Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    konfuzjusz o Schizofrenia fotowoltaiczna
    Bezpartyjna o Schizofrenia fotowoltaiczna
    Jacek o Schizofrenia fotowoltaiczna
    Ale dlaczego? o Demokracja bezludna i inne cud…
    Ale dlaczego? o Demokracja bezludna i inne cud…
    konfuzjusz o Białoruska elektrownia jądrowa…
    UZA o Covid-19 to dopiero wstęp. Będ…
    Sebastian o Polska – kraj stanu wyjąt…
    Głos Prawdy o Wolne tematy (70 – …
    Marucha o Dziwne i najciekawsze choroby…
    Andzia o In statu nascendi
    50% slavic + 20% bal… o Dziwne i najciekawsze choroby…
    D-T o Schizofrenia fotowoltaiczna
    NC o Koniec “efektu Tuska”
    Peryskop o Schizofrenia fotowoltaiczna
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 557 obserwujących.

Archive for 10 marca, 2010

Człowiek, który sześciokrotnie przeżył komorę gazową

Posted by Marucha w dniu 2010-03-10 (Środa)

Oto historia prawdziwa człowieka, który co najmniej sześciokrotnie wyszedł żywy z komory gazowej, opublikowana w „The Montreal Gazette”, Montreal, Canada, 5 sierpnia, 1993

Jedenastoletni chłopiec, Moshe Peer, trzymany w obozie koncentracyjnym Bergen Belsen podczas II Wojny Światowej, był wysłany do komory gazowej co najmniej sześć razy. Za każdym razem przeżył, obserwując ze zgrozą, jak kobiety i dzieci, gazowane razem z nim, traciły przytomność i umierały.

Do dziś Peer, mający obecnie [1993 r – admin] 60 lat nie ma pojęcia, dlaczego udało mu się przeżyć. „Być może dzieci są odporniejsze. Nie wiem.” – powiedział w wywiadzie ubiegłego tygodnia.

Swe ostatnie 19 lat Peer spędził na opisywaniu w pierwszej osobie potworności, jakich był świadkiem w Bergen Belsen. W niedzielę mówił o swej książce i swych doświadczeniach ocalonego z Holocaustu do około 300 młodych ludzi w Petah Tikva Sephardic Congregation w St. Laurent.

Po wojnie Per połączył się ze swym ojcem w Paryżu i wspólnie wyjechali do Izraela.

I pozostaje tylko jeden, nieistotny problem: w Bergen Belsen nie było żadnych komór gazowych.

Całość na stronie http://www.fpp.co.uk/Auschwitz/Belsen/Belsen2.html

Posted in Różne | 68 Komentarzy »

Jak oligarchia okradła obywateli USA

Posted by Marucha w dniu 2010-03-10 (Środa)

Stoimy wobec nowych zagrożeń ludzkości u progu XXI wieku. Zagrożenia ekonomiczne dobrze opisuje Dawid DeGraw w książce pod tytułem: „Elity ekonomiczne dokonały nadzwyczajnego puczu” (The Economic Elite Have Engineered an Extraordinary Coup”) w której udowadnia, że zagrożone jest istnienie klasy średniej w USA.

„Oligarchia amerykańska nie szczędzi wysiłków w ukrywaniu swego istnienia, co jej ułatwia publiczność amerykańska, trzymająca się fikcji „równości” jako ostatniej deski ratunku i zamykająca oczy na to, co się naprawdę dzieje” – według Michael’a Lind’a znanego reżysera i działacza.

Wspólnym wrogiem jest pozbawienie politycznej reprezentacji 99% ludności USA za pomocą skutecznego przekupstwa przez dobrze zorganizowaną ekonomiczną elitę obydwu partii i wszystkich trzech części rządu od wykonawczej, przez ustawodawczą do wymiaru sprawiedliwości. Gospodarka USA, rząd i system podatków zagraża 99% Amerykanów, których sytuacja będzie nadal pogarszać się z powodu stosowanego przeciwko nim terroryzmu ekonomicznego, do którego publiczność, niestety, przyzwyczaja się przy jednoczesnej „wojnie przeciwko terrorowi” (jak gdyby terror były jedną ze stron w walce).

USA ma największą i najbogatszą gospodarkę na świecie a mimo tego jednocześnie ma najwyższe wskaźniki biedy wśród państw uprzemysłowionych. Ponad 50 milionów Amerykanów żyje w ciężkiej biedzie. Połowa dzieci w USA przeżywa okresy, w których potrzebuje kartek na żywność w okresie swego dzieciństwa. Obecnie liczba najbiedniejszych w USA rośnie 20,000 ludzi dziennie. W roku 2009 jedna z pięciu rodzin nie miała dosyć pieniędzy, żeby kupić żywność tak, że 24% rodzin włącznie z ich z dziećmi głodowało. Głód w USA obecnie osiąga szczyt w historii tego kraju.

Obecnie 50 milionów obywateli USA nie ma ubezpieczenia na zdrowie i blisko półtora miliona Amerykanów ogłosiło bankructwo, czyli upadłość, w 2009 roku – co jest o 32% więcej niż w 2008 roku. Choroby powodują ok. 60% upadłości i jednocześnie 75% upadłości jest z powodu chorób w rodzinach ubezpieczonych, ale oszukiwanych przez towarzystwa ubezpieczeniowe działające według motywu zysku i konkurujące na giełdzie nowojorskiej. Nic dziwnego, że w USA służba zdrowia jest najdroższa na świecie, tak, że Amerykanie są zmuszeni płacić dwukrotnie więcej niż obywatele innych państw a jednocześnie służba zdrowia w USA stoi na 37-mym miejscu na świecie wśród krajów uprzemysłowionych.

Od początku obecnego kryzysu Amerykanie stracili 5,000 miliardów dolarów z emerytur oraz 13,000 miliardów dolarów w wartości ich domów. W czasie pierwszego roku kryzysu pracownicy w wieku 55-60, którzy przepracowali 20-29 lat średnio stracili 25% wartości ich funduszu emerytalnego (401k). Długi osobiste przedstawiały 65% wydatków w roku 1980 a w 2009 osiągnęły 125%. Obecnie 25 milionów domów ma niższą wartość rynkową w USA niż zadłużenie hipoteczne.

Co dzień banki dokonują 10,000 eksmisji i niektóre banki dają łapówki, żeby ludzie nie niszczyli odbieranych im domów. Ponad pięć milionów rodzin w USA straciło domy a do 2014 liczba ta wzrośnie do trzynastu milionów, podczas gdy obecne długi hipoteczne przedstawiają niższą wartość rynkową niż jest warte ich zadłużenie. Deutsche Bank przepowiada, że liczba ta dojdzie do dwudziestu pięciu milionów domów w takim stanie zadłużenia. Obecnie jest ponad trzy miliony bezdomnych Amerykanów, wśród których przeważa liczba samotnych kobiet z dziećmi i niestety liczba ta rośnie najszybciej.

Tymczasem przemysł więzienny kwitnie. Coraz więcej jest więzień prywatnych, w których śmiertelność jest znacznie wyższa niż w więzieniach stanowych w USA gdzie obecnie jest dwa miliony trzysta tysięcy więźniów, co stanowi rekord światowy 700 więźniów na 100,000 obywateli. Dla porównania w Chinach 110 na 100,000, we Francji 80 na 100,000, w Arabii Saudyjskiej 45 na 100,000. Przemysł więzienny w USA kwitnie i ma „dobre prognozy” dalszego wzrostu. Według Hartford Advocate w artykule „Uwięziony Naród” stwierdza się, że w USA co tydzień otwiera się nowe więzienie w jakiejś miejscowości.

W USA panuje masowe bezrobocie ukrywane w statystykach rządowych w formie kategorii ludzi zmuszonych do pracy dorywczej i ludzi, którzy stracili nadzieję znaleźć pracę i przestali rejestrować się po wygaśnięciu ich prawa do zapomogi i są usuwani ze statystyk, tak jak to się stało ponad milionowi bezrobotnych w styczniu 2010 w miesiącu, w którym liczba bezrobotnych powiększyła się 104,000 osób. Ocenia się, że zamiast 9.7% oficjalnego bezrobocia w USA,  faktyczne bezrobocie sięga 20%, czyli 30% obywateli USA jest bezrobotnych lub pracujących dorywczo.

Ocenia się, że zatrudniony procent ludności USA wynosi obecnie tylko 64% i że obecnie brak około dziesięciu milionów stanowisk pracy w Stanach, gdzie w samym 2009 roku 20 milionów ludzi zakwalifikowało się na zapomogi, co przekroczyło środki 27 stanów a w sumie 40 stanowych programów opieki zbankrutowało. Doszło do takiej sytuacji, że urzędnicy stanowi i federalni zarabiają przeciętnie więcej niż ludzie zatrudnieni w gospodarce prywatnej. Obecnie jest sześciu aplikantów na każde otwarte stanowisko pracy, podczas gdy przedsiębiorcy wymagają zwiększania wydajności na godzinę i statystyki wykazują, że wydajność pracy na godzinę szybko wzrasta w USA i osiąga rekord światowy w 2009 wzrostu o prawie 10% przy jednoczesnym spadku kosztu robocizny o 5.2% co daje rekordowe zyski korporacjom, których 78% ma nadspodziewane zyski wyższe o 17% niż się tego spodziewano co jest rekordem na ćwierć roku.

Urząd Statystyczny USA podaje średni dochód na rodzinę 32,390 dolarów w 2008 roku, w którym dochody spadły o 3.6% a bezrobocie wynosiło 5.8%. Obecnie bezrobocie wynosi 10%  a średni dochód spada 5% rocznie. Zadowolenie z pracy wśród Amerykanów osiągnęło najniższy poziom w historii. Połowa rodzin w USA zarabia coraz mniej i szuka dodatkowej pracy.

Zbrodnią przeciwko ludzkości są skutki lichwiarskiego wyzysku w USA i rozpowszechnienie biedy i związanej z biedą fatalnych innych skutków. Organizacje charytatywne takie jak katolicki Caritas dysponują małym ułamkiem pieniędzy, potrzebnych rosnącym masom biednych parafian, którzy cierpią skutki kryzysu i nie mogą opłacić kosztów służby zdrowia etc. Ponad 150 milionów Amerykanów czuje stałe przygnębienie, a 60% nie ma żadnych rezerw pieniężnych. Jest to zupełnym zaprzeczeniem możliwości proporcjonalne do obecnej ery postępu.

Dawid DeGraw opisuje ten stan rzeczy w jego wyżej wspomnianej książce poświęconej obecnej rzeczywistości, w której elita ekonomiczna dopuściła się rabunku społeczeństwa i spowodowała początek kryzysu szwindlem na trylion dolarów.

Iwo Cyprian Pogonowski – http://www.pogonowski.com

Posted in Polityka | 28 Komentarzy »

Mistral, Rosja i sprawa polska

Posted by Marucha w dniu 2010-03-10 (Środa)

Mistral to duży desantowy okręt szturmowy o wyporności blisko 24 tys. ton. W rejsach transoceanicznych może transportować 40 czołgów, 450 żołnierzy i 16 ciężkich śmigłowców. Ze 199-metrowego pokładu jednocześnie operuje 6 śmigłowców, w tym jeden o masie do 33 t, a hangary pomieszczą 16 dużych maszyn. W przypadku wykorzystania jednostki jako śmigłowcowca, możliwym jest operowanie z niego do 35 lżejszych helikopterów. Wyposażono go w 4 kutry desantowe i 2 poduszkowce.

To są dane techniczne francuskiego okrętu wojennego, który Francja zdecydowała się sprzedać Rosji.

Wiadomość o tym, że transakcja jest przygotowywana była znana już jesienią 2009 roku. Jednak dopiero podczas niedawnej wizyty prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa w Paryżu ogłoszono o tym oficjalnie. W komentarzach podkreśla się, że jest to pierwsza po 1989 roku transakcja tego typu między krajem NATO a Rosją.

W Polsce natychmiast odezwały się głosy krytyczne, zarówno w komentarzach publicystów, jak i oficjalnych enuncjacjach. I tak, podległe prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu Biuro Bezpieczeństwa Narodowego opublikowało analizę, w której czytamy m.in., że kontrakt „należy widzieć w perspektywie neoimperialnej ekspansji rosyjskiej”. Dalej sarkastycznie pisze się o polityce Paryża: „Pomny doświadczeń doby swojego poprzednika J. Chiraca, kiedy to Francja została zdystansowana na scenie europejskiej przez Niemcy poprzez współpracę Berlina z Moskwą, prezydent N. Sarkozy jest motorem ożywienia w relacjach z Rosją. Pozwala to Paryżowi na zachowanie marzeń o powrocie do roli głównego rozgrywającego w Europie, ale z drugiej strony daje Moskwie pole do manipulowania zarówno polityką francuską, jak i niemiecką oraz europejską, choćby przez wprowadzanie do europejskiej agendy kwestii nowego traktatu o bezpieczeństwie zbiorowym”. Dalej padają nawet zarzuty, że Francja daje się wykorzystywać Rosji do prowadzenia polityki zmierzającej do „marginalizacji bądź wręcz likwidacji NATO rękami jego członków”.

Takie są poglądy większej części polskich elit politycznych, choć rządząca Platforma Obywatelska nigdy nie pozwoliłaby sobie na tak ostre publiczne sformułowanie zarzutów. Można więc powiedzieć, że polska polityka nadal wierna jest idei przewodniej sformułowanej już ładnych parę lat temu – ta idea to podejmowanie działań mających na celu maksymalne ograniczanie wpływów Rosji nie tylko w przestrzeni postsowieckiej (kraje bałtyckie, Ukraina, Gruzja, Azerbejdżan itd.), ale torpedowanie wszelkich projektów (politycznych, gospodarczych i wojskowych) zmierzających do zbliżenia Rosji i Europy. Polska chciałaby, żeby NATO i UE były instytucjami nastawionymi na konfrontację z Rosją.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że jest to koncepcja całkowicie oderwana od rzeczywistości. Choćby w sprawie okrętu typu Mistral, sekretarz generalny NATO, Duńczyk Anders Fogh Rasmussen, zajął zupełnie odmienne stanowisko niż oficjalne czynniki w Polsce. Stwierdził on, że Rosja „nie jest zagrożeniem ani dla Sojuszu, ani dla jego członków”. Wyraził tylko opinię, że „niepokoje niektórych aliantów są zrozumiałe z racji historycznych i geograficznych”. Tylko tyle.

Motorem napędowym zacieśniania współpracy Europy z Rosją jest nie tylko Francja, ale przede wszystkim Niemcy. Do państw „prorosyjskich” zalicza się także Włochy i Hiszpanię. Są to kluczowe państwa Unii Europejskiej i nawet bardzo głośne protesty Polski czy Estonii nic tu nie dadzą. Po prostu – strategia UE i – jak się wydaje – NATO, jest całkowicie przeciwstawna temu, co proponuje Polska.

O ile w czasie rządów administracji Georga Busha juniora antyrosyjska opcja w polskiej polityce miała jako takie oparcie (acz było ono bardzo instrumentalne), to teraz nie ma już żadnego. Waszyngton przestał interesować się wschodnią Europą, oddał inicjatywę Unii Europejskiej (czyli Niemcom i Francji). Zasadnicza zmiana polityczna na Ukrainie i brak jakiejkolwiek reakcji Ameryki – świadczy o tym dobitnie. Polska zaś poniosła tak dużo spektakularnych porażek, by wymienić tylko fiasko prób storpedowania budowy Gazociągu Północnego – że aż dziwnym wydaje się, że prawie w ogóle o tym nad Wisłą się nie mówi. Tak, jakby nic się nie stało.

Tymczasem stało się wiele – polska polityka wschodnia jest traktowana w zachodniej Europie jako całkowicie nieodpowiedzialna, jako relikt polityki Busha i wspierających go amerykańskich neokonserwatystów. To dlatego Niemcy i Francja zrobiły wiele, by na stanowisko sekretarza generalnego NATO nie wybrać czasem Radosława Sikorskiego, postrzeganego w Paryżu i Berlinie jako pionka w rękach Waszyngtonu (mniejsza o to, czy słusznie czy nie). Na rzeczywistość nie można się obrażać, politykę zawsze można skorygować, najgorsze dla Polski byłoby brnięcie w starych koleinach.

Chyba powoli wybija godzina podjęcia zasadniczej decyzji, a jest nią skorelowanie polskiej polityki wschodniej z polityką Niemiec i Francji. W przeciwnym wypadku będziemy się jako kraj marginalizować, ze szkodą dla siebie rzecz jasna.

Jan Engelgard, Nowa Myśl Polska (tekst przeznaczony dla „Głosu Katolickiego” w Paryżu)

Posted in Polityka | 3 Komentarze »

Grecka gorączka w strefie euro

Posted by Marucha w dniu 2010-03-10 (Środa)

Grecja stała się „chorym człowiekiem” Unii Europejskiej. Boleśnie odczuwa skutki kryzysu finansowego i gospodarczego. Jej budżet jest w opłakanym stanie. W maju Ateny muszą spłacić ponad 50 mld euro długów. Istnieją poważne obawy, że mogą same sobie z tym nie poradzić. W podobnej sytuacji są Hiszpania, Portugalia, a nawet Włochy, których problemy spiętrzą się jeśli Grecja nie zapłaciłaby na czas. Kraje te należą do strefy euro i ich problemy uderzają we wspólną walutę. Dlatego Grecja otrzyma pomoc, ale kosztem dalszego ograniczenia własnej suwerenności.

Bolesne skutki słabości państwa

Państwo greckie jest najbardziej zadłużonym krajem UE. W ubiegłym roku deficyt budżetowy wyniósł 12,7 proc. produktu krajowego brutto (PKB), a cały dług publiczny wynosi 113 proc. PKB. Oznacza to, że władze w Atenach od wielu lat wydawały więcej niż otrzymywały, aż wszystkie długi przekroczyły wartość tego co cała gospodarka tego kraju produkuje w ciągu roku. W maju tego roku do zapłacenia jest ok. 50 mld euro długów. Skarb państwa nie ma tych pieniędzy. Musi zaciągnąć nowe pożyczki, aby spłacić stare. Takiemu dłużnikowi pożycza się na coraz większy procent, bo ryzyko niewypłacalności rośnie. Dzisiaj Grecja płaci różnym instytucjom finansowym ponad dwa razy więcej niż np. rząd Niemiec. W ten sposób pętla zadłużenia zaciska się coraz szybciej.

Grecy nie są narodem biednym i nie żyją w ubóstwie. Ale stan kasy swojego państwa doprowadzili do upadku. [Czy rzeczywiście byli to Grecy, czy „Grecy”? – admin] Ściągalność podatków jest najniższa w UE. Ocenia się, że jedna trzecia gospodarki znajduje się w szarej strefie, a korzystanie z rajów podatkowych przez zamożnych obywateli jest bardzo popularne. Do tego okazało się, że stan finansów publicznych był w o wiele gorszej kondycji, niż to pokazywały oficjalne statystyki i raporty płynące do Brukseli. Gdyby władze greckie mówiły prawdę, państwo to nie zostałoby przyjęte do strefy euro. Podobno w fałszowaniu danych Atenom pomagał amerykański bank spekulacyjny Goldman Sachs. Ten sam, który zasłynął już w Polsce negatywną spekulacją na złotówce i w którym pracuje były premier Kazimierz Marcinkiewicz. [Bardzo zdziwilibyśmy się, gdyby to nie Goldman Sachs stał zarówno za kryzysem w Grecji, jak i bankructwem Islandii. Swoją drogą to piękny eufemizm: „bank spekulacyjny” – na oznaczenie największego złodzieja i bandyty wszechczasów – admin]

Kryzys gospodarczy ma wpływ na obecne problemy Grecji, ale nie jest ich jedynym sprawcą. Brak troski o państwo, jego nieprawidłowe funkcjonowanie i złe zarządzanie groszem publicznym są rzeczywistymi sprawcami obecnej sytuacji. Kryzys tylko przyspieszył negatywne zjawiska. Gdyby Grecja dysponowała własną walutą mogłaby po prostu dodrukować pieniędzy, tak jak w walce z kryzysem, zrobiło to wiele innych krajów, z USA i Wlk. Brytanią na czele. I jak sama robiła to parokrotnie wcześniej. Będąc jednak w strefie euro nie mogła tego uczynić. Ale z drugiej strony, jej problemy stały się problemami innych. [Ciekawi nas, jaka jest prawdziwa narodowość tych, co to mieli „troszczyć się o państwo”, dbać o jego „prawidłowe funkcjonowanie” i „zarządzanie groszem publicznym”. Coś nam się zdaje, że ci ludzie nie lubią kotletów wieprzowych… – admin]

Europa pomoże, ale nie za darmo

Bankructwo greckiego budżetu natychmiast przeniosłoby się na inne kraje będące w strefie euro. Wiele z nich, wobec trudnej sytuacji gospodarczej, złamało wspólne kryteria wiążące państwa przyjmujące jedną walutę. Jednym z takich wskaźników jest maksymalny pułap deficytu budżetowego nie przekraczający 3 proc. PKB. A np. w Portugalii wyniósł on 11,4 proc. oraz w Hiszpanii 9,3 proc. Kraje te są w niewiele lepszej sytuacji od Grecji.

Zachodzi tu podobne zjawisko do sytuacji banków z pierwszego etapu kryzysu. Bojąc się negatywnych konsekwencji ich bankructw, rządy z pieniędzy podatników udzieliły im gigantycznej pomocy. Teraz takiej samej pomocy potrzebują najsłabsze z państw narodowych. Gdyby jej nie otrzymali, ich upadek wywołałby falę negatywnych zjawisk, nad którymi nikt już nie mógłby zapanować. A w tym konkretnym przypadku oznaczałoby to załamanie się euro i wyjście kilku krajów z systemu wspólnego pieniądza. [I dobrze by się stało! – admin]

Dlatego z inicjatywy Niemiec Unia Europejska przyszła z pomocą Grecji. Europejski Bank Centralny, który jest emitentem euro, ze względów prawnych nie może udzielać pożyczek (czyli dodrukowywać pieniędzy). [Eee tam, po co zaraz dodrukować, wystarczy dopisać parę zer w komputerach – admin].  Pomoc udzielona więc będzie przez państwowe banki poszczególnych krajów UE, a w szczególności Niemiec i Francji. Niektóre z nich odroczą wymagalne płatności lub rozłożą na korzystne raty. Inne wykupią greckie obligacje, dając Atenom potrzebne na rolowanie długów pieniądze. Ale wezmą też ryzyko ich niewypłacalności.

Z tego powodu postawiono greckiemu rządowi twarde warunki sanacji finansowej. Uzgodniony program przewiduje m.in. zamrożenie płac, wyższe podatki od paliwa oraz podwyższenie wieku emerytalnego. To oczywiście wywołuje protesty społeczne, ale Grecy nie mają wyjścia. Doprowadzili się [Sami? Czy z pewną pomocą lucyferiańskich rodzin bankierskich? – admin] do takiej sytuacji, że muszą przystać na dyktat Brukseli, a tak naprawdę Berlina. Albowiem Niemcy wykorzystały tę sytuację, aby potwierdzić i umocnić pozycję lidera w Unii.

Wrócił temat euroobligacji

Przy okazji dyskusji o tym jak pomóc Grecji, wrócił temat euroobligacji. Była już o nich mowa na wcześniejszych szczytach UE, m.in. jako propozycja Polski. Chodzi o to, że większe kraje mogą łatwiej i po niższych kosztach sprzedawać swoje obligacje. Kraje słabsze, a zwłaszcza nie należące do strefy euro, uzyskują gorsze warunki kredytowe. W myśl solidarności europejskiej powstałby jeden fundusz, który ze sprzedaży emitowanych przez siebie obligacji, gromadziłby środki na pożyczki poszczególnym krajom członkowskim. Wypłacalność funduszu byłaby solidarnie gwarantowana przez wszystkie kraje UE. Gdyby taki fundusz istniał, pomoc Grecji nie stanowiłaby problemu i miałaby w zasadzie automatyczny charakter.

Na jego powstaniu zyskałaby też Polska, która w razie kłopotów budżetowych mogłaby korzystać z łatwego dostępu do pieniędzy. A jednocześnie nie musiałaby płacić ceny szybkiego wchodzenia do strefy euro i spełniania wyśrubowanych, duszących gospodarkę, kryteriów makroekonomicznych. Byłby to europejski odpowiednik Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który przychodzi z pomocą państwom popadającym w kryzys, w zamian za realizację narzuconego programu naprawczego. Przypadek Grecji udowodnił konieczność powstania takiej instytucji. [Zdaniem admina najlepszym krokiem było by po prostu wyjście z Unii Europejskiej, ale tego nie ośmielają już sugerować nawet najwięksi narodowcy i patrioci. – admin]

Bogusław Kowalski „Niedziela” nr 9/2010

Posted in Polityka | 11 Komentarzy »

 
%d blogerów lubi to: