Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archive for 19 marca, 2010

Wizyta w Moskwie

Posted by Marucha w dniu 2010-03-19 (Piątek)

Po raz pierwszy od wielu lat polski polityk prawicowy odwiedził Moskwę i miał tak znaczących rozmówców. Poseł Bogusław Kowalski, członek sejmowej komisji spraw zagranicznych, spotkał się z Konstantinem Kozaczowem, przewodniczącym takiej komisji w Dumie i Gienadijem Gutkowem, przewodniczącym komisji bezpieczeństwa narodowego. Obaj to czołowe postaci rosyjskiej sceny politycznej z dwóch rządzących partii: Jednej Rosji i Sprawiedliwej Rosji. Do tego rozmowa z Modestem Kolerowem, jednym z głównych doradców Kremla i czołowym myślicielem oraz strategiem putinizmu. To wszystko w ciągu jednego dnia. Na takie kontakty polska ambasada musi czekać miesiącami.

Podczas rozmowy z Kozaczowem, młodym politykiem, któremu przewiduje się dużą karierę, padła konkretna propozycja rozpoczęcia regularnych spotkań członków komisji spraw zagranicznych Dumy i Sejmu. Na wzór odbywających się seminariów rosyjskich deputowanych z komisjami z niemieckiego Bundestagu czy amerykańskiego Kongresu. To konkret potwierdzający zgłaszane deklaracje o woli poprawy stosunków z Polską.

Z jednej strony może zaskakiwać tak poważne podejście do rozmów z jednym z polskich posłów. Ale z drugiej strony, biorąc pod uwagę fakt, że pos. B.Kowalski jest chyba jedynym tej rangi politykiem polskiej prawicy, który od kilku lat konsekwentnie i głośno mówi o potrzebie dobrych stosunków z Rosją, nie powinno to dziwić. Co ważne wizytę pos. B.Kowalskiego w Dumie zauważyły rosyjskie media. Dopiero na bazie podanych przez nie informacji, własną depeszę przygotował nasz PAP.

Polityczny sukces tego wyjazdu pokazuje, że również polska prawica może mieć realny wkład w kształtowanie nowej polityki wschodniej. Dorobek intelektualny Narodowej Demokracji może w tym zakresie być szczególnie przydatny. A co najważniejsze to rysująca się szansa, że nie będzie to jedynie incydentalne wydarzenie. Że mogą powstać trwałe płaszczyzny wymiany myśli i prowadzenia dialogu. Wykorzystanie tej szansy będzie dużym osiągnięciem i wymierną korzyścią dla Polski, podnoszącą jej znaczenie na arenie międzynarodowej.

J.S., Nowa Myśl Polska

Komentarz admina: Polska, jako kraj podporządkowany Unii Europejskiej, nie może formalnie prowadzić żadnej samodzielnej polityki, która w jakimkolwiek stopniu zagrażała by interesom Brukseli-Berlina. I do tej pory żaden rząd i żaden polityk tej zależności nie ośmielił się podważyć. Oczywiście Polska, gdyby rządzili nią Polacy, za nic by sobie nie miała groźne pomruki komisarzy ludowych, europarlamentarzystów, euroministrów czy nawet samego „prezydenta” Unii. Tak jednak nie jest. Unii Europejskiej na pewno nie zależy na podniesieniu znaczenia Polski na arenie międzynarodowej – wprost przeciwnie, Unia dąży do likwidacji polskiego państwa i narodu, gdyż leży to w interesie innego narodu, „wybranego”, de facto sterującego Unią.

Posted in Polityka | 8 Komentarzy »

Rzeczpospolita drukuje ks. Stehlina

Posted by Marucha w dniu 2010-03-19 (Piątek)

Świat się kończy: polskojęzyczna Rzeczypospolita zamieszcza krytyczny wobec Jana Pawła II artykuł ks. Karla Stehlina, przełożonego Bractwa Św. Piusa X w Europie Środkowej i Wschodniej („lefebrystów”), redaktora miesięcznika „Zawsze wierni”. Co się dzieje? Kto pociągnął za jakie sznurki?

Ryzykując odpowiedzialność karną i sądową wobec przedsiębiorstwa PRESSPUBLICA Sp. z o.o., zamieszczamy ten artykuł bez uzyskania odpowiedniej zgody. Nie bardzo rozumiemy, dlaczego musimy uzyskać zgodę na wrzucenie owego artykułu na stronę www, a nie potrzebujemy żadnej zgody na wielokrotne wydrukowanie tego artykułu na własnej drukarce celem rozpowszechnienia.

Oryginał znajduje się pod adresem http://www.rp.pl/artykul/448569.html.

Warto wiedzieć, iż innego zdania są takie autorytety teologiczne, jak Cezary Gawryś, publicysta łże-katolickiej „Więzi” (http://www.rp.pl/artykul/448582.html) oraz niejaki Stanisław Obirek, były duchowny-jezuita – a więc człowiek, który złamał przysięgę daną Bogu i porzucił stan kapłański (http://www.rp.pl/artykul/448583.html).

Zgorszenie dla wiernych

Nawet powierzchowna wiedza o wypowiedziach i działalności Jana Pawła II musi rodzić bardzo poważne wątpliwości, czy należy stawiać go katolikom za wzór do naśladowania – pisze duchowny z Bractwa św. Piusa X.

Spośród wszystkich przejawów czci, jaką my, katolicy, otaczamy drogich nam zmarłych, nie ma większego zaszczytu niż wyniesienie do chwały ołtarzy Kościoła powszechnego. Wydaje się więc najzupełniej usprawiedliwione, że wierni pragną, by ci z ich rodaków, którzy na to zasłużyli przez szczególnie przykładne życie chrześcijańskie, zostali ogłoszeni świętymi i odbierali publiczną cześć zgodnie z odwieczną tradycją Kościoła.

Jednym z aspektów kanonizacji jest to, że osoba świętego staje się dla wszystkich wiernych wzorem cnót chrześcijańskich. Kościół w swej mądrości zawsze starał się badać jak najdokładniej, czy ludzie, którzy mają zostać wyniesieni na ołtarze, są naprawdę godni naśladowania. Pochopny, oparty na niedokładnym materiale dowodowym, osąd godności kandydata miałby daleko idące konsekwencje – mógłby prowadzić nie tylko do obniżenia rangi zaszczytu, ale i do zgorszenia wiernych, którzy mogliby łatwo popaść w błędy czy nawet grzechy, naśladując rzekome cnoty osoby niegodnej tego, by stawiać ją za wzór świętości.

W procesie beatyfikacyjnym papieża Jana Pawła II można niestety dostrzec nadmierny pośpiech oraz nieroztropne lekceważenie bezpiecznej drogi skrupulatnych i długotrwałych badań. Kościół ustanowił je właśnie w tym celu, by być całkowicie pewnym godności kandydatów do kanonizacji. Jednakże w tym przypadku nie przestrzegano nawet skróconego za pontyfikatu Jana Pawła II pięcioletniego okresu, który winien minąć od śmierci kandydata. Okres ten, w przeszłości wynoszący aż 50 lat, ustanowiono właśnie po to, by zapewnić obiektywizm w ocenie zasług kandydata, a także by uniemożliwić polityczne ingerencje w przebieg procesu kanonizacyjnego. Gdy weźmie się pod uwagę nie tylko długość pontyfikatu Jana Pawła II, ale i mnogość jego pism, można słusznie wątpić, czy rzeczywiście jego życie oraz dzieła zostały skrupulatnie i z należytą dbałością zbadane.

Jednak nawet powierzchowna wiedza o wypowiedziach i działalności Jana Pawła II musi rodzić bardzo poważne wątpliwości, czy należy stawiać go katolikom za wzór do naśladowania. Przykładowo 14 maja 1999 r. Jan Paweł II przyjął w Watykanie delegację muzułmanów z Iraku, którzy ofiarowali mu Koran, księgę uważaną przez nich za świętą. Podczas tego spotkania papież pocałował otrzymaną księgę, według słów katolickiego patriarchy Babilonu – na znak szacunku. Tymczasem Koran zjadliwie atakuje Bóstwo Chrystusa Pana oraz niemal całą doktrynę chrześcijańską, dlatego całowanie go przez Wikariusza Chrystusa jest, niezależnie od okoliczności, absolutnie nie do przyjęcia. Wprowadza się w ten sposób w błąd muzułmanów, utwierdzając ich w przekonaniu, że słusznie czynią, przestrzegając nakazów Koranu, a równocześnie gorszy się katolików. Nie wolno także zapominać o niezliczonych przykładach chrześcijan, którzy na przestrzeni wieków woleli cierpieć męczeństwo niż okazać najmniejszy przejaw szacunku fałszywym naukom islamu.

Sprzeczne z pierwszym przykazaniem Dekalogu zachowania zmarłego papieża nie należały niestety do rzadkości, a zebrane razem stanowią bardzo poważną przeszkodę dla jego kanonizacji. Można by przytoczyć liczne jego gesty ekumeniczne, nie tylko dwuznaczne, ale i częstokroć wręcz gorszące. Na przykład w maju 1982 r. wspólnie z anglikańskim „arcybiskupem” Runcie’em papież modlił się publicznie w anglikańskiej katedrze w Canterbury, pośrednio uznając w ten sposób prawomocność schizmy anglikańskiej. Uznał także milcząco sukcesję apostolską anglikanów, udzielając wspólnego błogosławieństwa z osobą, której święcenia Leon XIII w bulli Apostolicae curae (1896) ogłosił jako „całkowicie nieważne i nieposiadające żadnego znaczenia”.

Najbardziej gorszącym spektaklem, wprost sprzeciwiającym się pierwszemu przykazaniu Dekalogu, było spotkanie międzyreligijne, zainicjowane i zorganizowane po raz pierwszy przez Jana Pawła II w Asyżu 27 października 1986 r. Podczas tego spotkania przedstawiciele najróżniejszych religii z całego świata wspólnie modlili się o pokój. Reprezentanci buddystów umieścili nawet podczas swych obrzędów posążek Buddy na katolickim ołtarzu przy milczącej aprobacie papieża. Podobne zgromadzenia zostały otwarcie potępione choćby przez Piusa XI w encyklice Mortalium animos (1928), lecz oczywiście sprzeciwiają się niezmiennemu i powszechnemu nauczaniu Kościoła od czasów apostolskich: „Ale co poganie ofiarują, czartom ofiarują, a nie Bogu. Nie chcę zaś, żebyście byli wspólnikami czartów” (1 Kor 10, 20).

Spotkanie w Asyżu wywołało protesty nie tylko w wielu katolickich środowiskach, lecz także wśród najbliższych współpracowników papieża. Był wśród nich kard. Ratzinger, ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary, który odniósł się do tej inicjatywy bardzo krytycznie i ze zrozumiałym sceptycyzmem.

Niezależnie od osobistych zalet moralnych zmarłego papieża, a także – jak można przypuszczać – jego subiektywnie dobrych intencji postępowanie takie jest obiektywnie sprzeczne z pierwszym przykazaniem Dekalogu, które głosi: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Beatyfikacja Jana Pawła II oznaczałaby ostateczną, autorytatywną aprobatę takich zachowań; co gorsza, zachęcałaby do ich naśladowania. Prowadziłoby to do ośmieszenia samego procesu kanonizacyjnego, a pośrednio również do podkopania autorytetu papiestwa. Oficjalna aprobata praktyk potępianych w przeszłości przez papieży podałaby w wątpliwość nieomylność Magisterium Kościoła i wiarygodność procesu kanonizacyjnego, co w konsekwencji musiałoby prowadzić do dalszego osłabienia wiary.

Podsumowując – ewentualna beatyfikacja Jana Pawła II będzie oznaczała wielkie osłabienie wiarygodności Kościoła, obiektywne zgorszenie dla wiernych oraz utwierdzenie niekatolików w ich błędach.

Ks. Karl Stehlin

Posted in Kościół/religia | 32 Komentarze »