Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Rox o W imię „Chrystusa” i „Ewa…
    Alina o To jest zwyczajna hucpa
    NICK o Monolog o Konfederacji
    NICK o To jest zwyczajna hucpa
    revers o Monolog o Konfederacji
    Boydar o To jest zwyczajna hucpa
    NICK o Wielka Lechia to antykatolicki…
    Boydar o Monolog o Konfederacji
    Wandaluzja.pl o Wielka Lechia to antykatolicki…
    Alina o To jest zwyczajna hucpa
    Plenipotent Niny Kun… o Monolog o Konfederacji
    Parapsychopatolog o Wolne tematy (25 – …
    mazurekjanek o Wolne tematy (25 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (25 – …
    NICK o Monolog o Konfederacji
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 480 obserwujących.

Archive for Czerwiec 2nd, 2010

Są lepsi kombinatorzy

Posted by Marucha w dniu 2010-06-02 (Środa)

Wcale nie jesteśmy cwaniakami pierwszej wody. Wbrew niezasłużonej opinii, raczej żeśmy wielkie głowy do małych interesów. Oberwańcy, skłonni do wyprzedania majątku narodowego za napiwki. Na tym świecie żyją znacznie lepsi w te klocki. I wcale nie mam tu na myśli arcykapłanów szwindla, takich jak Bierezowski, Madoff, Goldman czy Sachs. Nie musimy ruszać się daleko, aby wywąchać ich wytworny zapach: to wyhodowany na naszej krwawicy unijny establishment.

Przytłoczeni przez tzw. fatum przyzwyczailiśmy się myśleć, że niedobra Europa szczególnie na nas – prawych i bogobojnych katolików – zagięła parol. Nic bardziej mylnego. Owszem, okres stowarzyszeniowy jaki Polska przeszła w szczególnej nędzy i znoju, z nawiązką i zawczasu wynagrodził zachodnioeuropejskiemu podatnikowi nakłady na tzw. spójność Unii Europejskiej. Ale przecież wszystko płynie. Myśl, praca koncepcyjna w laboratoriach zachodnich nie stoi w miejscu, nie osiada na laurach.

Kiedy onegdaj w brukselskiej siedzibie Polskiej Akademii Nauk przy Rue de Trone 98 odbywało się szkolenie na temat 7 Programu Ramowego, uwagę słuchaczy zwrócił fakt, że lwią część z owych 50 mld euro przeznaczonych na badania naukowe w latach 2007-2013, zgarniają Niemcy, Francuzi i Anglicy. Jako przedstawiciel pięknego Województwa Podkarpackiego, pozwoliłem sobie na polityczną niepoprawność, ba, nieledwie na prowokację, pytając naiwnie, o cóż to właściwie chodzi? Chcąc nie chcąc, eksperci, ku uciesze reszty towarzystwa, wydusili z siebie „modus operandi” tak proste że aż genialne: najsamprzód tzw. wiodące ośrodki akademickie z Europy zachodniej ustalają ramy merytoryczne i finansowe, następnie „lobbują” w Komisji Europejskiej za stosownymi przepisami, po czym spijają śmietankę, by w przypływie dobrego humoru pozwolić ubogim krewnym załapać się na ochłapy z pańskiego stołu.

Tłumacząc z polskiego na nasze, jeśli chcemy coś urwać z tej puli, musimy mieć starszego brata z Wielkiej Brytanii, Francji lub Niemiec. Oni mają realne możliwości lobbingu, my – nie… Tutaj nie może być przypadku i dotyczy to nie tylko nas, ale i reszty nowicjuszy. Tutaj owa solidarność europejska, o której prof. Wawrzyniec Konarski powiedział kiedyś, że objawiła się jedynie podczas Wiosny Ludów, wprost przybiera formułę klientyzmu tak plugawego, że nie sposób myśleć o tym bez odrazy do samego siebie. Tutaj zjednoczona Europa kończy się na Renie, w porywach na Łabie.

Gwoli ścisłości: tak by było ale już nie jest, bo – jak się okazuje – unijny establishment robi geszeft również i na rodakach, o czym poinformował nie tak dawno portal Euobserver, a co w pewnym sensie wyczerpuje znamiona opisane w tytule „SOLIDARNI 2010”. Na tapecie bowiem jest słynny pakiet klimatyczny 20-20-20. Oznacza on, że do roku 2020 mamy – my Europejczycy – trzy zadania do odrobienia:

– ograniczyć emisję gazów cieplarnianych o 20 procent w stosunku do poziomu z lat 90.;
– tak zrobić, aby 20 procent produkowanej energii pochodziło ze źródeł odnawialnych;
– zredukować produkcję tzw. pierwotnej energii o 20 procent w porównaniu do projektowanych wartości.

Mechanizm uboczny jaki towarzyszy „walce” o jakość powietrza wdychanego przez Europejczyków, jest bardzo podobny do tego opisanego powyżej, z tą różnicą, że geszeft ma również ostrze wymierzone przeciwko nieco poważniejszym, niż Najjaśniejsza Rzeczpospolita, państwom zachodnioeuropejskim, ograbianym corocznie, od lat – bagatela – na kwotę ok. 5 mld euro. To te same 5 mld, jakich brakuje np. dla emerytów francuskich, których można zobaczyć w ichniej TV, jak wybierają resztki na tyłach marketów.

Jak wiadomo, ekoreligianci rozpętali histerię na temat globalnego ocieplenia, którego najhaniebniejszym winowajcą okrzyknęli gazy cieplarniane, a już najszczególniej – dwutlenek węgla. Na tej podstawie filozoficznej, wprowadzono do obiegu nowy środek wymiany dóbr, a mianowicie kwoty emisji gazów cieplarnianych. Nadwyżki można zbywać, a część z nich także zachować na kolejną unijną perspektywę finansową. Rezerwy są znaczne, ze względu na wywołane kryzysem cięcia produkcji pośród takich – iście stalowych gigantów – jak choćby Hüttenwerke Krupp Mannesmann.

W Europie ów handel emisjami zanieczyszczeń (ETS, ang. Emission Trading Scheme) wdrożono tak, żeby zarabiać krocie na różnicach w podatku VAT. Oczywiście, nie każdy profan dostaje taką szansę, natomiast Euobserver wspomina coś o niedawnej wizycie organów ścigania w tak renomowanych organizacjach, jak koncern energetyczny RWE i globalny Deutsche Bank, których siedziby leżą na obszarze państwa niemieckiego, a mianowicie w Essen i we Frankfurcie. Republika Federalna Niemiec charakteryzuje się oryginalnymi rozwiązaniami, albowiem jako jedyna zagwarantowała sobie wyższość prawa własnego nad unijnym, po wtóre zaś, nie wdrożyła lutowej dyrektywy Komisji Europejskiej „uszczelniającej” rzeczony ETS, pozostając przy suwerennym władaniu podatkiem od wartości dodanej.

Na ile szczerze układa się w tej kwestii współpraca między Europolem a Bundeskriminalamt? Czy CBŚ miałoby również coś do powiedzenia, wziąwszy pod uwagę sprzężenie gospodarki polskiej z niemiecką? Odgadnąć – niepodobna.

W każdym razie, Dunka Connie Hedegaard, która po sławnej konferencji jakiej w grudniu zeszłego roku przewodniczyła w Kopenhadze, usadowiła się na fotelu unijnego komisarza ds. działań klimatycznych (to nie blef, jest taka fucha), nie widzi na razie powodu do podwyższenia zadania nr 1 z 20 procent do procent 30. I to wbrew sygnałom wysyłanym przez radykalnych ekoreligiantów. Na razie nie, bo mamy kryzys. A gdy kryzys minie? No cóż, wtedy pojawią się nowe możliwości. Wtedy „prawi Polacy”, którzy w Brukseli wyżywają się w masochistycznych tragifarsach, będą mogli zamówić remake i wyciskać nim łzy wzruszenia wśród coraz liczniejszej, belgijskiej Polonii. Mam nawet, akuratną do naszej gospodarki opartej na węglu, propozycję tytułu: „WYKORZYSTANI 2020”.

Marek Bednarz, mp.info

Posted in Gospodarka, Polityka | 27 Komentarzy »

Germanie

Posted by Marucha w dniu 2010-06-02 (Środa)

Na północnym wschodzie Europy Weneci sąsiadowali z nielicznym ludem rolniczo-leśnym – Boudynami i Sarmatami (Bałtami) siedzącymi nad górnym Dnieprem, Sożą, Desną i Oką (Ptolemeusz).

W VI w. przed n. Chrystusa koczujący na stepach nadkaspijskich Germanie (pod naciskiem silniejszych ludów azjatyckich – Scytów) zmuszeni byli do wędrówki na zachód i północ. Można przypuszczać, że wtedy na pewien czas opanowali Bałtów, a następnie – nie mogąc się przebić przez obszary słowiańskie – skierowali się na północ zajmując Wyżynę Wałdajską i okolice. Stąd na pograniczu słowiańsko-ugrofińskim występują liczne germańskie nazwy topograficzne i plemienne: Dudlebowie, Dregowicze, jeziora: Seliger, Ilmer … wydaje się, że germańskie wpływy noszą również imiona szlachty łotewskiej, litewskiej, jaćwieskiej itp.

Wg uczonego niemieckiego – Fressela, Germanie mieszkali pierwotnie w Azji, w okolicach Samarkandy. Stąd przez stepy nadkaspijskie, wyżynę wschodnioeuropejską, Wałdajską dotarli nad Bałtyk. W dalszej wędrówce z brzegów Zatoki Fińskiej przedostali się po lodzie na Wyspy Alandzkie, a następnie przez Zatokę Botnicką – na Półwysep Skandynawski, w bardzo rzadko zaludnione okolice Sigtuny, Upsali i Birki, które stały się ich nowym miejscem osiedlenia. Na opanowanej krainie napotykali niezrozumiałe nazwy rzek, do których dodawali germańskie objaśnienie tj. – „an”, „au”, „elf’ (strumień, rzeka), co świadczy też o ich obcości na obszarze Skandynawii. Wkrótce zajęli znaczne, mało przydatne dla rolnictwa obszary. Ujarzmienie ugrofińskiej, słowiańskiej, czy też lapońskiej miejscowej nielicznej ludności, spowodowało wzrost liczebności i siły Germanów i doprowadziło, dzięki spokojowi i odosobnieniu tych ziem północy, do przeludnienia ubogiej w żywność krainy.

Trudne warunki klimatyczne i żywnościowe zmuszały do gospodarności i szukania nowych miejsc osiedlenia dla szybko zwiększającej się liczebności plemienia, a łupieżcze wyprawy – do karności i posłuszeństwa. W VI w. przed n. Chrystusa próbowali oni zasiedlić wyspy i bardzo rzadko zaludnioną północną część półwyspu Weneckiego dziś nazywanego Jutlandzkim”, z którego rozpoczęli wyprawy na Europę Zachodnią. Wspominają o tym źródła łacińskie:
„Gens Germaniae inter Rhenum, Moesium, Danuwium incolens, oriunda et profecta ex Chersoneso Cimbrica; Aednorum fines populantur, cum Ariowisto adwersus Caesarem pugnant”
to znaczy:
Naród germański zamieszkujący między Renem, Menem, Dunajem rzekami, pochodzący w rzeczywistości z chersońskiego Cymbricum … (Jutlandii).

Tych wojowników północy ceniono za doświadczenie wojenne i organizacyjne. Korzystano też z pomocy drużyn germańskich w walkach z zewnętrznymi i wewnętrznymi przeciwnikami i nie raz powoływano na przywódców różnych rolniczych plemion słowiańskich.

W starożytności wiele ludów otrzymało nazwy pochodzące od imienia lub narodowości swoich przywódców, książąt i królów, którzy uważani byli za właścicieli – panów rządzących przez nich krajów. Dlatego słowiańskie księstwa zachodniej i wschodniej Słowiańszczyzny, na czele z germańskimi dynastiami i drużynami, nazywali później obcy, starożytni historycy – Germanią. Nie było przecież możliwe, by uboga rzadko zaludniona Skandynawia mogła wystawić olbrzymią armię, opanować ludną i bogatą Europę zachodnią i północną Afrykę. W późniejszych czasach podobnie też nazwano – Galię – rządzoną przez germańskich Franków – Francją, państwa wschodnich Słowian – Antów od nazwy ich germańskich książąt Russów – Rusią, a celtycką Brytanię od nazwy germańskich najeźdźców Anglów – Anglią itp. Kraje te nie utraciły swego pierwotnego narodowego charakteru, gdyż Germanie stanowili ułamek wśród, rządzonej przez nich ludności.

W VI w. przed n. Chrystusa Celtowie, dzięki odkryciu sposobu wytapiania z rud żelaza i przerabiania na stal, wyparli Wenetów opanowali Aremorykę, oraz znaczną część Europy, powodując zmiany w równowadze sił politycznych i zamieszki wśród Słowian zachodnich. Sytuację wykorzystali skandynawscy Germanie, urządzając w III w. przed n. Chrystusa wyprawy łupieżcze i zdobywcze, szlakami wodnymi na południe, próbując usadowić się na północnych wybrzeżach Morza Północnego. Okazją do tego, po uwolnieniu się od dominacji Wenetów, stały się walki między Wallami o władzę. Przeciwnicy dla wzmocnienia swych sił wspierali się na germańskich wojownikach, którzy stopniowo sadowiąc się opanowali na stałe najpierw część bardzo rzadko zaludnionych wysp u ujścia Renu, następnie wybrzeża morskie między Renem a Wezerą. Zajęte obszary miały kształt wora-saka i od niego nazwano germańskich przybyszów po słowiańsku – sakami, co znaczy siedzący w worku. Później obszar ten z łacińska określano Saksonią. Odtąd, rozwinięty z biegiem czasu, wydłużony klin germański na pograniczu celtycko-słowiańskim, a w głównej swej masie słowiański, parł niepowstrzymanie na południe, wchłaniając stopniowo podległe i drobne, skłócone plemiona zachodnich Słowian, wreszcie wydłużył się aż do Alp, obejmując w V w. częściowo ziemie słowiańskie: Panonni, Kartynii i Bawarię.

Jak już wspomniałem, wbrew przyjętemu w dziejopisarstwie przekonaniu, rzadko zaludniona Skandynawia nie była w stanie zagrozić kolosowi słowiańskiemu. Jednak współudział ludności słowiańskiej w wyprawach niepomiernie zwiększał siły najeźdźców, pozwalał zagarniać coraz większe obszary, ułatwiał germanizację i ostatecznie wchłonąć Słowian i ziemie słowiańskie Wallów, znajdujące się między Renem i Wezerą.

Cezar w swym dziele „Commentarii de bello Gallico” nie odróżniał Germanów od Słowian, chociaż wymieniał nazwy ich plemion (Harudes, Tribokowie, Weneci …) i podziwiał waleczność. Nazwy słowiańskie plemion weleckich uległy zatarciu, a określane imionami germańskich wodzów zatraciły pierwotne znaczenie i brzmienie.

Marsz Germanów na wschód powstrzymało potężne państwo Chorwatów (Wenetów), obejmujące na zachodzie dorzecze rzeki Łaby. Co określił przed dwoma tysiącami lat Vibius Sequester słowami:
„Albis Germanie Suewos a cervetiis dividit”
tzn. Łaba germańskich Słowian od Chorwatów oddziela. Również wiadomość tę potwierdza w końcu VI w. Teofylakt Simokalta pisząc, że siedziby Słowian sięgały Morza Północnego. Słowianie zachodni pod rządami Germanów trwali jeszcze przez wieki.

Tymczasem od wschodu, wzdłuż biegu Dunaju, powstał drugi potężny klin. Tędy bowiem przez ziemie słowiańskie, prowadziły drogi odwiecznych najazdów koczowników azjatyckich ze wschodu na Europę. Tędy szły główne wyprawy Scytów od X w. przed n. Chrystusa, Hunnów w IV w., germańskich Ostrogotów, Longobardów, Gepidów, następnie Awarów w VI w., Bułgarów w X w., później Węgrów, Połowców, Pieczyngów i na koniec Tatarów.

Drużyny germańskich wojowników, wędrujące w różnych okresach z północy Dźwiną, Wisłą, Prypecią i Dnieprem ze Skandynawii na dłuższy pobyt na stepach czarnomorskich, choć niewielkie liczebnie, złożone przeważnie z młodzieży, dobrze uzbrojone, zorganizowane i wyćwiczone w ciągłych wyprawach łupieżczych, stanowiły groźną siłę. Tutaj następowała ich koncentracja i zwiększenie liczebności szeregów przez współdziałanie z miejscową ludnością. Potrafiły one na krótko opanować znaczne obszary, lecz po rozbiciu wycofywały się, lub rozpływały wśród tubylców.

Kolejne fale najeźdźców, różnego pochodzenia przechodziły wzdłuż biegu Dunaju i zanikały, doprowadziły jednak do przerzedzenia lub wyniszczenia osiadłej tu spokojnej, rolniczej, pierwotnej ludności słowiańskiej, która po opanowaniu części kotliny naddunajskiej przez Awarów i ostatecznie Węgrów, przestała prawie istnieć, a wielki, jednolity obszar słowiański, sięgający od Bałtyku na południe po Grecję, Albanię, Włochy, M. Czarne, Alpy i M. Północne, ciągnący się od Renu do Dniepru – został rozcięty na dwie części: południową i północną. Najeźdźcy stali się władcami i przegrodą, a obcy kordon w kształcie pierścienia zamknął się trwale.

Odizolowane grupy plemion słowiańskich na południu i północy Europy znalazły się pod wpływem różnych kultur, języków i ras. Słowianie południowi otrzymali w ciągu wieków znaczną domieszkę krwi śródziemnomorskiej – stąd ich śniadość, ciemne oczy i włosy. Słowianie północni – domieszkę krwi germańskiej, bałtyckiej i ugrofińskiej. Odtąd zmierzały one w odmiennych kierunkach.

Warto w tym miejscu zanotować kilka spostrzeżeń. Zarośnięci, rudowłosi germańscy koczownicy, podobnie jak i inne wędrowne ludy pasterskie, trudniące się hodowlą i wypasem bydła, przez swą ruchliwość mieszali się ze sobą, uniemożliwiając wytworzenie zjawisk regionalnych. Natomiast Słowianie – rolnicy, pozostający na miejscu swego zamieszkania przez tysiące lat, wytworzyli niezwykle bogatą, różnorodną, miejscową kulturę materialną i duchową, przejawiającą się w zwyczajach, jednolitej mowie, niespotykanej u innych ludów, różnorodności strojów i pieśni ludowych.

Cezar w swym dziele z I w. p.n.e. „De bello …”  tak scharakteryzował Germanów:
„Uprawą roli nie zajmują się, a pożywienie ich składa się po większej części z mleka, sera i mięsa. Nikt z nich nie ma ściśle wydzielonego pola albo posiadłości własnej … a po roku (naczelnicy) zmuszają do przejścia gdzie indziej”.
„…rozboju, którym się trudnią poza granicami swego kraju nie uważają za hańbę …”
„Zbożem niewiele się żywią lecz przeważnie mlekiem i mięsem … Wyrastają na ludzi o potężnej strukturze cielesnej, nie noszą innej odzieży poza skórami …”

Nie ulega więc wątpliwości, że jeszcze na początku nowej ery Germanie prowadzili życie na pół koczownicze, trudnili się wypasem bydła, odziewali w skóry i zmienili stale miejsce przebywania. Uprawą roli nie trudnili się, a niewielkie ilości zboża na swoje potrzeby kupowali lub zdobywali u plemion słowiańskich.

Utrwaliła się więc niesłuszna opinia, że Słowianie zamieszkujący dogodne dla rolnictwa obszary Europy przejęli od Germanów ze Skandynawii, gdzie nigdy nie było warunków do uprawy ziemiopłodów, udoskonalone narzędzie do prac rolniczych tj. PŁUG, że jest to nazwa nie polska, lecz germańska.
Wynikałoby z tego, że dawni koczownicy, później wojownicy, mieszkańcy nieprzydatnych dla uprawy zbóż ziem, byli jakoby mistrzami w tej dziedzinie, gdyż jak czytamy w Słowniku etymologicznym j. p. Al. Brücknera 1974ii – pług to:
„Pożyczka słowiańska z niemieckiego – Pflug … z pierwotnego – plog, co znaczyło „kołek”.
Zwróćmy uwagę, że pług to narzędzie płaskie, które otrzymało nazwę od swego kształtu tj. od słowiańskiego – plo, pło, pleso, co oznacza płaską, gładką przestrzeń, wodną, taflę; pas, płocha, płosk, płaski, płożyć się – rosnąć płasko. Przecież pług składa się zasadniczo z płaskich elementów tj. lemiesza i odkładnicy i z kołkiem nie ma żadnego podobieństwa. Jest więc niewątpliwie nazwą słowiańską, przyswojoną, podobnie jak wiele słów, z mowy Słowian przez Germanów, przybyszów z zimnej Skandynawii. Np. jako koczownicy słowa – granica – nie znali. Wprowadzili je dopiero Krzyżacy biorąc z mowy polskiej jako – grenze – do języka niemieckiego (Al. Brückner).

Za: Tadeusz Miller, “3000 lat Państwa Polskiego jakiego nie znamy”.

Gajowy bardzo dziękuje jednemu ze swych gości za podrzucenie ciekawego tematu.

Posted in Historia | 49 Komentarzy »

Postępy przyjaźni z Litwą, partnerem strategicznym

Posted by Marucha w dniu 2010-06-02 (Środa)

Służby specjalne zajmą się Polakami?

Litewscy konserwatyści domagają się intensyfikacji działań dyskryminujących Polaków. Politycy chcą, aby rząd Republiki Litewskiej m.in. skierował funkcjonariuszy służb specjalnych do inwigilowania polskich portali internetowych na Litwie. Polscy parlamentarzyści oczekują od Radosława Sikorskiego, ministra spraw zagranicznych, interwencji w tej sprawie.

– To szczyt wszystkiego, tego jeszcze nie było. To obraza nie tylko polskiej mniejszości, ale i polskiej racji stanu i państwa polskiego, niedawno jeszcze nazywanego strategicznym partnerem. Jakie to partnerstwo, skoro ktoś wyraża takie poglądy i następnie przekazuje je na cały świat – stwierdza Michał Mackiewicz, poseł Akcji Wyborczej Polaków na Litwie (AWPL).

Siedem postulatów skierowanych do litewskich władz przez posłów partii rządzącej Związku Ojczyzny – Litewskich Chrześcijańskich Demokratów: Mariję Čigrijiene., Gintarasa Songaiłę i Rytasa Kupčinskasa, zmierza m.in. do odebrania samorządom na Wileńszczyźnie spraw oświaty, zwołania międzynarodowego trybunału w sprawie „oceny okupacji Wileńszczyzny przez Polskę” oraz inwigilacji przez służby specjalne polskich portali internetowych na Litwie.

Jarosław Narkiewicz, poseł AWPL, ocenia, że mamy do czynienia ze szczytem antypolskich działań.
– Opierają się na kłamliwych interpretacjach przedstawiających Polaków na Litwie we wrogim dla Litwy świetle. Jakby było to celowe podżeganie – zauważa Narkiewicz. Przypomina, że AWPL wydała już oświadczenie jako reakcję na postulaty Songaiły, Kupčinskasa i Čigrijiene.. Narkiewicz zwraca uwagę, że kłamliwe okazały się m.in. zarzuty, jakoby samorządy Wileńszczyzny ograniczały tworzenie litewskich grup w szkołach.
– Zapowiedzieliśmy, że dalej będziemy mówić prawdę i reprezentować interesy mniejszości Polaków i nie tylko, dbać o dobry wizerunek państwa litewskiego – stwierdza poseł. Dodaje, że w obecnej sytuacji wiele zależy od tego, jak na tego typu postulaty zareaguje rządząca większość. – Ciekawe również, jaka będzie reakcja władz polskich – zastanawia się Narkiewicz.

Sytuacją na Litwie jest zaniepokojony poseł Artur Górski (PiS), wiceprzewodniczący Polsko-Litewskiej Grupy Parlamentarnej. Wskazuje, że MSZ powinno zażądać od władz litewskich stanowczego odcięcia się od tych postulatów. – Przygotowałem interpelację do Radosława Sikorskiego, ministra spraw zagranicznych, w tej sprawie – informuje Górski.

Jacek Dytkowski

Ostatni moment na zdecydowaną interwencję

Z posłem Arturem Górskim (PiS), wiceprzewodniczącym Polsko-Litewskiej Grupy Parlamentarnej, rozmawia Jacek Dytkowski

Litewscy konserwatyści domagają się od władz litewskich przyjęcia siedmiu postulatów o wymowie stricte antypolskiej.
– Mamy do czynienia z kolejnym etapem walki z polskością. Postulaty antypolskie wysuwane przez litewskich nacjonalistów są coraz bardziej śmiałe i groźne. Nie bagatelizowałbym tych niebezpiecznych sygnałów, tego języka nienawiści wobec Polaków na Litwie. MSZ powinno zażądać od władz litewskich stanowczego odcięcia się od tych postulatów. Wystąpiłem do szefa naszej dyplomacji Radosława Sikorskiego o zajęcie stanowiska w tej sprawie. Mam nadzieję, że polskie MSZ dostrzega narastający problem i że podejmie stosowną interwencję u władz litewskich, a może i na arenie międzynarodowej. Nie można udawać, że nic się nie dzieje, a gdy poseł interweniuje, wyrażać zdziwienie i przyznawać się do braku wiedzy, bo niestety tak wyglądają niektóre odpowiedzi na moje wcześniejsze interwencje.

Jak Pan ocenia te tezy?
– Kwestie historyczne są ważne, ale mają wymiar symboliczny. Natomiast niezwykle groźny jest postulat odebrania wpływu samorządów na oświatę. Co do innych postulatów, proszę zwrócić uwagę na przebiegłość i bezwzględność ich autorów. Domagają się, aby służby specjalne inwigilowały Polaków z Wileńszczyzny, w tym internautów, a wszystkich, którzy krytycznie wypowiedzą się o polityce litewskiej, oskarżać o podżeganie do waśni narodowościowych i karać z tego tytułu. Domagają się więc ukrócenia wolności słowa i prześladowań Polaków. Myślę, że autorzy tych postulatów mogliby ograniczyć się do żądania likwidacji praw obywatelskich i praw człowieka, bo do tego zmierza ich polityka. A postulat, by na drodze dyplomatycznej wmawiać Europie, iż Litwa przestrzega praw i swobód mniejszości, a nawet wyprzedza standardy europejskie, jest bezczelnym namawianiem do wielkiego kłamstwa i manipulacji. I jeśli tego nie będziemy dementować, Europa uwierzy Litwinom. Myślę, że to jest ostatni moment na zdecydowaną interwencję polskiego MSZ.

Jakie będą konsekwencje odebrania spraw oświaty samorządom lokalnym na Wileńszczyźnie, gdzie Polacy mają większość, i przekazania ich w gestię ministerstwa oświaty?

– To jest też pytanie o monitorowanie polskich księży i zamykanie im ust, do czego dążą litewscy nacjonaliści. Wiadomo, że modlitwa po polsku i nauczanie w naszym języku to fundament trwania polskości na Wileńszczyźnie. Nacjonaliści chcą zniszczyć ten fundament, wykorzenić nasze wartości kulturowe i narzucić normy narodu litewskiego jako narodu panującego. To ma przyspieszyć pełną asymilację Polaków i ostateczną likwidację polskości. Jeśli szkoły z polskim językiem nauczania zostaną przejęte przez państwo, to nikt nie będzie dbał o polską oświatę, i ta zacznie się gwałtownie kurczyć i karleć. Już dziś na Wileńszczyźnie – w procesie przymusowej reorganizacji szkół – toczy się ciężka walka o utrzymanie każdej polskiej klasy i każdego nauczyciela Polaka. Ale tę walkę toczy samorząd, który doskonale wie, jak ważne są szkoły w utrzymywaniu polskości w kolejnych pokoleniach naszych rodaków żyjących na Litwie. Gdy zabraknie tego parasola ochronnego, mogą ziścić się najgorsze scenariusze i nawet najbardziej zdecydowane interwencje z Polski nic nie pomogą. Jeszcze raz powtarzam, to jest ostatni moment na zdecydowane działanie.

Dziękuję za rozmowę.

INTERPELACJA w sprawie antypolskich postulatów litewskich nacjonalistów

Na podstawie art. 195 Regulaminu Sejmu przedkładam Panu Ministrowi interpelację w sprawie antypolskich żądań litewskich nacjonalistów.
W ostatnich dniach wpływowi posłowie o poglądach nacjonalistycznych z rządzącej na Litwie partii konserwatywnej wystąpili do władz państwa z siedmioma postulatami, których celem jest totalna lituanizacja Polaków mieszkających na Litwie. Według zgłoszonych postulatów cel ten powinien zostać osiągnięty w sposób bezwzględny, bez liczenia się z prawami mniejszości, prawami człowieka i prawami obywatelskimi.

Postulaty te dotyczą następujących kwestii:
1. Autorzy dokumentu domagają się, aby wypowiedzi przedstawicieli polskiej mniejszości o nieprzestrzeganiu przez Litwę praw mniejszości narodowych były traktowane jako podżeganie do waśni między narodami: polskim i litewskim. Tym samym postuluje się odebranie Polakom z Wileńszczyzny prawa do obrony swoich praw.
2. Nacjonaliści postulują, aby samorządom lokalnym na Wileńszczyźnie, w których przeważają osoby narodowości polskiej, odebrać sprawy oświaty i powierzyć je władzom centralnym, w gestię Ministerstwa Oświaty. Tym samym mniejszość polska w zakresie samorządności zostałaby nierówno potraktowana w stosunku do innych obywateli Litwy, a utrata wpływu na oświatę spowodowałaby jej karlenie i powolny upadek, a w konsekwencji z czasem zanik polskości na tych terenach.
3. Wrogowie Polski na Litwie żądają także zwołania międzynarodowego trybunału w sprawie oceny prawnej okupacji Wileńszczyzny przez Polskę w latach 1920-1939. Tym samym domagają się rewizji historii, nie uwzględniając prawdy historycznej i stosunków narodowościowych, jednocześnie do wzajemnych relacji podchodząc bardzo wybiórczo, gdyż bez oceny zbrodni popełnionych na Polakach w trakcie II wojny światowej przez litewskich szowinistów.
4. Uważają ponadto za słuszne i wskazane, aby litewskie służby specjalne inwigilowały Internautów, którzy na polskich portalach krytycznie oceniają polsko-litewskie relacje i historię, oraz chcą ich ścigać za podżeganie do waśni na tle narodowościowym. Zatem pragną w stosunku do przedstawicieli mniejszości zlikwidować wolność słowa na Litwie, a za każdy przejaw krytyki władzy chcą ich szykanowania, tym samym nawołując do rozwiązań o charakterze totalitarnym.
5. Nacjonaliści są przekonani, że jest niezbędne, aby przy pomocy władz kościelnych kontrolować posługę księży Polaków. Zatem oczekują, że władze państwowe wpłyną na zwierzchników Kościoła katolickiego na Litwie, aby te objęły nadzorem polskich księży jako, zdaje się, „niebezpieczny element wywrotowy i antypaństwowy”. Wiedzą, że polski ksiądz obok polskiego nauczyciela to ostoja polskości na Litwie.
6. Litewscy politycy postulują, aby zorganizować na Wileńszczyźnie i całej Litwie obchody zbliżającej się rocznicy Umowy Suwalskiej, zaś na cmentarzu Na Rossie postawić pomnik upamiętniający datę podpisania umowy. Oczywiście Litwini mają prawo, a nawet powinni obchodzić rocznice z ich punktu widzenia ważnych wydarzeń, jak czynią to Polacy, jednak postulat zbudowania pomnika na cmentarzu Rossy zakrawa na prowokację, której celem jest zmiana polskiego charakteru cmentarza na litewski.
7. Na koniec znani z wcześniejszych antypolskich wystąpień litewscy posłowie domagają się, aby zobligować litewskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, sejmowe komitety (komisje) oraz inne urzędy do upowszechniania drogami dyplomatycznymi informacji o przestrzeganiu przez Litwę wszelkich praw i swobód mniejszości narodowych, które – ich zdaniem – są nie tylko zgodne ze standardami Unii Europejskiej, lecz nieraz je wyprzedzają. Tym samym oczekują, że z jednej strony władze państwowe będą ograniczały prawa mniejszości i ją planowo oraz bezwzględnie asymilowały (niektóre wcześniejsze postulaty), a zarazem kłamały w tej sprawie na arenie międzynarodowej, starając się ukryć prawdę o narastających szykanach wobec Polaków na Litwie.
W związku z wyżej przytoczonymi postulatami litewskich nacjonalistów i brakiem oficjalnej reakcji ze strony władz litewskich i polskich, mam do Pana Ministra następujące pytania:
– Jakie jest stanowisko Pana Mini stra w stosunku do opisanych powyżej postulatów oraz całości polityki władz litewskich wobec mniejszości polskiej na Litwie?
– Jak Pan Minister zamierza zareagować w powyższej sprawie i czy nie należy na postulaty posłów z partii rządzącej na Litwie zareagować zdecydowanie, domagając się od władz litewskich oficjalnego i stanowczego odcięcia się od proponowanej antypolskiej polityki?
– Czy kierowane przez Pana Ministerstwo, w związku z pomniejszaniem praw polskiej mniejszości na Litwie i systematycznym pogarszaniem się jej sytuacji, a zarazem wobec braku postępów w tej sprawie w relacjach bilateralnych polsko-litewskich, rozważa możliwość interwencji na forum Unii Europejskiej lub innych organizacji międzynarodowych zainteresowanych kwestią obrony praw człowieka i praw mniejszości?

Artur Górski
Poseł na Sejm RP

Całość za „Naszym Dziennikiem”

Posted in Polityka, Różne | 17 Komentarzy »

Węgrzy stawiają na Polskę

Posted by Marucha w dniu 2010-06-02 (Środa)

Najpierw Warszawa, potem Bruksela – uznał premier Viktor Orban – pisze “Rzeczpospolita”.

Nowy szef węgierskiego rządu przyjechał do Polski zaledwie dwa dni po zaprzysiężeniu swojego gabinetu.
– Jest pierwszym premierem Węgier, który wybrał Polskę jako cel swojej pierwszej wizyty zagranicznej. To gest symboliczny, ale też polityczny manewr – mówi „Rz” Miklos Szantho, politolog z Perspective Institute w Budapeszcie.

Jaki? – Orban chce stworzyć nowy sojusz w Europie Środkowej, w którym Polska byłaby strategicznym partnerem – twierdzi.

Orban spotkał się z premierem Donaldem Tuskiem i marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim. W środę rano, jak podał PAP, miał spotkać się z Jarosławem Kaczyńskim. W przyszłym roku oba kraje będą przewodniczyć UE.
– Z satysfakcją stwierdziliśmy obaj, że Grupa Wyszehradzka może w przyszłości służyć UE i naszym krajom skuteczniej niż do tej pory. Współpraca polsko-węgierska będzie dobrym przykładem dla całej Unii – mówił Tusk. Orban nazwał zaś przyjaźń z Polską bezprecedensową. [Ciekawa kolejność: Grupa Wyszehradzka ma służyć najpierw Brukseli, a potem naszym krajom. – admin]

Na Węgry zaprosił dzieci powodzian.
– Powinniśmy chuchać i dmuchać na ten sojusz. Orban patrzy na sprawy unijne podobnie jak Polska. Nie boi się na forum UE walczyć o interesy narodowe. Taki polityk jest nam potrzebny – mówi „Rz” europoseł PiS Konrad Szymański.

Orban ma bardzo osobiste związki z Polską. Jak sam wspomina, Polska była pierwszym krajem, do którego przyjechał z dłuższą zagraniczną wyprawą. Bywał tu wielokrotnie, również podczas pielgrzymek Jana Pawła II. O „Solidarności” pisał pracę magisterską, a pomysł założenia partii Fidesz zawdzięcza polskiemu profesorowi z Uniwersytetu Jagiellońskiego, nieżyjącemu już Wacławowi Felczakowi.
– Profesor to człowiek-legenda, szef kurierów polskich między Budapesztem i Londynem. W 1988 roku razem chodziliśmy po Budapeszcie. Pewnego dnia podszedł do nas student. „Panie profesorze, co mamy robić?” – spytał.

Był to Orban. Usłyszał: „Zakładajcie partię. Pójdziecie siedzieć na dwa lata, ale was wypuszczą” – wspomina w rozmowie z „Rz” były ambasador Węgier w Polsce Akos Engelmayer. Tak powstał Fidesz, który w kwietniowych wyborach do parlamentu zdobył dwie trzecie mandatów. – On był, jest i będzie orędownikiem współpracy polsko-węgierskiej.

Fakt, że z pierwszą oficjalną wizytą przyjechał właśnie do Polski, ma ogromne znaczenie nie tylko dla naszych relacji, ale też dla całej Europy Środkowej. On uważa, że jeśli Polska i Węgry będą ze sobą współpracować, to głos naszego regionu będzie silniejszy w UE – dodaje ambasador.

Do Brukseli Orban zamierza jechać 3 czerwca.
– Zależy mu na przyjaźni z Polską, która nigdy nie krytykowała go ani za kwestię podwójnego obywatelstwa, która poróżniła nas ze Słowacją, ani za niektóre antyliberalne wartości, które wyznaje. Z powodów historycznych i emocjonalnych wśród bardzo wielu węgierskich intelektualistów panuje szczere i silne propolskie nastawienie – mówi „Rz” Zsolt Enyedi, politolog z Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie.

Europoseł PO Paweł Zalewski przyznaje, że Fidesz to partia siostrzana PO.
– Wysyła wyraźne sygnały, iż chce, by Polska była dla Węgier partnerem numer jeden z regionie. Wizyta Orbana w Warszawie to tylko jeden z nich – mówi „Rz”.

Za: rp.pl

Posted in Polityka, Różne | 10 Komentarzy »