejrzanym w śledztwie w głośnej sprawie wyłudzenia w 2001 r. na szkodę Wielkopolskiego Banku Rolniczego 2,6 mln w imieniu osławionej spółki Rol-Hat. Sprawa była intensywnie tuszowana przez polityków LPR z Giertychem na czele. Janusz Podciborski Janusz Podciborski, działacz PiS z Pruszcza Gdańskiego, w poprzedniej kadencji przewodniczący rady powiatu gdańskiego – jest oskarżony o wyłudzenie kredytów, fałszowanie dokumentów i oszustwa. Grozi mu do 10 lat więzienia. Jego firma projektowa Centrum w 2002 roku – razem ze spółką PDS – rozpoczęła budowę dwóch bloków mieszkalnych w Pruszczu Gdańskim. Szybko okazało się jednak, że wykonawcy nie mają pieniędzy na inwestycję. Wówczas wspólnie z prezesem PDS Antonim Ś. postanowili wyłudzić kredyty. Podciborski m.in. dwóm podstawionym osobom wypisał fikcyjne zaświadczenia o zatrudnieniu w swoim biurze. W ten sposób mężczyźni dostali prawie 200 tys. zł z Kredyt Banku i Inwest Banku. Pieniądze trafiły na konto PDS, ale raty nie były spłacane. Prokuratorzy zarzucają też politykowi oszukanie klienta, który wpłacił 50 tys. zł i nigdy nie dostał mieszkania. W maju 2006 – oskarżonego o oszustwa działacza próbowano odwołać ze funkcji, ale radnym PO zabrakło 3 głosów; zostali zresztą oskarżeni o pieniactwo i walkę polityczną. Ostatecznie, po serii doniesień prasowych opisujących sprawę oraz inne przestępstwa afery pana P., władze PiS zdecydowały się jednak zawiesić jego członkostwo w partii. Józef Ramlau, wojewoda kujawsko-pomorski rekomendowany przez PiS, dawny prezes wiejskiego GS-u, wspierany przez Radio Maryja – jest obiektem zainteresowania Unijnego Urzędu ds. Zwalczania Korupcji OLAF. We współpracy z polską policją skarbową prowadzi on śledztwo w sprawie dofinansowania z funduszy unijnych gospodarstwa rolnego syna wojewody. Ramlau wzbudził także kontrowersje, gdy okazało się, że postanowił mieszkać w pokoju na zapleczu swego gabinetu. 27.07.2006 – po informacjach prasowych o tych śledztwie, Ramlau został odwołany ze stanowiska. Waldemar Nowakowski, poseł Samoobrony, wiceszef komisji śledczej do spraw banków – milionowe długi i oszukani rolnicy to dorobek zawodowy twórcy sieci Lewiatan. Nowakowski był prezesem i głównym udziałowcem Lewiatan Holding, która była właścicielem powstałej w 1989 r. spółki Lewiatan Agro Food (LAF). Spółka skupowała od rolników owoce, warzywa i mięso oraz handlowała pianką budowlaną. Do połowy 2000 r. działała bez problemu. Potem przestała płacić za towary. Jesienią 2000 r. zebrało się 30 dostawców, którym spółka LAF zalegała z pieniędzmi na łączną kwotę 1 mln 422 tys. zł. Trzy lata później przed sądami we Włocławku i Toruniu zapadły ostatnie wyroki o zapłatę. Mimo tego dostawcy nie otrzymali pieniędzy do dzisiaj. Jerzy Milewski, mianowany 03.10.2006 przez ministra Jasiński prezesem Polskiego Holdingu Farmaceutycznego – będąc prezesem największej hurtowni farmaceutycznej Pharmag w latach 2002 – 2003 doprowadził ją do bankructwa (wierzycielom był winien ok. 150 mln zł). Od trzech lat z Pharmagiem procesuje się pomorski oddział NFZ, któremu jest winien 8 mln zł. Minister zdrowia Bolesław Piecha spokojnie oświadcza, że „… pan prezes Milewski pozbył się już udziałów w Pharmagu, a poza tym nie ma długów, więc wszystko w porządku”. Andrzej Mokrzański, 04.10.2006 mianowany szefem warszawskiego Zarządu Dróg Miejskich – w latach 2001-2005 był dyrektorem oddziału warszawskiego spółki NCC Roads Polska, filii szwedzkiego koncernu drogowego. W 2005 r. został z niej zwolniony dyscyplinarnie, chociaż przed sądem pracy doszło do zmiany kwalifikacji na „za porozumieniem stron”. Firma do dziś stawia mu zarzuty, że naraził ją na milionowe straty w wyniku nieudolności, niegospodarności i nieprawidłowości swoich działań m.in. podpisywanie umów z podwykonawcami według stawek znacznie zawyżonych w stosunku do rynkowych. Michał Seweryński, minister szkolnictwa wyższego, do niedawna szef resortu edukacji – jest odpowiedzialny za nadużycia finansowe przy komputeryzacji szkół. Afera trafiła już do prokuratury, a zawiadomienie złożył … Roman Giertych. Według jeszcze nieoficjalnego raportu NIK, który badał komputeryzację szkół w wykonaniu urzędników ministra, skarb państwa stracił prawdopodobnie nawet 200 mln zł, bo MEN płaciło firmom informatycznym za pracownie komputerowe, które istniały tylko na papierze. Violetta Plebanek-Sitko, 13.10.2006 mianowana w trybie nagłym przez Andrzeja Sośnierza na dyrektora dolnośląskiego oddziału NFZ na miejsce Janusza Wróbla – była do roku 2003 dyrektorką Szpitala Specjalistycznego im. Falkiewicza, w którym kontrola NIK wykazała wiele nieprawidłowości dotyczących m.in. ponoszenia nieuzasadnionych kosztów, opóźnień w wypłatach wynagrodzeń pracownikom oraz przekazywania ich składek do kasy zapomogowo-pożyczkowej, zawierania niekorzystnych dla szpitala umów i nieaktualizowania dokumentacji organizacyjno-prawnej. W wyniku kontroli NIK skierował sprawę do prokuratury, jednak z braku dowodów postępowanie umorzono. Panią dyrektor ze stanowiska w atmosferze skandalu odwołał jednak marszałek województwa dolnośląskiego. Szef NFZ tłumaczy, że do Wróbla nie miał żadnych zastrzeżeń, ale „Do tego trudnego zadania kierowania NFZ potrzebuję nowych, zaufanych ludzi – formuję po prostu nowy zespół”. Eryk Wojciechowski, kandydat LPR i Samoobrony do Trybunału Konstytucyjnego – jest podejrzanym w aferze związanej z wyłudzeniami kilkudziesięciu milionów złotych z dawnego Banku Zachodniego w Poznaniu. Wojciechowski jest profesorem Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, UAM i KUL. W latach 90. zasiadał we władzach spółki, której – jako szef oddziału banku – udzielał kredytów. Pieniądze nigdy nie wróciły do banku. Przed sądem stanęło już kilka osób, ale wątek Wojciechowskiego został zawieszony, bo profesor nieustannie przesyła prokuraturze zwolnienia. Choruje m.in. na oskrzela, nadciśnienie, ma też problemy psychiatryczne. Jednak bierze np. systematycznie udział w obronach prac doktorskich na KUL. Tomasz Lipiec, minister sportu – kontrola NIK w kierowanym przez Lipca w latach 2003 – 2005 Wojewódzkim Ośrodku Sportu i Rekreacji w Warszawie wykazała, że na kilkudziesięciu fakturach były ślady wymazywań i przeróbek. Faktury na łączną sumę 2 mln zł opatrzone były nieczytelnymi podpisami, podobnie jak dziesiątki umów-zleceń, dotyczących zajęć sportowych. Audytorzy NIK stwierdzili, że zachodzi duże prawdopodobieństwo, że część z tych dokumentów była fikcyjna – nie ma na nich pieczątek i podpisów, a część najprawdopodobniej jest sfałszowana. Ponadto księgi rachunkowe ośrodka nie odzwierciedlały stanu faktycznego. We wnioskach z raportu stwierdza się, że doszło do naruszenia ustawy o rachunkowości. Na tej podstawie, 05.02.2007 do prokuratury trafiło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Lipca przestępstwa narażenia miasta na kilkaset tysięcy złotych strat. Ryszard Terlecki (pseudonim Pawka Morozow), szef krakowskiego IPN, kandydat PiS na prezydenta Krakowa – blisko współpracował w roku 1999 z biznesmenami Rafałem R. i Marianem M., aresztowanymi w związku z niekorzystnym dla miasta zakupem gruntu. W tej samej sprawie – zakupu za 5 mln. zł działki przez władze miasta – prokuratura postawiła zarzuty niegospodarności także czterem byłym wiceprezydentom, członkom PO, którzy zostali aresztowani na poczatku grudnia 2006 r. Z dokumentów Ratusza wynika, że Terlecki lobbował wtedy bardzo aktywnie za uchwałą rady miasta o przesunięciu na zakup działki 5 mln zł z funduszy przeznaczonych na inne cele, bez czego transakcja byłaby niemożliwa. Zbierał m.in. podpisy na petycji radnych w sprawie przyspieszenie głosowania nad uchwałą, z pominięciem drugiego czytania projektu. Piotr Kownacki, mianowany 18.01.2007 przez radę nadzorczą na życzenie ministra skarbu prezesem zarządu PKN Orlen, były podwładny w NIK i zaufany człowiek Lecha Kaczyńskiego. W 1999 r. został wiceprezesem zarządu kontrolowanego przez państwo Banku Ochrony Środowiska. Gdy 2 lata później akcjonariuszem został szwedzki bank SEB, Kownacki został wyrzucony za brak kompetencji oraz nadzoru nad działalnością podległych mu komórek, które w ciągu 2 lat wygenerowały straty netto w wysokości 38.828.000 zł. Janusz Maksymiuk, wiceszef Samoobrony, zataił w oświadczeniu majątkowym transakcję, na której zarobił ponad 2 mln zł. Jak wyszło na jaw 06.02.2007, dwa razy sprzedał tę samą ziemię – prokuratura prowadzi w tej sprawie śledztwo. Tomasz Górski, poseł PiS z Poznania, w latach 1999 – 2000 wyłudzał gotówkę od firmy CLA, załatwiając kredyty na fikcyjne zakupy towarów przez podstawione osoby w sklepach meblowych należących do jego rodziny. Śledztwu w tej sprawie ukręcono łeb, ale po publikacji w dniu 07.03.2006 w „Głosie Wielkopolskim”, zostało ono wznowione. Adam Glapiński, były członek Porozumienia Centrum, przewodniczący rady nadzorczej należącej do PLL LOT spółki „Centralwings”, mianowany 24.04.2007 również przewodniczącym rady KGHM Polska Miedź, a 03.07.2007 Prezesem i dyrektorem generalnym Polkomtela. W roku 1991 zamieszany w wątek redystrybucji pieniędzy pochodzących z afery FOZZ. W latach 1991-1992 jako minister współpracy gospodarczej z zagranicą w rządzie Jana Olszewskiego, wprowadził koncesje na import paliw, co spowodowało silne perturbacje na rynku paliwowym, w szczególności utratę pozycji przez Ciech i wprowadzenie na polski rynek osławionej spółki J&S Energy. Stanisław Kościuk, działacz Samoobrony, w 2006 r. kandydat tej partii na wiceministra sportu, od niedawna starszy specjalista w PFRON. w 2002 r., jako sekretarz generalny Polskiego Związku Sportowego Głuchych, zdefraudował 300 tys. zł dotacji uzyskane przez związek z PFRON, przedstawiając fałszywe faktury. Śledztwo potwierdziło podejrzenia i sprawa trafiła do prokuratury, która przygotowuje akt oskarżenia. Przestępstwa pospolite Michał Dworczyk, doradca premiera ds. polonii – w roku 2000 został prawomocnie skazany na dwa lata w zawieszeniu za nielegalne posiadanie broni (granaty, karabiny), którą trzymał w piwnicy kamienicy, w której mieszkał w Warszawie. Anna Pałka, 25.02.2006 mianowana przez Zbigniewa Ziobro na stanowisko szefowej prokuratury apelacyjnej w Rzeszowie. Na jesieni, 2005 r. przyłapana na kradzieży bielizny: z hipermarketu Leclerc – wyniosła majtki i biustonosz. Sprawie o kradzież oczywiście ukręcono łeb. 18.09.2006 – prokurator generalny niespodziewanie odwołał ze stanowiska panią Pałkę. Przy okazji wyszło na jaw, że na prośbę pani prokurator policjanci mieli tak sporządzić notatkę opisującą jej kradzież w sklepie, aby z niej nie wynikało, kogo i na czym przyłapano. W notatce policjanci wpisali więc, że doszło do „nieporozumienia przy kasie”. Sprawą zaniechania czynności służbowych przez funkcjonariuszy i poświadczenia nieprawdy zajęła się Prokuratura Okręgowa w Łodzi. Anna Milewska, przedstawicielka Samoobrony, była działaczka SLD, 11.05.2006 desygnowana na wiceprzewodniczącą RN TVP, a 18.05.2006 wybrana do Zarządu TVP – ABW wycofało jej tzw. poświadczenie na dostęp do niejawnych informacji w spółce. Ponad rok temu Milewska wyniosła z TVP niejawne dokumenty i do dziś ich nie oddała, choć wielokrotnie była o to monitowana przez kierownictwo TVP. Tomasz Prus, powołany w marcu 2006 r. na stanowisko doradcy szefa ABW, 25 października 1996 r. z niejakim Janem Ciećwierzem podczas wypadu w Bieszczady, w pończochach na głowach dokonali napadu na urząd pocztowy w Lutowiskach. Zostali zatrzymani przez policję i trafili do aresztu, ale dzięki interwencjom tatusia Ciećwierza (znanego adwokata) załatwiono, że był to „głupi żart po pijanemu” i sprawa została umorzona. Co ciekawe sprawę umorzono już po trzech dniach od napadu. Marek Kotlinowski (po prawej)Marek Kotlinowski, jeden z liderów LPR, wicemarszałek sejmu, mianowany sędzią Trybunału Konstytucyjnego. W maju 2006 r. prokuratura wszczęła przeciw niemu śledztwo w sprawie oszustwa – pan marszałek nie zwrócił zaliczki 6 tys. zł. pobranej w 2001 r. za usługę prawną, której nigdy nie wykonał ze względu na wybór na posła. Mimo wielokrotnych próśb, pism i monitów niedoszła klientka przez pięć lat nie doczekała się zwrotu długu i wreszcie straciła cierpliwość – trzy tygodnie temu zawiadomiła policję o popełnionym oszustwie. 29.05.2006 – okazało się, że gdy sprawą zajęła się prokuratura i zainteresowała prasa, pan marszałek błyskawicznie zwrócił pieniądze. 25.10.06 – wyszły na jaw niejasne interesy pana marszałka, który miał powiązania z Ryszardem Warykiewiczem, biznesmenem do dziś poszukiwanym przez swoich wspólników za gigantyczne długi – w jego imieniu p. marszałek spłacił hipotekę kamienicy (700 tys. zł). Skąd w 1999 r. miał taka kasę – nie wiadomo, w każdym razie nie ma po niej śladu w jego ówczesnych oświadczeniach majątkowych. Róża Żarska Róża Żarska, sędzia Trybunału Stanu z ramienia koalicji Samo-Ligo-PiS. Ma trzy postępowania przed rzecznikiem dyscyplinarnym Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie Krzysztofem Stępińskim, dotyczące m.in. niepłacenia długów oraz poświadczenia nieprawdy. Wcześniej już niejednokrotnie była karana upomnieniami Rady. 06.09.2006 – pani Żarska ma właśnie po raz kolejny stanąć przed sądem dyscyplinarnym. Rzecznik dyscyplinarny warszawskiej adwokatury podpisał akt oskarżenia przeciwko niej, stawiając kilkanaście zarzutów naruszenia zasad etyki. Przy tylu zarzutach pani Rózi grozi nawet zawieszenie w prawie wykonywania zawodu. W związku z rozprawą wystosowała komunikat: „Informuję, że złożyłam wniosek o umorzenie postępowania, jakie rada prowadzi w mojej sprawie. […] Jako sędzi Trybunału Stanu przysługuje mi immunitet sędziowski, wobec czego postępowanie w mojej sprawie powinno zostać umorzone z mocy prawa” . Albert Śledzianowski, w poprzedniej kadencji szef klubu radnych PiS w Sopocie – jeszcze jako student politologii został we wrześniu 2000 roku skazany prawomocnym wyrokiem za podrobienie podpisów na umowach o przystąpieniu do funduszu emerytalnego Norwich Union, którego był agentem. Pod pretekstem załatwienia pracy wydobył od trzech studentek dane osobowe i sfałszował ich podpisy na formularzach zgłoszeniowych. O popełnieniu przestępstwa prokuraturę zawiadomił Norwich Union. Choć w trakcie procesu Śledzianowski przyznał się do winy i sam zaproponował karę (grzywna), to obecnie twierdzi, że „wyrok zapadł zaocznie bez jego wiedzy, albo jest to … prowokacja ze strony przeciwników politycznych z Platformy Obywatelskiej”. Jan Butmankiewicz, 29.06.2006 wybrany przez KRRiTV na członka rady Radia Opole, szef Samoobrony w Opolu – jest oskarżony o fałszowanie podpisów na liście osób popierających go jako kandydata do Senatu w wyborach 2005 r. (śledztwo w toku). Marek Surmacz Marek Surmacz, mianowany 25.08.2006 wiceministrem spraw wewnętrznych i administracji w 2000 r gorzowski sąd okręgowy uznał go winnym zniesławienia i wielokrotnego publicznego pomawiania o układy korupcyjne radnej Grażyny Wojciechowskiej i skazał go na karę grzywny, którą Surmacz zapłacił ponad pół roku później. Natychmiast po orzeczeniu wyroku stracił mandat radnego miasta Gorzowa. na panu wiceministrze ciążą również zarzuty, że spowodował kolizję samochodową i uciekł z miejsca zdarzenia, a zatrzymali go dopiero poszkodowani. Jako szef gorzowskiej drogówki zwrócił też bezprawnie swoim znajomym trzy prawa jazdy, wcześniej zatrzymane przez policjantów. Jedno z tych praw jazdy zabrano za jazdę po pijanemu. Prokuratura wszczęła postępowanie w tej sprawie. Jednak jak się dowiedzieli reporterzy RMF, śledztwo przekazano do Warszawy, gdzie w dziwnych okolicznościach sprawa zniknęła. Jacek Wachowicz, w poprzedniej kadencji szef rady Pragi Północ z rekomendacji PiS – wynajmuje lokal użytkowy przy ul. Ząbkowskiej. Pomimo, że zalega z opłatami i jest winien gminie już 17 tys. zł, to nie ma mowy o wypowiedzeniu mu najmu lub jakichkolwiek innych krokach w kierunku odzyskania przez gminę długu. Józef Burdziak, nauczyciel z Tarnowskich Gór, kandydat PiS na starostę – jako radny poprzedniej kadencji był oskarżony o wynoszenie z urzędu poufnych dokumentów – kosztorysów związanych z budową jednego z rond w mieście. W styczniu tego roku został za to skazany – wyrok jest prawomocny. . M.in. w grudniu 2001 r. sąd grodzki w Siedlcach skazał go za to na karę grzywny i nakazał konfiskatę ponad 50 butelek alkoholu. Sąd stwierdził, że Owczarczyk „posiadał alkohol bez znaków akcyzy w ilościach wskazujących na przeznaczenie do działalności gospodarczej”. Stefan Szańkowski, były wiceburmistrz Łosic, starosta łosicki, a przez ostatnie cztery lata kierownik siedleckiej delegatury urzędu marszałkowskiego, kandydat PiS na radnego w powiecie łosickim – w październiku 2001 r. odpowiadał przed sądem za fałszowanie dokumentów. Chodziło o wnioski o przyznanie nagród pracownikom samorządu. Kontrolerzy Regionalnej Izby Obrachunkowej uznali za niedopuszczalne, by samorządowcy sami sobie przyznawali nagrody. Szańkowski uznał, że skoro pieniądze zostały już wypłacone, trzeba sfabrykować podkładki z wcześniejszymi datami. Rozpatrująca sprawę sędzia Iwona Karasek nie miała wątpliwości – dowody fałszerstwa były ewidentne. Jednak na wniosek prokuratora podkreślającego „nieznaczne społeczne niebezpieczeństwo czynu” oraz „nieposzlakowaną opinię” b. starosty sędzia zgodziła się warunkowo umorzyć sprawę na rok. Marek Sadowski, wyższy urzędnik prokuratury krajowej – w 1995 roku spowodował wypadek, w którym ciężko ranna została Janina Pachniak. Jako sędzia, a następnie jako minister sprawiedliwości, pan Sadowski zasłaniał się immunitetem, co wywołało głębokie oburzenie ówczesnej opozycji, a szczególnie PiS. Dopiero w 2006 r. Sadowski został uznany za winnego spowodowania wypadku i skazany prawomocnie na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu. Sąd orzekł też 100 tys. złotych odszkodowania dla Janiny Pachniak, rannej w wypadku, których Sadowski do dzisiaj nie zapłacił. Obecnie nie przeszkadza to nikomu. Artur Piłka, doradca prezydenta do spraw sportu – 08.07.2007 został zatrzymany przez policję w związku ze sprawą wprowadzania do obrotu środków odurzających. Korupcja, konflikt interesów Przemysław Edgar Gosiewski, czołowy ideolog PiS, minister w Kancelarii Premiera – na krótko przed wyborami 2001 r. dostał od SKOK wysoką pożyczkę, której raty były wyższe niż jego ówczesne dochody. Niedługo po wyborach pan poseł przeprowadził w sejmie korzystną dla tej instytucji ustawę o SKOK-ach. Indagowany przez dziennikarza Mariusz Kamiński, nie wiedząc, o kim mowa, bez namysłu zadeklarował, że sprawa kwalifikuje się do CBA. Ludwik Dorn, minister spraw wewnętrznych i administracji nie zgłosił w przewidzianym prawem jednomiesięcznym termninie, że ma zarejestrowaną działalność gospodarczą („zapomniał”). „Rzeczpospolita” zwróciła się w tej sprawie do pełnomocnika rządu do spraw przygotowania programu zwalczania nadużyć w administracji publicznej, Mariusza Kamińskiego (późniejszego szefa CBA), nie ujawniając, że chodzi o Dorna. Kamiński podkreślił, że każdy parlamentarzysta powinien ujawnić w oświadczeniu majątkowym posiadanie firmy. Podobnego zdania jest szef Sejmowej Komisji Etyki, który zaznaczył, że komisja może zająć się sprawą, jeśli tylko dowie się o jej istnieniu. 13.12.05 – Dorn deklaruje, że wytoczy „Rzeczypospolitej” proces za nazwanie go przedsiębiorcą. 14.12.05 – „Rzeczpospolita” publikuje kopię dokumentu wystawionego przez Biuro Działalności Gospodarczej Urzędu Miasta Warszawy, wydanego 2 listopada 2005 r., w którym znajduje się zdanie: „[…] zaświadcza się, że przedsiębiorca Pan(i) Ludwik Dorn (tu adres) jest wpisany do ewidencji działalności gospodarczej (…) pod numerem 81151.” Koniec stycznia 2007 r. – w ewidencji urzędu wpis o działalności Dorna w dalszym ciągu widnieje. Andrzej Mikosz, od listopada 2005 r. minister skarbu. do ostatniej chwili przed mianowaniem doradzał firmie Sanitas jako inwestorowi chętnemu do kupna Jelfy (znanej później na okoliczność afery z corhydronem). Dwa tygodnie po jego mianowaniu, ministerstwo pod wodzą Mikosza podjęło decyzję o wyborze inwestora. Wybrano Sanitas, którego wartość była wielokrotnie niższa od Jelfy. Kiedy podejmowano tę decyzję, to minister – jak z wdziękiem oświadczył – „wyszedł z pokoju”. 09.01.2006 – wyszło na jaw, że minister Mikosz w 2002 r. pożyczył (formalnie – jego żona) 300.000 dolarów matce gracza giełdowego Witolda W., którym od lat interesują się organa ścigania na okoliczność nielegalnych transakcji na giełdzie oraz prania brudnych pieniędzy. 11.01.2006 – pod naciskiem publikacji prasowych pan minister podał się do dymisji, która została łaskawie przyjęta przez premiera Marcinkiewicza. Mariusz Deckert, członek Rady Politycznej PiS, prezes Radia Lublin Jest oskarżony o próbę przekupienia radnego Ligi Polskich Rodzin. Według ustaleń Prokuratury Okręgowej, w czerwcu 2005 r., Deckert w zamian za pośrednictwo w uzyskaniu poparcia lub niebranie udziału w konkretnej sesji rady miasta przez radnego Mieczysława Rybę z LPR, oferował związanej z Ligą fundacji Servire Veritati ok. 100 tys. zł. Chciał w ten sposób przekonać radnych LPR do poparcia zmian w planie zagospodarowania przestrzennego lubelskiego osiedla Górki, dla umożliwienia właścicielowi terenu – kieleckiej spółce Echo Investment – postawienia kolejnego w mieście hipermarketu. Prokuratura zdecydowała się skierować akt oskarżenia do sądu. 02.07.2007 – za propozycję łapówki dla działacza LPR, wyrokiem sądu w Lublinie pan Mariusz skazany został na dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy, 10 tys. zł grzywny i roczny zakaz sprawowania stanowisk w administracji rządowej. Jerzy Lejk, mianowany 26.01.2006 prezesem warszawskiego metra – w latach 1995-99 był wiceprezydentem miasta z rekomendacji SLD. Lejk to jedna z czołowych postaci niesławnej samorządowej koalicji SLD-UW (potem SLD-PO). Odpowiadał m.in. za komunikację i dlatego negocjował podpisaną w 1998 r. dotyczącą parkomatów umowę z WaParkiem. Miała ona zapewnić sprawne funkcjonowanie wprowadzonego wtedy systemu płatnego parkowania. Okazało się jednak, że podział zysków wynegocjowano tak, że przez dwa lata tylko 30 proc. pieniędzy z parkomatów trafiało do budżetu Warszawy, a aż 70 proc. do kasy WaParku. Z tej umowy ratusz wycofał się dopiero za prezydentury w Warszawie Lecha Kaczyńskiego. Za rządów Lejka odpowiedzialnego w latach 90. za transport miejski, rodził się tak zaciekle zwalczany przez PiS „układ warszawski”: dwie firmy WPRD i MPRD dzieliły się zamówieniami na budowę i remonty ulic. Normą stały się aneksy do umów, które niebotycznie podnosiły koszty robót. Alina Gut, kandydatka Samoobrony, głosami PiS wybrana 26.01.2006 do Krajowej Rady Sądownictwa – sądzona za łapówkarstwo, w połowie lat 90. wplątała się w aferę z nielegalnym sprowadzaniem samochodów z zagranicy: pojazdy, które miały być darowiznami dla lubelskich parafii, zwolnione z podatku trafiały w prywatne ręce. Pani Gut zaproponowała jednemu z aferzystów pomoc w wykaraskaniu się z kłopotów. W zamian dostała chiński dywan wart wówczas 3 tys. zł oraz przysługę w postaci wymalowania domu. Trafiła wtedy na dwa tygodnie do aresztu, wyszła za poręczeniem majątkowym. Sąd w 1998 roku warunkowo umorzył sprawę. Stwierdził, że wina i społeczna szkodliwość czynu nie są znaczne, ale okoliczności jego popełnienia nie budzą wątpliwości. Po doniesieniach prasowych, w połowie lutego podała się do dymisji. Andrzej Urbański Andrzej Urbański i Mały Książę Andrzej Urbański, były szef kancelarii prezydenta, 03.04.2007 mianowany przez Radę Nadzorczą na prezesa zarządu TVP 04.04.2006 – Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi śledztwo w sprawie przetargu na wagony warszawskiej Szybkiej Kolei Miejskiej – za 55 mln miasto kupiło je na początku 2005 roku. Według posiadanych przez prokuraturę informacji przetarg był ustawiony, a za jego organizację odpowiadał w warszawskim ratuszu ówczesny wiceprezydent stolicy Andrzej Urbański. Przez zwykły zbieg okoliczności tylko jedna firma mogła spełnić wymagania przetargowe, bo dostawcom na przedstawienie projektu dano tylko miesiąc od podpisania umowy, a na zakończenie dostaw – niespełna rok. W przetargu wystartowały więc tylko ZNTK z Nowego Sącza (obecnie Newag) i oczywiście wygrały. Okazało się bowiem, że przypadkiem miały już gotowy projekt, bardzo zbliżony do wyśrubowanych wymagań określonych w przetargu. Również przypadkiem ZNTK należą do Zbigniewa Jakubasa, mocno zakolegowanego z Urbańskim jeszcze z czasów jego pracy w „Życiu Warszawy” przed 2000 rokiem. Co również ciekawe, ZNTK na potrzeby kontraktu kupiły od SKM Trójmiasto zrujnowane pociągi z lat 60., wycofane z użytku, a część z nich była spalona. Trójmiasto uznało, że ich remont będzie nieopłacalny, a poza tym nie gwarantują bezpieczeństwa. 02.06.2006 – okazało się też, że Urbański robił biznesy z działaczem SLD Ryszardem Nawratem. W 1998 r. stworzyli oni spółkę Kalejdoskop – Nowa Korporacja. Urbański twierdzi, że pozbył się udziałów w spółce w 2001 r., ale w KRS spółka Kalejdoskop nadal figuruje jako firma Urbańskiego i Nawrata, a sam Urbański wciąż wymieniamy jest jako prezes. Ustawa antykorupcyjna bezwzględnie zakazuje urzędnikom posiadania udziałów w firmach i zasiadania w ich władzach. W wyniku publikacji prasowych minister podał się do dymisji. 10.10.2006 – Pan Urbański wrócił do Kancelarii Małego Księcia i został jego doradcą. Jak powiedział mediom obecny szef Kancelarii Aleksander Szczygło „Urbański już zapłacił za swoje błędy 3-miesięcznym rozstaniem z pałacem”. 11.10.2006 – tak się ciekawie złożyło, że niespodziewanie prokuratura po sześciomiesięcznym śledztwie umorzyła postępowanie dotyczące zakupu przez miasto pociągów Szybkiej Kolei Miejskiej. Śledczy stwierdzili, że co prawda „producenci mieli informacje o przetargu jeszcze przed jego ogłoszeniem, ale były one bardzo ogólne”. Ponadto stwierdzono kilka nieprawidłowości proceduralnych, ale nie ma dowodów na to, że przetarg był ustawiony pod firmę Zbigniewa Jakubasa. Prokuratura stwierdziła jednak, że wszystko to „nie miało jednak poważnego znaczenia”. Maciej Łopiński, rzecznik prezydenta RP Będąc w latach 2002 – 2005 prezesem gdańskiej spółki Pomerania (spółka-córka Agencji Rozwoju Pomorza), jako jednoosobowa firma zawarł z kierowaną przez siebie spółką umowę na usługi zarządzania. Łopiński zarejestrował w urzędzie miasta działalność gospodarczą pod firmą „Doza” krótko przed objęciem funkcji prezesa. Jako „Doza” podpisał z Pomeranią umowę o „świadczeniu usług zarządzania”. Za te usługi spółka zapłaciła mu w samym 2005 r. trzy razy tyle co za prezesowanie – 168 tys. zł. Minister wpisał tę kwotę w oświadczeniu majątkowym jako dochód z „działalności wykonywanej osobiście” (informacje dostępne są w oświadczeniu majątkowym ministra na stronach kancelarii prezydenta). Gdy marszałek województwa pomorskiego Jan Kozłowski zażądał od Pomeranii umów z „Dozą”, prawnik samorządowej spółki odmówił, dowodząc, że zarobki byłego prezesa nie są informacją publiczną. „Gdyby wszyscy prezesi spółek publicznych skorzystali z tego patentu, to całą ustawę można by wyrzucić do kosza. Jeśli ktoś wymyślił sposób na obejście ustawy kominowej, to ja natychmiast wniosę poprawkę do tej ustawy” – zadeklarował poseł PiS Krzysztof Tchórzewski, w czasach AWS pomysłodawca ustawy kominowej, nie wiedząc zresztą o kim mowa. Dowiedziawszy się, że chodzi o ministra Łapińskiego, zaczął się wycofywać i rozmydlać problem. 23.07.2007 – na dowód pełnego przestrzegania przez PiS „warunków dobrego rządzenia”, sformułowanych 19.07.2007 przez Wielkiego Brata w liście do LiS-u, Maciej Łopiński został mianowany na stanowisko szefa gabinetu prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nominacja ta jest jaskrą ilustracją tezy, że w procesach odnowy nie ma świętych krów, a Partia niezwykle poważnie traktuje swoje zobowiązania i nowe rozdanie oczyszczania szeregów władzy rozpoczyna od własnych szeregów. Paweł Szałamacha, wiceminister skarbu – 08.06.2006 okazało się, że posiada – zgodnie z oświadczeniem majątkowym zamieszczonym na internetowej stronie resortu – 981 akcji Polskiej Grupy Farmaceutycznej, notowanego na giełdzie dystrybutora leków, który ma 20-procentowy udział w rynku. Oczywiście minister powinien zrezygnować z akcji – niezależnie bowiem od jego dobrej woli, zawsze może istnieć prawdopodobieństwo, że prędzej czy później będzie decydował lub posiadał niedostępną innym wiedzę o firmie, w której ma udziały. Minister odpowiada: „Zgodnie z prawem minister nie może posiadać powyżej 10 proc. akcji, tak więc posiadanie akcji PGF jest zgodne z prawem”. Jego zdaniem nie występuje więc żaden konflikt interesów. Kazimierz Marcinkiewicz, były premier – jako komisarz Warszawy wydzierżawił na niekorzystnych warunkach warszawskie korty Legii stowarzyszeniu, któremu szefuje Jerzy Hertel, jeden z bohaterów tzw. afery mostowej i – tylko przez dziwny zbieg okoliczności – mąż wydalonej z Platformy Obywatelskiej Małgorzaty Ławniczak-Hertel, radnej blisko współpracującej z PiS. Okazało się się, że rządzony przez Kazimierza Marcinkiewicza ratusz wydzierżawił stowarzyszeniu Hertla bez przetargu 12,4 tys. m kw. kortów Legii na 12 lat za 4,7 tys. zł miesięcznie (0,38 zł za m kw). Teren obejmuje 8 kortów z trybunami w centrum Warszawy. Umowa daje stowarzyszeniu prawo do pobierania opłat z biletów, reklam, wynajmu kortów i szkoleń. Choć miasto oddało korty w długoterminową dzierżawę, to przygotowany przez ekipę Marcinkiewicza budżet Warszawy na rok 2007 przez zbieg okoliczności przewiduje, że z kasy ratusza na naprawę kortów i nowe trybuny popłynie 12 mln zł. Również tylko zwykłym zbiegiem okoliczności umowę dzierżawy podpisano 24 listopada 2006 r., a więc w ostatnim dniu roboczym przed drugą II turą wyborów na prezydenta Warszawy. Krzysztof Putra, obecny wicemarszałek Senatu z ramienia PiS, w dniu 28 września 2001 r. w Hryniewiczach, gdzie miała powstać nieczynna do dziś oczyszczalnia odcieku, podpisał protokół odbioru końcowego inwestycji. W protokole wyraźnie zapisano, że odebrany obiekt „nie posiada wad trwałych, niedających się usunąć”. W dokumencie można także przeczytać, że „[…] oczyszczalnia odcieków jest wykonana i znajduje się w fazie rozruchu technologicznego. […] Przekazanie końcowe zamawiającemu i użytkownikowi nastąpi po zakończeniu rozruchu”. Putra był prezesem miejskiej spółki Lech, która miała przejąć użytkowanie oczyszczalni. W dniu odbioru oczyszczalnia nie była w trakcie rozruchu, nie działała i nie działa do dzisiaj, mimo że władze Białegostoku zapłaciły wykonawcy (spółka Arka Konsorcjum S.A. z Poznania) 4 mln zł. Dokument został podpisany tylko po to, by Bank Ochrony Środowiska mógł uruchomić ostatnią transzę kredytu dla Arki (w wysokości 1,4 mln zł), którą można było wypłacić najpóźniej do 30 września. Protokół opisywał więc fikcję, a wszyscy, którzy go parafowali, potwierdzili nieprawdę. 14.05.2007 – mimo zaproszeń pan marszałek nie zaszczycił posiedzenia komisji rady miejskiej Białegostoku, badającej sprawę Zakładu Utylizacji Odpadów Komunalnych w Hryniewiczach. Putra poinformował komisję, że najbliższe wolne terminy w jego kalendarzu to 4, 11 i 18 czerwca i w jednym z nich może porozmawiać z radnymi. Marek Kozłowski, ówczesny wiceprezydent Białegostoku, kandydat PiS na prezydenta Białegostoku w wyborach 2002 r., ostatnio jeden z poważniejszych kandydatów na stanowisko wojewody podlaskiego, wspierany przez dwóch urzędników miejskich również podpisał protokół odbioru oczyszczalni odcieku, poświadczając tym samym nieprawdę. 20.05.2007 – Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie formalnie przedstawiła panu Kozłowskiemu zarzuty niedopełnienia obowiązków oraz narażenia miasta na straty wielkich rozmiarów. Antoni Macierewicz, wybitny Wolak, likwidator WSI i szef kontrwywiadu wojskowego. Jak wynika z akt rejestrowych w Krajowym Rejestrze Sądowym, pan Antoni jest prezesem i właścicielem blisko 28% udziałów założonej przez siebie w 1995 r. spółki „Dziedzictwo Polskie”, wydawcy narodowo-katolickiego pisma „Głos”. Ustawa antykorupcyjna zabrania osobom pełniącym kierownicze stanowiska państwowe zasiadania we władzach spółek i posiadania więcej niż 10% ich udziałów. Za złamanie ustawy grozi dymisja. ( więcej jak działaMacierewicz –blog Rachowski – jak Macierewicz doprowadził do wywłaszczenie Polakow zamiast uwłaszczenia. Dziś Kłamca smoleński – główny harcownik i prowokator wojny z Rosją) Ryszard Lewandowski, Zastępca Prezydenta Miasta Przemyśla, członek PiS. 20.07.2007 – sąd rejonowy w Przemyślu podjął decyzję o aresztowaniu pana prezydenta na 3 miesiące, po postawieniu mu przez przemyską prokuraturę okręgową zarzutów dotyczących korupcji przy pośrednictwie w załatwianiu pracy w Straży Granicznej. Michał Borowski, naczelny architekt miasta stołecznego Warszawy i jeden z najbardziej zaufanych ludzi za czasów prezydentury w tym mieście Lecha Kaczyńskiego, odwołany ze stanowiska w pierwszych dniach urzędowania Hanny Gronkiewicz-Waltz. W okresie pracy w Ratuszu zasłynął wieloma nieudanymi przetargami oraz kontrowersyjnymi decyzjami, jak na przykład wydanie pozwolenie na zabudowę apartamentowcami dawnego stadionu Olimpii, a potem przesunięcie planowanej drugiej linii metra tak, by znalazła się w pobliżu tego osiedla. zamieszany w podejrzane powiązania korupcyjne z firmą Ghelamco, której wydał pozwolenie na budowę biurowca przy Pięknej i Kruczej, a której spółka córka kupiła później od Borowskiego jako osoby fizycznej kamienicę przy Foksal. Prywata i wykorzystywanie stanowisk Ryszard Bender, od listopada 2005 r. senator LPR – w lipcu 1994 r. w atmosferze skandalu, ustąpił ze stanowiska przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, gdy okazało się, że odbył kilka podróży do egzotycznych krajów, zafundowanych przez stacje telewizyjne ubiegające się o koncesje na nadawanie programu. Tomasz Lipiec, minister sportu W 2005 roku pan minister jako Dyrektor Warszawskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji zatrudnił Małgorzatę M., podpisując z nią umowy, które nie precyzowały jej obowiązków w Ośrodku, ale zapewniały wynagrodzenie prawie 1900 złotych brutto. Byli współpracownicy Lipca zeznają, że Małgorzata M. nigdy nie pracowała w Ośrodku, a przebywała w domu Lipca w Wesołej i zajmowała się jego dziećmi. Do tej pracy zawoził ją służbowym samochodem kierowca dyrektora Lipca, który rano woził szefa do pracy, a później jechał pod dom M. i odwoził ją do Wesołej. Zdarzało się też, że kierowca woził panią M. z dziećmi Lipca do przychodni lekarskiej. 10 i 11.05.2006 – pan minister urządził sobie urodziny w eleganckiej restauracji Villa Park w Wesołej pod Warszawą, które opłacił służbową kartą ministerstwa sportu (1087 zł i 2318 zł). 25.09.2006 – po doniesieniach prasowych („Rzeczpospolita”) na temat urodzin ministra i jego przekonujących wyjaśnieniach, że bawił w lokalu służbowo, ministerstwo sportu wydało oświadczenie, w którym poinformowało, że „Minister Sportu dokonał w dn. 25.09.2006 roku, zwrotu wymienionej w artykule kwoty na kartę służbową resortu”. Hanna Wujkowska, doradczyni premiera Marcinkiewicza ds. rodziny – w październiku 2004 roku została zwolniona dyscyplinarnie przez burmistrza Zielonki ze stanowiska dyrektorki ZOZ z powodu „świadczenia pracy poza wiedzą burmistrza w innych miejscach niż ZOZ, w godzinach pracy ZOZ w Zielonce oraz nieprawidłowości przy wypłacaniu samej sobie comiesięcznej premii”. Mówiąc prościej zwolniono ją za podpisywanie listy i wychodzenie do pracy w prywatnej lecznicy oraz przyznawanie samej sobie wysokich premii. 13.03.2007 ponownie została doradcą, tym razem wicepremiera Giertycha i członkiem jego gabinetu politycznego. Ewa Stryczyńska, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie, powołana przez Małego Księcia do Krajowej Rady Sądownictwa – we wrześniu 2001 r. spowodowała w Poznaniu wypadek, w którym ranne zostały cztery osoby. Oczywiście uniknęła kary, bo chronił ją immunitet, z którego nie chciała zrezygnować. Zgodnie z Konstytucją, Krajowa Rada Sądownictwa ma strzec niezawisłości sędziów i pilnować, czy przestrzegają zasad etycznych. Janusz Kochanowski, kandydat PiS, wybrany 26.01.2006 na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich, wcześniej kandydat PiS na euro deputowanego. Pełniąc za czasów rządu Mazowieckiego funkcję konsula RP w Londynie, posłał syna do ekskluzywnej szkoły francuskojęzycznej, a potem przez wiele lat prowadził spór sądowy z Państwem Polskim o zapłatę czesnego za pobyt dziecka w tej szkole. Ten spór przegrał dopiero przed Sądem Najwyższym. 27.07.2006 został członkiem Rady Fundacji PZU. Indagowany na okoliczność możliwego konfliktu interesów (dla wielu osób pokrzywdzonych przez firmy ubezpieczeniowe, biuro Rzecznika Praw Obywatelskich jest ostatnią deską ratunku w staraniach o wypłacenie odszkodowania), rzecznik grzmi o atakach politycznych. 19.08.2006 – po intensywnych krytycznych komentarzach pan Kochanowski zdecydował się jednakowoż zrezygnować z funkcji w Radzie. Ewa Żydowicz-Mucha, dyrektorka Szpitala Bielańskiego w Warszawie, która miała z warszawskim ratuszem umowę o pracę do końca września 2005 r., już po wyborach parlamentarnych dostała jej przedłużenie na czas nieokreślony. Miało to na celu zablokowanie miejsca Balickiemu, który skończył urlop bezpłatny, a wcześniej kandydował w wyborach na prezydenta Warszawy przeciwko Kaczyńskiemu. Zupełnie nie zaszkodziło jej karierze odkrycie, że przez wiele miesięcy wymieniała się usługami konsultingowymi z dyrektorem innego miejskiego szpitala. Dyrektor szpitala przy Grenadierów radził pani dyrektor Bielańskiego, jak zarządzać jej placówką, a dyrektor Bielańskiego odwdzięczała mu się radami, jak zarządzać jego placówką. Wszystko to za jedyne 2,5 tys. zł miesięcznie. Aldona Kostrzewa, od 03.04.2006 była zastępcą Komendanta Wojewódzkiego Policji w Łodzi, z rekomendacji PiS. W 2003 r. była zamieszana w zatuszowanie sprawy brzezińskiego radnego i dyrektora miejscowego szpitala Jana Krakowiaka. Pan radny 6 czerwca 2003 roku uderzył po pijanemu samochodem w przydrożny znak drogowy, a w alkomat dmuchała podstawiona osoba. Biuro Spraw Wewnętrznych KGP już od 2003 r. miało sygnały o tym, że sprawa mogła być ukręcona przy udziale pani komendant (wtedy była szefową Komendy Miejskiej policji w Łodzi). 10.11.2006 – pani komendant została zatrzymana przez Biuro Spraw Wewnętrznych KGP i odwołana ze stanowiska przez Komendanta Głównego policji. Nagle okazało się, że za współudział w mataczeniu grozi jej 10 lat więzienia. Jak wcześniej opozycja zwracała uwagę na kontrowersyjność tej nominacji, to oczywiście wyzwana została od komuchów, układów, agentów itd. 25.06.2007 – prokuratura okręgowa w Łodzi skierowała do łódzkiego sądu rejonowego akt oskarżenia przeciwko pani komendant. Michał Jagodziński, 28.06.2006 mianowany prezesem Radia PIK, pełnił już tę funkcję do 2000 roku – za rządów Buzka odszedł ze stanowiska w atmosferze skandalu związanego z odprawami, jakie przyznał sobie i pobrał zarząd (po 400 tys. zł na osobę). Jędrzej Jędrzych, poseł PiS – według oświadczenia majątkowego posła, od początku kadencji do końca kwietnia 2006 r. otrzymał on z kasy TUW SKOK i TU SKOK Życie SA ponad 160 tys. zł, a więc trzykrotnie więcej niż jego dochody poselskie. Poseł Jędrych jest posłem zawodowym i poza dietą oraz dochodami z sejmiku wojewódzkiego otrzymuje też stałe wynagrodzenie poselskie, co jest rażąco sprzeczne z prawem. Poseł działa też jak zawodowy lobbysta: przychodzi na posiedzenie komisji, której nie jest członkiem, i namawia posłów do rozwiązań korzystnych dla firmy, która mu płaci, a to z kolei klasyczne złamanie prawa o lobbingu. Wniosek PO o zbadanie sprawy przez prokuraturę, Centralne Biuro Antykorupcyjne i ewentualnie przez bankową komisję śledczą oczywiście okrzyknięty został przez posłów PiS jako obrona układu. Janusz Kaczmarek, prokurator krajowy, prawa ręka ministra Ziobro. 2004 r. – syn tego czołowego tropiciela afer miał za mało punktów z egzaminu, ale dostał się na Wydział Prawa Uniwersytetu Gdańskiego dzięki pozycji ojca. Wynika to z odtajnionej na skutek dwóch rozpraw sądowych listy 68 osób przyjętych na wydział prawa z odwołań. W 2004 r. Gazeta Wyborcza ujawniła, że co najmniej w kilku przypadkach „odwołanie” oznaczało protekcję. Listy polecające konkretnych kandydatów, których odwołania trzeba uwzględnić, napisali do władz uczelni m.in. prezes sądu okręgowego i dziekan rady adwokackiej. Dzięki ich pismom przyjęto na studia dwójkę dzieci sędziów, córkę prokuratora okręgowego oraz kilkoro pociech z rodzin adwokackich. Nie dostały się natomiast osoby, które zdobyły na egzaminie więcej punktów niż synowie i córy prawników. Rektor UG Andrzej Ceynowa, którego córka dostała się na prawo z odwołania rok wcześniej, zasłonił się ustawą o ochronie danych osobowych i nie chciał opublikować listy wszystkich osób przyjętych z odwołań. Po blisko 2 latach decyzją NSA lista została odtajniona. Jak afera ujrzała światło dzienne pod koniec 2004 r., to PiS kipiał z oburzenia i wielkim głosem domagał się wyciągnięcia konsekwencji. Teraz zaległa głucha cisza. 08.02.2007 – Janusz Kaczmarek mianowany został przez prezydenta ministrem spraw wewnętrznych i administracji w miejsce Ludwika Dorna Krzysztof Woźniak, wiceszef małopolskiego klubu PiS – we wrześniu 2006 r. wybrał się w 11-dniową delegację samochodem na Kretę. Do Grecji pojechał na jednodniową konferencję. Na zakup benzyny – w celu pokonania 4355 km z Krakowa do Heraklionu i z powrotem – pobrał z publicznej kasy 3470 zł. Nocował kolejno na Węgrzech, w Serbii, Macedonii i Grecji. Na hotele i diety dostał od urzędu marszałkowskiego 1098,50 euro, a na prom na Kretę kolejne 486 euro. W sumie wyjazd wiceprzewodniczącego PiS kosztował małopolskiego podatnika blisko 10 tys. zł. Po cóż to pan radny PiS wybrał się w 11-dniową podróż samochodem na Kretę? Żeby uczestniczyć w jednodniowym seminarium „Marki regionalne jako narzędzie promocji produktów regionalnych”, organizowanym przez Zrzeszenie Regionów Europy i posłuchać referatu o produktach regionalnych Małopolski, który wygłaszał … jego kolega z sejmiku, radny Andrzej Kurz. Ten ostatni poleciał samolotem za czterokrotnie mniejsze pieniądze. Woźniakowi zgodę na wyjazd samochodem do Grecji, nie zważając na koszty, podpisał jego partyjny kolega Witold Kozłowski, przewodniczący sejmiku z ramienia PiS. 06.10.2006 – po publikacjach prasowych pan radny ogłosił, że zrzeka się 8 z 10 tys. zł zwrotu kosztów samochodowej del
  20. MatkaPolka said

    Afery PO 0-748 – I kadencja rządów
    http://markd.pl/afery-po-0-748-i-kadencja-rzadow

    Afery PO (cz.1 II kadencji – 749:1499)
    http://markd.pl/afery-po-cz-1-ii-kadencji-7491499

  21. MatkaPolka said

    Afery PO (II kadencja cz.2 od 1500 do 1799)
    http://markd.pl/afery-po-ii-kadencja-cz-ii-od-1500-do-1799

    Afery PO (II kadencja cz.3 od 1800)
    http://markd.pl/afery-po-ii-kadencja-cz-3-od-1800

  22. MatkaPolka said

    Cz. I – Pytania A. Ściosa do kandydata B. Komorowskiego
    2015-03-15 21:33

    http://naszeblogi.pl/53386-cz-i-pytania-sciosa-do-kandydata-b-komorowskiego

    Trudno doszukać się w polskim życiu politycznym ostatniego ćwierćwiecza postaci, co do której życiorysu nagromadziłoby się tyle pytań i wątpliwości co w stosunku do Bronisława Komorowskiego. Nie rozwiewa wątpliwości sam bohater tego artykułu ponieważ z uporem maniaka unika odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące jego biografii politycznej.

    Nie pomagają w tym i media sprzyjające obecnie rządzącym, które roztoczyły nad obecnym prezydentem szczególny parasol dzięki czemu opinia publiczna (w tym i jego wyborcy) w ogromnej większości nie wiedzą kim jest ich kandydat i ich prezydent. „Rubaszny gajowy”, „konserwatysta” to pierwsze skojarzenia nt. człowieka, który właśnie kończy pierwszą kadencję na stanowisku prezydenta RP a więc średniej wielkości kraju w Europie.

    Tymczasem nielicznym tylko znane są takie wątki z jego życiorysu jak związki z nieistniejącymi już Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, na temat działalności których kompleksowe opracowanie historyczne (pomijając Raport z likwidacji WSI oraz uzupełnienie nr 1 czyli tzw aneks) dopiero przed nami. Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że historia WSI to historia III RP – historia aferalna, raczej negatywna. Nie ukrywali tego nawet szefowie tej formacji jak np. gen Tadeusz Rusak. Formacji, dodajmy, która w zwartym i nienaruszonym niemal szyku przeszła z PRL do III RP powstając z połączenia Wojskowej Służby Wewnętrznej (kontrwywiad wojskowy, wojskowa policja wenętrzna) oraz Zarządu II Sztabu Generalnego LWP (wywiad wojskowy).

    Do dziś obecny prezydent nie rozliczył się przed opinią publiczną ze swoich kontaktów z tą formacją, z pewnych działań które mogły ułatwić tej formacji (i organizacjom z nią powiązanym lub z niej się wywodzącym) działanie na niekorzyść państwa polskiego.

    Tak jak nie rozliczył się ze swojej roli w tzw. aferze marszałkowej gdzie zarzuca mu się chęć uzyskania drogą bezprawną dostępu do tzw Aneksu do Raportu z likwidacji WSI będącego dokumentem tajnym. Co ciekawe sam Bronisław Komorowski uważał, nie wiedzieć dlaczego, że dokument ten jest wymierzony bezpośrednio w jego osobę.

    5 lat temu, przed wyborami prezydenckimi 2010 roku znany bloger Aleksander Ścios, który na salonie24 oraz swoim blogu opisywał działalność i powiązania obecnego prezydenta z WSI zadał wówczas kandydatowi Bronisławowi Komorowskiemu 50 pytań, które zapewne trafiły do adresata i drogą elektroniczną i zostały mu wręczone osobiście. Pytania te nie doczekały się odpowiedzi z jego strony, jednakże, co jeszcze ciekawsze, pytania te nie wywołały należytego zainteresowania w mediach prawicowych oraz w sztabie wyborczym kandydata opozycji na urząd prezydenta RP Jarosława Kaczyńskiego.

    Jeżeli można zrozumieć Bronisława Komorowskiego, który niechętnie chciał odpowiadać na niewygodne sobie pytania to już trudno zrozumieć jego kontrkandydata. Jeszcze trudniej zrozumieć dlaczego po wyborach 2010 roku opozycja nie podjęła „tropu” wskazanego przez Ściosa i nie uświadamiała Polakom kim jest ich prezydent. Pogrążyła tym samym w letargu nie tylko swoich wyborców ale generalnie społeczeństwo, które ma dość mgliste wyobrażenie o drodze politycznej obecnego prezydenta RP.

    Ponieważ pytania te pozostały aktualne, powtarzamy je znowu i kierujemy do Bronisława Komorowskiego i jego sztabu, ale także do jego głównego kontrkandydata, od którego oczekujemy, że je swojemu rywalowi zada. Nie ma przeszkód żeby zadawali je inni kandydaci czy po prostu obywatele.

    Przecież „…w demokracji nie ma świętych krów ”, prawda Panie prezydencie Bronisławie Komorowski ?

    To startujemy…
    Czytelników proszę o przekazywanie tych pytać dalej i nękanie nimi zarówno Bronisława Komorowskiego jak i pozostałych kandydatów, którzy powinni mu je zadać.

    1. W jakich okolicznościach podczas internowania w roku 1982 Bronisław Komorowski poznał późniejszego współpracownika WSI o pseudonimie „Tomaszewski”(stomatolog leczący internowanych) i jak długo trwała ta znajomość?

    2. Czy prawdą jest, że w latach 1991-92, gdy był wiceministrem ON B. Komorowski powierzył WS „Tomaszewski” dużą kwotę pieniędzy (260 tys.DM), aby ten wpłacił je do tzw. „Banku Palucha” za pośrednictwem płk. Janusza Rudzińskiego i skąd pochodziły środki przeznaczone na tę lokatę?

    3. Czy odzyskaniem tych pieniędzy, za pośrednictwem WS „Tomaszewski” zajmował się Kontrwywiad WSI? (Raport w Weryfikacji WSI str.77 i nast.)

    4. Czy prawdą jest, że będąc wiceministrem ON, po pierwszej turze wyborów prezydenckich w roku 1990 informował Krzysztofa Wyszkowskiego, że otrzymał od WSW szczegółowe informacje w sprawie zawartości tzw. „czarnej teczki” Stana Tymińskiego – czyli dokumentów potwierdzających współpracę Lecha Wałęsy z SB?
    Jakiego rodzaju informacje otrzymał wówczas od służb wojskowych?

    5. Na czyją prośbę lub polecenie działał w roku 1992, gdy zwrócił się do dr. Andrzeja Grajewskiego (późniejszego szefa Kolegium IPN) z propozycją, by ten podjął się opracowywania na rzecz WSI analiz na temat zewnętrznych zagrożeń państwa?
    Jak wynika z Raportu z Weryfikacji WSI, oficerowie tej służby zamierzali wykorzystać Grajewskiego także do typowania i werbunku dziennikarzy.

    6. Z jakich powodów na początku lat 90 zdecydowano o wynajęciu przez Departament Wychowania MON (podległy wiceministrowi Komorowskiemu) budynku przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie na salon sprzedaży mercedesów firmy Sobiesława Zasady oraz o zakupie samochodów tej marki na potrzeby armii?
    Transakcję nadzorował gen. Adam Tylus, który po otrzymaniu szlifów generalskich odszedł z wojska i został dyrektorem biura obsługi zamówień publicznych i specjalnych w firmie Sobiesław Zasada Centrum S.A.. Firma ta współpracowała z Fundacją Pro Civili. W dokumentach informacyjnych Fundacji „Pro Civili” z 1998 roku, podpisanych przez Krzysztofa Werelicha wymienia się wśród dostawców różnych towarów firmy Sobiesław Zasada Centrum SA., Volvo Poland i Pati Soft sp. z o.o., a wśród „odbiorców strategicznych” Ministerstwo Obrony Narodowej. Następnie Tylus został zastępcą prezesa firmy Ster-Projekt i Ster-Projekt Technologie C4I, zajmującej się projektowaniem i wdrażaniem systemów dowodzenia i kierowania, przeznaczonych dla wojska. Jednocześnie był stałym doradcą sejmowej Komisji Obrony Narodowej, której przewodniczył Bronisław Komorowski. Jak informowała prasa „zdaniem Bronisława Komorowskiego, przewodniczącego komisji, regulamin Sejmu nie zabrania być doradcą osobie, która zasiada w zarządzie firmy, oferującej wojsku sprzęt i usługi.”

    7. Co zdecydowało o zatrudnieniu gen. Adama Tylusa jako doradcy w gabinecie politycznym ministra MON Komorowskiego oraz powierzeniu mu roli stałego doradcy sejmowej Komisji Obrony Narodowej, której przewodniczył Bronisław Komorowski?

    8. Co zdecydowało, że w roku 1991 awansował byłego szefa Zarządu WSW WOPK płk. Lucjana Jaworskiego na stanowisko szefa Kontrwywiadu Wojskowego?
    W latach 80. płk. Jaworski, odznaczał się szczególną gorliwością w zwalczaniu opozycji, niszczył prasę podziemną, ścigał współpracujących z opozycją filmowców, tropił „obce pochodzenie” członków opozycji, zakładał podsłuchy, werbował agenturę. To na skutek jego działań w więzieniu znalazła się min. Hanna Rozwadowska, kierująca logistyką „Wiadomości”. Po nominacji na szefa KW, płk. Jaworski w latach 1991-93 prowadził działania operacyjne, skierowane przeciwko środowiskom opozycji niepodległościowej oraz przeciwko rządowi Jana Olszewskiego. Nadzorował również SOR „Szpak” – dotyczącą rozpracowania Radosława Sikorskiego.

    9. Czy w latach 1990 – 93, jako wiceminister ON odpowiedzialny za nadzór nad kontrwywiadem wojskowym wiedział o działaniach płk. Jaworskiego w ramach SOR „Szpak” dotyczącą Radosława Sikorskiego oraz o działaniach operacyjnych podejmowanych przez WSI przeciwko środowiskom opozycji niepodległościowej?

    10. Czy będąc ministrem ON w roku 2001 znał właściciela firmy Auto-Hit Krzysztofa Strykiera – dealera Fiata z Tychów, dzierżawcę wilii położonej w miejscowości Władysławów 24 km od Janowa Lubelskiego i czy przez wiele lat bywał na polowaniach w tej miejscowości wraz z rodziną i znajomymi?

    11. Czy prawdą jest, że za czasu ministrowania Komorowskiego, MON zakupiło 48 samochodów Fiatów Seicento od firmy Fiat Auto Poland z przeznaczeniem dla Żandarmerii Wojskowej oraz 10 Fiatów bezpośrednio od firmy Auto-Hit ?

    12. Jaka była przyczyna usunięcia ze stanowiska dyrektora Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON Krzysztofa Borowiaka w roku 2001 i czy fakt ten ma związek z rozpoczęciem (w budynkach Wojskowej Akademii Technicznej) działalności prywatnej Szkoły Wyższej Warszawskiej, założonej przez Fundację Rozwoju Edukacji i Techniki, która okazała się biznesem kierowanym przez oficerów WSI.
    (Raport z Weryfikacji WSI rozdział 10. „Działalność oficerów WSI w Wojskowej Akademii Technicznej”)

    13. Czy prawdą jest, że w 2001 roku dyrektor Krzysztof Borowiak zwracał uwagę ministrowi Komorowskiemu na kryminogenną prywatyzację WAT, dokonywaną rękoma członków władz tej uczelni, na co Komorowski miał nie reagować?

    14 .Jaki przebieg miała i czym się zakończyła reforma szkolnictwa wojskowego, dokonywana pod kierunkiem protegowanego ministra Komorowskiego, radcy w jego gabinecie – gen. Bogusława Smólskiego?

    15. Czy prawdą jest, że zlecił Wojskowym Służbom Informacyjnym prowadzenie działań operacyjnych wobec R.Szeremietiewa i Z. Farmusa? (Życie Warszawy” -07.05.2004.-. – „Zleciłem WSI objęcie działaniami Zbigniewa F. (asystenta wiceministra) i Romualda Sz. – mówi były szef MON Komorowski.) i jakie były racjonalne powody podjęcia tej decyzji?

    16. Z jakich przyczyn, w roku 2001 po zdymisjonowaniu Romualda Szeremietiewa posadę stracił płk Janusz Zwoliński dyrektor Departamentu Zaopatrywania Sił Zbrojnych MON, któremu bezpośrednio podlegała kontrola nad przetargami, a na stanowisku tym zastąpił go oficer szkolony w Moskwie płk Paweł Nowak – protegowany Komorowskiego?

    17. Co zdecydowało że, po nominacji płk. Nowaka podjęto natychmiast procedurę przetargową na zakup transportera kołowego (KTO) i rakiety przeciwpancernej, choć wcześniej minister Komorowski nie chciał wyrazić zgody na przetarg?
    W roku 2004 oskarżono Nowaka i jego podwładnych o spowodowanie niemal 10 mln zł szkody, w związku z tzw. „aferą bakszyszową”. Sąd Okręgowy uniewinnił wszystkich podsądnych, nie dopatrując się w ich działaniach przestępstwa. W roku 2007 Sąd Najwyższy uchylił wyrok uniewinniający Nowaka z zarzutów w sprawie nieprawidłowości przy realizacji umowy na pociski przeciwpancerne dla polskiej armii. Gen. Nowak ma też zarzuty w śledztwie w sprawie nieprawidłowości przy zakupie kołowego transportera opancerzonego. Wojskowa prokuratura zarzucała mu niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień.

    18. W jaki sposób, podpisując w 2001 roku umowę zakupu wojskowych samolotów transportowych CASA (za 211 mln. dolarów) od hiszpańskiego koncernu EADS zabezpieczył kwestię serwisowania tych maszyn w Polsce?
    W zamian za zamówienie spółki EADS CASA i Avia System Group kupiły wówczas większościowy pakiet PZL Warszawa-Okęcie. Miało tam powstać centrum serwisowe dla samolotów. Centrum to nigdy nie powstało, a samoloty musiały wszystkie przeglądy i naprawy przechodzić w Hiszpanii, co zwiększało koszty eksploatacji i ryzyko użytkowania maszyn. 25.02.2008 r., po katastrofie CASY (w której zginęło 20 oficerów WP) Prokuratura Wojskowa wszczęła śledztwo, w trakcie którego badano czy nie doszło do korupcji przy zakupie samolotów oraz kwestie związane z wyborem dostawcy, zawarciem umowy i jej aneksowaniem.
    Jak zakończyło się śledztwo w tej sprawie?

    19. Dlaczego zakupu samolotów CASA dokonano bez zastosowania procedury przetargowej ?

    20. Czy prawdą jest, że w roku 2001, gdy był ministrem ON doszło do największej zapaści finansowej w wojsku polskim po 1989 roku?

    21. Czy prawdą jest, że to wówczas wydatki majątkowe wynosiły 9,5% budżetu MON, zabrakło pieniędzy na żołd dla żołnierzy, kolejka kadry oficerskiej czekającej na mieszkanie wzrosła do 17 tys. osób., a eksport uzbrojenia spadł do 20 mln dolarów rocznie?

    22. Czy prawdą jest, że w roku 2001 kwota 89 mln złotych, przeznaczona na zakontraktowanie nowoczesnych systemów bezpiecznego lądowania, z powodu kłopotów z negocjowaniem offsetu została niewykorzystana i zwrócona do państwowej kasy, a tym samym nie zrealizowano umowy offsetowej i nie wykonano zobowiązań wobec NATO?

    23. Czy we wrześniu 2001 roku podjął decyzję o przekazaniu kwoty 50 mln zł na rzecz jednej z nowo powstałych spółek, z przeznaczeniem na zakup amfibii dla wojsk lądowych?
    Jakiej spółce zostały przekazane te fundusze i czy zostały zwrócone wojsku?
    Od kiedy spółka ta istniała na rynku i jakie miała doświadczenie na rynku związanym z zaopatrywaniem wojska w skomplikowany sprzęt, jakim jest amfibia?
    Jakie zabezpieczenia finansowe przedstawiała ta spółka?

    24. Z jaki przyczyn, w ostatnich dniach urzędowania na stanowisku ministra ON w październiku 2001 r. wydał rozporządzenie o drastycznym obniżeniu zarobków żołnierzy jednostki GROM (miesiąc po atakach terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton) ?
    Na skutej tej decyzji, w lutym 2003 r. odeszło z GROM 40 doskonale wyszkolonych żołnierzy (połowa składu jednostki). Koszt wyszkolenia jednego komandosa z tej jednostki to dwa miliony złotych. Osiągnięcie takiego poziomu wyszkolenia zajmuje 5 – 6 lat. Na emeryturę odeszli wówczas żołnierze w wieku 34 – 38 lat.

    25. Jakie były koszty tej decyzji dla budżetu MON i czy miała ona związek z naciskami generałów ze Sztabu Generalnego WP?

    26. Dlaczego w roku 2001 nie unieważnił decyzji poprzedniego ministra ON o sprzedaży gruntów Wojskowego Instytutu Medycznego do firmy Euro-Medical Lilianny Wejchert (byłej żony współwłaściciela ITI) – choć wskazywano na szkodliwość tej decyzji?
    W 2007 roku „Gazeta Polska” pisała: „w wyprowadzeniu gruntu do Euro-Medicalu brał udział jego[Komorowskiego] zaufany człowiek, wieloletni pracownik Agencji Mienia Wojskowego Krzysztof B. – szef kampanii Komorowskiego do parlamentu w 2001. Według dokumentów, do których dotarła „GP”, B. przejmował w imieniu AMW działkę przy ul. Szaserów w Warszawie od Stołecznego Zarządu Infrastruktury MON.”

    27. Jakie związki łączyły Komorowskiego z Krzysztofem Bucholskim, radnym Platformy Obywatelskiej w warszawskiej Białołęce, szefem kampanii parlamentarnej Komorowskiego w roku 2001, a następnie szefem warszawskiego oddziału Agencji Mienia Wojskowego, aresztowanym w lutym 2007 pod zarzutem korupcji?
    W sprawie zatrzymano 17 osób: urzędników AMW, w tym Bucholskiego, oraz przedsiębiorców. Wszyscy otrzymali zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a Bucholski ponadto o jej kierowanie

    28. Czy zna płk. Henryka D – byłego logistyka w 3. Warszawskiej Brygadzie Rakietowej, oskarżonego w roku 2002 przez Prokuraturę Wojskową o korupcję, jaka miała miejsce w jednostce wojskowej na Bemowie i z tego powodu wydalonego z wojska ?

    29. Czy to z poręczenia Komorowskiego Henryk D. – jeden z głównych podejrzanych w aferze korupcyjnej w AMW w 2007 roku został dyrektorem terenowego oddziału Agencji Mienia Wojskowego w Warszawie?

    30. Czy wiedział, że w 2004 roku płk. Aleksander L. przedstawiając się jako rzecznik prywatnych interesów Bronisława Komorowskiego oferował dziennikarzowi Leszkowi Misiakowi informacje o wypadku syna Komorowskiego Piotra, potrąconego w Warszawie przez auto znanego biznesmena? Czy jest mu wiadome: skąd Aleksander L. posiadał szczegółową wiedzę o kulisach zdarzenia, skoro nie informowały o nim media?

    31. Skąd posiadał niejawną wiedzę na temat procesu tworzenia nowych służb Wywiadu i Kontrwywiadu Wojskowego, gdy w wypowiedzi dla „Trybuny” w dniu 02.02.2007 roku stwierdził: „Poza tym tam się ciągle odbywa nabór nowych ludzi. Częściowo są to pewnie agenci ze starych służb. A reszta to pewnie studenci, harcerze itp. Zanim te służby będą w stanie działać skutecznie, upłynie 10, 15, a może 20 lat” ?
    Twierdzenie to jest zbieżne z tezą zawartą w sporządzonym rok później tzw. raporcie płk. Grzegorza Reszki, o którym informowały media w dniu 20.02.2008 roku. Przekaz ten zawierał uwagę: „w SKW zatrudnieni zostali też dawni harcerze i działacze partii, z którymi związany był Macierewicz.”

    32. Czy prawdą jest, że we wrześniu 2007 roku spotkał się z Jerzym G. – byłym oficerem WSI, obecnie prezesem warszawskiej spółki zajmującej się systemami telekomunikacyjnymi?
    Czy Jerzy G oferował mu zakup aneksu do raportu i czy jest mu wiadome, że rozmówca nagrał treść tej rozmowy?
    Jak podaje Leszek Szymowski w artykule „Polityczna prowokacja” – „Najwyższy Czas” nr.25 (966) z 20 czerwca 2009r: „ ABW wszczęła przeciwko Jerzemu G. śledztwo dotyczące jego udziału w nielegalnym handlu bronią oraz przeszukała jego mieszkanie i biuro, poszukując nagrania rozmowy z Komorowskim. Ponieważ nagrania nie znaleziono, sprawa stanęła w miejscu”.

    33. Dlaczego, w październiku 2007 roku, mając możliwość złożenia wyjaśnień i ustosunkowania się do treści aneksu odmówił stawienia się przed Komisją Weryfikacyjną WSI ?

    34. Czy spotykając się z płk. Aleksandrem L. miał wiedzę, że ten były szef kontrwywiadu WSW jest rozpracowywany przez ABW na okoliczność kontaktów z wywiadem rosyjskim?

    35. Dlaczego przez ponad dwa tygodnie ukrywał fakt spotkań z oficerami byłej WSI, którzy ofiarowali mu zdobycie i dostarczenie tajnego aneksu do raportu o WSI?

    36. Dlaczego natychmiast nie powiadomił organów ścigania lub którejś ze służb specjalnych, choć oficerowie ci mieli mu też oferować dowody na domniemaną korupcję w komisji weryfikacyjnej?
    Zgodnie z art. 304 § 2 k.p.k.: „Instytucje państwowe i samorządowe, które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, są obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub Policję (…)”.

    37. Dlaczego, pełniąc obowiązki marszałka Sejmu przystał na propozycję płk. Aleksandra L. nielegalnego uzyskania informacji stanowiących tajemnicę państwową i umówił się z nim w kwestii dalszych kontaktów?
    W dniu 27.07.2008r., składając zeznania w Prokuraturze Krajowej w Warszawie w sprawie sygnatura akt PR-IV-X-Ds. 26/07 Bronisław Komorowski pod rygorem odpowiedzialności karnej zeznał: „Ja wyraziłem wstępnie zainteresowanie jego propozycją. Umówiliśmy się, że on odezwie się, gdy będzie miał możliwość dotarcia do tych dokumentów”.
    Tym samym – pod pozorem zdobycia dowodów popełnienia przestępstwa przekroczył swoje uprawnienia i mógł naruszyć normę art. 231 § 1 kk, zastępując powołane do tego służby i organy państwowe, takie jak prokuratura lub Policja. Mógł także nakłaniać do popełnienia przestępstwa z art. 265 § 1 kk (gdyż dalsza część aneksu do raportu o WSI miała dopiero zostać zdobyta przez płk. Aleksandra L. i mu przekazana), działając przy tym na szkodę interesu publicznego, jaką spowodowałoby ujawnienie tajemnicy państwowej, czym mógł wyczerpać znamiona art. 18 § 1 i 2 kk.

    38. Z jakimi jeszcze oficerami WSW/WSI (poza płk. Aleksandrem L. i płk. Leszkiem Tobiaszem) spotykał się w okresie od października do grudnia 2007 roku?

  23. MatkaPolka said

    Pytania do kandydata Bronisława Komorowskiego – cz. II
    2015-04-14 20:43

    http://naszeblogi.pl/54032-pytania-do-kandydata-bronislawa-komorowskiego-cz-ii

    Zdanie „…w demokracji nie ma świętych krów” zostało wypowiedziane przez człowieka, który traktowany jest właśnie jak święta krowa, którego liczne nie wyjaśnione epizody w życiorysie nie są przedmiotem zainteresowania mediów i który został otoczony przez swoje środowisko oraz sprzyjające media parasolem ochronnym. Parasolem, który przez ostatnie 5 lat (ale nie tylko) pozwolił Bronisławowi Komorowskiemu uniknąć odpowiedzi na pytania dotyczące jego życiorysu.
    Nie dziwi brak zainteresowania w mediach prorządowych, sprzyjających obecnemu układowi. Zdumiewa już jednak niemal bierność konkurencji politycznej (zwłaszcza PiS i Andrzeja Dudy) w drążeniu biografii obecnego lokatora Belwederu, która aż roi się od niejasnych wątków. Nie bez znaczenia jest tu i fakt, że zaplecze B. Komorowskiego do perfekcji opanowało umiejętność unikania trudnych pytań przez nieorganizowanie konferencji prasowych Prezydenta.
    Może jednak jest tak, że moja ocena B. Komorowskiego jest niesprawiedliwa i poniższe pytania wkrótce doczekają się odpowiedzi. Może Prezydent czekał aż obywatele czy dziennikarze je zadadzą a on będzie mógł z właściwą sobie swadą udzielić odpowiedzi.
    Zatem nie przedłużajmy bo pytań jest dużo, okres kampanii to jeszcze niespełna miesiąc czasu a B. Komorowski w natłoku obowiązków musi jeszcze znaleźć czas aby na nie odpowiedzieć…:)

    I. KWESTIE SPOŁECZNO-GOSPODARCZE

    1. Jakie kroki poczynił Bronisław Komorowski w 2010 roku już jako urzędujący Prezydent RP w celu zapobieżenia pogłębieniu uzależnienia energetycznego od Federacji Rosyjskiej a które to uzależnienie grozi Polsce (a w zasadzie jest faktem) w związku z podpisaniem niekorzystnego dla Polski Międzyrządowego porozumienia w sprawie dostaw gazu do Polski z dnia 29 października 2010 roku (tzw. umowy gazowej) ?

    2. Czy wobec powyższych danych nie powinno być rolą Prezydenta RP kontrola procesu negocjacyjnego choćby tylko w jego końcowej fazie (jak informowały media: „…rozmowy w tej sprawie prowadzono niemal do ostatniej chwili”) ?

    3. Jakimi danymi posługiwał się Bronisław Komorowski, kiedy na jednym ze spotkań wyborczych w kampanii 2010 roku (czerwiec) w Londynie argumentował nt. negatywnych skutków poszukiwania i wydobywania złóż gazu łupkowego, które to argumenty były zadziwiająco zbieżne z tymi jakimi kilka dni wcześniej w swoim wystąpieniu w Cannes posłużył się prezes Gazpromu Aleksiej Miller (gdzie rosyjski koncern zorganizował konferencję menedżerów europejskich firm gazowych) roztaczając apokaliptyczne wizje skutków eksploatacji złóż: zdewastowane krajobrazy, zatrute wodopoje, wstrząsy ziemi przy tworzeniu szczelin w skałach łupkowych ?

    4. Czy prawdziwe są doniesienia mediów z przełomu 2014/2015 roku o tym, iż Bronisław Komorowski prowadził rozmowy z władzami USA reprezentowanymi w Polsce przez ambasadora Victora Ash’a (świadczyć ma o tym notatka ambasadora z dnia 23 stycznia 2009 roku ujawniona przez portal Wikileaks) nt odszkodowań za mienie pożydowskie ?

    5. Czy B. Komorowski obiecywał ambasadorowi rychłe załatwienie sprawy poprzez uchwalenie odpowiedniej ustawy a środki na pokrycie kosztów restytucji rząd zamierza zdobyć sprzedając „państwowe nieruchomości oraz lasy” ?

    6. Czy B. Komorowski podtrzymuje swoje stanowisko z 2009 roku wyrażone na spotkaniu z ówczesnym prezydentem Izraela Szymonem Peresem w kwestii restytucji mienia pożydowskiego, zgodnie z którym (wg doniesień mediów) możliwe są rekompensaty w wysokości np. około 25 proc. wartości, wypłacane w kilku częściach ?

    7. Czy B. Komorowski patronował lub zamierza patronować takiej inicjatywie ustawodawczej ? Czy będzie ona zawierała również rozwiązania korzystne dla Polaków w kraju i mieszkających za granicą, którzy w wyniku działań wojennych 1939-1945 oraz okresu PRL utracili swój majątek ?

    8. Jakie jest stanowisko B. Komorowskiego w kwestii zobowiązań finansowych RP w przedmiocie zwrotu mienia (np. pożydowskiego) i reprywatyzacji w kontekście obecnej sytuacji budżetowej Polski ?

    9. Czy B. Komorowski zamierza udostępnić do publicznej wiadomości ekspertyzy dotyczące zgodności z konstytucją ustawy z 2011 r. obniżającej składkę przekazywaną do OFE ?

    10. Dlaczego Kancelaria Prezydenta RP z taką konsekwencją odmawia ujawnienia tej ekspertyzy, która zapewne była finansowana ze środków publicznych ?

    11. Czy jej autorami byli eksperci związani z konkretnymi instytucjami finansowymi ?

    12. Czy B. Komorowski kierował się podobnymi ekspertyzami przy podpisywaniu ustawy wydłużającej wiek emerytalny do 67 roku życia ?

    13. Dlaczego B. Komorowski w 2012 roku zmienił zdanie w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego podpisując stosowną ustawę skoro jeszcze w czerwcu 2010 roku mówił: „Nie ma potrzeby podnoszenia wieku emerytalnego, można stworzyć możliwość wyboru” ?

    14. Na jakich danych B. Komorowski opierał swoją wypowiedź z listopada 2012 roku w Neapolu dotyczącą wejścia Polski do strefy Euro: „nasz kraj przygotowuje w tej chwili plan działań, który będzie ogłoszony jako kalendarz polskich przygotowań do tego, by w odpowiednim momencie wejść do strefy euro. Jestem przekonany, że uzyskamy taką zdolność polskiej gospodarki w 2015 roku”?

    15. Czy plan działań, o którym Prezydent wspomniał jest rzeczywiście przygotowywany przez polski rząd ?

    16. Czy B. Komorowski nadal uważa, że jednym z priorytetów jest podjęcie decyzji o wejściu Polski do strefy Euro już po wyborach 2015 roku ?

    17. Czy w tym kontekście B. Komorowski bierze pod uwagę stanowisko prezesa NBP Marka Belki z maja 2014 roku, które można streścić w następujący sposób „Polska może rozważyć wejście do strefy euro wtedy, kiedy uporządkuje ona swoje problemy ale ponieważ to uporządkowanie potrwa całe lata, więc na razie nie powinniśmy o tym myśleć” ?

    18. Czy B. Komorowski kierując w trybie kontroli następczej do Trybunału Konstytucyjnego Ustawę o zmianie niektórych ustaw w związku z określeniem zasad wypłaty emerytur ze środków zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych zaskarżył również nałożony nią obowiązek przekazania do ZUS przez fundusze obligacji i bonów skarbowych, obligacji drogowych emitowanych przez BGK, papierów gwarantowanych lub poręczanych przez Skarb Państwa oraz środków pieniężnych w walucie polskiej ?

    19. Czy obowiązek przekazania do ZUS obligacji i środków pieniężnych nie powinien być traktowany jak wywłaszczenie towarzystw emerytalnych (podmiotów gospodarczych) z ich praw majątkowych wynikających z wymienionych papierów wartościowych i środków pieniężnych a więc zasadnym było przynajmniej zadanie pytania Trybunałowi Konstytucyjnemu ?

    20. Dlaczego B. Komorowski mając poważne wątpliwości co do konstytucyjności ustawy o OFE nie zawetował jej skoro art. 126 Konstytucji nakazuje mu stać na straży Konstytucji ?

    21. Dlaczego w 2008 roku B. Komorowski i PO zagłosowali przeciwko projektowi ustawy autorstwa prezydenta L. Kaczyńskiego obejmującej SKOK-i nadzorem KNF-u ?

    22. Czy B. Komorowski po prawie 8 latach rządów Platformy Obywatelskiej nadal stoi na stanowisku jakie zajmował w kwestii podatków w 2006 roku gdy mówił: „Dlatego, że PO jest przeciwna zwiększaniu obciążeń podatkowych w Polsce. (…)Konsekwencja jest prosta: jeśli się nie chce podwyższać podatków, to trzeba zmniejszać koszty funkcjonowania państwa. Idea „taniego państwa” jest rozwiązaniem tego dylematu. Jeśli zostałyby obniżone te koszty w obszarze np. administracji centralnej, to nie trzeba byłoby oszukiwać społeczeństwa. (…) ”?

    23. Jak się ma powyższa wypowiedź B. Komorowskiego do faktu, iż jego urząd należy do najdroższych w utrzymaniu w Europie ? Czy w kolejnej kadencji zamierza zredukować koszty utrzymania i funkcjonowania swojej kancelarii ?

    24. Czy w pierwszej kadencji występował z inicjatywą ustawodawczą mającą zrealizować wyrażone wówczas przekonanie dotyczące obniżenia obciążeń fiskalnych ?

    25. Dlaczego wobec tego B. Komorowski podpisał ustawę podnoszącą wysokość podatku VAT oraz ustawę podwyższającą składkę rentową dla przedsiębiorców o 2 % ?

    26. Jakie zdaniem B. Komorowskiego rozwiązania prawne nieistniejące już w prawie polskim proponuje ratyfikowana przez prezydenta RP Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej ?

    27. B. Komorowski przy okazji ratyfikacji tzw Konwencji antyprzemocowej powiedział: „Trzeba być pryncypialnie i zasadniczo po stronie ofiar, po stronie krzywdzonych, po stronie słabszych”. Jakie wobec tego B. Komorowski podjął działania (przede wszystkim legislacyjne) na rzecz ofiar przemocy domowej (w tym i kobiet) do momentu złożenia swojego podpisu pod dokumentem ratyfikacyjnym ?

    II. ZAGADNIENIA ZWIĄZANE Z BEZPIECZEŃSTWEM

    28. Dlaczego w 2001 roku Bronisław Komorowski jako jeszcze minister obrony narodowej w rządzie J. Buzka podjął decyzję o rezygnacji z trybu przetargowego przy zakupie samolotów CASA mimo, że wcześniej MON ogłosiło przetarg na zakup samolotów transportowych ?

    29. Czy w związku z późniejszą katastrofą samolotu CASA w styczniu 2008 roku i gdy już jako prezydent RP oskarżał nieżyjącego gen. Andrzeja Błasika nie ma sobie w tej sprawie nic do zarzucenia ? Nadmienić należy, że już w trakcie zakupu podnoszono, że samolot CASA C-295 wygląda na przerobiony na potrzeby wojska samolot cywilny i nie spełnia podstawowych warunków takich jak np. niewielka przestrzeń ładunkowa samolotu, która uniemożliwia m. in. załadunek standardowych palet NATO-wskich czy samochodu Hammer, a źle ułożony bagaż mógł powodować zagrożenie katastrofą.

    30. Czy zdaniem B. Komorowskiego nie doszło do konfliktu interesów i do pomieszania interesu państwa i bezpieczeństwa państwa z relacjami zawodowymi i towarzyskimi w sytuacji gdy do pracy nad dokumentem pod nazwą „Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego” (SPBN) Prezydent powołał jako szefa BBN gen Stanisława Kozieja oraz jako szefa Sztabu SPBN gen. Sikorskiego, Andrzeja Karkoszkę, Krzysztofa Janika i płk Jacka Pawłowskiego oraz Tadeusza Chabierę zaś wszyscy wyżej wymienieni to byli lub aktualni (w momencie powoływania) członkowie Fundacji Gloria Victoribus oraz pracownicy naukowi Wyższej Szkoły Zarządzania Personelem (nadmienić należy, że powołany 13 kwietnia 2010 roku na stanowiska szefa BBN gen. Stanisław Koziej figurował jako członek Rady Nadzorczej Fundacji do maja 2011 roku) ?

    31. Czy prezydent B. Komorowski przy tych nominacjach wziął pod uwagę zagrożenia związane z nimi np. takie, iż realizacja autorskiego pomysłu szefa BBN, dokonywana jest w gronie i przy udziale zaprzyjaźnionych osób i środowisk (Fundacja oraz uczelnia WSZP) ?

    32. Jaka była wartość zamówienia w zorganizowanym 31 stycznia 2011 roku przez Kancelarię Prezydenta RP postępowaniu przetargowym na elektroniczny monitoring mediów, wygranym przez Instytut Monitorowania Mediów sp. z .o. o. ?

    33. Dlaczego Specyfikacja Istotnych Warunków Zamówienia (SIWZ) z 31.01.2011 roku wskazująca jakie hasła podstawowe chce monitorować Kancelaria wymieniała przede wszystkim nazwiska doradców Prezydenta B. Komorowskiego (Ministrowie i Doradcy: 1. Jacek Michałowski, 2. Stanisław Koziej 3. Olgierd Dziekoński 4. Krzysztof Łaszkiewicz 5. Dariusz Młotkiewicz 6. Sławomir Nowak 7. Jaromir Sokołowski 8. Irena Wóycicka 9. Roman Józef Kuźniar 10. Jan Lityński 11. Tadeusz Mazowiecki 12. Tomasz Nałęcz 13. Jerzy Smoliński 14. Henryk Wujec 15. Tomasz Borecki 16. Michał Kulesza 17. Jarosław Neneman 18. Jerzy Osiatyński 19. Maciej Piróg 20. Jerzy Pruski 21. Jerzy Regulski 22. Aleksander Sosna 23. Paweł Swianiewicz 24. Maciej Żylicz. ) ?

    34. Dlaczego w SIWZ aż trzy pozycje dotyczące monitorowanych haseł odnosiły się do małżonki Bronisława Komorowskiego (1. Prezydent RP 2. Prezydent Polski 3.Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej 4. Bronisław Komorowski 5.Małżonka Prezydenta RP 6.Pierwsza Dama 7.Anna Komorowska 8.Kancelaria Prezydenta RP 9.Szef Kancelarii Prezydenta RP 10. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego) ?

    35. Co było przyczyną wręcz ekspresowego trybu uchwalania Ustawy z dnia 30 sierpnia 2011 r. o zmianie ustawy o stanie wojennym oraz o kompetencjach Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych i zasadach jego podległości konstytucyjnym organom Rzeczypospolitej Polskiej oraz niektórych innych ustaw będącej rezultatem inicjatywy ustawodawczej prezydenta B. Komorowskiego ?

    36. Czy były to zagrożenia zewnętrzne bądź wewnętrzne, które powinny znaleźć się w treści uzasadnienia do projektu ustawy ? Jeżeli tak to jakie to zagrożenia ?

    CZYTAJ CAŁOŚĆ

  24. Vijcet said


    Gajowy nie wytrzymał bredni i wywalił je.
    Admin

  25. Plausi said

    Pochodzenie zła

    W gruncie już nudzą nas te wszystkie dociekania, od jakich przodków wywodzi się ten czy inny członek organizacji państwa. Wydaje się, że genealogia ma wyjaśnić wszelkie zjawiska, no i naturalnie niezbędne jest dowiedzenie pochodzenia żydowskiego, jakby nie dość było Gojów szabasowych czy innych rodzimych zaprzańców, przypomnijmy choćby spostrzeżenia Heinego na temat polskiej szlachty, czyż nie wyjaśnia on przyczyn upadku społeczeństwa polskiego ?

    Naturalnie, że są takie powiązania, jak proponowane w metodzie 5. Te wszystkie konstrukcje nie są jednak w stanie wyjaśnić całości mechanizmów, zresztą byłaby ludność żydowska w takiej wysokiej cenie jak się zakłada, to nie przetrzebiono by jej pogłowia w czasie II Wojny. Nie fetyszyzujmy przeto ludności żydowskiej, co nie oznacza, że nie ma ona atrakcyjnych struktur społecznych i religijnych dla sprawujących władzę, iż chętnie można się nią posłużyć, aby osiągnąć cele panowania nad ludzkością.

    Aby zrozumieć procesy, które decydują o biegu naszego świata, trzeba należycie zaszeregować tych, którzy z natury reklamują swoje powołanie do zarządzania ludzkością. W tych kręgach pochodzenie nie jest decydującym, nie należy sądzić, że uważa się w nich powinowactwo z jakimś parchem za szczególnie wartościowe.

    Zacznijmy od tego, żeby sobie uświadomić, iż te osoby publiczne, które my znamy jako „przywódców”, są jedynie parobkami zobowiązanymi do wykonywania każdego polecenia, które ich panowie im rozkażą. Klasyczny przykład, to odejście kanclerza RFN Schroedera. Po konferencji Bilderbergów w RFN 2005 otrzymał polecenie zwolnienia stanowiska dla Merkel i nikt nie chciał mu w tym pomóc. Biedaczysko, aby wykonać polecenie, zgłosił wniosek o nieufności i zobowiązał swą własną partię (SPD) i koalicjantów (Zielonych), że mają głosować za nieufnością przeciw niemu, gdyż jedynie w ten formalny sposób mógł zwolnić stanowisko dla Merkel, która jest takim samym clownem jak jej poprzednik.

    Przeceniając pewne zjawiska nie zbliżamy się do istoty rzeczy.

    Z tego względu uważamy pana Bronka za drobnego przestępcę, który jest gotów wszystko uczynić co mu każą, bo z drugiej strony musi, nawet jeśli chce trochę pożyć. Czym się kończy zadrzeć z władzą przekonał się prezydent USA JFK.

  26. Joannus said

    Szczynukowicz z zagrody Asmodeusza, kto wie kim jest Asmodeusz zrozumie umiejscowienie jego i mnóstwu jemu podobnych.

  27. Przeciąg said

    Dokładnie tak jest jak piszesz Vijcet.

    Bzdura. – admin

  28. […] https://marucha.wordpress.com/2015/04/17/bronislaw-komorowski-vel-szczynukowicz-archiwa-ipn/ […]

  29. Marucha said

    Re 25:
    Jasne, nie fetyszyzujmy.
    A to, że KAŻDY kraj, każdy jeden ku*wa kraj, gdzie osiedlili się Żydzi, jest zniszczony gospodarczo i moralnie, to chooy.

  30. Filo said

    Zdaje sie, ze powyzej wpisani wspol -wpisowcy dostali napadu dobrego humoru.
    Przeciez obojetnie skad by Komorowski nie pochodzil, jego dzieci sa zydami.

    Podobnie sie skurwil ojciec Churchilla, zbankrutowany arystokrata, ktoremu podstawili jaks Ryfke, mamusie Winstona, i pomogli zbanczonemu Churchillowi zrobic kariere. Cala rodzina sie go wyparla albowiem rod sie skundlil..

    Skad pochodzi Chrabia to jest najmniej istotne, zwlaszcza, ze w posolidarnosciowej Polsce, pamietam, rozkwital biznes handlowania sygnetami z herbami i falszywim swiadectwami o rodowodzie. Nawet we Wiedniu, na Mexico Platz mozna bylo kupic kazdy heraldyczny papiorek. Na wyscigi, rozne „bene nati” malowali sobie ” hajfeny” (pauzy) miedzy nazwiskami, przewaznie wymyslonymi. I co drugi jednoczlonowy jelop w TV mial dwuczlonowe nazwisko (z pauza).

    W PRL-u niektore grupy nazwisk byly zastrzezone. Nie mozna bylo sobie zmieniac nazwisko na „Dupa” albo ” Hitler”; ale tez magnackie nazwiska i starej szlachty byly zastrzezone. I na przyklad nie mogl sobie zmienic Alfons Kielbasa na Ksawery Radziwill czy Zebrzydowski
    Potem sie troche jakies towarzystwo heraldyczne ( nie pamietam dokladnej nazwy) buntowalo, ale chyba bylo juz za pozno i za duzo wplywowych oficjeli nie dalo sobie wydrzec falszerstwa.

    Czy Komorowski pochodzi z chrabiow czy z hrabiow, to zachowuje sie jak nieuk i prostak; zaden rodowod, prawdziwy czy falszywy nie uszlachetni mu jego wlasnej rodziny, lacznie z towarzyszka zycia.
    Pierdolenie o dworku dziadka ( a nie dworakach?) ma te wade, ze probuje usprawiedliwic obecne skradzione Polsce rezydencje.
    Polityk powinien byc oceniany ze wzgledu na swoja dzialanosc a nie pochodzenie dziadka. (zwlaszcza cudzego)

    Amerykanie wprowadzili zupelnie kretynski zwyczaj wystawiania calej famuly (ktorej przewaznie powinni sie wstydzic) na publicznym targowisku politycznej korridy.
    I jak w przypadku awantury z Monika Lewinski, Clintonowa jak rozne inne zony i dziwki politykow ” stoja murem” za swoim skompromitowanym dwojga imion samcem- buhajem .

    Nie dosc bylo agresywnego tumana Walesy – to jeszcze Danuska robila za gwiazde i ozdobe przyglupa; i miala bardzo wiele do powiedzenia; zamiast pilnowac synalkow, zeby sie dobrze zachowywali.
    No i podobnie jak Clinton, Obama pokazuje sie z nieswoimi dziecmi i urocza malzonka, ktora go kompromituje na calej szerokosci geograficznej: od Poludniowej Afryki – po Chiny.
    Pan prezydent Sarkozy, czy Holland sa klasycznym przykladem jak polityczna fujara piecze i swedzi.

    Wiec jak nie ma zadnych powodow, zeby pisac cos dobrego o glowie panstwa i jego dzialnosci na rzecz wyborcow – to sie wystawia zone i niedorobione dzieci na pokaz publiczny, ze to niby wzor rodziny, na ktorym opiera sie chwala narodu.

    Teraz na arene wyborcza w USA wkroczyla byla pierwsza dama USA.
    Ludzie!. Jesli ta Baba Jaga jest pierwsza dama USA – to jak wyglada ostatnia?
    To samo odnosi sie do kaszalota od Chrabiego Bula.

  31. Marucha said

    Re 30:
    Tak, panie Filo.
    Żeby taka kurwa, jak Hilary Clinton kandydowała na prezydenta USA, zamiast być publicznie obdarta ze skóry a potem rozerwana końmi, dowodzi czym są Stany Zjednoczone.

  32. Towarzysz Marchwiak said

    Słyszałem w ‚mendiach’ zagranicznych Panie Wacławie, że Ona jest lisbijką.
    Jest bisexualna. Może naraz ją rypać murzyn z dużą fujarą oraz biała, ryża kobieta -sic!

  33. Wosiu said

    To w końcu Szczynukowicz czy Komorowski, bo artykuł jest sprzeczny.

    Co do hrabiostwa – hrabia nie jest w ogóle polskim tytułem szlacheckim, przed zaborami żadnych hrabiów w Polsce nie było. Za wyjątkiem niemieckich hrabiów trzymanych na polskich dworach magnackich dla rozrywki obok tańczących niedźwiedzi czy połykaczy ognia (jak podaje Norman Davies).

    „Złoty pierścionek, pierdolnął Bronek z wystawy,
    za ten pierścionek, posiedzi Bronek do sprawy”.

    To że nie jest to polski tytuł, nic nie znaczy w kontekście.
    Admin

  34. Filo said

    Im blizej wyborow to Komorowski coraz lepiej bredzi. Teraz ten ‚spicz’ o kurach i specjalistach. Taki wstyd.

    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/komorowski-specjalista-od-kur-2015-04

  35. Filo said

    A tak naprawde zastanawiam sie kto temu Komorowskiemu robi tak bardzo kolo piora.
    I dlaczego wlasnie teraz sie dyskutuje jego pochodzenie.

    Wiadomo, ze DUde popieraja zydki z izraela, a Komorowskiego anglosaskie zydy, glownie hamerykanskie.
    Walka wyborcza w Polsce sie rozlazla po prawie wszystkich kontynentach.
    Zupelnie mnie rozbawil ale i zaskoczyl taki artukul w polskiej prasie, w Polsce:
    Gdzie te macki PO nie siegaja:

    W Melbourne zlikwidowano komisje wyborcza bo podobno wiekszosc glosujacych byla za PiS.

    http://niezalezna.pl/65988-zlikwidowano-komisje-wyborcza-w-melbourne-bo-wiekszosc-z-glosujacych-byla-za-pis

Sorry, the comment form is closed at this time.