Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Marszałek Konstanty Rokossowski – szczery polski patriota, wróg bermanowskiej kliki z CBKP

Posted by Marucha w dniu 2014-12-12 (Piątek)

Jeszcze jeden artykuł o marszałku Rokossowskim, który zapewne sporo osób określi jako apologetyczny – admin.

Jest naszym obowiązkiem wobec prawdy i historii przypomnieć rzeczywiste losy i motywy działania człowieka, który z powodu tragizmu losów Polski i Polaków został arbitralnie w stalinowskim stylu zaszufladkowany jako „radziecki marszałek w polskim mundurze”, czy „pełniący obowiązki Polaka”.

Postaramy się dowieść, że jest to czarny piar robiony marszałkowi Rokossowskiemu przez jego wrogów, którzy nie mogą mu darować jego odważnej patriotycznej postawy w mrocznym okresie stalinizmu.

Według Polskiego Almanachu Błękitnego rodzina Rokossowskich przez wieki była rodziną baronów. Sam Konstanty wiele czasu spędzał w majątku swojego wuja, który był ziemianinem. Nauczył się tam jeździć konno i uzyskał solidną edukację patriotyczną. Ze względu na niezamożny status swojej rodziny – ojca i matki od młodości bliskie mu były hasła lewicowe. Brał udział w warszawskich manifestacjach studentów i robotników. Za to trafił na Pawiak.

Po wyjściu z więzienia poszedł za bratem do armii carskiej. Było to zgodne z instrukcją Romana Dmowskiego, aby tworzyć polską siłę w armii rosyjskiej.

W czasie Rewolucji Październikowej oddział, w którym służył Konstanty podzielił się. On ze względu na swe sympatie lewicowe pozostał z częścią rewolucyjną. Dostrzeżono jego zdolności organizacyjno – wojskowe, wybrano oficerem i zaczął robić karierę wojskową. Został razem z późniejszym bohaterem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, zdobywcą Berlina Żukowem wysłany do szkoły kawalerii w Leningradzie, po której Rokossowski został doradcą w armii mongolskiej.

Następnie był dowódcą na Syberii i w Buriacji. W 1936 roku został dowódcą garnizonu w Pskowie. Tam został aresztowany w czasie czystek 1937 roku.

I tu zaczynają się najciekawsze wątki w życiorysie Konstantego Rokossowskiego. Został oskarżony o współpracę z wywiadem polskim i japońskim. Ponadto jego brat, z którym służył w armii rosyjskiej, wrócił do Polski i został oficerem Służby Śledczej Policji Państwowej. Jest tajemnicą poliszynela, że popularna polska dwójka czyli II Oddział SG współpracował z Japończykami na odcinku przeciwradzieckim, wykorzystując często Polaków służących w aparacie państwa radzieckiego, w tym w wojsku. Na dodatek Służba Śledcza Policji Państwowej, gdzie służył jego brat zajmowała się także rozpracowaniem ruchu komunistycznego.

Nabrawszy podejrzeń NKWD doszło do Rokossowskiego i musiało nawet w tej obłędnej szpiegomanii znależć jakieś poszlaki wskazujące na współpracę Rokossowskiego z dwójką. Torturowano go strasznie. Połamano mu żebra i wybito zęby (według relacji córki ta trauma spowodowała u niego nawyk, że do końca życia trzymał przy sobie pistolet, nawet podczas snu, mówiąc, że drugi raz żywcem już go nie wezmą ).

Współwięźniowie relacjonowali, że Konstanty tłumaczył im, by niczego nie podpisywali i nikogo swoimi zeznaniami nie obciążali. Mówił im, że jeśli zostaną zabici, to będą mieć czyste sumienie, że nikogo ze sobą nie zabrali. To dowód na przesiąknięcie Rokossowskiego polską metodologią i łacińską aksjologią.

Rokossowskiego skazano na karę śmierci, ale podczas procesu wykazał się niezwykłą bystrością umysłu. Otóż według relacji pułkownika Włodzimierza Trylińskiego Konstanty miał zauważyć, że osoby obciążające go już nie żyły, więc zarzucił sądowi wiarę w życie pozagrobowe, co w państwie komunistycznym było uznane za herezję, więc sąd zmienił mu wyrok i skazał go „tylko” na 10 lat łagrów. Wszystko jednak zmieniło się w 1940 roku. Stalin szykował się do wojny z Niemcami i podboju Europy, więc potrzebni mu byli fachowi dowódcy. Upomniał się więc o niego nowy minister obrony ZSRR Timoszenko. Wstawiono Konstantemu zęby, a nawet wysłali z rodziną na wczasy do Soczi, aby nabrał sił.

W czasie II Wojny Światowej, zwanej w ZSRR i w wielu krajach WNP Welką Wojną Ojczyźnianą Konstanty Rokossowski był jednym z najwybitniejszych radzieckich dowódców, między innymi świetnie dowodził obroną Moskwy, uczestniczył także w bitwach pod Stalingradem i pod Kurskiem. Został odznaczony licznymi, najwyższymi orderami radzieckimi, w dowód uznania został dowódcą 1 frontu Białoruskiego, liczącego 1 milion żołnierzy przy rozciągniętej na 900 km linii wojsk. Był to wówczas największy front w Armii Czerwonej.

Pod koniec czerwca 1944 roku otrzymał za swe niewątpliwe zasługi otrzymał od Stalina stopień Marszałka Związku Radzieckiego. Jednakże jako głównodowodzący wojsk kroczących na Berlin zatrzymał się na przedpolach Warszawy i to właśnie z jego rodzinnym miastem wiąże się koniec jego dalszych wojennych sukcesów. Został ofiarą misternie utkanej strategicznej gry Stalina. W swoich pamiętnikach napisał, że wybuch powstania w jego rodzinnej Warszawie był dla niego ogromnym ciosem. Pisał, że nie otrzymał żadnego apelu o pomoc od powstańców. Lecz on sam wydał generałowi Zygmuntowi Berlingowi – dowódcy 1 Armii WP rozkaz wysłania łącznika do powstańców. łącznik dotarł, przekazał nawet hasła i kody łączności. Ale okazało się, że apel powstańcy przekazali już Kremlowi, nie zaś jemu, dowódcy frontu.

Mógłby jeszcze wiele zrobić zanim zareagował Stalin, któremu zależało na wykrwawieniu Warszawy niemieckimi rękoma. Marszałek Rokossowski bardzo chciał wyzwolić swoją rodzinną Warszawę, gdzie się urodził i gdzie mieszkała jego siostra Helena – bardzo gorliwa katoliczka. Ta sytuacja pokazuje kolejny dowód na wielki patriotyzm Konstantego Rokossowskiego i niestety w bardzo złym świetle ukazuje ludzi z kierownictwa Komendy Głównej Armii Krajowej, ukazuje możliwość infiltracji KG AK przez NKWD czy GRU oraz służby niemieckie. Wszak obu tym stronom zależało na zniszczeniu Warszawy .

Stalin mu tego nie darował. Ta narodowa i patriotyczna postawa Rokossowskiego w czasie Powstania Warszawskiego była powodem jego odsunięcia z funkcji głównodowodzącego Frontem Białoruskim, 12 listopada 1944 roku jego miejsce zajął marszałek Żukow, jego główny konkurent, a Konstantemu przypadło dowodzenie mniej ważnym 2 Frontem Białoruskim. No i to Żukow dobył Berlin, a Rokossowski tylko oskrzydlał główny atak. Jako rekompensatę Stalin powierzył mu dowodzenie Defiladą Zwycięstwa w Moskwie.

Zaraz po wojnie został jednak zmarginalizowany. Sam też kariery nie chciał robić, wolał być z dala od polityki. Był bardzo zadowolony z faktu, że mianowano go głównodowodzącym Północnej Grupy Wojsk Armii Czerwonej. Choć kochał Polskę, to bardzo nie podobało mu się to, co się działo w ówczesnej polskiej polityce. Wiedział, że miały miejsce aresztowania oficerów, rozstrzeliwania i pokazowe procesy. Przypominała mu się straszliwa atmosfera Wielkich Czystek w ZSRR po 1937 roku, której sam straszliwie doświadczył. Nie paliło mu się do poliyki.

Niemniej naciski Stalina i Bieruta spowodowały, że w 1949 roku został powołany na urząd polskiego ministra obrony narodowej i jednocześnie mianowano go marszałkiem Ludowego Wojska Polskiego. W 1950 roku został członkiem Biura Politycznego KC PZPR, a w 1952 roku wicepremierem. Za jego czasów Ludowe Wojsko polskie otrzymywało najnowocześniejsze uzbrojenie z ZSRR, i było najsilniejszą armią w Układzie Warszawskim oprócz ZSRR. Polska miała zapasy amunicji na miesiąc walk, a już w latach późniejszych po odejściu Rokossowskiego już tylko na tydzień.

Często się zarzuca marszałkowi Rokossowskiemu, że czas jego rządów to był mroczny okres terroru i sowietyzacji armii. I oczywiście to on osobiście za ten terror miał być odpowiedzialny. Jest to propagandowa manipulacja stworzona przy pomocy teorii dowodów Andrieja Wyszyńskiego. Otóż trzeba pamiętać, że marszałek Rokossowski był osaczony z dwóch stron. Przez jego zastępcę generała Stanisława Popławskiego – Rosjanina, który trząsł Informacją Wojskową i był przez Moskwę wyznaczony do „pilnowania” Rokossowskiego, z drugiej strony przez MBP, którym faktycznie trząsł Jakub Berman.

Warto pamiętać, że to marszałek Rokossowski wydał rozkaz, że przed aresztowaniem każdego oficera trzeba uzyskać zgodę jego przełożonego. Marszałek bowiem liczył, że w taki sposób uda mu się uchronić wojsko przed czystkami. Tak między innymi uratował generała Franciszka Cymbareicza, wiceministra MON, który poskarżył się marszałkowi, że jest zagrożony aresztowaniem własnej osoby i poddany presji podpisywania zgody na aresztowania.

Uratował marszałek Rokossowski wolność i życie wielu osobom, które pisały do niego listy lub mu się skarżyły. Uratował nawet oficera Narodowych Sił Zbrojnych. Gdyby nie marszałek Rokossowski to terror w LWP byłby znacznie większy. Jednocześnie przez cały ten okres polonizował LWP. Między innymi odsunął dowódcę Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Toruniu gen. Nikołaja Iwanowa za to, że ten mówił po rosyjsku, a nie po polsku i mianował na jego miejsce już polskiego oficera.

Mało kto wie, że marszałek u ministra edukacji wywalczył listę polskich książek patriotycznych, które sam czytał i chciał by każdy Polak je przeczytał.

Natomiast jeśli idzie o walkę polityczną w łonie PZPR, to marszałkowi Rokossowskiemu było najbliżej do frakcji natolińskiej. To właśnie Natolińczycy, ci propolscy od lat 50-tych komuniści, ze swoim przywódcą Zenonem Nowakiem widzieli w marszałku ważną postać, która mogła przeciwstawić się dominującej w partii i w państwie, wywodzącej się z mafijnej, utworzonej w Moskwie przez Stalina organizacji o nazwie Centralne Biuro Komunistów Polski – CBKP frakcji puławskiej czyli tzw. żydokomunie, mającej swe korzenie jeszcze w SDKPiL i KPP.

Lider Puławian, Jakub Berman uznał Rokossowskiego za śmiertelne zagrożenie dla siebie i swoich stronników, więc od początku urzędowania marszałka montował przeciwko niemu intrygi, a także przy pomocy Urzędu Bezpeczeństwa zbierał przysłowiowe haki na marszałka. Jednym z nich był powielony z czasów Wielkich Czystek zarzut, że utrzymywał dobre stosunki z bratem, przedwojennym oficerem Służby Śledczej Policji Państwowej, oraz, że jego bardzo wierząca siostra Helena, z którą także utrzymywał dobre stosunki, znała Prymasa Wyszyńskiego. Berman chciał aresztowania marszałka, lecz ten miał zbyt silną pozycję, więc ograniczył się do robienia mu czarnego piaru.

Marszałek popierał polonizacyjne prądy w PRL i PZPR, za co był przedmiotem ostrej krytyki ze strony Puławian. Na VII plenum KC PZPR ( 18-28 lipca 1956 roku) marszałek powiedział rzeczy, których do dziś wielu mu nie zapomniało. Mianowicie mówił o bezpodstawnym uprzywilejowaniu towarzyszy żydowskich w państwie i w partii, oraz że należy szanować godność narodową Polaków. Na to I Sekretarz KW PZPR w Łodzi – Michalina Tatarkówna Majkowska, przedstawicielka chazarskich Puławian odpowiedziała mu wprost : „Chcecie mieć wojnę, to będziecie ją mieć” .

Polski Październik 1956 roku, który rozpoczął wiosnę po mroźnym i mrocznym okresie stalinizmu, dla marszałka Rokossowskiego okazał się niestety ciosem w serce. Natolińczycy, którzy już od dłuższego czasu domagali się uwolnienia Gomułki, zostali przez niego wystawieni do przysłowiowego wiatru. Puławianie posiadający środki masowego przekazu zmanipulowali Gomułkę (także poprzez jego chazarską żonę Zofię Gomułkową ) w taki sposób, że uwierzył ich manipulacji. A polegała ona na tym, że ci faktyczni zbrodniarze i agenci NKWD siebie samych przedstawili jako odnowicieli i demokratów, a Natolińczykom i samemu marszałkowi Rokossowskiemu zarzucili stalinizm i proradziecką postawę.

Niestety Gomułka, po raz kolejny zresztą dał się na tę misterną mistyfikację nabrać. W konsekwencji frakcja Natolińczyków przegrała, a marszałka Rokossowskiego zdjęto z urzędu i potraktowano jako Rosjanina, co było dlań potężnym ciosem. Ujął się honorem, nie przyjął żadnych pieniędzy i honorariów, zapakował się w małe walizki i wyjechał z Polski. Przed odjazdem miał powiedzieć znajomym : „W Polsce moja noga już więcej nie postanie. Dla Polaków będę już zawsze Rosjaninem, a dla Rosjan Polakiem”.

Jego fachowość nadal cenili jednak Radzianie i w latach 1958-1962 pełnił rolę wiceministra obrony narodowej ZSRR, a potem aż do śmierci w 1968 roku pozostawał członkiem grupy inspektorów generalnych armii radzieckiej.

Marszałek Rokossowski zawsze mówił, że jest Polakiem. Mimo, że całe swoje dorosłe życie spędził w Rosji i ZSRR, to nigdy dobrze nie mówił po rosyjsku, miał silny polski akcent. Był bardzo zdenerwowany, gdy w Moskwie generałowie polscy, jak Jaruzelski, mówili doń po rosyjsku. Od razu kazał zracać się do siebie po polsku, mówiąc, że jest Polakiem jak oni. Jednak do końca życia pozostała w nim wielka gorycz, żal do Polski, która tak okrutnie go potraktowała i do której już więcej nie chciał jeździć. Ale swą rodzinę wychował w polskim duchu.

Kult polskości był tam na tyle silny, że jego dzieci odebrały polskie wychowanie, w mieszkaniu wnuka marszałka wisiał biały orzeł, mapa Polski, a w biblioteczce stał kanon polskiej literatury. Z wnukiem rozmawiał tylko po polsku, a jego prawnuczka Ariadna Rokossowska została ochrzczona w polskim kościele w Moskwie. To pokazuje jak można nawet w bardzo trudnych czasach i warunkach przekazać polskiego ducha z pokolenia na pokolenie. Takie zdolności wychowawcze posiadał marszałek Rokossowski.

Marszałek Konstanty Rokossowski był wielkim Polakiem, którego mali antypolacy uczynili Rosjaninem i Radzianinem. Taki jego obraz tkwi do dziś w świadomości przeciętnego Polaka. Do dziś mszczą się na nim bezwzględni biurokraci, zabierając ulicom, parkom, skwerom jego imię, niszczy się jego pomniki i portrety.

Przyszła Nacjokratyczna Polska będzie musiała postawić sobie za punkt honoru odbudowę jego dobrego imienia, na które sobie bezwzględnie zasłużył. Niniejszy artykuł ma właśnie na celu przywrócenie mu tej pamięci i godności.

Cześć Jego Pamięci!
Redakcja PMN
http://pmn.bloog.pl

Komentarzy 39 do “Marszałek Konstanty Rokossowski – szczery polski patriota, wróg bermanowskiej kliki z CBKP”

  1. Przecław said

    Pan Kossecki twierdzi, że Rokossowskiego odwołał z Polski Chruszczow na skutek nacisku Chin Ludowych.
    Minęło właśnie 58 lat od tego momentu i czas pokazał, że Mao/Chou EnLai strzelili strasznego gola do własnej bramki, za który już płacą i nie wiadomo jaką jeszcze zapłacą cenę. Swoją drogą wywiad CHRL i ich rozeznanie realiów międzynarodowych musiały być na kiepskim poziomie.

  2. Siekiera_Motyka said

    „Całością spraw wojskowych w okresie stalinowskim kierował przeniesiony z
    ZSRR do Polski marszałek Konstanty Rokossowski, który 6 listopada 1949 r. został powołany na stanowisko polskiego ministra obrony narodowej. Rokossowski kontaktował się bezpośrednio z Moskwą. Jednak również na niego ludzie Berii gromadzili materiały kompromitujące. J. Światło twierdził, że elementem obciążającym Rokossowskiego był fakt, że jego brat był przed wojną wyższym oficerem służby śledczej polskiej Policji Państwowej, a podczas wojny pracował w Polskiej Policji Kryminalnej podlegającej niemieckiej Kripo. Z tym bratem marszałek K. Rokossowski utrzymywał stosunki, a nawet go popierał. Wiedział o tym X Departament MBP, który prowadził na niego teczkę 53 . Informacja wojskowa miała stosunkowo ograniczony zasięg działania, natomiast głównym narzędziem służącym nie tylko do walki informacyjnej ale również do sterowania całością cywilnego życia Polski – zarówno politycznego, jak społeczno-
    gospodarczego, a nawet kulturalnego – było w tym czasie Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego i jego terenowe agendy. W okresie stalinowskim MBP wraz z podległym mu aparatem stanowiło coś w rodzaju państwa w państwie, kontrolując nawet samą partię.

    Formalnie na czele Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego stał minister
    Stanisław Radkiewicz, faktycznie decydujący głos miał główny doradca radziecki
    generał NKWD Lalin. Na szczeblu warszawskim działalność aparatu bezpieczeństwa podlegała politycznie Bierutowi, u którego odbywały się regularnie konferencje, na których kierownictwo MBP składało sprawozdania, meldowało o zamierzonych akcjach i otrzymywało instrukcje od Bieruta. W konferencjach tych ze strony partii brali udział oprócz Bieruta również Berman i Minc, rzadko Mazur lub ktoś inny. Ministerstwo było reprezentowane przez Radkiewicza wraz z wiceministrami Romkowskim, Mietkowskim, Świetlikiem i Ptasińskim. Czasami byli obecni niektórzy dyrektorzy departamentów 54”

    „Wkrótce po śmierci Bieruta zebrało się w dniu 20 marca 1956 r. VI Plenum KC
    PZPR, które na stanowisko I sekretarza KC wybrało Edwarda Ochaba. Na tym Plenum był obecny N. Chruszczow, który w kuluarowych rozmowach poruszył problem żydowski, stwierdził przy tym, że w ZSRR jest 2% Żydów więc i w ministerstwach, na uniwersytecie itd. jest też po dwa procent. Wywołało to zaniepokojenie wśród członków polskiego kierownictwa pochodzenia żydowskiego 3 0 .

    Gdy na VI Plenum przystąpiono do wyborów członków sekretariatu doszło do
    kontrowersji. „ (…) Sprawa narodowościowa wypłynęła, kiedy z sali przedstawiono kandydaturę Zambrowskiego. Podczas tego Plenum zarysowały się w łonie KC PZPR dwie przeciwstawne grupy – puławska i natolińska. Pierwsza z nich wzięła nazwę stąd, że kilku jej członków mieszkało przy ulicy Puławskiej w Warszawie, druga zaś nazwę swą wzięła od miejsca zebrań w Natolinie. Spośród członków najwyższego kierownictwa politycznego grupę puławską wspierali R. Zambrowski, J. Cyrankiewicz, E. Ochab i A. Rapacki, natomiast natolińczyków popierał Aleksander Zawadzki i Konstanty Rokossowski.

    Puławianie byli popierani przez zachodnie ośrodki walki informacyjnej – przede wszystkim reklamowało ich Radio Wolna Europa, natomiast natolińczyków popierały ośrodki radzieckie. W samej Polsce głównym atutem puławian był ich wpływ na publikatory.”

    „Tamże, s. 90. W podobnym jak Zenon Nowak duchu przemawiał też Konstanty Rokossowski, podkreślając, że trzeba szanować godność narodową Polaków.”

    „Dzięki zręcznie prowadzonej, zmasowanej propagandzie udało się puławianom
    i ich zachodnim przyjaciołom wytworzyć w świadomości polskiego społeczeństwa (a także w świadomości społeczeństw zachodnich) obraz natolińczyków stalinowców, zwolenników zamordyzmu i agentów Moskwy. Równocześnie wobec władz ZSRR starano się kompromitować natolińczyków jako tych, którzy mogą rozbudzić polski nacjonalizm; szermowano też często etykietą antysemityzmu przyklejaną natolińczykom – zwłaszcza wobec zachodniej opinii publicznej. Siebie natomiast puławianie i ich zachodni przyjaciele przedstawiali jako liberałów, zwolenników demokratycznej odnowy i obrońców polskiej suwerenności przed zakusami Moskwy; ten obraz również upowszechnił się w świadomości społeczeństwa polskiego.”

    I tak jest do dzisiaj !!!!!

    Click to access wojinf3.pdf

  3. Bardzo ciekawy tekst o marsz. Rokossowskim – o wielu interesujących epizodach jego życiorysu zdarza mi się po raz pierwszy. Mam nadzieję, że mają one solidne oparcie źródłowe.
    Niektóre fragmenty wymagają jednak sprostowania, a przynajmniej doprecyzowania. Jest np. co najmniej niezręcznością pisać o Żukowie jako o „konkurencie” Rokossowskiego nawet w opisywanym aspekcie. Rokossowski, co zresztą uwypuklono w tekście, nie był jakimś typem przesadnego ambicjonera, a z Żukowem łączyły go więzi koleżeństwa a nawet przyjaźni. To on właśnie miał pierwszy (wg. Wołoszańskiego) stanąć pośrednio w obronie Żukowa na osławionej naradzie zaaranżowanej przez Stalina z pełnym poparciem i błogosławieństwem Berii i całej Chazarii na Kremlu w 1946 r.. która miała się skończyć przyzwoleniem reszty sowieckich marszałków i najwyższych dowódców wojskowych na aresztowanie, a potem niewykluczone i rozwałkę Żukowa. Jako pierwszy, co było z pewnością bardzo ryzykowne, zabrał głos, nie stając co prawda wyraźnie w jego obronie, ale też unikając starannie jakiejkolwiek wyraźniej krytyki Żukowa. Dopiero po nim zabierali głos Rosjanie: marszałkowie Koniew, Sokołowski itd., którzy, mając już w pewnym sensie, przetarty szlak, jednoznacznie i stanowczo bronili marszałka.
    Osobiście nie wierzę w rewelacje p. Kosseckiego odnośnie chińskiego wpływu na odwołanie Rokosowkiego do ZSRR. Nawet w szkolnych podręcznikach pisze się nagminnie, że Gomułka, negocjując w najbardziej gorącym okresie 1956 r. z Puławianami ewentualne objęcie funkcji I sekretarza KC PZPR, stawiał zasadniczy warunek politycznej eliminacji kilku z nich, m.in. Minca, ale również i Rokossowskiego. Jakie były faktyczne tego powody, trudno do dzisiaj to ustalić. Czy tylko wpływ żydowskiej żony i manipulacje Puławian zadecydowały, że „Wiesław” zdecydował się ostatecznie na brudny kompromis własnie z nimi, wymierzony naturalną koleją rzeczy w Natolińczyków i osobiście Rokossowskiego? W owe manipulacje trudno mi w każdym razie uwierzyć, gdyż Gomułka miał niezaprzeczalny instynkt polityczny, poza tym przebywał już od dłuższego czasu na wolności, co pozwoliło mu z pewnością dobrze orientować się w rozwoju sytuacji politycznej w PRL. Może zadecydowały po prostu jakieś utajone, skrywane przesłanki natury ambicjonalnej? Może Puławianie obiecali mu po prostu więcej, a układ z Natolińczykami równał się w jego oczach większemu (ścisłemu) uzależnieniu od Kremla?
    Być może wiele wyjaśniłaby w tej kwestii lektura autentycznych (nieocenzurowanych przez Werblana) pamiętników Gomułki, o których wspominał w swoich książkach A. Siwak. Pytanie tylko, czy one jeszcze (choćby fragmentarycznie) fizycznie istnieją w jakimkolwiek odpisie czy odpisie? Albin Siwak wyznaje, że osobiście je czytał „od deski do deski”, z pewnością więc pamięta, przynajmniej w ogólnych zarysach, ich treść, bardzo wątpliwe jednak, żeby bez osobistego upoważnienia i przyzwolenia Gomułki posunął się do ich skopiowania; co najwyżej odpisał sobie najważniejsze z własnego punktu widzenia fragmenty.
    Odsuwając na bok już te dywagacje, trzeba stwierdzić jedno: niezależnie od wszystkich przyczyn i uwarunkowań pozbycie się i wyrugowanie do ZSRR marsz. Rokossowskiego przyniosło bardzo negatywne konsekwencje dla (L) WP i zniweczyło paradoksalnie szanse jego autentycznej polonizacji.

  4. Siekiera_Motyka said

    Oto jak wiele Polacy wiedzą o Marszałku Rokossowskim

    Wpisać do GOOGLA
    ” rokossowski site:http://forum.dziwnawojna.pl/

    Zadąłem sobie proste pytanie „najwięksi bohaterowie II WS”
    http://forum.dziwnawojna.pl/viewtopic.php?pid=213
    http://www.worldwarii.fora.pl/biografie,26/najwieksi-dowodcy-ii-wojny-swiatowej,34.html

    A na „niewiarygodne.pl” 🙂
    „Oto 10 polskich patriotów, dla których Ojczyzna była dobrem najwyższym”
    „http://niewiarygodne.pl/gid,14250721,img,14250929,kat,1017185,page,11,title,Oto-10-polskich-patriotow-dla-ktorych-Ojczyzna-byla-dobrem-najwyzszym,galeriazdjecie.html”

    1 – Lech Kaczyński
    2- Kukliński
    3- Hieronim Dekutowski
    4- Witold Pilecki

    „Tusk: Ojciec Święty to nasz największy bohater narodowy”

  5. Przecław said

    dot.3
    ” Jest np. co najmniej niezręcznością pisać o Żukowie jako o „konkurencie” Rokossowskiego nawet w opisywanym aspekcie. Rokossowski, co zresztą uwypuklono w tekście, nie był jakimś typem przesadnego ambicjonera, a z Żukowem łączyły go więzi koleżeństwa a nawet przyjaźni. ”

    Trafna uwaga. W filmie „K.Rokossowski, żyzń i wremja” jest wywiad z jego własnym adiutatntem w ZSRR, z lat 60-ch XX w.,n.b.polskiego pochodzenia, Polakiem z ziem d.Rzeczpospolitej wspomina on, że widział jak Żukow płakał, gdy dowiedział się o chorobie Rokossowskiego. Żukow odwiedził go w sanatorium. Tak więc, pomimo wyboistej drogi ich znajomości począwszy od szkoły oficerskiej w Piotrogrodzie, ich przyjaźń była autentyczna.

    Gomułka nie miał żadnych osobistych powodów aby pozbywać się Rokossowskiego, w latach po jego wyjeździe próbował ściągnąć Rokossowskiego w odwiedziny. Nie należy dziwić się, że Rokossowski odmówił, z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że KR miał powody obawiać się, czy w PRLu nie spotka go nieprzewidziany „wypadek” lub choroba. Po drugie z psychologicznego punktu widzenia, on mógł nie przeżyć takiej huśtawki emocjonalnej po raz kolejny. Sam syn Zambrowskiego, Antoni, pisze że przymusowy wyjazd z Polski w r.1956 Rokossowski przeżył jako swoją największą tragedię osobistą. Jest to zrozumiałe, bo Rokossowski także w latach 1914-1918 nie wyjeżdżał z Polski na stałe, on po prostu służył w wojsku, bo to lubił i uważał za obowiązek patriotyczny. Pomimo tego, że po wczesnym osieroceniu go przez ojca i matkę popadł w czasie młodości w ciężką sytuację materialną, to jednak jego przyszłość rysowała się obiecująco, np. miał przejąć po swoim krewnym warsztat kamieniarski i w tym celu przyuczał się do zawodu wykonując prace murarskie na maście Poniatowskiego, nie miał więc żadnego powodu, aby także wtedy wyjeżdżać z Polski.

  6. Siekiera_Motyka said

    Im więcej czytam o Marszałku Rokossowskim tym bardziej go podziwiam.

    Oto spotkanie opisane przez Białkowskiego miedzy Marszałkiem a Montgomerym w Wismar, 7-ego Maja 1945.

    „Jóź w momencie powitania uścisku dłoni Montgomery zmierzył od stóp do głów Rokossowskiego, po czym, powiedział tak:

    „Taki sławny. Jeszcze młody, a takiej zadyszki dostal pod Warszawa”

    Rokossowski, trochę znający angielski, z niedowierzanie spojrzał na tłumacza. Ten, dokładnie przełożył na rosyjski słowa marszałka polnego. Rokossowski, na którego twarzy wykwitł rumieniec, poprosił o przetłumaczenie jeszcze raz. W tym czasie świta towarzysząca obu sławnym dowódcom zamarła w napięciu. Ale skandal!

    Radziecki marszałek zrobił półobrót, tak jakby chciał odejść. Zatrzymał się jednak, ścierpiał odzywkę gospodarza. A Montgomery zrozumiawszy ( on rozumiał co mówi, to jest pewne) iż popełnił faux-pas, natychmiast zaczął wychwalać czyny bojowe Rokossowskiego. ”

    Jeszcze raz mamy jak na tacy pokazane, „Jak Nas Widzą”. Ten mały kundel Brytyjski już miał nie tak dawno lekcje nauki kim są Polacy na polu bitwy pod Arnhem, gen. Stanisław Sosabowski. Pewnie by chciał ją zapomnieć.

    A teraz miał okazje zobaczyć jeszcze większego Lwa od siebie. No i jak zobaczył Rokossowskiego to na pewno mu się w portkach źle zrobiło. To nie był człowiek który po południu herbatkę pije z kolegami w przerwie od walki.

    Jak my jako kraj w Polsce poszanowaliśmy pamięć bohatera gen. Stanisław Sosabowski.? Jestem pewny że z 20 zapytanych na ulicy może 1-2 będzie wiedzieć kim on jest. Jak to zrobili Brytyjczycy ? No właśnie, potrzebni byli Holendrzy by to godnie zrobić !!!!

  7. Agaton said

    //Jak my jako kraj w Polsce poszanowaliśmy pamięć bohatera gen. Stanisław Sosabowski.?//

    Honor Generała from GrochowPatriotyczny on Vimeo.

  8. Siekiera_Motyka said

    Panie Gajowy myślę że naszedł czas by w osobnym wątku od czadzić kim był gen. Berling bo ta sprawa ma podobne cechy jak w wypadku Marszałka Rokossowskiego. Przyznam się że wiem prawie nic, ale natknąłem się na ten tekst który zaostrza realia tamtych czasów,

    „Do Berlinga dotarłem. Po dwóch miesiącach sprawowania funkcji szefa kompanii zostałem przeniesiony do plutonu ochrony sztabu. 15 sierpnia [1943] awansowałem do stopnia plutonowego a 10 września do stopnia sierżanta. Większość plutonu ochrony sztabu stanowili przedwojenni podoficerowie, policjanci, żandarmi. Przed wymarszem dywizji na front zostałem wraz z kilkoma kolegami przydzielony do osobistej ochrony generała Berlinga, dowódcy dywizji, korpusu a w końcu armii. Spotkał mnie zaszczyt niezwykły, gdyż zostałem mianowany dowódcą ochrony – cieniem Generała.

    Już w Sielcach nad Oką wielu z nas zdawało sobie sprawą, że między Generałem a ludźmi nasyłanymi do Dywizji przez [Alfreda] Lampego i [Wandę] Wasilewską toczy się zażarta walka. Oni wszelkimi siłami starali się mu zaszkodzić, intrygowali, puszczali różne prowokacyjne plotki, starali się poderwać wszelkimi sposobami Jego autorytet. A On robił swoje i tworzył Polskie Wojsko. Tak, właśnie polskie. Mimo że większość oficerów to byli Rosjanie, a większość politruków Żydzi. Wśród politruków Polacy byli jak rodzynki w cieście i w dodatku niewiele mieli do powiedzenia. A jednak żelazna wola Generała pokonywała wszystko. To było polskie wojsko, początkowo wielu z nas odnosiło się do Berlinga z taką samą nieufnością jak do większości dowódców. Szybko jednak brać żołnierska przekonała się, że Berling to szczery Polak, patriota, prawdziwy polski oficer. Poszła wieść po Dywizji od tych, którzy go znali przed wojną albo o Nim słyszeli, że był w Legionach, że odznaczył się niezwykłym bohaterstwem w czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r., że został odznaczony trzykrotnie Krzyżem Walecznych i Krzyżem Virtuti Militari.

    To było dużo, bardzo dużo, a poza tym widzieliśmy, że wszystko co Generał robił, każdy Jego krok, każde słowa, każda decyzja zmierzała do tego aby to była wyszkolona Dywizja owiana duchem patriotyzmu a nie jednostka najemników. Czyż mogliśmy tego nie doceniać, my nędzarze, którym odebrano wszystko? No, prawie wszystko, gdyż miłości do Ojczyzny, gotowości do poświęcenia dla Niej życia nie udało się w nas zamordować ani nawet zagłuszyć. Czyż mogliśmy nie szanować i nie kochać człowieka, który tam na tej strasznej ziemi, po tym wszystkim co każdy z nas przeżył, uosabiał dla nas Polskę, Jej honor, Jej godność, Jej byt niepodległy. Wierzyliśmy Mu. I nigdy, w najmniejszym stopniu, naszej wiary nie zawiódł.

    Pamiętam jaką wrzawę podniosło bractwo Lampego, gdy Berling polecił aby żołnierze śpiewali przedwojenne piosenki wojskowe a nawet, o zgrozo, legionowe. Pamiętam jak się krzywili, gdy ksiądz Kupsz zjawił się w Dywizji, zaczęły się nabożeństwa, przystępowaliśmy do spowiedzi i komunii. Szły donosy do Moskwy że „sanacyjny oficer organizuje sanacyjne wojsko”, że „piłsudczyk”, „nacjonalista”, no i oczywiście „antysemita”. Nigdy nie zapomnę jaka radość zapanowała wśród tej antypolskiej mafii, gdy Generał zatwierdził wyrok skazujący oficera żywnościowego, Rosjanina, na karę śmierci za kradzież żywności na wielką skalę. Byli pewni, że tego Stalin Berlingowi nie wybaczy, że czeka go kula w łeb a co najmniej obóz. Szaleli z radości i nawet nie starali się tego ukrywać. Cała dywizja to widziała. Drżeliśmy z niepokoju. Generał został wezwany do Stalina. Ku głębokiemu rozczarowaniu przeciwników Berling wróci’ z Moskwy żywy. I dalej robił swoje. I w dalszym ciągu mówił nam o Polsce wolnej, suwerennej, sprawiedliwej. Na pytania, kto będzie w tej Polsce rządził odpowiadał niezmiennie, że o tym zadecyduje naród w wolnych wyborach. Patrzyłem na Niego, gdy to mówił, słuchałem uważnie.”

    http://salve.salon24.pl/492260,moje-swiadectwo-prawdy-o-gen-zygmuncie-berlingu-1-przedruk

    Spróbujmy położyć karty na stół jak najuczciwiej jak można, bo te nasze sprawy historyczne nie są zbyt proste.

  9. Jacek said

    Co do „pomylki” Gomulki wzgledem Rokossowskiego to trudno ja jednoznacznie ocenic.W spoleczenstwie polskim, na ktorego poparcie Gomulka musial liczyc (to byl jego jedyny silny atut w walce o wladze i ktore otrzymal nawet ze strony kard. Wyszynskiego) Rokossowski byl utozsamiany z rezymem Bieruta itd. a wiec obwieszczenie „konca” stalinizmu nie byloby przynajmniej wizerunkowo zgodne z pozostawieniem Rokossowskiego.

    Jezeli chodzi o wzajemne wspieranie sie Rokossowskiego i Zukowa, a nawet przyjazn miedzy nimi, to jest to bardzo prawdopodobne, poniewaz obaj stwarzali bezposrednie zagrozenie dla talmudystow robiacych sowiety.

  10. Przecław said

    #9
    Panie Jacku, to nie była „pomyłka” Gomułki, on poprostu wykonywał czyjeś polecenie.
    Zupełnie nie ma Pan racji, że Rokossowski wyjeżdżał „na życzenie ludu” a Gomułka musiał się do „ludu” dostosować, to jest tak żenująco naiwne że nie muszę nawet komentować.

  11. Siekiera_Motyka said

    Ciekawa audycja wymagająca skupienia by zrozumieć rosyjski ale nie jest to nie możliwe dla Polaka. Ciekawe pytania są zadawane historyku który napisał biografie o Marszałku.

    Jakoś Rosjanie nie mają problemu powiedzieć że Marszałek Rokossowski to Polak. 🙂

  12. JKowalski999999 said

    Dziękuję za artykuł. Jestem wychowankiem szkoły podstawowej im. Marszałka Konstantego Rokossowskiego.

  13. Odnosząc się do opinii wyrażonych przez p. Jacka i p. Przecława (kom. nr 9 i 10), przychyliłbym się raczej do hipotezy postawionej przez p. Przecława. Usunięcie marsz. Rokossowskiego nie było w żadnym razie „pomyłką”, lecz dość prostą konsekwencją wcześniejszych decyzji politycznych Gomułki. Jakkolwiek i punkt widzenia p. Jacka nie jest pozbawiony do końca sensu, to odnosi się on za bardzo do realiów walki politycznej w dobie dzisiejszej, gdzie znaczenie tzw. (czarnego) piaru jest nieporównanie większe.
    Jest niezaprzeczalnym faktem, że bermanowszczyzna, a, dosadniej mówiąc, szeroko pojęta żydokomuna zdołała w kluczowym okresie gorącego października 1956 r. skutecznie „podpuścić” masy społeczne do publicznego artykułowania postulatu wyjazdu Rokossowskiego do ZSRR jako rzekomo najbardziej dobitnego uosobienia systemu sowieckiej dominacji nad Polską. Nie po raz pierwszy zrobiono Polaków w przysłowiowego „konia”. Jego odejście z funkcji ministra obrony narodowej wpisywało się też logicznie w decyzję odesłania do ZSRR wszystkich importowanych stamtąd „doradców” wojskowych (w łącznej licznie ok. 500). Skoro pozbyto się za jednym zamachem wojskowych z obywatelstwem sowieckim, to nie można było robić wyjątku i dla samego ministra, niezależnie od jego narodowości (o której zresztą mało kto wtedy wiedział)
    W tamtym jednak systemie, to nie „życzenie ludu” decydowało istotnie o biegu spraw politycznych (podobnie zresztą jest obecnie, niemniej realia funkcjonowania tzw. demokracji fasadowej wymagają znacznie większego nakładu sił i środków, by go odpowiednio wcześniej zmanipulować i ogłupić).
    Jak wiemy, tzw. odwilż gomułkowska zakończyła się bardzo szybka i żaden lud nie miał w tym przedmiocie nic do gadania. Nawet jeśli więc tenże lud żądał wyjazdu Rokossowskiego z Polski, to można było teoretycznie ten trudny dla niego czas po prostu przeczekać, przystępując zarazem do jego oficjalnej polonizacji jego osoby. Naturalnie w takim wariancie także i pozbywanie się owych sowieckich doradców musiałoby zachodzić stopniowo, a nie tak od razu, tak na hurra.
    Faktyczny, główny powód eliminacji marszałka wydaje się wiązać z wcześniejszą utratą przezeń pozycji członka Biura Politycznego PZPR w trakcie ostrej konfrontacji Natolińczyków i Puławian, którzy zdołali ostatecznie przeciągnąć na swoją stronę Gomułkę. Wydaje mi się, że to przesądziło ostatecznie o jego dymisji i odjeździe do ZSRR, gdyż w realiach tamtego ustroju wprost nie sposób było wyobrazić sobie ministra obrony narodowej, który nie wchodzi zarazem do najwyższego gremium partyjnego. A więc, była to konsekwencja porozumienia się Gomułki z Puławianami, którzy dysponowali przewagą w aparacie partyjnym i praktycznym monopolem w służbach specjalnych i propagandzie, a jedyne co naprawdę potrzebowali, to uwiarygodnienia swoich poczynań ze strony jego osoby. I Gomułka im to uwiarygodnienie dał. Dostał w zamian funkcję I sekretarza, ale budowa własnego zaplecza w łonie partii zajęła mu wiele lat i gdy minął szybko społeczny entuzjazm długo był zdany na ich łaskę i niełaskę, tym bardziej że wszedł w drogę Kremlowi i Chruszczowowi.
    Należy w tym kontekście przypuszczać, że to własnie Puławianie wymogli na nim usunięcie Rokossowskiego. Co prawda, jak już wspominałem wyżej, oficjalna nauka historyczna przypisuje dążności w tym kierunku właśnie niemu, ale potencjalne motywy tegoż wydają się co najmniej dyskusyjne. Za to Puławianie mieli ogromny wprost interes w pozbyciu się Rokossowskiego. Po pierwsze, chodziło o bezbolesne zamknięcie i następnie zwalenie na jego osobę ogromu zbrodni dokonanych na polskiej kadrze oficerskiej (L) WP przez ich pobratymców z Informacji Wojskowej. Po drugie, o zahamowanie, utrącenie możliwości autentycznej polonizacji tegoż (L) WP (marszałek Rokossowski popierał i dawał oparcie oficerom przedwrześniowym, choćby gen. Kuropiesce i osobom polskiego pochodzenia wywodzącym się z ACz). Po trzecie – co wynika z powyższego – kontrola nad armią była dla nich najlepszą gwarancją utrzymania ciągłej, możliwie niezagrożonej władzy.

  14. Miet said

    Re.13.
    Dzięki Panie Krytyczny – pomógł mi Pan przynajmniej rozjaśnić tę sprawę dotyczącą powrotu Marszałka do ZSRR. Całkowicie zgadzam się z Panem
    Przez wiele lat widziałem to całkiem inaczej. Było dla mnie to naturalnym wezwaniem go do Moskwy po zakończeniu „misji” w Polsce. O frakcjach w PZPR – Puławian i Natolińczyków wiedziałem już wiele pod koniec lat siedemdziesiątych.
    Ale dopiero po latach i właśnie teraz zaczyna się ten „puzzle” układać w logiczną całość i to we wszystkich niemal aspektach dotyczących Polski.

  15. Krzysztof said

    Musze przyznac ze jestem zupelnie zaskoczony historia Marszalka Rokossowskiego.Tak sie sklada ,ze jestem wlascicielem domu w ktorym mieszkal w latach 49-56 w Konstancinie. Dom jest wystawiony na sprzedarz i ilekroc opowiadam potencjalnemu klijentowi o tym epizodzie ,zawsze wywoluje tym kpine lub szyderstwo.Chyba czas wystawic tablice honorujaca tego wielkiego Polaka.

  16. Dość said

    Re 15

    Panie Krzysztofie, niech się Pan nie dziwi. Żydokomunistyczne ścierwo niszczy nam historię cały czas, bez przerwy. Dzicz chazarska nie ma się czym pochwalić bo ma historię kurewsko-bandycko-mafijną, i dla tego historia Narodów prawdziwych kole ją w ślepia i robią wszystko, żeby nas z niej wyzuć. Bo oni sami nie wiedzą kim są, przybłędy.

  17. Marucha said

    Re 8:
    O gen. Berlingu było już w gajówce, ale warto przypomnieć:
    > https://marucha.wordpress.com/2013/03/05/moje-swiadectwo-prawdy-o-gen-zygmuncie-berlingu-1/
    Jest tylko cz.1, części 2 nie udało mi się odnaleźć.

  18. AniaK said

    RE17:
    I ja bym chętnie poczytała, ale u mnie z pamięcią już nie najlepiej. Naczytam się naczytam i za chwilę zapominam 😦

  19. Rokitnik said

    Ojciec mój,porucznik AK / lublszczyzna / nigdy żle się nie wypowiadal o Generale Rokossowskim. Czy wiedział ,ze był Polakiem nie wiem? Jako wojskowy SZANOWAŁ tego ostatniego dokonania. Tak sie złożyło, ze ŻYWY chociaż smiertelnie chory, wyszedl z kazamatów UB na zamku w Lublinie w 1946-1947 roku dzięki potwierdzeniem Rosyjskiego Pułkownika, że ONI razem z polskimi leśnymi AK mojego Ojca ( bagatelka 8000 chłopa ) walczyli z Niemcami w 1944 roku
    Mimo wszystko, p ó ź n i e j nie było nam lekko przeżyć PRL.

  20. NC said

    Re 13: Pańska analiza mnie przekonuje.
    Gomułka popełnił błąd, wiążąc się z Puławianami, a próba wyzwolenia się spod ich kontroli w 1968 skończyła się zorganizowaniem mu Grudnia 1970.

  21. Miet said

    Re.20.
    Dokładnie tak było jak Pan pisze.
    Byłem naocznym świadkiem tego co miało miejsce w Gdańsku w 1970, ta prowokacja miała tylko jeden cel – wywalić Gomułkę na zbity pysk i to się udało.
    Ale cel jaki wtedy mieli Puławianie nie został osiągnięty – Gierek nie spełnił im ich oczekiwań. Osiągnęli to co chcieli dopiero przy „kanciastym stolcu” w 1989 – niestety.

  22. Siekiera_Motyka said

    Ad. 17 – Dzięki Panie Gajowy.

    Ale na koniec dzięki Panu Tekla za rozpętanie burzy która okurzyła długo długo trwającej niepamięć o tym wielkim Polskim bohaterze Drugiej Wojny Światowej. Marnuje się tyle papieru i taśmy filmowej na temat innych błazen pod tytuł „Polski Bohater” a o Marszałku Rokossowskim ani słowa. Mogli ominąć słowo „Bohater” ale na pewno zasłużył ON na „Wielkiego Polaka”.

    W filmiku umieszczonym w kom. 11, historyk jest pytany czemu w Rosji mało się mówi/pisze o Marszałku Rokossowskim. Ja odczuwam że nie miał ten historyk dobrej odpowiedzi i miał kłopot z tym.

    I teraz mam wstępną hipotezę czemu tak jest: Bo nie chcą tego na Wschodzie i jak najbardziej u Nas i na Zachodzie. Czemu? Ja przypuszczam, Bo Marszałek Rokossowski mógł by stać się w rodzaju pomostu miedzy nami a Rosjanami.

    W Rosji wspomina się wielkim dźwiękiem 1612 rok i naszą role w tym. Ale po za tym (z tego co wiem) mało co kol wiek innego głośno lub pozytywnie mówi się o Polakach. A tu jak na dłoni jest Marszałek Rokossowski. Czemu go nie używają do rozładowania tej sytuacji ? Nawet ciut ciut. Ciekawe co robią w dzień jego urodzin ?

    Co do nas i Zachodu to już nic nie jest potrzebne do powiedzenia czemu tak jest. Marszałek Rokossowski dla żydokomuny MUSIAŁA być wysiedlony bo jeżeli by został w Polsce to mógł by stać się fundamentem na którym Polskość mogła by się oprzeć. Do tego była by potrzebna odpowiednia kampania PR. Ale jak widać nawet z mizernego elektryka można zrobić bohatera. I nie wiele było by potrzebne do wybielenia w biografii Marszałek Rokossowski by to zrobić dobrze i pozytywnie ( w mojej opinii ).

    http://xan-13.livejournal.com/3113178.html

  23. Przecław said

    #12
    „W Rosji wspomina się wielkim dźwiękiem 1612 rok i naszą role w tym. Ale po za tym (z tego co wiem) mało co kol wiek innego głośno lub pozytywnie mówi się o Polakach. A tu jak na dłoni jest Marszałek Rokossowski. Czemu go nie używają do rozładowania tej sytuacji ? Nawet ciut ciut. Ciekawe co robią w dzień jego urodzin ”

    To prawda, choć w Rosji jednak mówi się o Marszałku, powstało o nim KILKA filmów. Rokossowski jest cały czas NIEZWYKLE POPULARNY wśród Rosjan, którzy go podziwiają i wprost wielbią. Pozostaje to w ostrej sprzeczności do sytuacji u nas, gdzie jest zapomniany i pojmowany opacznie na skutek propagandy unych /co wychodzi nawet tu w Gajówce, patrz „Andy” zamieszczający dezinformacyjne wypociny niejakiego „Iwanowa”, który produkuje się w wydawnictwie związanym z Wymiotną.

    „Naszą rolę w r.1612” ogłasza się w Rosji w całkowicie fałszywym świetle, bez wątpienia po to aby z’antagonizować Rosjan z Polakami. Co z tego dla Rosji wyniknie, napewno nic dobrego… Dla Rosji wprost konieczna jest zgoda jeżeli już nie z państwem polskim, bo o to trudno, to przynajmniej z Polakami.

  24. Marucha said

    Re 23:
    Na pewno poparcie Polski jest ważne dla Rosji… ale czy jest konieczne? Myślę, że – tak jak do tej pory – Rosja da sobie radę bez niego.
    Gorzej jest z Polską, co każdy widzi.

  25. Jacek said

    ad Przeclaw #10 i Krytyczny Komnetator #13

    niestety coraz czesciej w dyskusjach na tematy prlu trzeba zaczynac od Adama i Ewy. Piszac” pomylka” Gomulki odnioslem sie do dyskutowanego tekstu w ktorym bylo uzyte sformulowanie: pomylka Gomulki. Aby byc dokladnym bez wzgledu na dyskutowany tekst nalezy mowic o „bledzie Gomulki” z tej prostej przyczyny, ze oczywiscie Gomulka zostal wyciagniety z lamusa jako nadajacy sie do uwiarygodnienia wobec Polakow Polak agent kominternu. Tak byl postrzegany przez znakomita wiekszosc Polakow a sytuacja byl niezwykle napieta i talmudysci w rzeczywistosci rzadzacy w Polsce z ramienia stalina obawiali sie nawet kilku dni wolnosci ( a na drzewach zamiast lisci ..). Ze wzgledow propagandowych Gomulka jako wiezien stalinowski byl prawie idelany do wykonania zadania, tym bardziej, ze zgodnie z talmudycznym rytualem kontroli gojow byl zonaty z talmudyczka. Dlatego nalezalo demosntracyjnie pzobyc sie osob utozsamianych publicznie z rezymem bieruta z wladz firmowanych przez Gomulke. Nowe wladze musialy byc „patriotycznie polskie”, cos w rodzaju dzisiejszego pisu („ni pies ni wydra cos na ksztalt swidra” jak lubil publicznie mawiac tow. Wieslaw). Decydujacym elementem powodzenia w manewrze wykreowania Gomulki bylo poparcie jakiego udzielil mu kard. Wyszynski, strajacy sie o uniknieciae „wariantu” wegierskiego i widzacy szanse na krok w kierunku emancypacji Narodu Polskiego i wlasnie kard Wyszynskiego a nie Gomulke poparli Polacy. I te rachuby kard Wyszynskiego sie ziscily. Zostaly jednak nastepnie skutecznie zablokowane przez Roncalliego i jego traktat z sowietami w sprawie niepotepiania komunizmu ( krd. Wyszynski byl za potepiniem, Wojtyla przeciwko, sa powody aby uwazac,ze Wojtyla otrzymal nominacje arcybiskupia wbrew woli kard. Wyszynskiego, natomiast z poparciem Kliszki – prawej reki Gomulki). Na marginesie: tzw wypadki marcowe byly wykreowane aby ulatwic delegaturze sowieckiego talmudyzmu w Polsce wyjazd na „zachod” tzn pod opieke talmudystow „zachodnich” jako „przesladowanych dysydentow” a dzisiaj „ofiar polskiego antysemityzmu”, ten sam manewr zostal powtorzony w samych sowietach (Sacharow, Szczaranski itp). Ci „dysydenci” wracaja doslownie i w przenosni na scene po „przemianach ustrojowych” rowniez do Kurii Watykanskiej w postaci kolakowskich, michnikow, baumanow itd w Castel Gandolfo i Osservatore Romano.

  26. Jacek said

    PS gdy Gomulka wykonal swoje zadanie talmudysci rozpoczeli bezpardonowy demontaz wizerunku Gomulki. Np. „polityka’ zamiescila jego swiadectwo z kotrejs klasy szkoly podstawowej, na ktorym o ile dobrze pamietam, widnialy same trojki natomiast badzo dobrze bylo z religii.

  27. Siekiera_Motyka said

    Z książki Białkowskiego,

    „Kolejną zbiorową akcją represyjną była tzw. sprawa zamojska-lubelska. Aresztowano wówczas 65 osób, w większości oficerów. Prowokacja GZI polegała na rozrzuceniu przed koszarami ulotek (napisanych łamaną polszczyzną) nawołujących do buntu w wojsku. Wyroki były wysokie: od kary śmierci do 5 lat więzienia.

    Nim więc Rokossowski objął funkcję w Polsce, do więzienia trafiło już wielu przedwojennych wojskowych, np. kontradmirał Adam Mohuczy.

    Prawie całe kierownictwo ówczesnego GZI znajdowało się już w rękach oficerów radzieckich z NKWD i jeszcze bezwzględniejszej „Smiersz-y” (organizacji tropiącej faktycznych oraz wyimaginowanych szpiegów i zdrajców wśród radzieckich wojskowych), oddelegowanych do służby w polskiej armii. GZI, instytucję z założenia powołaną do celów kontrwywiadowczych, stopniowo zamieniali w wojskową policję polityczną.

    GZI formalnie podlegał ministrowi obrony narodowej, ale za rządów marszałka Żymierskiego w praktyce nadzorowany był przez I zastępcę ministra, generała Spychalskiego. Zresztą on także znalazł się wkrótce w niełasce i musiał opuścić
    wojsko. W tym momencie faktyczny nadzór nad wojskową informacją przejęli cywile z Bierutem na czele. Właśnie z inicjatywy prezydenta, 24 lutego 1949 r. utworzono Komisję Biura Politycznego ds. Bezpieczeństwa Publicznego, która z ramienia
    PZPR miała sprawować nadzór nad cywilnym i wojskowym aparatem bezpieczeństwa. Zresztą nie tylko nadzorować, ale przede wszystkim inspirować. Komisja składała się z Bolesława Bieruta, Jakuba Bermana, Hilarego Minca, Stanisława Radkiewicza i kilku jego zastępców – wiceministrów bezpieczeństwa publicznego.

    Bierut, po postawieniu Rokossowskiego na czele wojska, również i jego pragnął włączyć do Komisji Bezpieczeństwa. Jednakże gdy zorientował się, że marszałek do tego się nie pali, dał mu spokój.

    INCYDENT. Słuchy o tym, że Rokossowski nie garnie się do tropienia „wroga klasowego” w wojsku, dotarły oczywiście do Moskwy. Beria doszedł do wniosku, że w tej sytuacji polską wojskową służbę bezpieczeństwa należy wzmocnić. Zażądał
    od Warszawy zdjęcia ze stanowiska szefa GZI Polaka, pułkownika Stefana Kuhla i zastąpienia go dotychczasowym zastępcą, sowieckim pułkownikiem Dmitrijem Wozniesienskim. Marszałek „dwóch narodów” zaakceptował to.

    Nowy szef GZI poczuł się tak pewnie, że zaczął gromadzić materiały nawet przeciwko samemu Rokossowskiemu. Pułkownik, wiedząc z wcześniejszych (odbywanych w cztery oczy) rozmów z marszałkiem, że często wyrażał on osobiste poglądy o sytuacji politycznej w Polsce, postanowił je dyskretnie nagrać. W tym celu, wybierając się na kolejną rozmowę, zabrał kieszonkowy magnetofon, ukrywając go pod mundurem.

    Rokossowski dostrzegł jednak przewód od mikrofonu. Wyrwał go, a pułkownika nie tylko obrzucił stekiem wyzwisk, ale nawet kopniakami wypędził z gabinetu.

    Incydentu nie dało się zataić. W kołach politycznych i wojskowych Warszawy oczekiwano więc reperkusji wydarzenia. Liczono dni do zdjęcia Wozniesienskiego ze stanowiska. Nie nastąpiło to jednak szybko. Ewidentnie, dowodziło natomiast,
    jak mocną pozycję, tak w Warszawie, jak w Moskwie miał Wozniesienski. Rokossowskiemu udało się go pozbyć dopiero po kilku miesiącach.

    Bardzo pewnie czuł się także inny, wysokiej rangi Rosjanin w polskim mundurze płk Antoni Skulbaszewski (od sierpnia 1950 r, zastępca szefa GZI do spraw śledczych). Zwrócił on kiedyś Rokossowskiemu uwagę, że rozkazywać mogą mu tylko Beria, Bierut i Wozniesienski.

    Buta większości radzieckich oficerów GZI, a także „cywilnego” Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, była posunięta tak daleko, że nawet podczas odznaczania ich polskimi orderami, gromko wypowiadali radziecką okolicznościową formułę: „Służu Sowieckomu Sojuzu!” zamiast polskiej: „Ku chwale Ojczyzny!”.”

    Od czasu uwolnienia z łagru Marszałek Rokossowski zawsze miał przy sobie mały pistolet wazie ponownego aresztowania.

  28. Siekiera_Motyka said

    Z książki Białkowskiego,

    „NIE RUSZAĆ BERLINGA!
    Inny przykład wiąże się z Zygmuntem Berlingiem, który popadł w niełaskę po desantach przez Wisłę do powstańczej Warszawy. Odebrano mu dowodzenieI Armią WP i odesłano do Moskwy, nie pozwalając wrócić do kraju przez ponad dwa lata. Nie był wprawdzie aresztowany, ale zastosowano wobec niego (na wniosek Bieruta i ekipy rządzącej) oryginalną formę zatrzymania: otrzymał rozkaz odbycia studiów w moskiewskiej Akademii Sztabu Generalnego. Mógł jednak wybierać między przymusową nauką i aresztowaniem.

    Do Polski wrócił dopiero na początku 1947 r., po wielu pisemnych monitach (m.in. adresowanych do marszałka Żymierskiego) i demonstracyjnej głodówce. Po powrocie nie otrzymał eksponowanego stanowiska w armii, powołano go na komendanta nowo organizowanej Akademii Sztabu Generalnego. Utrzymał się na tym stanowisku jeszcze w 195 l r., czyli w okresie wielkiej czystki w szeregach armii, której nasilenie datowało się od objęcia resortu obrony przez Rokossowskiego. Przeciwnicy Berlinga postanowili więc utrącić go rękami nowego marszałka.

    Specjalna komisja kwalifikacyjna, w której miał znaczne wpływy szef osławionego GZI, Wozniesienski, przygotowała wniosek, w którym stwierdzono nieprzydatność Berlinga do dalszej służby wojskowej. Wniosek przekazano Rokossowskiemu do akceptacji.

    Rokossowski, ku ogromnemu zaskoczeniu GZI,a pośrednio i Belwederu, nie wyraził zgody na zwolnienie generała z wojska. Na wniosku (zachował się do dziś) odręcznie napisał: „Na zajmowanym stanowisku pozostawić”. Czyżby Rokossowski miał wyrzuty sumienia za niesprawiedliwość, jaka spotkała Berlinga w okresie powstania warszawskiego?

    Adwersarze Berlinga nie dali jednak za wygraną. Długotrwałe naciski na marszałka odniosły w końcu skutek. W 1953 r. wyraził zgodę na odesłanie Berlinga do cywila.

    Kolejnym przykładem pozytywnych poczynań Rokossowskiego była sprawa Bolesława Kieniewicza, generała oddelegowanego z Armii Radzieckiej do służby w WP. Po przeniesieniu z Funkcji dowódcy Krakowskiego Okręgu Wojskowego na
    analogiczne stanowisko w okręgu warszawskim, upatrzył sobie jedną z willi na Mokotowie. Nie była ona jednak w gestii administracji wojskowej, mieszkało w niej też kilka rodzin. General, wykorzystując swoją wysoką pozycję, wymógł na cywilnych władzach stolicy oddanie do jego prywatnej dyspozycji całego budynku. Dotychczasowych lokatorów wykwaterowano. Usunięci mieszkańcy odważyli się złożyć skargę. Ich pismo przez przeoczenie oficerów z gabinetu marszałka dotarło do wiadomości Rokossowskiego. Reakcja była piorunująca. Poszkodowani otrzymali odszkodowania, a niedoszły mieszkaniec willi został dyscyplinarnie odesłany do ZSRR.”

    Często sprawdzam stronę „avaxhm.com” gdzie znajdują się nawet książki po polsku.

    Proszę spróbować w Googlu
    „zukov site:http://avaxhm.com
    „rokossowski site:http://avaxhm.com

  29. Siekiera_Motyka said

    Marszałek Rokossowski będzie miał (lub już ma) swoją stacje metra w Moskwie.

    Red Line Metro Station Gets New Name

    The Moscow Times
    Apr. 10 2014 17:22

    A Moscow metro station at the top of the Red Line is getting a new name.

    Ulitsa Podbelskogo is being renamed Bulvar Rokossovskogo in honor of the Polish Soviet military leader who became marshal of the Soviet Union, the highest rank in the country’s army, in 1944.

    Konstanty Rokossowski, born in Warsaw under the Russian Empire, was one of the most prominent Red Army commanders during World War II.
    …..

    „http://pl.wikipedia.org/wiki/Bulwar_Rokossowskogo_%28stacja_metra%29”

    Będzie też miał pomnik w Moskwie

    „http://tinyurl.com/n92dmlc”

    Jeden z portretów

  30. Kazik said

    ad 15 . Marszałek Rokossowski , przyjeżdżał do Prochowic k. Legnicy i zatrzymywał się w budynku późniejszego przedszkola pomiędzy rzeką Kaczawą i kanałem młynówki po prawej stronie w kierunku Lisowic . Teren wówczas był silnie strzeżony .

  31. Niemcy zawarli Pakt z Diabłem czyli Opryczną, o granicy niemiecko-izraelskiej na Missisipi. Granica ta upadła w bitwie nad Bzurą, gdy uderzenie pancerne Guderiana na Brześć Litewski okazało się Niemożliwe.
    Pod Stalingradem ta granica niemiecko-izraelska została przekwlifikowana na izaelsko-niemiecką, z Niemcami między Wisłą a Missisipi, które znowu zniszczyło Powstanie Warszawskie niwecząc Festung Warschau na sto tysięcy młodych Niemek.
    Marucha kilka dni temu zamieścił wypowiedź na odprawie politruków w przeddzień bitwy pod Kurskiem: NIECH GINĄ SŁOWIANIE. MY ZOSTANIEMY WYCOFANI NA TYŁY, GDZIE WYFASUJEMY NOWYCH Słowian.
    SZOKIEM było Nie Podpisanie przez Marszałka Rokossowskiego scenariusza BITWY POD KURSKIM. Potem Marszałek przez kilka dni jeździł samochodem po pobojowisku, objaśniając reżyserom szczegóły bitwy. Marszałka Żukowa przy tym NIE BYŁO, gdyż został kilka miesięcy wcześniej Wyrzucony z Polityki za Operację Berlińską, do czego przyczynili się Polacy, którzy za poparcie JEGO Planu żądali Politechniki Berlińskiej, której im Odmówił.
    Byłem ŚWIADKIEM Wyrzucania Marszałka Żukowa z Polityki. Marszałek Żukow był pod Kurskiem komisarzem Stalina, gdzie ODMÓWIŁ Podpisania przedłożonego mu przez Rokossowskiego Planu Bitwy. Wiktor Suworow pisze, że bezpośrednio po I fazie bitwy Żukow zaraportował Stalinowi: ATAK NIEMIECKI ODPARTY. KOSTIN PANUJE NAD SYTUACJĄ, i poleciał do Jelni.

  32. Siekiera_Motyka said

    Ad. 31 – Ciekawa sprawa z tym Marszałkiem Żukow i jak w zapominanie padają ważne wydarzenia. Podobna sprawa z Żukowem jest bitwa nad Chałchin-Goł. Niektórzy fachowcy mówią że zginęło więcej jego ludzi niż było potrzebne. Nie szczędził ludzi by wygrać.

    Szukając więcej informacji na temat Marszałka Rokossowskiego znalazłem książkę „The Rzhev Slaughterhouse: The Red Army’s Forgotten 15-month Campaign against Army Group Center, 1942-1943” autorstwa Svetlany Gerasimowy. Okazuje się że potężna bitwa pod Rżew w 1942 jest prawie całkowicie wycięta z pamięci, a toczyła sie 12 miesięcy !!!

    http://www.tygodnik.com.pl/numer/278648/flis.html
    „Generalnie chodzi o operacje Armii Czerwonej w okolicach Rżewa w 1942 roku przeciwko GA Środek.

    Największe natężenie walk nastąpiło podczas tzw. pierwszej operacji rżewsko-syczewskiej rozegranej między 30 lipca, a 23 sierpnia 1942 roku i drugiej operacji rżewsko-syczewskiej mającej miejsce między 25 listopada a 23 grudnia 1942 roku. Ta druga bardziej znana jest jako Operacja Mars.

    Są to fragmenty zmagań jedne z najmniej opisanych i omawianych operacji Frontu wschodniego i, co za tym jedne z najmniej znanych. Włąściwie za komuny wyłączono te wydarzenia z oficjalnej Historii DWS. Zakończyły się hekatombą- setki tysięcy zabitych żołnierzy, tysiące spalonych czołgów i góry złomu w jaki Niemcy zanienili inny sprzęt atakującej RKKA. Atakującej cały ’42 rok na darmo, bo zyski terytorialne można by chustka nakryć- ot, kilka wsi granicznych.”

    „Jednak choć bolesne doświadczenia zostały wyparte z oficjalnej pamięci, walki pod Rżewem są kluczem do zrozumienia sowieckiej strategii w 1943 r. Nauczyły one sowieckie dowództwo ostrożności i w letniej kampanii 1943 postanowiło ono zastosować taką samą strategię, jaką upokorzył je Model; przygotowana obrona, zabezpieczona odwodami, miała wykrwawić nacierających. Gdy ich impet osłabnie, do kontruderzenia miały ruszyć czołgi. Niemców raz jeszcze zgubiło przekonanie, że nikt nie ma takich umiejętności, by powtórzyć ich własne rozwiązania. I choć wszystko wskazywało, że w słynnym natarciu na tzw. Łuk Kurski muszą się liczyć z przygotowaną obroną, nie odwołali tej ofensywy ostatniej szansy. Uderzyli głową w mur, licząc na triumf woli. Ale ich nadzieje prysły już bezpowrotnie. „

  33. Tekla said

    Ad. 32
    pan Siekiera_Motyka

    Niemniej jednak uwikłanie 9. Armii w walki uniemożliwiło przesunięcie większych sił z Grupy Armii „Środek” w rejon Stalingradu, gdzie operacje „Uran” i „Saturn” doprowadziły do okrążenia 6. Armii Paulusa.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Mars

    Marszałek Żukow bedzie krytykowany za wszystko,bo był niewygodny dla Chazarów..
    Oczywiscie nie był tak dobrym dowódca jak Marszałek Rokossowski.

    Aby zrozumiec w jakich ekstremalnych czasach i warunkach walczywli ci biedni,głodnii licho ubrani zołnierze..to tylko mozna napisac to co często czytam w komentarzach Rosjan o wojnie..

    Chwała Bohaterom..
    Wiieczna Im Pamięc ..

    Pieta Stalingradzka..

  34. Siekiera_Motyka said

    Ad. 33 – „Niemniej jednak uwikłanie 9. Armii w walki uniemożliwiło przesunięcie większych sił z Grupy Armii „Środek” w rejon Stalingradu, gdzie operacje „Uran” i „Saturn” doprowadziły do okrążenia 6. Armii Paulusa.”

    To zrozumiałem i jest to często zauważane. Ale,
    Rżewa
    Czas 8 styczeń 1942 – 31 marzec 1943

    Stalingrad
    Czas 23 sierpnia 1942 – 2 lutego 1943

    Sun Zi – „Wojna to sztuka wprowadzania w błąd.”

    Nie zawsze jest mądre uparcie iść do przodu lub nie chcieć iść do tyły. Operacje Armii Czerwonej w okolicach Rżewa w 1942 roku dały Stawce tą właśnie ciężką lekcje którą później nie zapomnieli. Ja tu nie jestem jakimś wielkim ekspertem ale z tego co przeczytałem to opinia jest że Żukow nie walczył z „finezją” a z „masą”. Sam nie jestem wstanie to ocenić.

    Dobry film dokumentalny na ten temat.
    „https://www.youtube.com/watch?v=Ur83MLafhlU”

    Ale muszę przyznać że jestem zachwycony karierom i osobistym charakterem Marszałka Rokossowskiego. Że tak wielki wojowniki przeciw Niemcom wpadł w niepamięć jest nie samowite (mam na myśli Zachód). Na Zachodzie ogólnie piszą jego imię i nazwisko tak – Marshal K.K. Rokossovsky. Co nie daje nawet najmniejszego podejrzenia że to Polak. Jeżeli coś się mówi w filmach na temat II WS i Wschodzie to pad nazwisko Żukow.

    I dlatego tak późno w życiu coś o nim się dowiaduje. 😦

  35. Tekla said

    Ad,34

    Dokładnie tak jak pan pisze ,w naszych opracowaniach dotyczacych wojny tez prawie nigdy nie jest wymieniane nazwisko największegio stratega wojny!

    Też nie jestem specjalistą -historykiem,ale miałam to szcęescie,ze rodzina moja zawsze dużo opowiadała o swoich przezyciach wojennych ,a historia stała się moja pasją../teraz też zamiast robić pierogi to siedze i czytam/

    O marszałku Rokossowskimpo raz pierwszy słyszałam od mojego śp.Ojca ,że był dobrym dowódcą i organizatorem wojska polskiego, szczególnie wzmocnił armię po 53 roku,czyli jak Stalin kopnął w kalendarz,no i ze to prawdopodobnie Polak..

    A tu drugim obiegiem wolna europa judziła z głosem ameryki jaki to nieszczescie ,ze mamy Rokossowskiego..

    Dziękuję Panu Gajowemu za artykuly o Marszałku ..

    Zawsze lepiej pózno niz wcale..
    dzieki za Pana wpisy!!

  36. Siekiera_Motyka said

    „Jak pradziadek kochał Polskę

    Rozmowa z Ariadną Rokossowską o próbach przeniesienia prochów marszałka, jego polskich korzeniach i jej spojrzeniu na życiorys pradziadka

    60 lat temu, 6 listopada 1949 r., Konstanty Rokossowski zdjął mundur Armii Czerwonej i znów stał się Polakiem. Przedstawiano to jako prezent Józefa Stalina dla Polski na kolejną rocznicę rewolucji październikowej. Publikujemy rozmowę z żyjącą w Moskwie prawnuczką Rokossowskiego oraz przypominamy okoliczności, w jakich sowiecki marszałek został, a potem przestał być polskim ministrem obrony.

    Cezary Łazarewicz: – Pani rodzina chce wyjąć urnę pradziadka z kremlowskich murów. Dlaczego?

    Ariadna Rokossowska:

    – Walczymy w moskiewskich sądach od kilku lat, by Konstantego Rokossowskiego stamtąd wyciągnąć. On nie chciał iść do tej ściany. Przed śmiercią mówił marszałkowi Żukowowi: Śmierci się nie boję, ale ta ściana mnie przeraża.

    To jedno z najbardziej prestiżowych miejsc w Moskwie. Marzeniem chyba każdego komunisty było spocząć w pobliżu Lenina?

    Rokossowski chciał być pochowany z żoną i córką na Cmentarzu Nowodziewiczym (cmentarz-panteon – przyp. red.). Ale nikt rodziny o nic nie pytał. Kiedy zmarł, wzięli go i pochowali, gdzie chcieli. Zresztą, gdybyśmy protestowali, nic by to nie zmieniło. Rodzina marszałka Żukowa pisała prośby, protestowała i nic. Leży w tym samym murze. Moja babcia, żona Rokossowskiego, nie miała nawet siły na takie gesty. W 1968 r. była już starą i zagubioną kobietą. Kiedy więc dali jej do podpisania dokumenty, wszystko podpisała i zabrali ciało marszałka, by zrobić mu uroczysty pogrzeb państwowy. Pół Moskwy przyszło to zobaczyć. Ulica Twerska była pełna ludzi. Z Polski był generał Jaruzelski, przerwał podróż na Krym, gdzie potem odpoczywał.

    Nazwisko Rokossowski do dziś otwiera wiele moskiewskich drzwi.

    Dziadka uwielbiają weterani wojny ojczyźnianej. Jego wielbiciele, kiedy słyszą moje nazwisko, ustawiają się do mnie w kolejce. Mówią, że był najlepszym z marszałków.

    Jeszcze 10 lat temu mówiono, że wojnę wygrał jeden dowódca – Georgij Konstantynowicz Żukow. Nikt inny się nie liczył, prawda?

    Otworzyły się archiwa i okazało się, że Żukow był wspaniałym dowódcą, ale byli też inni, tacy jak Rokossowski. Paradą zwycięstwa w Moskwie dowodził przecież Rokossowski, a Żukow ją odbierał. Rokossowski jechał na czarnym koniu, a Żukow na białym. Ci dwaj bohaterowie wojny ojczyźnianej spotkali się na placu Czerwonym. Kiedy telewizja zorganizowała wielki konkurs, w którym Rosjanie wybierali 50 ulubionych postaci historycznych, Rokossowski był w pierwszej dziesiątce, między Puszkinem a Dostojewskim. Nawet się wtedy trochę ucieszyłam, że nie wygrał; dziwnie by to wyglądało, bo dziadek był Polakiem.

    W Polsce nie miałby szans. Wielu Polaków sądzi, że legendę o biednym warszawskim kamieniarzu, który trafił do Armii Czerwonej, wymyślono, by wytłumaczyć obecność Rokossowskiego przy Bierucie.

    Ale to prawda. Rodzice Rokossowskiego (który urodził się 21 grudnia 1896 r. – przyp. red.) nie byli zamożni. Matka zajmowała się domem, ojciec był inspektorem na kolei. Z tym że przy tworzeniu dla marszałka bardziej proletariackiego życiorysu, ojca zdegradowano do robotnika kolejowego, a jego szlacheckie pochodzenie utajniono. Rokossowski mieszkał w majątku swego wuja, zamożnego ziemianina. Tam nauczył się jeździć konno. Drugi jego wuj miał zakład kamieniarski w Warszawie i chciał, by Rokossowski został jego wspólnikiem. Postawił jednak warunek: chłopak ma się nauczyć fachu.

    Prawdziwa jest też informacja, że dziadek brał udział w warszawskich manifestacjach studentów i robotników. Za to trafił na Pawiak. Po wyjściu z więzienia poszedł za bratem do armii. Brat potem wrócił do Polski i był policjantem, o czym też nie wspominało się w oficjalnym życiorysie Konstantego.

    Dlaczego sam jako miejsce urodzenia podawał Wielkie Łuki, na dalekiej północy Rosji?

    W czasie wojny Rokossowski został podwójnym bohaterem Związku Radzieckiego i należał mu się pomnik w miejscu urodzenia. Władze radzieckie nie mogły wystawić mu pomnika w Warszawie. Wybrali Wielkie Łuki, bo tam kiedyś żył baron, który nazywał się Rokosowski przez jedno „s”, choć chyba nie miał żadnego związku z dziadkiem. Tam stanął pomnik marszałka, otworzyli muzeum Rokossowskiego i uczą o nim dzieci w szkołach.

    W Polsce miał główną ulicę w Sopocie i tytuł honorowego obywatela Gdyni i Gdańska.

    W Gdyni już mu ten tytuł odebrali, a w Gdańsku zmienili statut jego przyznawania, byle tylko usunąć z listy Rokossowskiego. Jeszcze kilka lat temu jego portret wisiał w Ministerstwie Obrony Narodowej, ale nawet tam go zdjęto ze ściany.

    Dziwi się pani?

    Rokossowski zawsze mówił, że jest Polakiem. I choć całe dorosłe życie spędził w Rosji, do końca życia mówił źle po rosyjsku, miał silny polski akcent. Gen. Jaruzelski opowiadał mi, że kiedyś przyjechał na Kreml świętować kolejną rocznicę zwycięstwa nad faszyzmem i spotkał tam Rokossowskiego. Przywitał się z nim po rosyjsku. Bardzo to oburzyło marszałka: Mów do mnie po polsku, jestem takim samym Polakiem jak ty.

    http://archiwum.polityka.pl/art/jak-pradziadek-kochal-polske,385334.html

    „Problemem byli również włóczący się żołnierze rosyjscy, którzy uważali, że wszystko dookoła nich jest dobrem zdobycznym i dlatego obrona przez kolejarzy swojej skromnej własności np. roweru czy zegarka była często grą o własne życie. Przed takimi aktami przemocy broniono się przez działanie w grupie i posiadanie własnej broni – co było istotne zwłaszcza w nocy. Natomiast w sytuacjach krytycznych, kiedy to radziecki dowódca wyciągał pistolet, repetował i kierował w stronę dyżurnego ruchu z żądaniem natychmiastowej wolnej drogi dla jego transportu, zbawiennym było chwycenie za telefon i udawanie, że powiadamia się o tym fakcie marszałka Rokossowskiego, którego żołnierze rosyjscy panicznie się bali. Rokossowski miał wówczas swoją kwaterę w pobliskiej Legnicy, co bardzo uprawdopodobniało fakt takiej rozmowy i prawie zawsze odnosiło pożądany skutek. We wspomnieniach ojca pierwsze dwa powojenne lata służby, do których ojciec rzadko wracał, były najbardziej niebezpieczne ze względu na wspomniane konflikty z Rosjanami, agresywnych szabrowników, brak kontaktu z rodzinami, trudności aprowizacyjne oraz niedostatek opału zimą. Stosunkowo najprościej radzono sobie z brakiem opału – po prostu rąbano na opał drewniane wyposażenie poniemieckich domów. Fakt przejęcia przez Polaków kontroli nad stacją Rudna–Gwizdanów został przez kolejarzy uwieczniony przez ustawienie dużego drewnianego krzyża koło budynku stacyjnego.

    http://www.forumkolejowe.pl/polres-vt6034.htm?view=previous

  37. Siekiera_Motyka said

    „Przy stole prezydialnym, uginającym się pod alkoholami i jadłem, stali radzieccy członkowie Politbiura i najważniejsi marszałkowie z czasów wojny, pobrzękujący orderami zawieszonymi na piersiach. Do stołu podchodziły delegacje z kielichami szampana. Wznosiły je przez stół na powitanie, najpierw przepijając do Leonida Breżniewa.

    – Jeszcze był rześki – mówi Jaruzelski – pełen humoru.

    Jaruzelski przywitał Rokossowskiego po polsku: – Chcieliśmy w imieniu Wojska Polskiego przekazać towarzyszowi marszałkowi najserdeczniejsze pozdrowienia, gratulacje i życzenia zdrowia.

    Rokossowski bardzo przystojny, wysoki, podniósł kielich i odpowiedział, też po polsku: – Pamiętajcie, że zawsze byłem, jestem i będę Polakiem.

    – Nie musiał tego mówić – wspomina Jaruzelski. – W tym towarzystwie nie było w dobrym tonie podkreślanie tego. Złożona kontrowersyjna postać. Nie da się go wymazać z naszej historii. Miał chyba dwie dusze, polską i rosyjską. ”

    „Największym jednak złem było według niego to, że Rokossowski tolerował działalność Informacji Wojskowej i akceptował wyroki, jakie tam zapadały.

    – Nigdy – mówi – nie potrafiliśmy zrozumieć, dlaczego on, odważny człowiek po gorzkich łagiernych przejściach, nie powiedział: – Stop, ja się z tym nie zgadzam, i Wozniesieńskiego, szefa Informacji Wojskowej, wyrzucił dopiero w 1955 r., kiedy złapał go, że ten w zegarku ma mikrofon i go nagrywa.

    http://wyborcza.pl/1,96399,6063912,Jaruzelski__Nie_chcial__ale_musial.html

  38. Siekiera_Motyka said

    Okazyjnie babcia moja podała mi artykuł z SUPER EKSPRESS” gdzie znajdował się artykuł na temat Marszałka Rokossowskiego !!!!! Oto niektóre fragmenty,

    „Przyszły marszałek Polski i Związku Radzieckiego modził się 21 grudnia 1896 r.
    w Warszawie w polskiej rodzinie. Jego ojciec był kolejarzem, a matka nauczyciel-
    ką ~ wywodziła się z drobnej szlachty rosyjskiej. W 1914 r. Rokossowski został wcielony do carskiej armii jak tysiące innych Polaków. Po odzyskaniu przez Polskę
    niepodległości W 1918 r. część żołnierzy z jego oddziału wstąpiła w szeregi polskiej armii. Rokossowski wybrał jednak wariant radziecki. W 1924 r. podjął naukę w Wyższej Szkoły Kawalerii w Leningradzie gdzie poznał przyszłego generała Żukowa.”

    Nie wspomina się że ojciec pochodzi z szlachty Polskiej.

    „Kolejne lata to szybka kariera wojskowa, która została nagle przerwana w 1937 r., kiedy Polak padł ofiarą czystek stalinowskich. Oskarżono go o szpiegostwo na rzecz Japonii i Polski. Został poddany brutalnym torturom. Nie przyznał się jednak do stawianych mu absurdalnych zarzutów. Wolność zawdzięczał ówczesnemu dowódcy Armii Czerwonej Siemionowi Timoszence.”

    Ani słowa że siedział 3 lata w lagrach i wielokrotnie były przedstawiane jego rozstrzelanie.

    „Choć był bohaterem Związku Radzieckiego, ciągle na oku miała go NKWD.”

    No właśnie. Myślę że nigdy tego nie zapomniał co świadczy noszenie tego małego pistoletu !!!

    „Marszałek wraz z Armią Czerwoną przeszedł przez Polskę, aż dotarł do Berlina.
    Nie rozumiał niechęci powstańców do ZSRR, czego w pełni dał wyraz po
    wojnie, kiedy bezpośrednio przyczynił się do zwalczania resztek polskiego podziemia. W 1949 r. został ministrem obrony narodowej oraz marszałkiem Polski. Od 1950 r. był członkiem Biura Politycznego KC PZPR, a od 1952 – wicepremierem. Po krwawym stłumieniu protestów w Poznaniu i przejęciu władzy przez Władysława Gomułkę Rokossowski odszedł z KC PZPR i stracił stanowisko ministra i wicepremiera. Wyjechał do ZSRR. Przez historyków obok Montgomery, Pattona, Żukowa i Mac Arthura, Rokossowski jest uważany za jednego z najwybitniejszych generałów alianckich II wojny światowej.”

    Dla tego fragmentu podam tekst z książki Białkowskiego pokazujący dylemat Marszałka. Bo z Białkowskiego tekstu tak to wygląda, dylemat człowieka w systemie Stalinowskim. Ale czytający, nieznający historii tych czasów, tego się nie domyśli.

    „WASZE, POLAKÓW, SPRAWY”.
    O ironio! Ten sam Rokossowski, który tak odważnie wytknął Stalinowi bezpodstawne oskarżenia, ba, nawet śmierć wielu niewinnych radzieckich wojskowych, z byłego prześladowanego „zeka” przeistoczył się w prześladowcę. Ofiarami stali się, także niewinni polscy wojskowi.

    Nakazy aresztowania podpisywał już w drugim miesiącu urzędowania w Warszawie. Początkowo czynił to z dużymi wewnętrznymi oporami. Zwlekał ze składaniem podpisów. Czasem mijał tydzień od chwili, gdy przysyłane przez Główny Zarząd Informacji wnioski trafiły na jego biurko. Ponaglany przez szefa swego gabinetu, mawiał: „W takich sprawach powolność jest nawet wskazana.
    Trudniej o błąd”. Zwłoki nie wykorzystywał jednak po to, by lepiej zapoznać się ze sprawą, nie żądał dodatkowych informacji o oskarżonych i zarzutach.

    Przedłużanie procedury było nie w smak szefom wojskowej informacji. Interweniowali nawet w Belwederze. Prezydent Bierut w oględny sposób zwracał więc uwagę marszałkowi, iż zwłoka w podpisywaniu nakazów aresztowania wyższych rangą wojskowych opóźnia prowadzenie śledztw. Do naciskających na Rokossowskiego dołączył także inny siewca terroru w powojennej Polsce – Jakub Berman.

    Przecieki z Belwederu i Białego Domu głosiły, iż marszałek na wszelkie ponaglenia i oględne reprymendy odpowiadał jednakowo: „To są wasze Polaków sprawy”, dając do zrozumienia, że on od wszystkiego, co dotyczyło aresztowań, śledztw, wyroków najchętniej trzymałby się z daleka.

    „Wasze, Polaków, sprawy” – to stwierdzenie mogło być i chyba było swoistą formą zaznaczenia przez marszałka jego odrębności, „inności”, zarówno w przynależności państwowej, jak i narodowej.

    „To i wasza sprawa, towarzyszu marszałku” – oponował Bierut i wspólnie z Bermanem oraz ministrem bezpieczeństwa publicznego Radkiewiczem posyłał Rokossowskiemu (za pośrednictwem organów wojskowej informacji) kolejne listy generałów oraz wyższych rangą oficerów upatrzonych do wtrącenia za kraty.

    W drugim roku marszałkowania w Polsce Rokossowski wyzbył się wszelkich obiekcji.

    Nieprawdziwy jest obiegowy pogląd, z jakim można się spotkać jeszcze do dziś, że to właśnie Rokossowski wraz z włożeniem polskiego munduru rozpętał czystkę w polskiej armii. Rozpoczęła się ona dwa lata wcześniej, wiosną 1947 roku. Doszło wówczas do pierwszych zbiorowych represji, a stanowiło je aresztowanie 19 oficerów z Pomorskiego Okręgu Wojskowego, oskarżonych o działalność kontrrewolucyjną i wywrotową. Zarzucano im przynależność do, w rzeczywistości
    wydumanej przez Glówny Zarząd Informacji organizacji , „Rycerze Korony Królowej Polski”.”

  39. Siekiera_Motyka said

    „Ironie” którą ma na myśli Białkowski w kom. 38 opisał tutaj

    „Podpisy

    Ten rozdział nie może obejść się bez retrospekcji. Rok 1947. Konstanty Rokossowski dopiero za dwa lata zostanie marszałkiem Polski. Na razie rezydował w Legnicy, dowodząc Północną Grupą Wojsk Armii Radzieckiej. Jednak każdy urlop
    spędzał w Rosji, najchętniej w podmoskiewskiej daczy. Tam właśnie otrzymał telefon. Niespodziewanie został zaproszony do willi Stalina na tradycyjnie odbywający się wieczorem obiad. Gośćmi generalissimusa byli członkowie politbiura i najwyżsi wojskowi.

    Spotkanie to, tak przedstawił w książce „Pod osąd historii” Roj Miedwiediew:

    Obiad mija! w przyjemnej atmosferze. Stalin często wstawał 0d stolu i przechadza( się po pokoju. Wreszcie podszedl do marszalka izapytal: – Czy to prawda, że byliście w miejscu odosobnienia? – Owszem, towarzyszu Stalin – odrzekł Rokossowski – byłem w miejscu odosobnienia. Ale zbadali moją sprawę i zwolnili mnie. – A iluż dobrych, wspaniałych ludzi tam zginęło ! – nieoczekiwanie powiedział
    marszałek.

    Stalin szybko się odwrócił i wyszedl do ogrodu. Wszyscy znajdujący się przy stole zamilkli przerażeni. – Coście powiedzieli Stalinowi – zapytał po cichu oburzony Malenkow. – Po co? (Gieorgij Malenkow, zaufany współpracownik Stalina. Po
    śmierci sowieckiego dyktatora na krótko stał się jego następcą. Odsunięty od władzy przez Chruszczowa – przyp. W.B.).

    Po kilku minutach Stalin wrócił do pokoju. W rękach mial róże. Wręczył je marszałkowi. (…) – Tak – wycedził Stalin – wielu mieliśmy dobrych, wspanialych ludzi.

    Rokossowski nigdy więcej nie wspomniał Stalinowi o straconych kolegach.

    Jak znikają nie potrzebni towarzysze

Sorry, the comment form is closed at this time.