Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Czerwone Dynastie – Kierbel vel Olszewski

Posted by Marucha w dniu 2012-04-13 (Piątek)

Jest to ciąg dalszy artykułu:
http://czerwonykiel.blogspot.com/2012/04/pawe-kierbel-olszewski.html
umieszczonego również tu:
https://marucha.wordpress.com/2012/04/12/pawel-kierbel-olszewski/

Żeby zrozumieć, jak zdobył swoją dzisiejszą pozycję, trzeba zacząć od prześledzenia drogi życiowej jego ojca, bo tak jakoś mi się wydaje, że jedna kariera bez drugiej nie byłaby możliwa.

Wiesław Kierbel, po zmianie nazwiska na Olszewski, działał najpierw w komunistycznej młodzieżówce studenckiej (ZSP – dziś Ordynacka), potem w PZPR aż do wyprowadzenia sztandaru. Zawierał ciągle nowe znajomości, budował zaplecze, dzięki któremu pracę zawodową zaczął od kierowniczego stanowiska (kierował spółdzielnią Inventus), a następne były już dyrektorskie (dyrektor administracyjny ATR, potem dyrektor oddziału banku).

Nawet w okresie PRL takie błyskawiczne kariery należały do rzadkości.

Okazuje się jednak, że i w wolnej Polsce są one możliwe, czego dowodzi droga zawodowa syna Wiesława Olszewskiego. Pierwsza posada Pawła – menedżer, po niecałym roku druga – dyrektor finansowy.

Absolwentowi studiów z zerowym doświadczeniem zawodowym nie powierza się od razu, na tzw. piękne oczy, odpowiedzialnej funkcji. Przyjmowany jest na okres próbny, a gdy się sprawdzi, podpisuje się z nim umowę o pracę, ale najpierw na szeregowym stanowisku, dopiero po kilku latach może się starać o kierowniczą funkcję. Inaczej było w przypadku Pawła Olszewskiego. Oddaję mu głos, bo tak opisał swoją drogę zawodową na stronie internetowej, że nie sposób nie przytoczyć jego słów w dosłownym brzmieniu, z zachowaniem wszystkich wielokropków. To naprawdę wzruszająca powiastka. Chwyta za serce. Wydawać się wręcz może, że słowa te wyszły spod ręki jakiejś egzaltowanej panienki, a nie młodego, drapieżnego wilczka:

„Praca zawodowa
Za ciosem… Tuż po zakończeniu studiów, z dyplomem w ręku podjąłem swoją pierwszą pracę. Stanowisko menedżera ds. exportu w Bydgoskiej Fabryce Mebli odpowiadało moim oczekiwaniom i pozwalało na wykorzystanie wiedzy, którą zdobyłem w toku studiów. Poznałem z bliska mechanizmy rządzące rynkiem, nauczyłem się skutecznej negocjacji oraz indywidualnego podejścia do ludzi…Świetna szkoła dla młodego człowieka stojącego u progu kariery zawodowej.

Ogromna szansa…. przyszła nieoczekiwanie. W takiej sytuacji zwykło się mówić „propozycja nie do odrzucenia”. Przed taką właśnie stanąłem w 2004 roku, gdy zaproponowano mi objęcie funkcji dyrektora finansowego w Zakładzie Mechanicznym Skraw-Mech sp. z o.o. prężnie rozwijającej się spółce należącej do holdingu Pojazdy Szynowe PESA Bydgoszcz S.A. Odpowiedzialność ogromna…satysfakcja jeszcze większa.”

Wygląda na to, że w bydgoskich firmach aż się trzęśli z niecierpliwości, żeby zatrudnić młodego Olszewskiego. Oczywiście, ta niepohamowana chęć nie miała nic wspólnego z tym, że tatuś absolwenta był wcześniej wojewodą, a jest obecnie dyrektorem banku, który może dawać korzystne kredyty. Jest równie oczywiste, że w holdingu PESA zawsze marzono o dyrektorze finansowym z paromiesięcznym stażem i nie miało to nic wspólnego z tym, że Wiesław Olszewski jest członkiem rady nadzorczej PESY.

Interesująco przedstawiał się zakres obowiązków młodocianego dyrektora. Odpowiadał m.in. za współpracę z instytucjami finansowymi i zapewnienie środków pieniężnych, niezbędnych do finansowania bieżącej działalności. Innymi słowy, miał znaleźć bank, który będzie przyjazny dla spółki. Z tym chyba Olszewski junior nie miał większych trudności.

Nie całkiem zrozumiałam Pawła Olszewskiego, gdy wyznał, iż była to dla niego „propozycja nie do odrzucenia”. Jak to niby miało wyglądać? Znalazł odcięty koński łeb w swoim łóżku? Musiał przyjąć tę propozycję, bo dawano mu niedwuznacznie do zrozumienia, co go spotka, jeśli nie zgodzi się zostać dyrektorem finansowym spółki?

Już jako poseł uczestniczył Olszewski w bydgoskim Festiwalu Przedsiębiorczości. W auli Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego studenci wysłuchali wykładu Krzysztofa Mateli, kanclerza Bydgoskiej Loży BCC, „Jak osiągnąć sukces w biznesie w wieku 20 lat?”. Najciekawszym punktem pierwszego dnia festiwalu była debata zatytułowana “Dlaczego absolwenci zarządzania zmywają naczynia w zagranicznych barach”. Paweł Olszewski skończył kierunek marketing i zarządzanie, więc był osobą jak najbardziej właściwą do udziału w dyskusji. Studenci znaleźli mnóstwo powodów na “tak”: pieniądze, podszkolenie języka, zaznajomienie się z obcą kulturą i zdobycie nowych umiejętności.

Ich argumenty starał się zbić poseł Olszewski: – Często ci, którzy wracają po kilku latach zmywania garów za granicą, budzą się w Polsce z ręką w nocniku. Patrzą z zazdrością na tych, którzy zostali w kraju. Często nie są już przedstawicielami handlowymi, ale menedżerami. A ci, którzy wrócili z zagranicznych wojaży, nie mają czym pochwalić się w CV.

Widać wyraźnie, że Paweł Olszewski wie, jak wygląda droga typowego absolwenta zarządzania. Zostaje przedstawicielem handlowym firmy, czyli agentem i jeśli nagoni dużo klientów, ma szansę po kilku latach zostać menedżerem. Całkowicie nietypowy absolwent od razu po studiach zostaje menedżerem. Nie musi się niczym wykazać, poza właściwym nazwiskiem.

Hipokryzja Pawła Olszewskiego dorównuje tupetowi. Uczestnicząc w audycji telewizyjnej, zaatakował PiS za to, że na czele jednej ze spółek państwowych postawił 27-letniego politologa. Młodzian ów mógł się poszczycić jedynie tym, że przez kilka lat kierował własną firmą i nauczył się zdobywać środki z funduszy unijnych. Był więc o kilka lat starszy i dużo bardziej doświadczony od Olszewskiego, kiedy ten obejmował stanowisko dyrektorskie w spółce PESY . A jednak poseł PO miał czelność przedstawiać tę nominację jako dowód całkowitego braku odpowiedzialności.

Paweł Olszewski, świadomie czy nie, naśladował młodzieńcze działania ojca i wstąpił do partyjnej młodzieżówki. Oddaję mu ponownie głos:

„Mój udział w życiu społeczno-politycznym to wspaniałe lata spędzone w stowarzyszeniu Młodzi Demokraci, związanym najpierw z Unią Wolności, a następnie z Platformą Obywatelską. Tam uczyliśmy się jak skutecznie walczyć o nasze prawa i brać czynny udział w lokalnym życiu politycznym.”

Młodzi ludzie, którzy angażują się po stronie jakiegoś ugrupowania, czynią to z różnych powodów. Jedni – nazwijmy ich romantykami – chcą publicznie manifestować swoje poglądy polityczne, nawiązywać kontakty z osobami podobnie oceniającymi aktualne wydarzenia, bawić się wspólnie, uczestnicząc w politycznych happeningach. Drudzy – pragmatycy – chcą się ustawić, budować odskocznię do przyszłej kariery politycznej. Tych drugich łatwo namierzyć, bo starają się pełnić różne funkcje, które pozwalają im zaistnieć publicznie, co w politycznym slangu nosi nazwę przecierania nazwiska.
(…)
Młody polityk krytycznymi ocenami się nie przejmował, tylko systematycznie piął się po szczeblach partyjnej drabiny. Podczas wyborów samorządowych w 2006 był już członkiem sztabu krajowego PO. Rok później, decyzją zarządu krajowego partii został powołany na zastępcę szefa sztabu, którym kierował Sławomir Nowak. Potem został skarbnikiem klubu parlamentarnego PO i członkiem jego prezydium . To niepojęte. Bardzo liczny klub, dziesiątki osób bardziej doświadczonych, a to raczkującemu w polityce młodzianowi z Bydgoszczy kierownictwo Platformy powierza różne odpowiedzialne funkcje.

Chyba ma jakieś ukryte talenty, bo zewnętrznie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Wypowiada się w dyskusjach bezbarwnie i na okrągło, bez obawy można wyłączyć dźwięk odbiornika radiowego czy telewizyjnego, kiedy występuje Olszewski, gdyż niczego ciekawego się nie straci.

Był świeżo upieczonym posłem, gdy uczestniczyłam z nim w audycji radiowej, poświęconej wydarzeniom minionego tygodnia. Już po paru minutach zorientowałam się, że o żadnej wymianie poglądów nie ma mowy. Olszewski wypowiadał same komunały. Powiedziałam wtedy, że jestem bardzo rozczarowana, bo miałam nadzieję, iż wchodząc do Sejmu, wniesie ze sobą powiew świeżości, będzie posługiwał się innym językiem niż jego starsi partyjni koledzy, a przede wszystkim będzie myślał samodzielnie. Tymczasem zachowuje się jak stary propagandzista, powtarzający do znudzenia te same frazesy, jakimi byliśmy karmieni w minionych dniach. Nic nie odpowiedział.

Z czasem ulepszył swój warsztat propagandzisty. Zamiast odpowiadać na pytania dziennikarza, mówił to, co powinno wbić się słuchaczom do głowy. Lekko zdenerwował nawet Annę Raczyńską, prowadzącą program telewizyjny „Sejmowe echo”, bo powiedziała: podobno Polacy nie umieją czytać ze zrozumieniem, ale pan poseł nie potrafi chyba słuchać ze zrozumieniem, bo nie rozumie pan zadawanych pytań.

A obecnie sprawia wrażenie politycznego cyborga: wygląda jak człowiek, ale mówi jak zaprogramowana maszyna, a teksty są mniej więcej takie: gabinet Donalda Tuska pracuje bardzo intensywnie, rząd Kaczyńskiego nic nie robił; dzięki Platformie będą drogi, mimo dwóch straconych dla Polski lat rządu PiS-u; mądra polityka rządu Donalda Tuska sprawiła, że jesteśmy zieloną wyspą, gdyby nadal rządził Kaczyński, bylibyśmy drugą Grecją, itd., itd., stale na jedno kopyto.

Czy właśnie to, że mówi, zdaniem internautów, zawsze „PO linii i na bazie”, zaowocowało powierzeniem mu prestiżowej funkcji szefa zespołu medialnego Platformy? Czy raczej umiejętność nawiązywania właściwych kontaktów?

W czerwcu 2009 roku stanął Olszewski na ślubnym kobiercu. Na uroczystość specjalnie przyjechał ówczesny szef klubu parlamentarnego Platformy, poseł Zbigniew Chlebowski oraz kilku innych parlamentarzystów PO. – To nie tylko moi przyjaciele z pracy. Również prywatnie utrzymujemy kontakty towarzyskie – wyjaśnił Paweł Olszewski.

Wkrótce okazało się, że ulubionym miejscem spotkań towarzyskich Chlebowskiego jest cmentarz w pobliżu stacji benzynowej, a niektóre jego kontakty, zwłaszcza z Rychem i Mirem, uznano za naganne i poseł ten stracił funkcję szefa klubu PO. Zastąpił go kolega partyjny, który świeżo pozbawiony został posad ministra i wicepremiera.

Grzegorz Schetyna z rozmachem przystąpił do ozdrowieńczych działań w klubie Platformy. Zarządził nowy podział obowiązków, przygotowanie kodeksu etyki, a także powołanie do życia zespołu medialnego. W październiku 2009 roku można było przeczytać w „Dzienniku” tekst zatytułowany „Gwardia Schetyny zaczyna dziś pracę”:

„Dziś rozpoczyna pracę zespół szybkiego reagowania w PO. Posłowie pod wodzą Pawła Olszewskiego mają dbać o spójny wizerunek Platformy. Ale nie tylko: zespół będzie w przekazie medialnym wyciszał wewnętrzne spory. Dlatego przez partyjnych kolegów został nazwany gwardią Schetyny.

Paweł Olszewski, który odpowiada za prace zespołu, pseudonim taki uważa za krzywdzący. – Po prostu będziemy dbać, by wszystko to, co do mediów ze strony Platformy wychodzi, było jasne, spójne i klarowne – przekonuje. I zapewnia, że nikomu na pewno ust nie będzie zamykał. – Wypowiedzi Palikota i Gowina są ich indywidualnymi opiniami i nie zamierzam w nie ingerować. My będziemy przygotowywać przekaz będący wyrazem oficjalnej linii – zapowiada Olszewski.

Czy więc tworzenie zespołu ma w ogóle sens? Zdaniem politologa dr. Jarosława Flisa wyciszanie wewnętrznych sporów jest ważne w działalności każdej partii, ale musi być budowaniem jej jedności, a nie narzucaniem odgórnej opinii. Bo to może oznaczać rozsyłanie przez zespół szeregowym posłom przekazów dnia, czyli instrukcji wypowiadania się do mediów. – Istnieje niebezpieczeństwo ubezwłasnowolnienia posłów, a na pewno osłabienia ich inicjatywy. A to na pewno nie jest ideał demokracji – podkreśla.

Schetyna chce jednak, by klub parlamentarny był monolitem, bo tylko wtedy PO będzie w stanie skutecznie odpierać ataki związane z aferą hazardową, które tym mocniej będą biły w partię, im dłużej będzie działać komisja śledcza w tej sprawie. Dlatego Schetyna zdecydował się stworzyć ten zespół i dlatego wysyła do niego młodych posłów potrafiących się poruszać w świecie mediów. Do pomocy w roli nadzorcy dodaje im doświadczonego Rafała Grupińskiego, by nad zespołem zachować pełną kontrolę.”

Źródło:
http://ewastarosta.wordpress.com/moje-ksiazki/bydgoska-osmiornicaiii/pawel-o/

http://czerwonykiel.blogspot.se/

Komentarzy 18 to “Czerwone Dynastie – Kierbel vel Olszewski”

  1. Zmieniają nazwiska dwukrotnie ponieważ w ankietach jest rubryka – POPRZEDNIE – przed zmianą.

  2. roberowak said

    Wyjątkowy „poszukiwacz sprzeczności”. Facet od brudnej roboty, politycznej, oczywiście. Ostatnio „zabłysnął” ponownie pieprząc o „szaleństwie smoleńskim”. Niebezpieczny typ. Pasuje do odkrywcy „genu nienawiści”, niejakiego Schetyny.

  3. aga said

    Antoni Macierewicz (PiS) na pogrzebie masona

    Od wiary w cudowność „zamachu smoleńskiego” do bycia na masońskich uroczystościach.

    W dniu 29 marca 2012, w godzinach popołudniowych, pochowaliśmy naszego Brata Jana Winczakiewicza na cmentarzu Montmorancy (blisko Paryża). Uroczystość religijna odbyła się przed południem w Lailly en Val Val i w kaplicy zamkowej w Blois.

    Na cmentarzu byli w obecności Jego żony Joclyne i krewnych: kuzynki Hanny Winczakiewicz i kuzyna Antoniego Macierewicza z Polski, Bracia z Loży „Copernic” i ich bliscy :
    Sergiusz Chądzyński, Marek Franciszkowski, Jan Karczewski, Magda Knychalska, wdowa po Bracie Witoldzie, Mila i Emanuel Łopattowie, Jerzy Neumark, Anna i Jean Wojciech Sicińscy, Piotr Szemiński, Agata i Andrzej Wolscy i Witold

    Zachorski, który reprezentował Bibliotekę Polską w Paryżu. Rząd Rzeczypospolitej Polski reprezentował Konsul Generalny.

    Nad trumną zabrali głos : mistrz ceremonii pogrzebowej, który na prośbę Jocelyne Winczakiewicz odczytał francuskie tłumaczenie wiersza Brata Jana „Vivre” („Byle jak”), w imieniu Biblioteki Polskiej w Paryżu Witold Zahorski, odczytal wiersz Brata Jana „Na przeniesienie zwłok Kazimierza Wierzyńskiego do Warszawy ”, w imieniu przyjaciół Sergiusz Chądzyński przypomniał życiorys Zmarłego, następnie parę słów wypowiedział Konsul Ambasady Polskiej w Paryżu. a na zakończenie zabrał głos Antoni Macierewicz, który mówił o swoich kontaktach z Bratem Janem i o jego patriotyżmie. Pogrzeb odbył się w podniosłym duchu bez niepotrzebnego patosu – prawdopodobnie Brat Jan takiej atmosfery się spodziewał.

    Za: http://arsregia.pl/pogrzeb-jana-winczakiewicza/

    Komentarz: Nie ma to jak katolicyzm otwarty: raz można wierzyć w nadprzyrodzone okoliczności towarzyszące „zamachowi smoleńskiemu”, a za drugim razem być na pogrzebie „brata”.

    a.me.
    konserwatyzm.pl

  4. aga said

    A ciekawe czy Czerwony Kieł wyszpera coś n.t. Macierka.Przecież on też koszernych dynastii….

  5. Kapsel said

    czyżby zanosiło się na zmianę warty ?

    „Tusk i Kaczyński rzucają się sobie do gardeł. Jest dramatycznie”

    Konflikt między PO a PiS eksploduje do rozmiarów dotąd niespotykanych, a politycy tych partii to zapiekli wrogowie – ocenił poseł PSL Janusz Piechociński, odnosząc się do burzliwej dyskusji w Sejmie w związku z projektem uchwały PiS w sprawie wraku Tu-154M.

    Po wystąpieniach, m.in. premiera Donalda Tuska i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, posłowie zdecydowali, że Sejm nie zajmie się na obecnym posiedzeniu tym projektem. – Nie budujmy kariery politycznej na grobach zmarłych – mówił Tusk. Z kolei Kaczyński zaznaczył, że w sensie politycznym rządzący ponoszą 100-proc. odpowiedzialność za katastrofę smoleńską.

    http://www.wprost.pl/ar/316373/Tusk-i-Kaczynski-rzucaja-sie-sobie-do-gardel-Jest-dramatycznie/?N=1

  6. aga said

    Prawdopodobnie Sanhedryn ,Panie Kapsel, doszedł do pktu kiedy chce zamienić Useka na kaczkę…

    Czy zna Pan ten film:

    http://pl.gloria.tv/?media=272824

  7. Kapsel said

    A wie Pani , dużo o nim słyszałem ale jeszcze nie oglądałem i bardzo chętnie ogladnę.Dziękuję.

  8. aga said

    Znalazlam na glorii i od razu pomyslalam o Panu 🙂
    W kinach był krotko.

    Arkadiusz Meller: „Ludzie Boga”

    Film Xaviera Beauvois opowiada autentyczną historię, która wydarzyła się w Algierii w 1996 roku. Jest to opowieść o ośmiu mnichach-cystersach, którzy w spokoju i ciszy u podnóża gór Atlas wypełniają swoje codzienne obowiązki. Są wierni swojemu powołaniu.

    W zeszłym tygodniu na ekranach polskich kin pojawił się wyjątkowy obraz, który wcześniej w lipcu pod nieco zmieniony tytułem („Ludzie i bogowie”) można było obejrzeć podczas wrocławskiego 10 Międzynarodowego Festiwalu Filmowego „Nowe Horyzonty”. Tym filmem są „Ludzie Boga”.
    Jest to obraz przeznaczony dla osób, które w kinie szukają czegoś więcej niż taniej rozrywki i miłego spędzenia czasu, lecz cenią sobie ciszę, kontemplację. „Ludzie Boga” to film adresowany dla tych, którzy chociażby swego czasu mieli okazję zapoznać się z „Wielką Ciszą”.
    W samej Francji film spotkał się z ogromnym zainteresowaniem – zdążyło go już obejrzeć ponad 3 miliony widzów, więc jak się okazuje film Xaviera Beauvois znajduje uznanie nie tylko wśród koneserów sztuki filmowej, ale może liczyć na szerszą widownię. Trzeba podkreślić, że obraz „Ludzie Boga” doczekał się międzynarodowego uznania – w zeszłym roku na Festiwalu Filmowym w Cannes zdobył Nagrodę Grand Prix.
    Film Xaviera Beauvois opowiada autentyczną historię, która wydarzyła się w Algierii w 1996 roku. Jest to opowieść o ośmiu mnichach-cystersach, którzy w spokoju i ciszy u podnóża gór Atlas wypełniają swoje codzienne obowiązki. Są wierni swojemu powołaniu. Żyją w ścisłej harmonii z lokalną społecznością. Spędzają czas na modlitwie, uprawiają ogród. W pewnym momencie są zmuszeni do dokonania dramatycznego wyboru stawianego im przez islamskich terrorystów nakazującym im opuścić Algierię. Mnisi stają przed wyborem: zostać czy wyjechać, ocalić życie czy je poświęcić? Wybór jest o tyle dramatyczny, że klasztor jest całym ich życiem, a w samej Francji nikt na nich nie czeka.
    Same wydarzenia, które faktycznie miały miejsce są jedynie tłem dla pokazania historii ośmiu ludzi, którzy dokładnie wiedzą wedle jakich zasad mają żyć. Jednak w pewnym momencie w tą uporządkowaną rzeczywistość wdziera się chaos zmuszający ich do dokonania ostatecznego wyboru. Widzimy ludzi postawionych w dramatycznej sytuacji i automatycznie zadajemy sobie pytanie: jak sami zachowalibyśmy się w takiej sytuacji, w której możemy stracić życie?
    Film pokazuje, że obok życia, które doskonale znamy: galerii handlowych, pracy, rodziny, można prowadzić inny tryb życia. W ten sposób film daje nam wytchnienie od codzienności. Warto zwrócić uwagę na sposób realizacji – otóż praktycznie kadr jest osobnym obrazem, który można do woli kontemplować zastanawiając się na jego głębią.

  9. Guła said

    Jeżeli dojdzie do „zmiany warty” to PSL i tak zostanie koalicjantem. No bo kto?

    Niemcy twierdzą ze „PO siedzi mocno w siodle” i mowy nie ma o jakimś PiS – „opozycja jest zbyt słaba”. Nu chyba, że partner pani Anieli i pana Włodzimierza coś klapnie, nie do przyjecia. O co coraz łatwiej.

    Tylko „sierpień 80” – wiemy już jak.

  10. Guła said

    Proszę:
    http://www.ekino.tv/film,Ludzie-Boga-Des-Hommes-et-des-dieux-2010-Napisy-PL,20942.html

    Dobrze jest zalogować się.

  11. aga said

    POWIADOMIENIE!

    W piątek 30 marca 2012 r., w wieku 73 lat zmarła Barbara Szendzielarz (ur. 16 XI 1939 r.) – córka legendarnego mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszka”. Jak poinformował Dom Pomocy Społecznej „Kombatant”, w którym mieszkała Pani Barbara, nie są oni w stanie sfinansować pochówku córki mjr. „Łupaszki” w symbolicznej mogile swojego ojca, na Cmentarzu Powązkowskim (wojskowym) w Warszawie, gdzie Śp. Barbara Szendzielarz chciała być pochowana.

    Datki na pochówek można wpłacać na specjalny numer konta:

    Fundacja „NASZA SOLIDARNOŚĆ”

    ul. Nowy Świat 42/4

    00-363 Warszawa

    Nr IBAN: (PL) 41 1020 1156 0000 7002 0113 1465

    (SWIFT: BPKO PL PW)

    z dopiskiem: „DAROWIZNA na pogrzeb Barbary Szendzielarz”

  12. Zdziwiony said

    ad.3;

    W sobotę 24 marca 2012 roku w Lailly en Val we Francji odszedł na Wieczny Wschód nasz Wielce Czcigodny Brat i ukochany Przyjaciel, Jan Winczakiewicz. Nestor Wolnomularstwa Polskiego, dziennikarz, poeta, prozaik i malarz, bohater II wojny światowej odznaczony Krzyżem Walecznych i Orderem Virtuti Militari oraz honorowym obywatelstwem miast Bredy i Kalisza, a za zasługi czasu pokoju także Krzyżem Komandorskim Oderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, przyszedł na świat 6 marca 1921 roku w Kielcach; nauki pobierał w Kaliszu w Liceum Adama Asnyka, które ukończył w 1938 roku. W 1939 roku broniąc Ojczyzny dostał się do niewoli niemieckiej, z której zbiegł w roku następnym do Francji. Tu studiował na Uniwersytecie Grenoble w latach 1940-1942. Poprzez Hiszpanię przedostał się do Anglii, gdzie rozpoczął służbę w 1 Dywizji WP pod dowództwem gen. Stanisława Maczka. Uczestniczył w wyzwoleniu Holandii spod nazistowskiej okupacji i zasłużył się dla oswobodzenia miasta Bredy. Po zakończeniu szlaku bojowego w maju 1945 roku podjął pracę w Paryżu jako dziennikarz Radio France International i poświęcił się pasjom swojego życia: poezji, malarstwu i Sztuce Królewskiej. Światło wolnomularskie otrzymał w dniu 21 czerwca 5963 (1963) roku w Loży-Macierzystej „Copernic” nr 679 w Grande Loge de France (Wielkiej Loży Francji). 5 września 5965 (1965) podniesiony został do stopnia Mistrza. Przez wiele lat piastował funkcję Czcigodnego Loży „Copernic”, której też stał się Czcigodnym Honorowym. W latach 1990-1992 przyczynił się walnie do reaktywowania Wielkiej Loży Narodowej Polski; uczestniczył w jej pracach jako Wielki Ekspert w latach 1991 – 1997 oraz Wielki Namiestnik Honorowy od 1997 roku.

    Pod koniec lat 80. opuścił Paryż by wraz ze swą wieloletnią towarzyszką życia, Jocelyne, zamieszkać w Blois. W ostatnich chwilach życia towarzyszyli mu żona oraz przyjaciel, Sergiusz Chądzyński, który przybył z Paryża, aby pożegnać Go od polskich oraz francuskich przyjaciół i braci. Pochowany został na starym cmentarzu w Montmerency, Rue Gallieni, 95160 Montmorency.
    Cześć Jego pamięci!
    Płaczmy, płaczmy, płaczmy, lecz nie traćmy nadziei!

    http://arsregia.pl/?s=Jan+Winczakiewicz

    – godny ten KOR-owiec Macierewicz swego „miszcza”.

  13. efka said

    Dzieje się coś dziwnego. Znajomi wyznawcy PZPRu/SLD zmienili wyznanie i teraz zawzięcie w rozmowach towarzyskich popierają PO. Takiej gwałtowej zmiany poglądów nie potrafię uzasadnić niczym innym jak tylko przegapioną publikacją w Urbanowym NIE, które nakazało spadkobiercom żydokomuny popierać jedynie słuszą partię. Swoją drogą skąd oni wiedzą tacy zwykli wyborcy lewicy kiedy zmieniać front i machać ręką na SLD i bronić w dyskusjach towarzyskich Platformy?
    Czerwone dynastie jakoś wiedzą, co w trawie piszczy, tylko kto wydaje komendę – na PO patrz!

  14. Reblogged this on ZYGFRYD GDECZYK.

  15. mieczman said

    Cały czas się mówi, że żyd żydowi oka nie wykole a goja wydyma! no i co z tego artykułu wynika? cieszycie się? czy aby dalej? chopy szkoda atramentu na takie pisanie!

  16. Kris said

    Kierbel – to nazwisko zydowskie.

  17. Wandaluzja said

    http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,14405745,wiadomosc.html?ticaid=1e454
    NIE O TAKĄ POLSKĘ WALCZYŁ Lech Wałęsa – bo myślał, że Prezydentem będzie jego syn a nie Kierbiel

    Mój przyjaciel, dr Kazimierz Abramski z Politechniki Gdańskiej, napisał w r. 1991 książkę: NIE O TAKĄ POLSKĘ WALCZYLIŚMY, PANIE PÓŁGŁUPEK. Wydwnictwo zażadało jednak zmiany tytuły więc książka ukazała się jako „Nie o taką Polskę walczyliśmy, Panie Wałęsa”. W książce została wykasowana też relacja robotnika, którego w r. 1970 na MO przesłuchiwał i bił Lech Wałęsa, z której to racji dr KAb nie jest wpuszczany na rozprawy przeciw LW.
    Kilanaście lat temu Dr KAb wytoczył też proces Leszkowi Balcerowiczowi za spowoanie WIELOMILIARDOWYCH strat, z którego został wywieziony w KAJDANKACH do domu wariatów, z którego uwolniła go interwencja POLONII AMERYKAŃSKIEJ. Proces ten SKRÓCIŁ jednak Plan Balcerowicza, który spowodował wg Śledztwa i Pozwu Prezydenta Kaczyńskiego 53 BILIONY ZŁOTYCH WYMIERNYCH STRAT

  18. Mentor said

    Wiesław Kierbel /Olszewski/ był takze SLD – owskim wojewodą bydgoskim /1993 – 1997/ – co by jednak nie mówic przewyższa Pawełka intelektualnie. Ma układy we wszystkich środowiskaxch i troskliwie je pielęgnuje , synalek natomiast ma tylko wrogów .

Sorry, the comment form is closed at this time.