Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archive for Czerwiec 24th, 2010

Słowackie przygody z euro

Posted by Marucha w dniu 2010-06-24 (Czwartek)

Słowacja, wspólnie ze Słowenią, była pierwszym krajem spośród nowych członków Unii Europejskiej, który przyjął euro. Stało się to w trudnym czasie, w warunkach światowego kryzysu. Ale właśnie dlatego doświadczenia naszych południowych sąsiadów są szczególnie interesujące. Możemy na eksperyment wspólnej europejskiej waluty spojrzeć nie tylko z perspektywy korzyści, ale też zagrożeń. Możemy ocenić jak ona sprawdza się nie tylko w czasach prosperity, ale także gospodarczego załamania. Wprowadzenie euro nie może być chwilowym kaprysem. Bo decyduje o przyszłości na wiele lat. Dlatego to co się dzieje na słowackim „poligonie” ma dla nas tak dużą wartość.

Nowa waluta pogłębiła recesję

Główną cechą euro jest jego sztywny kurs w stosunku do innych walut. Rząd i bank centralny tracą możliwość wpływania na wartość pieniądza. Nie mogą już przez odpowiednią politykę kursową oddziaływać na gospodarkę. Nie mogą wpływać tą drogą na bilans płatniczy w handlu zagranicznym, czyli nie mogą pobudzać lub osłabiać eksportu i importu. Nie mogą też wpływać na popyt wewnętrzny i wartość zadłużenia krajowego.

Te wszystkie cechy dały o sobie boleśnie znać w pierwszym roku obowiązywania wspólnej waluty. Słowacy mieli pecha, że wprowadzali euro w warunkach rozpoczynającego się kryzysu światowego. O ile Polska skorzystała na osłabieniu złotówki, gdyż nasz eksport stał się tańszy i przez to bardziej atrakcyjny, to Słowacy nie mogli już z tego skorzystać. Ich eksport załamał się, bo przegrywał z produkcją z innych krajów z regionu – z Polski, Czech i Węgier.

W podobnej sytuacji znalazły się też przedsiębiorstwa sprzedające towary na rynku wewnętrznym. Ponieważ wszyscy sąsiedzi dysponowali własnym, „tańszym” pieniądzem, zwykłym Słowakom, konsumentom rodzimej produkcji, nagle zaczęło się opłacać robić zakupy za granicą. Z tych samych powodów przestali przyjeżdżać klienci z krajów ościennych, którzy chętnie dotąd zaopatrywali się na Słowacji w alkohol, słodycze i inne tanie dobra. Załamał się rynek usług turystycznych, bardzo ważny w słowackiej gospodarce. Przychody z tego źródła spadły o prawie jedną trzecią.

To wszystko musiało się źle skończyć. W 2009 roku nastąpił znaczny spadek PKB o 4,7 proc., nastąpiło załamanie wymiany handlowej oraz bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Bezrobocie wzrosło o ponad trzy punkty procentowe, osiągając w grudniu 2009 poziom 12,9%. Recesja doprowadziła do pogorszenia sytuacji finansowej państwa. Deficyt finansów publicznych w 2009 roku wyniósł 6,3% PKB, podczas gdy rok wcześniej wyniósł zaledwie 2,3% PKB. Na pogłębienie deficytu największy wpływ miało zmniejszenie wpływów podatkowych. Słowackie przedsiębiorstwa przestały być konkurencyjne, zostały zmuszone do ograniczenia produkcji i zaczęły płacić mniejsze podatki.

Ale dała też korzyści.
Wprowadzenie euro miało jednak też dobre strony. Główną korzyścią jest łatwiejszy i tańszy dostęp do kapitału. Możliwości pożyczania pieniędzy, jakie ma teraz Słowacja, są znacznie lepsze i wygodniejsze niż w krajach, które euro nie wprowadziły . Obecnie oprocentowanie 5-letnich słowackich obligacji sięga 3,25 proc., polskich – aż 5,9 proc. To oznacza, że za każde pożyczone 100 mln Słowacja płaci 2-3 mln mniej odsetek. A to sporo. Dzięki temu Bratysława znacząco zmniejszyła koszty obsługi zadłużenia. Ponadto słowackie banki mogą korzystać ze specjalnej linii kredytowej uruchomionej przez Europejski Bank Centralny w czasie kryzysu (ECB odmówił kredytów krajom spoza strefy).

Dlatego wielu ekonomistów ocenia, że właśnie wspólna waluta pomoże słowackim firmom w odbiciu się od głębokiego dna, w które wpadły w czasie kryzysu. Mają niższe koszty transakcyjne (wymiana walut, koszt zabezpieczenia przed ryzykiem walutowym, pewne opłaty administracyjne) i bardziej przewidywalne warunki prowadzenia biznesu, bo nie muszą się martwić o wahania kursowe.

Wyniki gospodarcze Słowacji za pierwszy kwartał tego roku mogłyby to potwierdzać. Nastąpił wzrost PKB o 4,5% rok do roku, co stanowi obok Polski najlepszy wynik w Unii Europejskiej. Ale poprawa ta została osiągnięta też znaczną redukcją kosztów i poziomem konsumpcji. Dla przykładu ceny usług turystycznych musiały spaść o ok. 30-40 proc., aby na nowo zacząć przyciągać klientów. Z drugiej strony zaczęło się pojawiać coraz więcej turystów z zamożniejszych krajów strefy euro: Francuzów, Holendrów i Niemców, dla których Słowacja jest naprawdę tania.

Łatwiejszy dostęp do taniego kapitału, po kryzysie w Grecji, odsłonił nie tylko korzyści, płynące z tego faktu, ale też zagrożenia. Rodzi bowiem pokusę, aby żyć na kredyt. A wejście Słowacji do strefy euro zbiegło się z nowymi obciążeniami dla jej uczestników.

Strefa euro zmusza do dalszych wyrzeczeń

Decyzja krajów ze strefy euro o przyznaniu Grecji pomocy nie ograniczyła się tylko do deklaracji o gwarancjach do kwoty 750 mld zł w ciągu kilku lat. Ale też do udzielenia od zaraz pożyczki w wysokości 80 mld euro. Na sumę tę mają złożyć się wszystkie kraje strefy, nie tylko największe i najbogatsze, jak Niemcy czy Francja, ale też najmniejsze i najbiedniejsze, w tym także Słowacja. Rząd w Bratysławie zobowiązał się przekazać na ten cel 820 mln euro. To dużo biorąc pod uwagę wielkość gospodarki i aktualną jej kondycję. Decyzja ta budzi poważne kontrowersje. Jej sfinansowanie będzie wymagało zaciągnięcia pożyczki na rynkach finansowych np. przez emisje obligacji i rewizję budżetu na rok bieżący. Dla Słowaków bolesne jest też to, że na podjęcie tej kosztownej decyzji ich rząd praktycznie nie miał żadnego wpływu.

Słowacja przeprowadziła przed wstąpieniem do strefy euro dotkliwe społecznie reformy finansów publicznych, aby sprostać wyśrubowanym wymaganiom. Następnie zanotowała znaczny spadek PKB, co też w warunkach kryzysu światowego było dodatkową ceną zapłaconą za przyjęcie euro. Ale końca wyrzeczeń ciągle nie widać.
Doświadczenia naszych południowych sąsiadów nie są zachęcające i podpowiadają, aby z przyjęciem euro jeszcze długo się nie śpieszyć.

Bogusław Kowalski
Artykuł ukazał się w tygodniku katolickim „Niedziela”, nr 23/2010

Posted in Różne | 21 Komentarzy »

Kto wywołał II wojnę światową?

Posted by Marucha w dniu 2010-06-24 (Czwartek)

Odpowiedź na wyżej wymienione pytanie wydaje się więcej niż oczywista: Niemcy pod przewodem agresywnego,bezwzględnego i psychopatycznego Adolfa Hitlera.

Tyle okolicznościowa propaganda.My zajmijmy się historią – tym bardziej, że od zakończenia działań wojennych mija 55 lat (wyobraźmy sobie-nawiasem mówiąc-Polskę roku 1920. Właśnie pokonaliśmy bolszewików pod Warszawą, ludzie nadal nie mogą otrząsnąć się z przerażenia, jakie wywołały działania zbrojne Wielkiej Wojny, a nasi historycy i politycy nic tylko zajmują się Powstaniem Styczniowym od zakończenia którego mija właśnie … 55 wiosen) i należałoby wreszcie nieco chłodniej spojrzeć na samobójstwo Europy lat 1939-1945. Historia jest powiązana z geografią.

Gdy spojrzymy na mapę Europy i świata w roku 1939 (przed wybuchem wojny ), stwierdzimy,ze widnieją na niej cztery terytorialne, surowcowe, przemysłowe monstra: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Związek Radziecki, Francja oraz trzy – szczególnie na ich tle – chuchra: Niemcy, Japonia i Włochy.Te drugie wzmocniły wprawdzie swoją pozycję w latach trzydziestych, niemniej nie miały szans na zbudowanie interkontynentalnych imperiów rządzących światem na zasadzie wyłączności bądź tylko niekwestionowanego pierwszeństwa. Chciały jedynie dołączyć do „koncertu” mocarstw pierwszego sortu, co w przypadku np. Niemiec nie było niczym nowym od kilkudziesięciu lat.

Naprawdę, ten kto utrzymuje,iż pod koniec lat trzydziestych Niemcy,Japonia i – pożal się Boże – Włochy umyślnie dążyły do wybuchu ogólnoświatowego konfliktu, żyje w krainie latających niedźwiedzi lub jest wyznawcą teorii samobójczych. Podobnie jak ten, który wierzy w historyjkę, iż trzy chuchra są winne wszelkich niegodziwości podczas wojny, a nie jest w stanie zaakceptować poglądu, że zwycięskie USA, ZSRR , Wielka Brytania w latach 1939-1945 i później prześcignęły Adolfa Hitlera w masakrach, deportacjach, systematycznym łupieniu zdobytych krajów.

Powiedzmy sobie szczerze: Katyń, Gułag, barbarzyńskie zbombardowanie Drezna, Hiroszimy, Nagasaki, mordercze wędrówki Niemców pochłaniające nie setki tysięcy, lecz miliony ofiar, oddanie połowy Europy w sowieckie łapy…  czy wszystkie te niegodziwości nie zaslugiwały na II Trybunał Norymberski?

Podobnie, jak na Proces Tokijski-bis zasługiwała nie tylko Japonia, ale i USA, które wojnę na Pacyfiku sprowokowały (z pokorą donoszę: pod koniec listopada 1941 roku prezydent Roosevelt wysyła Japończykom niemożliwe do spełnienia ultimatum, przyjęcie którego sparaliżowałoby Cesarstwo pod względem ekonomicznym. Uwagi współpracowników –  „Panie Prezydencie,to oznacza wojnę” –  zbywa krótkim „Wiem, wiem”. Poza tym po złamaniu japońskiego kodu Roosevelt doskonale wiedział, że przeciwnik zaatakuje Pearl Harbor na Hawajach. Nie zrobił jednak nic by np.rozproszyć okręty wojenne zgromadzone w porcie. 7 grudnia pozwolił amerykańskim marynarzom umierać w kojach.Teraz miał świetny pretekst do wywołania wojennej historii we własnym kraju. Przy okazji – jeżeli oskarżamy Niemców o rasizm, to podobne uwagi kierujmy również pod adresem wojennej propagandy Stanów Zjednoczonych, która określała Japończyków mianem „żółtych, wściekłych małp”, czyli nawet nie podludzi. A wódz III Rzeszy widział w nich honorowych … Aryjczyków).

Jeżeli więc będziemy szukać odpowiedzialnych za wybuch II wojny światowej lub ferować wyroki, nie zapominajmy i o tym, że Niemcy były przygotowane jedynie do wojny europejskiej i to zasadniczo zorientowanej na wschód (Drang nach Osten).

Z drugiej zaś strony w wywołaniu konfliktu globalnego, w którym III Rzesza i jej sojusznicy nie mieli żadnych, absolutnie żadnych szans na zwycięstwo czy tylko znośny remis, zainteresowani byli demokratyczno-liberalni, kolaborujący od rewolucji bolszewickiej z Sowietami „krzyżowcy”, wśród których nie najmniejszą odgrywało zorganizowane i dobrane towarzystwo amerykańsko-europejskich elit żydowskich. W końcu to te właśnie kręgi, po niedawnym wykończeniu zbędnych już Sowieciarzy, rządzą niepodzielnie prawie całym światem. Do kolejnego, poprzedzonego okresem „burz i naporu” rozdania.

Dariusz Ratajczak

Posted in Różne | 48 Komentarzy »

Przygotowania do eksploatacji Polski?

Posted by Marucha w dniu 2010-06-24 (Czwartek)

Dziś “badania terenu”, jutro masowa eksploatacja Polski: Amerykański koncern Chevron przygotowuje się do poszukiwań zasobów polskiego gazu łupkowego
Za http://www.bibula.com/?p=23223

Amerykański koncern Chevron jesienią rozpocznie poszukiwania gazu łupkowego w województwie lubelskim. Prace eksploracyjne są planowane na pięć lat i mają odpowiedzieć na pytanie, czy na Lubelszczyźnie rzeczywiście znajdują się złoża gazu ziemnego w łupkach.

Na spotkaniu z wojewodą lubelskim delegacja Chevronu przedstawiła wczoraj wstępne założenia planowanych prac badawczych dotyczących poszukiwań gazu łupkowego na Roztoczu. Chevron otrzymał 4 koncesje na działalność eksploracyjną na Lubelszczyźnie. Badania mają określić obecność, ilość i jakość gazu łupkowego. – Zostały wyznaczone cztery miejsca do przeprowadzenia badań – powiedziała po spotkaniu wojewoda lubelski Genowefa Tokarska. – Są to okolice Kraśnika, Frampola, Zwierzyńca i Grabowca. Rozpoczęcie prac planowane jest na czwarty kwartał, a dokładnie za rok poznamy pierwsze wyniki badań. Liczymy na dobrą współpracę – dodała wojewoda.

Prace poszukiwawcze realizowane będą w trzech etapach. Pierwszy, który rozpocznie się jesienią, będzie polegał na zastosowaniu bezinwazyjnych geosond, które bez szkody dla środowiska za pomocą odbitych od skał fal sejsmicznych określą poziom gazu. W przypadku pozytywnego wyniku tych badań dokonane zostaną próbne odwierty, które John Claussen, dyrektor zarządzający projektem Chevronu w Polsce, ostrożnie planuje na koniec przyszłego roku. Czas trwania prac eksploracyjnych Clausen szacuje na pięć lat.

Poszukiwania gazu łupkowego na Lubelszczyźnie zlokalizowane są na Roztoczu, które pod względem przyrodniczym stanowi najbardziej atrakcyjną część regionu. Wymaga to szczególnej ostrożności związanej z dbałością o środowisko. O uzyskanie decyzji środowiskowej na prowadzenie badań Chevron dopiero będzie się starał, ale wojewoda Tokarska nie przewiduje specjalnych trudności w załatwieniu tych formalności. – Wiem, że firma dołoży wszelkich starań, by nie uszkodzić środowiska naturalnego – powiedziała po spotkaniu z delegacją Chevronu. – Zapewniali, że mają sprawdzone sposoby, by uchronić cenne przyrodniczo obszary. Badania będą dotyczyły głębszych warstw ziemi i dopiero na znacznej głębokości będą się rozchodziły promieniście od miejsca eksploracji – wyjaśniła Tokarska. Dyrektor Claussen, pytany, czy przewidywane złoża w Polsce mogą zalegać na głębokości większej niż w Stanach Zjednoczonych, gdzie firma Chevron zdobyła duże doświadczenie w wydobyciu, stwierdził, że według przewidywań złoża w Polsce powinny znajdować się na tej samej głębokości co w USA (około 3-3,5 km).

Adam Kruczek, Lublin

Od admina:
W Nigerii za rządów Sani Abacha’y reżim wojskowy skazał na śmierć dziewięciu członków ludu Ogoni (m.in. Kena Saro-Wiwę). Ludność Ogoni od lat protestowała przeciw dewastacji środowiska spowodowanej przez takie firmy jak Shell, Elf, Agip, Mobil i Chevron w delcie rzeki Niger.
Chevron należy do grona firm, które osiągnęły zyski na wojnie w Iraku – koncern otrzymał tam licencję na wydobycie.

Posted in Różne | 16 Komentarzy »