Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Bezpartyjna o Wolne tematy (41 – …
    Siekiera_Motyka o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Maria o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    bryś o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Bezpartyjna o Wolne tematy (41 – …
    Witold o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Bezpartyjna o Wolne tematy (41 – …
    Chyba jakieś inne Pi… o Wolne tematy (41 – …
    JanuszT o Wolne tematy (41 – …
    Jack Ravenno o Wolne tematy (41 – …
    Jack Ravenno o Wolne tematy (41 – …
    Bezpartyjna o Wolne tematy (41 – …
    Bezpartyjna o Wolne tematy (41 – …
    Przestań tu wklejać… o Wolne tematy (41 – …
    Bezpartyjna o Wolne tematy (41 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 546 obserwujących.

„Umieram za Polskę, którą gubi Piłsudski…”

Posted by Marucha w dniu 2012-12-16 (Niedziela)

16 grudnia 1922 roku na otwarciu wystawy w Zachęcie Sztuk Pięknych malarz Eligiusz Niewiadomski zastrzelił wybranego 9 grudnia na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Gabriela Narutowicza.

W swojej historii Polski Wacław Sobieski pisał:

„W dwa tygodnie później Niewiadomski stanął przed sądem. Przyznał, że zamordował Prez. Narutowicza z premedytacją, wyjaśniał pobudki swego czynu i żądał, by mu wymierzono najsurowszą karę. Prokurator Rudnicki stwierdził, że «śledztwo nie wykazało, by Niewiadomski miał jakichkolwiek wspólników» i postawił wniosek o karę śmierci. Zapadł wyrok skazujący Niewiadomskiego na śmierć i został w końcu stycznia 1923 r. wykonany” (W. Sobieski, „Dzieje Polski”, t. III, Warszawa 1938).

Do dziś zabójstwo Narutowicza przypisywane jest niemal powszechnie obozowi narodowemu, Niewiadomski zaś stanowi symbol fanatycznego wyznawcy „endeckiej ideologii”, prowadzącej do mordu. Osoba zabójcy głowy państwa do dziś wzbudza skrajne emocje (w lipcu tego roku grób Niewiadomskiego został zniszczony przez „nieznanych sprawców”). Patryk Pleskot we wstępie do najnowszej biografii Niewiadomskiego zestawia go wręcz z norweskim ekstremistą Andersem Breivikiem [sic! – admin], podkreślając, że do dziś pozostaje on ikoną dla „radykalnych nurtów endecji” (P. Pleskot, „Niewiadomski zabić prezydenta”, Warszawa 2012). Ostatnio pojawiają się też analogie ze sprawami Grzegorza Brauna i Brunona K.

Jakie były faktyczne związki zamachowca z obozem narodowym oraz jakie było prawdziwe podłoże wydarzeń sprzed dziewięćdziesięciu lat?

Tło polityczne tragedii

W okresie bezpośrednio poprzedzającym wybory prezydenckie nic nie zdawało się zapowiadać nadchodzącego dramatu. Wyłoniony w drodze wyborów z listopada 1922 r. parlament wydawał się zdolny do wyłonienia stabilnej większości, mogącej utworzyć rząd składający się z koalicji PSL „Piast” oraz stronnictw wchodzących w skład Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej (Związek Ludowo-Narodowy, Chrześcijańska Demokracja i Stronnictwo Chrześcijańsko-Narodowe).

Pierwszym symptomem świadczącym o możliwości takiego scenariusza był wybór marszałków Sejmu i Senatu, którymi odpowiednio obrani zostali Maciej Rataj z „Piasta” oraz Wojciech Trąmpczyński z ZLN-u.

Wydarzenia pierwszej połowy grudnia 1922 roku przerwały jednak rozpoczętą w ten sposób współpracę pomiędzy ludowcami a obozem narodowym. O bezpośrednim przebiegu wyboru Prezydenta tak pisał w swojej historii Polski dwudziestolecia międzywojennego związany z obozem narodowym historyk Władysław Konopczyński:

„Prawica wysilała się, by utrzymać wspólny front z Witosem. Daremnie. Zgromadzenie Narodowe [9 grudnia 1922 r.] odbyło pięć głosowań. Kandydat prawicy Maurycy Zamoyski miał zrazu względną większość, ale gdy odpadły kolejno kandydatury prof. Baudouin de Courtenay i Wojciechowskiego (którego zlecił Piłsudski) skupiły się wota lewicy, centrum i mniejszości na osobie Gabriela Narutowicza, wysuniętego przez Wyzwolenie i przez masonerię (W. Konopczyński, „Historia polityczna Polski 1914-1939”, Warszawa 1995).

Wybór Narutowicza, o którym zadecydowały głosy „piastowców”, wywołał niezadowolenie posłów prawicy oraz ich zwolenników.

Stanisław Grabski, jeden z ówczesnych liderów obozu narodowego w parlamencie, opisując w swoich „Pamiętnikach” reakcję warszawskiej ulicy na wybór Narutowicza na urząd Prezydenta, pisał:

„Gdy rozeszła się po Warszawie wieść, że o wyborze prezydenta Rzeczypospolitej zdecydowali niepolscy i kryjący się z nieprzyjaznym do Polski stosunkiem posłowie i senatorowie ukraińscy, białoruscy, żydowscy i niemieccy, dając swoje poparcie kandydatowi, za którym mniejszość polskich członków Sejmu i Senatu się oświadczyła – powstało w całej niemal patriotycznej opinii stolicy, a szczególnie wśród młodzieży uniwersyteckiej i wyższych klas gimnazjalnych, silne wzburzenie. Polskie warszawskie mieszczaństwo wraz z inteligencją zawodowo pracującą w olbrzymiej swej większości głosowało podczas wyborów parlamentarnych 1922 roku na listę Chrześcijańskiej Jedności Narodowej (…) Gdy zaś naród polski nie dostał z czyjejś łaski, ale sam sobie wywalczył granice swego państwa – to rządzić Polską i decydować o najwyższych sprawach państwowego jej życia powinien on sam. Tak czuł i rozumował przeciętny warszawiak. Odczuł on jako bolesną prowokację swej godności narodowej, że o osobie głowy państwa zdecydowała nie większość przedstawicieli polskiego narodu, ale poparcie udzielone mniejszości ich przez zorganizowany i kierowany przez syjonistów blok mniejszości narodowych” (S. Grabski, „Pamiętniki”, t. II, Warszawa 1989).

Atmosferę towarzyszącą wyborowi Narutowicza świetnie oddaje film „Śmierć prezydenta” w reżyserii Jerzego Kawalerowicza z sugestywną rolą Marka Walczewskiego jako Eligiusza Niewiadomskiego.

Niewiadomski

Kim był człowiek, który zdecydował się na niespotykany w dotychczasowej historii Polski krok, jakie też związki łączyły go z obozem wszechpolskim? W stanowiącym nieocenione źródło opisywanej epoki „Pamiętniku”, Stanisław Kozicki, jeden z ówczesnych liderów Narodowej Demokracji, pisał:

„Oskarżając nas o to, że byliśmy sprawcami śmierci Narutowicza, mogli przeciwnicy nasi nawiązywać do faktu, że Eligiusz Niewiadomski przed pierwszą wojną światową należał do Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego, a nawet do Ligi Narodowej. Poznałem go był w roku 1902 w tym charakterze. Należeli też do Ligi jego starszy brat i siostra Cecylia. Był to człowiek bardzo prawy, lojalny, energiczny i odważny; miał przy tym bardzo gwałtowny temperament i był zawsze zwolennikiem środków radykalnych. Gdy się zaczęły działania polityczne poprzedzające wojnę, Niewiadomski stał się zwolennikiem organizowania sił zbrojnych polskich i przez to zbliżył się do ideologii Piłsudskiego. Odsunął się wówczas od Demokracji Narodowej i wystąpił z Ligi” (S. Kozicki, „Pamiętnik 1876-1939”, opracowanie M. Mroczko, Słupsk 2009).

Nieco światła na osobę Niewiadomskiego rzuca także opublikowany w zeszłym roku na łamach „Rzeczpospolitej” („Rz” z 17-18. 12. 2011) artykuł Agnieszki Rybak, zatytułowany „Chory na Polskę”, w którym autorka wykorzystała materiały rodzinne, w tym opracowania Andrzeja Prus-Niewiadomskiego, wnuka brata Eligiusza:

„Największy (…) wpływ na Eligiusza miał jego starszy brat Roman, inżynier kolejnictwa i działacz endecji. Zarobił pieniądze przy budowie kolei riazańsko-uralskich, po powrocie do Polski zaś założył własne przedsiębiorstwo (…) Zakładał Ligę Narodową i Stronnictwo Demokracji Narodowej, wspomagał te organizacje finansowo, uczestniczył w akcji przerzucania czasopism i broszur polskich z Galicji do Królestwa. Eligiusz, zwany Elkiem, również konspirował, szmuglując zakazane gazety. W niepublikowanych do tej pory wspomnieniach Cecylia Niewiadomska pisze o działalności wychowanka: «W krótkim czasie nabył zręczności i pewności siebie, nauczył się różnych sposobów, a przytomność umysłu zażegnywała nieraz katastrofę» (…) Za działalność konspiracyjną Eligiusz trafił zresztą do Cytadeli. Władze wypuściły go jednak po kilku miesiącach z braku dowodów winy. Małżeństwo z Natalią de Tilly położyło kres jego działalności politycznej (…) Dla Natalii Eligiusz porzucił Ligę Narodową i na wiele lat zrezygnował z polityki (…) W czasie wojny Niewiadomski sympatyzuje z Piłsudskim. Dopiero z czasem przychodzi rozczarowanie Naczelnym Wodzem”. Legenda Piłsudskiego nie pozostawała jednak bez wpływu na dalszą postawę Niewiadomskiego, w pisanych tuż po procesie sądowym „Kartkach z więzienia” niedwuznacznie wyznawał: „…bliżsi mi są duchem ci wyznawcy człowieka, którego działalność potępiam, aniżeli te zimne, bezkrwiste ślimaki, którzy mówią to, co jest niby pokrewne moim myślom” (cyt. za: P. Pleskot, „Niewiadomski zabić prezydenta”).

Ciekawy rys na temat poglądów politycznych Niewiadomskiego stanowi wspomnienie malarza Jana Skotnickiego, który był kolegą przyszłego zamachowca w czasie jego pracy w Ministerstwie Kultury i Sztuki:

„Na kartach pamiętników Skotnicki uznaje Niewiadomskiego «za typowy produkt wychowania carskich szkół. Niewiadomski, jak wielu wychowanków tych szkół, a szczególnie uniwersytetów, był przepojony duchem nielegalnej literatury końca zeszłego stulecia, mentalnością ówczesnych rosyjskich zamachowców i ich pryncypialnością. Ta pryncypialność była głównym źródłem jego radykalizmu.

Szaleniec

Że znalazł się on w obozie narodowym, to przypadek. Chwilowe, taktyczne hasła tego obozu przyjmował jako istotne wyznanie wiary. Niewiadomski w każdej partii byłby krańcowym radykałem. Nie próbował zgłębiać programów, pociągała go raczej ich jaskrawość. Stąd wypływało jego oderwanie od rzeczywistości, a także pozerstwo i deklamatorstwo».” (P. Pleskot, „Niewiadomski zabić prezydenta”).

W podobnym duchu, sprzeciwiając się przypisywaniu Niewiadomskiego endecji, wypowiadał się, co może nieco dziwić, na łamach „Myśli Narodowej” jeden z najbardziej wyrazistych publicystów narodowych – Adolf Nowaczyński:

„Szaleniec, który popełnił potworne zabójstwo na osobie pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej, najgorszą przysługę, najstraszliwszą krzywdę wyrządził tej idei i temu obozowi, któremu w momencie zaćmienia wszystkich władz umysłowych mógł przypuszczać, że działa na rękę. Odpowiedzialność za obłędny krok desperata nie tylko nie spada na żaden obóz polityczny, ale żaden obóz polityczny, ale żaden obóz polityczny nie może i nie ma prawa ani chwili, w jak najmniejszym stopniu, z tą bezmyślną zbrodnią się solidaryzować lub w jakikolwiek sposób psychologicznie ją w sensie usprawiedliwienia tłumaczyć” (cyt. za: „Z bojów Adolfa Nowaczyńskiego. Wybór źródeł. Tom I”, pod red. A. Mellera i S. Kosiorowskiego, Warszawa 2012).

Jak do opisywanych wydarzeń i do samej osoby zamachowca odnosiła się sama Narodowa Demokracja? W opublikowanym na łamach „Dziejów Najnowszych” artykule, zatytułowanym „Media endeckie wobec wyboru i śmierci pierwszego prezydenta RP Gabriela Narutowicza”, Mariusz Mazur w następujący sposób pisze o reakcji prasy narodowej na opisywane wydarzenia:

„Fala publikacji, jakie pojawiły się w prasie narodowej w związku z wyborem, a następnie zamordowaniem pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej, wypełnia wszelkie warunki, by użyć wobec niej miana kampanii propagandowej, a w zasadzie nawet dwóch kolejnych kampanii. Pierwsza dotyczyła wyboru i zamordowania Narutowicza, druga była jej konsekwencją i próbowała zbudować podstawy kultu Niewiadomskiego (…) Prasa narodowa najpierw potępiała wybór, potem czyn, czyli zbrodnię, wreszcie efekt, nigdy osobę zamachowca. Początkowo odcinała się od niego, z czasem wzrastać zaczęło poszukiwanie zrozumienia dla jego czynu, choć nie odnajdziemy nigdzie poparcia wyrażonego wprost” („DN” nr 2/2010).

Kłopot z kultem

Z kolei Janusz Faryś w biografii Stanisława Strońskiego (w filmie Kawalerowicza doskonała kreacja Włodzimierza Saara) pisze o postępującym w łonie endecji zrozumieniu dla czynu zamachowca:

„Bezpośrednio po wyborze Wojciechowskiego prasa prawicowa, w tym Stroński, rozwinęła akcję w obronie Niewiadomskiego. Starała się wykazać, że działał samotnie, przyświecały mu szlachetne pobudki, a czyn jego traktowała jako ofiarę, «… która może stanie się w tym smutnym zdarzeniu i wśród zła dokonanego ziarnem uszlachetniającym umysły i serca…». Stawiała przy tym na jednej płaszczyźnie Narutowicza i Niewiadomskiego. Szybko ustał czas zakłopotania, nastał zaś czas kreowania nowego «bohatera» obozu narodowego. Stroński w tworzeniu kultu Niewiadomskiego odgrywał rolę pierwszoplanową” (J. Faryś, „Stanisław Stroński. Biografia polityczna do 1939 roku”, Szczecin 1990).

W następujący zaś sposób reakcje Wielkopolan na wiadomość o czynie Niewiadomskiego relacjonował w swoich wspomnieniach Wojciech Wasiutyński: „Zabójstwo Narutowicza zostało przyjęte z satysfakcją. Powiadano, że nasz kasztelan (woźny) pierwszy się dowiedział na mieście i pobiegł do dyrektora Molendy, a ten z radości dał mu pół funta kiełbasy. W witrynach niektórych składów (sklepów) ukazały się fotografie Niewiadomskiego. Wszyscy, którzy byli za Niemcami w czasie wojny, uważani byli za wrogów Poznania” (W. Wasiutyński, „Prawą stroną labiryntu”, Gdańsk 1996).

Warto wspomnieć, że swoisty „kult Niewiadomskiego” miał w obozie narodowym dość istotnego protektora w postaci samego Romana Dmowskiego. W swoim „Diariuszu” Jerzy Drobnik, jeden z przedwojennych liderów młodzieży narodowej, pisał:
„Uderzyło mnie dowodzenie Dmowskiego, iż z Niewiadomskiego, zabójcy prezydenta, należy powoli zacząć robić bohatera narodowego” (cyt. za: Z. Lenarczyk, „Jerzy Drobnik. Między dziennikarstwem a polityką”, Poznań 2001).

Dmowski miał zresztą żywić nieskrywany żal do przedstawicieli prasy endeckiej za małostkowość i kunktatorstwo wykazane w stosunku do osoby Niewiadomskiego.

Zachowanie redaktora „Gazety Warszawskiej” – Zygmunta Wasilewskiego, klasyfikował wręcz, jak pisał Krzysztof Kawalec w biografii Dmowskiego, „jako tchórzostwo”. Swoista sława, która otaczała Niewiadomskiego w obozie narodowym, jak pisze w cytowanym już artykule Agnieszka Rybak, spłynęła na jego zięcia – Aleksandra Demidowicz-Demideckiego, jednego z przywódców Młodzieży Wszechpolskiej i OWP, będącego nomen omen synem Konstantego Demidowicza – działacza PPS i piłsudczyka, który współorganizował ucieczkę Piłsudskiego ze szpitala psychiatrycznego w Petersburgu.

Prowokacja „dwójki”?

Przez wiele lat sprawę zamachu na Narutowicza badał także jeden z najwybitniejszych ideologów obozu narodowego – Jędrzej Giertych. O ile w wydanej jeszcze przed wojną pracy, w której pisał: „Zamach ten ściągnął natomiast oburzenie szerokiego ogółu na obóz narodowy, do którego szeregów sprawca zamachu się zaliczał” (J. Giertych, „Tragizm losów Polski”, Pelplin bdw), skłonny był jeszcze zaliczać Niewiadomskiego, jak to wówczas powszechnie czyniono, do obozu narodowego, wpisując tym samym jego czyn „na konto” endecji, o tyle w jednej z ostatnich prac, wydanej w latach 80. ub. wieku historii Polski, Giertych nie wiązał już w żaden sposób osoby sprawcy zamachu z obozem narodowym: „żaden ślad porozumienia czy wtajemniczenia między Niewiadomskim a ośrodkami politycznymi narodowymi nie został ani współcześnie, ani w ciągu następnych z górą 60 lat wykryty” (J. Giertych, „Tysiąc lat historii polskiego narodu”, t. III, Londyn 1986).

W miarę zaś docierania do nowych faktów i relacji, w tym przede wszystkim gen. Józefa Hallera i ks. Feliksa Bolta, który, na kilka godzin przed jego dokonaniem, miał się przypadkowo dowiedzieć o planowanym zamachu, Giertych doszedł jednak do przekonania, że cała rzecz była dziełem zakonspirowanych w wojsku i policji stronników Piłsudskiego.

W kolejnej ze swoich powojennych prac narodowy publicysta pisał:

„Plan zamachowców był bardzo prosty: z powodu śmierci Narutowicza, spowodowanej przez «endeka» pojawi się w Warszawie, na znak oburzenia i protestu wielka manifestacja robotników socjalistycznych. Od manifestacji tej odłączy się przygotowana zawczasu bojówka, złożona z takich socjalistów, którzy byli w istocie członkami konspiracji piłsudczykowskiej i odwiedzi mieszkania polityków, zwłaszcza posłów sejmowych, narodowych i pokrewnych, wedle długiej dawno przygotowanej listy i wszystkich ich wymorduje. Wywoła to kilkudniowy okres anarchii i bezprawia. Wtedy Piłsudski stanie na czele wojska i ogłaszając się dyktatorem, jako czynnik rzekomo neutralny w sporach między partią socjalistyczną a polityczną prawicą, przywróci porządek (…) Do takiego toku wydarzeń potrzeba był tylko jednego: by Narutowicz został zamordowany. I to zamordowany koniecznie przez «endeka». Taki «endek» został znaleziony. Nie był on członkiem żadnej «endeckiej» organizacji, ale znany był z tego, że miał «endeckie» poglądy. A był dość niezrównoważony i nieodpowiedzialny, a na swój sposób odważny. Był on byłym urzędnikiem Oddziału II Sztabu «Dwójki», a więc ludzie z obozu piłsudczykowskiego znali go i mieli do niego łatwy dostęp. To nie «endecy», to ludzie z obozu Piłsudskiego namówili go do tego, by się dołączył w sposób czynny do protestu przeciwko obraniu w Polsce głowy państwa przez Niemców, Żydów i separatystów ukraińskich oraz polską lewicową mniejszość, wbrew woli polskiej większości – i by swój protest poparł zabiciem niefortunnego wybrańca” (J. Giertych, „O Piłsudskim”, Krzeszowice 2011).

Tak zarysowanemu scenariuszowi zapobiegł, zdaniem Giertycha, jedynie sprzeciw posłów socjalistycznych dla planów rzezi narodowców. Warto zwrócić uwagę, że faktu istnienia podobnych planów nie neguje też autor wspominanej już najnowszej biografii Niewiadomskiego.

Pytania pozostają…

Jeżeli fakty i scenariusz podane przez Giertycha są zgodne z prawdą, to zabójstwo Gabriela Narutowicza byłoby kolejnym czynem obciążającym zarówno samego Józefa Piłsudskiego, jak i cały obóz polityczny, któremu przewodził. Bez względu jednak na ewentualną inspirację stojącą za zamachem, faktem pozostaje, że Niewiadomski był człowiekiem autentycznie przeświadczonym o zgubnej dla Polski roli Piłsudskiego, którego oskarżał o wszystkie patologie odrodzonej Polski, w tym destabilizację i oddanie państwa „obcym potencjom”, jak wówczas pisano.

Na procesie Niewiadomski wyznał, że to Piłsudski był pierwotnie celem planowanego zamachu (od takiego planu Niewiadomski jednak odstąpił na wieść o rezygnacji przez Piłsudskiego z zamiaru kandydowania na urząd prezydenta), podkreślając przy tym, iż personalnie Narutowicz nie był jego wrogiem, a jedynie symbolem stosunków narzuconych przez wrogie Polsce mniejszości narodowe i Piłsudskiego (późniejszy minister spraw zagranicznych August Zaleski miał w reakcji na zabójstwo Narutowicza powiedzieć do jednego z dyplomatów: „Że też te pańskie endeki (!) zabiły tak porządnego człowieka jak Narutowicz, a nie tego dziada Piłsudasa”, „Jana Drohojowskiego wspomnienia dyplomatyczne”, Warszawa 1959).

Ostatnie słowa wypowiedziane przez Niewiadomskiego tuż przed egzekucją miały wedle prasowych relacji brzmieć: „Umieram za Polskę, którą gubi Piłsudski”.

Z drugiej jednak strony, ferując dziś wyroki, warto pamiętać, że paradoksalnie artysta pozostawał pod znacznym wpływem osoby Józefa Piłsudskiego, symbolizującej, jego zdaniem, „moc twórczą” narodu, jednostkę zdolną do wielkich czynów i poświęceń (daje temu wyraz w cytowanych „Kartkach z więzienia”).

Grób Eligiusza Niewiadomskiego na Powązkach tuż po pogrzebie.

Planowany na Piłsudskiego zamach, którego ofiarą padł w ostateczności Gabriel Narutowicz, był z tego punktu widzenia wyrazem rozczarowania osobą Naczelnika Państwa, efektem zawiedzionych nadziei, jakie wobec jego osoby żywił Niewiadomski. Obserwowane zaś w późniejszym okresie znamiona kultu wobec osoby malarza, widoczne w środowiskach narodowych, nieobce także i jej liderom, można z jednej strony odczytywać jako uleganie nastrojom „partyjnych dołów”, z drugiej zaś jako konsekwencję wcześniej zajmowanego stanowiska.

Grób Eligiusza Niewiadomskiego obecnie

Maciej Motas
http://sol.myslpolska.pl

Komentarzy 18 do “„Umieram za Polskę, którą gubi Piłsudski…””

  1. 25godzina said

    Braun zwrócił niedawno uwagę na to, że bezpieczeństwo Donalda T może być zagrożone dlatego, że jest najważniejszym (albo jednym z kilku najważniejszych) świadkiem w sprawie katastrofy/zamachu smoleńskiego.
    Przy okazji – to juz mój komentarz – byłby powód do wzięcia mniej wartościowego narodu tubylczego za mordę (bo czy nie stad na cala ostatnia krzątanina z brunobomberem, prowokacjami na MN itd itp?) i utrzymania władzy na tyle długo, żeby zneutralizować masę krytyczna jaka się zgromadziła poza postokrągłostołowym układem. Ciekawa hipoteza badawcza, prawda?

  2. 25godzina said

    http://tinyurl.com/c5oj52x

  3. Przecław said

    Nie wierzę w ani słowo „pamiętników Niewiadomskiego” i nie pojmuję naiwności brania na poważnie tego co „on tam napisał”. Nie rozumiem jak ktoś bez ośmieszania się może na poważnie brać grubymi nićmi szytą prowokację.
    Nic prostszego, aby włożyć w usta czołowieka, na którego patrzyły miliony ludzi w Polsce i poza Polską, cokolwiek tylko życzył sobie wywiad, ten człowiek przecież miał mieć zaraz usta zamnięte na zawsze, bez możliwości napisania sprostowań.

  4. RG said

    http://xx.nowyekran.pl/post/82734,pilsudski-rozbiory-i-niepodleglosc-wojna-o-prawde

    Co wszyscy powiedzą na pomnik Gabriela Narutowicza w miejscu obecnego – Piłsudskiego w Warszawie?

  5. Wandaluzja said

    http://odkrywcy.pl/kat,122994,title,Kim-byl-Gabriel-Narutowicz,wid,15180974,wiadomosc.html?smg4sticaid=6fb46
    PREZYDENT GABRIEL NARUTOWICZ NIE BYŁ POLAKIEM
    ***
    Jest to Deklaracja, żę Gabriel Narutowicz należał w Szwajcarii do Proletariatu. który był lożą masońską KOMINTERNU, którego celem było Wykupienie USA Za Złoto z NIEWOLNICZEJ Rosji. To tłumaczy, dlaczego mówiono o nim HELWET, GORSZY OD DIABŁA. Jest wiarygodna relacja Przyjaciela Lenina, w której ten stwierdza, że Lenin nie był Rosjaninem a SZWAJCAREM.
    Ja w „Incydentu nie było” (www.wandaluzja.com – 45) tłumaczę, że Narutowicz został zamorowany przez Niewiadomskiego z POWINNOŚCI. Niewiadomski rekomendował Mościckiego na stanowisko laboranta Wierusz-Kowalskiego. Gdy w Tokio Japończycy nie chcieli gadać z Dmowskim, gdyż wpraszał się na salony rosyjskie, to ten spotkał NA ULICY Piłsudskiego, który zaprosił go do swego mieszkania, gdzie przegadali przy kawie całą noc. Piłsudski tłumaczył Dmowskiemu: PO CO MY, DOBRZY POLACY, MAMY WALCZYĆ ZE SOBĄ? Ja będę strzelał do Rosjan a pan do Niemców; ja będę ustalał granice wschodnie a pan zachodnie. Wymógł jednak na Dmowskim SŁOWO HONORU UCZCIWEGO POLAKA, że zdrajcy-Mościciemu włos z glowy nie spadnie – wobec czego rekomendant Mościckiego musiał strzelać do Narutowicza, który zaprowadził ciołka do loży masońskiej czy synagogi.
    Jeden mówił mi, że gdy zaproponowano mu w USA wstąpienie do loży masońskiej to zawieziono go do loży z ZAWIĄZANYMI OCZAMI. Podczas Przysięgi ten jednak zerwał kaptur i stwierdził, że jest w SYNAGODZE. – Po 3 dniach otrzyma nakaz opuszczenia USA.

  6. Boryna said

    Wtedy byli jeszcze ludzi, którzy umierali za Polskę. Dziś grupa obcych grabieżców i ciemiężców, ma w d….naród i wszelkie prawa obywatelskie.I uchodzi im to bezkarnie a ateiści Geremkowi to nawet sprzedajni biskupi złożyli wielki hołd w Katedrze Warszawskiej

  7. Wandaluzja said

    http://naszeblogi.pl/34910-po-co-gra-sie-gabrielem-narutowiczem-bo-slup-doskonaly

    (…) Tak czy inaczej mamy przed sobą pewną układankę, z której wynika, że rozpoczęło się nowe rozdanie a Donald Tusk ma mocniejsze karty. Wszystko zależy jednak od tego, w co grają. Bo jeśli na przykład w Piotrusia, to ktoś mógł przejąć od premiera odium, znaczy, on jakąś kartę stracił. Tak się składa, że niedawno stracił jedynie Waldemara Pawlaka w rządzie. Tego premier zna od niepamiętnych czasów. To z nim obalał rząd Jana Olszewskiego. Takie doświadczenia łączą prawie na zawsze. Nic więc dziwnego, że panom tak dobrze szła współpraca. Jeśli jednak dobrze się przyjrzymy, na tym obrazku coś jest nie tak. W. Pawlak to człowiek ewidentnie pro moskiewski. Nie tylko w tym rządzie zasiadał w fotelu ministerialnym i podpisywał weksle Rosjanom. Kim był? Dlaczego odszedł? Coś gdzieś na niego czeka – nobilitacja czy degradacja? A może ktoś przeciął sznurek na spętanych rękach premiera? Po tym spokojnie może on nadrabiać straty, bo to, co mu zostało na niewiele się zda. I proszę: reklama wesołego premiera – optymisty, miłującego naród i jedność, deptanie Sikorskiego po piętach rosyjskiego skandalu… Nie żeby od razu na głębokie wody skakać. To chyba nawet niepoprawne politycznie, wbrew etykiecie politycznej zachodu. Najpierw delikatnie, spokojnie, żeby nie wściec przeciwnika. No, i to społeczeństwo trzeba przygotować na odkrycie kart. Porażkę trzeba przekuć na sukces. Wiara w sukces jest jednak połową sukcesu, więc premierowi minimum połowy brakuje.
    ***
    W TV Trwam był wykład o Makiawelim. Wg Makiawelego to potrzebny będzie nie tylko Czarny Piotr, ale i Kozioł Ofiarny, jak np. Balcerowicz von Kalkuta.

  8. MatkaPolka said

    http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2012/08/02/pilsudski-to-majstersztyk-tajnej-dyplomacji-pruskiej-6-2

    PIŁSUDSKI TO MAJSTERSZTYK TAJNEJ DYPLOMACJI PRUSKIEJ.

  9. MatkaPolka said

    Przypadek Eligiusza Niewiadomskiego

    http://gazetawarszawska.com/2012/12/16/eligiusz-niewiadomski

    By KSC on 16/12/2012in My Polacy

    “…Byłoby źle z Polską, gdyby odrobina charakteru wystarczała aby być uznanym za wariata,”

    Zdjęcia pokazuj ZBEZCZESZCZONY GRÓB Eligiusza Niewiadomskiego

    Eligiusza Niewiadomskiego tworzyły sprzeczności, które do dziś nie pozwalają jednoznacznie ocenić jego osoby. No bo jak wytłumaczyć, że profesor rysunku, znany malarz i człowiek powszechnie szanowany mógł zamordować pierwszego prezydenta RP Gabriela Narutowicza. Większość społeczeństwa uznała go za szaleńca i pospolitego zbrodniarza. Tylko narodowcy rozumieli i usprawiedliwiali to, co zrobił, nazywając go bohaterem.

    Jak podawała „Gazeta Poranna” z 7 lutego 1923 roku kondukt żałobny z trumną Eligiusza Niewiadomskiego ruszył o 5.45 rano do kościoła na warszawskich Powązkach.

    Gdy dotarto na cmentarz ktoś zaintonował „Kto się w opiekę”, a ludzie szybko podchwycili pieśń. W kościele odprawiono żałobną Mszę, w czasie której zaśpiewano jedną zwrotkę „Roty”. Rodzina Niewiadomskiego była zaskoczona, widząc, że na cmentarzu zebrał się tłum, liczący około 10 tysięcy ludzi. Prawie wszyscy mieli w rękach kwiaty. Po mszy długi szereg wieńców i trumnę zaniesiono drogą cmentarną wyłożoną gałązkami jodły do grobu. Kobiety płakały. Nie było nikogo, kto nie miałby w oczach głębokiego bólu. Gdy trumnę spuszczano do dołu, zapanowała zupełna cisza. Jeden z uczestników odpiął Krzyż Walecznych z własnej piersi i rzucił do grobu.
    Po dokonaniu pogrzebu publiczność odśpiewała „Rotę”, na trumnę posypały się setki kwiatów. Na wstędze dużego bukietu z fiołków alpejskich można było przeczytać „Od Polek z Ameryki – cześć Nieśmiertelnemu”.

    O 9-tej uroczystości dobiegły końca. Ludzie zaczęli się rozchodzić, ale na ich miejsce zaczęli przychodzić nowi, kładąc kwiaty i wieńce…

    Eligiusz Niewiadomski został stracony 31 stycznia 1923 roku na mocy wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, który doszedł do przekonania, że Niewiadomski: „powodowany osobistym poglądem na obecny stan rzeczy w Polsce i swoistym poczuciem Jej honoru rzeczywiście dnia 16 grudnia 1922 roku w Warszawie podczas otwarcia wystawy w gmachu Zachęty Sztuk Pięknych dokonał zamachu na życie wybranego przez Zgromadzenie Narodowe, zgodnie z Konstytucją z dnia 17 marca 1921 roku, obowiązującą w Rzeczypospolitej Polskiej, Prezydenta Gabriela Narutowicza, w trzecim dniu jego urzędowania, dając do niego trzy strzały rewolwerowe i powodując tym natychmiastową śmierć”.

    Dalej Sąd zawyrokował: „Mieszkańca m.st. Warszawy, Eligiusza Niewiadomskiego, lat 53, skazać po pozbawieniu praw stanu na karę śmierci”.

    W dniu wykonania wyroku Niewiadomski był w dobrym humorze, żartował nawet. Parę minut po 6-tej rano zabrano go z więzienia mokotowskiego samochodem wojskowym otoczonym przez straż wojskową do Cytadeli warszawskiej. Samochód psuł się w drodze kilka razy, dlatego Niewiadomski kilkaset ostatnich kroków przeszedł pieszo. Przy nim szli jego obrońca Stanisław Kijeński i duchowny o.Benjamin, Kapucyn.

    Gdy mecenas Kijeński wziął go pod ramię, Niewiadomski z pogodnym i uprzejmym uśmiechem podziękował za pomoc: „Panie mecenasie, niech mnie pan puści, bo pomyślą jeszcze, że mnie pan podtrzymuje, a ja idę z całą pewnością siebie”. Egzekucję wykonać miała szkolna Kompania 30 pułku Strzelców Kaniowskich. Żołnierze ustawili się w czworobok, w środku, którego stanął Niewiadomski, przy nim duchowny.

    Po odczytaniu sentencji wyroku, skazany pocałował krzyż i został pobłogosławiony. Odezwał się:

    „Odchodzę szczęśliwy, że przestanę patrzeć na to, co z Polską zrobił Piłsudski. Ufny jestem, że krew moja przyczyni się do zjednoczenia serc polskich” .

    Po wypowiedzeniu tych słów, podszedł do słupka. Komendant Kompanii podprowadził 6 wylosowanych żołnierzy na odległość 8 kroków przed słupek. Jeden z nich podszedł do Niewiadomskiego, aby przewiązać mu oczy chusteczką. Niewiadomski powiedział:

    „Nie zawiązujcie mi oczu i nie przywiązujcie do słupka”, po czym zwrócił się do żołnierzy, którzy mieli go rozstrzelać i powiedział: „proszę, aby mierzono mi w głowę, ja stanę wam wygodnie”. Stanął, zdjął płaszcz i kapelusz, rzucił je obok na ziemię. Do ust podniósł kwiaty, które dostał od rodziny. Dokładnie o 7.19 padła komenda i zabrzmiała salwa. Niewiadomski osunął się na ziemię. Lekarz stwierdził natychmiastową śmierć.

    Niewiadomski nie uważał się za pospolitego mordercę, raczej za bohatera narodowego. Ostatnie dni życia, które spędził w więzieniu wypełnił rozmyślaniem i pisaniem. Wtedy powstało jego przesłanie do

    „Do wszystkich Polaków”: „Nie chcę aby wyrok na mnie wykonany, stał się powodem zemsty krwi. Był on zgodny z prawem i życzeniem moim, był zatem sprawiedliwy, więcej- był potrzebny. Śmierć moja jest koniecznym uzupełnieniem mego czynu. Bez niej był on nie tylko bezpłodny, ale leżałby na nim cień mordu. Śmierć to zatrze, czyn mój zakwitnie dopiero podlany krwią moją. Zakwitnie to znaczy przemówi do Narodu. Głupcy i hipokryci widzą w nim akt szaleństwa albo fanatyzmu. Tak nie jest!

    Byłoby źle z Polską, gdyby odrobina charakteru wystarczała aby być uznanym za wariata, a odrobina uczucia wychodzącego, poza normy przeciętne, dawała kwalifikacje na fanatyka.

    Czyn był straszny, bo musiałem uderzyć w naród. Nie słowem bezsilnym, lecz gromem. Gromem równym tej hańbie, jaką go opanowała spółka cynicznych hultajów i jawnych wrogów Polski. Musiałem uderzyć gromem, aby zbudzić tych co mniemają, że Polska już się ciałem stała, że minął czas wysiłków i ofiar i że broń można już złożyć. Tak nie jest! To, na co patrzą oczy nasze, nie jest jeszcze Polską. Nie o takiej śniły wielkie serca poetów naszych, nie za taką cierpiały, walczyły i ginęły pokolenia.
    (…)
    To Jest dopiero Polska Piłsudskiego, Judeo-Polska. Naród polski do władzy w niej jeszcze nie doszedł. Polskę prawdziwą trzeba dopiero zdobyć i zbudować. W walce o nią niech się hartuje dusza pokoleń. Od udziału w tej walce nie zwalnia nikogo, ani wiek, ani stanowisko społeczne, ani przynależność lub nie przynależność do partii. Trzeba ją zacząć od zwycięstwa nad sobą, od pokonania własnej słabości”.

    16 grudnia wielu zadawało sobie pytanie, dlaczego ten świetnie wykształcony, powszechnie szanowany, uczciwy obywatel, uczestnik walk o niepodległość z 1920 roku, mąż i ojciec targnął się na życie prezydenta. Nie znajdowano na to logicznego wytłumaczenia.

    Wytłumaczenie miał jednak Niewiadomski.

    On czuł się po prostu rozgoryczony faktem, że Narutowicz, mason, ateista, przez wiele lat przebywający zagranicą (32 lata spędził w Szwajcarii), a co za tym idzie, nie znający interesów państwa został głową polskiego narodu.

    „W Sejmie kluby lewicowe w porozumieniu z żydostwem, stojąc na czele jawnych wrogów Polski, postanowiły za wszelką cenę nie dopuścić do prezydentury człowieka niezależnego. Potrzeba im było człowieka chwiejnego, uległego, dającego się powodować. W takim chcieli mieć powolne narzędzie matactw politycznych i gwarancję utrzymania kraju w stanie dotychczasowej anarchii. Udało im się przeprowadzić swojego kandydata głosami żydostwa przeciw większości polskiej.

    Narutowicz nie zorientował się i wybór przyjął. Przeciwko tym hańbom trzeba było zaprotestować głośno i silnie, bronić majestatu Rzeczypospolitej sponiewieranego przez ciury.

    Czy miałem do tego prawo? Miałem prawo i obowiązek. Miałem takie prawo jak każdy obywatel, dla którego Ojczyzna nie jest czemś, o czem się dowiaduje z gazet”.

    Podobnego co Niewiadomski zdania była i część polskiego społeczeństwa. Ugrupowania narodowe w dniu zaprzysiężenia prezydenta Narutowicza zorganizowały demonstrację kwestionującą wybór Zgromadzenia Narodowego.

    W trakcie swej kilkudniowej prezydentury Narutowicz dostał wiele anonimowych listów z pogróżkami. Pisano w nich, że czeka go śmierć jeśli nie zrezygnuje z funkcji prezydenta. Także w prasie pojawił się szereg nieprzychylnych mu artykułów.

    W trakcie procesu 30 grudnia 1922 roku ku zaskoczeniu sądu i publiczności zgromadzonej na sali Niewiadomski przyznał się, że początkowo nosił się z zamiarem zabicia Józefa Piłsudskiego, Naczelnika Państwa. Co prawda, z początku podziwiał go i szanował, ale później obwiniał za anarchię w państwie, pusty skarb i wsadzanie swoich towarzyszy na ważne stanowiska państwowe. Zapewnił, że Piłsudskiemu uratowała życie jedynie jego rezygnacja z ubiegania się o fotel prezydenta…

    Osobistej urazy Niewiadomski do Narutowicza nie posiadał. Nie znał, nie widział i nie rozmawiał z nim wcześniej ani on ani jego rodzina. Na sali sądowej dodał: „Nie żałuję niczego, zrobiłem to, co było moim obowiązkiem, moim trudnym, ciężkim obowiązkiem. Spełniłem go twardo i uczciwie. Przez moje ręce przemówiła nie partyjna zaciekłość, tylko sumienie i zelżona godność narodu. Tak jak ja, czują tysiące, tylko nie każdy zrobił to, co stało się moim udziałem”.

    Ogłoszenie wyroku przyjął ze spokojem: „Oznajmiam niniejszym, że wyrok przyjmuję. Wszystkie podania o ułaskawienie, o ile by takowe z czyjejkolwiek strony wpłynęły, proszę uważać za złożone bez mojej wiedzy i wbrew mojej woli. O ile na podaniu znalazł się mój podpis, proszę uważać go za nieautentyczny”.

    Dla wielu Eligiusz Niewiadomski stał się bohaterem narodowym. Kilka dni po egzekucji, w kościołach całego kraju organizowano uroczystości żałobne za jego duszę. Przez kilka najbliższych lat publikowano wiersze jemu poświęcone i urządzano wystawy jego dzieł malarskich. Bez wątpienia duże zasługi dla szerzenia kultu Niewiadomskiego położyła Narodowa Demokracja.

    Z opracowania Emilii Kunikowskiej, która oparła się m.in. na publikacjach w „Kurierze Porannym” /01.02.1923/; „Kurierze Poznańskim” /01.02.1923/; „Gazecie Porannej” /07.02.1923/ i „Kartkach z więzienia: Eligiusz Niewiadomski”, Poznań 1923 oraz S. Kijeńskiego: „Proces Eligiusza Niewiadomskiego”.

  10. Gość said

    Re 9
    „czuł się po prostu rozgoryczony faktem, że Narutowicz, mason, ateista, przez wiele lat przebywający zagranicą (32 lata spędził w Szwajcarii), a co za tym idzie, nie znający interesów państwa został głową polskiego narodu.”
    Szanowna Pani, należy być ostrożnym, jeżeli pisze się rzeczy krzywdzące innych.
    Rodzina prezydenta Narutowicza długo walczyła o przywrócenie Jego dobrego imienia, czyli starała się udowodnić, że NIGDY nie był masonem i …nim nie był. Jest zapisana(archiwa DOSTĘPNE, sama to sprawdzałam) rozmowa kardynała Kakowskiego z Gabrielem Narutowiczem, przy końcu której on klęka i kardynał go błogosławi (coś w rodzaju spowiedzi z życia) i także daje świadectwo, że nie należał do masonerii. Owszem jako młody człowiek Narutowicz sympatyzował z ruchem masońskim, ale masonem NIE BYŁ!!!
    Powracając do ” 32 lat w Szwajcarii”, osiągnął tam jako inżynier ogromny sukces, był bardzo zamożny i miał doskonałą pozycję …i to wszystko rzucił, gdyż myślał, że jest Polsce potrzebny, to był gest PATRIOTY (apanaże które miał dostać jako prezydent były nieporównywalnie mniejsze). Ateista, totalna bzdura. Mój ojciec przyjaźnił się z bratankiem G. Narutowicza, rodzina była katolicka, a także wśród osób z rodziny były siostry zakonne (to na jej prośbę ! sprawdzałam archiwa dotyczące rozmowy kardynała Kakowskiego i G. Narutowicza).

  11. Gość said

    ad.10.
    Sprawa Niewiadomskiego to nie sprawa szalonego romantyka, raczej szaleńca, którego wykierowano na mordercę.

  12. Marucha said

    Re 10:
    Prawdę mówiąc – jestem zaskoczony informacjami nt Narutowicza, które obracają do góry nogami to, co o nim wiemy.
    Nie rozumiem jednej rzeczy… dlaczego został wybrany głosami m.in. mniejszości narodowych?

  13. dr TS said

    Się szanowny Admin przypatrzy dokładnie zdjęciu 🙂

  14. Gość said

    Re 12
    Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć…
    Jedno jest pewne rodzina Narutowiczów była katolicka i…skromna i bardzo boleli, że G. Narutowicz był uznany za masona.
    Rozmowa prezydenta i kardynała jest do wglądu choćby w bibliotece UKSW.

  15. Marucha said

    Re 13:
    Przyjrzałem się wszystkim zdjęciom i nic szczególnego nie zauważyłem.

  16. Brat Dioskur said

    Re12
    Nie tylko glosami mniejszosci bo i ….”Piasta”!Nawiasem Niewiadomski mial rabnac Pilsuda.

  17. AQQ said

    z sieci :

    Całujcie mnie w dupę – wersja 2012.

    Absztyfikanci od Donalda i SLD-owskie równe chłopy,
    Co podliczacie swoje salda, wy honorowe mizeroty.
    Warszawskie bubki, żygolaki, z szajką wytwornych pind na kupę,
    cwaniaki, franty, zabijaki. Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    Ty Bufetowo, ze stolicy co knujesz z dziczą od Biedronia,
    Was w oczy kole płomień zniczy i krzyż, na którym Jezus skonał.
    Wy nienawiścią zaślepieni Tarasa durną tworząc trupę,
    na zawsze będąc ośmieszeni, Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    I ty Stokrotko, z TVN-u, Urbana wierna uczennico
    Co plujesz jadem z Cekaemu Ty GóWna- sprawna nałożnico.
    Bez żadnych zasad i wartości, zajęta szpetnych butów skupem,
    i fabrykanci tej podłości Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    I wy co Polskę rwać na strzępy gotowi z RAŚ-istowską zgrają,
    myślicie sobie, naród tępy, nic z tego Lachy nie kumają.
    Wy nas wiodący do rozbioru serwując argumenty głupie,
    animatorzy w Polsce sporu, Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    Ty co zasiadasz w Belwederze ze swą SB-ecką grubą gejszą,
    co Putinowi chcesz w ofierze, dać mą Ojczyznę najcenniejszą.
    I wy, co Targowicy śladem stosować chcecie ślepą lupę
    nie martwiąc Tutki się rozpadem Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    I wy pomioty skurwysyńskie, co sprzedać chcecie Polskę całą.
    My argumenty te kretyńskie wybijem wam z czerepów pałą.
    I ci co w sądach wciąż rozgrzani wyroków bzdurnych tworząc kupę
    Bo prawo ciągle macie za nic Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    I ty premierze bez charyzmy, co wiedziesz Polskę ku przepaści.
    Ty idziesz chłopie drogą Dyzmy, skończysz jak zdrajcy różnej maści.
    I wy Michnika liczne mioty tworzący antypolską grupę
    prowokujący dziś wymioty Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    Ty prawdomówna Kopaczowo, od sekcji i pancernej brzozy
    Lotnictwa wielcy specjaliści, badacze i prokuratorzy
    To wy ględziarze i bajdury jesteście już moralnym trupem,
    powiem wam zatem z grubej rury Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    Wy z Izraela męczennicy co w mundur czarny pchacie nas,
    niemieccy kłamcy, obłudnicy co cofnąć chcecie znowu czas.
    Starozakonne, cwane gapy co z holokaustu chcecie żyć
    i wyciągacie chciwe łapy Całujcie wy mnie wszyscy w rzyć.

    I wy moskiewscy PO-paprańcy, co dorabiacie u Red Bula
    Komusza bando WSI-ej szarańczy na widok, której cierpnie skóra
    Szczwany seryjny samobójco, co patriotów kładziesz trupem
    Policjanci-prowokatorzy, całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    Wy hazardowi rwacze kasy Rychy i Zbychy z Mirem w odwodzie
    Wy POlszewickie przekrętasy bez przerwy na złodziejskim głodzie
    Którzy amnezją powaleni zbieracie się w bandycką kupę
    Nie wszyscy tutaj wymienieni, Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    I wy, oszuści i blagierzy, Wypierdy bez polskiego ducha
    Myślicie, że wam naród wierzy – usunie Was stąd zawierucha.
    Karne pętaki i szturmowcy, co grać gotowi nawet trupem
    I rekordziści, i sportowcy, całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    Wajdy i Kutze wskroś ponure, Hołdysy, bez mózgowej Kory.
    Podskakiwacze pod kulturę, którzy bezwiednie robią w pory.
    I europejscy marzyciele, zebrani w malowniczą trupę
    Z ryżym i miernym kpem na czele, Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    I jeszcze Bolek dureń krewki, co dużo chciałby, a nie może,
    oraz „profesor” Bartoszewski (Pan wie już za co, „profesorze” !)
    Środo za młodu nie dorżniętą, co wyskrobałaś taki tupet,
    że szczujesz na nas swe szczenięta; Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    I ty fortuny skurwysynu, gówniarzu uperfumowany,
    Co splendor oraz spleen Londynu nosisz na gębie zakazanej,
    I ty, co mieszkasz dziś w pałacu, a srać chodziłeś pod chałupę,
    Ty, spod Lublina łże-pajacu, Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    I wy głupawi niewolnicy, sondaży co wam mózg lasują,
    „autorytetów” zwolennicy, które naprawdę na was plują.
    I wy warszawskie wykształciuchy, co nadstawiacie władzy pupę,
    głosując jak więzienne juchy, Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    Wy z komuchami w lewej flance, ciągnący z Polski grubą rentę,
    szerzący dziś moralną francę, niszczący wszystko to co święte,
    I ty, proroku mainstreamowy, co mózg związany masz na supeł,
    i w własnym szambie brak ci tlenu. Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    Robaczki świętsze od Papieża, co czytaliście trzepiąc gruchę
    Z ryjami w radach i tyradach, z partią na szyi i łańcuchem
    Blogerze oraz dziennikarzu, co tworzysz propagandy zupę
    A niepokorny jesteś w kupie, całujcie wy mnie wszyscy w dupę.

    I wy, o których zapomniałem, lub pominąłem was przez litość,
    to nie dlatego, że się bałem, ale, że taka was obfitość,
    I ty, cenzorze, co za wiersz ten zapewne skażesz mnie na ciupę,
    Iżem się stał świntuchów hersztem, Całujcie wy mnie wszyscy w dupę!
    http://prof.kolka.salon24.pl/472888,zyczenia-swiateczne

  18. AQQ said

    wierszyk siedzi w moderce!

Sorry, the comment form is closed at this time.