Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archive for Maj 2010

B. dyrektor syjonistycznej organizacji B’nai B’rith przyznał się do zarzutów posiadania dziecięcej pornografii

Posted by Marucha w dniu 2010-05-31 (Poniedziałek)

Kanada: B. dyrektor syjonistycznej organizacji B’nai B’rith przyznał się do zarzutów posiadania dziecięcej pornografii:
http://www.bibula.com/?p=22163

Bill Surkis, były dyrektor kanadyjskiego oddziału w Quebec syjonistycznej organizacji masońskiej B’nai B’rith, przyznał się do zarzucanych mu czynów posiadania, korzystania i zdobywania dziecięcej pornografii.

W zamian za przyznanie się do winy, sąd zrezygnował z postawienia zarzutu rozpowszechniania dziecięcej pornografii, powiedziała prokurator Cynthia Gyenizse. Oskarżonemu grozi kara minimalna w wysokości 3 miesięcy więzienia. Wyrok spodziewany jest podczas następnej sesji sądu, w dniu 27 września. Do tego czasu oskarżony – i już winny – będzie przebywał na wolności pod rygorystycznymi warunkami postawionymi przez sąd w Montrealu: nie wolno mu przebywać w towarzystwie osób poniżej 18 lat, bez obecności osoby dorosłej świadomej zarzucanych mu czynów oraz nie wolno mu również korzystać z Internetu, “chyba że do pracy zawodowej”. [Czyli poniesie „karę” jak nie przymierzając za jazdę bez biletu… – admin]

70-letni Bill Surkis, dyrektor żydowskiej organizacji w Quebec, przez 22 lata dziekan John Abbott College, dyrektor wykonawczy “Centrum Holokaustu” Holocaust Memorial Centre oraz tzw. polityczny konsultant, aresztowany został w maju zeszłego roku i następnie – po jednej zaledwie nocy aresztu – wypuszczony na wolność, z zakazem przebywania w pobliżu nieletnich dzieci, przebywania w parkach i placach zabaw oraz korzystania z komputera i innych urządzeń mających połączenie z Internetem oraz odwiedzania kawiarenek internetowych, z wyjątkiem korzystania z komputera w pracy. Surkis zmuszony został do oddania paszportu i otrzymał zakaz opuszczania prowincji Quebec.

Policja dowiedziała się o zasobach zdjęć i filmów pornografii dziecięcej przetrzymywanych w prywatnym laptopie Surkisa po tym, jak oddał on swój komputer do naprawy celem wyczyszczenia go z wirusów komputerowych.

Podejrzanego bronił adwokat Steven Slimovitch, który oświadczył, że “jego klient był bardzo niezadowolony” z postawienia mu zarzutów, a to, że nigdy nie był on oskarżony o korzystanie z dziecięcej pornografii miało świadczyć o niewinności klienta. Adwokat Slimovitch – również członek zarządu kanadyjskiego B’nai B’rith – dodał, że jego klient jest “przywódcą społeczności [żydowskiej]“, zatem zażyczył sobie aby “wszyscy cofnęli się o krok i spojrzeli na tę sprawę poważnie”. Dzięki stanowczej postawie sądu, nie “cofnięto się o krok”, nawet w sytuacji gdy oskarżonym był “przywódca społeczny” tak wielkiego kalibru.

FAKTY BIBUŁY:

Organizacja B’nai B’rith jest żydowską, nacjonalistyczną, syjonistyczną i masońską, a ze swej natury i celów całkowicie antychrześcijańską organizacją, której źródło stanowi mieszanina masońskiego rytu York i Odd Fellows. Założona została w 1848 roku w Nowym Jorku i przyjęła wzór wolnomularski, symbole masońskie, rytuały, stopnie oraz sposób prowadzenia działalności. Jak wskazuje na to wiele autorów, w tym ks. prof. Michał Poradowski, celem organizacji jest jednoczenie środowiska żydowskiego i tworzenie warunków do politycznej, gospodarczej i religijnej dominacji nad światem w ramach budowania tzw. Nowego Światowego Porządku. Tak jak wiele oficjalnie działających organizacji masońskich, tak i B’nai B’rith uczestniczy w spektakularnych akcjach charytatywnych mających stanowić rodzaj medialnej zasłony dymnej. [Czy w Polsce w identyczny sposób nie działa niejaki „Jurek” Owsiak? – admin]

Loża B’nai B’rith w niepodległej Polsce uregulowała swoją oficjalną działalność w 1923 roku, lecz wszystkie 11 lóż masońskich zostało zdelegalizowanych przez Prezydenta Rzeczypospoolitej, Ignacego Mościckiego, dekretem z dnia 22 listopada 1938 roku.

W Polsce organizacja o nazwie “Niezależny Zakon Synów Przymierza” – Independent Order of B’nai B’rith reaktywowała swoją działalność 9 września 2007 po prawie 70 latach oficjalnej nieobecności. W uroczystości reaktywacyjnej w Warszawie wziął udział m.in. prezydent B’nai B’rith International Moishe Smith. Po uroczystości nastąpiło spotkanie ambasadora USA w Warszawie, Victora Ashe z szefami organizacji. W krótkim komunikacie Ambasady Stanów Zjednoczonych w Warszawie, zamieszczonym na stronie internetowej Ambasady, stwierdzono, iż: “9 września przy okazji otwarcia nowej loży B’nai B’rith w Warszawie ambasador Victor Ashe spotkał się z działaczami tej organizacji – prezesem Moishem Smithem i wiceprezesem Danem Mariaschinem. Omówiono m.in. sprawę ustawodawstwa dotyczącego zwrotu mienia oraz kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Otwarcie warszawskiej loży B’nai B’rith oznacza odrodzenie się tej organizacji żydowskiej w Polsce po niemal 70 latach nieobecności.”

Specjalny list wyrażający radość z reaktywacji organizacji i z gorącymi życzeniami przesłała kancelaria Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, której sekretarzem była pani Ewa Juńczyk-Ziomecka, obecny konsul w Nowym Jorku, znana z wielu filosemickich poczynań. Jest ona członkiem walczącej z patriotyzmem polskim i ideami narodowymi państwa polskiego organizacji “Otwarta Rzeczpospolita” oraz członkiem stowarzyszenia “Żydowski Instytut Historyczny”. Przez wielu obserwatorów określana była jako “zły duch kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego”. [Jednym słowem – pani Juńczyk-Ziomecka pewnie się przedtem jakoś inaczej nazywała. – admin]

Propagandowym i medialnym ramieniem organizacji B’nai B’rith jest “Liga Przeciwko Zniesławieniu” (Anti Defamation League – ADL) – skrajnie antykatolicka organizacja żydowska, której celem jest judaizacja społeczeństw chrześcijańskich, osłabianie wiary katolickiej i wpływów Kościoła oraz tropienie tzw. antysemityzmu, a nawet podgrzewanie nastrojów do jego pobudzania. Organizacja ta została założona w Nowym Jorku w 1913 roku jako “The Anti-Defamation League of B’nai B’rith“, co wskazywało wyraźnie na założyciela – właśnie masońską organizację “The Independent Order of B’nai B’rith“. Po pewnym czasie dla celów propagandowych zrezygnowano z drugiego członu nazwy.

Dnia 26 maja br. metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz odebrał Międzyreligijną Nagrodę im. Kardynała Augustyna Bea, ustanowioną przez ADL. Kardynał Augustyn Bea był niemieckim jezuitą, który w zasadniczy sposób przyczynił się do rewolucyjnych zmian dokonanych podczas Soboru Watykańskiego II. Razem z żydowskim historykiem, Jules Isaac, był autorem deklaracji Nostra Aetate, przekreślającej całą 2000-letnią tradycję Kościoła. “Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate” stała się narzędziem judaizacji Kościoła katolickiego, co czynione było w okresie posoborowym w ramach “dialogu” ekumenicznego i międzyreligijnego, a szczególnie dialogu katolicko-żydowskiego.

Rola kardynała Bea określona została przez arcybiskupa Marcela Lefebvre’a jako “narzędzie zdrady”. Kardynał Bea kontaktował się bezpośrednio z masońskim lożami w Nowym Jorku i Waszyngtonie, szczególnie z żydowską masonerią B’nai-Brith.

Kardynał Stanisław Dziwisz był sekretarzem najbardziej rewolucyjnego w historii Kościoła papieża – Jana Pawła II, który w ciągu swojego długiego pontyfikatu znacznie osłabił Kościół, szczególnie w zakresie propagowania fałszywej tezy “wolności religijnej”. Tak jak papież Jan Paweł II cieszył się medialnym przychylnym rozgłosem, nadawanym przez liberalne, żydowskie bądź filosemickie media światowe, tak i kard. Dziwisz otrzymuje nagrody i wyróżnienia od wrogów Kościoła. W swojej diecezji oraz poprzez wpływy w całym Kościele w Polsce, kard. Dziwisz chroni również b. tajnych współpracowników komunistycznego reżimu, działających w Kościele. Wspiera też liberalnych polityków.

Ks. bp. Stanisław Dziwisz, nie mający żadnego doświadczenia w zakresie kierowania diecezją, został arcybiskupem jednej z najważniejszych archidiecezji, a następnie otrzymał nominację kardynalską od papieża Benedykta XVI, który tym sposobem zastosował stary watykański zwyczaj „degradacji poprzez promocję” (promoveatur ut amoveatur), celem pozbycia się z Watykanu osób mogących stanowić utrudnienie w procesie rewitalizacji Kościoła.

Kościół katolicki od wieków przestrzegał wiernych przed jakimikolkwiek kontaktami z lożami masońskimi, a każdy kto je wspomagał lub zostawał ich członkiem, był automatycznie ekskomunikowany. Już w 1738 roku roku papież Klemens XII wydał Konstytucję Apostolską, w której uznaje masonerię za herezję i zobowiązuje biskupów do traktowania jej członków jako podejrzanych o herezję. Z uwagi na niezwykłą ważność zagadnienia, rozbudowę masonerii oraz napływających i ujawnianych faktów desktrukcyjnej jej działalności, wielu kolejnych papieży zajmowało się zagadnieniami masonerii przestrzegając i nakładając karę ekskomuniki na wiernych wchodzących w jej struktury.

Pomimo wielu prób zniesienia bądź łagodzenia obowiązujących kar, podejmowanych przez zarażonych modernizmem posoborowych hierarchów, do dnia dzisiejszego obowiązuje w Kościele kara ekskomuniki. Wyrażone zostało to i potwierdzone przez Prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Józefa Ratzingera, który dnia 26 listopada 1983 roku ogłosił deklarację o stowarzyszeniach masońskich Quaesitum est: de associationibus massonicis.

Tym samym każdy kto przyczynia się do publicznego uwiarygadniania i promowania masońskich organizacji, również poprzez przyjmowanie ich odznaczeń i zaszczytów, stawia się poza Kościołem podpadając pod ekskomunikę excommunicatio latae sententi

Posted in Kościół, Różne | 2 Komentarze »

Odnowienie Ślubów Maryjnych 5.06.2010

Posted by Marucha w dniu 2010-05-31 (Poniedziałek)

Rycerze spod Giewontu zbudzą się w Brdowie!

Brdów to mała zapomniana miejscowość położona na styku Wielkopolski i Kujaw. Tylko nieliczni wiedzą, że jej losy w niezwykły wręcz sposób odzwierciedlają historię całej Polski. Wiele by mówić o kolejnych burzach dziejowych przywleczonych do Brdowa przez Szwedów, Rosjan, Niemców, a w końcu i rodzimych przeciwników wiary! I to właśnie tam za kilka dni głośno zabije serce niepodległej Rzeczypospolitej. Zabije serce prawdziwe, z którym naród nasz wzrastał przez wieki, a nie to z przeszczepu czy ze sztuczną zastawką. To stamtąd „popłynie hymn wspaniały”, wyrażający ducha dumnych Polaków i ich umiłowanie wolności.

Dlaczego Maryjne Śluby Polaków odnowione zostaną właśnie w Brdowie? Otóż to w tamtejszym sanktuarium króluje obraz Matki Boskiej, przed którym 600 lat temu na polach Grunwaldu o zwycięstwo modlił się król Władysław Jagiełło wraz z polskim rycerstwem. Dlatego to w brdowskiej świątyni za kilka dni dojdzie do niezależnych religijno-patriotycznych uroczystości, podczas których wierni dziękować będą Bogurodzicy za to, że sama nazwała się Królową Polski, że jest prawdziwą Hetmanką i Orędowniczką. Przeproszą za grzechy naszego narodu i obiecają wierność Chrystusowemu Krzyżowi:

Wichry łamią krzyże na święconej ziemi.
Chcą pluć w święte serca i Bogu ubliżać.
Dziś Tobie Maryjo, Tobie ślubujemy,
z naszej polskiej ziemi nie usuną krzyża!

O Pani nasza, Jezusa Rodzico !
Przysięgamy dzisiaj, przed Twoim obliczem
znowu ślubujemy dając święte słowo,
że do końca świata będziesz nam Królową.

Powyższe słowa zostaną rzecz jasna programowo przemilczane przez media. Dla nich liczyć się będzie wyłącznie lipcowa, silnie skomercjalizowana inscenizacja zorganizowana na bitewnym polu, z Mszą św. potraktowaną przez większość gapiów jako element historycznego spektaklu. To tu pojawią się kandydaci na urząd Prezydenta RP, by za pośrednictwem kamer szukać wyborczego poklasku. Cieszę się, że nie zobaczę tych kukieł w Brdowie, ich przykucania podczas Przenajświętszej Ofiary i klepania się po brzuchu zastępującego czynienie znaku krzyża.

Jeden z najwybitniejszych hitlerowskich dygnitarzy wypowiedział w 1942 r. znamienne słowa: Prawdziwą ojczyzną narodu polskiego, jego prawdziwą Rzeczpospolitą Polską, jest religia katolicka. To jedyna ojczyzna, jaka temu nieszczęsnemu narodowi została. I dalej: Polska jest niema, bezwładna i niema jak trup. Niezmierzona lodowa cisza Polski silniejsza jest od naszych głosów, naszych krzyków, wystrzałów naszych karabinów. Na nic się nie zda walczyć z polskim narodem. To tak, jakby się walczyło z trupem. A jednak czujesz, że krew pulsuje w jego żyłach, że ukryta myśl nurtuje jego mózg, że on jest od ciebie silniejszy, silniejszy… Jakże aktualnie brzmią te spostrzeżenia! Z pewnością spędzają one sen z powiek i współczesnych wrogów naszej ojczyzny.

Głos, który dojdzie z Brdowa, do snu ich też nie ukołysze. Rozbudzi za to tych wszystkich, których serca biją dla wolnej i świętej Polski. Rozbudzi potomków rycerzy spod Grunwaldu, śpiących dziś nie tylko w pieczarach Giewontu, ale i Warszawy, Krakowa, Łodzi i Poznania, rycerzy śpiących w „jaskiniach” wszystkich polskich miast i wsi. Głosie, który wyjdzie z Brdowa, spod cudownego obrazu Matki Boskiej Zwycięskiej, niech będzie i Twoim głosem. Bądź tam razem z nami.

Krzysztof Zagozda

Uroczysta Msza św., podczas której odnowione zostaną Maryjne Śluby Polaków (rota napisana przez Lusię Ogińską), odprawiona zostanie w sanktuarium maryjnym w Brdowie (klasztor oo. paulinów) w dniu 5 czerwca br. o godz. 12.00. Po jej zakończeniu nastąpi odsłonięcie tablicy upamiętniającej to ważne wydarzenie oraz złożenie kwiatów na mogile powstańców styczniowych. O godz. 15.00. organizatorzy zapraszają wszystkich na koncert Andrzeja Kołakowskiego.

Jednocześnie informujemy, że nadal istnieje możliwość przyjazdu do Brdowa na zjazd 3-dniowy. W programie m.in. spotkania z red. Robertem Tekielim, dr. Stanisławem Krajskim, Marią Kominek, Andrzejem Wronką i ks. Edmundem Szaniawskim – diecezjalnym egzorcystą.
Szczegóły: http://www.brdow.110mb.com

Posted in Kościół | Możliwość komentowania Odnowienie Ślubów Maryjnych 5.06.2010 została wyłączona

Kazanie na Uroczystość Trójcy Przenajświętszej

Posted by Marucha w dniu 2010-05-31 (Poniedziałek)

Niedziela, 30 maja 2010
Na Uroczystość Trójcy Przenajświętszej

Drodzy wierni,

Na początku Księgi Rodzaju czytamy, w jaki sposób Bóg stworzył rodzaj ludzki: „I rzekł: Uczyńmy człowieka na obraz i na podobieństwo nasze (Gen 1,26). Człowiek stworzony został na obraz i podobieństwo Boże.

Gdy mówimy, że coś jest obrazem czegoś innego, przywodzi nam to na myśl portret lub obraz. Artysta musi mieć w swym umyśle pejzaż lub postać i by namalować obraz naniesie odpowiednie kolory na płótno. Obraz powinien być kopią czy też raczej przeniesieniem czegoś z jednego środka wyrazu do innego. Wizerunek nie jest oczywiście człowiekiem, może być jednak obrazem człowieka. Wizerunek jest czymś całkowicie różnym, nieskończenie niższym niż istota ludzka, pomimo to jednak może być obrazem danej osoby. Może pokazać nam, jak osoba ta wygląda, nie jest jednak człowiekiem. Kiedy więc Pismo Święte mówi, że człowiek stworzony został na obraz Boga, oznacza to, że człowiek posiada w pewien sposób wyciśnięte na sobie znamię, dające do pewnego stopnia wyobrażenie o tym, kim jest Bóg. Choć istota ludzka jest oczywiście całkowicie różna od Boga, podobnie jak portret jest całkowicie różny od żywej osoby, niemniej jednak istnieje pewne podobieństwo, coś co mówi nam, że ten obraz jest obrazem Boga, tak jak możemy powiedzieć że ta figura nad ołtarzem jest figurą Matki Bożej – jest to obraz Matki Bożej. Oczywiście nie jest to osoba Matki Bożej, ale obraz, wyobrażenie, możemy więc patrząc na tę figurę rozpoznać rysy Matki Bożej.

Dlatego jeśli człowiek jest obrazem Boga, jest w nim coś, co odzwierciedla to, kim jest Bóg. Gdy patrzymy na portret widzimy, że tym, co tworzy obraz i sprawia, iż odzwierciedla on cechy danej osoby, są kolory i kształty, jakie artysta nanosi na płótno. Podobnie w Księdze Rodzaju widzimy dzieło artysty: „Utworzył tedy Pan Bóg człowieka z mułu ziemi i tchnął w oblicze jego dech żywota: i stał się człowiek istotą żyjącą” (Gen 2,7). To właśnie dusza żyjąca, którą tchnął Bóg w muł ziemi sprawia, że człowiek jest obrazem Boga.

Rozważania te doprowadzają nas, drodzy wierni, do kontemplacji tajemnicy, którą wspominamy w dniu dzisiejszym, tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. To właśnie to święto uczy nas w sposób najdobitniejszy, kim jest Bóg: jest On jednym Bogiem w Trzech Osobach Boskich. Bóg jest jeden, gdyż istnieje tylko jedna natura Boska, jest tylko jedna Istota doskonała. Wiemy, że istnieć może tylko jeden Bóg, gdyż gdyby było dwóch, musieliby różnić się od siebie w jakikolwiek sposób. Jeden z nich musiałby posiadać coś, czego nie posiadałby drugi, a z powodu tego braku nie byłby doskonały. Dlatego też może być tylko jeden Bóg. A jednak Bóg jest w Trzech Osobach Boskich, które są od siebie odrębne: Ojciec nie jest Synem, a żaden z nich nie jest Duchem Świętym.

Być może najlepszym sposobem na prawdziwe zrozumienie tej tajemnicy jest zwrócenie oczu na obraz Boga, obraz, który On sam stworzył. Podobnie jak możecie zacząć poznawać daną osobę na podstawie jej portretu, tak też możemy dowiedzieć się czegoś o Bogu na podstawie obrazu, który On sam stworzył – czyli duszy ludzkiej.

Dusza ludzka należy do jednej istoty ludzkiej – podobnie jak istnieje tylko jedna natura Boska, tak też na każdą istotę ludzką przypada tylko jedna dusza nieśmiertelna. A jednak dusza ludzka, będąc rzeczywistością duchową, posiada dwie władze: władzę intelektu i władzę kochania. Władza intelektu czyni duszę uniwersalną w tym sensie, że możemy poznawać rzeczy, inne rzeczy, znajdujące się poza nami, mogą wkraczać do naszego umysłu, a my możemy pojąc ich naturę i je zrozumieć. A co jeszcze bardzie zdumiewające, możemy również poznać siebie samych, zrozumieć kim jesteśmy i pojąć naszą własną ludzką naturę. Mowa istnieje właśnie po to, by wyrazić tę wewnętrzną wiedzę o sobie i przekazać ją innym. Zdolność do kochania jest z kolei siłą pociągającą nas ku bytom kochanym – chcemy być z nimi zjednoczeni, pragniemy dla nich dobra, chcemy je posiadać. Człowiek posiada również wiele innych zdolności i władz, jednak to te dwie czynią go istotą ludzką, stworzoną na obraz Boga.

Bóg jest duchem, a ponieważ jest istotą duchową, również On poznaje i kocha, jednak w sposób nieskończenie doskonalszy niż my. Bóg zna wszystkie rzeczy, zna również siebie samego w stopniu doskonałym. Wyraża się również, wyraża wiedzę, jaką ma o sobie samym, jednak w sposób nieskończenie doskonalszy, niż potrafi to nasz biedny język. Podczas gdy my musimy używać wielu słów i fraz, by wyrazić własne życie wewnętrzne, Bóg czyni to poprzez jedno Jedyne Słowo, Słowo Boże. To Słowo jest Kimś różnym od Osoby, która je wyraża – a jednak wyraża Ono dokładnie naturę Boga. Słowo to jest wieczne jak sam Bóg i ma tę samą co On naturę, istniejąc jednak w odrębnej Osobie. Jest to Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej – Syn Boży.

A pomiędzy Ojcem i Synem istnieje podobnie nieskończona miłość, nieskończone wzajemne przyciąganie, wynikające z faktu, że posiadają Oni tę samą naturę. Dobro, jakiego pragną dla siebie wzajemnie, to owo nieskończone i doskonałe Dobro, Boska natura. Miłość ta jest jednak w jakiś sposób odrębna od Ojca i Syna, jak to wyraził sam Zbawiciel: „Pocieszyciel przyjdzie, którego ja wam poślę od Ojca” (J 15, 26). Będąc Miłością Bożą, pochodzi od Ojca i Syna jako od jednej zasady. Ta odrębna Osoba to Duch Święty, Boska miłość pochodząca od Ojca i Syna.

Co jednak najbardziej zdumiewające i bardziej jeszcze tajemnicze, drodzy wierni, w Księdze Rodzaju czytamy też, że Bóg stworzył człowieka nie tylko na swój obraz, ale też na swoje podobieństwo. Podobieństwo jest czymś więcej, niż obraz. Podobieństwo zakłada istnienie pewnej równości, równości natury. Możecie na przykład powiedzieć, że wasza córka podobna jest do waszej żony, a syn podobny do waszego dziadka. Nie powiedzielibyście jednak, że pies jest podobny do kota. W podobieństwie mamy do czynienia z pewną równorzędnością natury, to co jest podobne do czegoś innego, musi posiadać z nim coś wspólnego.

A Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. To podobieństwo Boże wlane zostało w duszę Adama w samej chwili jego stworzenia. To właśnie to podobieństwo czyniło Adama miłym Bogu oraz dawało mu tytuł do życia wiecznego, to znaczy do życia podobnego do życia Boga. To podobieństwo to właśnie to, co nazywamy łaską uświęcającą, łaską, która czyni nas dziećmi Bożymi. To właśnie ta łaska czyni nas miłymi Bogu, a nawet zdolnymi do radowania się Nim przez całą wieczność, jak mówi święty Jan: „Gdy się ukaże, podobni Mu będziemy, gdy Go ujrzymy, jak jest” (1J 3,2). Z tego właśnie powodu otrzymujemy łaskę i jesteśmy chrzczeni, zgodnie z poleceniem Chrystusa Pana, zawartym w czytanej dziś Ewangelii: „W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” (Mt 28,19).

To właśnie życie Boże, drodzy wierni, to wieczna szczęśliwość Boga, jest celem, dla którego zostaliśmy stworzeni, gdyż uczynieni zostaliśmy pierwotnie nie tylko na Jego obraz, ale i na Jego podobieństwo. Podobieństwo to możemy jednak utracić poprzez grzech. Grzech niszczy to podobieństwo Boże w naszych duszach i sprawia, że jesteśmy niezdolni do cieszenia się Bożym szczęściem przez całą wieczność. Chrystus Pan cierpiał swą Mękę i Śmierć, by spłacić cenę za utratę przez nas tej łaski – ponieważ owo podobieństwo Boże jest czymś tak drogocennym, że sam Syn Boży musiał zapłacić jego cenę własnym życiem. Na tym świecie istnieje tak naprawdę tylko jedno zło, drodzy wierni, nieskończone zło grzechu, gdyż to poprzez grzech tracimy podobieństwo Boże. Tracimy w ten sposób samego Boga, gdyż podobieństwo Boże jest niczym innym jak tylko mieszkaniem Trójcy Przenajświętszej w naszych duszach.

Zbawiciel powiedział do nas: „Jeśli mię kto miłuje, będzie strzegł słów moich, a Ojciec mój umiłuje go i do niego przyjdziemy i mieszkanie u niego uczynimy” (J 14,23). Trójca Przenajświętsza, Ojciec, Syn i Duch Święty, którego posyłają Oni do naszych serc wołającego: „Abba, Ojcze” (Rz 8,15), mieszka w nas, gdy jesteśmy w stanie łaski. Tajemnicą, którą dziś czcimy, nieskończone wewnętrzne życie Boga, jest czymś dostępnym dla nas, drodzy wierni, staje się nawet częścią nas, jeśli strzeżemy słów Chrystusa Pana.

Dlatego, mając w pamięci te rozważania, szukajmy zawsze tego, co najcenniejsze, co najważniejsze. Stan łaski jest w istocie jedyną prawdziwą rzeczywistością, jedyną prawdziwie ważną rzeczą w naszym życiu. Będąc w stanie łaski posiadamy wszystko, nawet samego Boga. Czyńmy więc wszystko, co w naszej mocy, by pozostać w stanie łaski, a jeśli mieliśmy nieszczęście go utracić, starajmy się odzyskać go jak najszybciej przez dobrą spowiedź. Zachowujmy zawsze w naszych sercach, w naszych umysłach, w poznawaniu i kochaniu, tę obecność Trójcy Przenajświętszej, by mogła ona zaowocować w dniu naszego przejścia do wieczności, byśmy mogli radować się nią na wieki wieków. Amen.

Ks. Jan Jenkins FSSPX
http://kazanieniedzielne.blogspot.com/

Posted in Kościół | 1 Comment »

Żydowskim bandytom pewnie znów ujdzie bezkarnie

Posted by Marucha w dniu 2010-05-31 (Poniedziałek)

“Masakra”. Izrael zaatakował konwój z pomocą.

Ponad 10 propalestyńskich aktywistów zginęło w operacji izraelskich komandosów przeciwko konwojowi sześciu statków z pomocą dla Strefy Gazy – poinformowała izraelska armia. Komandosi przejęli jednostki – czytamy w depeszy PAP. Izraelskie media informowały wcześniej o co najmniej 16 zabitych.

Wśród około 600-700 propalestyńskich aktywistów, którzy płynęli w konwoju byli między innymi sławny szwedzki pisarz Henning Mankell, wielu europejskich deputowanych oraz Mairead Corrigan Maguire z Irlandii Północnej, laureatka Pokojowej Nagrody Nobla z 1976 roku.

Jak poinformowała armia komandosi zostali ostrzelani i zaatakowani nożami. W wyniku tego co najmniej czterech żołnierzy zostało rannych.

– Komandosi marynarki wojennej przejęli sześć statków, które chciały naruszyć blokadę morską (Strefy Gazy). Podczas przejęcia żołnierze spotkali się z fizyczną przemocą ze strony (propalestyńskich) działaczy, którzy zaczęli do nich strzelać z ostrej amunicji – podała izraelska armia. Jeden z izraelskich ministrów wyraził ubolewanie z powodu ofiar śmiertelnych. – Mogę jedynie wyrazić żal z powodu wszystkich zabitych – powiedział w izraelskim radiu minister przemysłu, handlu i pracy Benjamin Ben-Eliezer.

To pierwsze oficjalne przyznanie się Izraela, że w incydencie zginęli ludzie.

Konwój, prowadzony przez turecką jednostkę z 600 osobami na pokładzie, w niedzielę rano opuścił międzynarodowe wody u wybrzeży Cypru. Izrael od początku zapowiadał, że nie pozwoli dotrzeć statkom do rządzonej przez radykalny palestyński Hamas Strefy Gazy.

Międzynarodowe oburzenie

– To, co Izrael zrobił na pokładzie Flotylii Wolność, to masakra – powiedział prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas, cytowany przez oficjalną agencję informacyjną Wafa.

W sprawie incydentu głos zabrał również prezydent Iranu Mahmud Ahamdineżad. Jego zdaniem, przechwycenie konwoju było “nieludzkie” i przyczyni się do upadku państwa żydowskiego. – Wszystkie te działania sygnalizują koniec ohydnego i fałszywego reżimu – stwierdził.

Atak ostro potępiła Turcja. Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Ankarze nazwało to działaniem “nie do zaakceptowania”.

Przeciwko atakowi Izraela w Stambule protestowało około 10 tysięcy Turków. Manifestanci próbowali wedrzeć się do budynku konsulatu Izraela w tym mieście, lecz zostali powstrzymani przez policję. Następnie przeszli spod konsulatu do głównego placu w mieście, wykrzykując hasła potępiające atak.

Władze Izraela zwróciły się do obywateli swego kraju, by unikali podróży do Turcji

Unia Europejska zaapelowała o dochodzenie w sprawie izraelskiego ataku. Szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton wezwała do otworzenia granicy Gazy w celu przepływu pomocy, towarów i ludzi.

Ashton “w imieniu Unii Europejskiej żąda, by przeprowadzono pełne śledztwo dotyczące okoliczności wydarzenia. Wzywa do niezwłocznego, trwałego i bezwarunkowego otwarcia przejścia w celu przepływu pomocy humanitarnej, towarów handlowych i osób do Gazy jak i z niej” – oznajmił rzecznik szefowej unijnej dyplomacji.

Tymczasem Syria wezwała Ligę Arabską do nadzwyczajnego spotkania w celu omówienia izraelskiej agresji na flotyllę. Spotkanie takie wyznaczono na wtorek, 1 czerwca. Syria gości u siebie członków Hamasu, radykalnej organizacji palestyńskiej, która przejęła kontrolę nad Strefą Gazy w czerwcu 2007 roku od umiarkowanej organizacji Fatah prezydenta Abbasa. Liga Arabska z siedzibą w Kairze poparła pośrednie rozmowy izraelsko-palestyńskie pod auspicjami USA, rozpoczęte w kwietniu.

Za: rp.pl

Posted in Polityka, Różne | 40 Komentarzy »

Feliks Koneczny o kapitale

Posted by Marucha w dniu 2010-05-31 (Poniedziałek)

Feliks Koneczny “Dzieje Polski” t.II str. 51 i dalsze, wyd. “Wydawnictwo ANTYK Marcin Dybowski”, reprint 1902 r.

Kościół wychował narody europejskie i dał im kulturę. Od niego zaczynają się nauki i oświata. W XV w. doprowadził Kościół swym wpływem do tego, że już i świeccy poświęcali się naukom i uprawiali wówczas ulubioną naukę starożytności greckich i rzymskich, o wszystkim, co tylko tych “klasycznych” narodów się tyczyło. Taki zapał ogarnął całą Europę, do wszystkiego, co było starożytne, że powstało istne “odrodzenie” starożytności i tak się też ten prąd umysłowy nazywa (z francuska: renesans). Nowa ta nauka zajmowała się tylko wyłącznie ludzkimi sprawami, nie tykając teologicznych roztrząsań, a wszystkiemu, co ludzkie, starano się nadać wytworną szatę; stąd druga nazwa prądu, jako podniesienia człowieczeństwa: humanizm.

Co w nim było dobrego, to przyjął Kościół za swoje i sami papieże opiekowali się humanizmem; ale ślepy zapał czerpał ze starożytnego pogańskiego świata także sporo złego. Taki np. biskup Zbigniew Oleśnicki lub jego sekretarz, kanonik krakowski Jan Długosz, umieli doskonale połączyć chrześcijańskiego ducha z humanizmem. Historia polska Długosza (po łacinie pisana) jest najlepszym historycznym dziełem średnich wieków. Król Kazimierz Jagiellończyk powierzył mu wychowanie swych synów. Byli jednak tacy duchowni, którzy nad pięknymi księgami Greków i Rzymian zapominali trochę o Krzyżu. Bardziej humanistą, niż biskupem, był np. Grzegorz z Sanoka, arcybiskup lwowski, który przygarnął na swym dworze Włocha, słynnego humanistę, Filipa Kalimacha, drugiego nauczyciela królewiczów.

Humanizm wywarł wpływ na wszystko, na zasady ludzkie i na obyczaje. Najważniejszym był wpływ na prawodawstwo. Dla humanistów było prawo rzymskie szczytem doskonałości i tak się do niego zaślepili, że zaczęli całkiem serio wprowadzać ja na nowo! Napoili też europejskie prawodawstwo duchem pogańskim, którego do dziś dnia nie możemy się pozbyć. Prawo rzymskie dawało zawsze pierwszeństwo silniejszemu przed słabszym. Obok tego zaś polegało prawo rzymskie, publiczne na uznawaniu nieograniczonej, absolutnej władzy cesarskiej, a humaniści-prawnicy (tzw. legiści) byli zwolennikami absolutyzmu, wbrew nauce i tradycji Kościoła. Podobało się to monarchom, dawali więc legistom urzędy i pomagali do wznowienia prawa rzymskiego.

W prawie rzymskim strzeżono troskliwie praw kapitalizmu. Handel przybierał właśnie w XV w. w nowe kształty, fatalne dla nieposiadających większych zapasów pieniężnych. Poczęto gromadzić wielkie, niebywałe przedtem, fortuny kupieckie w jednym ręku, kosztem ubożenia setek i tysięcy innych. Występowano przeciw średniowiecznym rozmaitym ograniczeniom handlowym, które miały na celu właśnie ochronę zarobków słabszego. Nastały o to gorące spory legistów z uczonymi “starej daty”, opierającymi się na prawie kościelnym.

Z naszego uniwersytetu odezwały się też głosy przeciw “odrodzeniu” pogańskich pojęć w kupiectwie i rękodziełach. Legistyczne pojęcia o kapitale wyszły na dobre tylko żydom. Pełno ich było w starożytnym cesarskim Rzymie przy wszystkich interesach, a teraz poczęli zagarniać w swe ręce na nowo handel i przemysł. Kazimierz Jagiellończyk nadał im rozległe przywileje zaraz w pierwszym roku swego panowania, 1447, a już z końcem XV w. odezwały się szydercze głosy, że Polska otwarła im na oścież wrota. Były przeciw nim rozruchy, ale ich nie wypędzano. Wypędzani z krajów zachodnich, znajdowali w Polsce przytułek. Bardzo niechętny żydom był biskup Oleśnicki.

Posted in Gospodarka, Historia | 8 Komentarzy »

Kardynał Dziwisz uhonorowany przez żydowskie szumowiny

Posted by Marucha w dniu 2010-05-30 (Niedziela)

Nagroda ADL dla kard. Dziwisza

Metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz odebrał w środę w Krakowie Międzyreligijną Nagrodę im. Kardynała Augustyna Bea, przyznaną przez Ligę Przeciw Zniesławianiu (ADL, Anti-Defamation League) – jedną z najważniejszych organizacji żydowskich na świecie. Nagroda jest nadawana dla podkreślenia wkładu duchowieństwa w realizację linii II Soboru Watykańskiego, której kwintesencją jest soborowa deklaracja „Nostra aetate”, traktująca o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich.

Kard. Dziwisz, dziękując za uhonorowanie go nagrodą, przywołał dokonania papieża Jana Pawła II w dziele zbliżenia chrześcijaństwa z judaizmem. Podkreślił, że dla Karola Wojtyły początkiem „pielgrzymki dialogu” nie była deklaracja „Nostra aetate”, ale przyjaźnie z żydowskimi dziewczętami i chłopcami z jego rodzinnych Wadowic oraz doświadczenia jako świadka horroru Zagłady.

– Jako biskup Krakowa chciałbym zapewnić, że Kościół katolicki w Polsce pragnie podążać za tym przykładem Jana Pawła II i odważnie odkrywać i odrzucać to wszystko, co czyni nasze życie niezgodne z Ewangelią. Dlatego też z przykrością dostrzegamy, że pomimo tak jednoznacznego nauczania ostatnich papieży na temat właściwego stosunku katolików do Żydów jeszcze nie wszyscy wśród nas potrafili przezwyciężyć w sobie uprzedzenia, urazy i szkodliwe stereotypy – powiedział metropolita krakowski.

Zaznaczył jednak, że od czasu upadku komunizmu w Polsce „został położony solidny fundament pod wychowanie naszej młodzieży na strażników pamięci zamordowanego przez niemieckich nazistów żydowskiego świata, który przez wieki istniał w naszych rodzinach, miastach, miasteczkach i wsiach”.

Metropolita zaapelował do żydowskich „partnerów w dialogu” o wsparcie i wyrozumiałość – aby prócz działań godzących w los pojednania dostrzegali także zaangażowanie wielu ludzi dobrej woli.

– Dziękuję raz jeszcze za tę nagrodę, którą przyjmuję nie tylko w imieniu własnym, ale w imieniu wszystkich moich współziomków i współwyznawców, dla których to nowe braterstwo chrześcijan i Żydów jest cennym darem samego Boga – powiedział kard. Dziwisz.

Obecny na uroczystości dyrektor Ligi Przeciw Zniesławianiu, Abraham Foxman, podziękował metropolicie za postawę anonimowego księdza, który w czasie okupacji ochrzcił go, ocalając z Zagłady. Rodzina Foxmanów pochodziła z Baranowicz. Uciekając przed nazistami, powierzyli niemowlę gosposi, Polce Bronisławie Kurpi, która ochrzciła go jako własnego syna i wychowywała do 1946 r.

Patron nagrody – niemiecki jezuita kard. Augustyn Bea (1881-1968) wniósł olbrzymi wkład w powstanie deklaracji „Nostra aetate”; jest uznawany za jednego z najbardziej znaczących ojców II Soboru Watykańskiego. Bea był spowiednikiem papieża Piusa XII. W latach 1960-68 był pierwszym przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan. Wspierał papieża Jana XXIII w działaniach na rzecz zbliżenia między religiami. [Kard. Bea w dawnych, ciemnych, przedsoborowych czasach, zostałby ekskomunikowany za szerzenie herezji. – admin]

Zawiązana w 1913 r. w USA Liga Przeciw Zniesławianiu (Anti-Defamation League) jest jedną z najstarszych i najważniejszych organizacji żydowskich na świecie, której celem jest walka z nienawiścią i uprzedzeniami rasowymi wobec Żydów [Jej celem w równym co najmniej stopniu jest opluwanie żydowską mierzwą wszystkich gojów, na których zwróci swa uwagę. – admin]
Źródło: Interia, PAP

Od admina:
Czym jest Liga Przeciw Zniesławianiu wie chyba każdy nie odmóżdżony Polak. Nagroda tejże Ligi dla kard. Dziwisza mówi nam wszystko o Jego Eminencji.

Posted in Kościół | 33 Komentarze »

Smoleńsk, Katyń, CIA, KGB, polska rusofobia

Posted by Marucha w dniu 2010-05-30 (Niedziela)

Czyli jak nas zniewolili, grabią i jeszcze okłamują…

Smoleńsk

Od trwającej w internecie histerii związanej z udowadnianiem rosyjskiej ręki stojącej za zamachem w Smoleńsku mocno różnią się oficjalne (z małymi wyjątkami) media i wypowiedzi polityków. Przy czym nastąpiła tutaj zadziwiająca zmiana. Tuż po katastrofie media i politycy zwartym szeregiem bronili załogę naszego samolotu przed rosyjskimi sugestiami, jakoby za katastrofę winę ponosili polscy piloci. Jak to – przecież nasi piloci nawet na drzwiach stodoły potrafią latać. A jak obrażaliśmy się sugestiami Rosjan, że Polacy nie potrafili dogadać się z rosyjską obsługą lotniska.

W tym miejscu przypominam, że w katastrofie w Mirosławcu – zgodnie z przeprowadzonym śledztwem – dochodziło do nieporozumień pomiędzy polskimi pilotami i polską wieżą na lotnisku. Używano np. różnych jednostek ciśnienia i wysokości (mmHg – hPa i stopy – metry). Nawet jako Polak z Polakiem nie potrafili się w Mirosławcu nasi dogadać…
http://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_lotnicza_w_Miros%C5%82awcu
Przyczyn katastrofy w Mirosławcu naliczono 13. Okoliczności sprzyjających katastrofie 10. Głównie „czynnik ludzki”.

„Wina” polskich pilotów w Smoleńsku polegała jedynie na tym, że wtedy w ogóle próbowali tam lądować. Gdyby posłuchali sugestii rosyjskiej wieży i polecieli gdzieś indziej – choćby do Mińska – katastrofy by nie było. Jednakże dla pilotów wojskowych każdy lot to przede wszystkim zadanie bojowe. Zwłaszcza, gdy na pokładzie siedzi dowódca lotnictwa, dowódca sztabu generalnego i naczelny zwierzchnik sił zbrojnych (innych dowódców pomijam). Do dzisiaj nie pojmuję, jak to udało się Putinowi zagnać tylu dowódców i ważnych polityków do samolotu, aby ich w Smoleńsku zamordować. I to tak sprytnie to zrobił, że nikt jego KGB-owców z pepeszami zaganiających polską delegację do samolotu na lotnisku w Warszawie nie zauważył.

Zyski Rosjan spowodowane katastrofą są ogromne. W żaden inny sposób nie nagłośniliby zbrodni w Katyniu na cały świat tak dobrze, jak zamachem w Smoleńsku. W żaden inny sposób nie postawiliby siebie samych pod pręgierzem opinii publicznej, jako państwo nadal podstępne i zbrodnicze.

Ma to zwłaszcza tę zaletę, że być może latami zaoszczędzą oni na przyjmowaniu ważnych zagranicznych delegacji. Bo który zagraniczny prezydent czy premier zaryzykuje „smoleńskie” lądowanie w Rosji.

Natomiast nieoczekiwanymi szczęściarzami są Amerykanie. Ich „neokonserwa” PNAC:
http://pl.wikipedia.org/wiki/PNAC
wprawdzie nie zdobyła dzięki katastrofie w Smoleńsku „absolutnej” przewagi militarnej i politycznej nad Rosją, ale rozpuszczenie po świecie podejrzeń Rosji o celowe spowodowanie katastrofy znacznie osłabi jej pozycję na arenie międzynarodowej. No bo kto będzie gadał ze zbrodniarzami.

Nigdy nie dowiemy się, jak z zamachem w Smoleńsku było naprawdę. Rosji nie uda się w sposób dla rusofobów wystarczająco wiarygodny udowodnić, że to nie ona zamach w Smoleńsku zaplanowała i przeprowadziła. Prawdziwym sprawcom zamachu ciężko będzie natomiast udowodnić, że to ich robota. W wypieraniu się ich własnych zbrodni mają oni doświadczenie. Jak było to choćby z zamachami na WTC i Pentagon. Wmówili całemu światu, że zamachy te zrobili nie potrafiący latać nawet małymi samolocikami fundamentaliści z nieistniejącej (zdaniem BBC) Al-Kaidy.

Przypuszczam, a nawet jestem pewien, że nasza polityczna „elita” łącznie z Jarosławem Kaczyńskim domyśla się (lub po prostu wie) jak było naprawdę. Ale i oni się do tego nie przyznają.

Stąd właśnie obecna zmiana „frontu”. Nasza wierchuszka (i Amerykanie) wiedzą już, że Rosji tej zbrodni nie uda się wcisnąć. Nie może też się przyznać, kto to zrobił naprawdę. W związku z tym muszą znaleźć „winnego”. Najlepiej takiego – który nie może się bronić. A więc naszych pilotów. Cyniczne, obrzydliwe, ale skuteczne.

Przy czym zadziwiła mnie nagła zmiana tonu pod adresem Kremla u Kaczyńskiego. Jego orędzie do Rosjan:
http://fakty.interia.pl/polska/news/jaroslaw-kaczynski-wyglosil-oredzie-do-rosjan,1475887,3
oprócz zwyczajowego kopania Rosji o Katyń i NKWD było jednak nieoczekiwanym zwrotem u tego rusofoba.

Jeszcze większa metamorfoza nastąpiła u Zbigniewa Brzezińskiego. Ten najbardziej antyrosyjski jastrząb w Waszyngtonie, który w 2007 roku publicznie skrytykował prezydenta Busha za jego „uległość” w sprawie tarczy antyrakietowej przeciwko Rosji:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,4202848.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Brzezi%C5%84ski_(politolog)
nagle, dwa tygodnie po orędziu do Rosjan Kaczyńskiego sam zmienił się w gołąbka pokoju, który z gałązką w dziobku nawołuje Polskę do pojednania z Rosją!
http://www.rp.pl/artykul/484137_Pojednanie__polsko_rosyjskie_zmieni_Europe_.html
Czyżby wpływ na taką zmianę u niego miały nieujawniane opinii publicznej, ale znane samemu Brzezińskiemu szczegóły śledztwa w sprawie Smoleńska? No i dlatego „biczowi na Rosję”, jastrzębiowi z Waszyngtonu – Brzezińskiemu, nagle „zmiękła rura”?

Pamiętajmy w tym miejscu – znając stan zakłamania polskich i światowych mediów najważniejszych rzeczy należy się domyślać lub czytać między wierszami.

Wrócę w tym miejscu jeszcze raz do orędzia J. Kaczyńskiego do Rosjan.

Sprawa Katynia

Czy Rosja powinna przeprosić nas za Katyń? Aby na to pytanie odpowiedzieć cofnijmy się do początków bolszewizmu i stalinizmu. Podwaliny tej ideologii wymyślił niemiecki Żyd Marks. Później utrzymywano na Zachodzie (kto to robił?) zawodowych teoretyków komunizmu. Ich herszta Lenina, o mongoloidalnych (a nie słowiańskich) rysach za wiedzą Niemców przemycono do osłabionej przegraną wojną Rosji. Jego kompanów – głównie Żydów komunistów finansowali inni Żydzi – bankierzy. Jak choćby Fritz Warburg
http://alles-schallundrauch.blogspot.com/2010/05/die-bankster-finanzierten-die.html
Po śmierci mongoloidalnego Lenina do władzy doszedł Gruzin Stalin. Szefem aparatu terroru – NKWD – kierował inny Gruzin – Beria. Założycielem poprzedniczki NKWD, Czeki był „nasz” rodak Dzierżyński. W czasach Stalina najbardziej wpływową szarą eminencją na Kremlu był inny „rosyjski” Żyd Kaganowicz. [Z tą naszością Dzierzżyńskiego sprawa jest b. niepewna – admin]
http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81azar_Kaganowicz

Na wniosku Berii o wymordowaniu polskich jeńców wojennych widnieje obok czterech innych podpisów adnotacja – Kaganowicz – „za” (a także – Kalinin – „za”). Należy też nadmienić, że w lasku katyńskim jeszcze przed wojną NKWD mordowała i grzebała tysiące ludzi, głównie Rosjan – w tym rosyjskich popów w ramach niszczenia rosyjskiej Cerkwi.

W świetle powyższych faktów powinniśmy wreszcie zrozumieć, że za Katyń powinni nas przeprosić przede wszystkim rodacy Stalina i Berii (Gruzini) oraz Kaganowicza (Żydzi), a nie Rosjanie.

A dlaczego Rosjanie nie chcą uznać zbrodni katyńskiej za ludobójstwo? Bierze się to z tej prostej przyczyny, że Rosja jest „sukcesorką” ZSRR. Jeśli więc Rosja uzna Katyń za ludobójstwo, będzie musiała liczyć się z procesami o odszkodowania. A Rosja nie ma zamiaru płacić odszkodowań za cudze zbrodnie.

Tak jak to robią idioci Polacy…

Żydzi

Bo to właśnie Polska, na wniosek PiS przegłosowała w sejmie i zgodziła się wypłacić żydowskim roszczeniowcom wielomiliardowe odszkodowania za majątki pomordowanych podczas wojny przez Niemców rodzin żydowskich:
http://www.propolonia.pl/blog-read.php?bid=142&pid=2664
Co jest absurdem prawnym, gdyż żydowscy roszczeniowcy nie są rodzinami pomordowanych, pomordowani byli obywatelami polskimi, a mordowali ich Niemcy.

Jest to tym bardziej oburzające, że w czasie tzw. transformacji żydowski agent Balcerowicz ogołocił społeczeństwo z pieniędzy, finanse oddał w łapska żydowskiej lichwy okradającej państwo polskie od tamtego czasu bezwzględnie i skutecznie do tego stopnia, że powoli stajemy się bankrutem na podobieństwo Grecji.

A największym skandalem jest to, że Polska wypłaca żydowskim roszczeniowcom odszkodowania za ofiary niemieckich zbrodni, a w samym Izraelu w szpitalach na m.in. byłych więźniach obozów koncentracyjnych żydowscy lekarze przeprowadzali „eksperymenty” medyczne. Przed rokiem informowała o tym Rzepa:
http://www.rp.pl/artykul/2,345573_Izrael__horror_w_szpitalach.html
Sprawę – jak można było przewidzieć – wyciszono.

Warto też przy tej okazji poruszyć problem wielu dygnitarzy i funkcyjnych III Rzeszy o korzeniach niekoniecznie aryjskich. Żydzi temu wściekle zaprzeczają, choć nie da się ukryć, że hitlerowcy z żydowskimi korzeniami brali bezpośredni udział w holokauście. A inni Żydzi, za Wielką Wodą, jako współudziałowcy koncernów militarnych i chemicznych na wojnie i na zagładzie Żydów zarabiali.

Przy czym, co dziwne, to jest fakt, że w miarę upływu czasu od II wojny światowej żądania roszczeniowców żydowskich nie tylko nie maleją, ale wciąż rosną. Wciąż im mało, mało, mało. Nawet to, co przyznał im już „polski” sejm i Pełniący Obowiązki Polaków „nasi” politycy, nadal ich nie zadowala. Będziemy musieli zapłacić im znacznie więcej. Być może, gdy zabraknie już głupców (poza Polską) do zaspakajania ich roszczeń i chciwości, obłożą haraczem Pigmejów, Maorysów i Eskimosów. Za to, że nie protestowali przeciwko holokaustowi…

Rusofobia

Jest ona uzasadniona, choć cechować nas powinna jeszcze silniejsza germanofobia.

Już u zarania państwa Piastów musieli nasi protoplaści bronić się przed naporem germańszczyzny z zachodu. Potem byli Krzyżacy, na ich miejsce wskoczyły Prusy. A z Rosją problemy nasze trwały mniej niż połowę tego samego przedziału czasu. Nawet pierwszy rozbiór Polski był sprawą czysto germańską. Król pruski, austriacki Habsburg i siedząca wówczas na rosyjskim tronie niemiecka księżniczka Zofia Fryderyka Augusta, znana jako caryca Katarzyna II Wielka, podzielili się polskim tortem.

A sam komunizm, bolszewizm czy stalinizm, z którymi kojarzymy Rosję miał żydowsko-niemiecki korzenie i gruzińską nadbudowę.

Pod względem zbrodniczości pomiędzy narodowym socjalizmem a stalinizmem/bolszewizmem śmiało można postawić znak równości. W stalinowskim ZSRR komory gazowe zastępowały „lodowe krematoria północy”. Jednak istnieją między tymi zbrodniczymi systemami różnice.

Rosji komunizm narzucono siłą w momencie bolszewickiego zamachu stanu, przy wydatnym udziale nie-Rosjan. Niemcy nazizm zafundowali sobie sami. Uwolnienie spod nazizmu zawdzięczają Niemcy obcym – w tym i Stalinowi. Rosja od komunizmu uwolniła się własnoręcznie. Denazyfikację Niemcom zadekretowano odgórnie. Wykonali ją niezwykle pobieżnie. Przez dziesięciolecia w powojennych Niemczech ludzie związani z III Rzeszą pełnili ważne funkcje w polityce, gospodarce, mediach, a nawet w sądownictwie. Jako przykład podać można prezydenta Bundesrepubliki w momencie zjednoczenia Niemiec, Richarda von Weizsäckera, który całą wojnę walczył w Wehrmachcie, w tym przeciwko Polsce we wrześniu 1939.

A my zarzucamy Rosjanom brak przeprowadzenia u nich dekomunizacji.

Na marginesie dodam w tym miejscu, że władze naszego sojusznika – Niemiec – nadal utrzymują w mocy dekret marszałka III Rzeszy Goeringa delegalizujący Związek Polaków w Niemczech. Ten obowiązujący nadal dekret sprawia, że Polacy nie posiadają w Niemczech statusu mniejszości narodowej. Niemcy w Polsce taki status posiadają.

Na naszą rusofobię największy wpływ miał okres polskiego stalinizmu – choć winę za niego ponosić powinna gruzińsko-żydowska mafia. Wprawdzie Rosjanie brali w tym też udział, ale – jak wiemy – karać powinno się rękę, a nie ślepy miecz. A jeszcze lepiej ukarać byłoby (gruzińsko-żydowską) głowę wydającą ręce z mieczem polecenia.

Okres postalinowski był już znośniejszy, przy czym co najmniej identyczna zależność obecnie od Brukseli nie wzbudza w nas takich emocji jak sowiecka „okupacja” do 1989 roku. Przy czym PRL przynajmniej oficjalnie udawała państwo suwerenne. Teraz tego udawać nie możemy. Nad naszą „konstytucją” góruje Traktat Lizboński.

Kłamstwo rosyjskiej agentury

W okłamywaniu nas w naszej faktycznej sytuacji prym wiodą PiS (a zwłaszcza jego Don Kichot walczący z wiatrakiem komuny – p. Macierewicz), TV Trwam, co niektóre odłamy „antykomunistycznej” opozycji, no i Stanisław Michalkiewicz. Poseł Macierewicz po zgłoszeniu kandydatury Marka Belki na szefa NBP publicznie na ekranie TV Trwam „zdemaskował” Belkę jako byłego agenta SB – w domyśle naturalnie jako nadal komucha i agenta Putina i KGB.

W tym miejscu nasuwają się dwa pytania:

Po pierwsze – dlaczego Macierewicz nie nie „zdemaskował” u o. Rydzyka w ten sam sposób nowego prymasa Polski? I dlaczego w przeszłości PiS bronił tak zażarcie Zyty Gilowskiej, co to – jak nazywa to Michalkiewicz – bez jej wiedzy i zgody…? Czyżby byli słuszni i niesłuszni współpracownicy SB?

Po drugie – jako specjalista od tajnych służb jakoś dziwnie Macierewicz nie zauważył, że już dawno, dawno temu Marek Belka się przewerbował. Nie dość, że został on dyrektorem europejskiego departamentu MFW (w pełni kontrolowanego przez amerykańsko-żydowską lichwę), to na dodatek jest też polskim „delegatem” w Komisji Trójstronnej.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Komisja_Tr%C3%B3jstronna
A tę zakładał nie Dzierżyński na polecenia Lenina, a Brzeziński na polecenie Rockefellera!

Inny były agent bezpieki – Olechowski – ojciec chrzestny PO, jest i w Komisji Trójstronnej i u Bilderberga. A były PRL-owski esbek, oficer prowadzący agenta Olechowskiego – Czempiński – duszą i ciałem oddany Amerykanom otrzymał z rąk Busha order CIA.

No, a pan Macierewicz straszy nas PRL-em, postkomuną i postsowiecką agenturą.

Do wyjaśnienia pozostaje jedynie, czy poseł Macierewicz walczący z wiatrakiem postsowieckiej agentury oszukuje i okłamuje nas świadomie, na ochotnika i za frico, czy robi to na rozkaz i za srebrniki?

Równie niezrozumiałą rusofobią karmi nas TV Trwam i RM. Kiedyś gościł tam mądry i wyważony profesor Wolniewicz. Dzisiaj zastępuje go dyżurny rusofob profesor Szaniawski. A z jego wypowiedzi jednoznacznie wynika, że Polsce zagraża jedynie Rosja.

Kłamstwo rosyjskiego zagrożenia

Rosja nie jest wolna od mocarstwowych ciągotek. Wchodząc z nią w układy należy mieć się na baczności. Ale w chwili obecnej znacznie większym zagrożeniem dla Polski są germanizacyjne i rewizjonistyczne zapędy Niemiec. Naturalnie jeśli likwidację przez Unię Polski jako państwa suwerennego na chwilę odsuniemy na bok. A także, gdy zapomnimy chwilowo, że finansowo jesteśmy rabowani non stop przez żydowską lichwę.

Angela Merkel w zeszłym roku zaapelowała o uznanie wypędzeń za bezprawne. Jakie konsekwencje prawne, finansowe, administracyjne i polityczne może ten apel mieć dla Polski – nietrudno sobie to wyobrazić.

Przy czym systematyczna germanizacjia Ziem Zachodnich trwa. Niemieckie tablice, niemieckojęzyczne szkoły, pomniki pruskich junkrów, gloryfikacja w muzeach pruskich królów i kajzerów, próby usuwania pomników Powstańców Śląskich to tylko niektóre nowsze przykłady. Dalej…

Wygrywane taśmowo przez Niemców procesy majątkowe przed polskimi sądami są na porządku dziennym. Przy czym nawet patriotyczny PiS, mający tylu prawników we własnych szeregach, w czasach jego rządów nie zrobił nic w regulacjach prawnych zabezpieczających Polskę i Polaków przed majątkowymi roszczeniami „wypędzonych”. A już całkiem ostatnio mieliśmy przymiarkę do „korekty” granicy polsko-niemieckiej na Bałtyku.
http://wsercupolska.org/joomla/index.php/pastwo/5-panstwo/2715-niemcy-nadal-zgaszaj-pretensje-do-czci-polskiego-terytorium-morskiego-.html

Podobno Stanisław Michalkiewicz oskarżył ostatnio niejakiego p. Wasiaka o chęć zainstalowania przez niego wojsk rosyjskich na zachodzie Polski. W tym wypadku Michalkiewicz minął się z prawdą, gdyż p. Wasiak takiego zamiaru nie miał. Choć z drugiej strony Polska bardziej potrzebowałaby w chwili obecnej wojsk rosyjskich na zachodzie (chroniących nas przed germanizacyjnymi zapędami Niemiec), niż amerykańską jednostkę blisko granicy z Rosją. Bo jak na razie podobnych zapędów ze strony Rosji nie widać.

A skoro już jestem przy Stanisławie Michalkiewiczu, do stosunkowo niedawna moim ulubionym publicyście… Nie pojmuję, dlaczego on nas tak notorycznie wpuszcza w maliny.

Sugeruje on np., że Rosja do spółki z Niemcami niszczy polski przemysł. Choć gołym okiem widać, że niszczenie przemysłu, stoczni, rolnictwa, to przede wszystkim robota Brukseli a nie Kremla. Duży udział mają w przejmowaniu naszego majątku Niemcy. Niemieckich firm, spółek, sklepów jest coraz więcej. Ale rosyjskich firm, spółek i sklepów na naszym rynku nie przybywa. Nawet gaz łupkowy nie wpadł w łapska Gazpromu, a w rączki sojuszników.

Straszenie Polski ruską agenturą (ulubione zajęcie p. Michalkiewicza), skupioną rzekomo wokół WSI jest po prostu albo naiwne albo nieuczciwe. Resztka z tego, co zostało z naszej armii (którą ostatecznie zniszczono pod nadzorem naczelnego zwierzchnika sił zbrojnych, prezydenta Kaczyńskiego), włącznie z wojskową informacją w komplecie znajduje się pod kontrolą wywiadów zachodnich. Bo kto chce dzisiaj robić w wojsku karierę, musi mieć dobre kontakty w Waszyngtonie, Brukseli, Berlinie, no i w Telawiwie (naszym strategicznym partnerze według życzenia L. Kaczyńskiego). Niedobitki z tych, którzy nie dali się nowym, NATO-wskim sojusznikow przewerbować, wyleciało na zbitą buzię za sprawą inkwizytora Macierewicza. Dziwne więc, że p. Michalkiewicz nadal straszy nas agenturą GRU, której wśród naszych wojaków już po prostu nie ma.

Nie inaczej jest z „zimnym czekistą” Putinem.

Pan Michalkiewicz wie doskonale, że utworzone w 1954 roku KGB w czasach Putina niewiele przypominało Czekę czy NKWD. Tak jak SB niewiele przypominała poprzedniczkę – UB. Owszem, zdarzały się KGB-owcom i SB-kom mordy polityczne, ale były one sporadyczne, były wyjątkiem od reguły a nie codzienną praktyką i regułą. Jeśli się porówna wpisy w polskiej i niemieckiej wikipedii o CIA i KGB
http://pl.wikipedia.org/wiki/KGB
http://de.wikipedia.org/wiki/KGB
http://pl.wikipedia.org/wiki/CIA
http://de.wikipedia.org/wiki/CIA
odniesie się wrażenie, że pod względem rozmachu, wpływów o zasięgu globalnym i ilości udanych zamachów, puczy i przewrotów KGB w porównaniu do CIA to pętaki.

A sama metoda działania CIA najczęściej była po prostu zbrodnicza. W takiej np. operacji Mkultra:
http://de.wikipedia.org/wiki/MKULTRA
mamy makabryczne zbrodnie – faszerowanie ludzi narkotykami, truciznami, chemikaliami, gazem, zarazkami. Stosowano na ludziach wstrząsy elektryczne, operacje, porywano do tych „eksperymentów” ludzi, wykorzystywano nawet dzieci.
http://de.wikipedia.org/wiki/MKULTRA#Aktivit.C3.A4ten
W „eksperymentach” pomagali CIA niedawni „lekarze” z niemieckich obozów koncentracyjnych. Ludzi mordowano (Frank Olson) inscenizując „samobójstwa” (być może nasi „samobójcy” w aresztach to ta sama szkoła). „Badania” przeprowadzano na uniwersytetach, w szpitalach, więzieniach i nie wymienionych z nazwy „ośrodkach badawczych”.

A później mieliśmy (rok 1972) nielegalne niszczenie dokumentów (a więc zacieranie śladów zbrodniczej działalności własnej „firmy”) na rozkaz ówczesnego szefa CIA, Richarda Chelmsa. Były też przykłady pomocy w zacieraniu śladów ze strony ówczesnego szefa sztabu Białego Domu Richarda Chenneya i ministra obrony Donalda Rumsfelda.

A jeszcze później podejrzany „wypadek” – utonięcie innego byłego szefa CIA, Wiliama Colby – krótko po tym, gdy dowiedział się on, że ma zeznawać przed prokuraturą w sprawie śmierci Olsona.

I pomyśleć tylko, że szefem takiej zbrodniczej firmy był m.in późniejszy prezydent USA, Bush senior. Ale jego p. Michalkiewicz zimnym CIA-kistą nie nazywa. Jego syna też nie. A ten inscenizując zbrodnicze zamachy z 11/9 zapewne z doświadczeń ojca korzystał.

Na niekorzyść Putina ma przemawiać to, że był on podrzędnym oficerem operacyjnym zajmującym się w NRD werbunkiem agentów. Nie był jednak szefem tak zbrodniczej jak CIA instytucji. Dziadek Putina (dodatkowy „dowód” jego komuchowości) był kucharzem u Rasputina, Lenina i Stalina…
A za to dziadek Busha juniora, Prescott Bush dorabiał się m.in. na nielegalnej współpracy z III Rzeszą, zarabiając nawet na niewolniczej pracy więźniów obozów koncentracyjnych.
http://de.wikipedia.org/wiki/Prescott_Bush
Ale ponieważ USA to nasz nowy Wielki Brat, to o takich drobnostkach zapominamy.

O tym nie poinformuje nas ani PiS, ani poseł Macierewicz, ani o. Rydzyk. Ani nawet pan Michalkiewicz. Dla niego nadal groźny jest przede wszystkim zimny czekista Putin.

A o wspólnych naradach w fundacji żydowskiego „filantropa” Sorosa liderów PiS, PO, a nawet postkomuchów nie poinformuje nas nikt, poza szperaczami w internecie.
http://www.propolonia.pl/blog-read.php?bid=142&pid=2467

A i o tym, że 3 czerwca rozpoczyna się w Hiszpanii nadzwyczajnie wydłużone spotkanie Bilderberga, też się z mediów nie dowiemy. Nie powie o tym bogobojna i prawdomówna TV Trwam, nie zdemaskuje tego Macierewicz. Chyba nawet nie napisze o tym Michalkiewicz. On tropi zimnego czekistę…

Nie ma innego wyjścia. Będę musiał napisać coś o Bilderbergach i jak to było z Komisją Trójstronną…

Andrzej Szubert, http://fronda.pl/

Posted in Me(r)dia, Polityka | 41 Komentarzy »

Antyrosyjskość wspomagana manipulacjami

Posted by Marucha w dniu 2010-05-29 (Sobota)

Dzisiejszy (27.05.10) Nasz Dziennik ogłasza w swoim stylu –
„Amerykanów szokuje postawa rządu Donalda Tuska. „WSJ”: Wierzyć w dobrą wolę Kremla to naiwność”.
I dalej:
Dziennik „Wall Street Journal” mianem „naiwności” określił wiarę obecnych władz Polski w dobrą wolę Moskwy w wyjaśnianiu wszystkich okoliczności katastrofy prezydenckiego samolotu”.

Chodzi o tekst, który ukazał się w Wall Street Journal 25.05.10. Jest zupełnie jasnym, jakie wrażenie ma wywołać takie postawienie sprawy przez autora ND Ł. Sianożęckiego.

Niestety, sprawa nie jest taka prosta, jak się to ND wydaje. Wystarczy sprawdzić stronę WSJ. I co się okazuje? Autorem tekstu, który jest omówieniem listu byłych dysydentów z czasów ZSRR i krytyków obecnych władz Rosji, jest… polski dziennikarz Marcin Sobczyk. Więcej, opinie, na które powołuje się p. Sianożęcki pochodzą z listu dysydentów, natomiast p. Sobczyk, od siebie, jedynie relacjonuje panujące poglądy i nastroje. Żadnych amerykańskich opinii nie cytuje, ani nie przesądza o słuszności, czy niesłuszności treści zawartych w liście dysydentów. [tekst na tablicy mówi dosłownie – „Jak ważna jest etyka w dzisiejszym społeczeństwie?”;] Przykład: „According to the letter, rapprochement with the current Russian authorities is more important for the Polish government that determining the truth about the plane crash”, co znaczy, że zdaniem autorów listu zbliżenie z obecnymi władzami Rosji jest dla polskiego rządu ważniejsze niż ustalenie prawdy o katastrofie lotniczej. Tymczasem ND podaje: „Amerykański dziennik zauważa, że dla aktualnego rządu w Polsce ważniejsze wydaje się być zbliżenie z Kremlem, niż doprowadzenie do całkowitego wyjaśnienia przyczyn katastrofy”. I tak dalej w tym stylu.

Tak więc, M. Sobczyk relacjonujący list dysydentów, bynajmniej nie amerykańskich, urósł do rangi zszokowanych Amerykanów, zadziwionych naiwnością polskiego rządu…

A w tym samym numerze mamy inny tekst – „Przeciw podwójnej moralności”. No, cóż, może nie wszyscy rozumieją o co z tą etyką chodzi… I w ogóle, co zrobić z tymi krowami Kalego… Co do samych dysydentów (Aleksander Bondariew, Władimir Bukowski, Wiktor Fajnberg, Natalia Gorbaniewska i Andriej Iłłarionow) – zwłaszcza pan Bukowski, to od dawien dawna przyjaciel polskich rusofobów, pozostali też nie są obcy. Jakoś tak przypadkowo się składa, że występują z listem otwartym, którego tezy i argumentacja pokrywają się z publicystyką Gazety Polskiej, Naszej Polski, Głosu, samego Naszego Dziennika etc. Przykro mi, ale wygląda to jak tekst na zamówienie.

Wracając jeszcze na chwilę do WSJ. Załóżmy, że to jednak Amerykanie. No, to dopiero byłaby naiwność ze strony ND! Biorąc pod uwagę jak wodził nas i sprzedał w końcu Roosevelt, to dzisiejsze zapatrzenie w USA (i w ogóle Anglosasów) wiadomych kręgów jest naiwnością piramidalną.

Adam Smiech, http://www.jednodniowka.pl/news.php?readmore=288

Posted in Me(r)dia, Polityka | 41 Komentarzy »

Rosyjska agentura wprowadza do Polski pedalskie „małżeństwa”

Posted by Marucha w dniu 2010-05-29 (Sobota)

We wtorek europarlament zajmie się skargą polskich homo-ideologów

Kampania Przeciwko Homofobii żali się w Brukseli na polskie urzędy stanu cywilnego, które nie chcą im wydawać zaświadczeń potrzebnych do zawierania homo-związków za granicą. Skargę KPH wniosła jeszcze w poprzedniej kadencji.

Rozpatrzenie skargi stało się możliwe dopiero, gdy zmieniły się władze Komisji ds. Petycji. W poprzedniej kadencji protesty polskich homo-agitatorów blokował ówczesny szef komisji, Marcin Libicki z PiS. Uznał wtedy, że sprawy wydawania zaświadczeń nie są regulowane przez unijne prawo, więc euro deputowani nie mają podstaw do rozpatrzenia skargi.

Jak wyjaśnia KPH, chodzi o to, że urzędnicy, gdy przychodzi się do nich po zaświadczenie, pytają z kim dana osoba chce zawrzeć związek małżeński. I kiedy słyszą, że jest tej samej płci, nie chcą dać zaświadczenia. Homoseksualistów wspiera lewica.
– To nasza sprawa z kim chcemy się żenić, urzędnika nie powinno to ciekawić – ucina posłanka Lidia Geringer de Oedenberg (SLD).

Według deputowanej SLD są szanse, by europarlament przyznał rację homoseksualistom. A co wg posłanki lewicy jest ich atutem?
– Petycja po wejściu w życie Traktatu z Lizbony ma większe szansę, są tez inne nowe akty prawne, na których KPH może się opierać – podkreśla de Oedenberg.

mm/TVP Info
Za http://www.bibula.com/?p=22236

Naszym zdaniem jest to typowy przejaw działania agentury rosyjskiej, która poprzez Brukselę i Telawiw legalizuje działania uważane zawsze za kryminalne, a przynajmniej nikczemne i odrażające.

Posted in Kultura | 19 Komentarzy »

Kolej pogrążona w chaosie

Posted by Marucha w dniu 2010-05-29 (Sobota)

Zdezorientowani podróżni, brak rzetelnej informacji, wstrzymana część pociągów i przepraszający minister. A to wszystko za sprawą decyzji władz przedsiębiorstwa zarządzającego torami. Bez uprzedzenia, bez zmian w rozkładzie jazdy, postanowiono w drastyczny sposób wyegzekwować należności od spółki organizującej przewóz. Jest to decyzja bez precedensu, aby właściciel torów sam ograniczał ruch, który się na nich odbywa. Biurokratyczna arogancja, a nie poczucie służby dały znać o sobie. Boleśnie lekceważąc prawa podróżnych silnie uderzono w wizerunek polskich kolei. Satysfakcję z tego może mieć jedynie zagraniczna konkurencja, która przygotowuje się do wejścia na nasz rynek szerokim frontem.

Źródło konfliktu

Przyczyną tego zamieszania jest nieudolnie przeprowadzona reforma spółki Przewozy Regionalne. Istotą zaplanowanych zmian było oddłużenie i przekazanie tego przedsiębiorstwa na własność samorządom wojewódzkim. Zgodnie z regulacjami wynikającymi z prawa Unii Europejskiej dofinansowywanie tego rodzaju przewozów jest wyłączną kompetencją województw. Zamiar, aby dotowanie i własność spółki były w tym samym ręku jest słuszny. W takich warunkach łatwiej się gospodaruje i lepiej dopasowuje się potrzebny rozkład jazdy do miejscowych potrzeb.

Popełniono jednak kilka istotnych błędów przy wprowadzaniu reformy w życie. Po pierwsze nie zrealizowano podstawowego warunku, czyli nie oddłużono do końca Przewozów Regionalnych. Państwo wyłożyło prawie 2,4 mld zł na pokrycie starych zobowiązań z czasów, gdy odpowiedzialność za przedsiębiorstwo ponosił rząd. Został jednak mały ogon w postaci 136 mln zł. W świetle całego długu wydawało się to drobnostką, ale nowi właściciele nie czuli się zobowiązani do jego pokrycia i na starcie stał się on kulą u nogi.

Drugim błędem było przekazanie Przewozów Regionalnych samorządom bez uzgodnienia z nimi planu rozwoju. Nie wiadomo więc co ta firma ma robić. Jak ma się przekształcać i do czego zmierzać.

Trzecim i chyba największym błędem było zabranie z Przewozów Regionalnych części połączeń nazywanych w języku fachowym przewozami międzywojewódzkimi. Są to tanie pociągi, których trasa biegnie przez trzy albo więcej województw. Obsługiwanie tego typu połączeń było źródłem znacznych dochodów. Pozbawiając spółkę wpływów z tego tytułu osłabiono ją finansowo.

„Dzika konkurencja” na torach

Połączenia międzywojewódzkie zostały przeniesione do innego podmiotu – PKP InterCity, sztandarowego polskiego przewoźnika pasażerskiego. Był on przygotowywany do wejścia na giełdę, skąd miał pozyskać znaczne środki finansowe na inwestycje, w tym zwłaszcza zakup nowoczesnego taboru. Wyposażenie tej spółki w nową flotę jest warunkiem skutecznego konkurowania na otwartym europejskim rynku.

Charakter tych połączeń nie pasował do tych planów. Przejęto bowiem nie tylko nowe pozycje w rozkładzie jazdy, ale również dodatkowe przestarzałe wagony i lokomotywy wraz z zapleczem technicznym oraz nowymi pracownikami. To wszystko tworzy znaczne koszty. W ten sposób na skutek jednej błędnej decyzji administracyjnej spółka z dochodowej stała się deficytowa.

Do tego doszła rywalizacja z Przewozami Regionalnymi, które po utracie dotychczasowych połączeń utworzyły nowe pod łączną nazwą InterRegio. Dysponowały bowiem taborem i pracownikami. Zamiast pociągi przekazać na złom, a pracowników zwolnić postanowiono słusznie spróbować znaleźć dla nich zajęcie.

Ta decyzja stworzyła kolejne pole napięć. Uruchomienie pociągów InterRegio sprawiło, że przekazane wcześniej do PKP InterCity połączenia międzywojewódzkie okazały się jeszcze bardziej deficytowe niż pierwotnie zakładano. Oba przedsiębiorstwa weszły na drogę wielomiesięcznej, ostrej rywalizacji uderzającej w rachunek ekonomiczny.

Mediacji podejmowali się m.in. posłowie z komisji infrastruktury. W trakcie prowadzonych przez nich rozmów, zarysowała się koncepcja kompromisu, w postaci wspólnej oferty w segmencie tanich przewozów międzywojewódzkich, zaproponowanej przez obu przewoźników. Ale Ministerstwo Infrastruktury i zarząd PKP SA stały się jedną ze stron konfliktu i kompromisu nie chciały. Ich intencją było narzucenie własnej woli nie licząc się z konsekwencjami. Ponieważ zarządca torów jest własnością państwa, to za jego pośrednictwem starano się wymusić na Przewozach Regionalnych rezygnację z pociągów InterRegio. Nie mogąc tego uzyskać sięgnięto po drastyczne rozwiązanie w postaci zatrzymania pociągów pod pretekstem egzekucji należności.

Jak wyjść z tej sytuacji?

Powstały gorszący konflikt jest kompromitacją osób nadzorujących i kierujących polskimi kolejami. Dla umożliwienia wyjścia z twarzą z tej awantury powinny się one podać do dymisji lub zostać odwołane. Minister infrastruktury Cezary Grabarczyk przepraszając za zaistniały bałagan słusznie wziął odpowiedzialność na siebie. Ale powinien zrobić porządek na zapleczu i wyraźnie sformułować plan wyjścia z kryzysu.

Wydaje się, że powinno się wrócić do podstawowych założeń przeprowadzonej reformy. Wskazać, które zostały błędnie przyjęte i spróbować je naprawić. Trzeba też pilnie opracować plan ratunkowy zarówno dla Przewozów Regionalnych, jak i dla PKP InterCity. Spółka ta znajduje się w cieniu całego zamieszania, ale jest największą ofiarą nieudanej reformy w Przewozach Regionalnych. Pogrąża się w długach i nie jest w stanie podejmować konkurencji z firmami zagranicznymi. Zwłaszcza z obecnymi już w Polsce, w postaci zalążkowej, kolejami niemieckimi.

Przetarg na zakup 20 nowoczesnych pociągów dalekobieżnych, finansowany w znacznej części przez środki unijne, został odłożony, gdyż PKP IC nie ma możliwości pokrycia niezbędnego wkładu własnego.

Na powstałym zamieszaniu tracą podróżni, polskie koleje, pracownicy, zarówno zajmujący się torami, jak i obsługą pociągów, bo ich miejsca pracy są zagrożone. Jedynym beneficjentem tego stanu rzeczy może być konkurencja zagraniczna.

Można to jednak w miarę szybko zmienić. Potrzebna jest jedynie pozytywna wola działania.

Bogusław Kowalski
Artykuł ukazał się w tygodniku „Niedziela” nr 21/2010

Posted in Gospodarka | 38 Komentarzy »

Zawracanie Dniepru kijem

Posted by Marucha w dniu 2010-05-29 (Sobota)

Po szaleństwach, będących rezultatem tzw. pomarańczowej rewolucji, na której najwięcej straciła Ukraina, przed krajem tym otworzyły się perspektywy mozolnego wychodzenia na prostą, gdy prezydentem tego kraju został Wiktor Janukowycz. Co charakterystyczne, już w pierwszych dniach nowych władz sądy ukraińskie cofnęły tytuł Bohatera Ukrainy Stefanowi Banderze i Kłymowi Sawurowi, których to nazwiska krwawo zapisały się na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej, a co stanowiło policzek wymierzony Polsce i pohańbienie zamordowanych przez OUN-UPA Polaków. Prócz tego w Kijowie została zorganizowana wystawa obrazująca zbrodnie UPA na ludności polskiej i żydowskiej. Jak się okazuje, z tego stanu rzeczy są niezadowoleni nie tylko pogrobowcy Bandery, ale również niektórzy polscy „intelektuele”..

Jerzy Pomianowski - Birnbaum

Do nich zalicza się m.in. Jerzy Pomianowski (Birnbaum) – pisarz, publicysta i scenarzysta, który opuścił Polskę w 1968 r., a wrócił w 1994 r. Wydaje on miesięcznik „Nowaja Polsza” skierowany do inteligencji rosyjskiej. Podczas pobytu zagranicą współpracował m.in. z Jerzym Giedroyciem i jego paryską „Kulturą”. [Zarazem p. Pomianowskiemu przynależą takie określenia, jak stary stalinowiec, polonofob, przedwojenny bolszewicki agent, nagrodzony Orderem Odrodzenia Polski [!] przez innego Żyda, Izaaka Stoltzmana – admin].

Na temat sytuacji na Ukrainie, stosunków ukraińsko-polskich i ukraińsko-rosyjskich udzielił on wywiadu „Rzeczpospolitej” (z 24.04.2010 r.), z którego dowiadujemy się rzeczy zdumiewających. Pomianowski mówi: „Te trzy procent, o które wyborców Janukowycza było więcej niż wyborców prozachodniej pani Tymoszenko, to byli ludzie, którzy dowiedzieli się o kampanii szczucia przeciwko ukraińskim narodowcom. Od rocznicy rzezi wołyńskiej w 2003 r. prowadzą ją nasi rodzimi szowiniści”.

Mniejsza o to na jakiej podstawie Pomianowski twierdzi, że owe trzy procent, kierowało się właśnie tymi a nie innymi motywami. O wiele ważniejsze jest to, że wydawca „Nowoj Polszi” przechrzcił resztki morderców z OUN-UPA i ich pogrobowców na „ukraińskich narodowców”. Tak jakby nie wiedział, że bandy UPA, Służby Bezpeky i SS-Galizien w sposób bestialski wymordowały co ok. 200 tys. Polaków oraz dziesiątki tysięcy obywateli polskich innych narodowości, w tym Ukraińców, którzy nie chcieli z nimi współpracować w wyrzynaniu polskich sąsiadów. To dla niego „narodowcy”. Ci natomiast, którzy walczą o prawdę o tym ludobójstwie, to dla Pomianowskiego „nasi rodzimi szowiniści”. Odnosi się to do Polaków, którzy dokonują badań naukowych nad ludobójstwem banderowskim dokonanym na Kresach Wschodnich; tych, którzy zwalczają kłamstwa i oszczerstwa współczesnych ukraińskich szowinistów; setek tysięcy Kresowian, którzy przeżyli hekatombę lat 40. i ich potomków. Trzeba albo wyjątkowej niewiedzy historycznej (o co trudno posądzić Pomaniowskiego), albo wyjątkowo zaciekłego banderofilstwa. To nie kampania szczucia, ale walka o prawdę historyczną, do fałszerzy której Pomianowski się przyłącza. [Niekoniecznie musi chodzić o banderofilstwo. Antypolskie szumowiny bowiem zawsze stają po stronie wrogów Polski, kto by to nie był – wyłącznie na zasadzie szkodzenia krajowi, którego chleb jedzą. – admin]

Ludziom tym, z reguły pracującym społecznie Pomianowski zarzuca, że „kampania ta podcinała nogi prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i jego proukraińskiej polityce. A to właśnie jego zwolennicy w prasie i telewizji byli zwolennikami akcji godzącej w polski interes narodowy”. Voila! Polski interes narodowy ma więc – według Pomianowskiego – polegać na przemilczaniu zbrodni trzeciego ludobójstwa (obok niemieckiego i sowieckiego) dokonanego na Polakach. Na przemilczaniu faktu stawiania pomników mordercom Polaków, takim jak Stefan Bandera czy Kłym Sawur. Na tym, że na Ukrainie w okresie rządów prezydenta Wiktora Juszczenki i premier Tymoszenki publikowano mapy, na której granice Ukrainy sięgają po Krynicę. Na tym, że mniejszość ukraińska cieszy się w Polsce wyjątkowymi przywilejami, o jakich nie mogą marzyć Polacy mieszkający na Ukrainie. Natomiast finansowane przez polskiego podatnika ukraińskojęzyczne „Nasze Słowo” zieje nienawiścią do Polski i Polaków i wysławia zbirów z UPA.

A jeśli chodzi o śp. Lecha Kaczyńskiego, to – nie wdając się w analizę jego polityki ukraińskiej – warto przypomnieć, że wydał on oświadczenie krytykujące nadanie tytułów bohatera Ukrainy Banderze i Sawurowi. W sumie mamy tu do czynienia z mieszania półprawd i perfidnych kłamstw.

Wbijanie klina

A co o polityce Rosji mówi człowiek uznawany również za eksperta ds. rosyjskich? „Nowy układ ukraińsko-rosyjski jest właśnie układem wasalnym. Zarówno ze względu na jego długoterminowość, jak i przedmiot układu, którym są surowce strategiczne” – stwierdza kategorycznie Pomianowski. Sprawę przedłużenia stacjonowania floty rosyjskiej na Krymie ocenia następująco: „To wydaje mi się drugorzędne. Należy to raczej do spaw prestiżowych, mających potwierdzić materialne i polityczne uzależnienie Ukrainy od Rosji. Nie oznacza to jednak, że sprawę floty należy lekceważyć”. Jakoś „zapomniał” powiedzieć, że Rosja na mocy wspomnianego traktatu sprzedaje Ukrainie gaz po wyjątkowo preferencyjnej cenie. Przewiduje wreszcie, że „jeżeli Janukowycz dalej będzie szedł tą drogą, to Ukraińcy utrącą go jeszcze przed upływem kadencji”. Z jego słów i ocen przebija bardzo wyraźnie tęsknota za polityką probanderowskiego duetu Juszczenko-Tymoszenko oraz chęć wbicia klina między Rosję a Ukrainę. To prawda, nie jest on wpływowym politykiem i jego oceny nie mają siły sprawczej, ale Rosjanie uważnie analizują, co kto na temat ich polityki mówi. Z pewnością takie wypowiedzi nie przysporzą nam zwolenników u naszego wschodniego sąsiada [Miejmy nadzieję, że Rosjanie oleją parchaty bełkot „Pomianowskiego”. – admin]

Szlakiem polityki prometejskiej

Paradoks historii sprawił, że po tragedii smoleńskiej powstały warunki ułożenia normalnych dobrosąsiedzkich stosunków między Rosją a Polską. Taką okazję historia oferuje tylko raz. Okazję tę i potrzebę zrozumiał również Jarosław Kaczyński, którego – używając eufemizmu – o rusofilstwo posądzić nie można. Jego przesłanie do narodu rosyjskiego i władz Rosji taką możliwość stwarza. Nie trzeba być wybitnym analitykiem politycznym, by stwierdzić, że dotychczasowa polityka wschodnia III RP (o ile można ją nazwać polityką) zbankrutowała doszczętnie. Powielanie wzorców polityki prometejskiej z początków ubiegłego wieku, w której Ukraina odgrywała rolę zasadniczą, ale i wspieranie Gruzji w jej konflikcie z Rosją, nieprzytomne ataki na prezydenta Łukaszenkę kosztem polskiej mniejszości na Białorusi, i wiele innych nieprzemyślanych posunięć nie przyniosło Polsce nic. Przeciwnie traciliśmy nie tylko na Wschodzie, ale i na Zachodzie, chcącym spokojnie robić interesy z Rosją – i gospodarcze i polityczne.

Dlatego też nasza polityka wschodnia nie otrzymała poparcia Unii Europejskiej, a i Stany Zjednoczone zmieniły zasadniczo podejście do Rosji. Zostaliśmy więc sami z kompleksem antyrosyjskim. Tymczasem istnieją w Polsce ludzie nie rozumiejący konieczności normalnych stosunków z Rosją. Im właśnie zależy, aby Ukraina wróciła na juszczenkowskie szlaki, a Polska na szlaki prometejskie. Powstaje pytanie cui bono? Bo w przypadki w polityce trudno uwierzyć.

Zbigniew Lipiński

Notka o Jerzym Pomianowskim

Urodził się w 1921 r. zasymilowanej rodzinie żydowskiej, jako syn Stanisława Pomianowskiego (zm. 1959) – technika włókiennika i Janiny z domu Kliger (zm. 1960) – nauczycielki języka polskiego. Jest wnukiem chazana i kompozytora Abrahama Bera Birnbauma (1865-1923) oraz bratankiem aktorki Heleny Gruszeckiej (1901-1982) i publicysty Mieczysława Birnbauma (1889-1940).

W latach 1944-1946 redaktor PAP Polpress w Moskwie. Publikował m.in. w „Nowych Widnokręgach” (organie Związku Patriotów Polskich). W 1946 jako repatriant wrócił do Polski. Wstąpił do PZPR. W tym samym roku wyjechał do ZSRR jako korespondent prasowy. W 1947 ukończył I Instytut Medyczny w Moskwie. W latach 1947-1951 był kierownikiem Samodzielnego Referatu Prasy i Propagandy Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia (u ministra Tadeusza Michejdy). W latach 1951-1958 kierownik działu teatralnego tygodnika „Nowa Kultura”, a w latach 1953-1957 wykładowca na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Publikował m.in. w tygodniku „Świat”.

Z Polski wyjechał w 1969 roku. Do Polski wrócił w 1994. Współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”, „Gazetą Wyborczą” i „Rzeczpospolitą”. Z inspiracji Jerzego Giedroycia założył w 1999 i redaguje miesięcznik „Nowaja Polsza”.

Za „Nowa Myśl Polska”

Posted in Polityka | 7 Komentarzy »

Polscy eksperci: do tragedii doszło z powodu awarii steru wysokości

Posted by Marucha w dniu 2010-05-28 (Piątek)

Polscy eksperci: do tragedii doszło z powodu awarii steru wysokości; możliwe, że celowo zablokowanego
Za: http://www.bibula.com/?p=22177

Grupa kilkudziesięciu pilotów cywilnych i wojskowych dokonała samodzielnej analizy ostatniej fazy lotu prezydenckiego Tu-154. W ich opinii, załoga nie próbowała lądować na lotnisku w Smoleńsku, a do tragedii doszło z powodu awarii steru wysokości. Takiego zdania jest reprezentujący lotników dr Tadeusz Augustynowicz, oficer Wojsk Lotniczych, koordynator lotnisk wojskowych, wieloletni pracownik LOT.

W ocenie dr. Augustynowicza poznane dotąd okoliczności katastrofy samolotu Tu-154M oraz wzbudzający kontrowersje przebieg śledztwa wskazują, że winnymi wypadku z 10 kwietnia br. nie są polscy piloci. Zawiodła rosyjska maszyna, a konkretnie jej blok sterowania. Niestety, kluczowe informacje na ten temat nie są ujawniane opinii publicznej. Grupę pilotów wzburzył fakt, że zaraz po katastrofie założono, że Tu-154M był sprawny technicznie, a winą za spowodowanie katastrofy usiłowano obarczyć pilota Arkadiusza Protasiuka, przypisując mu szkolne błędy.

Z ustaleń rosyjskiego MAK wynika, że autopilot Tu-154M wyłączony został dopiero na 5,4 s przed katastrofą, a TAWS (EGPWS) ostrzegał pilotów na 18 s przed uderzeniem w pierwsze drzewo.

– Komisja zapomniała jednak o najważniejszym szczególe: prędkości samolotu. W Tu-154M regulacja wysunięcia podwozia zależy od prędkości i jest automatyczna. Na zdjęciach z katastrofy widać, że koła nie są wypuszczone pod kątem 90 stopni, lecz mniejszym. Jest to 3 z 5 stopni wypuszczenia podwozia, który świadczy o prędkości 360-380 km/h, tymczasem lądowanie odbywa się przy prędkości maksymalnie 250-270 km/h – wyjaśnia w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” Augustynowicz. Jeśli zatem samolot miałby podchodzić do lądowania – jak sugerują śledczy – to dlaczego leciał tak szybko? W ocenie grupy pilotów, kapitan Protasiuk zdawał sobie sprawę z warunków pogodowych w Smoleńsku, znał też samo lotnisko i nie podejmował ryzyka.

– Kapitan postępuje bardzo rozważnie, najpierw wykonuje co najmniej dwa kręgi nad pasem (tzw. oblot), a dopiero później decyduje się podejść do lądowania. Podchodzi do tego profesjonalnie: sam, osobiście komunikuje się z wieżą, pomimo że zwykle robi to nawigator albo drugi pilot. Piloci rozpoczynają ścieżkę zniżania 10 km od progu pasa startowego, na wysokości 500 metrów. Cały czas działają niezwykle ostrożnie, znając komunikaty pogodowe i wiedząc od załogi jaka o problemach lądującego wcześniej Iła-76 – sugerują piloci. Według nastaw autopilota samolot co 2 km miał się zniżać o 100 m, a na wysokości 100 m w odległości 2 km od pasa miała zapaść decyzja o tym, czy lądować. Jeśli tak – piloci przeszliby na ręczne sterowanie. Tak się nie stało. Za to po “wyrzuceniu” podwozia doszło do usterki steru wysokości.

Tu-154M miał już wcześniej problemy z blokiem sterowania, który uległ awarii na Haiti w styczniu br. (blok ten był wymieniany w czasie zakończonego w grudniu 2009 r. remontu samolotu w zakładach w Samarze). Samolot powrócił do kraju dzięki działaniom pilotów, którzy naprawili usterkę. Po tym incydencie blok powinien być wymieniony przez techników specpułku. Czy tak się stało? Czy w Smoleńsku nowy blok mógł ponownie nawalić?

O to, jak przebiegała naprawa, zapytaliśmy rzecznika Sił Powietrznych. Czekamy na odpowiedź.

Wątpliwości mogłaby rozwiać analiza systemu sterowania podwoziem i powiązanych z nim przewodów. W ocenie Augustynowicza, usterka mogła być spowodowana awarią hydrauliki samolotu lub bloku sterowania. Teoretycznie do zablokowania steru wysokości mogłoby dojść także w sposób samoistny (co rzadko się zdarza) lub na skutek celowego działania (to stosunkowo prosta konstrukcja umożliwiająca blokadę sterowania po wypuszczeniu podwozia).

Walczyli do końca

W pierwszej fazie lotu z uszkodzonym sterem piloci jeszcze nie zdają sobie sprawy z zagrożenia. – Schodzą nieco za szybko, pod zbyt dużym kątem. Kapitan Arkadiusz Protasiuk nie może wiedzieć, dlaczego tak się dzieje, ale woli dmuchać na zimne. Już na 3 km przed progiem pasa decyduje się zrezygnować z lądowania. Kapitan przekręca gałki sterowania autopilotem, ustawiając maksymalną prędkość i wysokość. Autopilot sterujący ciągiem silników ustawia je na moc startową, a więc maksymalną – uważają piloci.
Warto zaznaczyć, że ostatnie doniesienia mediów potwierdzają, że na wysokości 80 m miała paść komenda: “odchodzimy”, jednak samolot nadal się zniżał. Tu pojawiają się oskarżenia wobec pilotów, że stało się to poniżej tzw. wysokości decyzji. Tymczasem według dokumentacji lotniska Siewiernyj ta wysokość to 70 metrów. Komenda padła więc w dobrym czasie. “Nasz Dziennik” dotarł do osób dysponujących dowodami potwierdzającymi, że decyzja kapitana o rezygnacji z lądowania zapadła około pół minuty przed katastrofą – wówczas mjr Protasiuk miał wyraźnie zakomunikować: “Nie. Nie siadamy”.

– Kapitan Protasiuk poleca nawigatorowi ustawić autopilota tak, aby następny “way-point” (punkt na trasie) znajdował się po przeciwległej stronie pasa – oceniają piloci. Jednak niesterowna maszyna nie pozwoliła na realizację zamierzeń załogi. Samolot się nie wzniósł. W tej chwili ziemia była jeszcze niewidoczna, a samolot gwałtownie przyspieszał. Świadkowie obecni w okolicach lotniska mówili o dziwnym dźwięku silnika – pracującego na maksymalnych obrotach.

Dużą prędkość samolotu potwierdzają też relacje smoleńskich kontrolerów, którzy usprawiedliwiali swoją późną reakcję na wydarzenia właśnie szybkim biegiem wydarzeń. Dodatkowo z lektury akt śledztwa – o czym mówił mecenas Rafał Rogalski – wyłania się obraz nierzetelnych działań obsługi naziemnej w Smoleńsku.

Jak MAK dezinformuje

Po analizie strzępów informacji na temat katastrofy grupa pilotów wytknęła MAK elementy, które nie pasują do obrazu katastrofy serwowanego opinii publicznej. Jak zauważają, przyczyną katastrofy nie mógł być sugerowany błąd pilota, bo w chwili gdy samolot znalazł się na kursie kolizyjnym z ziemią, kierował nim autopilot. Ponadto piloci nie chcieli lądować na smoleńskim lotnisku już kilkadziesiąt sekund przed katastrofą – inaczej dużo wcześniej wyłączyliby autopilota, gdyż ostatnia faza podchodzenia do lądowania odbywa się ręcznie. Także analiza działania systemu TAWS wskazuje, że nie mógł on przekazać pilotom informacji: “Terrain Ahead! Pull up!”, ponieważ w tym momencie teren nie był jeszcze przed pilotami, a co więcej, ten tryb ostrzegania był wyłączony przed lotem; gdyby – wbrew instrukcji – był on włączony, zabrzmiałby kilka kilometrów wcześniej.

Piloci wskazują też, że nie może być prawdą to, jakoby piloci nie posiadali danych nawigacyjnych lotniska – nie mieli ich na kartce, ale były one w komputerze nawigatora. W przeciwnym razie autopilot nie rozpocząłby ścieżki zniżania. Jak zauważają piloci, informacje rosyjskich śledczych na temat stanu ciał pasażerów tupolewa wskazują, że działała na nie ogromna siła – a to potwierdza dużą prędkość samolotu – niemożliwą do osiągnięcia w ciągu 5 s przy założeniu prędkości początkowej w granicach 250 km/h.

Wśród ważnych informacji ze strony MAK brakuje tej o konfiguracji samolotu: o stopniu otwarcia podwozia, pozycji klap, slotów, lotek, płaszczyzny steru wysokości i kierunku, a także hamulców aerodynamicznych, prędkości samolotu. Wiele z tych danych zarejestrowała czarna skrzynka znajdująca się w rękach Rosjan. Czy przemilczenie pewnych informacji świadczy o tym, że są one dla Rosjan niewygodne? Jak to możliwe, że śledczym udało się dość dokładnie opisać trajektorię lotu, skoro prędkość samolotu nie była znana?

Marcin Austyn

Gajowy nie zabiera głosu w sprawie powyższej teorii, która wszakże – na oko sądząc – wydaje się nieco lepiej trzymać kupy, niż wiele innych. Natomiast pragnie zwrócić czytelnikom uwagę, iż zablokowanie steru samolotu musiało być dokonane w Polsce, bo przecież nie podczas lotu!

Posted in Różne | 43 Komentarze »

Nie przygotowani do dialogu

Posted by Marucha w dniu 2010-05-28 (Piątek)

Chociaż do prawdziwego pojednania polsko-rosyjskiego jeszcze długa droga, to dialog polityczny stał się faktem. Mamy do czynienia z autentycznym nowym otwarciem we wzajemnych relacjach. Ostatnie tygodnie przyniosły dwa istotne wydarzenia.

Oto na początku maja w Warszawie odbyło się pod patronatem i z udziałem przewodniczących izb wyższych naszych parlamentów II Forum Regionów Polski i Rosji. Regionalni liderzy mieli okazję do poważnej rozmowy o problemach ustrojowych, politycznych, gospodarczych i kulturalnych. Gdy w 2004 r. jako przedstawiciel władz Mazowsza, udawałem się do Moskwy, wraz z ówczesnym ministrem spraw zagranicznych Włodzimierzem Cimoszewiczem, na obrady dwustronnego komitetu do spraw regionalnych, obok mnie był tylko jeszcze jeden przedstawiciel wojewódzki z Pomorza. Bo tylko dwa województwa w Polsce wówczas utrzymywały jako tako aktywne relacje z regionami w Rosji. Tym przedstawicielem Pomorza był Bogdan Borusewicz, obecny marszałek Senatu. Ten sam, który zainicjował teraz spotkania wszystkich regionów. Być może ujawniony wówczas obraz nędzy wzajemnych relacji zapadł mu głęboko w pamięć i postanowił to zmienić.

W miniony czwartek natomiast odbyło się wspólne posiedzenie komisji spraw zagranicznych Sejmu i Dumy. Po raz pierwszy w historii. Przedstawiciele wszystkich partii politycznych z obu stron zajmujący się problemami międzynarodowymi mogli się poznać i swobodnie ze sobą porozmawiać.

Jeżeli dodamy do tego spotkania wspólnej komisji międzyrządowej do spraw gospodarczych, która kilka dni temu obradowała w Petersburgu, pokazuje się ożywiony dialog. Nie tylko spotkania premierów, ale rozbudowana płaszczyzna rozmów bez tematów tabu. Każdy temat zaproponowany przez drugą stronę jest omawiany.

Stroną ofensywną w tym dialogu jest strona rosyjska. W każdej kwestii mają swoje propozycje i inicjatywy. Jeśli mówimy o energetyce oni od razu proponują współpracę przy budowie elektrowni atomowej w obwodzie królewieckim. Jak mówimy o inwestycjach – oni proponują ułatwienia dla polskich firm na swoim rynku, ale domagają się tego samego dla swoich w Polsce, w tym dla Łukoila i Gazpromu. Jak mówimy o bezpieczeństwie, oni od razu przedstawiają projekt nowego systemu, w którym Polska nie będzie flanką, ale rdzeniem. Gdy mówimy o kulturze i otwarciu się Rosji na nasze projekty, oni pytają o konkrety i chcą tego samego w Polsce. Pytając o możliwość działania w Rosji naszych organizacji pozarządowych słyszymy zgodę i wolę pojawienia się takich instytucji od nich w Polsce.

Nasza strona w tych dyskusjach wypada blado. Dużo i chętnie mówimy o historii oraz o związanej z nią martyrologią. Czasami dorzucimy coś pod nosem o łamaniu praw człowieka i prześladowaniu opozycji, na zasadzie „a u was biją Murzynów”. Ale innych konstruktywnych propozycji nie mamy. Nie mamy realistycznej wizji obecności Rosji w Europie i wynikającej stąd koncepcji naszych wzajemnych relacji. Nie mamy przygotowanych projektów inwestycyjnych, gospodarczych, infrastrukturalnych i dużych programów kulturalnych. [No i słusznie, że nie mamy żadnych wizji, propozycji ani pomysłów na współpracę, gdyż i tak o wszystkim zadecyduje Bruksela, więc nikomu nie chce się nawet palcem w bucie kiwnąć. Bo i po co wkładać czas i energię w coś, co jakiś brukselski urzędnik może skreślić jednym pociągnięciem pióra. – admin]

Polska jest zaskoczona i nieprzygotowana, bo z inicjatywą nowego otwarcia wyszli Rosjanie, a nie my. Do tego dialogu przymusza nas rozwój wypadków związanych z Tragedią Smoleńską. Jesteśmy do niego zachęcani i popychani przez naszego wielkiego sojusznika USA. Ale nie jest to świadoma polska polityka. Przemyślana i zaplanowana. Dlatego jesteśmy zaskoczeni i nieprzygotowani.

Ale to nie usprawiedliwia polskich elit i instytucji naszego państwa. Przygotowując się do dyskusji z rosyjskimi deputowanymi dość dokładnie przejrzałem publikacje dwóch głównych polskich think tanków opłacanych z pieniędzy podatników: Ośrodka Studiów Wschodnich i Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Niestety żadnych interesujących myśli ,czy projektów przygotowanych na nowe otwarcie w relacjach z Rosją, nie znalazłem. Czyli po raz kolejny historia nas zaskakuje z pustymi szufladami.

A przecież na płaszczyźnie NATO i UE od dawna dyskutuje się jak na nowo ułożyć relacje z Rosją w kontekście nowych zagrożeń? Jak budować nowy ład świata wielobiegunowego? Ośrodki te dość obficie tę dyskusję opisują, ale tak jakby to wszystko nigdy nie miało się spełnić i jak gdyby było w jakimś wirtualnym świecie, który nas nie dotyka.

Trzeba się też uderzyć we własne piersi. Przejrzałem prasę narodową: „Myśl Polską”, „Myśl.pl”, „Politykę Narodową” i też nie wiele znalazłem. Dużo historycznych sporów i przypominania chwalebnej przeszłości, o filozofii, o tradycji i tożsamości narodowej, o innych ruchach nacjonalistycznych i prawicowych, o religii, demografii i rodzinie. Ale jak ułożyć stosunki na przyszłość z naszym wielkim sąsiadem na Wschodzie – nic. Owszem mój macierzysty tygodnik – „Myśl Polska” dużo miejsca i słów poświęcił na walkę z rusofobią, na pokazanie czym jest geopolityka, jakie znaczenie dla naszej państwowości mają pozytywne relacje z Rosją. To wielki wkład we współczesną polską myśl polityczną, ale na konkretne propozycje, jak to miałoby wyglądać w praktyce, sił już zabrakło.

To co się dzieje obecnie w naszych relacjach z Rosją to triumf myśli narodowej. Idee Jerzego Giedroycia upadły. Nie dlatego, że źle służyły Polsce. Nie dlatego, że ktoś wpływowy nie lubi tej postaci. Ale dlatego, że były nierealne. Nie teraz i nie w tych warunkach geopolitycznych. A spojrzenie endeckie jest górą nie dlatego, że tak ktoś możny postanowił. Nie dlatego, że to spodobało się jakimś elitom. Ale dlatego, że jest prawdziwe. Oparte o rzeczywistą ocenę potencjałów, możliwości i światowych tendencji. W sprawach wschodnich teraz zaczyna myśleć po endecku wielu, nie zdając sobie sprawy, jaki jest rodowód i tradycja tego myślenia. Robi tak, bo nakazuje to logika i zdrowy rozsądek. I na tym polega rzeczywisty triumf myśli narodowej. A chwała tym, którzy nie zwątpili i byli wierni swoim przekonaniom.

Polska nie jest przygotowana do dialogu i pojednania z Rosją. Pokazała to debata parlamentarzystów. Widząc brak naszych propozycji podniosłem w swoim wystąpieniu kwestię linii szerokotorowej LHS. Biegnie ona od naszej wschodniej granicy ponad 300 km w głąb do Sławkowa koło Katowic, gdzie dodatkowo będą się krzyżowały dwie autostrady na osi wschód-zachód i północ-południe. Jest to idealna infrastruktura do rozwijania tranzytu z Rosji do UE. Dodatkowo z dużymi rezerwami, bo obecnie jest wykorzystywana tylko w ok. 30 proc. Dla tej linii powstaje konkurencyjny projekt biegnący przez Słowację do Wiednia. Jest on realizowany przez Rosjan we współpracy z Ukraińcami i Austriakami, ale jeszcze nie zbudowany. Zaproponowałem, aby podjąć dyskusję na temat rewizji tych planów i realizacji wspólnego, wielostronnego projektu. To tylko jakiś mały fragment tego co powinniśmy starać się załatwić z Rosjanami. Szkoda, że mój głos pozostał osamotniony i nie wsparty przez żadnego z polskich posłów, w tym zwłaszcza z prezydium. Pokazuje to tylko, jak nasza strona jest zagubiona w tym dialogu i nie potrafi zdefiniować czego chce.

Rosjanie odpowiedzieli, że na przeszkodzie stoją podpisane już umowy. Ale wyrazili gotowość do rozmowy na temat kształtu tranzytu przez Polskę, także z udziałem Niemców, Białorusinów i Ukraińców. A więc jest o czym rozmawiać. Jak tu nie wiele uzyskamy, to możemy coś wygrać gdzie indziej. Całościowe spojrzenie będzie dla nas korzystne. Ale trzeba wiedzieć co się chce i konsekwentnie do tego dążyć.

W czasie obrad wspólnie z przewodniczącym Konstantinem Kosaczowem przypomnieliśmy nasze spotkanie w Moskwie w połowie marca, podczas którego po raz pierwszy padł pomysł spotkania obu komisji. Wówczas nie spodziewaliśmy się, że do realizacji dojdzie tak szybko. Rozważaliśmy jesień, albo nawet przyszły rok. Ale w między czasie historia przyspieszyła. I wymaga od nas, abyśmy za nią nadążyli. To tak, jak z bitwą pod Grunwaldem. Po zwycięstwie trzeba podpisać jeszcze korzystny traktat pokojowy. Tak się wygrywa historię dla przyszłości Narodu! Nie dla jego martyrologii, ale dla rozwoju, chwały i potęgi. Czy staniemy na wysokości zadania?

Bogusław Kowalski, Nowa Myśl Polska

Posted in Różne | 5 Komentarzy »

Belka przypieczętuje koalicję PO – SLD?

Posted by Marucha w dniu 2010-05-28 (Piątek)

Sprawujący tymczasowo obowiązki głowy państwa Bronisław Komorowski zdecydował się wskazać własnego kandydata na szefa banku centralnego. Na zaledwie trzy tygodnie przed wyborami prezydenckimi. Ten kandydat to Marek Belka, były premier związany z liberalnym skrzydłem SLD i dyrektor w Międzynarodowym Funduszu Walutowym.

Jeszcze tego samego dnia marszałek podjął z klubami rozmowy na temat poparcia dla swojego kandydata. Głosowanie nad wyborem prezesa Narodowego Banku Polskiego ma się odbyć na najbliższym posiedzeniu Sejmu, tj. w przyszłym tygodniu.
– Profesor Belka uzyska poparcie większości w Sejmie. Nie jest kandydatem partyjnym, ma doświadczenie i umiejętności, a także mocną pozycję na arenie międzynarodowej i w Polsce – przekonywał Komorowski.

Jednak wicepremier Waldemar Pawlak, szef koalicyjnego PSL, zapowiedział, że jego klub nie poprze w Sejmie kandydatury Belki. Decyzja o wskazaniu kandydata na szefa NBP w sensie politycznym daleko wykracza – jego zdaniem – poza uprawnienia przysługujące marszałkowi w okresie interregnum z mocy Konstytucji.
– Należałoby sprawę odłożyć do chwili przedłożenia wniosku przez nowo wybranego prezydenta. Czyżby pan marszałek obawiał się o wynik wyborów? – ironizował Pawlak. Zaznaczył, że kandydatura nie była konsultowana z PSL oraz że jego partia nie zgadza się z poglądami ekonomicznymi Belki, który uważany jest przecież za zwolennika szkoły neoliberalnej w ekonomii.

Wbrew zapewnieniom Komorowskiego, że Belkę z pewnością poprze klub Lewicy – wcale nie jest to oczywiste.
– Belka to człowiek Kwaśniewskiego, głównego oponenta szefa klubu SLD, dlatego jego poparcie przez SLD to dla Napieralskiego polityczna śmierć – ocenia Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. – To kandydatura dobra dla rynków finansowych, zła dla Polaków – podkreśla.

Tymczasem głosami samej Platformy, bez głosów Lewicy, kandydatura Belki nie przejdzie w Sejmie przy sprzeciwie PiS i PSL. Według innego scenariusza, to głosowanie może przesądzić o „odwróceniu przymierzy”, tj. powstaniu koalicji PO – SLD.
– Prawdopodobnie o tym rozmawiali Belka, Tusk i Kwaśniewski, gdy spotkali się w Akwizgranie podczas uroczystości wręczenia Tuskowi Nagrody Karola Wielkiego – twierdzą nasze źródła.

Zbulwersowani decyzją marszałka o wystawieniu kandydata na prezesa NBP są niektórzy członkowie Rady Polityki Pieniężnej.
– Kandydata na sześcioletnią kadencję powinien wskazać nowo wybrany prezydent – podkreśla prof. Adam Glapiński z RPP.
– Pośpiech, z jakim marszałek dąży do wyznaczenia prezesa NBP, jest kompletnie nieuzasadniony – twierdzi prof. Andrzej Kaźmierczak, członek RPP. – Nie ma żadnych zagrożeń dla stabilności banku centralnego. Cel inflacyjny jest realizowany, gospodarka powoli odbija, sprawozdania NBP zostały przyjęte przez Radę Polityki Pieniężnej, nie ma zagrożeń dla bilansu płatniczego, a pewne wahania kursu złotego nie wynikają z przyczyn wewnętrznych, lecz z awersji do ryzyka na międzynarodowych rynkach – wylicza prof. Kaźmierczak. Przypomina ponadto, że prezes NBP powinien być apolityczny, a kandydatura Belki – byłego premiera i ministra finansów z SLD – z pewnością tego warunku nie spełnia.

Belkę chwalą natomiast członkowie RPP, którzy zawdzięczają funkcję Platformie Obywatelskiej, wskazując na jego międzynarodowe powiązania i doświadczenie na niwie publicznej. Nie brak jednak głosów, iż kandydat nie ma doświadczenia w polityce pieniężnej, ponieważ nigdy nie zasiadał w RPP. Niektórzy przypominają, że Marek Belka był przesłuchiwany przez komisję śledczą badającą aferę PZU. Współpracował z ABN Amro w czasie, gdy bank ten doradzał ministrowi przy prywatyzacji PZU w 1999 roku. Jednocześnie Belka był członkiem rady nadzorczej BIG Banku Gdańskiego, który nabył 10 proc. akcji PZU.

Małgorzata Goss, Nasz Dziennik

Zwracamy uwagę, iż prof. Marek Belka jest umoczony po uszy w skandalu związanym z tzw. „prywatyzacją” PZU przez g***nianą firmę Eureko. – admin

Posted in Gospodarka | 9 Komentarzy »

M. Belka kandydatem na prezesa NBP

Posted by Marucha w dniu 2010-05-28 (Piątek)

Pełniący obowiązki prezydenta, marszałek Sejmu Bronisław Komorowski poinformował w czwartek, że Marek Belka jest kandydatem na szefa Narodowego Banku Polskiego – donosi PAP. W przyszłym tygodniu jego kandydatura będzie głosowana w Sejmie. Komorowski poinformował, że Belka zgodził się kandydować.
Marszałek Sejmu powiedział na konferencji prasowej, że jeszcze w czwartek odbędą się konsultacje z klubami parlamentarnymi w sprawie kandydatury Belki. Dodał, że tą sprawą zajmie się także sejmowa komisja finansów publicznych. ”Wydaje mi się to działanie absolutnie stabilizujące NBP. Jestem przekonany, że nawet w tak trudnym okresie, jakim jest obecna kampania i dramat powodzi spotka się to z pełnym zrozumieniem i akceptacją. Chodzi przecież o nasze wspólne polskie pieniądze, o bezpieczeństwo pieniędzy całej Polski” – stwierdził marszałek.

Zdaniem Komorowskiego, Belka ma wystarczająco duże doświadczenie i umiejętności – sprawdzone zarówno w praktyce, jak i poprzez wiedzę teoretyczną – aby objąć funkcję szefa banku narodowego. Jak dodał, Belka ma też wystarczająco mocną pozycję na arenie międzynarodowej i w Polsce. [Jak rozumiemy, zdanie p.o. „Jamajki” Komorowskiego ma wagę potężnego autorytetu z dziedziny ekonomii i bankowości – a więc może on wystawiać cenzurki innym. – admin]

W ocenie Komorowskiego, Belka jest kandydatem, który uzyska poparcie większości w Sejmie. Jak podkreślił, nie jest on kandydatem partyjnym. “Wydaje mi się, że widać gołym okiem, że nie jest to kandydatura partyjna, nie jest to kandydatura politycznie bardzo naznaczona obecną aktywnością, człowiek spoza układu partyjnego” – zaznaczył Komorowski.

Marszałek powiedział, że jest przekonany i wydaje mu się rzeczą niemożliwą, aby kluby parlamentarne głosowały przeciwko kandydaturze Belki. Dodał, że szczególnie dotyczy to klubu Lewicy. “Wydaje mi się rzeczą absolutnie nieprawdopodobną, aby klub Lewicy nie oddał swoich głosów na Marka Belkę, jako prezesa NBP. “Ale dla pełnej świadomości, wiedzy, oczywiście taką rozmowę odbędę ze wszystkimi klubami” – zaznaczył Komorowski. [W związku z bezpartyjnością M. Belki Komorowski jest pewien, że lewica go poprze, ha ha! – admin]

Pytany, czy zgłoszenie Marka Belki to próba wyciągnięcia ręki do środowiska lewicy, powiedział: “Jedno jest faktem, nie wyciągam ręki do swoich własnych przyjaciół i kolegów z PO”. “Według mnie, to jest dobry przykład, świadczący o działaniach trochę ponad podziałami partyjnymi, tym bardziej, że pan Marek Belka nie jest członkiem żadnej partii” – podkreślił.

10 kwietnia w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem zginął prezes Narodowego Banku Polskiego Sławomir Skrzypek. Jego obowiązki w NBP i RPP przejął pierwszy zastępca – Piotr Wiesiołek. [Widocznie p. Wiesiołek za bardzo kontynuuje eurosceptyczną politykę śp. Sławomira Skrzypka i trzeba go czym prędzej zmienić, póki Komorowski ma władzę w ręku. – admin]

Prezes NBP jest powoływany przez Sejm na wniosek prezydenta, na sześcioletnią kadencję. Jest on przewodniczącym Rady Polityki Pieniężnej i zarządu NBP. Szef banku narodowego jest powołany bezwzględną większością głosów.

Za: hoga.pl

Posted in Gospodarka | 8 Komentarzy »

USA: homoseksualiści trzykrotnie częściej dokonują napaści seksualnych w armii

Posted by Marucha w dniu 2010-05-27 (Czwartek)

Z analizy dostępnych dokumentów wojskowych wynika, że homoseksualiści służący w armii trzy razy częściej dopuszczają się napaści seksualnych na kolegów, aniżeli heteroseksualiści – podało wczoraj Family Research Council.

Obecnie w USA trwają intensywne zabiegi Partii Demokratycznej, mające na celu uchylenie prawa, zakazującego służby czynnych pederastów i lesbijek w wojsku. Pomimo jawnego sprzeciwu oficerów oraz generałów, urzędnicy Pentagonu na wyraźne polecenie prezydenta Baracka Obamy przeglądają dokumentację w tej sprawie, która pozwoli im podjąć decyzję o zniesieniu regulacji „Don’t Ask, Don’t Tell”. Z kolei senatorowie przygotowują stosowny projekt ustawy, z przyjęciem którego chcą zdążyć przed listopadowymi wyborami.

Tymczasem Family Research Council opublikował wczoraj raport, w którym poddano analizie 1643 zgłoszone przypadki napaści seksualnych zarejestrowanych w roku 2009 (od 1 października 2008 r. do 30 września 2009 r.) w czterech oddziałach wojskowych. Wynika z niego, że 8,2 proc. przypadków dotyczyło napaści o charakterze homoseksualnym. Warto to zestawić z danymi o liczbie homoseksualistów w społeczeństwie amerykańskim. Według samych aktywistów homoseksualnych w USA jest 2,8 proc. pederastów oraz 1.4 proc. lesbijek.

Z analizy Petera Sprigga z Family Research Council wynika, że homoseksualiści służący w armii trzykrotnie częściej dopuszczają się napaści o charakterze seksualnym niż heteroseksualiści. Żołnierze nie będący pederastami boją się o swoją prywatność, zwłaszcza pod prysznicami oraz w salach, w których śpią z homoseksualistami. Często bowiem dochodzi do napaści seksualnych w nocy. Według Sprigga, jeśli zezwoli się pederastom na służbę w armii, wówczas liczba przypadków napaści wzrośnie i nastąpi podkopanie morale żołnierzy, a dowódcy stracą autorytet, obawiając się karać pederastów.

Amerykański Sekretarz Obrony Robert Gates chce, aby ostateczny projekt ustawy w sprawie zniesienia zakazu służby pederastów w armii został opracowany dopiero po zapoznaniu się z pełnym raportem na ten temat, przygotowywanym przez służby Pentagonu.

Poprzedni szef wydziału karnego w departamencie prawnym w Pentagonie pułkownik Richard Black powiedział, że „uchylenie zakazu nie jest racjonalne i z pewnością nie jest demokratyczne”. Jego zdaniem sprowadza się to do tego, że trzeba by było zezwolić żołnierzom heteroseksualnym na wspólne korzystanie z pryszniców z pederastami oraz spanie z nimi w tych samych barakach wojskowych, wiedząc, że będzie to skutkować seksualnymi napaściami, gwałtami mężczyzn i wymuszoną sodomią. Z kolei nadzorujący jednostki gen. Joseph E. Schmitz podkreślił, że problem napaści na tle homoseksualnym w armii nie jest jedynie hipotetycznym problemem akademickim, lecz czymś rzeczywistym, co po prostu ma miejsce w armii.

Źródło: LifeSiteNews.com, AS
Za http://www.bibula.com/?p=22151

Posted in Różne | 20 Komentarzy »